Chciałam życzyć wszystkim wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku - dziękuje wam za kolejny rok razem :D Mam nadzieję, że wytrzymacie do końca tej historii, bo zostało już niewiele :D
Rozdział 21 - Melancholia
Edward
Bella odmawiała powiedzenia mi co ten weekend przyniesie, ale będzie musiała improwizować, ponieważ nie przywiozła ze sobą żadnych zabawek.
- Nigdy nie widziałem żadnej z twoich zabawek - burknąłem. Co do cholery? Jestem jej chłopakiem i to uprawnia mnie do zobaczenia jej kolekcji.
- Nie jestem pewna czy już jesteś na to gotowy. - Wzruszyła ramionami i owinęła nogi wokół moich bioder, przyciągając mnie bliżej. Leżałem na boku, twarzą do niej, oczarowany jej cudownymi, różowymi sutkami. Kciukiem delikatnie drażniłem jej szczyty, aż stwardniały.
- Co to znaczy? - Spojrzałem na nią zmieszany.
- Cóż, tak jak powiedziałeś, żeby zacząć zabawę z wiązaniem trzeba mieć ogromne zaufanie do drugiej osoby.
- Czy to znaczy, że mi nie ufasz? - Ta myśl spowodowała u mnie ból.
- Nareszcie ci zaufałam.
- Więc co cię powstrzymuje przed takim zaufaniem?
- Cóż, nie jestem pewna czy ty mi ufasz?
- Oczywiście, że ci ufam. Nie zrobiłaś nic, żebym przestał ci ufać, kochanie - powiedziałem, bawiąc się jej skręconymi, długimi włosami.
- Nie zasługuję na twoje zaufanie - wyszeptała, chowając twarz w mojej klatce, a jej ramiona owinęły się wokół mnie. Zrozumiałem dlaczego tak się czuje. Nadal ma mi coś do powiedzenia. - Edwardzie, myślę że my...
- Nie, Bello. Jeszcze nie, proszę - błagałem ją, biorąc jej twarz w dłonie i wpatrując się w jej oczy.
- Edwardzie, ale... - zaczęła, ale coś w moim spojrzeniu ją powstrzymało. - Proszę, zapamiętaj, że chciałam ci powiedzieć.
- Nie zapomnę. - Pocałowałem ją w czubek nosa.
- Mamy jeszcze trochę czasu do lądowania - powiedziała, kreśląc koła czubkiem palca na moim sutku.
- Czy jest coś co chciałabyś wypróbować w niebie?
Zamyśliliśmy się na chwilę.
- Szczypce! - Zaśmialiśmy się. Owinąłem ramiona wokół niej i przyciągnąłem ją bliżej.
- Szczypce, to jest to, kochanie - wyszeptałem, skubiąc jej dolną wargę.
- Mmm, kocham cię - wyszeptała. Przebiegła palcami w dół mojego brzucha. Jęknąłem, kiedy mocno mnie chwyciła. Pchnąłem biodrami kilka razy, nie mogąc się powstrzymać. Zacisnęła się mocniej, powodując u mnie głęboki jęk. Zaśmiała się, kiedy wytaczałem swój własny szlak wzdłuż jej szczęki i szyi, ale przerwałem na chwilę i ugryzłem ją w nią.
- Ugh, Edward - wyksztusiła. Jej palce oddaliły się od mojego penisa, a nasze usta połączyły się. Oboje jęknęliśmy, przyciskając biodra jedno do drugiego. Przerwało nam pukanie do drzwi. Bella napięła się nade mną i usiadła na moim brzuchu.
- Och, do diabła nie. - Zeskoczyła ze mnie i złapała mój T-shirt, po czym wciągnęła go na siebie. Odwróciła się do mnie i spojrzała wymownie. - Zostań pod prześcieradłem, albo czym tam chcesz - warknęła na mnie i uchyliła drzwi. - Tak? - Jej szczęka się napięła, a zęby zacisnęły. Kurwa, jest wkurzona.
- Przepraszam was bardzo, ale to alarmowy telefon, Karen White.
- Cholera, daj mi go. - Bella zamknęła drzwi z bezprzewodowym telefonem w ręce. - Karen?
Wyglądała na zmartwioną. Uniosłem brew w pytaniu, ale ona pokręciła głową. Kim jest do cholery Karen?
- To nie może poczekać, aż wrócę w poniedziałek wieczorem? - Starałem się nie podsłuchiwać, ale wyglądała na zdenerwowaną. - Rozumiem, to dobra wiadomość. - Bella podeszła do swojej torby i złapała swoje Blackberry. - Nie dam rady przyjść w przyszłym tygodniu. Tydzień później mam kilka spotkań i muszę dociągnąć kilka spraw związanych z koncertem. W grudniu, mogę ci poświęcić dwa dni przed galą. Tak. W porządku. Nowy Jork, grudzień, dwunasty i trzynasty brzmi dobrze. Do zobaczenia, Karen. Dziękuję.
Bella nacisnęła przycisk na telefonie i podskoczyła jak mała dziewczynka.
- Sprzedałam swoją pierwszą powieść! - Jej ramiona wystrzeliły w powietrze, a jej biodra zakołysały się. Obraz godny zapamiętania. Zaśmiałem się i złapałem ją, wciągając do łóżka.
- Pierwsza powieść? Myślałem, że już wydałaś trzy książki? - Ściągnąłem z niej moją koszulkę.
- Bo to zrobiłam... - jęknęła, kiedy pociągnąłem za jej sutek - ale wszystkie są poradnikami dotyczącymi seksu i związków. To jest książka pod moim własnym nazwiskiem, nie pseudonimem.
- Jaki masz pseudonim? - spytałem i wziąłem jej sterczący sutek w usta. Kurwa, zawsze dobrze smakuje.
- O mój Boże, przestań mnie drażnić. Teraz świętujemy - wydyszała pomiędzy oddechami.
- Świętujące szczypce? - zasugerowałem, przyciskając erekcję do jej uda.
- Kurwa, tak! - powiedziała i złapała mnie za włosy, przyciągając bliżej do pocałunku.
Podniebne szczypce: Jedyny sposób na latanie
Kiedy dojechaliśmy do naszego wakacyjnego domku, słońce chyliło się ku zachodowi. Bella odwróciła się, by posłać mi zapierający dech w piersiach uśmiech. Wyskoczyła z samochodu i pobiegła na plażę. Zgubiła po drodze sandały. Podążyłem za nią i napawałem się widokiem jej sylwetki na tle horyzontu.
Widok był porywający.
Jej włosy i spódnica owinęły się wokół jej ciała. Wyraz jej twarzy ukazywał zachwyt, radość i zadowolenie. Wyglądała na szczęśliwą, a ja byłem jedynym, który potrafi to sprawić. Była jedyną osobą, która mnie zadowalała przez długi czas. Moje życie.
Owinąłem ramiona wokół niej, stojąc za nią. Westchnęła i oparła się zrelaksowana o mnie.
- Tu jest cudownie, Edwardzie - wyszeptała, oglądając zachód słońca.
- Jest ładnie, ale ty jesteś piękniejsza - wyznałem, całując ją w ramię. Zadrżała. - Zimno ci? - spytałem i potarłem dłońmi jej ramiona. Zaśmiała się.
- Nie, Edwardzie, to tylko twój wpływ na mnie
Zaśmiałem się.
- Hmm, więc tak reagujesz na mnie? - Praktycznie mogłem usłyszeć jak przewraca oczami.
- Jakbyś nie wiedział jak na mnie działasz.
- Działam na ciebie? - droczyłem się.
- Przez cały czas.
- Na to wygląda - powiedziałem bardziej poważnie.
- Dlaczego, ponieważ moje majtki nie spadają za każdym razem gdy się uśmiechniesz?
Żachnąłem się.
- Coś w ten deseń.
Odwróciła się twarzą do mnie.
- Zaufaj mi, jestem dobrą aktorką. Wiem jak udawać, że na mnie nie wpływasz.
- Dlaczego musiałabyś udawać? - spytałem zmieszany jej wyznaniem.
- Cóż, jeśli bym tego nie robiła to rzuciłabym się na ciebie w samochodzie, w korytarzu, w biurze czy na środku zatłoczonej restauracji. Ty, panie, drażnisz mnie na każdym kroku - wyznała poważnym tonem.
