Miłego czytania i zachęcam do kliknięcia Follow - Story - dzięki temu dostaniecie na maila informacje o nowych rozdziałach tego tłumaczenia :D

Jeśli nie przepadasz za formatem na to zapraszam na mojego chomika: AlexxRossie, gdzie można pobrać plik z rozdziałami w pdf :D


19. Duchy

Umyłem jej ciało z krwi, która zakrywała jej bladą skórę. Nadal dryfowała poza świadomością, czułem się jakby mi czegoś brakowało. Kiedy ją rozbierałem wiedziałem, że nie dam rady samemu jej pomóc. Muszę zadzwonić do jej rodziny. Kiedy wycierałem jej ciało, obserwowała to ze stoickim spokojem. Wyglądała na zamyśloną, poruszała się tylko wtedy, gdy ją do tego zmusiłem. To było cholernie niepokojące i niepodobne do niej, przynajmniej tej strony, którą znam.

Położyłem ją na jej niepościelonym łóżku, znajdując mój T-shirt wśród pościeli. Spała w nim nawet jak ją opuściłem. To był jej sposób na trzymanie mnie w zasięgu ręki, mimo tego co jej zrobiłem.

Może gdybym nie odszedł, to nie byłoby strzelaniny? Nie byłoby jej tam, ponieważ jeździlibyśmy razem do pracy. Pokręciłem głową, przerywając rozmyślenia, ponieważ wiedziałem, że teraz jest za późno.

Delikatnie ją ubrałem. Siedziała bezwładnie w moich ramionach, nadal zamknięta w sobie. W tym momencie nie wiedziałem co powiedzieć, żeby się jej poprawiło. Szkoda słów na pocieszenie, przynajmniej ja bym tak chciał, gdyby sytuacja się odwróciła. Komfort.

Po tym jak posprzątałem, położyłem się obok niej. Z Bellą w ramionach, cicho nuciłem kołysankę, aż jej oddech nie zwolnił i całkowicie się uspokoił. To właśnie Bella była inspiracją do tej kołysanki, ale podczas naszej rozłąki wróciła melancholia. Wpatrywała się w ścianę za mną, a jej spojrzenie było puste. Po kilku godzinach poddała się wyczerpaniu.

Gdy byłem pewien, że zasnęła, poszedłem znaleźć coś do ubrania, ponieważ moje ciuchy były pokryte krwią Daniela i mokre po prysznicu. Nie ma opcji, żebym ją zostawił choćby na moment. Z telefonem w dłoni, zdecydowałem się zadzwonić do Alice i poprosić o przyniesienie kilku ciuchów. Czekając na połączenie, otworzyłem górną szufladę w komodzie i zobaczyłem moje rzeczy. Nawet po dwóch tygodniach nadal je miała.

Zostawiłem wiadomość na sekretarce, szybko się ubierając i zdecydowałem się najpierw zadzwonić do Nessie. Potrzebuję jej i Jordana, by pomogli mi w tej sytuacji. Zauważyłem telefon Belli na komodzie i złapałem go, po czym zamknąłem za sobą drzwi.

Znalazłem numer Nessie i wziąłem kilka głębokich oddechów, starając się znaleźć słowa, które oddałyby powagę sytuacji.

- Hej, cuz - odpowiedziała sympatycznie Nessie. Westchnąłem, ponieważ rozwieję jej dobry humor.

- Nessie, tu Edward.

- Skąd masz jej telefon? Czy znowu coś się jej stało? - Jej głos szybko zamienił się w panikę.

- Uspokój się i usiądź.

- Wyduś to z siebie, zabijasz mnie tym - krzyknęła.

- Pamiętasz pacjenta, o którym ci mówiliśmy, który pojawił się w mieszkaniu Belli, zanim przyszłaś na kolację?

- Tak.

- Cóż, przyszedł dziś do niej z bronią - zacząłem. Jęknęła, zanim kontynuowałem: - Fizycznie jest z nią w porządku. Daniel popełnił samobójstwo, ale na jej oczach.

- Kurwa. - Usłyszałem dźwięk silnika i klaksonu w tle. - Gdzie ona teraz jest? - Gdy odpowiedziałem, że śpi, kontynuowała: - Nie zostawiaj jej na długo, ma koszmary. Upewnij się, że coś zje. Jeśli będzie miała obojętny stan, potrząśnij nią lekko. Rozmawiaj z nią. Jestem w Forks, więc zgarnę Jordana. Będziemy za kilka godzin.

- W porządku - powiedziałem, próbując uspokoić myśli, przeczesując palcami włosy. - Zrobię co tylko będę mógł.

- Och, Edwardzie - powiedziała, kiedy usłyszałem pisk opon. Jezu, ona prowadzi? - Policja może chcieć jej akta. Nie wpuszczaj ich dopóki nie będą mieli nakazu. - Czy Bella może przez to stracić prawa do wykonywania zawodu?

- I Edwardzie, masz teraz robotę do zrobienia - powiedziała, po czym się rozłączyła.

Zmusiłem się do wypicia czegoś co złagodziło moje zachrypnięte gardło. W tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi. Za drzwiami stał oficer Davis i facet w garniturze, pewnie kolejny policjant. Bella nie może rozmawiać, a ja nie mogę im pozwolić spróbować.

- Oficerze Davis, to nie najlepszy moment.

- Wiem, panie Cullen. Potrzebuję wasze ubrania, a później umówimy się na rozmowę z nią - wyjaśnił Davis. Kiwnąłem i pozwoliłem im wejść. Drugi facet trzymał się blisko oficera. - Panie Cullen, to jest detektyw Gomez. - Kiwnąłem szybko, dając znać, że kończę tą rozmowę.

- Ubrania, po które przyszliście są w łazience. - Poprowadziłem ich przez krótki korytarz i zauważyłem, że detektyw rozgląda sie po salonie. Jego oczy spoczęły na biblioteczce Belli. Wskazałem łazienkę oficerowi i podszedłem do detektywa. Davis natychmiast założył parę lateksowych rękawiczek i zaczął pracę.

Gdy detektyw zrobił ruch w kierunku półek, przeczyściłem gardło, informując go, że obserwuję. Spojrzał na mnie, po czym powrócił spojrzeniem do książek. Przyglądał się okładkom i podszedł bliżej do ramki ze zdjęciem.

- Łączył ich tylko stosunek zawodowy. Nic więcej - powiedziałem stanowczo. Kiwnął głową, ale pozostał przy półce. W tym właśnie momencie rozległ się krzyk Belli z jej sypialni. Znalazłem ją siedzącą na łóżku, szlochającą w dłonie, a łzy spływały w dół jej policzków.

- Edward - zawołała, wyciągając dłonie w moim kierunku. - Nadal mam na nich krew. Czuję ją.

- Nie, dziecinko, nie - wyszeptałem, biorąc ją w ramiona. - Już nic nie ma.

- Nie, ale ta krew jest na moich dłoniach - załkała w moją klatkę. - Jordana, Brianny, a teraz Daniela. - Złapała mój T-shirt w dłonie i przyciągnęła mnie bliżej.

- W porządku, kochanie - wyszeptałem, kołysząc ją i trzymając tak blisko, jak tylko mogłem. Moje serce bolało z każdym szlochem, który rozbrzmiewał w pomieszczeniu.

- Panno Swan? - spytał detektyw Gomez, stojąc w drzwiach. Gapiłem się na niego przez chwilę, tłumiąc warknięcie.

