25. Toksyczny

Alice

- Bella! - krzyknął Edward, sięgając w jej stronę, gdy Rosalie i ja wyprowadzałyśmy ją w noc.

- Wróćmy... proszę - wymamrotała Bella, zaciskając jedną dłoń na piersi. Boże, jest obolała, to wszystko tak strasznie ją boli.

- Nie Bello, zabieramy cię do domu - wypluła Rose, była wkurzona. Nie mogę sobie wyobrazić co się działo w jej głowie po tym co zobaczyła.

- Nie... on będzie się czuł winny - spróbowała ponownie Bella, patrząc na mnie prosząco, ze łzami w oczach. - Po prostu chwycił mnie za mocno. - Jej ciało drżało, a szloch uciekł z jej gardła. Upadając na kolana, pociągnęła nas ze sobą. - Oboje przegięliśmy.

- Edward nie skrzywdził cię poprzedniej nocy? - spytała miękko Rose, odsuwając kosmyk włosów Belli za jej ucho. Brunetka zaprzeczyła ruchem głowy i krzyknęła:

- Wszystko zapomniał! Spytał... - Zaszlochała i podniosła dłoń do góry, pokazując nam lewą dłoń. O mój Boże.

- Esme, czy to nie jest pierścionek Elizabeth? - spytałam. Esme kiwnęła, a łzy zabłyszczały w jej oczach.

- Teraz to nie ma znaczenia, stracił rozum - wyszeptała Rosalie, pomagając Belli wstać na nogi. - Nie możesz tam wrócić. - Rose zaprowadziła Bellę do mojego Porsche, zauważyłam, że opierała się o nią ciężko.

- Nie... pozwól mi wrócić... - błagał Bella, roniąc kilka łez.

- Oboje jesteście źli na siebie i musicie się uspokoić - wytłumaczyłam jej.

Rozpłakała się bardziej, kiedy pomagałyśmy jej wsiąść do samochodu. Rose i Esme odbyły kolejną rozmowę, po czym ruszyły za mną, kiedy pojechałam w stronę mieszkania Belli. Włączyłam moją słuchawkę Bluetooth i wybrałam numer taty. Bella była wyjątkowo cicho podczas mojej rozmowy, co nie było najlepszym objawem. Kiedy spojrzałam na nią, zauważyłam spływające po policzkach łzy. Przynajmniej nadal jest ze mną i nie zatraca się.

Edward jest jedynym, który potrafi wyrwać ją z tego stanu, a po tym co się stało, nie wiem czy będzie chciał do niej wrócić. Co mam zrobić jeśli znowu wpadnie w ten katatoniczny stan? O czym on do cholery myślał, kiedy to robił?

- Carlisle - powiedziałam, kiedy odebrał.

- Alice, Emmett musiał wyprowadzić Jaspera, zanim ten uderzyłby Edwarda ponownie.

- O Boże, czy z Edwardem wszystko w porządku? - Poczułam jak palce Belli owijają się wokół mojego uda, gdy usłyszała jego imię. Nawet po tym wszystkim co jej zrobił, nadal się o niego martwiła. Posłałam jej mały uśmiech, dając jej znać, że wszystko w porządku.

- Zemdlał, ale dochodzi do siebie - powiedział ojciec i westchnął, zanim kontynuował: - Alice, czy Bella powiedziała... coś... o tym... - jego głos ucichł.

- Tak, to tak nie wyglądało. To było odwzajemnione i za obopólną zgodą, z tego co zrozumiałam, to był po prostu ostry seks.

Westchnął ponownie.

- Co myśmy narobili, Alice?

- Nie wiem, ale martwię się o Bellę. Ona... - Spojrzałam na nią ponownie, nadal wpatrywała się w okno. - Nie radzi sobie za dobrze.

- Zostań z nią, skarbie. Zajmę się Edwardem.

- Tak zrobię. - Zakończyłam połączenie i potarłam ramię Belli, by dać jej znać, że jestem tu dla niej. Przemieszczałyśmy się przez miasto do jej mieszkania. Wzięłam kilka głębokich oddechów, zastanawiając się co powiedzieć, by ulżyć jej w bólu. Nie ma nic co mogłoby pomóc. Wszystko co się działo na Gali, stało się przez nas. Zatrudniliśmy Bellę, a ona próbowała kilka razy rzucić to zlecenie. Zmusiliśmy ją do zostania.

Chciałam, żeby wrócił prawdziwy Edward, ponieważ byłam zmęczona konsekwencjami jego wyborów i czynów. Wygląda na to, że stałam się taka jak on, dokonując wyborów, które krzywdzą ludzi. Odszukując Bellę, skrzywdziłam dwójkę ludzi, których kocham. To nie jest coś, o czym łatwo się zapomina. Nie, ich ból jest głęboki. To rodzaj bólu, który wbija swoje pazury w serce i duszę, a to wszystko moja wina.

- Przestań się obwiniać - powiedziała miękko Bella. Oparła czoło o szybę, wpatrując się w ciemne niebo, z którego zaczął padać ulewny deszcz. Łkała cicho, zaznaczając nowe ścieżki z łez na bladej skórze. Westchnęłam, pozwalając wypłynąć kilku łzom. Boże, ona zna mnie za dobrze. W Belli nie widzę tylko przyjaciółki, widzę siostrę. Jej ból powoduje, że sama cierpię, gdyż się do tego przyczyniłam.

- Wszyscy przyczyniliśmy się do tego - wyszeptała, kręcąc głową. - Ale ja zajęłam główną rolę, a teraz to sobie uzmysłowiłam. Powinnam przykuć go do łóżka i zmusić do wysłuchania mnie. - I co niby mam na to odpowiedzieć? Po chwili, ciszę przełamał jej szept: - Alice, źle się czuję - powiedziała łamiącym się głosem.

- Oczywiście, że nie, Bello. Ty tylko... - kontynuowałam, ale mi przerwała:

- Nie, Alice - westchnęła, łapiąc za klamkę. - Niedobrze mi. Zatrzymaj się.

Spojrzałam na nią, była blada, a dłonią zakrywała usta. Moje oczy się rozszerzyły, a kiedy ledwo co zdążyłam zatrzymać samochód, Bella wyskoczyła z niego i zwróciła kolację do najbliższego kosza na śmieci. Jęknęłam, czując się jeszcze gorzej. Esme i Rosalie zatrzymały się za mną, wybiegając, by pomóc Belli.

Kiedy opadła w ramiona mojej mamy, wyszłam z samochodu. Razem pomogłyśmy brunetce wsiąść do auta. Jej oddech był nierówny, a jej oczy wyglądały jakby miały się obrócić białkiem do przodu.

- Co teraz robimy? - Spojrzałam na mamę, czekając na odpowiedź. Bella zajęczała i chwyciła mnie za ramię.

- Zabierz mnie do szpitala. Mogę być w ciąży - wydyszała Bella pomiędzy oddechami, zanim zemdlała. O kurwa.

- O Boże - jęknęła Esme. Stałam z otwartymi ustami.

Czy może być jeszcze gorzej?

Helloł, pewnie że może, Alice. Bella jest nieprzytomna.

Wskoczyłam na wysokie obroty i szybko usiadłam na siedzeniu kierowcy. Esme i Rose zrobiły to samo, prawie wjeżdżając w minivana. Skrzywiłam się na głośny klakson i szybko wybrałam numer Carlisle'a.

Powiedziałam mu co się stało, pomijając fakt o możliwości, że Bella jest w ciąży. Uspokoił mnie, że z Edwardem w porządku i obiecał, że dołączy do nas wkrótce.

Kilka minut później dojechałyśmy do miejscowego szpitala, a Rosalie namówiła pielęgniarza, żeby nam pomógł wnieść Bellę do środka. Moja mama na szczęście dodzwoniła się do kuzynki Belli, Nessie, która obiecała poinformować Jordana. Kiedy czekałyśmy aż ktoś się zajmie Bellą, Rose zadzwoniła do Jaspera i Emmetta.

- Co tutaj mamy? - spytał lekarz po trzydziestce pielęgniarki, która badała narządy Belli.

- Umm, pochorowała się po kolacji - powiedziałam miękko, biorąc bolerko Belli od pielęgniarki. - Zwymiotowała i od tego czasu jest na skraju świadomości. Ma problemy z żelazem i powiedziała, że może być w ciąży.

Lekarz wymamrotał coś do pielęgniarki, zamawiając krew.

- Wiecie jak bardzo jest źle z jej poziomem żelaza?

Spróbowałam sobie przypomnieć naszą rozmowę podczas lunchu kilka tygodni temu.

- Myślę, że bardzo źle. Wystarczająco, żeby ją przestraszyć.

Doktor kiwnął głową i zaczął wydawać polecenia pielęgniarkom. Ponieważ nie byłyśmy rodziną, poprosili nas o wyjście. Pół godziny później, przyjechał ojciec, Jasper i Emmett; a my nadal czekałyśmy na informacje. Trzymałam szlochającą Nessie, kiedy Jacob przesuwał palcami po jej plecach, próbując ją uspokoić.

- Panna Wolfe - zawołał doktor. - Witam, jestem doktor Wright. - Wyciągnął dłoń w stronę Nessie. Bezradnie spojrzała na lekarza, wyglądając na zagubioną i przerażoną.

- Czy wolałaby pani omówić stan swojej kuzynki w cztery oczy? - Zaprzeczyła ruchem głowy, mocno chwytając moją dłoń. Dzięki Bogu, chce nas tutaj. Gdyby nie poinformowaliby nas, chyba bym zwariowała. Lekarz kiwnął. - W porządku. Po pierwsze, czy wiesz dlaczego ma tyle siniaków?