- Gdybym wiedział, to nadal bym cię drażnił.
- Dokładnie - wyszeptała, całując mnie w usta.
- Cóż, wiesz co mi robisz. Nie mogę utrzymać cholernych rąk z dala od ciebie - jęknąłem, czując rosnącą erekcję napierającą na jej biodro. Udowodniłem mój punkt widzenia, klepiąc ją w tyłek.
- Zachowuj się. Byłoby miło jakbyś mnie najpierw oprowadził po domu.
- Dobra - wymamrotałem, ściskając jej pośladek. - Kusicielka.
Bella podeszła do wynajętego samochodu, by wziąć nasze rzeczy.
- Jeszcze nic nie widziałeś.
Jęknąłem i podbiegłem do niej, przerzuciłem ją przez ramię po czym otworzyłem bagażnik przyciskiem przy kluczu. Chwyciłem dwie nasze torby i zamknąłem klapę. Bella była wyjątkowo spokojna.
- Bella?
- Co? - warknęła.
- Coś nie tak?
- Och nic, uwielbiam jak cała krew spływa mi do głowy - powiedziała słodkim głosem, ale lekko spiętym.
Cóż, ten słodki głosik powiedział mi, że naważyłem sobie piwa. Zadrżałem lekko i wszedłem przez frontowe drzwi w moim piętrowym domku plażowym. Był pomalowany na jasny brąz z białymi wykończeniami. Większość piętra posiadała oszklone ściany. Główna sypialnia znajdowała się właśnie tam. Z całego pokoju był cudowny widok na ocean. W prywatnej łazience było olbrzymie jacuzzi i prysznic dla dwóch osób, również z cudownym widokiem.
Po raz pierwszy przywiozłem kogoś ze sobą. Najczęściej używałem go do oderwania się od wszystkiego. Mimo, że często korzystałem z miejskich rozrywek, żadnej nie przyprowadziłem do domu. Cieszę się, że tak robiłem. Nigdy nie chciałem się dzielić tym miejscem, aż poznałem Bellę. Postawiłem ją na ziemi, gdy otworzyłem drzwi. Odepchnęła mnie i złapała swoją torbę.
- Bella?
- Idź na górę, rozbierz się, wykąp, połóż się na łóżku i czekaj na mnie - warknęła, ruszając w kierunku jednej z sypialni.
- Bella - powiedziałem. Odwróciła się i złapała mnie za pieprzone jaja.
- Pani, zrozumiałeś? - spytała, unosząc brew i uśmiechając się. Przełknąłem ślinę i kiwnąłem. - Odpowiedz mi - rozkazała niskim głosem. Cholera, to jest gorące.
Opuściłem głowę w dół i odpowiedziałem:
- Tak, pani.
- Dobrze. A teraz biegnij.
Odwróciłem się, a ona klepnęła mnie w tyłek, po czym ruszyła do jednej z sypialni. Kiedy znalazła się w środku, złapałem moją torbę i pobiegłem na górę. Byłem podekscytowany tym co się stało i lekko zdenerwowany. Nigdy nie pozwoliłem sobie na bycie na czyjejś łasce, tym bardziej kobiety.
Dziękowałem sobie za zadzwonienie przed naszym przyjazdem i poproszenie o przygotowanie domu. Gdy nie przyjeżdżałem przez dłuższy czas podgrzewacz do wody był wyłączony. Znienawidziłbym siebie, jeśli Bella musiałaby brać lodowaty prysznic. I byłem przerażony jaka byłaby jej reakcja.
Rozebrałem się i wrzuciłem ubrania do kosza na bieliznę. Wszedłem pod gorący prysznic i zmyłem z siebie lepki pot, już cholernie twardy. Przez chwilę myślałem nad daniem sobie ulgi, ale jaka w tym zabawa? Zadrżałem, przypominając sobie dlaczego jestem taki spocony. Wcześniejszy lot był bardzo zabawny.
A przed nami cudowny weekend. Już się kochaliśmy dwa razy, ale stwierdziłem, że musiałbym policzyć naszą przygodę w biurze. Muszę sprawdzić, czy pobijemy rekord w ten weekend.
Sześć minut później wycierałem się, śpiesząc się z rozpoczęciem weekendu. Tak szczerze to chciałem się dowiedzieć co Bella dla mnie przygotowała. Łóżko było czyste i schludne, rechocząc zrzuciłem kilka poduszek i kołdrę. Nie chcąc popsuć nastroju, zwinąłem rolety, odsłaniając widok na gwieździste niebo i pełny księżyc. Dźwięk fal rozbijających się o skały działał uspokajająco.
Westchnąłem z zadowoleniem. Kilka minut później, usłyszałem wyraźny dźwięk obcasów na schodach. Kurwa. Wskoczyłem na łóżko, zanim drzwi stanęły otworem. Leżałem na łóżku, nagi i gotowy na Bellę.
- Cudowny. - Usłyszałem jej szept. Walczyłem z potrzebą i pragnieniem spojrzenia na nią. Jednakże, wiedziałem, że to nie jest najlepszy pomysł zważając na to, że to ona dziś rządzi.
- Od teraz odzywasz się jeśli ci pozwolę - wyszeptała uwodzicielsko. Boże, czy ona ma pojęcie jak jej głos na mnie działa? - Będziesz nazywał mnie Panią. Dojdziesz tylko jeśli ci pozwolę. Będziesz robił to co powiem, a jeśli odmówisz spotkają cię konsekwencje. Kiwnij głową jeśli rozumiesz.
Kiwnąłem, a mój oddech stał się ciężki. Już dyszałem, a ona mnie jeszcze nie dotknęła.
- Twoim hasłem bezpieczeństwa jest 'czerwony'. Używaj go za każdym razem kiedy chcesz, żebym przestała. Jeśli zdecydujesz się kontynuować powiedz 'zielony' i będę kontynuować. Jeśli chcesz żebym kontynuowała, ale ostrożniej to powiedz 'żółty'. Kiwnij jeśli rozumiesz. - Kiwnąłem i poczułem jak stawia nogę na łóżku. Moje tętno zwiększyło się dwukrotnie przez samą jej bliskość.
- Normalnie ukarałabym cię szpicrutą, ale nie mam jej przy sobie. Twój pasek jest zbyt gruby i mógłby przynieść więcej bólu niż przyjemności. Będę używała do tego dłoni. Mam nadzieję, że nie będę musiała tego robić. - Poczułem jej dłonie na mojej lewej kostce. Zaskoczony jej nagłym kontaktem odsunąłem się od niej. I wtedy poczułem plaśnięcie jej dłoni w moje udo.
Kurwa. Zabolało, ale posłało przyjemny dreszcz przez moje ciało i mój kutas drgnął.
- Chcesz, żebym przestała? - spytała, biorąc moją kostkę i owijając coś wokół niej. Poczułem jak ciągnie moją nogę do krawędzi łóżka i pozwoliłem jej na to. Poczułem stopą słupek łóżka i wiedziałem, że w ten sposób pokazuje mi co robi.
Pokręciłem głową, a nasze spojrzenia się spotkały. Uśmiechnęła się i przywiązała moją kostkę. Leżałem najspokojniej jak tylko mogłem, gdy powtarzała czynność z drugą nogą. Miękkie, ciepłe palce przejechały wzdłuż mojego ramienia, gdzie złapała moją dłoń i pocałowała mnie w nią. Z seksownym uśmiechem przywiązała ją do łóżka za pomocą pończochy. Powtórzyła czynność z drugą dłonią.
Nie ukarała mnie za spojrzenie na nią, więc pozwoliłem sobie wędrować oczami po jej ciele. Była ubrana w czarny, satynowo koronkowy gorset, który zostawiał mało wyobraźni. Jej pełne piersi były ściśnięte i prawie wylewały się od góry. Małe pasujące majteczki, pas do pończoch i całość zwieńczona czarnymi szpilkami.
- Podoba ci się to co widzisz? - spytała, uśmiechając się.
- Kurwa, tak - powiedziałem bezmyślnie. Jej dłoń wylądowała na moim lewym sutku. - Kurwa! - Spojrzała na mnie i uderzyła mnie ponownie.