Nawet nie miał jak spróbować z nią porozmawiać, kiedy była w takim stanie: płacząc i krzycząc. To nie miało znaczenia, ponieważ znowu przepadła. Jej szloch zamarł, a ona osunęła się w moich ramionach.

Krzyknąłem w udręce, przyciągając ją bliżej. Tak blisko, że czułem bicie jej serca. Nos zanurzyłem w jej włosach, napawając się jej ciepłem i zapachem. Jest fizycznie bezpieczna, ale emocjonalnie straciłem ją. Nie mam pojęcia co mogę zrobić.

- Detektyw Gomez i ja wychodzimy, Edwardzie - powiedział oficer, wyprowadzając swojego towarzysza z sypialni. - Zobaczymy się później.

Chciałem pokazać im wyjście, żeby pieprzony Gomez nie węszył w bałaganie Belli. Jednakże, nie mogłem jej zostawić. Właściwie to trzymałem ją kurczowo i szeptem zapewniałem ją o swojej miłości.

Kiedy policjanci wyszli, zadzwoniłem do mojej ciotki i Alice. Miały się zjawić najszybciej jak tylko im się uda i wesprzeć mnie. Wesprzeć nas.

Kontynuowałem nucenie, mając nadzieję, że przez to przestanie drżeć we śnie. Po dwudziestu minutach się obudziła, jęknęła i popatrzyła na mnie. Na jej twarzy było wymalowane zmieszanie, odsunęła się.

- Edwardzie, co ty tutaj robisz? - Teraz była moja kolej na zmieszanie.

- Dziecinko, chciałem tylko się upewnić, że z tobą już w porządku. - Wyciągnąłem dłoń do niej, ale ona powstrzymała mój ruch.

- Mówiłam, żebyś na mnie nie naciskał. - Spojrzała w dół, po czym z powrotem na mnie. Zmarszczyła brwi i pokręciła głową.

- Czy ja cię wpuściłam wczoraj wieczorem? - spytała, wyskakując z łóżka. Powtórzyłem jej ruch i ostrożnie podszedłem do niej.

O Boże, wyparła wspomnienia. To jedyne logiczne rozwiązanie.

- Bello, jest poniedziałek - wyszeptałem.

Jej oczy otwarły się szeroko, a zęby wpijały się w wargę.

- Nie rozumiem. Widziałam cię w piątek. Co się do diabła stało? - Pokręciła głową i pobiegła na korytarz.

Ruszyłem za nią , widząc jak znika w łazience. Ostrożnie, żeby znowu ode mnie nie uciekła zbliżyłem się powoli do niej. Przyklęknąłem metr od niej i obserwowałem co robi. Jej blada trzęsąca się dłoń dotknęła zimnej, twardej płytki. Czubkiem palca dotknęła czegoś na płytce pod prysznicem. Krew. Jej ciało zakołysało się i uderzyło o podłogę, jej oddech stał się ciężki, a jej ciało drżało od szlochów. Owinąłem ciało wokół niej, przyciągając ją bliżej. Wychodzi na to, że to jest jedyna rzecz, którą mogę zrobić!

- Proszę, powiedz mi co mogę zrobić! - krzyknąłem.

Jeśli ona cierpi to i ja cierpię. Widzieć ją w takim stanie bolało. Ciche zawodzenie opuszczało jej usta wraz ze szlochem i drżeniem jej ciała. Zaniosłem ją na kanapę w salonie i posadziłem na moich kolanach. Zatraciłem się w potrzebie zadbania o nią i ocknąłem się dopiero, kiedy usłyszałem jak ktoś wchodzi do jej mieszkania.

Alice uklękła obok nas i odsłoniła twarz Belli, zakładając pukiel jej włosów za ucho. Wyszeptała jej coś do ucha, a Bella kiwnęła w odpowiedzi. Alice spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

- Potrzebuje napić się wody i chce się ubrać.

Kiedy chwilę później chciałem posadzić Bellę obok mnie na kanapie, krzyknęła. Jej dłonie zacisnęły się w pięści na mojej koszulce, a twarz ukryła w mojej szyi. Alice spojrzała zaskoczona i poklepała mnie po ramieniu, kiedy wciągnąłem moją ukochaną w ramiona.

W jej sypialni położyłem ją na łóżku. Pogrzebałem w jej szufladach i znalazłem odpowiedzią rzecz. Usatysfakcjonowany swoim wyborem podałem je Belli, by się przebrała. Jednakże ona tylko siedziała i patrzyła się pustym wzrokiem.

- Dziecinko, pomogę ci się ubrać - wyszeptałem, zakładając jej kilka włosów za ucho. Przyklęknąłem przed nią i wciągnąłem na jej nogi parę majtek. Nie wiedząc co mogę jeszcze zrobić, wybrałem rozmowę z nią.

- Alice i Esme czekają na nas - wyszeptałem, licząc na odpowiedź.

Kiwnęła i uniosła biodra przez co mogłem skończyć z jej bielizną. Ze spodniami było łatwiej gdyż wstała i oparła się rękami o moje ramiona dla równowagi. Pocałowałem ją w czoło, kiedy skończyłem ją ubierać, wziąłem jej dłoń i zaprowadziłem nas do salonu. Kiedy weszliśmy do pomieszczenia, Bella zachwiała się i wsparła na moim boku. Owinąłem ramię wokół jej talii, kiedy jej łzy zaczęły płynąć po policzkach. Na chwilę zamknąłem oczy, by uspokoić swoje emocje. Zajmie trochę czasu, zanim dojdzie do siebie.

Pomogłem jej się usadowić na kanapie i uklęknąłem przed nią, by mieć lepszy widok na jej twarz.

- Dziecinko, czy jadłaś coś rano? - Schowałem kolejny kosmyk jej włosów. Skrzywiła się i pokręciła głową.

- Tylko kawę - powiedziała z pociągnięciem nosem.

- Przygotujemy coś, Edwardzie - powiedziała Esme. Kiwnąłem i usiadłem obok Belli, dziękując za ich pomoc.

- Czy mógłbyś znaleźć mój telefon? - spytała Bella, patrząc na mnie swoimi oczami jak u łani.

Jej telefon bezprzewodowy leżał na stacji dokującej przy drzwiach. Zanim zrobiłem krok, złapała mnie za nadgarstek. Przycisnęła czoło do mojego brzucha i cicho westchnęła.

- Dlaczego? - wyszeptała.

- Nie wiem - powiedziałem, gładząc ją po włosach.

- Niszczę wszystko czego się dotknę.

Pociągnąłem ją do góry i przytuliłem.

- Dziecinko, nie. Tak się nie dzieje - wyszeptałem w jej włosy. - Pomagasz wszystkim z problemami.

- Brianna była moją najlepszą przyjaciółką i umarła. Jordan dostał kulkę, ponieważ się z nią przyjaźniłam. Daniel był częścią mojej odpowiedzialności i nie ocaliłam go.

- Brianna kochała ciebie i twój brat też. Dla Daniela było już za późno. Sama mówiłaś, że wracał do swojego uzależnienia kilka razy.

- Ale moją pracą było mu pomóc.

- Pomogłaś tylu innym osobom. Tak jak powiedziałem wcześniej, pomagasz wszystkim całym sercem. Wyciągasz rękę do każdego i mu pomagasz. I wszyscy mają się dobrze dzięki tobie.

- Bello, on ma rację. Jesteś taką kochającą osobą. Przekonałaś mnie, że jestem gotowa na dziecko. To samo zrobiłaś dla Rose i Emmetta. Zobacz co zrobiłaś z Edwardem.

