Rozdział 23 - Gala

Edward

O mój dobry Boże, dlaczego moja głowa tak mocno wali? Jęknąłem i obróciłem się w stronę Belli, ale jej strona łóżka była pusta i zimna. Nie mogłem sobie przypomnieć tego całego gówna. Czy zobaczyłem ją zanim zemdlałem pijany? Czekaj, dlaczego byłem pijany? Leżałem na łóżku, próbując sobie ułożyć to wszystko w głowie. Przebiegłem palcami przez moje splątane włosy. Moja prawa dłoń pulsowała. Podniosłem ją i wróciły wspomnienia, a wczorajsze odkrycie uderzyło mnie jak kula do burzenia budynków.

Byłem okłamany, zdradzony i cholernie upokorzony. Za co to wszystko? Nie mam pojęcia. Jedynym wyjściem na poznanie prawdy jest Bella. Ale nie jestem gotowy, by stanąć z nią twarzą w twarz.

Chciałem ją skrzywdzić tak mocno jak ona mnie. Teraz moja kolej na atak, moja kolej na udawanie. Za każdym razem, kiedy mówiła, że mnie kocha to było starannie wyreżyserowane. Za każdym razem, kiedy szeptała te dwa słówka, to było kłamstwo. Za każdym razem, kiedy całowała mnie w usta, to nie było niczym więcej niż przedstawieniem. Kolejna pieprzona scenka. Ta suka zasługuje na pieprzonego Oscara.

Podniosłem się z łóżka i znalazłem szklankę wody oraz dwa Mortiny1 na stoliku nocnym. Jak kurwa troskliwie. Zawsze tak robiła, podpowiedziała część mojej świadomości. A inna podsuwała: odpłaca się za dodatkowy wysiłek.

Ponieważ nie spała ze mną tej nocy, zastanawiałem się co jej powiedziałem, kiedy wróciła z podróży. Odrzuciłem pościel i zauważyłem, że jestem nagi. Nadal nic nie pamiętałem. Wiem, że posprzątała bałagan, który zrobiłem w jej biurze. Jej biuro, nie nasze. Nigdy kurwa nie było nasze.

Po jaką cholerę ją wynajęli? Żeby złamać mi cholerne serce? By zrobić ze mnie lepszą osobę? Cóż, hura, udało jej się. Co teraz?

Po tym co mi powiedziała, co myśleli, że się stanie? Że ruszę w stronę zachodzącego słońca jak mała dziewczynka? Nawet ja tego nie kupuję. Wszystko co zrobili to uświadomienie mi, że lepiej być singlem.

Czy moje dupsko w ogóle było tego warte?

- Po dalszych badaniach, znalazłam stronę dla kobiet, z którymi spał, gdzie mogą opowiedzieć swoją historię. Ma trzysta dwadzieścia trzy członkinie, a liczba cały czas rośnie.

Okej, miałem mały problem. Ale to gówno było przegięciem.

- Synu, Lily Resse, twoja była sekretarka pozwała cię o molestowanie seksualne.

No może nie taki mały. Kurwa, nigdy nie czułem się winny po moich występkach. Ale fakt, że moja rodzina ukartowała coś takiego pokazał mi wszystko w nowym świetle. Jednakże, to nie jest pretekst, żeby przysporzyć mi takiego bólu. A boli jak diabli.

Ponieważ, ją kochasz, naprawdę ją kochasz. Kurwa, nadal to robię. Nie mogę myśleć w ten sposób. Wszyscy mnie skrzywdzili i wyśmiali, nasz związek. Przebiegłem palcami przez włosy, zdezorientowany jak cholera.

- Kocham cię, Edwardzie. Tak cholernie mocno. - Ile razy powtarzała te słowa? Same kłamstwa. Zdrada mojej rodziny bolała, ale ona zasłużyła na ten sam ból. Mogłem usłyszeć jej krzątaninę po kuchni i poczuć tosty francuskie. Zażyłem Motrin, gotowy zacząć dzień. Dzień, który wszystko zmieni. Miałem spotkać się z Carlislem, Emmettem i Jasperem za godzinę na golfie.

Przed nimi też powinienem udawać? Dlaczego do cholery nie? Zasłużyli na takie upokorzenie, jakie zaplanowałem dla Belli. Musiałem uruchomić kilka kontaktów przed Galą, jeśli chcę, żeby to zadziałało.

Kiedy się ubrałem, ruszyłem do przedpokoju, zauważając, że drzwi do jej biura są zamknięte. Musiała zobaczyć jak je zdewastowałem jej biuro. Nie dorównywało to zniszczeniom w moim sercu. Kurwa. Przyłożyłem dłoń do mojej klatki piersiowej, błagając, żeby to uczucie odeszło. Zrobiło się gorzej, kiedy znalazłem ją w kuchni.