- Nie pozwoliłam ci mówić. Zasłużyłeś na to. - Podniosła cholerny szalik i usiadła okrakiem na moim brzuchu. Jęknąłem i tym razem dostałem w prawy sutek. Kurwa.
- Bez efektów dźwiękowych. - Znowu się uśmiechnęła. Myślę, że to ją bawi nawet za bardzo. Przygryzłem wnętrze policzka, by powstrzymać się przed jęczeniem. Wiedziała to. Zawiązała szalik na moich oczach, ograniczając mój widok do ciemności.
- Mmm, podoba mi się widok ciebie w takim stanie - wyszeptała w moje ucho. - Wszystko wyeksponowane dla mojej przyjemności.
Kurwa, zadrżałem, moje ciało drżało w oczekiwaniu i potrzebie. Poczułem jak zsunęła się ze mnie, a następnie z łóżka. Stłumiłem jęk wywołany brakiem kontaktu z jej ciałem.
Coś delikatnie dotknęło mnie nad więzami na prawej kostce. To nie był paznokieć, a coś delikatniejszego i lżejszego, prawdopodobnie piórko. Piórko podróżowało od mojej kostki do uda w powolnym, ledwo wyczuwalnym kontakcie ze skórą. Chciałem skręcać się pod tym dotykiem. Nie byłem delikatny, ale moje ograniczone zmysły wyostrzyły się. Piórko zawędrowało do mojego biodra i w kierunku drugiej nogi, ale zmieniło kierunek w górę. Zatoczyło koło w zagłębieniu mojego biodra, powodując wierzgnięcie.
Jej dłoń uderzyła mnie w środek uda. Jęknąłem z przyjemności i bólu, zmuszając ją do kolejnych dwóch klapsów w tym samym miejscu.
- Czerwony! - Kurwa. Cholera. Zapiekło. Przestała, pozwalając mi się zrelaksować. - Żółty - wyszeptałem.
Potarła ciepłe miejsce i złożyła tam mokry pocałunek. Chciałem głośno jęknąć. Jej cholerne usta były tak blisko miejsca, w którym ich potrzebowałem. Mój fiut był cholernie zaniedbany jednak udało mi się trzymać gębę na kłódkę. Kontynuowała zabawę z piórkiem, kreśląc koła wokół moich sutków. To uczucie było nieziemskie, wysyłało więcej przyjemnych sygnałów przez moje ciało. Westchnąłem, kiedy poczułem piórko na ustach.
- Teraz mam zamiar powtórzyć to, tylko za pomocą języka - wyszeptała w moje usta. Stłumiłem jęk. Piórko spadło na mojego penisa, wzdłuż czułej główki i pulsującej żyły, zanim go odrzuciła. Boże, muszę użyć jakiegoś dźwięku albo wybuchnę.
Zsunęła się w dół mojego ciała i poczułem jej język na mojej kostce, który powoli poruszał się wzdłuż mojej łydki. Uszczypnęła mnie w kolano i po wewnętrznej stronie uda.
- Możesz coś powiedzieć jeśli chcesz - wymamrotała.
Jęknąłem i westchnąłem w tym samym czasie. Jej język wirował i ssał kawałek skóry u podstawy mojego fiuta. Chciałem jej ust na sobie. Miękkie, nabrzmiałe wargi drażniące moje uda i zęby skubiące wrażliwy obszar. Zaskomlałem i jęknąłem jak cholernie zakochany głupiec.
Kontynuowała zwiedzanie swoim językiem na drugiej nodze, doprowadzając mnie do szaleństwa z potrzeby i pragnienia. Usiadła na mnie okrakiem i zassała moje sutki, pomijając mojego biednego fiuta. Miotałem się mimo więzów, a ona ugryzła mnie pod obojczykiem. Zakląłem, ale nie użyłem bezpiecznego słowa. Coś ciepłego i mokrego spoczywało na moim torsie. Cholera, to jej podniecenie. By wiedziała, że jej nowa forma tortur działa, błagałem:
- Pani - wydyszałem, kiedy delikatnie ssała moją szyję.
- Tak? - spytała, przenosząc się na moją szczękę. Jęknąłem, kiedy zaczęła ssać moje ucho.
- Ja... potrzebuję cię.
- Czego potrzebujesz, mój miły? - spytała ochrypłym głosem prosto do mojego ucha.
- Potrzebuję znaleźć się w tobie. - Wierzgnąłem biodrami, kiedy jej usta spoczęły na moich. Jej język wsunął się w moje usta. Jęknąłem w jej usta, pozwalając jej słodkiemu, miękkiemu językowi zająć się moim. Odsunęła się, a ja jęknąłem we frustracji.
- Zrelaksuj się, kochanie - powiedziała poważnie. - Jeszcze nie skończyłam.
W niecałą minutę, przemieściła się z mojego brzucha pomiędzy moje nogi. Jej gorący mały języczek szczypał i lizał całą moją długość, zlizując nagromadzoną na czubku wilgoć. Jęknąłem z przyjemności i nie mogłem zatrzymać wierzgnięcia biodrami.
Uderzyła mnie w udo. Syknąłem z przyjemności i bólu, kiedy nareszcie wzięła mojego fiuta w usta. Uczucie było nie do opisania. Czułem wszystko. Czułem jak jej język wytycza szlak wzdłuż głównej żyły, jej zęby skubią moją wrażliwą skórę. Jej dłonie masowały moje uda. Jedną rękę owinęła u podstawy mojego fiuta, a w drugą złapała moje jaja.
- Kurwa! - warknąłem, próbując się uspokoić. Nie chciałem, żeby przestała. Wszystko we mnie się skręciło, byłem tak cholernie blisko. Też to wiedziała, ponieważ w tej samej chwili jej usta zniknęły.
- Jeszcze nie - powiedziała. Uniosła moje biodra i wsunęła dłonie pod mój tyłek, po czym wbiła paznokcie w moje ciało. Jęknąłem, ale nie użyłem bezpiecznego słowa. Moje ciało zadrżało z potrzeby, ale udało mi się pozostać w bezruchu. - Bardzo dobrze - wyszeptała prosto do mojego ucha. - Myślę, że zasłużyłeś na nagrodę. Co byś chciał?
- Dojść, pani - wyjęczałem, kiedy przesunęła swoją kobiecością po mojej długości.
- Z wyjątkiem tego - droczyła się, skubiąc moje wrażliwe sutki.
- Kurwa! - zawyłem wbrew mojemu osądowi. Uspokoiły mnie trzy klapsy w klatkę. Wydusiłem z siebie: - Chcę być w tobie!
- Mmm, zgadzam się - zagruchała. Jej ciepło otoczyło główkę mojej erekcji. Jęknąłem i błagałem. Zsunęła się w dół, na co obydwoje jęknęliśmy. Boże, jest cholernie niesamowita!
Ciąg przekleństw opuścił moje usta, kiedy ujeżdżała mnie mocno. Jej paznokcie wbijały się w moją klatkę, jej zęby skubały moje ciało, a biodra wirowały ze mną w środku. Gdy pot spotkał się z moją podrażnioną skórą, zadrżałem na uczucie pieczenia.
Biodro w biodro, zacząłem wychodzić naprzód jej pchnięciom. Jej mięśnie zacisnęły się wokół mnie i wiedziałem, że jest blisko. Rozluźniła się i zacisnęła ponownie. Co do diabła?
Powtórzyła to parę razy, powodując u mnie jęki i syki. Chciałem ją złapać i do porządku ją wypieprzyć. Znów odzyskałem panowanie nad sobą, kiedy ona znikła.
- Bella! - rzuciłem, miotając biodrami i głową. Znowu uderzyła mnie w udo.
- Pani! - Złapała moją twarz, klepiąc mnie po policzku. Nie było to mocne, ale wystarczające, by podkreślić jej zdanie.
- Proszę - wydyszałem, uspokajając moje obolałe ciało. Westchnęła i pocałowała mnie w policzek i kącik ust. Poczułem jak wsuwa się na mnie tyłem do samego końca. Cholera, jest idealna dla mnie, podskakując i wijąc się wokół mnie.