Alice uśmiechnęła się, podając Belli szklankę wody. Jej dłonie się trzęsły, kiedy piła. Po kilku łykach zamknęła oczy.

- Muszę zadzwonić - wyszeptała Bella. - Powiedział, że ją skrzywdził i muszę sprawdzić czy z nią w porządku.

Poprosiła o chwilę prywatności i oznajmiłem, że będę w kuchni jakby czegoś potrzebowała. Alice i moja ciocia były zajęte szykowaniem posiłku. Starałem się nie wsłuchiwać w rozmowę Belli.

- Sharon? - Usłyszałem, że usiadła. - Tak, to ja. - Siedziała w ciszy przez chwilę, więc spojrzałem na nią i zobaczyłem jak łzy płyną po jej twarzy. Jej spojrzenie spotkało się z moim, lekko kiwnęła i dołączyłem do niej. Słuchając żony Daniela, wspięła się na moje kolana. Ulżyło mi bo pokazała, że czuje się komfortowo w mojej obecności, owinąłem ramiona wokół niej.

- Wiem, ale… tak bardzo się starałam - powiedziała Bella, kiedy ocierałem jej łzy. Z lekkim uśmiechem Alice podała mi pudełko chusteczek, zanim wróciła do kuchni. - Przykro mi - załkała Bella, słuchając odpowiedzi. - Umm, wspomniał, że cię skrzywdził, ale nie chciałam się wtrącać. Tylko sprawdzam czy nic ci nie jest.

Po kilku minutach rozmowy, zakończyła połączenie:

- Zobaczymy się jutro. Do widzenia.

Położyła telefon obok nas i ułożyła głowę na moim ramieniu.

- W porządku, kochanie? - spytałem w jej włosy.

- Powiedziała, że udało jej się go powstrzymać - powiedziała miękko. - Pokazałam jej kilka ruchów do samoobrony. - Wtuliła się we mnie, całując mnie pod uchem. Gwałtowny wdech opuścił moje płuca, ponieważ nie spodziewałem się tego.

- Bella, Edward, śniadanie - zawołała Esme z kuchni.

Wolno ruszyliśmy w stronę kuchni, ponieważ ruchy Belli nadal były niepewne. Esme przygotowała śniadanie dla naszej dwójki na wyspie kuchennej. Usiedliśmy i Bella posłała Esme uśmiech.

- Dziękuję, Esme. Wygląda smakowicie.

- Robię wszystko, żeby pomóc. - Esme uśmiechnęła się, a jej oczy zalśniły smutno.

Wiem, jak musi się czuć. Lubiła czuć się potrzebna, minęło sporo czasu odkąd gotowała dla kogoś innego niż ojciec. Widząc Bellę w tym stanie, wróciły wspomnienia gdy zmarli moi rodzice czyli jej siostra. Kiwnąłem Alice, żeby podeszła bliżej.

- Mogłabyś posprzątać łazienkę? Nadal jest tam trochę krwi, ale tylko trochę. Środki czystości są nad pralką.

Alice wyszła do łazienki, a ciocia ruszyła za nią.

Balla i ja kontynuowaliśmy jedzenie w ciszy. Jednakże, Bella ledwo tknęła jedzenie i tylko bawiła się nim na talerzu.

- Proszę, zjedz coś - powiedziałem poważnie. Już wyglądała słabo i blado, musi jeść.

- Dlaczego tutaj jesteś, Edwardzie? - spytała, odkładając widelec i przyglądając mi się błyszczącymi oczami.

- Powiedziałem ci w piątek, że przepraszam. Chcę tu być - powiedziałem, mając nadzieję, że emocje na mojej twarzy powiedzą jej, że nadal ją kocham. Nigdy nie przestanę.

- Skrzywdziłeś mnie - wyszeptała.

- Wiem. Byłem głupkiem. Myślałem, że jeśli nie byłbym częścią twojego życia osobistego to tamta noc by się nie wydarzyła.

- To jest głupie. Twoje serce było w dobrym miejscu, ale twoja głowa wylądowała w dupie. Wiesz to, prawda? - Kiwnąłem. - Codzienne patrzenie na ciebie było najgorsze. Nie mogłam cię dotknąć, naprawdę z tobą porozmawiać, pocałować cię, czy przytulić się do ciebie. Byłeś w zasięgu ręki, ale za każdym razem, kiedy chciałam się zbliżyć, oddalałeś się. To była tortura.

W jej oczach błysnęła oczywista udręka. Ból, który wyrządziłem wyrył się na jej twarzy.

- Postąpiłem samolubnie - przyznałem rozpaczliwie. - To był mój sposób na trzymanie cię na tyle blisko, by cię obserwować. Potem się zmieniłaś, co mnie skołowało.

- Nie ułatwiłam ci tego, prawda? - powiedziała znad szklanki, z której napiła się soku. Dziękując za to, że je kontynuowałem rozmowę.

- Nie, co to było? - spytałem, przypominając sobie jej kiwnięcia, 'sir' i wypraną z emocji twarz.

- Nic, po prostu nie byłam sobą, naciskając tak na ciebie - powiedziała zamyślona. Zaśmiała się na mój niewyraźny wyraz twarzy, naciskając palcem na moją zmarszczkę między brwiami. - Potem wziąłeś się w garść.

- Zadziałało - warknąłem. - Znienawidziłem taką Bellę.

Przeraziła mnie myśl, że zna mnie tak dobrze i wie jak nacisnąć, żeby zadziałało. Posłała mi skromny, niewinny uśmieszek, na co się zaśmiałem. Cieszę się, że widzę tą prawdziwą Bellę.

Kiedy skończyliśmy śniadanie pozbierałem talerze do mycia. Po skończonej pracy, odwróciłem się i znalazłem Bellę znowu gapiącą się przed siebie. Jej oddech był wolny i równy, a jej twarz wyrażała ból i nie zareagowała na swoje imię.

Zdesperowany wziąłem ją na ręce i zaniosłem na kanapę, gdzie usadziłem ją sobie na kolanach.

- Bella - wyszeptałem jej w ucho. Zero odpowiedzi. - Dziecinko. - Nic. Nessie próbowała mówić do niej, by wyrwać ją z tego stanu. Mam nadzieję, że nasze zwyczajne żarciki pomogą.

- Nie byłem na siłowni, odkąd byliśmy tam razem. - Zachichotałem. - Myślę, że straciłem trochę mięśni. - Ulga przepłynęła przez moje ciało, kiedy kącik jej ust uniósł się w górę w uśmiechu.

- Ja chyba też i trochę na wadzę. Ugh - wymamrotała.

- Cóż, jedzenie samych fast foodów też nie pomogło - drażniłem się, klepiąc się po brzuchu.

- Cóż, czasami jesz jak świnia. - Dźgnęła mnie palcem w brzuch. Udałem jęk, trzymając za miejsce, w które mnie dotknęła.

- Ha! Tylko jedzenie, które zrobisz, kochanie - powiedziałem, całując ją w czoło.

- Tęskniłam za tobą - powiedziała nagle, łapiąc w garść moją koszulę. Spytałem z udawanym niedowierzaniem, rozluźniając napięcie wokół nas:

- Nie tak bardzo jak ja za tobą.

- Nie sądziłam, że to możliwe - wyszeptała i ułożyła głowę na swoim ulubionym miejscu w zgięciu mojej szyi.

- Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham. - Musi zrozumieć, że jestem z nią i nigdzie się nie wybieram. Musi zrozumieć, że kocham ją i tak będzie na zawsze.

