20. Potrzebuję cię
Edward
Tej nocy ustaliliśmy szczegóły dotyczące naszego wyjazdu. W piątek, wczesnym rankiem, zdecydowałem, że muszę wpaść do biura, aby odwołać spotkania zaplanowane na kilka najbliższych dni. Bella nie była w nastroju na zakupy, więc poprosiłem Alice o kupienie kilku rzeczy na naszą wycieczkę. Nie byłem pewien co spowodowało oziębienie stosunków między nimi po ich wczorajszej rozmowie. Kiedy spytałem o to Bellę, stwierdziła, że jest to związane z naszą nieprzeprowadzoną rozmową. Utrzymywałem, że nadal nie chcę nic wiedzieć. Wyglądała jakby jej ulżyło. Nie drążyłem dalej tego tematu.
Czy zachowywałem się dziecinnie i naiwnie? Tak, ale nie miałem wyboru. Prawdopodobnie był to instynkt samozachowawczy. Jeśli chciałem przeżyć, ona musiała być przy mnie. Proste.
Kiedy ja pośpiesznie się szykowałem, Bella biegała do i z łazienki zbierając rzeczy. To było zaskakujące. Chyba nie myślała, że pójdzie do pracy, prawda?
- Edwardzie, jest dopiero piąta trzydzieści. Nikogo jeszcze nie będzie w biurze. Czy mogę pojechać z tobą? - Jej głos był delikatny, ale lekko ochrypły.
Uniosłem brew w niemym pytaniu. W odpowiedzi posłała mi pożądliwe i spragnione spojrzenie. Załapałem.
Fuck yeah. Kiwnąłem, obserwując jej oddalającą się postać. Była ubrana tak samo, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Jej strój bibliotekarki/sekretarki spowodował, że od razu stwardniałem. Boże, kocham tę kobietę. Dwadzieścia minut później schodziliśmy do mojego garażu.
- Kiedy spodziewasz się swoich gości?
- Rob z żoną powinni być koło pierwszej. Powinniśmy zdążyć na lot o czwartej.
- W takim razie poznam Roba i jego żonę? - Nie jestem jego wielkim fanem, ale lubię kilka jego piosenek.
- Tak, oczywiście. Nie zamierzasz udawać zwariowanego fana, prawda? - spytała, chichocząc. Kiedy odpowiedziałem krótkim 'nie', zaśmiała się głośniej.
Gdy dotarliśmy do biura, nie mogłem pozbyć się uśmieszku z twarzy. Właściwie to nikt nie mógłby mnie go pozbawić.
Wciągnąłem ją do biura, gdzie szybko ruszyłem w stronę gabinetu. Chciałem zobaczyć jej rozrzucone włosy na blacie. Gdy dotarłem do drzwi, odsunęła się.
- Edwardzie - powiedziała ostrzegawczym tonem. - Musisz skończyć pracę, a ja muszę sprawdzić czy temperatura nie spieprzyła mojego systemu. - Wydąłem wargi, a ona pokręciła głową. - Zadzwoń, kiedy skończysz. - Uśmiechnęła się i pocałowała mnie w usta.
Prychnąłem z irytacją, stwierdzając, że seks w biurze jest przereklamowany. Przynajmniej tak sobie wmawiałem, żeby mój mózg mógł skupić się na pracy. Na szczęście wszystko udało mi się załatwić w dwadzieścia minut.
Cóż, to nie była prawda. Raczej skończyłem to co mogłem i się poddałem. Powracający obraz Belli na moim biurku nie dawał mi spokoju, przez co musiałem ją zobaczyć. Nacisnąłem szybko przycisk interkomu i czekałem na jej odpowiedź.
- Tak? - powiedziała słodko.
Oh, wiem w jaką grę grasz, panno Swan.
- Panno Swan, proszę przyjść do mojego gabinetu - powiedziałem oficjalnie.
- Tak, panie Cullen - odpowiedziała takim samym tonem.
Po kilku minutach drzwi mojego gabinetu stanęły otworem, a moja mała lisica wślizgnęła się do pomieszczenia, uwodzicielsko kołysząc biodrami. Powstrzymałem jęk, kiedy obserwowałem jak siada.
- W czym mogę pomóc, panie Cullen? - spytała, unosząc swoją idealną brew. Skrzyżowała nogi, uśmiechając się, kiedy zorientowałem się, że mam idealny widok na jej majtki… a właściwie ich brak.
- O Boże - jęknąłem, poddając się grze, w którą graliśmy. - Podejdź, proszę.
Niechętnie oderwałem spojrzenie od jej cudownych nóg, by zobaczyć jej zadowolony z siebie uśmieszek. Gapiłem się. Nienawidzę kiedy wygrywa. Pieprzyć to. Kiedy wygrywa, to ja też.
Powoli rozprostowała nogi i wstała. Obserwowałem każdy ruch jej ciała, kiedy obeszła moje biurko i stanęła przede mną. Z każdym krokiem jaki robiła, rozpinała guzik w swojej koszuli, odsłaniając swoją jedwabistą skórę przed moim wzrokiem.
Dopiero kiedy odepchnęła moje dłonie, zdałem sobie sprawę, że jej dotykam. Pod bluzką chował się grzeszny, czerwony biustonosz. Jeden z nowych, tak myślę. Usiadła na mnie, z kolanami po bokach moich bioder. Moje podniecenie spotkało się z jej ciepłem, powodując, że odrzuciłem głowę w tył w uczuciu rozkoszy. Spojrzałem przed siebie, gdzie znajdował się jej biust. Zatopiłem w nim twarz, na co zachichotała.