Oczy Nessie się rozszerzyły. Jacob i Jasper jęknęli za nami. Nadopiekuńcze osły, minutę po tym jak tu dotarli, opowiedziałam im skąd się wzięły siniaki.

- Doktorze, to nie to co pan myśli. Ona i jej chłopak wczoraj zaszaleli - powiedziałam. Ktoś musiał wyjaśnić sytuację.

- Mówiła coś takiego, kiedy chciałem zaproponować obdukcję.

Pokręciłam głową.

- To nie gwałt, sir.

Skinął głową.

- Nadal muszę to zgłosić, ale teraz mamy inne zmartwienia. Musimy rozpocząć transfuzję krwi. Jej żelazo spadło bardzo poniżej normy. Chwilę temu miała 5,4. - Nessie jęknęła. - Ale znowu straciła przytomność - kontynuował lekarz. - Potrzebujemy zgody.

Nessie skinęła głową.

- Jej brat i ja jesteśmy jej jedyną rodziną.

- Ma pierścionek zaręczynowy na palcu. Nie jest mężatką? - spytał doktor.

Nessie spojrzała na mnie i jedyne co mogłam zrobić, to wzruszyć ramionami. Nie mam pojęcia dlaczego nosi ten pierścionek. Czy Edward poprosił ją o rękę zeszłej nocy? Pokręciłam głową. Edward i Bella są jedynymi osobami, które mogą nam odpowiedzieć na to pytanie. Jednakże, wygląda na to, że Edward niczego nie pamięta. Bella podkreśliła, że był pijany.

- Czy jeśli podpiszemy papiery, możecie zacząć transfuzję? - spytała Nessie.

- Czy jej chłopak lub narzeczony jest tutaj? - Lekarz przyjrzał się reszcie naszej rodziny. Kiedy Nessie pokręciła głową, kontynuował: - Poprosiła nas, żebyśmy sprawdzili czy jest w ciąży. Jest, ale jest także pewien problem.

Cholera jasna. Poczucie winy przewróciło się w moim żołądku, a patrząc na innych, mogłam śmiało stwierdzić, że nie tylko mi. Co myśmy do cholery narobili? Nie tylko skrzywdziliśmy tą dwójkę ludzi, którzy mogą się nigdy po tym nie pozbierać, ale mogą być także w pewien sposób związani ze sobą już na zawsze. To zniszczy ich przyszłość. Kurwa!

- O Boże. Co teraz? - spytała Nessie, wyglądając na chorą.

- Według jej karty, miała problemy z cystami i mięśniakami - powiedział delikatnie. - I wiem, że przerwano jej leczenie farmakologiczne, kilka miesięcy przed przeprowadzką tutaj. Niestety, te problemy znowu wróciły.

- To znaczy, że straci dziecko? - wyszeptała Nessie, a łzy popłynęły z jej dużych, brązowych oczu.

Boże, wygląda identycznie jak Bella.

- Jest taka możliwość - poinformował nas lekarz.

- Ta decyzja nie należy do nas. Muszą ją podjąć Edward i Bella, w końcu to ich dziecko - powiedziałam, patrząc na naszą rodzinę. Wszyscy zgodzili się ze mną.

- Mamy trochę czasu na rozważenie różnych opcji, dopóki jej żelazo nie wróci do normy. Jednakże, nie możemy za długo czekać. Im dłużej zwlekamy, tym większe ryzyko dla niej i dziecka.

Musimy zadzwonić do Edwarda. Kwestia, czy odbierze.

Edward

Wyszedłem zaraz po rozmowie z Julianem w klubie. Dał mi dużo do myślenia, ale nadal byłem zmieszany. Bez celu jeździłem w kółko po mieście, zagubiony.

Muszę wyjechać z Seattle. Nie mogę tu zostać i utrzymywać dystansu pomiędzy nami. Jeśli zostanę, zaryzykuję przegraną. Przegraną bitwą, co znaczyło pobiegnięcie do niej i powiedzenie, że jej wybaczę jeśli mnie kocha. Czy ona jeszcze mnie kocha? To pytanie pojawiało się w kółko przed moimi oczami. Jest jeden sposób, żeby się tego dowiedzieć, ale nie mogę zaryzykować przyszłości przez wrócenie do niej.

Mając to na uwadze, zamówiłem firmowy odrzutowiec. Jestem pewien, że Carlisle nie będzie szczęśliwy za korzystanie z niego z powodów osobistych, ale ostatecznie zrozumie. Emocje i zamęt w głowie nie mogą zostać wyjaśnione, gdy wiem, że jest tak blisko.

Moją pierwszą myślą było Vegas. Nie ma nic lepszego niż zatopienie się w alkoholu i puszczenie dużej ilości gotówki przy stołach. Chciałem zapomnieć o ostatnich kilku miesiącach, chociażby na chwilę.

Jednakże, z moich ust nie wyszło Vegas, podczas rozmowy z pilotem. Nie, powiedziałem Carmel. Z jakiegoś powodu, wiedziałem, że muszę się tam znaleźć. Jechałem przez deszczowe ulice Seattle w kierunku mieszkania, by spakować torby i uciekać tak szybko, jak to możliwe.

Mój cholerny telefon zawibrował w kieszeni i miałem wielką ochotę wywalić go przez okno. Jednakże, wiedziałem, że nie mogę go zignorować. Musiałem się dowiedzieć co z nią, co było cholernie żałosne. Dlaczego nie mogę być silniejszy?

Całe moje ciało krzyczało w tęsknocie za Bellą. Moje cholerne serce wołało żeby ją znaleźć. Ale mój umysł, lub jego część, kazał im się odpierdolić.

Pomknąłem w kierunku mieszkania, zaplątując się w pasy, podczas próby dostania się tam szybciej.

- Zwolnij, mistrzu.

Zesztywniałem, gdy usłyszałem jej głos z siedzenia pasażera. Spojrzałem na nie i odetchnąłem z ulgą, lekko rozczarowany tym, że jej tam nie ma. Przez chwilę myślałem, że oszalałem.

Zielone światło zmieniło się w czerwone, gdy je mijałem.

- Jedź w prawo!

Zrobiłem to, co kazał jej głos, ledwo unikając zderzenia z innym samochodem. Jasna cholera, jestem takim popierdoleńcem. Zatrzymałem się, żeby złapać oddech i uspokoić bijące szaleńczo serce. Jestem cholernie zmieszany, słysząc jej głos w swojej głowie. Zaśmiałem się, oszaleję.

- Nie martw się, nie oszalałeś.

Jak można czuć tak wiele emocji w stosunku do jednej osoby? Nienawidzę jej i kocham. Mam poczucie winy i czuję żal. Jestem zły i smutny, ale z jakiegoś popieprzonego powodu nie żałuję tego co było.

Jak ja ją kochałem. Kurwa, nadal to czuję. Pomimo prawdy, nie żałuję czasu, który z nią spędziłem. Pokazała mi rzeczy, o których nie miałem pojęcia, to nie był tylko seks, nigdy nie był.

Chodzi głównie o małe rzeczy. Pokazała mi jak być sobą, coś czego nie robiłem od dłuższego czasu. Nie czułem się z tym dobrze od dzieciństwa. Jak mógłbym zapomnieć nasze pierwsze śniadanie? Po śmierci moich rodziców, nie jadałem go lub omijałem. Nawet jeśli ktoś mi je przygotował, nie miałem na nie ochoty, aż nie pojawiła się Bella.

To była jedyna rzecz, dla której wstawałem rano z łóżka, śniadanie. Tosty francuskie mojej mamy, gofry czy naleśniki, albo omlet mojego ojca. Kochali razem gotować. Dzięki Belli z powrotem zacząłem cieszyć się śniadaniem. Mały szczegół, ale naprawdę się cieszę, że robię to ponownie. Pokazała mi jaką mam kochającą rodzinę. Jak bardzo mnie kochają i tęsknią za mną. Większość czasu jaką z nimi spędzałem były to imprezy w klubie i przy okazjonalnych kolacjach. Bella pomogła mi się do nich zbliżyć.

Ale oni poszli i spieprzyli wszystko. Już nie chcę spędzać z nimi czasu. Skrzywdzili mnie i zdradzili!

Włączyłem radio, próbując zagłuszyć głos Belli, mówiący mi żebym ją znalazł. Wjechałem na ulicę i ruszyłem szybko w stronę mieszkania.

What if I wanted to break?1
Laugh it all off in your face.
What would you do?
What if I fell to the floor,
couldn't take this anymore,
What would you do? (do, do)

Zaśmiałem się ironicznie na to wyczucie czasu.

- Cóż za idealna piosenka! - warknąłem. Dokładnie tak się czuję w tej chwili:

Come, break me down.

Bury me, bury me.

I am finished with you!

Czy naprawdę jestem gotowy, żeby zerwać więzi z moją rodziną? Wiem, że to zajmie sporo czasu i oni są wszystkim co mi zostało. Czy mogę im wybaczyć? Czy powinienem im wybaczyć? A co z Bellą? Czy mogłem chcieć czegoś z nią? Czy chciałem żeby wróciła? Czy ona sama będzie chciała do mnie wrócić? Czy mogę zapomnieć o bólu?

Czy ona mnie kocha? Uderzyłem pięścią w deskę rozdzielczą. The Kill, ta piosenka się ze mnie nabija:

What if I wanted to fight?
Beg for the rest of my life?
What would you do?
You say you wanted more,
what are you waiting for?
I'm not running from you.

Dokładnie to mam zamiar zrobić. Uciec, odejść i nigdy się nie oglądać.

