24. Odchłań
Bella
Moje wspomnienia przeniosły mnie na kilka dni wstecz. Kiedy powiedział, że mnie kocha, a jego miłość jest bezwarunkowa.
Jedna z jego dłoni owinęła się wokół mojej szyj, ale nie wywierała żadnego nacisku, jak duch. Chwycił mnie za brodę, dając sobie lepszy dostęp do mojej szyi Jego nos sunął wzdłuż linii mojej szczęki i szyi, jego palce ślizgały się po łańcuszku. Długie, ciepłe palce owinął wokół niego, drapiąc mnie lekko pomiędzy piersiami.
Sapnęłam, kiedy zerwał ze mnie naszyjnik, przecinając moją skórę. Rzucił łańcuszek na bok, zakładając pierścionek na palec wskazujący. Oczywiście, nie zasługuję, żeby nosić ten pierścionek. To była jedyna rzecz symbolizująca jego miłość do mnie.
Zasługuję na to, na jego złość. Wiedziałam, że byłoby wspaniale. Samolubna część mnie odwlekała powiedzenie mu prawdy. Moje potrzeby i pragnienia, by mnie pokochał, doprowadziły do tego, że mnie znienawidził. Za to, za moją zdradę, nienawidzi mnie. Nienawidzę siebie za spowodowanie mu bólu, tak oczywistego w jego oczach.
Zatarłam granicę pomiędzy miłością, a nienawiścią. Po raz pierwszy od lat miałam wątpliwość o czym teraz myśli. Kobieta, którą kochał go zraniła. Ból w mojej klatce zwiększył się. W jego oczach było wiele sprzecznych uczuć. Moje oczy wypełniły się łzami, a jego ból zamienił się w smutek. Ciężko było na to patrzeć. Wpatrywał się w moje oczy, kładąc swoje czoło na moim.
- Kochaj mnie - wyszeptał. Zadrżałam, ale nie odwróciłam spojrzenia. Odpowiedziałam szczerze:
- Zawsze.
- Wyjdź za mnie - wyszeptał, składając soczystego całusa na moim obojczyku. Zdjął pierścionek z palca i założył go na moim.
- W mgnieniu oka - wymamrotałam, jęcząc, kiedy przygryzł moją szyję.
Przez chwilę moje serce urosło na myśl, że nadal mnie chce. Wtedy odezwał się mój umysł, przypominając mi, że on może nie pamiętać tego co się stało. Prawie cała butelka wódki spowodowała luki w pamięci. Dłonie mu drżały, kiedy pocierał moje ramiona. Po czym poczułem nagłą zmianę w jego zachowaniu, jego ciało się spięło, a ręce zacisnęły, tworząc siniaki. Jego wzrok stał się lodowaty, prawie bez życia.
- Za to przedstawienie powinnaś dostać Złotego Globa, kochanie - zadrwił, mocno gryząc mnie w szyję. Kurwa! Nie mogę mu na to pozwolić, ale wiem, że mnie nie skrzywdzi. To ja go skrzywdziłam, zasługuję na ból. Muszę go poczuć ten ostatni raz. Jednakże, musi zrozumieć, że go kocham.
Odsunęłam się i popchnęłam go na drugą ścianę. Skrzywił się i syknął z bólu, ale jego oczy były utkwione w moich. Chwycił mnie mocniej.
- Myślisz, że to nie było prawdziwe? - wysyczałam. - Szczerze wierzysz w to, że cię nigdy nie pokochałam?
Jego wzrok przeniósł się na moje usta. Kiedy to zrobił, wiedziałam, że mnie pragnie. Kurwa, ja też tego potrzebuję.
Muszę go poczuć jeszcze jeden raz. Wiem, że na to nie zasługuję. Nie zasługuję na niego, ponieważ go skrzywdziłam. A kiedy on cierpi, to i ja cierpię. Czuję ból, miażdżący i wszechogarniający całą moją psychikę. Muszę go poczuć po raz ostatni. Ostatni raz, powtarzałam jak mantrę.
Zachłannie przycisnęłam usta do jego, przygryzając jego dolną wargę. Jęknął i rozchylił zapraszająco usta. Wziął moją twarz w dłonie, jego rozłożone palce nakryły moje policzki jakby od tego zależało życie. Palce wbiły się w moją skórę, zabolało, ale nie obchodziło mnie to. Muszę go poczuć.
Odsunął się, łapiąc oddech, a jego spojrzenie wwiercało się we mnie. Chyba coś znalazł w moim spojrzeniu, ponieważ pocałował mnie z nową energią. Jego usta poruszały się po moich jak duch.
- Muszę poczuć, że to było prawdziwe - wyszeptał, a jego palce nadal zaciskały się jak imadła.
- Koch...
Nie pozwolił mi dokończyć. Kiedy te słowa miały wyjść z moich ust, zasłonił je. Jego dłonie przesunęły się z policzków, ledwo dotykając szyi i na moje ramiona. Ponownie pchnął mnie na ścianę za mną.
- Nie to, Bella - powiedział poważnie, zachrypniętym głosem. Boże, mogłam usłyszeć ból w jego głosie. - Nie chcę tego teraz słuchać.
Jęknęłam, powodując, że syknął.
- Naprawdę ci się to podoba?
- Tak - wydyszałam. Nasze dłonie błądziły w poszukiwaniu guzików w naszych jeansach. Czuliśmy pilne pragnienie, drżenie rąk.
- Skąd mam wiedzieć? - spytał, odrzucając swoje jeansy na bok.
- Obserwuj, słuchaj i poczuj - odpowiedziałam. Skóra przy skórze, jego dłonie złapały mnie boleśnie za tyłek. Nie obchodziło mnie to, potrzebowałam go poczuć. Ostatni raz, wmawiałam sobie. Złapałam za jego włosy, jęcząc w odpowiedzi na nasze pocałunki. W ciągu sekundy poczułam jak zrywa ze mnie majtki.
- Jak teraz powinienem się czuć, Bello? - Jego słowa były ledwo słyszalne, mimo to wyczułam w nich ból.
- Zły i zdezorientowany... głównie zły - odpowiedziałam. Wsunęłam ręce pod jego koszulę i zaczęłam ściągać ją przez głowę. Niecierpliwie pragnęłam poczuć jego skórę, rozerwałam jego koszulę. Guziki rozsypały się po podłodze, gdy zsunęłam materiał z jego ramion.
Jego dłonie znalazły się pod moimi kolanami, przyciągając je na jego biodra. Poczułam cudowne tarcie, kiedy unieruchomił mnie. Tarcie, które czułam po raz ostatni. Nie zasłużyłam na to.