Z rękami na jej tyłku i plecach, przyciągnąłem ją bliżej i nakryłem jej sutek swoimi ustami. Cicho jęknęła, przerywając ruch bioder. Palcami przebiegła przez moje włosy, a syk opuścił jej usta, kiedy zsunąłem bluzkę z jej ramion. Szczypiąc i całując ramiączka stanika, obserwowałem jak jej koszula opada na podłogę. Naparła na mnie, siadając mi na kolanach i rozpinając stanik. Kiedy materiał poluzował się, pomogłem go jej zdjąć i rzuciłem za siebie.
Zachichotała i z uśmiechem przyciągnęła moje usta do swoich. Nacisk, pchnięcie i odsunięcie. Biodro w biodro, ocierając się o siebie rytmicznie, co spowodowało mój głęboki jęk. Pochyleniem głowy pogłębiłem nasz pocałunek. Nasze dłonie były wszędzie, dotykając, łapiąc i zaciskając się. Moje spoczęły na jej tyłku, gdzie mogłem spokojnie dyrygować jej ruchami, wyobrażając sobie jak się w niej poruszam.
Doświadczone palce zsunęły się w dół mojej klatki do paska, gdzie w rekordowym czasie uwolniła mnie. Zdyszani i zdesperowani, zaczęliśmy się śmiać.
- Nie wierzę, że to robimy - powiedziała.
- Czy to nie jest zbyt banalne? - Uśmiechnąłem się w jej szyję i polizałem ją wzdłuż niej. - Czy to cię powstrzymuje?
Pokręciła głową i jęknęła, kiedy uszczypnąłem jej sutek. Jednak zanim coś powiedzieliśmy, usłyszałem jakiś dźwięk za drzwiami.
- Edward. - Ten głos poznałbym wszędzie, Carlisle.
- Zamknęłaś drzwi? - Spojrzałem na Bellę, a jej oczy rozszerzyły się w panice i pokręciła głową. Cholera. - Schowaj się pod biurkiem - wyszeptałem, kiedy drzwi do mojego gabinetu zaczęły się otwierać. Bella zanurkowała pod blatem, a ja dosunąłem krzesło jak najbliżej stołu. Chciałem zasunąć rozporek, ale Bella mnie powstrzymała. Nie zrobiła tego!
Chwilę później, uśmiechnięta twarz mojego ojca pojawiła się pomiędzy drzwiami, a framugą.
- Dzień dobry, synu. Co tu robisz tak wcześnie? - spytał Carlisle z niepokojem wymalowanym na twarzy.
W tej samej chwili poczułem jak jej dłonie dotknęły mojej erekcji. Stłumiłem jęk kaszlem, zasłaniając usta dłonią.
- Ja... uh, muszę skończyć parę rzeczy zanim wyjadę z miasta na weekend - udało mi się wyksztusić, kiedy Bella polizała czubek mojego penisa. Cholera. Kurwa. Ona to właśnie zrobiła. Pieprzy mnie ustami!
- Och, wyjeżdżasz z miasta? - spytał, siadając na krześle, które przedtem zajmowała Bella.
Kurwa, moja dziewczyna robi mi laskę z moim ojcem w tym samym pokoju. To jest gorące i bardzo rozpraszające.
- Um, tak - wydyszałem, kiedy podrażniła mnie zębami. Kurwa. - Tak, biorę Bellę... do... Carmel. - Chwyciłem jedną ręką krawędź biurka, a drugą podłokietnik fotela, na którym siedziałem. Poczułem jak jej małe dłonie zaciskają się na moich kolanach i rozsuwają je. Po czym przesunęła rękę w górę mojej nogi i chwyciła mnie za jaja. Kurwa!
- Pokocha to miejsce, Edwardzie. - Kiwnąłem głową, ponieważ jeśli otworzyłbym usta, to wykrzyczałbym imię Belli i przeklinałbym jak pieprzony marynarz. Skupiłem wszystkie siły, żeby nie pchnąć w jej usta. - Zadzwoniłeś i upewniłeś się, że wszystko jest gotowe na wasz przyjazd?
- Tak - wydusiłem z siebie odpowiedź. Bella wzięła moje jedno jądro w usta i zassała. Czy ona próbuje mnie zabić? Na to wygląda.
- Bierzesz odrzutowiec? - spytał, unosząc brew i uśmiechając się.
- Tak - udało mi się wydusić, ledwo. Carlisle wstał z krzesła, za co byłem cholernie wdzięczny.
- Cieszę się, że ty i Bella staracie się wszystko naprawić. - Kiwnąłem, kiedy otworzył drzwi mojego gabinetu. - Baw się dobrze synu, i ty Bello też. - Puścił oczko, po czym wyszedł i śmiejąc się, zamknął drzwi.
Bella zamarła z wybałuszonymi oczami, a ja od razu zatęskniłem za ciepłem jej ust.
- O Boże! - krzyknęła. Odsunąłem się od biurka, a ona wyczołgała się, wyglądając na zażenowaną. - Mój stanik wisi na drzewku za tobą!
Odwróciłem się i rzeczywiście zobaczyłem wiszący na palmie biustonosz. Teraz moja kolej na wyśmianie mojej dupy. Starałem się ją przyciągnąć do mnie z szerokim uśmiechem.
- Cóż, to za to co zrobiłaś, kiedy mój ojciec był w tym samym pomieszczeniu - zganiłem ją.
Bella wydęła wargi i wzruszyła ramionami.
- Jeśli tak się z tym czujesz, to wychodzę - powiedziała poważnie, zbierając swój stanik i bluzkę. Powstrzymałem ją i przytuliłem do siebie.
- Kocham to, ale może następnym razem spróbujmy, kiedy nikogo nie będzie w pokoju. Oczywiście jeśli nie zmieniłaś zdania odnośnie trójkącików. - Uśmiechnąłem się zadziornie i poruszyłem znacząco brwiami. Klepnęła mnie.
- Hmmm, a co powiesz na tego faceta z siłowni? - drażniła się ze mną. - Jest cholernie gorący.