Była nietypowo ubrana: jej strój, w którym zazwyczaj jadła śniadanie to któraś z moich koszulek. Teraz nadeszła moja kolej na nominację do pieprzonego Oscara. Z jej plecami przy mojej klatce, owinąłem ramiona wokół jej talii. Zesztywniała w moim uścisku, a ciche westchnienie uciekło z jej ust. Wyglądało to jakby chciała ode mnie uciec.

Co do diabła?

- Dzień dobry, kochanie - wyszeptałem do jej ucha. Zadrżała, a ból który czułem był nie do zniesienia. - Przepraszam, że przegapiłem twój przyjazd - kontynuowałem monolog. Wypuściła powietrze, które wstrzymywała.

- Nie chciałam cię obudzić - wyszeptała ledwo słyszalnym głosem. Mruknąłem i pocałowałem słodko pachnące miejsce za uchem.

- To niedobrze. Chciałem cię prawidłowo powitać w domu.

Zadrżała ponownie i jęknęła, jakby z bólu. Poczucie winy uderzyło w moje jelita. Musiała wiedzieć, że odkryłem prawdę.

Co się stało tej nocy?

Pomimo mojej złości, coś poczułem, kiedy była zdenerwowana.

- Wszystko w porządku?

Kiwnęła i przełożyła jajka z patelni na dwa talerze. Złapałem je i położyłem na wyspie. Przyniosłem filiżanki i sztućce.

- Twoja sukienka przyszła, kiedy cię nie było - powiedziałem. Nie zadała sobie trudu, żeby odpowiedzieć. - Wspaniała suknia. Ten odcień niebieskiego będzie wyglądał na tobie cudownie. Z tym wycięciem. Będzie pretekst, żeby założyć coś bez ramiączek...

- Nie założę jej - przerwała mi.

- Dlaczego nie?

- Potknęłam się i mam siniaka na ramieniu.

Zachichotałem miękko, często była tak zajęta, że na coś wpadała. Ukryła głowę w dłoniach i załkała.

- Kochanie, wszystko będzie w porządku. Upewnię się, że będziesz miała okazję, żeby założyć tą sukienkę. - Próbowałem ją uspokoić, ale to byłoby kłamstwem. Bolało mnie patrzenie na nią w takim stanie. Cierpiała, i ja również cierpiałem. Nie byłem zupełnie bez serca, ale musiałem się trzymać planu. Zjedliśmy śniadanie w ciszy. W powietrzu wyczuwało się napięcie.

- Przepraszam za twoje biuro. Poniosło mnie, kiedy moja drużyna przegrała.

Kiwnęła głową i odwróciła wzrok.

- Spójrz na mnie, Bello - powiedziałem poważnie, chwytając ją za brodę, by na mnie spojrzała. W jej oczach było coś, czego nie mogłem rozszyfrować. Nie, jednak mogłem. Czegoś takiego u niej nigdy wcześniej nie widziałem. Bała się, a ja nawet nie wiem czego. Czy coś powiedziałem wczoraj w nocy? Przeszukałem pamięć i nie mogłem na nic natrafić, poza wyszeptaniem jej, że tęskniłem. Boi się co się stanie z nami? Ale dlaczego? To się nie dzieje naprawdę! Wściekłość i ból przepłynęły przeze mnie, zebrałem każdą uncję kontroli, by zapanować nad sobą. Dlaczego mnie kochasz?

- Spóźnisz się - powiedziała, odwracając wzrok.

Wtedy zauważyłem coś na jej twarzy.

- Nałożyłaś podkład?

Skinęła głową.

- Nigdy nie używasz podkładu. Twoja cera jest bez skazy.

- Źle spałam odkąd wyjechałam - odpowiedziała jak automat. - Muszę ukryć cienie pod oczami.

Kiwnąłem w zrozumieniu. To kolejna scenka. Tak jakby nie spała z innymi obiektami. Ponieważ byłem cholernym numerkiem w jej rejestrze. Niczym więcej.

Jesteś cholernym idiotą, źle spała przez Daniela. Dlaczego nie przez ciebie? Do diabła, nadal jest jakaś cząstka mnie, która wierzy w nią, w nas.

- Lepiej już pójdę. - Wstałem i pocałowałem ją w jej miękkie usta.