- Jestem... zraniony - wysapał w moje usta, po czym przeniósł swoje wargi na moje piersi. Poczułam jego wirujący język na mojej miękkiej piersi.
- Wiem, ale zrobiłam... - Zamarłam i krzyknęłam, kiedy ugryzł mnie mocno. Kurwa!
- Nie mów o czymś czego nie rozumiesz! - ryknął w moją skórę. Kiedy wziął w usta mój sterczący sutek, syknęłam.
- Nie powiedziałabym tego, jeśli nie miałabym tego na myśli! - rzuciłam w odpowiedzi. Potknął się i wylądował na tyłku, kiedy go popchnęłam. Potarłam siniaki, które już zaczęły się formować. Jego wyraz twarzy, pełen bólu i złości, powiedział mi, że wie, że przegiął. Weszłam do sypialni i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Jeśli to jest koniec, to skończmy to. Może, kiedy będzie w lepszej kondycji wysłucha tego co mam do powiedzenia. Zanim drzwi zamknęły się całkowicie, zatrzymał je.
- I znowu zaczynasz. Jak do cholery mam wiedzieć czy to co wydostaje się z tych słodkich ust jest prawdą? - Wciągnął mnie w swoje ramiona i uderzył moim ciałem o drzwi, całkowicie je zamykając.
- Nie pozwalasz mi powiedzieć co ja naprawdę czuję do ciebie - zasyczałam. - Więc mówię to w co oboje chcemy wierzyć.
- A co właściwie myślisz, że chcę usłyszeć? - Złapał mnie za ramiona i uniósł za nie.
- To jest po prostu koszmar, z którego oboje chcemy się obudzić - wyszeptałam, patrząc jak ból wypełnia mu oczy. Zamknął je i zablokował mi jedyny dostęp do jego myśli. Wziął kilka płytkich oddechów, zanim otworzył swoje oczy.
- Nie opuszczaj mnie. - Jego wzrok przepełniał strach i ból.
- Zawsze będę z tobą.
- Nie opuszczaj mnie - powtórzył. Przytaknęłam głową. - To co do ciebie czuję... co ty czujesz do mnie? - wyszeptał, pochylając się i pocałował mnie jak szaleniec. Wiem, że nie jest gotowy usłyszeć ode mnie, że go kocham. Więc odpowiedziałam najlepiej jak mogłam:
- Nie zrobię tego.
Chyba mi uwierzył, sądząc po zmianie w jego spojrzeniu. Westchnęłam, uniósł mnie i wsunął się powoli we mnie. Jęknęliśmy, gdy wypełnił mnie całkowicie.
- Ta rozmowa... poszła... za... daleko - powiedział pomiędzy oddechami, wbijając się we mnie niemiłosiernie.
- Wiem.
~oOo~
Światło poranka wpadające przez okno cicho przypomniało mi, że muszę wypić piwo, które naważyłam. Nie otwierałam oczu i modliłam się, by poprzednia noc była cholernym koszmarem. A on nie dowiedział się o tym wszystkim w najgorszy sposób.
Rzeczywistość wkradła się do mojego umysłu. A sądząc jak całe moje ciało bolało, to wszystko musiało się wydarzyć. Usłyszałam jak chrapie obok mnie, jego ramię owinęło się wokół mojego biodra, a jego głowa spoczywała na tradycyjnym miejscu, czyli na mojej klatce piersiowej. Przez chwilę, uśmiechnęłam się na tę bliskość. Na jego twarzy, zawsze wtedy gościł spokój.
Zazwyczaj, gdy budziłam się wcześniej, leżałam i obserwowałam go. Ale tego ranka, na jego twarzy dostrzegłam coś innego. Kącik jego ust był wykrzywiony, jego brew zmarszczona z bólu. Westchnęłam cicho i desperacko zapragnęłam odpędzić jego ból. Przebiegłam palcami przez jego włosy, wymuszając kolejny jęk z jego strony. Odwrócił się na swoją stronę i wyszeptał moje imię. To był szloch. Boże, co myśmy zrobili temu człowiekowi?
Chciałam zostać z nim trochę dłużej. Taki miałam zamiar, dopóki nie zobaczyłam mojego ramienia. Moje oczy prawie wyleciały z orbit. O mój Boże. Całe moje ramię było w siniakach. Siniakach powstałych od jego mocnego chwytu, którym potraktował moje żebra, talię, biodra i uda. Jeśli to zobaczy... Zerwałam z siebie prześcieradło i przesunęłam się po łóżku, nie chcąc go obudzić. Będzie obwiniał siebie, ponieważ zawsze tak robił, gdy był za ostry. Jednakże, sama go prosiłam o więcej i mocniej. Jak zwykle nie zawiódł. Oboje potrzebowaliśmy swojego dotyku. Nagląca potrzeba spowodowała, że zrobiliśmy to za mocno. Kiedy odsunęłam się od niego, zauważyłam jego plecy. Jego zazwyczaj blade i silne plecy przecinał siniak w dolnej części. Na obu pośladkach miał siniaki od moich pięt. Och.
Delikatnie wstałam z łóżka, starając się to zrobić tak by go nie zbudzić. Narzuciłam prześcieradło na jego nagie ciało i pocałowałem go w czoło. Proszę pamiętaj, dziecinko. Jeśli będzie pamiętał co powiedział w nocy, to jest jakaś nadzieja. Wiem, że to nie koniec naszych kłopotów, ale lepszy taki początek niż żaden.
Z jeansami i swetrem z długim rękawem, weszłam do łazienki. Moje odbicie wpatrywało się we mnie. Jak do diabła mam to zakryć? Sińce pod oczami i dodatkowo na policzkach. Kurwa. Wzdłuż mojej szczęki były odbite ślady od jego kciuków. Wzięłam szybki prysznic i nałożyłam makijaż, starając się ukryć dowody wczorajszej nocy. Wiem, że każdy by źle zinterpretował te siniaki na twarzy.
Po umyciu zębów i wyszczotkowaniu włosów, cicho wykradłam się na przedpokój i zebrałam nasze ubrania z podłogi. Weszłam do biura i złapałam jego laptopa, który leżał na końcu pokoju. Dobrze, że to jest model ze wzmocnioną obudową dla budowlańców. Nadal działał. Znalazłam jego ładowarkę i podłączyłam go. Muszę wiedzieć co widział.