Wewnątrz mnie rozszalała się wojna. Chciałem, żeby kontynuowała swój występ, ale w tym samym czasie sam chciałem przejąć kontrolę. Jej ciche jęki i szepty doprowadziły mnie na skraj. Sprawdziłem moje ograniczenia na rękach i zauważyłem, że jedno się poddaje. Odkąd siedziała plecami do mnie, nie mogła zobaczyć co robię. Pociągnąłem ponownie, kiedy kręciła biodrami. Pieprzcie mnie. Ona chce mnie doprowadzić do zawału.
Przy ostatnim pociągnięciu udało mi się zerwać więzy. W mgnieniu oka zerwałem opaskę z oczu i prawie doszedłem na widok przede mną. Jej cudowne ciało na mnie, jej mięśnie na plecach pracujące z każdym ruchem. Jej włosy zwisały i kołysały się na jej bladej skórze. Muszę jej dotknąć moimi dłońmi, ale nie zanim nie oswobodzę się całkowicie.
Kiedy byłem wolny, wiedziałem, że muszę działać szybko jeśli chcę ją powstrzymać. Usiadłem i owinąłem ramiona wokół jej talii, przytrzymując jej ręce. Westchnęła i przestała się ruszać.
- Teraz moja kolej, kochanie - wymruczałem do jej ucha. Łokieć wbił się w moje jelita, kiedy zaczęła ze mną walczyć. Burknąłem i puściłem ją. Posłała mi śmiertelne spojrzenie i wybiegła z pokoju.
Zajęło mi kilka sekund oswobodzenie moich kostek, zanim mogłem za nią pobiec. Znalazłem ją na półpiętrze. Nie dając jej czasu na ucieczkę, przycisnąłem jej ciało do ściany. Złapałem jej nadgarstki w jedną dłoń i przytrzymałem nad jej głową. Zgrzana, śliska od potu, zaróżowiona od pożądania, wbiła spojrzenie w moją głowę. Oblizała wargi, drażniąc mnie.
- To co zmieniamy wiązanie na ostry seks, mistrzu? - Kłapnęła zębami cal od moich ust. Przycisnąłem biodra do jej, wywołując jęki u nas obojga.
- Kurwa, tak!
- No cóż, przepraszam za to - powiedziała, po czym kopnęła mnie w kolano. Pokonała po dwa schody, zbiegając do salonu. Stęknąłem i poderwałem się w stronę schodów. Zbiegłem z ostatnich kilku schodków i omiotłem wzrokiem pomieszczenie. Siedziała na fotelu na wprost mnie, z rozwartymi nogami co dało mi doskonały widok na jej szparkę. Podszedłem do niej, niepewny co będzie dalej. Czynnik dodający emocji. Kiedy byłem kilka stóp przed nią wstała i przyjęła pozycję.
Och, chce mały sparing. Wchodzę do gry. Oboje skłoniliśmy się, kiedy zająłem moją pozycję. Wystarczyła sekunda, a mój tyłek znowu spotkał się z podłogą. Stęknąłem, kiedy nasze spojrzenia się spotkały. Była w drodze, na drugi koniec pokoju.
- Boisz się? - spytałem, zauważając dystans pomiędzy nami.
Z warczeniem i śmiertelnym spojrzeniem, okrążyła mnie kilka razy. Z lawiną ruchów zaczęła okładać moją klatkę, wprowadzając nas na kanapę. Owinąłem ramiona wokół niej, sturlając się z kanapy na podłogę. Zmagaliśmy się w podstawowej pozycji. Kiedy nareszcie usiadłem na niej okrakiem, złapałem jej dłonie w jedną moją i wyciągnąłem nad jej głową.
- Nie ruszaj się do cholery, Bello - warknąłem.
Wierzgnęła biodrami w kierunku moich i mimo mojego położenia, zepchnęła mnie z siebie siłą swoich nóg. Odwróciłem się i zobaczyłem ją na czworakach, czołgającą się. Owinąłem ramiona wokół jej talii od tyłu i pociągnąłem na kolana.
- Kolana na zewnątrz - rozkazałem, gryząc ją w szyję. Nasze oddechy były szorstkie, nasze ciała potrzebujące, kiedy w końcu poddała się z głębokim westchnięciem.
Kiedy tylko posłuchała mojego rozkazu, wypełniłem ją.
- Kurwa! - krzyknęliśmy w uniesieniu.
Oparła głowę o moje ramię, a jedną dłoń wplotła w moje włosy. Usta, języki i zęby spotkały się w gwałtownym pocałunku. Moja jedna dłoń spoczywała na jej biodrze, a druga na talii i jej nabrzmiałej piersi. Szczypałem sterczący sutek.
Nasze ciała były śliskie od potu, szukając uwolnienia. Z pchnięciem moich i jej bioder, znaleźliśmy się tak blisko. Sapaliśmy, stękaliśmy i klęliśmy podczas naszego uwolnienia. Znowu odwróciła swoją głowę, dając mi dostęp do jej cudownych ust. Zassałem jej język, jęcząc kiedy zacisnęła się wokół mnie.
- Edward! - krzyknęła. Jej ciało zadrżało, gdy rozpoczął się jej orgazm. Kontynuowałem pchanie w nią, przedłużając jej przyjemność. Coś we mnie pękło, zanim doszedłem.
Oboje upadliśmy na podłogę, moje kolana przejechały po szorstkim dywanie, który był pod nami. Jej głowa opadła na moją klatkę, próbowała złapać oddech.
- Czy to było zbyt wiele? - spytała, całując mnie w miejsce, które wcześniej ugryzła.
- Nie, a dla ciebie? - powiedziałem, pomiędzy oddechami.
- Do diabła, nie - zachichotała. - Piszę się na kolejny nagi sparing we wtorek.
Warknąłem, owijając ramiona i nogi wokół niej. Potarłem nosem jej szyję.
- Mmm... brzmi zabawnie - wyszeptałem. Leżeliśmy tak przez jakiś czas, delikatnie całując się i dotykając to tu, to tam.
- Co teraz? - wyszeptała.
- Co ty na to, żebyśmy zrobili obiad?
- Nago? - spytała, śmiejąc się miękko.
- Oczywiście.
Godzinę później, po cudownej lekcji gotowania i spotkaniu na ladzie, zjedliśmy makaron z owocami morza na balkonie. Okna jadalni dawały cudowny widok na ocean pod gwiazdami. Bella siedziała na moich kolanach, kiedy jedliśmy w miłej ciszy. Wsłuchiwaliśmy się w fale rozbijające się o brzeg. Wiał lekki wiaterek, poruszając tekowym wiatrołapem.
- Kocham cię - wyszeptałem, pozwalając by wiatr niósł tą deklarację przez mile.
- Kocham cię - wyszeptała, całując mnie miękko. - To tak bardzo boli, kiedy jesteś daleko ode mnie - powiedziała niechętnie ostatnie słowa. - Powiedz mi jak to zrobiłeś, Edwardzie - westchnęła. - Wyglądałeś dobrze, kiedy żyliśmy osobno. - Pokręciła głową. - Ja wtedy wyglądałam koszmarnie.
Zacieśniłem uścisk wokół niej.
- Wiedziałem, co do ciebie czuję. Nadal cię kochałem. Myślałem, że dobrze robię. Może żyłem tylko dzięki bólowi? Tak długo jak bolało, wiedziałem że z tobą jest w porządku i to mnie pchało do tego. - Pocałowałem ją w czoło. - Czy to ma jakiś sens?
- Tak, ja robiłam to przez cały czas. Wiedziałam, że cię kocham. Wiedziałam, że mnie kochasz. Tak jak mówiłam wcześniej, byłam pewna, że masz powód. Ale miałam cholerne koszmary, przez cały czas nie mogłam spać.
Przyciągnąłem ją bliżej.
- Przykro mi, moja miłości. Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić w taki sposób. Możesz mi o tym opowiedzieć.
- Pierwszej nocy, kiedy odszedłeś, mocno walczyłam by nie zamknąć powiek. W końcu zasnęłam. Tej nocy śniłam o śmierci Brianny. Z jakiegoś powodu ty tam byłeś. Zamiast mi pomóc... - jęknęła, chowając twarz w moim szlafroku - odszedłeś.
- Och, dziecinko, przepraszam - załkałem, podnosząc jej twarz, by na nią spojrzeć. - Nigdy tego nie zrobię.
Spojrzała w bok i wyszeptała:
- Zrobisz.