Come, break me down.
Bury me, bury me.
I am finished with you.
Look in my eyes,
you're killing me, killing me.
All I wanted was you.

Bella była tym czego od zawsze chciałem. Była moim marzeniem, moim aniołem ubierającym się jak diablica. Była moją małą lisicą. Moim życiem.

Od chwili gdy ją zobaczyłem po raz pierwszy, pragnąłem jej. Była wszystkim, czego nie wiedziałem, że pragnę, i jeszcze więcej. I nawet nie wiem czy Bella, w której się zakochałem jest prawdziwa. Co jeśli moja Bella i ta prawdziwa to nie ta sama osoba? Co jeśli prawdziwa Bella nigdy mnie nie pokocha?

Czy ona mnie jeszcze kocha? Pokręciłem głową. Nie mogę o tym myśleć, muszę się wyrwać z miasta, zanim nie wytrzymam z dala od niej. Cholernie mnie skrzywdziła, tak bardzo. Tak cholernie mocno. Zaparkowałem na miejscu przypisanym dla mojego bloku kilka minut później i nareszcie dotarłem do mieszkania.

Pobiegłem do szafy, starając się nie patrzeć na łóżko i kanapę, wszędzie gdzie kochałem się z Bellą. Kurwa, myślenie o tym nie pomaga mojemu postanowieniu. Złapałem walizkę i podszedłem do szuflady ze skarpetkami, koszulkami i bokserkami. Wróciłem jednak z pustymi rękami. Pusto, nic tam nie było.

Kurwa, wszystkie moje rzeczy są w mieszkaniu Belli. Zaśmiałem się, w końcu za kilka tygodni jej mieszkanie miało się stać naszym, prawda? Kurwa. Myślałem przez kilka minut, krążąc po przedpokoju, próbując wymyślić jak mam zabrać moje rzeczy.

Pieprzyć to. Mógłbym kupić kilka rzeczy zaraz po wylądowaniu w Kalifornii. Ale wiem, że mój humor i zdrowie nie pozwalało na całodniowe zakupy. Muszę tam wrócić, do naszego mieszkania.

Westchnąłem, łapiąc walizkę i zjeżdżając windą do holu. Szedłem szybko i próbowałem sobie wmówić, że wejdę, złapię ciuchy i wyjdę. Nie ma tam nic dla mnie, nie ma tam jej.

Jest w szpitalu.

O kurwa, bolesne myśli ugodziły mnie w pierś. Jedno było pewne, to nie było spowodowane otruciem przez Tanyę.

A teraz moja dziewczyna znowu jest w szpitalu, a mnie przy niej nie ma. Mój oddech ponownie stał się nierówny, miałem kolejny atak paniki. Zamknąłem oczy, moim ratunkiem były oczy Belli. Z nią w mojej głowie, uspokoiłem oddech najszybciej jak umiałem.

Gdy wyszedłem na chłodne, nocne powietrze w Seattle, odetchnąłem głęboko. Moja głowa opadła na chwilę, ale jej obraz nie zniknął z mojego umysłu, pomagając mi dojść do siebie. Szybko dotarłem do bloku Belli i zastanawiałem się czy to, że okazała się być moją sąsiadką było jedynie przypadkiem. Cholera, zaraz oszaleję. Musiałem się powstrzymać od znajdowania powodów do zostania tutaj.

Derek, portier w bloku Belli, posłał mi uśmiech i kiwnął głową. Nawet mu nie odpowiedziałem. Część mnie wiedziała, że już nigdy mnie nie zobaczy.

Kiedy przyjechała winda, moje wspomnienia rzuciły się na mnie. Kurwa. Piekło. Jestem w pieprzonym piekle. Wszedłem do windy, mój umysł i 'głos Belli' przypominały mi, co się działo w tym małym pomieszczeniu odkąd poznałem Bellę.

Po chwili Bella mnie zaatakowała. Mam na myśli, że rzuciła się na mnie. Położyła dłoń na moim torsie i pchnęła mnie na ścianę. Z wyrazem pożądania, tęsknoty i determinacji wepchnęła język w moje usta.

Jęknąłem, kiedy owinęła ramiona wokół mojej szyi i podskoczyła. Złapałem ją za tyłek, żeby nie upadła. Owinęła się wokół mojej talii, przyciskając swoją mokrą cipkę do mojego brzucha. Mój fiut, który był w pogotowiu odkąd wyszliśmy z klubu, napierał na moje jeansy.

- Bella, kochanie, uwielbiam kiedy doprowadzasz mnie do szaleństwa.

Mruknęła w zgodzie, całując i liżąc moją szyję. Winda zadzwoniła, kiedy dojechaliśmy na jej piętro. Drzwi się rozsunęły i wyszedłem na korytarz, nadal trzymając brunetkę. Nie żebym narzekał.

Głos w mojej głowie przypomniał mi: Wtedy po raz pierwszy powiedziałeś do niej 'kochanie'. Zadrżałem, a moje dłonie zaczęły pocić się, gdy poczułem ciasnotę w spodniach.

Kurwa! Nie powinienem się tak czuć, kiedy jestem na nią wkurzony! Jest wszędzie. Jej zapach, jej cząstki otaczają mnie z każdej strony. W moim aucie, w moim bloku, w moim pokoju, w moim biurze, w windach, w naszych blokach. Muszę się z tego wyrwać! Zamknąłem oczy i zacisnąłem dłonie w pięści. Winda zadzwoniła i nareszcie mogłem wysiąść na naszym piętrze.

- Zgaduję, że to już nie jest twoje piętro - ryknąłem, tocząc wewnętrzną walkę ze złością i bólem.

Więcej wspomnień zaatakowało mnie, kiedy wszedłem w nasze skrzydło.

Bella zamknęła za nami drzwi do mieszkania, z małą torbą na siłownię w ręce. Wybieraliśmy się na siłownię, jedno z naszych ulubionych zajęć razem. Poza seksem oczywiście. Wyglądała wspaniale w swoich malutkich, czerwonych spodenkach i białym topie. Chciałem ją złapać w drodze do windy, ale ona odganiała moje dłonie.

- Zachowuj się, albo nie zrobimy tego, co zaplanowałam.

Grzeszny, ale roześmiany wyraz twarzy powiedział mi, że spodoba mi się to, co zaplanowała.

Zatrzymałem się i przyciągnąłem ją do mojej klatki piersiowej. Owinąłem ramiona wokół jej wąskiej talii, delektując się dotykiem jej jedwabistej skóry na plecach.

- A co takiego zaplanowałaś? - spytałem, całując ją wzdłuż szyi i licząc na odpowiedź. Jęknęła, jak zwykle, kiedy skubałem to miejsce.

- Lustra - tchnęła, kiedy lekko przygryzłem jej obojczyk.

O kurwa. Moje oczy prawie wywróciły się w tył czaszki, kiedy wyobraziłem to sobie. Kurwa, co ja zrobiłem, że zasłużyłem na taką kobietę? Przerzuciłem ją przez ramię, złapałem nasze torby i pobiegłem do windy, pragnąc, by nasz sparing już się zaczął.

Złapałem oddech, moją wizję zasłoniły łzy. Złapałem klamkę w drzwiach i z trudem je otworzyłem. Po wejściu zostałem otoczony przez zapach jej i jej perfum. Była wszędzie. Mój wzrok się zamazał. Czy ona mnie kocha? Pytanie w kółko pojawiające się w mojej głowie, ale równie ważne. Czyż nie? Zrobiłem kilka kroków wprzód, zamykając za sobą drzwi.

- Ty naprawdę nie pamiętasz, co stało się wczoraj wieczorem, prawda? - jej słowa, pełne złości i bólu, czysto zabrzmiały w moim umyśle. Pokręciłem głową. Minęło tylko kilka godzin, odkąd wypowiedziała te słowa, a ja czułem jakby minęły wieki. Zacisnąłem pięści, kilka razy próbując uspokoić oddech.

Wszedłem do sypialni z zamkniętymi oczami, przypominając sobie ostatni pobyt w tej części mieszkania. Otworzyłem oczy i od razu tego pożałowałem.

To było tak, jakbym odtwarzał film w mojej głowie. Film, którego nie widziałem, ale wiedziałem, że jestem jego częścią. Zobaczyłem jak popycham Bellę na ścianę, drażnię jej skórę nosem i zrywam pierścionek z jej szyi. Widok bólu na jej twarzy był torturą. Załkałem, upadając na kolana i ukrywając twarz w dłoniach, próbowałem pozbyć się tych obrazów ze swojej głowy. Część mnie chciała zapomnieć o tym, co się wydarzyło ostatniej nocy, a druga wręcz przeciwnie.

Szydziłem z niej, ubierając pierścionek na mój palec i pokazując go. Łzy wypełniły jej oczy, zaskamlała, ale nie opuściła spojrzenia. Stała i nie walczyła ze mną. Nie broniła się, kiedy zabrałem jej pierścionek, a łza spłynęła po jej policzku. Pomimo mojego stanu upojenia, wiedziałem, że moje uczucia zmieniały się z miłości, nienawiści, złości, na smutek. Emocje były oszałamiające i wszechogarniające. Szepnąłem, żeby mnie kochała. Odpowiedziała, a kiedy byłem usatysfakcjonowany jej odpowiedzią, wsunąłem pierścionek na jej palec.

- Wyjdź za mnie - wyszeptałem w jej ucho, składając małe pocałunki na jej obojczyku. Bez wahania odpowiedziała:

- W każdej chwili.

Wypuściłem zduszony okrzyk z powodu utraconych wspomnień. Nic więcej nie mogłem sobie przypomnieć, ale oświadczyłem się jej, a ona powiedziała tak. Czy nadal nosi pierścionek? Czy nadal mnie kocha? Jeśli ustaliliśmy to ostatniej nocy, dlaczego mi nie powiedziała?