Nie poprosiłby mnie znowu o rękę, jeśli nie dowiedział się, że zamknęłam jego sprawę po powrocie znad wodospadów. Moje raporty powinny mu pokazać jak się w nim zakochiwałam. Kliknęłam plik na płytce i dziękowałam za, to że nadal działa. Sprawdziłam historię i dowiedziałam się, że przeczytał główny plik i otworzył kilka zdjęć. Zauważyłem, że oglądnął tylko dwa pierwsze filmiki.
Cholera, nawet nie zobaczył, żadnego z filmików po analizie.
Wybiegłam z gabinetu, starannie go zamykając i sprawdziłam co u niego. Nadal spał, chociaż wyglądał na niespokojnego. Prześcieradło było owinięte wokół jego ciała. Przygotowałam szklankę wody i dwa Motriny na szafce obok łóżka.
Weszłam do kuchni z zamiarem przygotowania dobrego śniadania. Kiedy usłyszałam, że wstał, nie zawołałam go. To on musi wykonać pierwszy ruch. Nie mam pojęcia co zapamiętał. Nie mam pojęcia co będziemy czuć i czego się nauczył. Poczułam go blisko siebie i czekałam z zapartym tchem co to przyniesie. Jego ramiona owinęły się wokół mojej talii. Natychmiast zamarłam, niepewna jego intencji. Po wzięciu oczyszczającego oddechu, otoczył mnie jego świeży zapach, próbowałam uspokoić szaleńcze bicie mojego serca. Czy on mnie opuści?
- Dzień dobry, kochanie - wyszeptał mi do ucha. Zadrżałam, jego głos nie wydawał się napięty. - Przepraszam, że przegapiłem twój przyjazd - kontynuował szeptem, owiewając swoim oddechem moją szyję. Wypuściłam powietrze z płuc, które nieświadomie wstrzymałam. O Boże. On nic nie pamięta.
~oOo~
Grałam przez całe śniadanie, odpowiadając na pytania. Złość i głęboki smutek nie odeszły w zapomnienie. Gorzej, wiedziałam, że wie i vice-versa. Nie mam pojęcia w jaką grę on gra, ale nie poddam się jako pierwsza.
Chciałam krzyczeć, płakać, pocałować go, a informacja dla niego: nadal mnie kocha. Pomimo bólu, który mu sprawiłam. Poprawka, ból który cały czas powoduję. To było cholernie oczywiste podczas spokojnej rozmowy, widziałam to w jego oczach. Jest podstawowa przyczyna jego złości i bólu w ich głębi. Choć podczas śniadania zdarzały się momenty, w których miękł, mijało to w mgnieniu oka. Toczył wewnętrzną walkę, pomiędzy sercem, a rozumem.
Znienawidziłam się, kiedy skłamałam z wytłumaczeniem, dlaczego nie założę tej sukienki. Od kiedy zdałam sobie sprawę, że moje uczucia to coś więcej niż przyciąganie, obiecałam sobie, że nie będę go okłamywać. Prawda wyszła na jaw zaledwie kilka godzin temu, a ja znowu muszę kłamać.
Uderzyło mnie to, że nie będzie więcej pocałunków czy tańca. Nie będzie trzymania się w ramionach. Nie po tym. Resztę śniadania spędziliśmy w ciszy, a w powietrzu unosiło się namacalne napięcie.
- Lepiej już pójdę.
Wstał i zebrał swój talerz i filiżanki, po czym pocałował mnie w usta. Nie mogłam powstrzymać łez. Groziły wypłynięciem od czasu, kiedy wszedł do kuchni. Odsunął się, odwracając wzrok, wyszeptał do widzenia i wybiegł za drzwi.
Zaczęłam płakać i wypuściłam stłumiony okrzyk, moje kolana uderzyły o podłogę, kiedy drzwi zamknęły się za nim. Nie mam pewności ile leżałam na podłodze, ale usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
Musiałam się pozbierać, ponieważ byłam odpowiedzialna za fundację. Kiedy telefon zadzwonił ponownie, sprawdziłam numer. Sharon. Szybko odebrałam, modląc się żeby nie popadła w głębszą depresję po śmierci Daniela.
- Sharon? - powiedziałam bardziej jak pytanie. Pracowałam z nią przez kilka tygodni i poleciłam terapeutę, ale ona wolała mnie.
- Doktor Swan, wiem, że jesteś dziś zajęta, ale zastanawiałam się... czy byś mogła... - Brzmiała na zdenerwowaną.
- Wiesz, że nie mogę ci nic przepisać, prawda? - spytałam. Odmówiła zażywania leków podczas ostatniej rozmowy z moim kolegą po fachu, twierdząc, że sama rozmowa jej pomaga.
- Potrzebuję czegoś po czym stanę się z powrotem sobą. Czy mogłabyś polecić mi coś naturalnego?
- Bierz twój zestaw witamin i trochę dziurawca - zaleciłam.
- Dobrze, poszukam tego w aptece. Dziękuję, Bello. Powodzenia dziś wieczorem.
- Dziękuję, Sharon.
- O czekaj, czy dziurawiec nie wpływa na działanie jakiś leków?
Mój umysł przeszukiwał pamięć. I coś sobie przypomniałam, a telefon wypadł z mojej drżącej dłoni.
O. Boże.
~oOo~
Po odmówieniu Alice, by mi pomogła, poszłam na poszukiwania idealnej sukienki. Wiem, że pomogłaby mi bez pytania o siniaki. Nie zrozumiałaby jednak naszych potrzeb. Jednakże musiałam jej dać kilka rzeczy Edwarda, włącznie z jego smokingiem.
Wybrałam czarną sukienkę z mojej garderoby, ale potrzebowałam czegoś na górę. Z sukienką w ręce poszłam szukać czegoś pasującego do sukienki i mojego humoru. Jednakże muszę coś zrobić przed zakupami. Zatrzymałam się w okolicznej aptece i schowałam mój zakup do torebki. Później będę miała czas.
Zadzwoniłam do Edwarda, żeby poinformować go, że jego garnitur czeka na niego w jego mieszkaniu. Miałam nadzieję, że przypomni sobie co się działo poprzedniej nocy, ale jego krótka odpowiedź powiedziała mi, że jest zły.
Albo zapomniał, albo udaje, że nie pamięta, więc co jeśli...?
~oOo~
- Proszę, proszę panienko - powiedziała sprzedawczyni. - To najnowsze od Oscara de la Renty.
Podała mi cudowne bolerko z tiulu i aksamitu, z ozdobnymi paciorkami na długich rękawach. Kiedy spróbowała ściągnąć moją kurtkę, wzięłam od niej bolerko i ruszyłam w stronę przebieralni.