- Nie. - Złapałem jej twarz, zmuszając ją do popatrzenia na mnie. - Nigdy nie zostawię cię ponownie. - Mam nadzieję, że moje oczy powiedziały jej coś czego nie da się wyrazić słowami. Milczała przez chwilę i przycisnęła wargi do moich.
Potarłem jej policzki kciukami, rozkoszując się uczuciem jej ust na moich. Bella westchnęła w moje usta i usiadła okrakiem na moich kolanach.
- Edwardzie, proszę - wyszeptała miękko. Jej dłonie rozsunęły poły szlafroka, to samo zrobiłem z jej. Skóra na ciepłej skórze. Dłonie i usta, przesunięcie ciała i byłem w niej. Oboje jęknęliśmy i poczułem się całkowity. Poruszaliśmy się powoli z rozmysłem.
Nasze oczy i usta mówiły nam wszystko. Jej ciche pomruki i skomlenie były muzyką dla moich uszu. Moje dłonie prześlizgnęły się z jej twarzy przez biust do bioder. Jedną rękę przesunąłem na jej plecy i przysunąłem ją bliżej. Zadyszała, przerywając nasz pocałunek. Moje usta wędrowały po zagłębieniu jej szyi i obojczykach, po czym przeniosłem je na jej sterczące, różowe sutki.
Żadne z nas nie szukało uwolnienia, żadne się nie śpieszyło. Po prostu potrzebowaliśmy bliskości. Brak potrzeby natychmiastowego spełnienia. Czas był bez znaczenia, byliśmy zamknięci w swojej własnej bańce.
Czułem jakby minęły godziny, ale to nadal było za mało. Doszliśmy razem z wyszeptanymi obietnicami.
~oOo~
Obudziłem się w środku nocy na dziwny dźwięk dochodzący z zewnątrz. Bella spała, zwinięta pośrodku koca i poduszek, które położyliśmy blisko kominka. Delikatnie odwróciłem jej ciepłe ciało, tak żeby jej nie obudzić.
Winowajcą był czarno biały kot, chodzący po śmietniku. Pokręciłem głową, starając się go nie wystraszyć. Powoli podszedłem do niego i wyciągnąłem rękę. Zahałasowałem trochę, żeby zwrócić jego uwagę. Zaciekawiony kociak zbliżył się i obwąchiwał moje palce przez kilka minut. Drugą ręką pogłaskałem go po łepku i wzdłuż kręgosłupa. Kociak zaczął mruczeć i pozwolił mi się złapać.
Wszedłem do kuchni i zapaliłem światło. Kociak był głodny, więc zacząłem szukać czegoś co mógłby zjeść. Usłyszałem Bellę, kiedy wkroczyła do kuchni.
- Edward?
Odwróciłem się i uśmiechnąłem do niej.
- Znalazłem go na śmietniku.
Uśmiechnęła się i wzięła kulkę futra.
- Daj mi go zobaczyć. - Rozpoczęła inspekcję. - To ona i ma obrożę. - Przeczytała malutki znacznik. - Nazywa się Moo-moo.
- Skąd to wiesz? - Wskazałem na kota, kiedy głaskała go po grzbiecie.
- Pomagałam w lokalnym schronisku jako wolontariusz i...
- A twoja mama przynosiła do domu przybłędy - powiedziałem, przypominając sobie naszą rozmowę.
- Zgaduję, że jest od któregoś z sąsiadów, więc będziemy musieli popytać jutro rano. Ale jeśli chodzi o jedzenie...
- Mleko? - zasugerowałem. Bella pokręciła głową, mamrocząc coś o typowym błędzie. Zdecydowałem się nie kłócić z nią o to.
- Ach, plasterek indyka powinien się nadać. - Podała mi Moo-moo i zajęła się krojeniem mięsa na małe kąski. - Narobi tu małego bałaganu. Musimy jej znaleźć coś do spania i przenieść do garażu. - Westchnęła, obserwując ucztę kociaka.
- Co jest, kochanie? - spytałem, przyciągając ją do siebie.
- To przypomniało mi kilka podobnych sytuacji z moją mamą. Nigdy nie brakowało nocnych gości, głównie kotów. Brakuje mi jej.
Pocałowałem ją w czubek głowy, zacieśniając uścisk wokół niej. Moo-moo zamiauczała i zaczęła się łasić do moich nóg.
Kilka minut później w garażu, dziękowałem za izolacje i ciepło, gdy udało nam się znaleźć pudełko. Ulokowaliśmy mruczącą kotkę w wyłożonym ręcznikiem pudełku. Zasnęła minutę później.
Kiedy weszliśmy do środka, Bella ruszyła schodami na piętro.
- Znowu się cała lepię. Idę pod prysznic.
Jej szlafrok opadł na podłogę zaraz za nią. Ruszyłem za nią prosto pod prysznic. Owinąłem ramiona wokół jej talii i pomogłem jej ustawić odpowiednią temperaturę. Ustawiła jedną dyszę prosto na moją twarz. Zaśmiała się na moje zszokowane spojrzenie.
Ze słuchawką prysznicową w dłoni, zmieniłem tryb na miejscowy masaż i skierowałem wodę na jej sutek. Bella jęknęła zaskoczona i odwróciła się, by uniknąć mojego ataku.
Była po mojej prawej, czyli tam gdzie chciałem, żeby się znalazłe. Przycisnąłem ciało do jej, a nią do płytek. Syknęła, kiedy jej piersi dotknęły zimnych, twardych płytek. Złapała słuchawkę prysznicową i wypięła tyłek przyciskając go do mnie.
- Bella, znowu nie grasz fair - warknąłem do jej ucha.
- Wcześniej nie pozwoliłeś mi skończyć mojej zabawy, więc jedyną sprawiedliwą rzeczą będzie drażnienie ciebie jak tylko mi się spodoba - powiedziała, kontynuując przyciskanie swojego tyłeczka do mnie.
- Hmm, bardziej mi się podobało jak to skończyliśmy - wymruczałem.
- Kurwa, Edwardzie - jęknęła, kiedy klepnąłem ją w pośladek. Zadrżała i mogłem zobaczyć, że przegiąłem. - Niech cię cholera, Edward! Dawanie klapsa, kiedy mój tyłek jest mokry jest cholernie bolesne! - Cofnąłem się, a ona odwróciła się twarzą do mnie, pocierając piekące miejsce.
- Bicie mnie w okolicy krocza też - odpowiedziałem.
- Ale twoje udo było suche! - Gapiła się na mnie, po czym jej dłoń wylądowała na moim tyłku.
- Kurwa, Bella! - Cholera jasna! To cholernie boli! Już czułem jak pojawia się ślad. Zaczęła się śmiać, podwajając moje uczucie dyskomfortu. - Co jest tak cholernie zabawne? - zawyłem.
Po chwili odpowiedziała:
- Wyglądasz komicznie, kiedy trzymasz się za tyłek! - Kontynuowała śmianie się, a mi zostało gapienie się na nią. Przestała, kiedy zobaczyła moją poważną minę. W tym samym momencie oboje zaczęliśmy się śmiać. Kiedy się uspokoiliśmy pomogłem jej umyć włosy.
- Więc co planujesz na naszą kolejną małą przygodę, kochanie?
- Hmm, poza siłownią - wyszeptała. Drgnąłem na myśl o tych wszystkich lustrach. Takie gorące! - Co powiesz na jakieś publiczne miejsce?
Znowu drgnąłem.
- Publiczne?
- Daj spokój, musiałeś to juz robić gdzieś w publicznym miejscu? - Spojrzała na mnie, czekając na odpowiedź.
- Schody, łazienka i w uliczce - odpowiedziałem szczerze.
- Winda, przebieralnia i wagonik kolejki górskiej - powiedziała. Moje oczy otwarły się szeroko. Co do diabła? - Nie bądź zaskoczony.
- Jak do cholery zrobiłaś to na kolejce górskiej? - spytałem z niedowierzaniem. Bella uśmiechnęła się i uniosła brew.
- Nieważne. Nie chcę wiedzieć. - Ostatnią rzeczą było wyobrażenie jej sobie z kimś innym. Ugh.
Wyrwałem się z zamyślenia, kiedy Bella chwyciła za moją erekcję.