- Co masz na myśli, że nie mam pojęcia? Czy to twój sposób na powiedzenie, że kochasz mnie bardziej?

Nasze spojrzenia się spotkały, a ona atrakcyjnie wydęła wargi. Doskonale zdaje sobie sprawę co to ze mną robi. Uniosłem jej podbródek i pieściłem jej wargi moim kciukiem.

Zamyśliłem się na chwilę, próbując znaleźć słowa wyjaśniające moją miłość do niej.

- Twoja miłość do mnie jest jak jezioro - zacząłem, przytulając ją bardziej. - Ale moja miłość do ciebie jest jak ocean i tysiąc razy większa.

Jej uśmiech był miękki i skromny. Gdyby mi uwierzyła.

- To niemożliwe. - Łzy wypełniły jej oczy. Pocałowała mnie w usta, a ja zamknąłem oczy, napawając się ciepłem i słodyczą, którą mi podarowała. Zacieśniłem uścisk wokół niej.

- Wiem, co mówię.

- Czyżbyś był wszystkowiedzący? - drażniła się, przejeżdżając palcami wzdłuż mojej szczęki.

- Jestem wszystkowiedzący? - Zaśmiałem się. - He, to ty kochanie. - Zachichotała.

- Wiem. - Zacząłem z nią chichotać. Za szybko przestała, wyglądając na zamyśloną, a nawet zdeterminowaną.

- Dziś wieczorem musimy porozmawiać - powiedziała miękko. Coś w jej oczach mówiło, że to ostrzeżenie. Kiwnąłem zgadzając się, ale po kilku minutach zacząłem obawiać się tego co mi powie.

Zdecydowaliśmy się przebrać, skoro rodzina Belli miała do nas dołączyć.

- Zostawiłaś moje rzeczy - powiedziałem, choć zabrzmiało to jak pytanie.

- Byłam pewna, że pójdziesz po rozum do głowy. - Wzruszyła ramionami, podchodząc do szafy.

- To powinno być łatwiejsze dla ciebie - odparłem. - Za dużo pewności w tym co bym zrobił.

- Widziałam w twoich oczach co do mnie czujesz. To była kwestia czasu.

- Więc dlaczego wyrzuciłaś mnie za drzwi w piątek? - spytałem zdezorientowany.

- Porozmawiamy o tym później, Edwardzie.

Cokolwiek stało się w piątek mieliśmy to omówić później podczas rozmowy. Boję się tego. Kiedy weszła do oświetlonej garderoby, westchnąłem. Wiem, że minie trochę czasu zanim do siebie wrócimy. Normalnie przebrałaby się ze mną w tym samym pomieszczeniu, ale nie była na to gotowa. Rozumiem. Skrzywdziłem ją. Nie oczekiwałem, że będzie łatwo, ale jest tego warta.

Kiedy byłem gotowy, stanąłem przy drzwiach garderoby, czekając na nią. Po kilku minutach wiedziałem, że coś jest nie tak.

- Bello, w porządku? - spytałem, pukając w drzwi.

Nie było odpowiedzi. Rzuciłem okiem do środka. Scena przede mną złamała mi serce. Na podłodze siedziała Bella z kolanami przytulonymi do klatki i owiniętymi wokół nich ramionami. To był znak, że znowu odleciała. Owinąłem ramiona wokół niej i kołysałem nią, gdy łkała. Znów zacząłem nucić tą nieznaną melodię. Oderwani od rzeczywistości siedzieliśmy w szafie, aż pukanie do drzwi wyrwało nas z naszej chmury.

- Wejdź - zawołałem. Obserwowałem każdą łzę wypływającą z oczu Belli, przytulając ją mocniej.

Nessie stanęła obok mnie, patrząc na mnie smutnym wzrokiem. Słowa uwięzły w moim gardle, ale w mojej głowie krążyły myśli, które chciałem wyrazić. Proszę, pomóż jej.

- Bella - wyszeptała Nessie, odsuwając włosy z czoła mojej ukochanej. - Chodź do nas do salonu. - Bella rozglądnęła się wokół. Od razu wytarła łzy i wprawiła mnie tym w osłupienie. Pomogłem jej wstać, zastanawiając się nad jej nagłą zmianą.

W salonie czekał na nas jej brat. Mam nadzieję, że nie zacznie teraz rozmowy na temat mojego odejścia.

- Przyjechałeś - wyszeptała Bella, patrząc na Jordana.

- Oczywiście, że to zrobiliśmy - wyjaśnił Jordan. Bella rozejrzała się i zobaczyła całą naszą wspólną rodzinę.

- Cóż, w takim razie zjedzmy lunch. Musicie być głodni. - Posłała uśmiech bratu i ruszyła w stronę kuchni, zanim zdążył odpowiedzieć. Co tu się do diabła wyprawia?

Jordan pokręcił głową i spojrzał na mnie.

- Ona najpierw zajmuje się innymi, a dopiero sobą. Widzi co próbujemy zrobić i nie chce nam na to pozwolić. Założy maskę, aż nie znikniemy. - Westchnął, zamykając oczy na chwilę. - Chciałbym ci skopać tyłek, ale ona teraz cię potrzebuje. Jestem pewien, że nie pozwoli nikomu się zbliżyć tak bardzo jak tobie.

- Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie bólu, który jej zadałem - powiedziałem w zamyśleniu. - Przez resztę mojego życia będę żył ze świadomością, że mogłem temu zapobiec.

- Yeah - powiedział, potarł dłonią twarz i zaczerwienione oczy. - Wiem, jak to jest być za coś odpowiedzialny. Daj sobie szansę i postaraj się sobie przebaczyć. - Odwrócił wózek i pojechał w kierunku kuchni. Emocjonalne tornado, które Bella i jej brat przeżyli, po czym pozbierali się i ruszyli dalej jeszcze bardziej mnie zdołowało.

Jaki człowiek może sobie poradzić z taką świadomością?

Nessie usiadła obok i mnie przytuliła.

- Tak jak powiedziałam, masz robotę do wykonania. Dasz sobie z tym radę?

Wzruszyłem ramionami, pozwalając sobie na chwilę komfortu.

- Nie ma nic czego bym dla niej nie zrobił.

Rodzinka siedziała w cichej rozmowie przy prostym lunchu, ale Bella nie dołączyła się do żadnej z dyskusji. Po jakimś czasie przyjechały władze, by porozmawiać z Bellą i ze mną.

Udało nam się znaleźć chwilę prywatności, kiedy nasi najbliżsi zdecydowali się poczekać w salonie. Detektyw Gomez wszedł tanecznym krokiem do jadalni, a za nim sympatyczny oficer Davis. Bella usiadła na końcu stołu, a ja po jej prawej. Davis i Pieprzony-Gomez usiedli naprzeciw mnie.

Oficer przeczyścił gardło i posłał szybkie spojrzenie partnerowi, który gapił się na Bellę.

- Panno Swan, chcielibyśmy zadać kilka pytań odnośnie wydarzenia z dzisiejszego ranka.

Bella opowiedziała całe zdarzenie z najmniejszymi szczegółami, chociaż wzrok miała utkwiony w czymś po drugiej stronie pomieszczenia. Oficer Davis spytał o mój udział w wypadku. Kiedy powiedziałem, że rozmawiałem z Bellą przez telefon, Gomez się wtrącił:

- Panie Cullen - powiedział z niesmakiem. - Wiemy o incydencie w mieszkaniu panny Swan sprzed kilku tygodni. W jaki sposób byłeś zaangażowany w tamto wydarzenie?