Rozebrałam się, by założyć moją sukienkę, zauważając siniaki na ramionach. Nie miałam wyboru, musiałam je zakryć. Bolerko było idealnie dopasowane, zakrywało moje ramiona i mogło osłonić mnie przed burzą, która nadejdzie.
Wyszłam z przebieralni i stanęłam przed lustrem. Sprzedawczyni opowiadała mi o bolerku. Zdusiłam jęk, kiedy powiedziała mi cenę. Mogłam ją spokojnie potroić i przekazać fundacji.
- Wygląda pani ślicznie, panienko. - Wydawało się, że mówi szczerze, ale zostawiłam to bez komentarza. Mój humor był czarny jak mój strój. - Czy mogę spytać jaka to okazja?
- Pogrzeb - wyszeptałam, mój głos przepełniał ból. Starałam się powstrzymać zbierające łzy w moich oczach, ale poległam. Wiedziałam, że koniec się zbliża i go stracę.
- Przykro mi, panienko. Kto to był? - spytała szczerze zaniepokojona.
Łzy wypłynęły, kiedy odpowiedziałam:
- Moje serce.
~oOo~
Wróciłam po czternastej do mieszkania. Posprzątałam w kuchni i w sypialni. Potrzebowałam prawie godziny, żeby odbudować biuro i odłożyć wszystko na swoje miejsce, poza zniszczoną ramką na zdjęcia. Samo zdjęcie nie zostało zniszczone.
Zmieniłam ramkę i postawiłam je z powrotem na biurku. Stworzyłam plik na jego laptopie, w którym napisałam: Popatrz-Zobacz-Słuchaj. Kiedy skończyłam, odłożyłam komputer.
Mam nadzieję, że jeśli to zobaczy, to go przekona bardziej niż moje słowa.
Kiedy skończyłam się malować i układać fryzurę, weszłam do garderoby. Edward powinien wkrótce się pojawić, a nie chcę, żeby zobaczył moje sińce. Była prawie piąta, co dawało nam godzinę do naszej gry pozorów.
Ściągnęłam szlafrok i wsunęłam się w suknię, jednakże miałam problem z zapięciem jej. W tym momencie zauważyłam, że mój pierścionek zniknął. Nie! O Boże, nie! Zaczęłam go gorączkowo szukać w sypialni, przypominając sobie, że miałam go przed pójściem pod prysznic. Łazienka, to jest myśl.
Podbiegłam do kosza na brudy, by go przetrząsnąć, ale nic nie znalazłam. Jak mam powiedzieć komuś, kto nie wierzy w moją miłość, że zgubiłam pierścionek, który mi podarował?
Na szczęście znalazłam go pod sukienką, prawie płacząc ze szczęścia.
To było w tym samym momencie, w którym usłyszałam go na korytarzu. Mój oddech zamarł. Nadal nie miałam pojęcia co pamięta. Wbiegłam do garderoby i złapałam moje bolerko. W ciszy skończyłam ubieranie.
- Moja droga, jesteś gotowa? - Usłyszałam wahanie w jego głosie.
Kolejne kilka minut okazało się bardzo trudne. W sensie, nie miałam pojęcia czego od niego oczekiwać, ale jego lodowate spojrzenie zapowiadało nadchodzącą burzę. Dlaczego udajesz?
Kiedy zaoferował pomoc, przesadziłam. Nie byłam gotowa, by stanąć z nim twarzą w twarz. Byłam zła, na siebie i jego amnezję. I na jego cholerną grę. Nie spojrzałam na niego wchodząc do pokoju. Gdybym spojrzała mu w oczy, moja silna wola by poległa. Chcąc założyć parę szpilek chwyciłam się ramy łóżka.
- Pomogę ci z tym - powiedział zmniejszając dystans pomiędzy nami. Wziął buty z mojej dłoni. Kiedy jego dłonie otarły się o moje, poczułam wyładowanie elektryczne, które przypomniało mi o tym co było pomiędzy nami.
Dlaczego on wciąż udaje? Oczywiście zapewne zaczął pić po tym jak znalazł płytkę. Wspomnienia powinny wrócić. Na co on do cholery czeka?
- Nie dotykaj mnie - wyszeptałam, w tej chwili nie byłam w stanie znieść jego dotyku.
Spojrzał na mnie. Złość błysnęła w jego oczach. To było to, ale nie mamy na to czasu. Odebrałam mu buty i usiadłam na łóżku, żeby je założyć. Prowadziłam wewnętrzny monolog: kocham cię, przepraszam, potrzebuję cię, nie opuszczaj mnie. Powtarzałam, w kółko.
- Bella - powiedział moje imię, robiąc krok w moim kierunku. Gapiłam się na niego, ponieważ nie miałam pojęcia co ma zamiar zrobić, ale coś czaiło się w jego zimnym spojrzeniu. To była ta sama maska, którą przybrał przed odejściem, gdy mnie otruto.
- Miejmy to już za sobą - warknęłam, chwytając swoją torebkę. Przechodziłam obok niego, kiedy złapał mnie za ramię. - Puść mnie.
Spojrzał na mnie, chcąc mnie zatrzymać. Wiem, że wie o dokumentach. Pamięta i czeka na odpowiedni moment, żeby uderzyć mnie tą informacją.
W tej chwili chciałam mu o wszystkim przypomnieć. Przypomnieć o czym rozmawialiśmy poprzedniej nocy.
- Mam już wystarczająco dużo siniaków. - Wyszłam z sypialni, z nim drepczącym mi po piętach.
- Myślałem, że masz siniaka tylko na ramieniu.
Pieprzony dupek pamięta wszystko poza naszą rozmową. Właściwie poprosił mnie o rękę. Byłam wkurzona. Byłam zmęczona tym gównem. Chciałam mieć to z głowy.
- Ty naprawdę nie pamiętasz co stało się wczoraj wieczorem, prawda?
Pokręcił głową. Zamknęłam oczy. Pieprzyć to! Kurwa. Co ja do cholery robię?
Muszę wygłosić przemówienie przed pół tysięczną publicznością, która zapłaciła dziesięć tysięcy za płytę z koncertu fundacji. Byłam twarzą fundacji, która dla mnie wiele znaczy. Jednakże, wiem że nie zrobię tego po konfrontacji z Edwardem. Zacisnęłam szczękę i pięści, próbując się uspokoić. Kiedy mój oddech się wyrównał, otworzyłam oczy i zobaczyłam, że wpatruje się we mnie.
- Jedźmy na Galę i stwarzajmy pozory. Po tym będziemy musieli porozmawiać, czyli coś co przekładasz od jakiegoś czasu. - Gapił się na mnie. Był wkurzony, ponieważ zrzuciłam winę na niego. Nie obchodzi mnie to.