Warknąłem i ugryzłem ją w lewą pierś. Ssałem długo i mocno, naznaczając ją jak pieprzony dupek, którym byłem. - Moja. - Kiedy odsunęła się, od razu ją chwyciłem. Wyjaśniła, że tylko chciała zamknąć drzwi na zamek.
W czasie kiedy to robiła, zdjąłem marynarkę, krawat i koszulę. Zaśmiała się na mój entuzjazm, ale zatrzymała się przed moim biurkiem.
- Nie mam na sobie żadnych majtek, pamiętasz? - stwierdziła, kładąc dłonie na moim biurku i kręcąc biodrami. Zachichotałem i pokonałem drogę do jej wyeksponowanego tyłu. Podwinąłem jej spódniczkę, kurwa, jaki cudowny widok. Przesunąłem dwoma palcami przez jej ciepłą i śliską skórę łechtaczki.
- Taka mokra. - Sapnąłem, gdy zwinąłem jej spódnicę i złapałem ją za biodra, przyciągając ją do siebie. Szybko pozbyłem się spodni i bokserek. - Dziecinko, na kolana. - Nie dałem jej czasu na nic, wchodząc w nią szybko i mocno. Upadła na ramiona z powodu siły, której użyłem.
- Kurwa, Edward. - Jęknęła, łapiąc się drugiej strony biurka. Wysuwała się na przód, witając moje pchnięcia. Ryknąłem w odpowiedzi. Kurwa, tęskniłem za nią. Za nią całą.
- Tak cholernie ciasna, kurwa - warknąłem, kiedy pchnęła mocniej. Pochyliłem się nad nią i złapałem w jedną dłoń garść jej włosów, a drugą chwyciłem jej biodro.
- Tak, kurwa tak! - krzyczała, dysząc ciężko. Pchnąłem w nią trochę mocniej i poczułem jak jej plecy wyginają się w łuk pode mną, przez co mogłem wsunąć rękę pod nią. Ciągnąłem i skręcałem jej sutki. Nasze ciała poruszały się w idealnej synchronizacji, pokrywając się warstewką błyszczącego potu.
- Ugh... Bella… kurwa - wydyszałem, tak cholernie blisko. Kurwa. Zabrałem dłoń z jej sterczących sutków i zsunąłem w dół do jej spuchniętej łechtaczki. Potarłem ją, mając nadzieję, że szybko zareaguje. Długo nie wytrzymam.
Dyszała pomiędzy pchnięciami i nareszcie zacisnęła się wokół mnie, więc nie mogłem nie podążyć za nią. Przedłużyłem nasze uwolnienie kilkoma pchnięciami, a nasze imiona wypełniły pokój wraz z dyszeniem i zapachem seksu. Wysunąłem się z niej i pociągnąłem ją na moje kolana, kiedy usiadłem na krześle za mną.
Moje ramiona owinęły się ciasno wokół jej drobnego ciała, kiedy próbowaliśmy złapać oddech.
- Czy… myślisz, że on coś powie? - spytała pomiędzy oddechami.
- Nie, to nie jest Emmett. - Pocałowałem ją w szyję, tuż poniżej ucha.
-Mmm... jaka ulga - westchnęła, kiedy drażniłem zębami jej skórę.
- Kocham cię - wyszeptałem prosto do jej ucha.
- Kocham cię - powiedziała miękko, kręcąc biodrami.
Unieruchomiłem je, zanim znowu stałem się twardy, a niewiele już brakowało.
- Bella - ostrzegłem ją.
- Przepraszam. - Zachichotała, kiedy spróbowałem ją dotknąć jeszcze raz. Jęknąłem, kiedy zerwała się z moich kolan. - Edwardzie, mamy cały weekend - droczyła się.
- Wiem. - Zacząłem ubierać moje ciuchy. - Ale nic nie mogę na to poradzić, kiedy jesteś naga. - Uśmiechnąłem się.
- Ubieraj się, skończ pracę i będziemy mogli wyjść. - Pocałowała mnie w szczękę, zapinając swoją bluzkę. Co było dramatyczne, ponieważ jej piersi były cudowne.
- Już jesteś gotowa?
- Tak. Bycie pracownikiem tymczasowym nie jest takie złe. To powinno się zdarzyć siostrze Margaret. Powinnam ją szkolić, odkąd przyjęłam propozycję Carlisle'a.
Zamarłem podczas ubierania spodni.
- Co powiedziałaś?
- Przyjęłam propozycję Carlisle'a, Edwardzie - powiedziała miękko. - W zeszłym tygodniu, zanim to wszystko miało miejsce. - Spojrzała na mnie ze smutkiem i obawą w oczach. - Wzięłabym ją nawet, jeśli nie mielibyśmy przerwy. - Oczywiście, że by to zrobiła.
- Rozumiem, ponieważ to stanowisko jest stworzone dla ciebie - powiedziałem, kończąc się ubierać. - Ale powinnaś mi powiedzieć. - Musiała usłyszeć rozczarowanie w moim głosie, zaoferowała swoją dłoń. Przyciągnąłem ją bliżej.
- Wiem. Tak szczerze to nie myślałam o tym, dopóki nie przyjechaliśmy do biura.
Westchnąłem.
- Rozumiem cię, Bello.
Posłała mi zapierający dech w piersiach uśmiech i wskoczyła w moje ramiona.
- Dziękuję za wyrozumiałość. Nadal możemy jeść razem lunch. - Nieśmiały błysk w jej oczach powiedział mi, że to stanie się naszą rutyną.
- Lunch czasem schadzek, podoba mi się ta myśl - wyszeptałem, całując ją delikatnie w usta.
- Dobrą wiadomością jest to, że Emmett zgodził się zamienić biurami, więc będę bliżej ciebie. - Bella pocałowała mnie w usta, pacnęła mnie w tyłek i opuściła moje biuro.
Czy mam się czuć urażony, ponieważ wybrała pracę zamiast mnie? Nie, ponieważ znam ją na tyle dobrze, że wiem jak ważna jest dla niej praca charytatywna i chcę ją wspierać.