Wstałem i na drżących nogach, wszedłem do naszej sypialni. Jak tylko otwarłem drzwi, podbiegłem do komody i zacząłem zbierać moje ubrania. Siła z jaką poruszyłem drzwi spowodowała, że zamknęły się z trzaskiem, przywołując więcej wspomnień.

Błagałem ją, żeby mnie nie zostawiała. Obiecała, że zawsze będzie ze mną. Błagałem ją ponownie, a ona odpowiedziała tym samym: nie zostawi mnie i czuje do mnie to samo. Złapałem ją i wszedłem w nią. Oboje jęknęliśmy na uczucie naszych ciał poruszających się jedno przy drugim, powiedziałem, że będziemy kontynuowali tą rozmowę.

Spytałem czy za mnie wyjdzie, czy mnie kocha i czy nigdy mnie nie opuści. Wtem uderzyłem się w policzek na wspomnienie wyrazu jej twarzy po tym, co zrobiłem na gali. Dlaczego nie powiedziała niczego przed wyjściem? Dlaczego mi nie przypomniała?

- Nie uwierzyłbyś jej - głupi 'głos Belli'.

Kręciłem głową, próbując wymazać obraz naszych ciał przyciśniętych do siebie i sposobu w jaki trzymałem jej ciało. Jakby moje życie zależało od tego. Na drzwiach, na podłodze i w łóżku, byłem bezwzględny i spragniony niej.

- Oboje byliście.

Zrzuciłem mój smoking, próbując oczyścić myśli. Po czym w łazience zabrałem moje przybory toaletowe i wrzuciłem je do turystycznej torby. Spojrzałem w lustro w rogu i zauważyłem siniaki. Wygląda na to, że nie tyko ja byłem zbyt szorstki. Zbadałem duży siniak na moich plecach. Kilka mniejszych pojawiło się na moich ramionach, idealnie pasowałyby do jej palców.

Muszę wyjść, zanim się poddam - muszę odejść. Ubrałem się szybko w jeansy i koszulkę, zamknąłem torbę i ruszyłem w dół korytarza, kiedy zadzwonił mój telefon. Złapałem go, żeby sprawdzić kto to - Carlisle. Odebrałem.

- Edwardzie. - Nie odpowiedziałem, tylko słuchałem. - Synu, musisz tu przyjechać. - Milczałem. - Jeśli tam jesteś, to musisz wiedzieć, że jest gorzej niż myślałem.

Westchnąłem i odpowiedziałem:

- Przyjadę tam. - Mimo wszystko, kochałem ją całym sobą i na myśl o jej złym stanie, skręcało mnie w żołądku. Znalazłem mojego laptopa w gabinecie na biurku, wraz z ładowarką. Wydaje się, że nadal działa. Przeskanowałem wzrokiem półkę z płytami, nie wiedząc dlaczego to robię, ale nie chciałem, żeby moje dokumenty były w tej kolekcji. Ze wszystkimi rzeczami w rękach byłem gotowy do wyjścia. Jednakże, najpierw musiałem ją zobaczyć, chociażby tylko po to, żeby dowiedzieć się o stanie jej zdrowia.

Gdy wracałem do mojego bloku po samochód, zadzwoniłem do pilotów, by przełożyć mój lot o kilka godzin. Przyjechałem do szpitala piętnaście minut później, z walizką schowaną w bagażniku samochodu. Idąc przez szpitalny korytarz moje serce było pełne bólu i strachu, minąłem większość mojej rodziny. Alice podeszła do mnie, ale pokręciłem głową, nie miałem jej nic do powiedzenia. Patrzyłem przed siebie, wchodząc do sali, w której, według pielęgniarki, leży Bella.

Tam, na małym łóżku, znajdowała się Bella, a we fluorescencyjnym świetle jej skóra wydawała się śmiertelnie blada. Wziąłem kilka głębokich oddechów, a z każdym kolejnym moje postanowienie kruszało, kamień po kamieniu. Jej ciemne rzęsy leżały na policzkach, jej klatka piersiowa unosiła się i opadała równomiernie. Choć było widać, że śpi, mogłem dostrzec, że nie jest to spokojny sen - była od tego daleka. Jej zmarszczone brwi, usta zaciśnięte w wąską linię, wykrzywione w bólu. Nie byłem pewien czy to tylko fizyczny ból, czy cierpi tak samo jak ja.

Jej widok przypomniał mi noc, kiedy ją prawie straciłem. Prawie straciłem ją w najokrutniejszy sposób, najokrutniejszy, dopóki prawda nie wyszła na jaw. Stawiając kroki w pokoju, czułem się jakbym grzęznął w ruchomych piaskach. Strach przed prawdą, ból i miłość powstrzymywały mnie przed wycofaniem się.

Miała podpięty wenflon do jakiejś maszyny. Krew, ale dlaczego ma przeprowadzaną transfuzję?

- Edward - wyszeptała przez sen. Zatrzymałem się metr od łóżka, kiedy drzwi się otworzyły.

- Edwardzie. - Usłyszałem za mną.

- Nic nie mów, Alice - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

- Musisz wiedzieć co jej jest.

- Cóż, widzę krew, więc ma robioną transfuzję. Jej żelazo musiało spaść do krytycznego poziomu - powiedziałem bez odwracania się do siostry.

- Tak, ale nie wiesz dlaczego tak się stało? - Westchnąłem i pokręciłem głową. - Ma mięśniaka w macicy.

Próbowałem sobie przypomnieć, co to jest - łagodny typ guza, nie nowotwór. Cholera jasna, powinna mi o tym powiedzieć.

- Czy ona potrzebuje operacji?

- Może, ona... um, to skomplikowane, Edwardzie - powiedziała Alice, grając na zwłokę. Oczywiście, że to skomplikowane, wszystko takie jest, odkąd Bella wkroczyła do mojego życia. Coś, o co Alice i reszta mojej rodziny zadbała.

- Wyduś to z siebie, Alice - powiedziałem, kipiąc ze złości. Jak ona śmie ukrywać coś przede mną? Mam prawo wiedzieć co się dzieje z Bellą. Odwróciłem się, żeby na nią spojrzeć. Alice spojrzała mi prosto w oczy, zanim odpowiedziała:

- Bella jest w ciąży.

Dziesiątki myśli przebiegło przez mój umysł, ale jedna utkwiła mi najbardziej przed oczami, czyli wizja naszej córki siedzącej na moich ramionach, podczas spaceru nad wodospadem. Nagle obraz się zatarł. Próbowałem sobie przypomnieć, dlaczego to dziecko może być moje. Przecież widziałem jak Bella zażywa tabletki antykoncepcyjne. Miała kilka możliwości, by przespać się z kimś innym, innym obiektem na przykład. Do diabła, to mogło być wtedy, kiedy wyjechałem do Kalifornii, a ona nie mogła pojechać ze mną. Może to był prawdziwy powód.

Stałem tak kilka minut oszołomiony i zraniony bardziej niż kiedykolwiek. Alice gapiła się na mnie, marszcząc brwi.

- Przysięgam na Boga, Edwardzie. Jeśli twoim następnym pytaniem będzie "Czy ono jest moje?" uderzę cię w tą twoją piękną twarzyczkę! - Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się. Ach, zna mnie za dobrze. - To dziecko jest twoje - warknęła.

Wywróciłem oczami.

- Dlaczego ja tu jestem? - spytałem, odwracając się twarzą do Belli. Jestem taki popieprzony, nie mam pojęcie co myśleć, czy robić.

- Cóż, musicie porozmawiać - powiedziała łamiącym się głosem. - Czy to nie jest cholernie oczywiste? Operacja czy leki mogą zaszkodzić dziecku.

- Powiedz jej, żeby się tym zajęła - powiedziałem, wzruszając ramionami. - Nie potrzebuje mnie.

- Coś ty powiedział? - spytała szeptem Alice, starając się nie obudzić Belli. Odwróciłem się do niej i zauważyłem, że podeszła bliżej. Wzruszyłem ramionami i powtórzyłem to, co powiedziałem. Uderzyła mnie w mój cholerny policzek. - Co miałeś na myśli, mówiąc "żeby się tym zajęła"? - Alice niemal drżała ze złości.

- Wynoś się - zabrzmiał ochrypły głos zza mnie. Alice jęknęła, patrząc na Bellę. Odwróciłem się i zobaczyłem jej ciemne spojrzenie utkwione we mnie. Jej szczęka była mocno zaciśnięta, a jej oddech ciężki. - Wynoś się!

- Co, Bella? - spytałem, próbując rozszyfrować emocje w jej oczach. Udręka. Gniew. Ból. Czy nadal mnie kochasz?

- Wyjdź - powiedziała. Jej spojrzenie opuściło moje, gdy jej dłoń spoczęła na brzuchu. Ukłucie bólu uderzyło we mnie, kiedy zaczęła kreślić dłonią kółka po swoim jeszcze płaskim brzuchu. Nie miała pojęcia jak bardzo chciałem jej w tej chwili dotknąć. Ta myśl szybko zniknęła, kiedy przypomniałem sobie o najnowszych wiadomościach. - Masz rację, nie potrzebujemy cię.

- Oczywiście, że nie - powiedziałem, nie mogąc utrzymać jadu w moim głosie. - Jestem pewien, że twój następny obiekt pomoże ci.

Rzuciła spojrzenie w moim kierunku.