Prawie to straciłem. Dlaczego boli całowanie jej? Odsunąłem się, zauważając spływające łzy na jej policzku. Odwróciłem wzrok. Nie mogłem patrzeć na jej ból, ponieważ moja determinacja zaczęła kruszeć. Nie wybaczę jej. Przelotnie powiedziałem do widzenia i wybiegłem za drzwi.

Przysięgam, że usłyszałem jej zduszony krzyk. Pewnie to kolejna scenka. Dlaczego udaje, że o niczym nie wie? Powinna położyć kres tej całej farsie.

~oOo~

Przez całą grę z męską częścią mojej rodziny, udawałem że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Śmiałem się i żartowałem z nimi, jakby to był kolejny zwykły dzień, ale tak nie jest. Ledwo udało mi się przez to przebrnąć. W pewnym momencie chciałem uderzyć Carlisle'a. Żartował z cierpliwości Belli i incydentu w biurze. Nie pomagał fakt, że dołączył do niego Em. Jasper chyba zauważył moje niewygodne położenie, ale nic nie powiedział. Od zawsze był spostrzegawczym skurwielem. Krótko po wyjściu z klubu pojechałem do jubilera. Kupiłem cudowne, diamentowe kolczyki dla mojej Belli. To było minimum, na które zasłużyła. Byłem popieprzony i usatysfakcjonowany przez cały czas. Równie dobrze mogę się jej odpłacić tym samym.

Jestem przekonany, że moja rodzina zapłaciła tyle za jej usługi ile sama waży, w złocie. Boże, kto wie ile bierze za zrobienie loda? Może powinienem też wziąć bransoletkę wysadzaną diamentami?

Gdy mnie nie było, Bella napisała mi wiadomość, że mój smoking czeka w moim mieszkaniu. A Alice zamierza przyjść i mi z nim pomóc.

Jest prawie siedemnasta, za ponad godzinę będziemy musieli rozpocząć show. Ruszyłem do mieszkania Belli i wyjechałem jej samochodem przed główne wejście budynku. Nadal odmawiała zejścia do garażu. Nie winię jej za to, nadal widziałem zakrwawione ciało Daniela z Bellą płaczącą nad nim.

Cholera, ból na jej twarzy po tym wydarzeniu był prawdziwy. Cholernie realny. Nić wątpliwości zaczęła krążyć po mojej głowie. Jej spojrzenie przy śniadaniu było bardzo zbliżone do tego po śmierci Daniela. Co to do cholery mogło znaczyć?

Wjechałem na jej piętro, mentalnie przygotowując się na szturm emocji, które będą towarzyszyły mi przez cały wieczór. Muszę pozostać silny. Moja rodzina i Bella nie uciekną od tego co zrobili.

Jestem gotowy ją skrzywdzić i zaryzykować wszystko nad czym pracowała. Nawet po przyrzeczeniu nie robienia tego. Wziąłem kilka głębokich oddechów, próbując ignorować myśl mówiącą, że to co chcę zrobić jest złe. Spojrzałem w górę i zobaczyłem swoje odbicie w nierdzewnych drzwiach.

Kim jest ten facet, który odbija się w moim miejscu? Jestem cholernie pomylony. Muszę być silny. Miałem zapukać, ale rozmyśliłem się. Technicznie tu mieszkam. Wszedłem przez otwarte drzwi. Boże, ona się nigdy tego nie nauczy. Pokręciłem w zamyśleniu głową. Nie, muszę odejść albo nigdy tego nie zrobię

Kiedy wkroczyłem do przedpokoju, zaskoczył mnie widok posprzątanego biura. Wszystko było na swoim miejscu, jakbym go nie zdemolował. Starałem się to zrozumieć. Dlaczego do mnie nie zadzwoniła? W jaką cholerną grę ona gra?

Usłyszałem płacz z sypialni. Dlaczego ona płacze? Stanąłem przed drzwiami, a dezorientacja i ból przepełniały moje ciało i umysł. Gdyby wiedziała, że wiem to nie byłoby prawdziwe, więc dlaczego przedłuża nieuniknione? Na co czeka?

Ona cię kocha, boli ją to i jest zdezorientowana. Kurwa! Muszę pozostać silny i zignorować tą część mnie, która wierzy w nas. Musiała usłyszeć, że wróciłem i planuje kolejną scenkę. To jest jedyne wyjaśnienie, które ma sens.

- Moja droga, jesteś gotowa? - Zawahałem się przed otwarciem drzwi, ponieważ obawiałem się tego co tam zobaczę.

- Um, jeszcze chwila - powiedziała z garderoby.

- Czy Alice już wyszła? - W sypialni był istny chaos, ubrania walała się wszędzie. Szukała czegoś?