- Obiecaj, że nie schrzanisz mojego projektu, nawet jeśli coś się między nami stanie - wyszeptałam, czekają na jego odpowiedź.
- Więc kolejna scenka dla wszystkich, a nie tylko dla mnie?
Wiedziałam, że tak pomyśli. Powinnam się lepiej przygotować na jego reakcję. Nie zrobiłam tego, ponieważ wierzyłam, że wszystko się jakoś ułoży.
- Jeśli w to właśnie wierzysz, to tak.
Zabolało, kiedy otwarcie przyznał, że nie wierzy w moją miłość do niego. Kiwnął głową, a ja odpowiedziałam tym samym. Wzięłam głęboki oddech i zmniejszyłam dystans pomiędzy nami.
- Chodź, mistrzu - powiedziałam. Czułam się jak tego dnia, kiedy odwiózł mnie ze szpitala miesiące temu. Udawaliśmy. - Czas przygotować się do wyjścia.
Pojawiliśmy się na Gali dwadzieścia minut później. Drogę pokonaliśmy rozmawiając o jego grze w golfa i mojej sukni. Unikałam jego spojrzenia, ponieważ nie mogłam na niego patrzeć. Zdarzały się momenty gdy czułam jego wzrok na sobie, kiedy wpatrywałam się w ciemność za oknem. W odbiciu widziałam ból wyryty na mojej twarzy, którego nie byłam w stanie ukryć.
Kiedy przyjechaliśmy, Edward był blisko mnie, tego było za wiele. To za blisko. Z każdą minutą ból w mojej klatce rósł. Jego dotyk tylko przypominał mi o tym, co straciłam. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, ale tylko go zacieśnił, na co się skrzywiłam. Siniaki na bokach bolały. Spojrzał na mnie w niemym pytaniu, ale tylko pokręciłam głową. To nie miejsce na taką rozmowę.
Zaprowadzono nas do naszego stolika, gdzie moja rodzina czekała wraz z rodziną Edwarda. Odsunęłam się od Edwarda i podeszłam do Julie, by się przywitać. Julie stała uśmiechnięta od ucha do ucha i zastanawiałam się dlaczego.
Zanim zdążyłam spytać co jest na rzeczy, Jordan zaśmiał się i wstał. Wciągnęłam powietrze i owinęłam ramiona wokół niego, po czym zaczęłam płakać.
- Bells, uspokój się! - powiedział głośno Jordan. Jednakże to ja byłam wykończona. Zbyt wiele emocji nagromadzonych w jednym czasie. Przez sześć lat się powstrzymywałam. Za długo.
- To... za... du... żo... - wydyszałam. Usłyszałam jak Edward westchnął i złapał mnie za rękę. Odciągnął mnie od brata, wyprowadzając na korytarz w poszukiwaniu prywatności.
- Musisz wziąć się w garść - warknął, odwracając mnie twarzą do siebie.
Teraz nie dam rady tego zrobić. Proszę, nie teraz. Nie mogę. Czuję jak to tracę, moje serce krwawi.
- Ze mną dobrze - powiedziałam, ale zabrzmiało bez przekonania.
- Wylanie morza łez przed twoim bratem nie pomoże nikomu - syknął.
Cóż, przepraszam za zrujnowanie tak cudownego wieczoru.
- Przepraszam, mam wiele spraw na głowie. W tym momencie to trochę za dużo. Pamiętasz doświadczenie ze śmiercią i zmywanie krwi z mojego ciała?
- Już używałaś tej wymówki, skarbie.
Co? Jak on śmie? Spoliczkowałam go.
Odpuść, powiedziałam do siebie, muszę odejść, zanim ból w klatce piersiowej się pogłębi. Zaczęłam się odwracać, ale Edward złapał mnie za ramię, powodując obsunięcie się bolerka z mojego barku. Usłyszałam jego jęk za plecami. Zdałam sobie sprawę, że musiał zobaczyć siniaka na mojej szyi. Szybko mnie puścił, a na jego twarzy malowało się przerażenie.
Boże, coś sobie przypomniał.
- Czyżbyś sobie przypomniał? - spytałam, poprawiając bolerko. - A teraz chodź, kochanie, czas na przyznanie tytułu kawalera roku.
Staliśmy tak twarzą do siebie i gapiliśmy się. Po chwili położył swoją dłoń na moich plecach i zaprowadził nas do stolika, gdzie zajęliśmy nasze miejsca. Szybko pogrążyliśmy się w rozmowie z wszystkimi przy stole. Kilka razy przeszłam się po sali i rozmawiałam z ważniejszymi darczyńcami. Edward wstawał i siadał razem ze mną, nigdy nie ukrywając swojego chłodnego nastawienia. Jednakże, wiem lepiej. Złość tliła się pod powierzchnią, czekając na uwolnienie.
Śmialiśmy się i rozmawialiśmy z naszą rodziną, jak podczas normalnego wyjścia wieczorem. Kilka razy dotknęłam jego ramienia, zauważając jak nie unika go. Od czasu do czasu jego wewnętrzna walka wychodziła na powierzchnię i groziła wybuchem, co było widoczne podczas nerwowego przeczesywania włosów.
Emmett skomentował wygląd włosów Edwarda, porównując je do papugi. Zaśmiałam się i powiedziałam, że jest zazdrosny, w tej samej chwili próbując ujarzmić fryzurkę Edwarda.
Spojrzałam ukochanemu w oczy, mając nadzieję, że w ten sposób przekażę jak bardzo go kocham. Jęknął, kiedy delikatnie pocałowałam go w usta. Przytulił mnie, pogłębiając pocałunek, znalazłam mojego Edwarda.
Kiedy spróbowałam mu powiedzieć, że byłam sobą od dłuższego czasu, odszedł, nie będąc w stanie pogodzić swoich sprzecznych emocji. Nie mogłam pójść za nim, ponieważ Esme i Carlisle ruszyli w kierunku podwyższenia. Złapałam kartki z moją przemową, ale zadrżałam.
Jak mam to teraz zrobić? Muszę iść do niego.
Alice usiadła obok mnie.
- Bella, czy coś jest nie tak?
- On wie, Alice - wyszeptałam.
Jęknęła.
- Powiedziałaś... teraz... dlaczego teraz?
- Nie powiedziałam mu. Znalazł dokumenty.
- O Boże.
- Kiedy będę przemawiać, przekażesz reszcie? Musimy z nim porozmawiać po tym wszystkim.