Schadzki w trakcie lunchu lub w pokoju ksero brzmią coraz lepiej im dłużej nad tym myślę. Półtorej godziny później udało nam się dotrzeć do jej mieszkania. Alice już na nas czekała z rzeczami Belli.
Podeszła powoli do Belli z oczami pełnymi łez.
- Bella - wyszeptała.
Bella westchnęła i otworzyła ramiona. Alice wpadła w nie i zaczęła niekontrolowanie szlochać. Razem pokonały drogę do sypialni i zamknęły się w niej, potrzebując prywatności. Wmawiałem sobie, że nie chcę wiedzieć. Tak długo jak współpracują, to nie mój interes. Spojrzałem na Bellę, która posłała mi spojrzenie mówiące, że wszystko jest w porządku. Cicho zapukałem i otworzyłem drzwi do jej sypialni.
- Bella, idę do siebie spakować bagaż. Zaraz wracam.
Bella uśmiechnęła się do mnie i odpowiedziała:
- W porządku, Edwardzie. Zobaczymy się później. - Po krótkim pocałunku, wyszedłem i pokonałem drogę do mojego mieszkania.
Jest jakaś tajemnica, która prawdopodobnie zakończy nasz związek. Ta informacja rujnowała moje zdrowie psychiczne. Ale chcąc pozostać przy zdrowych zmysłach, musiałem o tym zapomnieć. Wiem, że jeśli chcę żyć z Bellą ten sekret będzie musiał zostać ujawniony.
Chcę urzeczywistnić mój sen. Sen, który mam przed oczami za każdym razem, kiedy zamknę oczy. Bella jako moja żona i matka moich dzieci. Wierzę, że jeśli wyjawi co ją trapi to przejdziemy przez to razem. Nie jestem gotowy by pozwolić jej odejść, nigdy nie będę.
Po spakowaniu torby i potwierdzeniu naszego lotu, wróciłem do jej mieszkania. Przez drzwi usłyszałem dźwięki gitary. Wszedłem bez pukania i znalazłem Bellę czekającą na mnie.
- Wejdź - wyszeptała, łapiąc moją dłoń i wciągając do salonu. Na leżance siedział Rob Thomas z żoną. Jasper siedział na fotelu naprzeciw nich i brzdękolił na gitarze. Alice siedziała na podłokietniku fotela zajmowanego przez Jazza, witając mnie szerokim uśmiechem.
- Edwardzie, to jest Rob i Marisol Thomas. - Rob i ja uścisnęliśmy sobie dłonie, kiedy Marisol wstała i wyciągnęła swoją. Przypominała mi Rosalie, poza włosami, które były ciemno brązowe i spięte w kucyk. Jeśli o ten aspekt chodzi to przypominała mi Bellę, dla której wygoda była ważniejsza niż moda.
- Miło mi cię poznać, Edwardzie - powiedziała Marisol, unosząc brew na Bellę. - Bella wiele nam o tobie mówiła. Poza tym jak gorący jesteś.
Bella zaśmiała się i pokręciła głową.
- Proszę, nie podnoś jego ego. - Zaśmiała się, kiedy skrzywiłem się na tę uwagę. - Okej, czyli omówiliśmy wszystko? - spytała Bella, siadając na fotelu przed Robem.
- Jedna trzecia dochodu z koncertu idzie dla Sidewalk Angels, a reszta dla New Beginnings1 - podsumował Rob, stukając palcem w swoją brodę. - A wpływ z DVD będzie podzielony i przekazany instytucji, którą wskażą artyści.
Bella kiwnęła głową, spojrzałem na nią, a ona zauważyła moje zakłopotanie.
- Nagrywacie relację z koncertu na DVD?
- Tak, Rob powiedział, że to pomoże zebrać więcej pieniędzy. To świetny pomysł. Zamieścimy ofertę na stronie spółki, na stronie New Beginnings, na stronie Roba i każdego artysty, który zgodzi się na to. - Bella uśmiechnęła się, a jej oczy błyszczały ze szczęścia.
Och dziecinko, tak bardzo za tobą tęskniłem.
- Innymi słowy, resztę pieniędzy powinniśmy zebrać dzięki innym projektom fundacji. - Uśmiechnąłem się do niej. Naprawdę byłem pod wrażeniem jak bardzo oddaje w to swoje serce i osób, które zgodziły się jej pomóc.
- Dobrą informacją jest fakt, że wszystkie bilety na koncert zostały sprzedane. Nie mam pojęcia, jak ci się udało zorganizować koncert na stadionie - zachichotał Rob. - Ale w końcu jesteś mistrzynią perswazji.
- Robię co mogę. Spotkałam się z właścicielami i zgodzili się pomóc. - Bella uśmiechnęła się, marszcząc nosek.
- Który stadion? - spytał Jasper.
- Quest Field, korzystają z niego Seattle Seahawks - powiedziała dumnie. - Mają niesamowity program na kampanie społeczne, więc byli zachwyceni moją ofertą.
- Więc jaką piosenkę chcesz zaprezentować Rob? - spytała Bella, wstając z fotela i wepchnęła mnie na niego. Usadowiła się na moim kolanie. Uśmiechnąłem się i owinąłem ramiona wokół jej talii. Marisol zachichotała obok swojego męża.
- Little Wonders2, Street Corner Symphony 3i może Time After Time 4- zasugerował.
- Możesz zacząć występ Little Wonders, a potem możemy razem wystąpić z Time After Time, po czym wpuścimy kogoś lub inną grupę. A ostatnią piosenką powinno być Street Corner Symphony. Myślę, że to będzie idealne.
- Hmmm, może się uda zaprosić wszystkich artystów do tego - powiedział Rob w zamyśleniu.
- To by było niezapomniane! - stwierdziła Bella.