- Ona nie przyjdzie - powiedziała, a jej głos był stłumiony przez drzwi.

- Dlaczego?

- Potrzebowałam czasu... um, na załatwienie kilku spraw. Nie chciałam spędzić kilku godzin jako lalka Barbie.

Zachichotałem, wewnętrznie wywracając oczami. To ulubione hobby mojej siostry, zaraz po zakupach.

- Kupiłaś nową sukienkę? - spytałem, widząc niebieską sukienkę bez ramiączek, leżącą na łóżku.

- Tak - powiedziała, lekko zdyszana.

- Potrzebujesz pomocy? - spytałem, podchodząc do garderoby.

- Nie! - krzyknęła. - Przykro mi, jestem prawie gotowa.

Kiedy wyszła z garderoby mój oddech uwiązł w gardle. Wyglądała oszałamiająco. Była ubrana w piękną, czarną suknię bez ramiączek z delikatnym dekoltem, zmarszczoną z prawej strony jej brzucha i spływającą kaskadą na podłogę.

Na jej cudowną sukienkę miała narzucone bolerko z długimi rękawami, które wyglądało jakby było z aksamitu i tiulu, na którym były losowo ponaszywane koraliki. Jej włosy były elegancko ułożone, a kilka loków okalało jej twarz. Cała w czerni, to dosyć dziwne jak na Bellę.

Przeszła obok mnie i usiadła na łóżku, by założyć szpilki.

- Pomogę ci z tym - powiedziałem, a kiedy zabrałem jej obcasy z dłoni, poczułem lekkie elektryzowanie. Dlaczego mnie jeszcze kochasz?

- Nie dotykaj mnie - wyszeptała, ale nie patrzyła na mnie. To jest to.

- Bella - powiedziałem, robiąc kolejny krok w jej kierunku. Odrzuciła głowę i spojrzała na mnie.

- Miejmy to już za sobą - warknęła, łapiąc swoją kopertówkę. Otarła się o mnie, ale zanim odeszła za daleko, złapałem ją za ramię. - Puść mnie - wypluła. Patrzyłem się na nią, mentalnie prosząc, żeby to powtórzyła. Wyrwała swoje ramię z mojego uścisku i potarła skórę w tym miejscu. - Mam już wystarczająco dużo siniaków. - Odwróciła się i wyszła z sypialni, a ja deptałem jej po piętach.

- Myślałem, że masz siniaka na ramieniu - sprzeciwiłem się. Kłamała o czymś tak banalnym jak to?

Odwróciła się do mnie i zauważyłem, że kipi ze złości. Daj mi to, dziecinko. Skończmy to tu i teraz.

- Ty naprawdę nie pamiętasz co stało się wczoraj wieczorem, prawda? - Pokręciłem głową, zaciskając dłonie w pięści. Zamknęła oczy, a jej szczęka mocno się zacisnęła. Wzięła kilka głębokich oddechów, zanim powoli otworzyła oczy.

- Jedźmy na Galę i stwarzajmy pozory. Po tym będziemy musieli porozmawiać, czyli coś co przekładasz od jakiegoś czasu. - Gapiłem się na nią. Teraz to moja wina? Jak ona do cholery może? - Obiecaj, że nie schrzanisz mojego projektu, nawet jeśli coś się między nami stanie - wyszeptała, a jej spojrzenie wwiercało się w moją czaszkę.

- Więc kolejna scenka dla wszystkich, a nie tylko dla mnie? - spytałem, próbując wszystko wyjaśnić. Kiwnęła głową i wzruszyła ramionami.

- Jeśli w to właśnie wierzysz, to tak.

- Dokładnie tak.

Chwilę później kiwnęła, stanęła prosto i uniosła wysoko podbródek.

- Chodź, mistrzu - powiedziała miękko. - Czas przygotować się do wyjścia. - Oskar dla tej pani za występ na wielkiej scenie. Też gram. Możemy oboje udawać. Robiliśmy to wcześniej.

Wyciągnąłem moje ramię i wzięła je bez wahania. Jest cholernie dobra. A ja, cholera, nadaj jej pragnę.

W drodze na Galę rozmawialiśmy trochę, przez co osiągnąłem spokój by przetrwać te kilka godzin. Znowu udawaliśmy. To dla niej nic nowego. Robi to odkąd mnie poznała. Posyłałem jej ukradkowe spojrzenia, kiedy prowadziłem i co jakiś czas delikatnie burzyłem fasadę, którą skonstruowała. Kiedy wycierała łzy, nie mogłem zrozumieć po co to wszystko? Dlaczego ją to boli?