- Zabieraj swój cholerny pierścionek i idź - powiedziała ze złością, prawie bez tchu. Łatwo się męczyła, jej ton zmiękł, kiedy kontynuowała: - Sama podejmę decyzję o operacji niosącej ryzyko. Nie potrzebuję cię. - W chwili, gdy próbowała ściągnąć pierścionek z palca, ból w mojej klatce piersiowej wzrósł.

- Kurwa! - Przeczesałem palcami włosy, dziękując, że Alice wyszła. Nie mam pojęcia co zamierzam do cholery zrobić, czy powiedzieć, nie myślę w tej chwili jasno. - Nie o to mi chodziło - powiedziałem sfrustrowanym głosem. - Chodziło mi o to żebyś zrobiła to, co uważasz za słuszne. Wiesz... dobre dla twojego zdrowia.

- Z pewnością - powiedziała Bella z ironią.

- Czego do cholery ode mnie chcesz? - Z frustracji pociągnąłem za włosy i zacząłem chodzić po salce. - Niecałą dobę temu dowiedziałem się, że moja rodzina i miłość mojego życia mnie zdradzili. - Uderzyłem pięścią w moją pierś, chcąc jej pokazać, jak bardzo mnie to zabolało. - To wszystko między nami było kłamstwem. - Zakończyłem z rozpaczliwym jękiem, oddychając głęboko, musi wiedzieć jak zrujnowała moje zaufanie. - Skąd mam wiedzieć, że naprawdę jesteś w ciąży?

Cichy jęk opuścił jej usta, a cienie pod oczami pogłębiły się.

- Nie zamierzam odpowiadać na to pytanie i dobrze wiesz dlaczego. Nigdy bym nie użyła dziecka jako pretekstu, żebyś został w moim życiu - powiedziała to najcichszym głosem, był to dźwięk, który słyszałem, gdy mówiła, że mnie kocha. To były prawdziwe słowa i lęki, wyszeptane w najbardziej intymnych chwilach.

I wtedy uzmysłowiłem sobie, że nie może kłamać, nie o dziecku. Reszta uderzyła we mnie jeszcze mocniej: byliśmy związani na zawsze. Część mnie, ta większa, pragnęła tego, co wydawało się być prawdą. Jednakże, miała rację. Dziecko nie powinno być jedynym powodem, by dzielić ze sobą życie. Co powinniśmy zrobić? Zanim zdążyłem ułożyć swoje myśli w spójną całość, Bella powiedziała:

- Musisz zobaczyć resztę filmiku. Wyjaśni ci wszystko, wszystkie moje uczucia względem ciebie od chwili, kiedy cię poznałam.

Pieprzony filmik, ten w którym mnie analizuje i pokazuje, jakim dupkiem byłem. Jakim nadal jestem.

- Co to niby ma udowodnić?

Kiedy jej spojrzenie spotkało moje, cała złość zniknęła z jej brązowych oczu.

- Zakończyłam sprawę, ponieważ zakochałam się w tobie.

Zbladłem i dosłownie odskoczyłem od niej na jej słowa. Nie byłem na to przygotowany, nie kilka godzin po tym wszystkim. Moja reakcja spowodowała, że jej oczy rozszerzyły się i wypełniły łzami. Szloch opuścił jej usta, a ja ledwo powstrzymałem się przed dotknięciem jej dłoni.

Pokręciłem głową i wydyszałem:

- Nie... nie mów tak.

Mimo zamkniętych oczu, bałem się zobaczyć ból wyryty na jej twarzy, słyszałem rozpacz w jej głosie, gdy mówiła:

- Okej.

Muszę przerwać tą rozmowę, zanim zrobi się ciężej.

- Jak długo jesteś w ciąży?

Nie zawahała się, odpowiadając:

- Prawie osiem tygodni.

Szybko obliczyłem w myślach, kiedy to mogło się stać. I znowu zatopiłem się we wspomnieniach, które nie były gotowe do odtworzenia. Jęknąłem z frustracji i bólu. Na samo wspomnienie, mój żołądek zwinął się w węzeł.

- Tydzień śmierci Daniela - wyszeptałem. Nie mogąc się powstrzymać, podszedłem do niej.

Kiwnęła głową w potwierdzeniu.

- Od dwóch tygodni zażywałam dziurawca, a przez te wydarzenia całkowicie zapomniałam o jego wpływie na leki.

Stałem w ciszy, nie mogąc nic powiedzieć. Zostanę ojcem, ten fakt jeszcze do mnie nie dotarł.

- To nie było celowe. Nie chciałam zarzucić na ciebie sieci i nie chcę twoich pieniędzy.

- Wiem, Bello - powiedziałem miękko. I zrobiłem to. - Nie potrzebujesz pieniędzy, czy nazwiska. Ale... - przerwałem, nie będąc pewien, co to dla nas znaczy.

- Nie proszę, żebyś przyjął mnie z powrotem - powiedziała, wpatrując się w swoje kolana. - Właściwie, to nawet nie jestem pewna, czy chciałabym wrócić. - Ostatnia część uderzyła we mnie jak tona pieprzonych cegieł. Nawet nie brałem pod uwagę takiej możliwości. Czy nadal mnie kochasz?

- I to nie dlatego, że cię nie kocham, ponieważ kocham cię, tak cholernie mocno - powiedziała, ale tym razem jej słowa były twarde i cholernie prawdziwe. Przynajmniej część mnie wierzyła w to. - Jednakże, nie dam rady, Edwardzie. Nie poradzę sobie, jeśli sprawy przerosną cię i odejdziesz. Ode mnie i mojego dziecka.

Pomimo tonu i popędliwości w oczach, jej słowa uderzyły we mnie, jakbym dostał obuchem.

Kurwa. Kurwa. Kurwa! Najbardziej uderzyła mnie jedna rzecz, którą powiedziała.

- Nasze dziecko, Bella - rzuciłem. To będzie nasze dziecko, nie tylko jej.

Jej oczy szybko odnalazły moje i mogłem w nich dostrzec ból. Ta reakcja mnie zabolała.

- Czy ty... zamierzasz mi ją odebrać?

O Boże.

- Bella, kurwa... nie mógłbym ci tego zrobić.

Kiwnęła głową, a łzy popłynęły w dół po jej policzkach. Ulga pojawiła się w jej oczach.

- Nie rób tego, Edwardzie - wyszeptała zdesperowanym tonem.

- Czego?

- Znowu odejdziesz - powiedziała. - Wiem, że tak zrobisz. Potrzebuję cię tutaj.

- Przecież powiedziałaś, że nie chcesz do mnie wrócić - krzyknąłem na nią, zarzucając jej własne słowa. - Czego ty do cholery ode mnie oczekujesz?

- Jestem zdezorientowana, tak samo jak ty! - krzyknęła, zamykając oczy. Ciemne rzęsy zatrzepotały na jej bladej skórze. Przez chwilę zatraciłem się w tym widoku. Boże, jak bardzo bym chciał móc cofnąć czas. Chciałbym nigdy nie znaleźć tej płytki, zapomnieć o tym, ale nadal tu byłem. Brzydka prawda wypłynęła na światło dzienne, a ja byłem jej częścią. Część mnie wierzyła, że chciała mi wyjawić prawdę w delikatny sposób.

- Kochaj mnie - wyszeptała, powtarzając moje słowa z poprzedniej nocy.

- Zawsze - odpowiedziałem.

- Nie odchodź.

Mój głos był zachrypnięty, a gardło ściśnięte.

- Nie mogę zostać.

- Jeśli odejdziesz - powiedziała, zamykając oczy i kładąc się z powrotem na łóżku - nie wracaj do mnie.

Sens jej słów był oczywisty. Jeśli wyjdę ze szpitala, nie mogę do niej wrócić, tylko do naszego dziecka.

- Muszę to wszystko przemyśleć, kochanie - wyszeptałem, moje czułe słówko nie brzmiało dobrze, w świetle ostatnich wydarzeń. Jednakże musi zrozumieć. - Wszystko w mojej głowie jest pogmatwane. Muszę wszystko sobie poukładać i sprawdzić, czy to ma sens. Nie mogę tego zrobić tutaj!

- Wiesz, że muszę przejść operację, która może zagrozić życiu naszego dziecka, a jedyną rzeczą, o której teraz myślisz, to ucieczka! - krzyknęła, powodując wzrost jej tętna. Jej oczy i czoło zmarszczyły się, gdy gapiła się na mnie.

- Nie mogę... nie chcę... dobra - powiedziałem, poddając się.

- Taa, cokolwiek - wymamrotała, zamykając oczy i przerywając mi.

- Spójrz, powiedziałem dobra - rzuciłem. - Zostaję do cholery, a twoją jedyną odpowiedzią jest cokolwiek?

Otworzyła oczy i nareszcie dostrzegłem jej słaby punkt. Coś czego nie widziałem od śmierci Daniela.

- Co mam niby powiedzieć? Dziękuję? To oczywiste, że nie chcesz zostać. Nie chcę cię powstrzymywać, więc uciekaj i ukrywaj się.

Gapiłem się na nią, nawet jeśli jej oskarżenie było na miejscu. Przez całe życie uciekałem przed wszystkim, co może mnie skrzywdzić.

- Co, Edwardzie? To coś, w czym jesteś dobry.

Zignorowałem ją, widząc w jej oczach pozory prawdy. Była zdezorientowana tak jak ja. Chwyciłem krzesło i przysunąłem je bliżej łóżka. Nie mogąc się powstrzymać, wziąłem jej dłoń w swoją. Moje palce delikatnie sunęły po jej kostkach i dłoni. Mogę udawać jeszcze przez jakiś czas. Czy ona jeszcze mnie kocha?

- Powiedz mi, jakie mamy możliwości? - spytałem miękko.