Oczywiście, że byli tego świadomi. Halo, zadzwoniliśmy do twojego partnera po pomoc z tamtym dupkiem. Przeczyściłem gardło, zanim odpowiedziałem:

- Nie chciałem, żeby Bella zostawała z nim sama po wcześniejszych incydentach. Nie powinno go tam być, więc dołączyłem do nich podczas rozmowy na korytarzu.

- Wcześniejsze incydenty? - Skurwiel Gomez gapił się na mnie, zadając to pytanie i uniósł brew.

Jaki problem ma ten dupek? Odkąd poznałem go wcześniej przez cały czas mi się przygląda. Jęknąłem, gdy przypomniałem sobie Elene, kogoś z kim spotykałem się wcześniej, a ona miała brata na komisariacie. Dlaczego ja?

Przełknąłem ślinę i skurwiel miał czelność się uśmiechnąć. Wiedział, że zrozumiałem. Wybrałem ignorowanie go, ponieważ w tej chwili to było niepotrzebne. Spojrzałem na Bellę, która kiwnęła w niemej zgodzie, że mogę o tym opowiedzieć.

- Nasze pierwsze spotkanie było w supermarkecie, kiedy podszedł do Belli. Zdenerwowałem się, kiedy ostrzegła go, żeby jej nie śledził. Umówiliśmy się na kolację tego samego wieczora, po jej sesji z Danielem i przyszedłem wcześniej. - Przebiegłem dłonią przez włosy. - Kiedy dotarłem do drzwi usłyszałem jak krzyczy do niego, żeby ją zostawił, więc pobiegłem pomóc.

- Co zrobiłeś Danielowi, panie Cullen?

- Wystarczy panowie - powiedziała poważnie Bella. Davis uniósł brew, patrząc w jej stronę. - Dam wam fragment jego akt, który wyjaśni jego problemy. Jeśli chodzi o wizytę na komisariacie to będziemy tam jutro rano. Podpiszemy cokolwiek chcecie - powiedziała i wstała. - Jak tylko nasi prawnicy się temu przyjrzą. Zaraz wracam.

Davis i Gomez wstali z krzeseł, kiedy wyszła. Poprosiła nas o chwilę na znalezienie odpowiednich dokumentów. Oczywiście wszyscy w salonie siedzieli w ciszy, zapewne podsłuchując.

Alice i Nessie ruszyły za Bellą do jej sypialni. Musiało chodzić o coś jeszcze i nie jestem pewien czy chciałbym o tym wiedzieć.

Bella

Weszłam do mojej sypialni, a za mną Alice, na którą nadal byłam wkurzona. Wiedziała to. A Nessie nie była lepsza. Chcę, żeby wszyscy zniknęli. Nie potrzebuję ich teraz. Wiem co chcą zrobić i wkurza mnie to.

I wiem, że nie mogę ich wypieprzyć z mieszkania, nie tłumacząc Edwardowi dlaczego jestem na nich wkurzona. To wyjaśnienie mogło zrujnować wszystko.

- Co wasza dwójka chce ode mnie do cholery? - wysyczałam, podchodząc do szuflady ze skarpetkami i wyciągnęłam klucz do szafki z dokumentami.

- Bella, proszę. Nie bądź na nas zła - wyszeptała Alice. Zdecydowałam się spojrzeć na nią i pożałowałam tego, ponieważ płakała. - Robiliśmy to co uważaliśmy za najlepsze dla ciebie i Edwarda.

Kurwa. Poczucie winy, spojrzałam w inną stronę, zanim moja determinacja znikła.

- Bello, proszę posłuchaj - powiedziała Nessie, stojąc za mną. - Wiem, że teraz przez wiele przechodzisz, ale my tylko chcemy pomóc.

Pokonałam dzielącą mnie odległość od szafki z dokumentami, która miała dodatkową pancerną obudowę. Błagający ton mojej kuzynki rozpalił mój gniew. Kurwa. Nie chciałam takiego gówna.

Przez ostatnie dwa tygodnie jedyne co czułam to smutek. Takie emocje potrafią wykończyć człowieka. Potrzebowałam się wkurzyć. Złość była idealna, kiedy chcesz porzucić smutek i żal. Złość jest dla mnie ucieczką, choć niezdrową. Mimo to, żyłam z tym przez tygodnie. Byłam na nich wściekła od wieczoru w barze, gdy dowiedziałam się, że jestem tylko pionkiem w ich ukartowanej grze.

- Słuchaj, Alice… Nessie… i możecie to przekazać Jacobowi, żebym nie musiała powtarzać. Ustawiliście tą cholerną rzecz między mną i Edwardem dla własnych korzyści. Chciałaś, żeby twój kuzyn się zakochał. Ale chciałaś też, żeby Jasper przestał wychodzić z nim do klubu. Chciałaś, żeby został w domu i żebyście zaczęli tworzyć rodzinę. Nessie i Jacob chcieli mojego szczęścia, ale chcieli też, żebym się ustatkowała by sami mogli rozpocząć wspólne życie. Dla mnie to brzmi jak cholerny pretekst i obawa. - Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam dokumenty Daniela.

Rozumiem ich postępowanie i nie mogę tego zmienić. Zrujnowali szansę na naszą prawdziwą miłość i szczęście.

- Wiecie co jest najgorsze? Gdyby nie wasza ingerencja, Edward i ja spotkalibyśmy się na własną rękę. Mieszkamy blok w blok, chodzimy na tą samą siłownię i właściwie to planowałam skontaktować się z jego firmą, by wsparł mój projekt. - Pokręciłam głową na możliwości, które nigdy się nie wydarzą.

- Przykro nam, Bello. Nie wiedzieliśmy gdzie mieszkasz, dopóki cię nie zatrudniliśmy. Chcieliśmy, żeby wasza dwójka była szczęśliwa. - Alice spojrzała na mnie dużymi, zapłakanymi oczami.

- Nie rób tego, Alice - powiedziałam, zamykając szafkę. - Powiem mu dziś wieczorem.

- Nie! - krzyknęły zgodnie obie.

- Bella, nie możesz. Nie będziesz mogła sobie poradzić z dzisiejszym incydentem i odejściem Edwarda - powiedziała błagalnie Nessie.

Westchnęłam. Mają rację, ale nie mogę tego przekładać. Będzie dla nas łatwiej jeśli zrobię to teraz. Kiedy odszedł tygodnie temu, czułam się jakby ktoś wyrwał mi serce z klatki piersiowej. Ale wiedziałam, że nadal mnie kocha, więc przebrnęłam z bólem. Prawda może spowodować, że mnie znienawidzi. Nie będę go winić.

Pokręciłam głową i wyszłam z sypialni. Byłam wściekła, a to nie był najlepszy humor na rozmowy. Podałam papiery Davisowi, ignorując gbura Gomeza.

- To oczywiście nie są pełne akta - powiedziałam oficjalnie. - Na to będzie potrzebny nakaz, ale znajdziecie tu opisane wszystkie przypadki, kiedy Daniel przekroczył linię. - Odprowadziłam ich do drzwi i otworzyłam je. - Przyjdziemy jutro na posterunek.

Edward

Napięcie w pokoju było namacalne, kiedy Bella pokazała glinom wyjście. Alice i Nessie wyszły z jej sypialni i uściskały swoje drugie połówki. Obie wyglądały jakby płakały. Co do diabła tam się stało?