- Więc Time After Time - powiedziała Marisol, patrząc na Bellę - w duecie?
- Mogę dołączyć w refrenie jako chórek? - spytała brunetka, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
- Włączaj się, kiedy uznasz to za odpowiednie - zasugerował Rob, zerkając na Jaspera, który przytaknął głową. Bella kiwnęła, a Jazz zaczął grać. Marisol i Alice zaczęły klaskać do rytmu. Bella przesunęła się na moim kolanie, żeby być twarzą do Roba.
- Lying in my bed I hear the clock tick… - zaczął Rob, patrząc na nią zachęcającą.
- And think of you - zaśpiewali razem.
Do końca wersu całkowicie mnie powaliła. Nigdy się nie dowiedziałem, że umie śpiewać. W określonym wzorze śpiewała wersy, a refren zaśpiewali razem. Ostatni wers zaśpiewała sama.
Jasper skończył grać ostatni akord. Wszyscy siedzieli cicho, zanim zaczęliśmy klaskać i gratulować Belli i Robowi.
- To było cudowne, kochanie - powiedziałem, ściskając ją w talii. - Nie miałem pojęcia, że potrafisz tak dobrze śpiewać.
- Uczęszczałam do chóru, kiedy byłam w liceum. To było jedyne miejsce, gdzie mój brat nie stał nade mną - powiedziała nieśmiało Bella. Odwróciła spojrzenie ode mnie do Roba. - To było dobre?
- Było idealnie, Bello. To zaszczyt zagrać z tobą.
- Zaszczyt i przechwałki są po mojej stronie - zażartowała, śmiejąc się. Po tym przez godzinę ćwiczyli.
Spojrzałem na Jaspera, który grał cicho dla Alice. W jej oczach widziałem tylko miłość, gdy położyła głowę na jego ramieniu. Czy Bella też tak na mnie patrzy? Czy ja patrzę tak na nią?
To śmieszne, że w ciągu dwóch miesięcy Bella owinęła mnie sobie wokół małego palca. Szczerze nie wyobrażam sobie życia bez niej. I zrobię wszystko, żeby zostało tak jak jest.
~oOo~
Weszliśmy na pokład służbowego odrzutowca około piętnastej trzydzieści. Oprowadziłem Bellę po samolocie. Główna kabina pasażerska wyglądała jak salon. Były tam dwa duże telewizory i dwie skórzane, kremowe sofy. Później pokazałem jej łazienkę, sprzed której można było zauważyć wielkie łóżko. Nigdy z niego nie korzystałem. Muszę to zmienić.
- Czy jest jakiś powód, dlaczego sypialnia jest na końcu naszej wycieczki? - zamruczała w moje ucho, biorąc moją małżowinę do ust i ssąc. Ciasno owinąłem ramiona wokół niej.
- Nie mam pojęcia o co ci chodzi, kochanie - drażniłem się, po czym przycisnąłem usta do jej.
- Mile High Club5? Jesteś członkiem? - Uniosła brew i ruszyła do kabiny pasażerskiej, po czym usiadła na naszych miejscach.
- Nie - powiedziałem miękko. - Wy, kobiety, jesteście cholernie złośliwe. - Złapałem ją od tyłu i przycisnąłem jej tyłek do mnie. Przesunąłem jej włosy za ramię i przycisnąłem usta do jej wyeksponowanej szyi . Zamknęła oczy na to doznanie, naciskając tyłeczkiem na moje podbrzusze. Po chwili ktoś przeczyścił gardło. Zaprzestałem i spojrzałem na intruza.
Kurwa. Bree. Niedobrze.
- Panie Cullen, miło znowu pana widzieć - powiedziała sugestywnie, podchodząc do nas.
- Bree. Prosiłem by Rachel towarzyszyła nam podczas tej podróży - powiedziałem poważnie z lekkim ostrzeżeniem. Stanąłem ochronnie przed Bellą, choć nie byłem pewien kogo chronię. Jestem przekonany, że Bella skopałaby jej tyłek. Nie chciałem do tego dopuścić.
Od zawsze Bree była zbyt przytulaśna i zastanawiałem sie czy nie ma jakiejś obsesji czy coś. Kiedy z ojcem zdecydowaliśmy się na kupno samolotu do przelotów służbowych i prywatnych osobiście dobraliśmy obsługę. Są do naszej dyspozycji, aż do dnia wypowiedzenia umowy.
Muszę przyznać, że stewardessy wybierałem głównie po wyglądzie. W porządku, wszystkich tak wybrałem. Moja mama wybrała Rachel, pięćdziesięcioletnią babcię dwójki maluchów. Wybrałem ją do tego loty dla bezpieczeństwa. Ale teraz jestem popieprzony.
Szczerze to jeszcze nigdy nie miałem okazji by dołączyć do MHC, ponieważ któreś z rodziców towarzyszyło mi podczas lotów. Nigdy nie było możliwości, ale jak tylko koła dotknęły ziemi Bree zrobiła pierwszy ruch po naszym pierwszym wspólnym locie.
Była dobrą odskocznią przed ważnym biznesowym spotkaniem za bilion dolarów. Była moim sposobem na pozbycie się niechcianego napięcia. Tak jak mówiłem wcześniej, jestem popieprzony. Przyjąłem jej ofertę dwa razy, ale w tym momencie pomyślałem o tym jak o karze za bycie taką dziwką przed Bellą.
I właśnie stoję w samolocie po zamknięciu drzwi z moją dziewczyną i przylepą, z którą się przespałem dwa razy. Nawet nie mogłem sobie przypomnieć, kiedy był drugi raz.
- Rachel nie mogła przyjść. Jej słodki wnuczek Cody, źle upadł i złamał nogę. - Uśmiechnęła się słodko. Wywróciłem oczami na jej oczywistą próbę ściągnięcia mi spodni. Bree nienawidzi dzieci, to dosyć oczywiste po ostatniej przygodzie w hotelu.