- Są leki, które mogą zmniejszyć mięśniaka, ale mogą zaszkodzić dziecku. Więc ta opcja nie wchodzi w grę - powiedziała prawie jak robot. To powinno być moje pierwsze ostrzeżenie przed załamaniem się. - Jest kilka rodzajów zabiegów, które mogą wykonać. Wszystkie niosą za sobą pewne ryzyko dla dziecka. Ale lepiej je przeprowadzić teraz, zanim dziecko będzie zbyt duże. Zostało jeszcze czekanie, czasami hormony ciążowe same pozbywają się niebezpieczeństwa. Ale w moim przypadku guzy są zbyt duże, co jest niebezpieczne dla naszej dwójki.

Nie tylko istniała możliwość stracenia dziecka, ale również jej. Nie ma takiej opcji. Chociaż była nieplanowana ciąża, strata dziecka zniszczy nas oboje.

- Jak myślisz, co jest najlepszą opcją?

- Operacja z małymi nacięciami, lekarz powiedział, że to najmniej narusza macicę, co jest najlepsze i najmniej szkodliwe dla dziecka.

- Ale to będzie wymagało od ciebie dłuższego czasu na regenerację - powiedziałem. Kiwnęła w potwierdzeniu.

- Jak szybko mogą przeprowadzić operację? - spytałem, całując ją w kostki u dłoni.

- Jutro rano, jak tylko moje żelazo wróci do normy - powiedziała cicho.

- Myślę, że to najlepsze wyjście - wyszeptałem. - Jeśli miałbym więcej czasu na poszukanie informacji, dałbym ci bardziej wyczerpującą odpowiedź. - Uśmiechnąłem się nieśmiało, a jej spojrzenie złagodniało. Wyciągnęła rękę i delikatnie przebiegła palcem przez moje usta.

Boże, jak ja ją kocham.

- Dlaczego mi nie powiedziałaś, Bello?

Wzruszyła ramionami.

- Nie chciałam cię przestraszyć.

Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Oboje siedzieliśmy w ciszy, unikając przysłowiowego słonia w pokoju. Musimy przestać udawać.

- Dlaczego, Bello?

Mimo tylko dwóch słów, mój głos załamał się w bólu.

- Jesteś pewny, że chcesz to usłyszeć teraz? - Kiwnąłem głową. Westchnęła. - Chciałam pomóc twojej rodzinie przez pomaganie tobie.

- Tu nie chodziło o pieniądze - powiedziałem, dodając to jako fakt, a nie pytanie.

- Nigdy nie prosiłam o nic więcej niż zwrot kosztów - odpowiedziała. - Brat Juliana zaoferował, że zapłaci mi miesięczną pensję za poświęcenie całego wolnego czasu Julianowi.

Myślałem o tym przez chwilę.

- Jacob - powiedziałem. Wiem, że musiał być pierwszym.

- Spotykaliśmy się w liceum. Kiedy wyjechałam na studia, nie ciągnęliśmy tego dłużej. Był moim pierwszym obiektem w ramach projektu na zajęciach - powiedziała, kręcąc głową i krzywiąc się. - Pisałam referat opisujący badania nad zachowaniami ludzkimi u różnych osobowości. Seksowna, pewna siebie kobieta kontra słodka, niewinna dziewczyna. Słodka i niewinna działała na niego, ale nie próbowaliśmy się umówić po raz kolejny. Nie pozwalałam, żeby to poszło dalej, niż flirt. Jednakże, Sam poprosił o pomoc, ponieważ zauważył różnicę w Jacobie, odkąd zaczęliśmy się ponownie spotykać. Próbowałam mu wyjaśnić, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, ale opowiedział mi jak Jacob zaczął sypiać z każdą i jakie to miało konsekwencje.

- Wtedy zdecydowałam, że nie chcę żeby stał się taki, jak mój brat. Więc zaczęłam się z nim umawiać na poważnie, ale nie porzuciłam moich badań. Wiem, że to brzmi jakbym była bez serca, ale wtedy tak to widziałam.

Kiwnąłem, cicho prosząc, by kontynuowała.

- Wtedy wszystko poszło w diabły - powiedziała drżącym głosem. - Brianna umarła, a Jordan ledwo przeżył. Miałam oparcie w Jacobie. Próbowałam nie analizować wszystkiego, ale robiłam to, na bieżąco uzupełniałam jego akta. Myślałam o tym bardziej jak o dzienniku, przynajmniej taka była moja wymówka.

- Z biegiem czasu chciałam zobaczyć co się stanie, jeśli będę sobą. Już wtedy chodziłam do klubów, ubierałam się inaczej i zaczęłam chodzić na lekcje tańca. Stałam się bardziej pewna siebie. Wykorzystałam to w trakcie moich badań. Moja osobowość zaczęła zmieniać się w tą, którą stworzyłam na potrzeby badań. Nie polubił nowej mnie, ponieważ stałam się zbyt przebojowa. Zerwałam z nim bez zawahania. Byłam suką. Użyłam jego firmowej wymówki: "To nie twoja wina, tylko moja".

Bella przerwała i wskazała na plastikowy kubek na stoliku obok mnie. Chwyciłem go i pomogłem jej się napić. Wyszeptała podziękowanie, oddając mi kubek.

- Przyszedł kilka dni później, błagał żebym do niego wróciła. Powiedziałam, że nie mogę tego zrobić i pokazałam jego akta. Oczywiście był zły. Nie widziałam go prawie miesiąc. Pewnego dnia stanął w moich drzwiach i prosił o pomoc. Przespał się z żoną Sama i czuł się okropnie. Czuł się winny tej sytuacji. Dostrzegł kim się stał i znienawidził się za to.

- Pomogłaś mu uświadomić sobie, że może być coś więcej niż tylko seks. A seks czasami niesie za sobą konsekwencje.

Kiwnęła głową.

- Randkował przez kilka miesięcy i był zadowolony z siebie. Znacznie bardziej spełniony. Poczuł coś głębszego do kilku kobiet, ale to nie były te jedyne. Aż do barbeque.

- Wtedy poznał twoją kuzynkę.

- Tak, a reszta to historia. Nie miałam zamiaru kontynuować moich badań, aż nie pojawiła się Maria.

- Żona Juliana? - Nie mam pojęcia, dlaczego chciałem to wiedzieć, ale czułem, że muszę. Musiałem się dowiedzieć jaka jest różnica pomiędzy mną, a nimi. Kiwnęła głową.

- Maria była moją współlokatorką na studiach i dodatkowo razem chodziłyśmy na lekcje tańca. Julian był naszym instruktorem i przyjacielem Marii. Kilka razy próbował do mnie podbijać, ale totalnie go ignorowałam. Wiedziałam, że podoba się Marii, ale wiedziałam również, że jest graczem. Jednej nocy, wracając do naszego mieszkania, zostałyśmy napadnięte.

- Ja i Maria nie żyłyśmy w dobrych stosunkach z wieloma dziewczynami Juliana. Brat jednej z nich przytrzymał mnie, zmuszając do patrzenia jak moja koleżanka jest bita. Kiedy nadeszła moja kolej, myślałam: "troskliwy braciszek pomyślał, że może iść ze mną na całość". - Wstrzymała oddech i wiedziałem, że znowu przeżywa tą chwilę. Wolną dłoń zacisnąłem w pięść, nawet po tym wszystkim, miałem ochotę dorwać gościa i mu przyłożyć. - Znokautował mnie, więc nie pamiętam za dużo, ale ktoś nas znalazł, zanim ten mógł posunąć się za daleko. To był brat Juliana, David.

Spojrzałem na nią i zauważyłem w jej oczach smutek i ból.

- Wziął nas do domu i oboje opatrzyliśmy Marię, ponieważ odmówiła pojechania do szpitala. Wtedy David znalazł mój dziennik o Jacobie. Kiedy Maria spała, błagał mnie o pomoc dla swojego brata. Mówiłam mu, że nie mogę się tego podjąć. To zajmuje za dużo czasu, a ja pracowałam podczas studiów. Ubezpieczenie rodziców ledwo pokrywało koszty leczenia Jordana. Powiedział, że pokryje wszystkie moje wydatki.

- Maria? - spytałem zaciekawiony.

- Nie mogłam tego zrobić bez jej zgody, David i ja powiedzieliśmy jej. Na początku była zła, ale kilka dni później, zgodziła się. Julian jej nie wierzył, kiedy powiedziała, kto nas napadł.

- Dlaczego poprosiłaś moją rodzinę o pieniądze?

Westchnęła, odwracając wzrok ode mnie. Przez chwilę wyglądała, jakby układała myśli.

- Byłeś pierwszym, przy którym poprosiłam o całkowitą rekompensatę i miałeś być ostatni. Wiedziałam, że będziesz problematyczny. Poszperałam trochę i okazałeś się najgorszym przypadkiem.

Kiwnąłem głową, nie rozumiejąc, ale przyjmując to do wiadomości.

- A co z lokalizacją twojego mieszkania i dlaczego chodzisz na naszą siłownię? - spytałem.

- To czysty przypadek - odpowiedziała, patrząc na mnie. - Znalazłam to mieszkanie zanim wzięłam twoją sprawę.

- Powinienem cię nienawidzić - powiedziałem stanowczo. Jednakże te słowa paliły moje usta. Nawet jeśli prawda wypaliła dziurę w mojej klatce piersiowej, nie mogłem jej nienawidzić.

- Powinieneś.

- Teraz powinienem na ciebie krzyczeć.

- Możesz. - Wiedziałem, że mi na to pozwoli, tak jak noc wcześniej. Czuła, że zasługuje na to, ale dlaczego?