Bella dosłownie wypchnęła policjantów za drzwi. Rodzina i ja obserwowaliśmy jak podchodzi do najbliższej ściany, opiera się o nią i osuwa się po niej na podłogę. Przyciąga kolana do klatki piersiowej i owija wokół nich ramiona.

- Wyjdź - wyszeptała, opierając czoło o kolana. Nikt się nie ruszył. - Wynocha - wyszeptała głośniej.

- Nie wyjdziemy - powiedział Jordan, podjeżdżając do niej.

- Wypad! - ryknęła na brata, po czym spojrzała na każdego włącznie ze mną.

- Bella - wyszeptałem, próbując podejść do niej.

- Nie - wymamrotała, unosząc dłoń. - Proszę idźcie. Wszyscy. Tłumię w sobie tyle gniewu, żalu i innego gówna od tak dawna, że nie chcę powiedzieć czegoś, czego będę żałować. Więc proszę, idźcie.

- Bells - powiedział Jacob z drugiego końca pokoju.

- Ahhhh! - Uniosła zaczerwienioną twarz, a jej piersi zafalowały od głębokich oddechów. - Pieprzyć to. Dlaczego nie posłuchaliście?! W takim razie macie. Jestem teraz cholernie wkurzona. Mam tyle gówna w głowie, że powoli doprowadza mnie to do szaleństwa. Widziałam więcej popieprzonych przypadków w ciągu tych sześciu lat niż inni ludzie przez całe życie. Widziałam jak moja przyjaciółka wymachuje bronią. Widziałam mojego brata jak umierał we krwi. - Zaszlochała, próbując złapać oddech. - Widziałam jak moja przyjaciółka strzela sobie w cholerną głowę. - Więcej szlochów opuściło jej ciało. - Ludzie, miałam kawałki jej mózgu na ubraniu. Macie pojęcie jakie to uczucie? - krzyknęła, sapiąc, a jej całe ciało drżało.

Potarłem tors w miejscu, które zabolało, a drugą dłonią otarłem łzy. Reszta rodzinki stała w rozpaczy, ponieważ ten ból aż promieniował od Belli. Jordan miał zbolałą minę, kiedy popatrzył na siostrę.

- Potem, rok później w moje urodziny idę do kostnicy zidentyfikować moich martwych rodziców. W tym samym czasie zajmuję się swoim bratem, który stracił chęć do życia. Muszę się tym zająć. Wybrałam taką pracę, żeby nikt inny nie musiał przechodzić przez to co ja. Miałam do czynienia z kimś kto chciał mnie zabić. A osoba, o której myślałam, że jest miłością mojego życia zostawia mnie.

Wzdrygnąłem się, patrząc na Bellę, która już nie płakała tylko wyglądała na wściekłą. Bella spojrzała na Alice, kiedy kontynuowała:

- Dowiedziałam się, że osoby, którym ufałam zdradziły mnie, co czyni ze mnie hipokrytkę. - Spojrzała w dół na podłogę i zaśmiała się mrocznie. - Yeah, jestem cholernie odjazdowa.

Po kilku minutach ciszy wstała.

- I oczywiście dzisiejszy ranek, podczas którego facet przypominający mojego brata ładuje sobie kulkę w łeb! Możecie sobie wyobrazić jak to wygląda? To właśnie widzę za każdym razem, kiedy zamknę oczy. Jesteście szczęśliwi? Teraz wiecie co mnie wprawia w zły humor. Teraz do cholery wyjdziecie.

Po swoim obwieszczeniu, ruszyła do sypialni i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wtedy Jordan zwrócił swoją uwagę na Alice.

- O co do cholery chodzi ze zdradzeniem jej, Alice? - Pokręciła głową, patrząc przez chwilę na Jacoba. Chciałem poznać odpowiedź na to pytanie, ale to nie był mój priorytet. Teraz Bella jest numerem jeden.

- Zawsze była silna - wyszeptała Nessie, opierając głowę na klatce Jacoba. - To dziwne widzieć ją w takim stanie.

- Powinniśmy iść - powiedział Jasper. Wszyscy zgodzili się dla Jordana. Westchnął, posyłając mi twarde spojrzenie.

- Zostajesz. - Kiwnąłem i po kilku minutach zostałem sam, z obietnicą zadzwonienia, jakby się coś działo.

Co ja mogę teraz zrobić?

Bella

Zatrzasnęłam drzwi i przekręciłam klucz. Tylko dlatego, że potrzebowałam kilku minut dla siebie, tym bardziej, że Edward został. Jest uparty i zrobi wszystko, żeby pomóc. Prawie mu powiedziałam o wszystkim. Mam tak wiele do przemyślenia i dodając do tego ból po stracie, mogłoby to mnie zniszczyć. Jednakże, błędem było odkładanie tego. Mam wybór.

Podziękowałam niebiosom za wybór miejsca na moje dokumenty związane z obiektami czyli CD włożone w plastikową okładkę, leżące na półce z ponad setką płyt z muzyką.

Każdy obiekt miał swoją własną płytkę CD, bez innej kopii. Nawet moje raporty i dochody były ukryte na miłym koncie na Kajmanach.

Właściwie to nie było nielegalne, dopóki służyło tylko do moich celów. To brzmiało kiepsko nawet dla mnie. To było nieetycznie i niekonwencjonalne. Poszłam za pośrednictwem wytycznych i mam furtkę, jeśli kiedykolwiek by mnie złapali. Byłam ostrożna, upewniając się, że kontaktuję się tylko z osobami, które znają obiekt lub samym klientem.

To powinno być moim pierwszym ostrzeżeniem. Alice powiedziała, że to Jacob mnie polecił. Powinnam wiedzieć, że to wszystko jest pieprzoną grą. Grą, w której Edward i ja jesteśmy pionkami. Muszę powiedzieć Edwardowi prawdę.

Wyszłam z mojego pokoju, widząc jak Edward krąży po korytarzu. Zatrzymał się nagle, kiedy mnie zauważył. Ruszyłam do drugiego pokoju, gdzie miałam drugą bibliotekę i biuro. Usłyszałam, że poszedł za mną, kiedy przeszukiwałam wzrokiem półki by znaleźć jego akta, ukryte w opakowaniu po Debussym.

Wyciągnęłam je, obracając w dłoni spojrzałam na niego.

Co powinnam zrobić?

Edward

- Nie wystarczy, że masz to na iPodzie? - spytałem, mając nadzieję, że to zmusi ją do rozmowy. Kiwnęła głową, ale odwróciła wzrok.

- Musimy porozmawiać - wyszeptała.

- Okej. - Zrobiłem kilka niepewnych kroków w jej stronę.

Rozmowy nigdy nie kończyły się dobrze, jeśli zaczynały się od tych słów.

- To co zamierzam ci powiedzieć, nie jest czymś co ci się spodoba. - Westchnęła, kładąc płytę CD na małym okrągłym stoliku obok dwuosobowej kanapy. - Właściwie, uważam, że mnie znienawidzisz.

O mój Boże. Nie zniosę tego dłużej.

- To mi nie mów - wyszeptałem, a mój głos zadrżał nieznacznie. Bella spojrzała na mnie, a jej spojrzenie było łagodne i błyszczące od łez.

- Muszę ci powiedzieć. Chodzi o nas.

- Czy chcesz skończyć to co jest między nami? - spytałem, zastanawiając się czy nadal mnie kocha po tym co jej zrobiłem.