- Bella - wydyszałem, gdy pogłaskała mnie po całej długości.
Resztę piątkowej nocy spędziliśmy testując różne pozycje, cały czas pozostaliśmy nadzy. W takim tempie spokojnie pobijemy nasz rekord. Następny ranek spędziliśmy w łóżku, dochodząc. Koło południa zdecydowaliśmy się wstać i rozprostować.
O cholera, jestem obolały we wszystkich dobrych miejscach. Wzięliśmy wspólny prysznic, pod którym sprawiłem jej przyjemność. Po ubraniu się na plażę, przygotowaliśmy prosty lunch i poszliśmy po kotkę.
Nakarmiliśmy Moo-moo większą ilością mięsa i zauważyliśmy, że jest dobrze wyszkolonym kociakiem. Dzieliliśmy plażę z czterema domami i z tego co wiem, to również są domki letniskowe. Zdecydowaliśmy się wziąć Moo-moo i sprawdzić w każdym z nich.
Dwa pierwsze domy były wyższe niż mój. Nikt nam nie otworzył i wyglądało jakby już od dawna nikt ich nie odwiedzał. W trzecim domu spotkaliśmy ekipę sprzątającą. Ta sama para zajmowała się moim domem.
- O witaj, Edwardzie - powiedział Nathan, ściskając mi rękę.
- Dzień dobry, Nathan. - Chwyciłem jego dłoń i kiwnąłem głową jego żonie, Ruby. - Dom wygląda świetnie. Czy Jones przyjedzie w tym tygodniu?
- Nieee, nie przyjadą przed przyszłym tygodniem. Byłem zaskoczony, kiedy do mnie zadzwoniłeś. Długo cię tu nie było - powiedział z obawą w głosie.
Pokręciłem głową, ponieważ naprawdę minęło sporo czasu. Ostatnim razem czułem się jakbym rozczarował rodziców wracając z pobliskiego klubu. Ostatniej nocy tamtego pobytu nie spałem z jedną kobietą, a z trzema, ale nie w tym samym czasie. Nawet nie pamiętam ich imion. Nawet nie poświęciłem czasu, żeby się dowiedzieć.
Nie zdawałem sobie sprawy, dlaczego zachowywałem się jak dupek, aż uświadomiłem sobie, że to była rocznica śmierci rodziców. Może to był mój sposób na zapomnienie.
- Nathan, to moja dziewczyna, Bella - powiedziałem, uśmiechając się do niej. Wyciągnęła rękę, którą Nathan pocałował. Przebiegły skurwiel.
Nathan i Ruby zajmowali się czterema domami przy plaży. Zajmowali się moim domem jeszcze zanim moi rodzice go kupili. Ruby wyszła z domu Jones'a i podeszła do mnie. Jej długie ciemne włosy były spięte w niechlujnego koka, przypruszone siwizną na skroniach.
Uściskała mnie i stwierdziła, że jestem za chudy. Mówiła w pośpiechu i nie dopuściła mnie do słowa. Było tak, dopóki nie dostrzegła Belli za mną i uśmiechnęła się przebiegle.
- Kto to może być, Edwardo? - Wzdrygnąłem się. Hiszpański był ojczystym językiem Ruby i uwielbiała mnie tak nazywać. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ znałem ją od zawsze.
- To moja dziewczyna, Bella - powiedziałem z uśmiechem. Ruby spojrzała na mnie i na Bellę. Wzięła twarz mojej dziewczyny w dłonie i spojrzała jej prosto w oczy.
Ruby wyszeptała po hiszpańsku, nazywając Bellę piękną księżniczką i spytała dlaczego jest taka smutna. Spojrzenie Belli złagodniało i zamknęła oczy na chwilę, zanim odpowiedziała również po hiszpańsku. Jej odpowiedź była lamentem. Jej szloch powodował, że moje serce zaciskało się z bólu. Opowiedziała jak skradłem jej serce i bezemnie nie może żyć.
- Bella - wyszeptała, ściskając jej dłoń. Nie ważne w co wierzyłem, zostawiłem ją. Nie mogłem jej pomóc, dopóki oboje nie będziemy ze sobą szczerzy. Sekret musi zostać ujawniony.
Wkrótce, Nathan i Ruby powiedzieli, że muszą iść do innego domu, gdzie właśnie ktoś się wprowadził. Bella zapukała do drzwi i usłyszeliśmy ruch za drzwiami. Pisnęła, kiedy zobaczyła nas w drzwiach.
To nie był nikt inny niż Becky.
Bella zaśmiała się, klękając.
- Jaki ten świat mały. - Becky się zaśmiała i wpadła w ramiona Belli.
- Tak, znalazłem Moo-moo w dole ulicy, skarbie - powiedziałem, chichocząc miękko, kiedy twarz Belli zarumieniła się od mocnego uścisku dziewczynki. - Ostrożnie Becky, nie chcemy skrzywdzić Moo-moo - wydyszała, a dziewczynka rozluźniła uścisk.
- Pan Cullen i panna Swan, wow. - Mama Becky podeszła do drzwi, wycierając dłonie w ręcznik.
Przez chwilę porozmawialiśmy z Becky i jej małą. Jej ojciec i brat byli na rybach na drugim końcu zatoki. Zajęczałem, przypominając sobie moją pierwszą podróż z wypłynięciem na środek oceanu. Spędziłem go wisząc na balustradzie, mimo leków przeciw chorobie lokomocyjnej.
Przed wyjściem, Becky pociągnęła mnie na bok i wyszeptała:
- Co ci mówiłam?
Zaśmiałem się.
- Myślę, że brzmiało to jak 'zobaczysz'.
- Masz zamiar ją teraz zapytać?
- Wkrótce - odpowiedziałem szczerze. Ponieważ wiedziałem, że nic nie zadowoli mnie bardziej niż 'tak' powiedziane przez Bellę. Wyszliśmy kilka minut później, ręka w rękę kierowaliśmy się w kierunku domku.
- Chciałabyś gdzieś pójść, kochanie?
- Może jakaś zatoczka lub piesza wycieczka?
- Jest Big Sur1, Point Lobos2 i kilka mniejszych zatoczek w okolicy.
- Jeśli chcemy się udać na wycieczkę to powinniśmy wziąć więcej ubrań i sprzętu.
Kiwnąłem głową, zgadzając się z nią. O pierwszej trzydzieści opuściliśmy dom i wsiedliśmy do wynajętego samochodu. Bella miała na sobie niebieskie bermudy i białą dopasowana bluzkę na ramiączkach. Włosy związała w koński ogon, a na stopach miała płócienne buty. Ja ubrałem parę ciemnych jeansów i zdecydowałem się na adidasy, ponieważ to były jedyne buty z twardą podeszwą jakie przywiozłem ze sobą. Wrzuciłem szary T-shirt na białą dopasowaną bokserkę.
Oboje zapakowaliśmy drugi komplet ubrań, stroje kąpielowe, ręczniki i kurtki. Najpierw chcieliśmy się udać nad zatoczkę. Obserwowałem, jak Bella skopuje buty i brodzi w wodzie. Miała okazję kucnąć i badać życie w wodzie. Byłem zaskoczony, że wcześniej nie miała takiej możliwości. Złapała rozgwiazdę w palce i przez minutę jej się przyglądała, kiedy ja podkradłem się do niej i położyłem kraba na jej koszulce.
Skakała wkoło i wreszcie udało jej się zdjąć zwierzątko.
- Czy ty masz dziewięć lat? - zrugała mnie, odkładając kraba do wody. Gapiła się na mnie, kiedy ja zwijałem się ze śmiechu.
Podbiegła do mnie i zaśmiała się w moich ramionach. Zanurzyłem nos w jej włosach i zacisnąłem ręce wokół niej. Wirowałem z nią w ramionach, całując jej szyję i ssąc jej delikatny punkcik pod uchem. Zachichotałem.
- Czy mam przebaczone?
Klepnęła mnie w klatkę i uśmiechnęła się.
- Tylko jeśli weźmiesz mnie na barana i pokonasz resztę drogi do samochodu.
Wywróciłem oczami.
- Czy ty masz dziewięć lat?
Zaśmiała się i puściła oczko.