Dwadzieścia minut później dojechaliśmy na miejsce. Pomogłem jej wysiąść z samochodu, biorąc ją za rękę. Aparaty błyszczały w koło, i nawet udzieliliśmy kilku wywiadów, chociaż ten miał być najbardziej upubliczniony.

Przyciągnąłem Bellę bliżej i owinąłem ramię wokół jej talii. Zamarła na moment, wystarczająco długo, żeby wcześniejszy ból wrócił na powierzchnię. Kiedy spróbowała się odsunąć, zacieśniłem uchwyt, na co się skrzywiła. Spojrzałem na nią w niemym pytaniu, ale tylko pokręciła głową. Zaprowadzono nas na nasze miejsca, gdzie czekała moja rodzina, razem z Jordanem i Julie. Bella odsunęła się ode mnie i rzuciła w kierunku brata. Zaśmiał się i wstał. Jęknęła i owinęła ramiona wokół Jordana i zaczęła niekontrolowanie łkać.

- Bells, uspokój się! - powiedział Jordan, starając się ją pocieszyć.

- To... za… du...żo - wydyszała słowa, drżąc z emocji. Spojrzał na mnie, prosząc o pomoc, a że to nie najlepszy moment na scenki, pomogłem mu, biorąc ją za rękę. Odsunąłem się od jej brata i przytuliłem do swojego boku. Powoli, przecisnęliśmy się przez tłum ludzi i weszliśmy na korytarz.

- Musisz wziąć się w garść - warknąłem, odwracając ją twarzą do mnie. Jej wyraz twarzy wyrażał ból. Nikt nie jest aż tak dobry, pomyślałem.

- Ze mną dobrze - wymamrotała pod nosem.

- Wylanie morza łez przed twoim bratem nie pomoże nikomu - syknąłem w odpowiedzi.

- Przepraszam, mam wiele spraw na głowie. W tym momencie to trochę za dużo. Pamiętasz doświadczenie ze śmiercią i zmywanie krwi z mojego ciała?

- Już używałaś tej wymówki, skarbie.

Uderzyła mnie. To cholernie zapiekło, choć nie dorównywało bólowi w sercu. Jej klatka piersiowa falowała od głębokich oddechów, które brała. Odwróciła się do wyjścia, ale złapałem ją za ramię, powodując ześlizgnięcie się bolerka z jej ramienia.

Poniżej linii jej włosów, na karku, widniał fioletowy siniak. Miał niecały centymetr grubości, jakby ktoś zerwał z niej łańcuszek. Szybko ją puściłem, kiedy wspomnienia wczorajszej nocy uderzyły we mnie. Przyciskanie Belli do ściany w korytarzu, objęcie jej za gardło. A kiedy wymusiłem na niej pocałunek, moje palce zaplątały się w jej łańcuszku. A na koniec, kiedy dotknęły pierścionka mojej matki, ja... o mój Boże...

- Czyżbyś sobie przypomniał? - zapytała sarkastycznie, unosząc brew i poprawiając bolerko. - A teraz chodź, kochanie, czas na przyznanie tytułu kawalera roku.

Spojrzałem na nią, a ona odwzajemniła się tym samym. Poprowadziłem ją do naszego stolika i zajęliśmy nasze miejsca. Wkrótce Bella, jej brat i Julie rozmawiali o rehabilitacji Jordana. Od niechcenia zastanawiałem się czy jej brat wie, że pieprzyła się z facetami zarobkowo?

Mimo, iż gniew zakorzenił się głęboko we mnie, nie potrafiłem udawać, że jestem z nią szczęśliwy. Graliśmy nasze role całkiem nieźle. W sumie, to ona grała. Ja nie, naprawdę chciałem, żeby to była prawda.

Siedzenie tu z nią i cieszenie się swoim towarzystwem. Uwielbiam uczucie, kiedy kładzie dłoń na moim ramieniu, śmiejąc się z głupich żartów Emmetta. Podobała mi się jej próba poprawienia moich włosów, by nie wchodziły mi do oczu.

Roześmiała się, starając się zmusić moje włosy do współpracy, aż Emmett nie ochrzcił mnie mianem papugi. Dlaczego ona musi torturować mnie w ten sposób? Wie co mi zrobiła. Jak bardzo jej pragnę.

Zauważyła mój bolesny wyraz twarzy i przestała bawić się moimi włosami. Przesunęła dłonie z włosów na policzki. Jej spojrzenie było ciepłe i miękkie, złote plamki mnie wołały. Czy ty mnie kochasz? Spytałem wewnętrznie.

Chciałem ją spytać, ale obawiałem się odpowiedzi.