- Nie. Oczywiście, że nie. Ale to jest ważne. - Westchnęła, zanim zrobiła kilka kroków w moją stronę.

Pokręciłem głową i cofnąłem się.

- Nie chcę wiedzieć. Jeśli sądzisz, że to zakończy nasz związek to nie mów mi - powiedziałem stanowczo, a w moim głosie zabrzmiał strach i ból. - Bella, kiedy zobaczyłem jak upadasz, to było jakby część mnie umarła. Niosłem cię w swoich ramionach, twoje drżące ciało i czułem jak umieram.

Wziąłem kilka głębokich oddechów, zbierając się w sobie. Kurwa, ostatnio robię to często.

- Przez cały czas odkąd cię opuściłem, byłem w opłakanym stanie. Nie byłem sobą, ponieważ czegoś mi brakowało. A tego ranka, kiedy ja… myślałem, że cię postrzelił… o Boże… - Dźwięk przedarł się przez moją klatkę piersiową.

Upadłem na kolana, przypominając sobie grozę i uczucie wyrwanego serca, kiedy myślałem, że umarła. Rzuciła się w moją stronę i owinęła ramiona wokół mnie. Pocieszała mnie.

- Edward, nie możemy być razem z czymś takim wiszącym nad nami - wyszeptała, a jej łzy ponownie wypłynęły. Kontynuowałem odmawianie jej i owinąłem ramiona wokół niej.

- Jeśli to zabierze cię z dala ode mnie to nie jest tego warte. - Przyciągnąłem ją bliżej i mocniej ścisnąłem. - Nie mogę cię ponownie stracić, Bella. Nie wiem jak to inaczej wyjaśnić. Czuję się jakby część mnie umierała, kiedy jesteśmy osobno. Nie mogę tego przechodzić raz jeszcze.

- Ale Edwardzie, nie chcesz wiedzieć? - wyszeptała ponownie w moją szyję. Pokręciłem głową i nareszcie się poddała.

- Jestem zmęczona. Mogę iść się zdrzemnąć? - spytała. Kiwnąłem, ciesząc się na jej zmianę tematu.

Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Zdjąłem jej buty i otuliłem ją kocem.

- Obudzę cię, kiedy przygotuję jedzenie. Wcześniej nie zjadłaś wiele. - Kiwnęła, umieszczając dłonie pod poduszką. Pocałowałem ją w czoło, zanim wyszedłem. Nie chciałem narzucać się jej w łóżku.

Wszedłem do drugiej sypialni, którą Bella zamieniła w biuro. Płyta nadal leżała na stole, złapałem ją i odłożyłem na miejsce. Debussy. Westchnąłem, minęło sporo czasu odkąd grałem. Nie miałem inspiracji by to robić, ale nadszedł czas aby odkurzyć pianino i zagrać. Kawałek, który utkwił mi w głowie gdy poznałem Bellę musi zostać dokończony.

Również potrzebuję czegoś do ukojenia zmysłów. Gdy umieszczałem płytkę w odtwarzaczu systemu nagłaśniającego Belli, usłyszałem jej krzyk.

- Edward. - Brzmiała na zdesperowaną.

Kiedy otworzyłem drzwi do jej sypialni, zastałem ją całą we złach siedzącą na łóżku. Jej dolna warga drżała, kiedy mówiła:

- Gdy tylko zamykam oczy wszystko jest czerwone.

Ostrożnie podszedłem do łóżka, nadal nie wiedząc co mogę dla niej zrobić. Jedyne co mogę zrobić to komfort. Coś czego nigdy nie robiłem. Złapałem jej twarz w dłonie i pocałowałem ją.

- Nie mogę sobie tego wyobrazić - wyszeptałem w jej skórę.

Spojrzała na mnie spod swoich rzęs, znalazłem coś co myślałem, że przepadło. Jej miłość do mnie zaświeciła w jej oczach, wyglądając niesamowicie cudownie.

- Potrzebuję cię.

Nie miała pojęcia jak to na mnie podziałało. Zawarła wiele w jednym słowie. Nie potrzebowałem żadnych innych słów, żeby zrozumiała, że czuję to samo. Wspiąłem się na łóżko, a ona przesunęła się i położyła na mnie. Jęknąłem, witając się z jej ciepłymi i zamykającymi moje ustami. Do utraty tchu, owinąłem ramiona wokół niej, kiedy składała całus za całusem wzdłuż mojej szyi.

Wkrótce zaczęła skubać moje ucho i nic nie mogąc poradzić, jęk opuścił moje usta.

- Bella.

Spróbowałem przyciągnąć ją jeszcze bliżej, szepcząc jej imię. Wiedziałem, że nigdy jej nie odmówię.

- Edwardzie, proszę. - Moja słabość.

Powoli wstała, unosząc się nade mną z czystym pożądaniem w oczach. Delikatne dłonie przesunęły się wzdłuż jej ciała, co spowodowało kolejną ekscytację. Obserwowałem z wytężoną uwagą jak ściąga ubrania i rozrzuca wokół siebie.

Nie mogąc się powstrzymać przebiegłem dłońmi przez jej łydki, uda i zacisnąłem je na jej miękkiej pupci. Byłem wciąż w ubraniu, Bella uklękła pomiędzy moimi nogami i wsunęła ręce pod mój T-shirt. Stłumiony jęk opuścił moje usta, gdy jej paznokcie przejechały po moich mięśniach, które napięły się. Wkrótce moje ubranie dołączyło do jej na podłodze.

Po mokrym, palącym pocałunku chciałem więcej. Jęknąłem, wzdychając i warcząc, po czym pociągnąłem ją do namiętnego pocałunku. Nasze ręce dotykały każdego cala odsłoniętej skóry. Zaprowadziłem ją do miejsca, w którym najbardziej jej potrzebuję. Położyłem jej jedną dłoń nad moim sercem, a drugą dłonią pomogła mi się w nią wsunąć. Nie protestowała, ale błagała cicho do mojego ucha. Jęknęliśmy na doznanie bycia nareszcie całością.

Poruszaliśmy się wolno. Nasze biodra kołysały się, a moje dłonie prowadziły ją. Delikatnie wsunęła palce w moje włosy, przysuwając usta do moich.

- Kocham cię - wyszeptała. Nareszcie.

- Też cię kocham - wydyszałem, zwiększając tempo.

Pchnięcie za pchnięciem, coraz bliżej szczytu. Jej skomlenie nasiliło się, a mój głos zachrypł. Bella odsunęła się, by wypuścić głęboki, chrapliwy jęk. Jej twarz była przepełniona przyjemnością, kiedy odrzucała głowę w tył. Oglądałem jak porusza się na mnie, a moje dłonie poruszały sie po jej krzywiznach. Przesunąłem je na jej płaski brzuch, w górę pomiędzy jej piersi aż do szyi, gdzie przechyliłem jej głowę, tak bym mógł widzieć jej twarz.

Jej dłonie zagłębiły się w moich włosach, kiedy jej usta spotkały moje. Pchnąłem w nią mocniej i głębiej, kiedy poczułem, że jest blisko. Przyjemność z dojścia była obezwładniająca. Szeptałem jej imię i dyszałem ' moje życie' w kółko. Jest moim życiem. Bez niej, nie miałoby ono znaczenia. Minuty mijały gdy leżeliśmy w swoich ramionach. Żadne z nas nie chciało tego skończyć. W ten sposób zasnęliśmy.