Kiwnęła, kiedy Esme zakończyła swoją przemowę. Edward nie wrócił, ale skinęłam do Carlisle'a, który zajął jego miejsce. Po przedstawieniu weszłam na podwyższenie. Spanikowałam, czując uścisk w mojej klatce piersiowej.
Nie powinno mnie tu być, powinnam stać u jego boku. Muszę go znaleźć. Wyrecytowałam mowę, zająkując się tylko raz. Ledwo się trzymałam. Wróciłam do naszego stolika, oklaskiwana przez całą salę. Nie zasługuję na to.
Moi bliscy i rodzina Edwarda otoczyli mnie ciasno w pomieszczeniu zamienionym na salę balową. Na szczęście, Nessie uprzedziła mnie o wcześniejszym wyjściu Jordana i Julie. Nie byłam gotowa na rozmowę o moich klientach i jego złość. Rodzina omawiała jak z nim porozmawiać, żeby dobrze to przyjął. Jacob wymieniał się swoimi reakcjami z Mikiem i Jessicą, mówiąc każdemu jak poradził sobie z moim 'rzuceniem go'.
Dzięki kochani, to wcale nie poprawia sytuacji.
Owinęłam się ramionami, próbując się pozbierać. Alice wyszeptała mi do ucha, że Edward zmierza w moim kierunku. Zignorował wszystkich, ze spojrzeniem utkwionym we mnie.
Nie tutaj, Edwardzie. Nie teraz. Proszę.
Kolczyki były cudowne, ale to co powiedział już nie. Czułam jakby ktoś oderwał go ode mnie. Ból w mojej klatce piersiowej był nie do zniesienia. Byłam wkurzona. Tutaj, wybrał to miejsce na to. Usłyszałam jak Carlisle szepcze coś Edwardowi na ucho, usłyszałam również państwa Carringtonów przy sąsiednim stoliku.
Moje życie jest skończone. Straciłam jego i wszystko inne.
Wstałam i praktycznie wybiegłam przez dwuskrzydłowe drzwi do olbrzymiego holu. Poczułam go, zanim go usłyszałam. Podążał za mną. On naprawdę chce to zrobić tutaj. Zaczęłam krążyć po pomieszczeniu, owijając ramiona wokół mojej klatki piersiowej.
- Czy to nie tak działa, Bello? - zapytał, kipiąc ze złości. - Dowiedziałem się i od razu jestem lepszą osobą.
Spoliczkowałam go, ścierając mu pełen satysfakcji uśmieszek.
- Upokorzyłeś mnie przed wszystkimi! Zrzuciłeś na fundację skandal i po tym jestem cholernie pewna, że odbiorą mi licencję.
- Pierdolę to! - ryknął mi prosto w twarz.
Spoliczkowałam go ponownie. Oczywiście, że tak, ale zakładał najgorsze, nie znając wszystkich cholernych faktów.
Dosyć tego i po tym całym zamieszaniu na Gali, muszę to teraz zakończyć.
- Ile od nich wzięłaś?
Ach, oczywiście nie wie, że zwróciłam wszystko co do grosza jego rodzinie, a ja nie zamierzam mu tego uświadamiać.
- Moja prowizja wynosiła piętnaście tysięcy za miesiąc, plus wydatki.
- To daje czterdzieści pięć tysięcy dolarów, chyba że dałaś im zniżkę za te dwa tygodnie separacji?
Kiedy spróbowałam uderzyć go ponownie, złapał mnie za nadgarstek i zobaczył siniaki. W jego spojrzeniu było widać przerażenie. Proszę, przypomnij sobie dziecinko. Emmett oderwał Edwarda ode mnie, stając obronnie pomiędzy nami.
Po tym jak jego rodzina poinformowała go o zwrocie pieniędzy, nadal odmawiał wysłuchania.
- I mam naprawdę uwierzyć, że zakochała się we mnie i oddała pieniądze?
Rodzina zaczęła coś mówić, ale głosy zlały się w jedną całość. Byłam zła i zraniona. Już straciłam przez niego wszystko, nie przeze mnie. Moja kolej na obrócenie noża w jego plecach.
- Jeśli bym cię nie kochała, odeszłabym, kiedy ty to zrobiłeś gdy zostałam otruta - wyszeptałam. Nie miałam zamiaru mówić czegokolwiek. Chciałam wydusić z niego to, co już zostało powiedziane.
- Potrzebujesz mnie dla wygody!
Ból w piersi się nasilił i nie byłam w stanie znieść więcej. Rozpłakałam się, drżąc, kiedy Alice i Rosalie przytuliły mnie. Nie, oni nie powinni mi pomagać. On potrzebuje ich bardziej niż ja. Pokręciłam głową.
Słowa i frazy zawiodły mnie, dezorientowały. Powiedziałam rzeczy, które były bezsensowne dla postronnego słuchacza, ale nie dla mnie i jego, jeśli by sobie tylko przypomniał.
- Gdybym cię nie kochała nigdy nie powiedziałabym tak i nie oddałaby ci siebie ostatniej nocy, nie w taki sposób.
- O czym ty do diabła mówisz? - zapytał Edward zaciekawiony.
Wyswobodziłam się z uścisku Rose, pozwalając bolerku spaść na ziemię. W jego oczach pojawiały się różne emocje. Chciałam, żeby odszedł stąd bez żadnych wątpliwości, że to koniec. Gdyby wiedział, że tak będzie wyglądał nasz koniec to zrobiłby to prędzej. Bardziej przekręciłam nóż w jego plecach.
Odwróciłam się do niego, rozpinając sukienkę i ukazując moje posiniaczone żebra i plecy. Mrocznie się zaśmiałam i powiedziałam:
- Jestem pewna, że masz kilka podobnych. Pozwoliłam ci, ale oboje nie byliśmy delikatni.
- Dla... dlaczego nie... nie walczyłaś... ze mną... - wyjęczał, upadając.
Z jego szarpaną wypowiedzią, straciłam to. Moja klatka piersiowa się zacisnęła, a w głowie waliło.
- Zabierzcie mnie stąd - krzyknęłam do Alice. - Weźcie mnie stąd!
Wpadłam w ramiona Rosalie i poczułam jak moje serce roztrzaskało się na miliony kawałków. Każda część mojego ciała wydawała się zdrętwiała, włącznie z nogami.
- Bella! - krzyknął, zanim poczułam zimne, nocne powietrze. Chciałam do niego wrócić. Chciałam coś powiedzieć, ale nikt tego nie usłyszał.