Złożyła miękki, tęskny pocałunek na moich ustach, powodując u mnie cichy jęk. Cholera, kocham cię. Chciałem ją odepchnąć, a jednocześnie przytulić. Moje serce i umysł toczyły zaciętą walkę.

Bitwę wygrało moje serce, kiedy owinąłem ramiona wokół jej talii i przyciągnąłem ją bliżej. Owinęła swoje ramiona wokół mojej szyi i wyszeptała do ucha:

- To prawdziwa ja, Edwardzie. - Jej oddech owiał moją szyję, a ja zacieśniłem uścisk. - Od dłuższego czasu byłam sobą. - Zadrżałem na to wyznanie.

Odwróciłem głowę i wyszeptałem jej do ucha:

- Jak mogę rozdzielić kłamstwa od prawdy?

- Musisz posłuchać i zobaczyć.

Odsunąłem się i spojrzałem jej prosto w oczy. Wyglądała na szczerą. Nie! To tylko występ. Zmarszczyłem brwi, a na jej twarzy pojawił się ból. To tylko występ.

- Zaufaj mi, Edwardzie. Jestem dobrą aktorką.

Już to zrobiłem. Pragnę jej. Kocham ją. Nienawidzę jej. Jak ona mogła mi coś takiego zrobić? Dlaczego ja? Kocham ją. Kocham ją całym sobą. Kocham ją i nie mogę pozwolić jej odejść.

Słuchałem jak moja matka i Bella wygłosiły mowę. Powinienem być dla niej wsparciem. Moja determinacja się rozpadła. Wiedziałem, że wysłucham jej, dowiem się wszystkiego.

- Edward - powiedział znajomy głos za mną.

Wziąłem głęboki oddech, żeby się uspokoić.

- Jordan - powiedziałem, odwracając się twarzą do niego. Zbliżył się oświetlony tylko światłem z góry.

- Belli brakuje tam ciebie, czy coś się stało?

Westchnąłem.

- Wiesz kiedy Bella kłamie?

Zaśmiał się.

- Kiedy była mała, jąkała się i rumieniła, próbując kłamać.

- A teraz?

- Edwardzie, nie wiem czy to jest takie istotne, ale jeśli ci czegoś nie mówi, to ma do tego dobry powód. - Nawet jej brat nie wiedział, że kłamała.

- Czy możesz mi powiedzieć, czy Bella się zmieniła odkąd mnie poznała?

- Cóż, tak. Nie zrozum mnie źle, udawała szczęśliwą przez długi czas po śmierci Brianny i naszych rodziców. Ale wiem, że z tobą nie udaje. - Nie miał pojęcia o jej obiektach. Był całkowicie nieświadomy. - Czy stało się coś, że kwestionujesz jej zaufanie?

Wzruszyłem ramionami.

- Nawet nie myśl o tym, że cię zdradziła. Ponieważ powybijam ci wszystkie ząbki z tej pięknej twarzyczki - warknął Jordan. Zaprzeczyłem ruchem głowy. - Jedną rzecz, którą musisz wiedzieć o Belli jest to, że robi coś z jakiegoś powodu. Jeśli cię skrzywdziła, współczuję ci. Ale ona nigdy cię nie zdradzi.

- Nie chciałem nic sugerować, Jordan.

- Więc o co chodzi?

- Po prostu nie wiem czy ona kocha mnie tak, jak ja ją.

- Naprawdę zasłużyłeś na ten ból, skoro nie jesteś tego pewien. Kurwa, prawdopodobnie wyjdzie za ciebie, jeśli się oświadczysz.

Szloch prawie wyrwał mi się z piersi, choć nie sądzę, żeby to usłyszał.

Jordan zostawił mnie samego z nienawiścią do samego siebie, zanim oświadczył, że on i Julie wyjeżdżają wcześniej. Po tym moje myśli wróciły do poprzedniej nocy. Skrzywdziłem ją, ale nie mogłem sobie przypomnieć nic poza zerwaniem naszyjnika z jej szyi. Jednakże, jej siniak dał mi wiele do myślenia, wiedziałem, że posunąłem się za daleko.

Skrzywdziłem ją. O Boże, skrzywdziłem ją. Moja determinacja całkowicie się rozpadła. Jeśli nadal mnie chce, przebaczę jej. Jeśli i ona mi przebaczy. Kocham ją za bardzo, żeby pozwolić jej odejść.