- Edward? - powiedziała Bella, a jej głos był trochę spięty.
Zanim się do niej odwróciłem, Bree postanowiła to przerwać:
- Cóż, startujemy za kilka minut. Proszę zająć swoje miejsca - powiedziała oficjalnie, ale jej spojrzenie w kierunku Belli mówiło co innego. Spojrzałem na nią.
- Dziękujemy, Bree. Na razie to wszystko. - Obserwowałem jak odchodzi i odetchnąłem głośno.
Bella szybko przeszła obok mnie i usiadła w pojedynczym fotelu, zamiast w podwójnych, które były dla nas przygotowane. Spojrzenie utkwiła we mnie, mocne i zimne, po czym wyciągnęła iPoda ze swojej torby. Ruszyłem w jej stronę, ale ona zwiększyła głośność na urządzeniu i oparła swoją stopę w szpilce o moją klatkę, powstrzymując mnie. Odsunąłem ją, kładąc dłoń na jej kostce.
- Bella, dziecinko, rozmawiaj ze mną - błagałem, gdy moje dłonie przebiegły w dół jej nogi. Pokręciła głową, z oczami utkwionymi we mnie. Usłyszałem jak drzwi się otwierają i Bree weszła do kabiny, posyłając mi zadowolony z siebie uśmieszek. Była wyraźnie ucieszona. Kurwa.
- Panie Cullen, startujemy za minutę. Proszę zająć miejsce. - Z mocnym pchnięciem przez Bellę, zająłem miejsce za nią. - Czy potrzebuje pan pomocy z pasami? - spytała Bree, ruszając w moją stronę. Co ta zwariowana suka ma zamiar zrobić? Bella wyglądała, jakby chciała jej wydrapać oczy. Wiem, że jeśli sytuacja byłaby odwrotna to zrobiłaby mi to bez wahania.
Na szczęście, zanim odpowiedziałem, Bella postanowiła nie złościć się na mnie dłużej i posłała Bree spojrzenie, po którym tamta się zatrzymała. Bella odpięła swój pas i pochyliła się nade mną, by pomóc mi z moim. Wywróciła oczami, przez co jęknąłem.
- To wszystko - powiedziała poważnym tonem Bella. Stewardessa fuknęła, zanim odwróciła się na pięcie i zamknęła drzwi za sobą.
- Bella.
- Zamknij się, Edwardzie - powiedziała ostrzegawczym tonem.
- Bello, pytałem o...
- Oszczędź sobie - warknęła, przenosząc swoją uwagę na iPoda. Pilot zakomunikował nasz start. Westchnąłem. W ten cudowny sposób zaczął się nasz wspólny weekend. Siedziała w ciszy przez cały start i chwilę po nim. Siedziała tak, mimo mojej prośby, by ze mną porozmawiała.
Jak tylko komunikat o braku konieczności zapięcia pasów zapalił się, to sekundę później Bella wstała z fotela. Ruszyła do sypialni i zamknęła drzwi za sobą, na zamek. Kurwa. Nawet nie minutę później, Bree weszła do kabiny. Spojrzała w kierunku Belli, jakby mogła ją zobaczyć. Wywróciłem oczami.
- Może spotkamy się w naszym miejscu?
- Nie - odpowiedziałem.
- Och, daj spokój Edwardzie. To oczywiste, że twoja sekretarka nic ci nie da - podpuszczała mnie i uniosła rękę, żeby mnie dotknąć. Odsunąłem się, zanim jej odpowiedziałem.
- Po pierwsze, fakt, że coś będę miał lub nie, to nie twój cholerny interes. A po drugie, to moja dziewczyna.
Zaśmiała się.
- Edward Cullen nie miewa dziewczyn. Robisz to z czyimiś dziewczynami, ale sam nie masz dziewczyn. - Oparła dłoń na biodrze, jakby to było oczywiste.
- Teraz mam - powiedziałem, patrząc jej prosto w oczy. Naprawdę zaczyna działać mi na nerwy.
- Tak, masz - powiedziała Bella, stojąc za mną. Wyraz twarzy stewardessy ukazywał zazdrość, kiedy spojrzała za mnie.
Odwróciłem się i moja szczęka opadła. Podeszła do kanapy i położyła się na mnie. Była ubrana w malutkie czarne bikini z czymś przeźroczystym na jej talii.
- Czy mogę prosić o szklankę wody, proszę? - spytała słodko. Bree gapiła się na nią i z powrotem skierowała swoją uwagę na mnie.
- Czy potrzebuje pan czegoś?
- Nie, mam wszystko - odpowiedziałem ze wzrokiem utkwionym z hipnotyzującym ciele Belli. Ledwo zauważyłem, że stewardessa wyszła. Bella spotkała moje spojrzenie, kiedy uklęknąłem obok niej. - Jesteś na mnie zła? - Pokręciła głową, z oczami utkwionymi w moich. Przygryzła wargę i nic nie mogłem na to poradzić. - Mogę cię pocałować, kochanie? - wyszeptałem z ustami przy jej uchu.
- Jeśli musisz - powiedziała od niechcenia, ale z zadowolonym z siebie uśmieszkiem. Wycałowałem mokry szlak od jej ucha, przez szczękę, do kącika jej ust, szepcząc, że kocham ją i tylko ją.
- Kocham cię - wyszeptałem. Pocałunek. - Tylko ciebie, moja miłości - powiedziałem niskim głosem. Całus. - Zawsze ty. - Pocałowałem ją w policzek. Gdy znów dotarłem do jej ust, przerwano nam.
Jęknąłem, kiedy usłyszałem jak Bree odkaszlnęła za mną. Weź się ogarnij, do cholery!
- Proszę, panie Cullen - powiedziała głęboko, a jej głos się załamał. Nie zrozumiałem, dopóki nie spojrzałem na Bellę. Spojrzenie jakie posłała stewardessie mówiło, że to gra na śmierć i życie. Wzdrygnąłem się. Mam nadzieję, że nigdy nie spotkam tego spojrzenia na sobie.