Wyciągnęła smukły, brązowy aparat z przedniej kieszonki, ustawiła go na ogromnej skale i włączyła samowyzwalacz. Z oceanem w tle, przyciągnąłem ją bliżej i wpatrywałem jej się prosto w oczy. Odpowiedziała mi zapierającym dech uśmiechem, kiedy zabłyszczał flesz aparatu.
- Chodź księżniczko. - Stanąłem przed nią i przyklęknąłem, żeby mogła wspiąć się na moje plecy. Z ramionami owiniętymi wokół mojej szyi i jej pociągającymi nogami wokół mojej talii, sprawdziłem czy nie spadnie.
- Jestem nieco cięższa niż twój plecak - powiedziała prosto do mojego ucha.
- Ha, mam nadzieję, że tak - nabijałem się, udając, że nie mogę się ruszyć. Uderzyła mnie w tył głowy.
- Hej, nie jestem aż tak ciężka!
- Lepiej się trzymaj! - ostrzegłem ją, podbiegając do schodów i zaczynając wspinaczkę. Nawet z nią na moich plecach szybko pokonałem trasę. Śmiała się przez cały czas i dwa razy zasłoniła mi oczy. Zsunąłem ją na maskę samochodu i złapałem jej buty, które trzymała w dłoni i zauważyłem, że na jej stopach jest pełno piasku.
Wymamrotała coś o zimnej wodzie, kiedy polałem jej stopy i zmyłem piasek. Wywróciłem oczami i powiedziałem, żeby siedziała cicho - zrobiła to. Spojrzałem w górę i zobaczyłem, że się zamyśliła.
- Bella?
- Naprawdę mnie kochasz, prawda? - spytała poważnym tonem.
- Co ty nie powiesz, Sherlocku - powiedziałem, nie wiedząc dlaczego o to pyta.
- Przepraszam, po prostu to dziwne, że tak szybko się poruszamy i jak łatwo to nam przychodzi. Czasami czuję się jakbyś chciał się poruszać szybciej. - Bella wzruszyła ramionami.
Czy to znaczy, że ją przestraszyłem? Wzruszyłem ramionami i zdecydowałem się na szczerość.
- Chcę więcej. Nie mam zamiaru pozwolić ci odejść. - Uśmiech Belli się poszerzył.
- Spotykamy się mniej niż dwa miesiące, Edwardzie. Przez jeden tydzień bawiliśmy się w podchody, a kolejne dwa osobno. Jak możesz czuć coś tak mocnego do mnie?
- Muszę przyznać, że nigdy nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia czy inne gówno...
Bella przerwała, zanim skończyłem.
- Edwardzie, proszę nie mów, że czułeś coś więcej niż pożądanie tego pierwszego dnia?
- Nie wiem. Szczerze, to chciałem cię wypieprzyć tam w tej samej chwili - powiedziałem, zakładając jej buty i stając pomiędzy jej nogami. - Ale w tym samym czasie, nie mogłem zrozumieć jak możesz na mnie tak działać.
- Kiedy cię zobaczyłam po raz pierwszy, kolana się pode mną ugięły. Wyglądałeś o wiele lepiej niż na zdjęciach. - Wyglądałem na zmieszanego. - Pamiętasz? Zrobiłam małe poszukiwania przed rozpoczęciem pracy dla ciebie. Zdjęcia, które znalazłam nie były dla ciebie sprawiedliwe.
- Więc powiedz mi, co czułaś tego pierwszego dnia? - poprosiłem. Przejechałem dłonią wzdłuż jej kręgosłupa na co zadrżała.
- Cóż, poza ugięciem się kolan, kiedy się uśmiechnąłeś to po uściśnięciu dłoni czułam...
- Mrowienie? - spytałem poważnie.
- Tak, wiedziałam, że mam problem. - Westchnęła i wyglądała na zamyśloną. - Edward, jeśli nie zatrudniłabym się u ciebie czy miałabym jakiekolwiek szanse jeśli spotkalibyśmy się na siłowni?
Obraz w mojej głowie z naszego pierwszego spotkania na siłowni spowodował, że jęknąłem i zadrżałem.
- Cholera, tak. - Złapałem ją za tyłek. - Nie masz pojęcia jak cholernie gorąco wyglądasz, kiedy biegniesz na bieżni. - Potwierdziłem swoje zdanie przygryzając jej sutek sterczący pod białą bluzką.
- Zachowuj się, powinniśmy się zbierać - zażartowała, całując czubek mojego nosa i odpychając mnie.
Jęknąłem i otworzyłem przed nią drzwi. Potarła tyłeczkiem o mnie, zanim wsiadła do samochodu. Poprawiłem się, podczas gdy ona śmiała się ze mnie. Cholerna kusicielka. Wślizgnąłem się na siedzenie kierowcy, a Bella wspięła się na tylne siedzenie.
- Pamiętasz jak mówiłam o miejscach publicznych? - Uśmiechnęła się i zaczęła zsuwać spodenki. Jęknąłem i zauważyłem malutkie, marszczone biało czerwone majteczki. Rozejrzałem się po parkingu. Nie widzieliśmy nikogo przez cały dzień i miałem nadzieję, że szczęście będzie się nas trzymać.
Otworzyłem drzwi i przesiadłem się do tyłu, dziękując za kanapę. Bella rozpięła koszulkę, dając mi doskonały widok na swoją klatkę odzianą w dopasowany do majtek biustonosz. Miał zapięcie z przodu, co jest cholernie praktyczne. Zaplanowała to. Czy powinienem się obrazić? Kurwa nie, jestem cholernie wdzięczny. Kurwa, kocham tą kobietę.
Około godziny później udało nam się dotrzeć do Big Sur, po dwukrotnym ochrzczeniu wynajętego auta. Po długiej wędrówce, zdecydowaliśmy się zjeść kolację w lokalnej restauracji, za co byłem wdzięczny.
Łudziłem się, że nie spotkamy tutaj nikogo, kto mnie zna. Tak naprawdę to nigdy nie spędziłem tyle czasu w domku na plaży. Nie więcej niż kilka tygodni w roku. Ale oglądanie Belli w kalifornijskim słońcu spowodowało, że chciałem przyjeżdżać częściej. Było warto poświęcić wszystko i zobaczyć ją tak skąpo ubraną.
Zamówiliśmy świeże owoce morza i rozmawialiśmy o naszym dniu, śmiejąc się i ciesząc swoim towarzystwem. Zrobiło się ciemno, kiedy wyszliśmy z restauracji. Znaleźliśmy plażę z rozpalonymi ogniskami i przyłączyliśmy się do małej grupy imprezujących.
To było coś czego wcześniej nie robiłem, ale Bella nalegała. Cieszę się, że uległem. Bella w promieniach słońca była widokiem zapierającym dech w piersiach, ale nie dorównywała widokowi Belli w świetle księżyca i łunie ogniska. Obserwowałem, jak tańczy i śmieje się z innymi. Wyglądała tak beztrosko.
Był jeden facet, Laurent, który w szczególności przypatrywał się Belli. Oczywiście, ona sobie z tego nic nie robiła i zaczęła śpiewać jakąś piosenkę country, którą puścili w radiu. Usiadłem obok niej, biorąc oferowaną Coronę3.
Wsłuchałem się w jej słodki głos i zauważyłem, że Laurent odszedł. Kilka minut później usłyszałem alarm mojego wynajętego samochodu. Kilku facetów i ja zdecydowaliśmy się to sprawdzić. Jedno okno od strony pasażera było wybite, więc posprzątaliśmy bałagan. Kiedy kilka minut później wróciliśmy z parkingu, nie znalazłem Belli koło ogniska.
Spytałem jedną z dziewczyn, Katie czy widziała gdzie poszła moja dziewczyna. Stwierdziła, że poszła na spacer. Ruszyłem po śladach na piasku i znalazłem ją siedzącą na skale. Obserwowałem z daleka jak płacze.
Od śmierci Daniela, znajdowałem ją płaczącą dziesiątki razy. Nienawidziłem tego, ale nigdy nie kazałem jej przestać. Wydawało mi się, że czuje się lepiej jak skończy. Wolałem siedzieć z nią, bawić się jej włosami czy nucić, trzymając ją. Podszedłem do niej powoli.
- Tu jesteś, moja miłości - powiedziałem, siadając obok niej.