Kurwa, to wszystko jest cholernie mylące. Nie mam pojęcia, co jest prawdziwe, a co jest częścią tej farsy.

- Dlaczego tego nie robię?

- Myślę, że to dlatego, iż martwisz się o mnie - powiedziała cicho. Skinąłem głową. - Mimo wszystko, nie chcesz mnie skrzywdzić.

- Co powinienem zrobić? - spytałem, kładąc głowę na łóżku, z jej dłonią nadal w mojej.

- Jeśli musisz wyjechać, to zrób to, Edwardzie. Nie będę cię zmuszać do zostania - wyszeptała z cichym szlochem opuszczającym jej usta. Milczałem. - Idź do domu i prześpij się. Zgodzę się na jutrzejszą operację. Jeśli musisz uciec, to jedź. - Jej palce przebiegły przez moje włosy, uspokajając mnie. Fakt, że możemy już do siebie nie wrócić, był bolesny. Nie do tego co było.

Zaszlochałem cicho, powodując u niej to samo.

- Kochasz mnie, Bello?

- Kocham.

Część mnie uwierzyła jej, ale inna część zastanawiała się, czy nie odtwarza ona jednego ze swoich filmików. Kiwnąłem głową, szybko wstając. Na chwilę zamknąłem oczy, nie będąc w stanie spojrzeć jej prosto w twarz. Wiedziałem, że jeśli to zrobię, to nigdy nie odejdę. Pochyliłem się, wiedząc gdzie leży jej głowa i pocałowałem ją w czoło. Odwróciłem się szybko i uciekłem z sali, zostawiając ją. Podziwiałem Bellę za niezwykłą wytrwałość, ponieważ usłyszałem jej płacz, będąc dopiero na końcu korytarza. Nawet nie musiałem się odwracać, by wiedzieć, że Nessie i Alice weszły do jej pokoju jak tylko wyszedłem.

Jacob i Jasper próbowali mnie powstrzymać, ale Carlisle stanął pomiędzy nami i pozwolił mi odejść.

- Pieprzony tchórz - wysyczał Jacob, kiedy ich mijałem. Tak, jestem tchórzem, ponieważ znowu to robię. Opuszczam ją, wiedząc, że w jakiś sposób ją skrzywdzę. Ale też jestem pokrzywdzony i muszę to przemyśleć, odpocząć od tego. Część mnie wiedziała, że bez niej, nigdy nie będę w stanie odetchnąć pełną piersią.

~oOo~

Przez ponad tydzień biegałem i pływałem do utraty sił. To był jedyny sposób na powstrzymanie snów i koszmarów. Raz nawet po tym, zdarzyło mi się obudzić zlany zimnym potem.

Myślałem, że po wyjeździe z Seattle będę mógł żyć normalnie. Jednakże, było ciężko bez mojego serca. Wcale nie było łatwiej odetchnąć i przemyśleć to wszystko. Tym bardziej, że podczas ostatniego joggingu natknąłem się na małą Becky. Tą samą małą dziewczynkę, którą znaleźliśmy z Bellą nad wodospadem.

- Edward! - krzyknęła, owijając swoje malutkie ramiona wokół mojej nogi. Jej matka dogoniła ją i przeprosiła.

- W porządku. Miło cię znowu widzieć, Becky. - Uśmiechnąłem się. Odpowiedziała tym samym i poprosiła, żebym wziął ją na ręce. Spojrzałem na jej matkę, która kiwnęła, zgadzając się na to.

Podniosłem Becky, a ona owinęła ramiona wokół mojej szyi.

- Gdzie jest Bella? - spytała, rozglądając się wkoło, jakby oczekiwała, że Bella dołączy do nas.

- Została w domu, w Waszyngtonie.

- Powinna być tutaj z tobą, Edwardzie.

- Zgadzam się - przyznałem szczerze. I to była prawda, powinna być tutaj ze mną. Boże, jak ja chciałem, żeby była tutaj ze mną - naprawdę.

- Więc... - urwała.

- Więc... - powtórzyłem, unosząc brew w pytaniu.

- Kiedy ślub?

Westchnąłem i prawie to straciłem. Próbowałem utrzymać w ryzach emocje, ale poczułem ból na jej słowa.

- Nie żenię się z Bellą, Becky.

- Tak, żenisz się. Musisz patrzeć, zobaczyć i słuchać. - Spojrzałem na nią zaciekawiony, gdzie usłyszała te słowa. Uśmiechnęła się, kładąc dłoń na mojej piersi. - Swoim sercem.

Kiedy wróciłem do domku na plaży, ruszyłem prosto do mojego laptopa. Usiadłem przy stoliku kawowym, drwiąc z siebie samego. Muszę zobaczyć. Nacisnąłem przycisk, włączając urządzenie i zauważyłem, że płytka jest nadal w środku. Otwarłem napęd i znalazłem ją. Bella napisała na niej te same słowa: patrz, zobacz i słuchaj.

Wsadziłem płytkę do napędu, czekając aż laptop ją odczyta i kliknąłem na folder z dziennymi sprawozdaniami. Chociaż już oglądnąłem kilka pierwszych filmików i znienawidziłem je, musiałem wiedzieć. Co? Nie mam pojęcia. Był wpis zrobiony w piątek, kiedy się poznaliśmy, godzina dodania to 2:32 nad ranem. To było po tym, jak spotkaliśmy się w klubie, gdzie zrobiłem z siebie dupka, będąc zazdrosnym o obcego faceta. Kliknąłem na plik.

Na filmiku Bella siedziała przed komputerem w niebieskim, jedwabnym szlafroku.

- Wróciłam z klubu, gdzie spotkałam się z Edwardem i jego rodziną. Wieczór zaczął sie tak, jak oczekiwałam. Ale jestem zbyt blisko Rose i Alice, obie nalegały na kolację. Zadały pytanie, które każdy zadaje: dlaczego to robisz? Odmówiłam odpowiedzi, ponieważ nie muszą tego wiedzieć. Wygląda na to, że martwią się o mnie, ale nie mają o co. Jestem dużą dziewczynką.

Westchnęła i pokręciła głową z uśmiechem.

- Wróćmy do Edwarda, pojawiło się coś, czego się nie spodziewałam. Nie, to nieprawda. Poczułam to już, kiedy spotkałam go po raz pierwszy. Po prostu nie oczekiwałam, że znowu to poczuję. Kiedy przyjechał do klubu, mogłam poczuć, kiedy przekroczył próg. Wyczułam go. I do diabła, to mnie przeraża. Wzięłam dziś jako formę wsparcia obiekt numer dziewięć: Mike'a i mojego klienta Tylera. Nie chciałam wykorzystywać kogoś zupełnie obcego. Chciałam tylko zobaczyć, czy Edward będzie zazdrosny lub czy poczuje potrzebę chronienia mnie. Nie spodziewałam się tego tak wcześnie, ale pokazał pierwsze objawy tych uczuć przy Jamesie, i nawet przy Emmecie.

Bella przebiegła palcami przez swoje włosy, zanim kontynuowała:

- Muszę przyznać, że poczułam zazdrość, kiedy zaczął tańczyć z kimś innym. Jednakże, nie odrywał ode mnie swojego spojrzenia. Podobało mi się to, nawet bardzo. Patrzył na mnie w taki sposób, że dreszcze przebiegały przez moje ciało. Musiałam opuścić parkiet, zanim zrobiłabym coś głupiego.

Uśmiechnęła się rozkosznie, uśmiechem, który widziałem wiele razy.

- Jak dosiąść go - powiedziała, śmiejąc się miękko. Jęknąłem, uwielbiając ten pomysł. - Zeszłam z parkietu, ale musiałam go dotknąć. To zbyt szybko jak na mnie, by dotykać kogoś, ale nie mogłam się oprzeć. To było tylko muśnięcie palców na jego plecach, ale to był rodzaj obietnicy. Myślę, że zrozumiał przekaz.

Wywróciła oczami, przeklęła pod nosem i delikatnie zadrżała. Zachichotałem, nikt nie przegapił by tego gówna.

- Opuściłam parkiet i spotkałam truskawkową cizię, czytaj Tanyę. Co on sobie do cholery myśli? Jak mógł się przespać z kimś, kto widział jak sypia z jedną za drugą? Część mnie odmawiała uwierzenia, że jest zupełnie bez serca. Ale jego reakcja nie okazywała skruchy, tylko zmartwienie o moją reakcję. Zrobiłam małe poszukiwanie informacjina temat Tanii, kiedy rozmawiałam z Davidem, zanim podjęłam się tej sprawy. Pamiętałam skądś jej imię. W swojej kartotece medycznej ma wzmiankę o problemach psychicznych i jest pacjentką jednego z moich miejscowych kolegów. Może stanowić zagrożenie, więc ustaliłam kilka faktów z Davidem. Ona nie będzie już obsługiwać Cullenów.

Tanya ma problemy psychiczne, kurwa. Nie miałem cholernego pojęcia. Chryste, ile razy Alice ostrzegała mnie przed ignorowaniem zalotów Tanii?

- Tak na wszelki wypadek - kontynuowała sprawozdanie Bella. - W każdym razie, po małej rozmowie z Edwardem, z tego co o nim wiem, starał się użyć przebiegłej taktyki. Prawie dałam się na to nabrać. Niestety jego nos drgnął. Nie jest gotowy, żeby się do kogoś zbliżyć, ale wszystko w swoim czasie. Tańczyliśmy, ale to poszło za daleko, za szybko. Kurwa. Nie mogę nic na to poradzić. Nigdy tak nie tańczyłam z obiektem po tak krótkim czasie. - Westchnęła Bella, kręcąc głową.