Edward
- Edwardzie - usłyszałem Carlisle'a, który klepał mnie w policzki, próbując mnie obudzić. Odepchnąłem go, zrywając się na nogi. Co się do cholery stało?
- Gdzie ona jest? - warknąłem, wychodząc na nocne powietrze.
- Pojechała z Alice i Rosalie.
- Carlisle, skrzyw...skrzywdziłem ją.
- Nie, synu.
- Widziałeś ją? Skrzywdziłem ją. Nigdy nie będzie chciała do mnie wrócić.
- To nie to co myślisz.
- O co ci do diabła chodzi?
- Dzwoniła Alice. Powiedziała, że Bella chciała wrócić do środka, ale jej nie pozwoliły. Cały czas powtarzała, że musi ci powiedzieć, że to nie było tak jak wyglądało. - Wyglądał nieswojo, pocierając kark. - No wiesz, ten seks w złości. - Pokręcił głową.
Suka, to była cholerna scenka. Pobiegłem w stronę samochodu.
- Dokąd się wybierasz, synu?
- Odpierdol się, Carlisle - warknąłem, wycierając krew z wargi.
- Nie, nie odpuszczę. Gdzie się wybierasz?
Na jego twarzy mieszały się złość i niepokój. Chciałbym mieć na tyle odwagi, żeby zetrzeć ten widok.
- Gdzieś indziej? Przelecieć pierwszą, chętną dupę, którą spotkam.
- Ach, najłatwiejsze wyjście - powiedział spokojnie. Gniew zniknął.
- Tak, muszę się jej pozbyć z moich myśli - zawrzałem, zaciskając pięści po bokach mojego ciała. Byłem gotowy by kogoś lub coś uderzyć. Wszystko czego teraz chciałem, to zapomnieć o poczuciu winy i nieszczęściu. Nie mam pojęcia co robiliśmy poprzedniej nocy.
- Zawsze wybierałeś dramatyzm i szybkie rozwiązania. Musimy teraz porozmawiać - powiedział, zanim udało mi się dotrzeć do samochodu.
Odwróciłem się, żeby na niego spojrzeć, a mój gniew znowu wypłynął na powierzchnię. Zacząłem krążyć po hotelowym parkingu w próbie uspokojenia się, zanim rozpocznę rozmowę z jedynym człowiekiem, którego szanuję. Moja ciekawość zagłuszyła chęć niszczenia. Po kilku głębokich oddechach byłem w stanie zadać jedno ważne pytanie:
- Dlaczego?
Carlisle westchnął i również zaczął krążyć. Po jego zwyczajnie spokojnej postawie nie było śladu.
- Po pierwsze, wszyscy mieliśmy ukryte motywy. Każdy z nas, włącznie z twoją ciotką, był w to zaangażowany.
Spojrzałem na niego w niemym pytaniu. Była ostatnią osobą, po której bym się czegoś takiego spodziewał.
- Mój argument? Kiedy wszyscy usiedliśmy i przedstawiliśmy nasze obawy w stosunku do twoich stosunków i lekceważeniu kobiet, wiedzieliśmy, że nie będziesz chciał słuchać. Ale zamiast tego udałeś się do klubu i spotkałeś Tanye. Nie mieliśmy nic do powiedzenia. To był moment, kiedy wszyscy zdecydowaliśmy, że mamy tego dość. Esme straciła kilka znajomych i została wyrzucona z klubu książki...
- Co to do cholery ma wspólnego ze mną? - warknąłem, moja krew zaczęła wrzeć. Nie potrzebuję więcej poczucia winy.
- Twoje spanie z ich córkami, i daj mi skończyć - rzucił. - Straciłem kilku kumpli od golfa, a jeden z ojców próbował mnie przejechać wózkiem golfowym.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę.
- I Alice... zdajesz sobie sprawę, że Lily była jej najlepszą przyjaciółką, dopóki nie przespałeś się z nią? Po tym jak ją rzuciłeś nie chciała rozmawiać z twoją siostrą, ani żadnym członkiem rodziny. Potem pozwała firmę.
Czułem się bezpodstawnie oskarżony, ponieważ większość z tych flirtów odbywała się poza biurem. Finalizowaliśmy właśnie sprawę wartą trzy miliony dolarów.
- Rosalie znała cię najsłabiej. Zawsze niechętnie spędzała z tobą czas, ponieważ za bardzo przypominałeś jej Royce'a.
Wszyscy słyszeliśmy historię o tym co jej zrobił. Jak złamał jej serce i rzucił ją po byciu razem przez dwa lata. Przyszedł do niej kilka nocy później i zaatakował ją, zajęło jej sporo czasu by pozbierać się po tym co jej zrobił. Emmett mimo to widział w niej piękność.
Żółć podeszła mi do gardła, kiedy poczucie winy wróciło. W jakiś sposób skrzywdziłem Bellę zeszłej nocy. Ma siniaki jako dowód. Usłyszałem dzwonek telefonu Carlisle'a, wskazujący wiadomość tekstową.
Kolejne wspomnienie przemknęło przez mój umysł. Moje plecy lądują na ściana, a dłonie Belli mocno się zaciskają na moich włosach, ciągnąc głowę do tyłu. Jej usta atakują moje. Moje dłonie zsuwają się z jej twarzy na talię, którą oplatam ciasno w akcie desperacji. Pchnąłem ją na ścianę, jej zęby zatapiają się w moim języku. Jęczę, łapiąc ją za biodra, przyciskając do niej moje podniecenie.
Usłyszałem Carlisle'a jak mówi:
- Przyjadę tak szybko jak tylko zdołam. - Odwrócił się do mnie. - Bella jest w szpitalu.
Co? Pomimo mojego gniewu wciąż ją kocham. Oboje źle do tego podeszliśmy, a złość przyćmiła nasze osądy.
- Nie pojedziesz tam. Dajcie sobie trochę czasu na ochłonięcie.
- Czekaj, dlaczego jest w szpitalu? - Musiałem wiedzieć. Muszę wiedzieć, że z nią wszystko dobrze.
- Zemdlała, a z tego co mówiła Alice wymiotowała na środku pobocza - powiedział szybko Carlisle i przebiegł palcami przez włosy. - Słuchaj synu, wszyscy staramy się tobie pomóc. Jej metody działały w poprzednich przypadkach. I modliliśmy się, żeby pomogło i tobie. Nie mamy pojęcia co do siebie poczuliście. Cóż, część z nas miała nadzieję, że zamieni się to w coś poważnego. I tak się stało.
- Skąd mam wiedzieć, że to było prawdziwe, Carlisle? - Odwrócił się i spojrzał na mnie. - Jak możemy wrócić do tego co było?