- Dlaczego nie przyjeżdżasz tutaj częściej? - wyszeptała, a jej pytanie porwał wiatr.
- To dom moich rodziców. Przyjeżdżaliśmy tutaj z Chicago na każde ferie wiosenne i wakacje. Kocham to miejsce, ale nigdy nie było takie same po ich śmierci.
- Tutaj jest pięknie. - Owinęła ramiona wokół siebie i położyła głowę na moim ramieniu. - Tęsknie za plażą.
- Racja, mieszkałaś w Kalifornii przez jakiś czas - powiedziałem.
- Tak, mieszkałam. Chciałabym tu kiedyś wrócić.
- Dlaczego tego nie zrobisz?
- Po śmierci moich rodziców, poczułam, że muszę być blisko domu i pomóc Jordanowi.
- To trochę nieuczciwe.
- Taka jestem, Edwardzie. Zrobiłabym to ponownie. On jest moją rodziną i zrobię dla niego wszystko. Nawet skopię jego głupie dupsko.
- Więc jeśli przekroczę linię, skopiesz mi tyłek?
- W pieprzonym mgnieniu oka - odpowiedziała poważnie.
- Kocham cię - wyszeptałem w jej usta. Usiadła okrakiem na moich kolanach i odpowiedziała tym samym. Kochaliśmy się na plaży, to było takie banalne, ale już tego nie zmienię.
~oOo~
Kiedy obudziłem się następnego ranka, Belli nie było w łóżku. Jednakże, zostawiła notatkę na swojej poduszce.
Mistrzu,
Poszłam pobiegać, nie chcąc cię budzić.
Myślę, że cię wykończyłam. Nareszcie!
Kocham cię na zawsze, Bella
Znowu mnie podjudza. Mam zamiar ją znaleźć i jej pokazać. Wykończyć, nie ma mowy. Wkroczyłem pod prysznic, gdzie znalazłem parę jej majtek, wiszących na jednej ze słuchawek prysznicowych. Pieprzona kusicielka!
Kiedy skończyłem brać prysznic, byłem cholernie twardy przez jej majtki. Złapałem ręcznik. Jej stanik spadł spod niego. Jęknąłem i złożyłem go, starając się nie myśląc o jej cyckach. Za późno.
Podszedłem do lustra i spojrzałem na moje odbicie. Na tafli napisano szminką:
Jesteśmy tu tylko do szesnastej. Chodź i znajdź mnie - Bella
Cholernie się zaangażowała w naszą, małą grę. Nie udało nam się pokonać poprzedniego rekordu, a ona drażniła się ze mną.
Założyłem parę szortów i nic więcej. Ruszyłem do kuchni. Pomiędzy sokiem pomarańczowym, a mlekiem była góra jej bikini. Na półce z talerzami znalazłem dół jej bikini.
Byłem twardy jak skała. Nie ma opcji, żeby mój fiut opadł przez obrazy jej nagiego ciała pojawiające się w mojej głowie.
Starałem się zignorować mój problem. Co nie było łatwe. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i kroki. Usiadłem na blacie. Kompletnie zignorowałem cudowną kobietę, która złapała butelkę wody z lodówki. Nie zauważyłem jak trochę wody spłynęło na jej podbródek, w dół jej szyi i zniknęło w jej sportowym staniku.
- Kurwa - powiedziała, dotykając policzka. I wtedy dostrzegłem formujący się obrzęk.
- Bella? - Zeskoczyłem z blatu i ruszyłem w jej stronę.
- Jestem pieprzonym magnesem na kłopoty.
- Co się do diabła stało? - Spojrzałem na jej całe ciało i zauważyłem pojawiający się siniak, wokół jej lewego ramienia. Wyglądał jak odcisk dłoni.
- Pamiętasz tego dupka Laurenta z wczorajszego ogniska? - Kiwnąłem. - Cóż, spotkałam go w dole plaży. Zaproponował mi wyjście na miasto. Powiedziałam, że nie jestem zainteresowana. Chyba nie przywykł do odmowy.
- Kurwa! On cię uderzył, prawda?
Kiwnęła.
- Nawet nie zauważyłam, że się zamachnął. Odwróciłam się plecami do niego i odeszłam. Byłam głupia myśląc, że nic nie zrobi.
- Gdzie on do cholery jest? - ryknąłem i pobiegłem do drzwi wejściowych. Na podjeździe leżał nieprzytomny Laurent. Bella potrafi o siebie zadbać.
- Chyba muszę zadzwonić na policję - powiedziała, stojąc za mną. - I na pogotowie.
- Obroniłaś się? - zapytałem głupio. Wywróciła oczami. - Moja dziewczynka - powiedziałem, przyciągając ją i namiętnie całując. - Kurwa, możliwość, że możesz skopać mi tyłek jest gorąca.
- Lepiej o tym nie zapominaj - zamruczała.
Kiedy policja przyjechała, nie wierzyli, że Bella powaliła Laurenta. Jako dowód pokazała im swoje obdarte kostki. Zaprezentowała też cios, zatrzymując się cal przed twarzą oficera.
- Jakieś pytania?
- O ja pierdolę - wyszeptał jeden z policjantów.
Dowiedzieliśmy się jak Laurent nas namierzył. Włamał się do mojego samochodu, gdzie były dokumenty z wypożyczalni. Na papierach był adres domku na plaży. Skupił się na Belli, ponieważ wyglądała podobnie jak jego zmarła żona, Amelia.
Bella nie wniosła oskarżenia pod warunkiem, że zgłosi się on do specjalisty. Byłem wkurzony, że pozwoliła komuś, kto ją skrzywdził, odejść bez niczego poza złamanym nadgarstkiem. Miałem tylko nadzieję, że nauczyła się na własnej skórze, by nie ufać każdemu.
Resztę weekendu spędziliśmy w domku. Ruby i Nathan wpadli do nas na lunch. Po posiłku, Ruby zaczęła mierzyć wzrokiem Bellę.
- Co ty robisz, Ruby? - spytała Bella. Starsza kobieta wymruczała coś o zaczęciu szycia sukienki. Bella przymknęła oczy, patrząc na Nathana.
- Ona myśli, że uszyje ci suknię ślubną, moja droga - wyjaśnił z uśmiechem. Zaśmiał się na wyraz jej twarzy. Ja też się zacząłem śmiać. Wyglądała jak jeleń złapany w światłach reflektorów.
- Ruby, dlaczego myślisz, że wychodzę za mąż? - Bella próbowała się odsunąć, ale Ruby ją powstrzymała.
- Wiesz, że do tego zmierzacie. - Ruby wywróciła oczami, przeklinając po hiszpańsku pod nosem. - Nie próbuj mi wmawiać, że nie. - Wskazała na swoją głowę. - Widzę różne rzeczy. Pobierzecie się na wiosnę.
Bella wyglądała na zszokowaną, nawet przerażoną. Zastanawiałem się, co jest złego w poślubieniu mnie.
- O mój Boże... ja... - Bella spojrzała na mnie z błaganiem w oczach.
- Co się stało, Bello?
- A co do cholery myślisz, że się stało?
- Myślę, że jesteś przestraszona.
- Jestem przerażona. Jestem przestraszona. Oczywiście, że jestem!
- Dlaczego?
- Ja... kurwa... nie sądziłam, że jesteś typem, który się żeni - powiedziała, odwracając kota ogonem.
- Cóż, mylisz się. A co jeśli ci powiem, że myślałem nad tym od jakiegoś czasu? Co jeśli ci powiem, że wakacje nie były jedynym powodem, żeby tu przyjechać? A co jeśli ci powiem, że przyjechałem zabrać pierścionek mojej mamy z sejfu?
- Nie za dużo w tym gdybania? - wyszeptała Bella z błyszczącymi oczami.
Zaśmiałem się.
- Jesteś głupią-kobietą-wierzącą-wszystkim-pomyleńcom, powodem mojego życia. Co jeśli powiem, że chcę być z tobą na zawsze?
Jej oczy ją zdradziły, wypuszczając potok łez. Po czym zemdlała. To moja dziewczynka.
1 Big Sur - popularny region na środkowym wybrzeżu w Karolinie, znany z cudownych widoków
2 Point Lobos - stanowy rezerwat przyrody
3 Corona - eksportowe piwo z Meksyku