Wkroczyłem do sali bankietowej, która zmieniła się od mojej ostatniej wizyty. Większość stołów była zsunięta na krawędź parkietu. Rozglądałem się po pomieszczeniu dopóki mój wzrok nie natrafił na Bellę. Była otoczona przez moją rodzinę oraz Jacoba z Nessie. Było też kilka twarzy, których nie spodziewałem się tu zobaczyć. Mike z klubu i lekarz, który ją leczył po ataku Tanyii. Mike chyba znał Nessie i Bellę.

Kurwa. On był obiektem, a ona użyła go do podsycenia mojej zazdrości. I tak po prostu ściana się odbudowała. Moja determinacja wróciła na swoje miejsce.

Złość szybko wróciła, ale zepchnąłem ją na bok, ponieważ mam rolę do odegrania. Zignorowałem Mike'a i jakąś brunetkę, pokonując swoją drogę do śmierci Belli. Gapili się na mnie, ponieważ mnie znali.

- Kochanie - powiedziałem, kładąc dłoń na jej policzku. Usiadłem na krześle obok niej i przysunąłem ją bliżej. Uśmiechnąłem się. - Mam coś dla ciebie.

Patrzyła na mnie przez chwilę zdezorientowana, ale szybko opanowała się i uśmiechnęła.

- Wiesz, że nie lubię niespodzianek - wyszeptała.

- Nie bądź śmieszna, zasłużyłaś na to. - Wyciągnąłem czerwone, skórzane pudełko od Cartiera, wiedziała, że to nie jest pierścionek mojej matki, ale była ciekawa. - Zobaczyłem je i wiedziałem, że będą twoje. - Otworzyłem pudełko, a Bella sapnęła, kiedy jej oczy zobaczyły blask diamentów.

- Czyż nie są piękne? - Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem kolczyk, by założyć go w jej ucho. Moja rodzinka wyglądała na zaszokowaną, tak jak oczekiwałem. Jednakże Bella wyglądała bardziej jak burza w moim wnętrzu. Jest cholernie spostrzegawcza: jej kolejny zniewalający dar.

Po założeniu drugiego kolczyka, odsunąłem się, by podziwiać ich piękno. Kolczyki składały się z kółka wysadzanego półkaratowymi diamencikami, do którego przymocowany był 1,5 karatowy diamencik w kształcie łzy.

Czułem tłum wokół mnie, ale go zignorowałem. Można było wyczuć napięcie krążące w powietrzu. Wiedzieli, że coś się stanie.

Wbrew mojej woli, mój kciuk potarł jej pełną wargę. Wydawała się spokojna, ale falowanie jej piersi powiedziało mi co innego. Była daleko od opanowania. Czy ty mnie kochasz?

- Wyglądają na tobie cudownie, kochanie. - Zrobiłem pauzę dla zwiększenia napięcia. - Teraz będziesz o mnie pamiętała, pieprząc się z kolejnym obiektem.

Wokół nas było słychać zbiorowe jęknięcie. A może to z innego stolika? Ojciec złapał mnie za ramię i pociągnął mnie do góry.

- To nie jest odpowiednie miejsce na twoje gierki, Edwardzie - powiedział w pośpiesznym szepcie.

- Szczerze mówiąc, uważam, że jest to idealne miejsce do tego, Carlisle - wysyczałem, wyrywając się z jego uścisku. Podążyłem zaraz za wychodzącą Bellą, z moja rodzinką depczącą nam po piętach. Chcieli zająć miejsca w pierwszym rzędzie.

Po pierwsze najpierw skończę z nią, a potem zajmę się nimi. Szybkim krokiem przemierzając hol, Bella owinęła ramiona wokół swojej klatki piersiowej.

Bez słowa wyszła do holu przez dwuskrzydłowe drzwi.

- Czy to nie tak działa, Bello? - spytałem. - Dowiedziałem się i od razu jestem lepszą osobą.

Spoliczkowała mnie.

- Upokorzyłeś mnie przed wszystkimi! Zrzuciłeś na fundację skandal i po tym jestem cholernie pewna, że odbiorą mi licencję.

- Pierdolę to! - ryknąłem cale od jej twarzy. Nos w nos, wymieniając ogniste spojrzenia. Spoliczkowała mnie ponownie.

- Nie wystarczy, że odmówiłeś wysłuchania mnie przez miesiące. Nie wystarczy, że nie pozwoliłeś mi wszystkiego wytłumaczyć wczoraj w nocy. Nie wystarczyło, że mnie skrzywdziłeś wczoraj w nocy. - W odpowiedzi dotknęła siniaka na szyi. Znieruchomiałem, nienawidząc siebie przez to przypomnienie. Usłyszałem jak Jasper przeklina i ktoś go powstrzymuje.

- Nie, wystarczy wbić nóż i obrócić go, by zniszczyć wszystko nad czym pracowałam latami!