- Dziękuję. - Bella uśmiechnęła się słodko, wyciągając dłoń w stronę Bree, by ta podała jej wodę. Stewardessa skrzywiła się, ale podeszła do mojej dziewczyny i podała jej butelkę wody.
- A teraz, jeśli przeszkodzisz nam bez ważnego powodu - powiedziała Bella, wpatrując się w intruza - będziemy zmuszeni do awaryjnego lądowania. - Oczy Bree się rozszerzyły, przełknęła i kiwnęła głową. Zniknęła w mgnieniu oka.
- Cholera, Bello. - Zachichotałem, ale ona skrzywiła się, wyglądało na to, że mówiła poważnie.
- Szczerze Edwardzie, czy na całym świecie jest miejsce ,w którym nie trafimy na kogoś z przeszłości? - Nie dała mi czasu na odpowiedź. - O Boże, nie odpowiadaj - jęknęła. - Po prostu muszę się do tego przyzwyczaić, ale czy Carmel jest dla nas dobrym miejscem? Ponieważ nie chcę takiego gówna przez cały weekend. - Spojrzała na mnie. Czekała na moją odpowiedź.
Kurwa, jest Rebecca w mojej ulubionej restauracji. W ulubionym klubie są Jessi i Amanda. O tak, Kelly i Chelsea w miejscowym barze z burgerami. Mój brak odpowiedzi był dla Belli oczywisty.
- Zgaduję, że zostaniemy tam przez cały weekend. - Westchnęła, zamykając oczy i włączając muzykę. Lekko mnie odepchnęła, ale nie odsunąłem się i kontynuowałem dotykanie jej nóg i ramion. Wszystkiego czego mogłem dotknąć. Muszę wiedzieć, że między nami w porządku.
Po kilku minutach zaczęła śpiewać do muzyki:
- I wanna to drink that shot of whiskey. I wanna smoke that cigarette. I wanna smell that sweet addiction on my breath 6- Nadal nuciła: - I need you. Like a needle needs a vain.
Nie rozpoznałem piosenki, ale pozostałem obok niej i pocałowałem ją w szyję w nadziei, że odpowie. Poczułem jak unosi rękę, wyjmuje słuchawkę i wkłada ją do mojego ucha.
Pogłaskała mnie po policzku, patrząc mi w oczy pełnymi emocji. Emocji, które czuła do mnie. Damski głos wypłynął z głośniczka, a moja dziewczyna kontynuowała śpiewanie.
To był jej sposób na powiedzenie mi jak bardzo mnie potrzebuje i kocha.
- I wanna get lost in some corner booth, cantina in Mexico. I wanna dance to the static of AM radio. I wanna wrap the moon around us, lay beside you skin on skin. - Jej kciuk poruszał się po mojej wardze, podczas gdy ja wpatrywałem się w jej oczy.
Piosenka była jej wyznaniem, nie deklaracją, kochała mnie bezwarunkowo. Potrzebuje mnie tak jak ja jej.
Kiedy piosenka się skończyła, uśmiechnęła się i przyciągnęła mnie do siebie. Zdesperowany, by ją poczuć, połączyłem nasze usta i przycisnąłem biodra do jej. Moje dłonie dotykały każdego cala jej wyeksponowanej klatki piersiowej. Rozkoszowałem się miękkością jej kremowej, jedwabnej skóry.
- Potrzebuję cię, proszę - wydyszała, kiedy przygryzłem jedną z jej piersi. Musiałem poczuć jak bardzo mnie potrzebuje, zobaczyć jak gotowa była. Opuszkami palców przebiegłem wokół jej pępka, po czym wsunąłem dłoń pod jej bikini. Mokra. Gorąca. Śliska. Wsunąłem dwa palce w nią, jęcząc i przyciskając mojego fiuta do jej uda.
Jej plecy wygięły się w łuk, a biodra przywarły do mojej dłoni. Cicha prośba o więcej, co z chęcią spełniłem, dodając kolejny palec. Wsunąć. Wysunąć. Wsunąć. Wysunąć. Głośny. Jęk. Przesunąłem kciukiem po jej łechtaczce, powodując jęk. Zacisnęła palce w moich włosach, przyciągając moje usta do swoich, jęcząc z każdym ruchem moich palców. Zwinąłem palce, kiedy były głęboko w niej, jej ciało zamarło na chwilę, zanim zaczęło się trząść w moich ramionach. Ze spojrzeniem utkwionym w jej oczach, wysunąłem z niej palce i włożyłem je do moich ust, smakując ją.
- Gotowy zostać członkiem klubu? - spytała nieśmiało.
- Cholerne tak.
Wziąłem ją w ramiona i ruszyłem w kierunku sypialni, na tyle samolotu. Z dłońmi wszędzie. Z ubraniami porozrzucanymi wkoło. Nasz śmiech wypełnił powietrze. Rozpaczliwie jej pragnę.
- Bella - powiedziałem ochryple. - Kurwa, potrzebuje być w tobie. - Moje słowa były bardziej pomrukami, jękami i dyszeniem, ponieważ jej dłonie były na mnie. Dotykające i głaszczące mnie z precyzją i perfekcją.
- Wziąłeś dziś rano swoje witaminy? - droczyła się. Zajęczałem, skubiąc jej szyję i zarabiając skomlenie.
- Nie, a co powiesz na zjedzenie twoich Pieprz-Mnie-Płatków? - kontynuowała pobudzanie mnie.
Tym zarobiła klapsa w tyłek i rzucenie na łóżko. Tylko zachichotała w odpowiedzi. Gapiłem się, po czym rzuciłem się na nią i chwyciłem ją za nadgarstki, umieszczając je nad jej głową. Moje usta nakryły jej różowiutki sutek, a ona wiła się pode mną.