Chociaż zasnęliśmy tej nocy razem, nie obyło się bez hałasów. Sny nawiedzały ją mimo mojej obecności. Dołączyłem do niej podczas spotkania z Sharon, żoną Daniela. Bella pomogła im to zorganizować, ponieważ mieszkali daleko i przylatywali dopiero w ten dzień. Bella trzymała wszystkich oprócz mnie na dystans, więc musiałem wziąć tydzień wolnego, żeby być z nią. Było istotne dla niej by ktoś z nią był, choćby dlatego, że we wtorek obudziła się z koszmaru i domagała się prysznica by zmyć całą krew.

Tej nocy nawzajem ukołysaliśmy się do snu.

Od tamtej nocy przyglądałem się jej, żeby się upewnić, że nie wariuje. To mnie przeraża, kiedy widzę ją z tym samym wzrokiem wbitym w przestrzeń. Za każdym razem zajmuje mi sporo czasu by doszła do siebie. Pogrzeb odbył się bez żadnych problemów, a Bella przeczytała fragment z dziennika Daniela.

Zrozumiałem, dlaczego Bella była tak zdesperowana żeby go ocalić. Był pełen życia i zdolny do miłości. Po prostu był pochłonięty nałogiem. Próbował wrócić, ale było dla niego za późno.

Noc po pogrzebie przebiegła spokojnie. Chociaż nie budziły jej koszmary, to szeptała imię Daniela jakby się z nim żegnała. Bella odwołała wszystkie swoje sesje na kilka tygodni. Komisja zapowiedziała jej wizytę w sprawie dochodzenia dotyczącego Daniela. Dopóki sprawa nie będzie zamknięta, zawiesiła swoją praktykę.

Od tamtego dnia nie chciała zejść do garażu w swoim budynku. Zawsze szliśmy do mnie, by wziąć moje auto. Nie kochaliśmy się od tamtej nocy, ale nie przeszkadzało mi to. Ona mnie nie prosiła, a ja jej. Chciałem zaczekać na nią. To nie było coś co musieliśmy zrobić. Moim jedynym priorytetem była ona i jej dobre samopoczucie. A jej dobre samopoczucie i jej nastrój były zagrożone. Jej apetyt nie istniał, jej nawyki senne się nie poprawiły.

Kiedy wróciliśmy z komisariatu, gdzie podpisaliśmy nasze zeznania, zamieniła się w automat i martwiłem się, przez co mało jadłem. Weszła do kuchni aby przygotować lunch, a ja stałem obok i obserwowałem ją, pozwalając jej mówić.

Na pierwszy rzut oka co jakiś czas pojawiała się tam moja Bella, ale przez większość czasu tonęła w smutku i rozpaczy. Chciałem ją z tego wyrwać i pomyślałem o wyjeździe ze Seattle na jakiś czas, tylko my.

- Kochanie, zastanawiałem się czy nie miałabyś ochoty wyjechać z miasta na weekend - spytałem, obserwując jak obraca burgery na grillu.

Westchnęła miękko, ale zobaczyłem mały uśmieszek na jej ustach. Ten mały gest dał mi nadzieję.

- Myślałam, że nigdy nie zapytasz. - Spojrzała znad pieca prosto w moje oczy, posyłając mi cudowny uśmiech. - Tylko my?

- Tylko my - odpowiedziałem z szelmowskim uśmiechem.

- Hmm gdzieś gdzie jest słonecznie? - Uniosła brew, czekając na odpowiedź.

- California?

Bella przygryzła dolną wargę i kiwnęła głową.

- Muszę kupić nowe bikini - powiedziała sugestywnie. Jęknąłem, zanim uśmiechnąłem się do niej.

- Chyba potrzebujemy prywatnej plaży - powiedziałem, puszczając jej perskie oko. Myślałem o moim domu w Carmel, gdy to zasugerowałem. Zdjęła burgery z pieca i położyła je na bułkach, a obok frytki.

- Więc kiedy wyjeżdżamy? - Ustawiła talerze, po czym ją wciągnąłem na moje kolana i pocałowałem.

- Jutro - wyszeptałem, całując ją wzdłuż szyi i ucha. Zadrżała.

- Jutro, kuźwa ktoś do mnie przychodzi. Umm może jutro wieczorem? - zaproponowała.

- A kto przychodzi?

- Mam zaśpiewać z kolegą piosenkę na koncercie dobroczynnym. Musimy wybrać co zaśpiewamy i umówiliśmy się, że wpadnie kiedy będzie w mieście odwiedzał przyjaciół. - Zanurzyła frytkę w ketchupie i włożyła mi do ust.

- On? - Uniosłem brew w pytaniu, przeżuwając. Wywróciła oczami.

- Rob Thomas.

- Będziesz coś z nim śpiewać? - Byłem pod wrażeniem. Słyszałem kilka razy jak nuci i śpiewa, ale to było krótkie.

- Tak, spotkałam go i jego żonę, kiedy pomagałam jego fundacji "Sidewalk Angels" kilka lat temu. Zaproponował to parę tygodni temu, kiedy powiedziałam, że organizuję koncert. Nawet pomógł mi zgromadzić kilku innych artystów.

Jej uśmiech był piękny jak ona. Chciałem, żeby nadal mówiła, ponieważ zauważyłem, że zaczęła więcej jeść. Siedziała ze mną i pozwalała się karmić frytkami, kiedy nie robiła małych kęsów burgera.

- Zdecydowałaś już jak nazwiesz fundacje? - spytałem, biorąc od niej frytkę i wylizując jej palce. Zachichotała i dała mi prztyczka w nos.

- Myślałam nad "New Beginnings1".

- To ma sens. Fundacja będzie się skupiać na bitych kobietach i dzieciach, nie zabijaniu zwierząt w schroniskach, zespół ratunkowy dla bezdomnych i oczywiście szpital dla dzieci. To idealna nazwa, kochanie.

- Dziękuję. - Uśmiechnęła się, kiedy złapałem kolejną frytkę. Zamoczyłem ją w ketchupie i rozsmarowałem go na jej policzku. Spojrzała na mnie zakłopotana dopóki nie poruszyłem brwiami. Zlizałem sos, przez co nagrodziła mnie chichotem.

- Ew! - powiedziała, kręcą głową i próbując odsunąć twarz ode mnie. Śmiałem się z nią, ale nagle zamarła i ucichła. Mój wzrok powędrował do jej dłoni. Ketchup kapnął na jej dłoń podczas naszej zabawy. O kurwa.

Moją pierwszą myślą była krew. Złapałem serwetkę i zacząłem ścierać, ale mnie powstrzymała. Wpatrywała się w swoją dłoń i pociągnięciem palca rozmazała sos w cienką linię.

- Krew i ból jest linią mojego życia. To wszystko wiem już od dawna - powiedziała, biorąc serwetkę, która jej podałem. W jej oczach widziałem, że nadal trawi stratę, którą odczuwa. - Jako jedyny pokazałeś mi, że nie chodzi tylko o moje życie, Edwardzie. Dziękuję ci. - Łzy spłynęły z jej oczu.

- To ja powinienem tobie podziękować. Sprawiłaś, że moje serce znowu zaczęło bić - wyszeptałem, owijając ramiona wokół niej. Ona owinęła swoje wokół mojej szyi i spojrzała na mnie.

- Kochaj mnie, Edwardzie - wyszeptała, zasypując moją twarz pocałunkami. Jęknąłem i pocałowałem ją w usta, pomagając jej wstać. Po chwili, leżąc na niej w naszym łóżku, wyszeptałem:

- Kocham cie, miłości mojego życia.

Moja żono.


1 Nowe początki