- Ile od nich wzięłaś? - spytałem, obdartym głosem. Bella skrzyżowała ramiona na piersi.

- Moja prowizja wynosiła piętnaście tysięcy za miesiąc, plus wydatki.

- To daje czterdzieści pięć tysięcy dolarów, chyba że dałaś im zniżkę za te dwa tygodnie separacji?

Spróbowała uderzyć mnie ponownie, ale tym razem zdążyłem złapać jej nadgarstek. Więcej siniaków, podobnych do tych, które miała gdy trzymałem jej ręce nad głową podczas seksu. Emmett stanął obok mnie w tej samej sekundzie, odrywając mnie od niej i odpychając mnie na plecy. Spojrzałem nad nim.

- Wszyscy wiedzieli co do cholery robiliśmy, dziecinko - wyplułem, próbując do niej podejść. - Powinnaś od nich wyszarpać nawet dwieście tysięcy. To dobrze, że kupiłem te kolczyki. Przynajmniej będziesz miała z czym odejść.

Emmett ryknął i pchnął mnie obiema rękami.

- Edwardzie, ona zwróciła nam każdego dolara! - krzyknęła Alice.

- Wystarczy, Edwardzie - powiedział Carlisle przez zaciśnięte zęby. Esme ukryła twarz w dłoniach

- I mam naprawdę uwierzyć, że zakochała się we mnie i oddała pieniądze?

- Dokładnie tak było, Edwardzie - powiedział Emmett zmęczonym głosem.

Zaśmiałem się ponownie, kręcąc głową w niedowierzaniu. Dlaczego oni nadal grają w tą pieprzoną grę?

- I mam niby uwierzyć, że mnie kocha?

- Jeśli bym cię nie kochała, odeszłabym, kiedy ty to zrobiłeś, gdy zostałam otruta - wyszeptała Bella.

- Potrzebujesz mnie dla wygody!

Od razu pożałowałem moich słów, nigdy nie życzyłaby Danielowi śmierci. Nawet stojąc prawdzie w oczy, nie mogłem żałować, że byłem tam z nią po jego śmierci. Rosalie i Alice stanęły po stronie Belli.

Bella szlochała i drżała, kręcąc głową.

- Gdybym cię nie kochała nigdy nie powiedziałabym tak i nie oddałabym ci siebie ostatniej nocy, nie w taki sposób.

Głowy Em'a, Carlisle'a i Jazza odwróciły się w jej kierunku. Znowu zamarłem z lodowatym ogniem wokół mojego serca.

- O czym ty do diabła mówisz?

Wysunęła się z uścisku Rose, pozwalając spaść swojemu bolerku do jej stóp. Esme jęknęła zza mnie. Jej ramiona były pokryte siniakami od... moich palców. Kolejne wspomnienie uderzyło we mnie. Moje ręce zaciśnięte wokół jej ramion, jak imadła. Uderzyła mnie fala mdłości.

Odwróciła się plecami w naszą stronę i powoli zaczęła odpinać zamek sukienki, odsłaniając siniaki na jej żebrach i plecach. Żółć podeszła mi do gardła. Śmiejąc się posępnie, powiedziała:

- Jestem pewna, że masz kilka podobnych. Pozwoliłam ci, ale oboje nie byliśmy delikatni.

- Dla... dlaczego nie... nie walczyłaś... ze mną... - wydyszałem i potknąłem się do tyłu.

- Zabierzcie mnie stąd - krzyknęła. - Weźcie mnie stąd! - krzyczała, owijając ramiona wokół swojego brzucha. Rosalie i Alice złapały ją, zanim upadła. Wyraz jej twarzy... widziałem już go. Ta sama twarz, zagubiona i załamana, na jednym z wywiadów, kiedy jej ojciec wyprowadzał ją po śmierci Brianny. Nie rozumiem. To nie może być prawdziwe.

Esme pobiegła obok mnie, żeby pomóc z Bellą. Od głowy do małego palca drżała, jej szloch był tak głośny, że przeszywał mnie doszczętnie.

- Bella! - krzyknąłem, sięgając po coś co wydawało się nieosiągalne. Muszę iść za nią, muszę zrozumieć.

- Ty nigdzie nie pójdziesz - warknął Jasper, a jego pięść wylądowała na mojej szczęce. Ból w klatce był mocniejszy niż ten w szczęce. Potknąłem się ponownie i pozwoliłem ciemności mnie pochłonąć. Rzuciłem się w otchłań, gdzie nie mogłem jej znaleźć.

Problemem jest fakt, czy chcę to zrobić.

1 lek przeciwbólowy