- Nie wiem, ale większość z tego było prawdą. Oboje będziecie musieli naprawić to co się stało pomiędzy wami. Teraz oboje potrzebujecie czasu na powrót do zdrowia. - Wzruszył ramionami. - Nie rób niczego niemądrego, synu. - Sięgnął do kieszeni po kluczyki i podszedł do swojego Mercedesa, stojącego obok auta Belli. - Weź mój wóz i oddaj mi kluczyki Belli. - Kiwnąłem, podając mu klucze.
- Muszę wrócić do środka. Myślę, że niektórzy z przyjaciół Belli pomogą mi opanować sytuację, jeśli ktoś coś słyszał. Zobaczę czy uda się to wyciszyć.
- Carlisle, ja nie... nie miałem tego na myśli. - Poczułem się głupio. Zaryzykowałem rozwój fundacji i firmy, znowu.
- Wiem. Czasami mówimy i robimy głupie rzeczy, kiedy jesteśmy źli. - Skinąłem głową.
- Zadzwonisz do mnie z informacją o jej stanie? - Kiwnął.
Wślizgnąłem się do jego samochodu i odjechałem. Muszę zrobić coś przez co zapomnę całe ostatnie dwadzieścia cztery godziny. Udałem się do klubu. Nie byłem tam od czasu wypadku Belli.
Zdjąłem krawat i marynarkę, rozpiąłem kilka górnych guzików w koszuli. Wszedłem do środka i od razu podszedłem do baru.
- Trzy kieliszki Jenessen'a - poprosiłem barmankę. Uśmiechnęła się do mnie i puściła oczko, szybko podając zamówienie. Zignorowałem ją. Wypiłem wszystko w krótkich odstępach. Przyjrzałem się ludziom na parkiecie. Przysięgam, że zobaczyłem siebie owiniętego wokół ciała Belli, które napierało na moje. Kobieta z piaskowym odcieniem blondu podeszła do mnie.
- Cześć mistrzu, chcesz zatańczyć?
Mistrzu. Bella mnie tak nazywała. Zaprzeczyłem ruchem głowy, ponieważ nikt nie może się tak do mnie zwracać oprócz niej. Chwilę później podeszła kolejna brunetka, przesuwając dłonią po moim ramieniu. Zamruczała do mojego ucha. Nawet nie pofatygowała się, żeby mnie zapytać i wyciągnęła mnie na parkiet. Ledwo się ruszałem, ale czułem jej ruchy. Światła migały wokół mnie, powodując powrót wspomnień.
- To jest jedyny dźwięk rozkoszy jaki ode mnie usłyszysz, Edwardzie.
Ból w mojej klatce piersiowej urósł.
- Brak perspektyw na dzisiejszą noc, Tygrysie?
Mój oddech stał się nierówny.
- Co mogę dla ciebie zrobić, żeby móc z tobą być? - spytałem, całując ją w czoło.
- Będziemy musieli się zachowywać profesjonalnie w biurze. Musisz ograniczyć relacje fizyczne i... - Urwała.
W głowie mi szumiało.
- Kocham cię - powiedziałem, posyłając jej krzywy uśmiech i puściłem oczko. Bella się uśmiechnęła.
- Też cię kocham.
Ledwo mogłem oddychać.
- Kocham cię, Bello - wyszeptałem, składając pocałunek na jej skroni. - Nie ważne co masz mi do powiedzenia, nadal będę cię kochał.
Zaczęło mi się kręcić w głowie.
Bella nagle się zatrzymała i wiedziałem, że coś jest nie tak. Położyła jedną dłoń pomiędzy piersiami, a drugą na ramieniu Nessie. Jej klatka falowała, a na twarzy wymalował się ból. Nessie złapała ją, kiedy Bella zaczęła walczyć o oddech.
Ledwo zdążyłem dobiec do toalety, gdzie zwymiotowałem.
- Wracaj do domu, Edwardzie. Nie należysz już do tego świata - zabrzmiał głos z boksu obok.
Spłukałem wodę i otworzyłem drzwi. Przed nimi stał Julian. Były Belli. Jej obiekt.
- Którym numerem jesteś? - spytałem, popychając go, żebym mógł przejść.
- Numer dwa.
Zaśmiałem się, obmywając usta i ręce. Kto był szczęśliwym numerem jeden? Jacob, kto jeszcze?
- Jak do cholery możesz znosić jej towarzystwo?
- To proste, kocham ją. - Rzuciłem mu piorunujące spojrzenie. - Nie patrz tak na mnie. Byłem na twoim miejscu pięć lat temu i byłem cholernie wkurzony.
- Co zrobiłeś?
- Próbowałem tego samego co ty, ale mnie nikt nie powstrzymał. Przeleciałem pierwszą chętną jaką znalazłem. Po tym zwróciłem całą kolację. W każdym razie, to nie było to samo. Kilka razy próbowałem z nią porozmawiać, aż w końcu zapomniałem. Chciałem ją prosić, by zdjęła ze mnie klątwę, którą rzuciła.
Zaśmiałem się. Czuję się dokładnie tak samo. Magia. Pokręciłem głową. Tego jest zbyt wiele.
- Nie pasujesz już tutaj, Edwardzie. Sądzę, że nigdy nie pasowałeś. Przyszedłeś tutaj i zamieniłeś się w robota. Powiedz, czy ktoś wpłynął na ciebie tak jak ona?
- Nie.
- Dokładnie. Zrobiła nawet więcej. Miałem ciężkie chwile, ale dzięki jej pomocy dostrzegłem, że moje szczęście było przy mnie cały czas jako mój przyjaciel.
Skinąłem głową.
- Ale ona... powiedzieli mi, że to było dla niej prawdziwe.
Julian się zaśmiał.
- Tak, tak było. Zauważyłem to, kiedy zobaczyłem was razem. Przy mnie nigdy nie wyglądała tak jak przy tobie. - Pokręciłem głową, nie mogąc sobie poradzić z tym co powiedział.
- Powiedz mi, Edwardzie, ile razy jak byliście razem mówiła ci, że cię kocha?
Zamyśliłem się na chwilę, obawiając się wrócić pamięcią do tych chwil, ale chciałem się dowiedzieć o co mu chodzi.
- Setki - wyszeptałem, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze nad zlewem. Widziałem jak Julian się uśmiecha, a jego ciemne oczy wpatrują się we mnie.
- Cóż, kiedy była ze mną wiele razy wyznawałem jej miłość, ale ona ani razu nie odpowiedziała.
Cóż... kurwa.