- Bello - ostrzegłem ją.
- Wziąłeś ze sobą Extrenze7 na weekend, prawda? - spytała, śmiejąc się.
- Dobrze wiesz, że nie potrzebuję takiego rodzaju gówna - warknąłem, brutalnie przygryzając jej wargę. Pchnięcie, odkrywanie i jęk na jej wargach i języku.
- Skąd mam wiedzieć? - spytała w moje usta, kiedy ostatecznie oderwałem się od niej, by zaczerpnąć powietrza.
- Dziecinko, jedno spojrzenie na ciebie i jestem twardy przez godziny - wyznałem szczerze i przylgnąłem ustami do jej. Ująłem jej dolną wargę, poczułem jej dłoń na mnie. Jej paznokcie poruszyły się po główce mojego penisa, drażniąco. Jęknąłem i pchnąłem ją.
Westchnięcia i jęki. W kółko i w kółko pchałem coraz głębiej. Wykrzyknęła moje imię w chwale, kiedy jej dłonie zacisnęły się na moich włosach. W lewo, w prawo. Kręciła głową, kiedy nasze pragnienie przechodziło przez nas. Z determinacją w oczach, popchnęła mnie w klatkę. Spojrzałem na nią zmieszany.
- Uklęknij - wydyszała. Wykonałem polecenie, podekscytowany tym co zamierza zrobić. - Złap poduszkę, złóż ją i wsuń pod środek moich pleców. - Wypełniłem jej instrukcje, poduszka spowodowała, że jej biodra uniosły się w powietrze.
Potem położyła każdą z nóg na moich ramionach. Kurwa.
- Teraz daj mi to, dziecinko - zamruczała z niegrzecznym przymrużeniem oczu i kręceniem bioder. Uniosła dolną część pleców, opierając się ciężarem na moich ramionach i górnej części pleców. Kąt dźwigni był cholernie niesamowity. Leżała przede mną, z cyckami w powietrzu, odciskając ten widok w mojej głowie na wieki.
Pchałem w nią z całą mocą. Krzyczała z każdym pchnięciem, a ja stękałem na to doznanie. Eksperymentowałem, przez złapanie jej nóg, by pomóc jej utrzymać dźwignię, czy opierając jej nogi o jej klatkę. Każde nowe doznanie było nagradzane jękami i westchnięciami od naszej dwójki.
Kurwa, moja dziecinka jest giętka, elastyczna i krzycząca.
Pokryła nas warstewka potu i westchnęliśmy na nasze uwolnienie. Bella przesunęła swoimi palcami po swojej łechtaczce, a drugą ręką bawiła się swoim sutkiem.
- Mocniej, Bella - wydyszałem, obserwując jej poczynania.
Uśmiechnęła się i oblizała swoje usta. Ręka bawiąca się jej biustem rozpoczęła wędrówkę w dół naszych ciał, aż znalazła to czego szukała. Moje pieprzone jaja.
- Kurwa! - wyjęczałem, odrzucając głowę w tył. - Bellllla!
- Dojdź ze mną - powiedziała bez tchu. I się zaczęło. Poczułem jak zaciska się wokół mnie, kiedy ja zacząłem drżeć w niej. Schowałem głowę w zgięciu jej szyi, warcząc w uniesieniu.
Kurwa. Kiedy zdałem sobie sprawę z niewygodnej pozycji Belli, wysunąłem poduszkę spod jej pleców i wciągnąłem ją na siebie. Gdy nasze oddechy się wyrównały, zaczęliśmy się śmiać.
- Co to do diabła było? - spytałem, całując ją we włosy.
- Mistrz uczył swojego Padawana8 kilku rzeczy. - Zachichotała.
- A ja myślałem, że to ja będę nauczycielem - mruknąłem. Hej, przecież wiem co można robić w łóżku.
- Ach, ale czy osiągnąłeś poziom Jedi? - Spojrzała na mnie z poważną miną. - Mówię serio. Jeszcze z nikim nie byłam na tyle długo, żeby eksperymentować w łóżku. Większość kobiet nie przyprowadza do swoich mieszkań obcego faceta i nie okazuje mu swoich mrocznych pragnień.
- Mrocznych pragnień? - powtórzyłem, odwracając nas tak, że leżeliśmy twarzą w twarz.
- Czy kiedykolwiek byłeś uległym? - Uniosła brew. - Czy kiedykolwiek zdominowałeś kogoś?
- Nigdy nikomu nie uległem poza tym razem, kiedy zmusiłaś mnie do palcówki pod stołem. - Wzruszyłem ramionami.
- Więc nigdy nie byłeś skrępowany, czy nie miałeś zasłoniętych oczu? - Bella spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Nigdy nie poznałem, czy zaufałem kobiecie na tyle, by mnie związała. Byłem o to proszony kilka razy, ale za każdym razem odmawiałem. Noszę ze sobą sporo gotówki i nie chciałem dać im możliwości, by odeszły z wszystkim co miałem.
- I ty sam nie związałeś nikogo?
Zaprzeczyłem ruchem głowy. Zaufanie idzie w obie strony. Nie mogłem zaufać kobiecie na tyle, by dać się związać, więc one też mi nie ufały.
- No to zapowiada się interesujący weekend? - Uśmiechnęła się, a jej dłonie zjechały w dół mojego torsu. Zadrżałem, cholernie zaciekawiony jej pomysłem.
1 Nowe Początki
2 watch?v=q6wZhd8M848
3 watch?v=9oO6n21QNqI
4 watch?v=OlYjGRabpS0
5 Mile High Club - podniebny klub miłości, klub robienia tego w przestworzach itp
6 I need you- Faith Hill ft Tim Mcgraw
7 Extrenze - ziołowy suplement na potencje
8 Padawan - uczeń, nawiązanie do Star Warsów (Gwiezdnych Wojen)