- Chciałam więcej, na szczęście Edward chciał się napić. Kiedy wróciliśmy do jego rodziny w pokoju dla VIPów, zdecydowałam się rozpocząć pułapkę. Dałam znak Mike'owi i Tylerowi. I muszę przyznać, że nie spodziewałam się zobaczyć zaborczego charakteru Edwarda po jednym dniu. Myślałam, że poranny incydent z Jamesem to tylko walka o terytorium, jak sikanie na odległość. Faceci! Ale w klubie, Edward jasno pokazał, że nie zostawi mnie z Mike'iem i właściwie powiedział mi, że nie mogę z nim wyjść. Po kłótni pokazał swój słaby punkt. Był naprawdę zainteresowany, ale nie wiedział dlaczego.

Na ekranie Bella wstała i zaczęła krążyć po pokoju.

- To za wcześnie, żeby dowiedział się, że znam Jacoba. O wiele za szybko, ponieważ jeśli jest tak bardzo zazdrosny o obcych, to nie mogę sobie wyobrazić jak zareaguje na mojego byłego. Muszę zadzwonić do Jake'a. Muszę wiedzieć co się wydarzyło pomiędzy nimi. Okej, to na tyle, do poniedziałku.

Filmik się skończył, a odtwarzacz automatycznie włączył kolejny z niedzieli. Dzień, kiedy spotkaliśmy się na siłowni. Kliknąłem play.

Chodziła po pokoju w niebieskich, bawełnianych szortach i czarnym, sportowym staniku, kurwa.

- O Boże, prawie... cholera. Właśnie wróciłam z mojej pierwszej wycieczki na nową siłownię i kogo tam spotkałam? Jego. Edwarda. Cholera. Nie przygotowałam się do tego spotkania. Prawie wyszłam. Jacob i Nessie mieli przyjść na mały sparing, ale odwołali spotkanie. Całe szczęście. To mogłaby być katastrofa, gdyby zobaczył Jacoba. Kurwa. Wygląd Edwarda zapierał dech w piersiach. Miałam ochotę go polizać. Jestem cholernie poważna. Chciałam zlizać pot z jego klatki piersiowej. Kurczę. Jestem w tym za głęboko i to po trzech dniach! Muszę odejść. Jutro po pracy zadzwonię do Alice i umówię się z nią na spotkanie, czy coś. Nie mogę tego robić. On... Kurwa. Jestem dla niego zbyt interesująca. Znaczy się, to zdarzało się wcześniej. Zawsze jest pewien poziom atrakcyjności. Ale to jest skok na wykresie, poza skalą.

Odwróciła się od kamery i złapała coś stojącego obok. Przyłożyła do ust butelkę wody, pijąc chciwie. Przekląłem moją reakcję na tak prostą czynność, gdy obserwowałem jak kropla wody spływa w dół jej podbródka i kapie prosto na jej biust.

Kiedy skończyła, otarła usta palcami.

- Potem odkryłam kolejną wspólną cechę, sparing. Cholera. Myślałam, że dobrym pomysłem będzie ponowne przetestowanie jego obronnej natury. Zadziałało, kiedy myślał, że zrobił mi krzywdę. Naprawdę próbował mnie pocieszyć, więc jest w nim współczucie, co jest słodkie. Chciałam odkryć jego waleczny charakter i zobaczyć czy powstrzyma go fakt, że jestem kobietą. Nie miał oporu, żeby pochwalić się tym co umie. Ja nie pozostałam mu dłużna. Zaskoczyłam go, kiedy go dosiadłam. - Kąciki jej ust drgnęły w uśmiechu, gdy utonęła we wspomnieniach. - Był pod wrażeniem i zauważyłam jak bardzo mu się podobam. - Jej usta wygięły się w uśmiechu. - Prawie go pocałowałam.

Pragnęła mnie tak samo jak ja jej. Kontynuowałem oglądanie filmików. W poniedziałkowym wspomniała o naszym lunchu i o podejrzeniach, dlaczego Jacob pojawił się wtedy. Powiedziała również, że rozmawiała o swoim odejściu z moją rodziną, ale oni przekonali ją, żeby tego nie robiła. Wydawało się, że niechętnie to kontynuuje. Wspomniała również o naszym zbyt szybkim pocałunku. Nie spodziewała się, że tak szybko pozbędę się karty SIM, żeby się z nią umówić. Wyjaśniła jak pozytywnie zdałem pierwszy test: "Pijana Bella".

Wtorek składał się z naszego wspólnego dnia: lunchu i spotkania z Danielem.

- Wygląda, jakby się o mnie martwił. Znowu jego opiekuńcza natura wyszła na powierzchnię. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o poprzedniej nocy, odkryłam, że nie mogę go oszukać. Powiedziałam mu prawdę, że go sprawdzałam. Nie powiedziałam dlaczego go testowałam, ale przyjął to całkiem nieźle. Umówiliśmy się na kolację u mnie. Przed nią, miałam sesję z Danielem. Edward właściwie rzucił się, żeby mnie chronić. Uważam, że to jest podniecające, ale nie było konieczne. Daniel przestraszył się na śmierć. - Zrobiła notatkę poza ekranem, mamrocząc coś o wpisie do akt Daniela.

- Zjedliśmy kameralną kolację, podczas której karmiłam go, ponieważ zranił się w rękę. Szczerze, to chciałam mieć powód, by patrzeć na jego usta. Wieczór był przyjemny i byłam szczęśliwa, że zrobiłam dla niego mały pokaz. Po raz kolejny, muszę zrobić notatkę, przypomnienie. Weszłam w to za głęboko. Ja... - Pokręciła głową i powachlowała się.

- Lubię go. Nawet bardzo. Sposób w jaki na mnie patrzy doprowadza mnie do szaleństwa, więc pozwolę się ponieść. Pragnęłam go tak bardzo, jeśli nie telefon mojego brata, zatraciłabym się całkowicie. Nie mam pojęcia, co by się stało jeśli byśmy się ze sobą przespali. Czy odrzuciłby mnie? - W filmie uśmiechnęła się i owinęła ramionami swoje kolana. - Boję się.

Oglądnąłem filmiki z całego tygodnia. Oprócz tego z piątkowego poranka, który musiała nagrać, kiedy poszedłem do siebie przebrać się przed pracą. Był to dzień, w którym pojechaliśmy nad wodospady.

- Tu Bella Swan. Edward Cullen jest moim ostatnim obiektem. Po rozmowie z jego rodziną w sobotę, sprawa będzie oficjalnie zamknięta. Nie pozwolę się przekonać. Powód zamknięcia sprawy: zakochałam się w nim. Gdzieś w trakcie pracy zakochałam się i to w mniej niż tydzień. Zobaczyłam coś w jego oczach. Myślę, że on czuje to samo, albo prawie to samo, ale nie jest gotowy przyznać się do tego. Mam nadzieję, że zrobi to w ten weekend. Dzisiaj oddam mu serce. Jeśli po tym weekendzie postanowi mnie odrzucić, ja... - Załkała, a łzy spłynęły w dół jej policzków, kiedy wyłączała kamerę.

Przebiegłem palcami przez moje włosy. Kochała mnie. Kocha mnie. Dlaczego miałaby udawać na filmiku? Nie zrobiłaby tego. Prawda? Został jeszcze jeden plik. Z nocy, kiedy ją zostawiłem, po tym jak Tanya ją prawie zabiła.

Bella siedziała na łóżku, tym razem używała swojego laptopa. Miała czerwone i spuchnięte od płaczu oczy, wytarła spływające łzy.

- Odszedł. Opuścił mnie. Dlaczego mnie zostawił? Pozwoliłam mu. Nawet z nim nie walczyłam, po tym co zrobiła Tanya. Pozwoliłam mu odejść, ponieważ nadal mnie kocha. Jeśli znałby prawdę, jeśli bym mu powiedziała, znienawidziłby mnie. A w takiej sytuacji wiem, że mnie kocha.

- Dowiedziałam się czegoś w piątek. Jacob i Alice to zaplanowali. Chcieli, żebyśmy się z Edwardem w sobie zakochali. Cała rodzina miała motyw i wiem to, odkąd zaczęłam. Ale ta dwójka zadbała o to, by wszystko działo się szybciej. Pierwszy raz na siłowni, Jacob zrezygnował z przyjścia po telefonie od Alice, która powiedziała, że Edward idzie na tą samą siłownię co ja. Wiedzieli, że Edward nie ominie możliwości porozmawiania ze mną. Sparing przyspieszył nasz fizyczny związek. A w poniedziałek, kiedy jedliśmy razem lunch, to Emmett zadzwonił do Alice. Alice zorganizowała to przypadkowe spotkanie z Jacobem, podczas którego zazdrość Edwarda spowodowała, że zapragnął mnie bardziej. Nawet pieprzony poniedziałek z margaritą był zaplanowany. Nie powiedzieli Edwardowi, że przyjdę i vice-versa. Nawet środa była zaplanowana. Zaplanowali wszystko.

- Jestem tak cholernie wściekła. Może gdyby nie interweniowali, Edward i ja spotkalibyśmy się we własnym czasie. Prawdopodobnie wpadlibyśmy na siebie w klubie, na siłowni, albo nawet w pracy. Przecież planowałam współpracę z Esme. - Przez kilka minut obserwowałem jak płacze. - Kocham go, a teraz musiałam pozwolić mu odejść.

Filmik się skończył, a gniew przepłynął przez moje ciało. Rzuciłem laptopem o ścianę. Moja rodzinka próbowała mnie naprawić i prawdopodobnie przez to straciłem jedyną możliwość na prawdziwą miłość. Nie tylko złamali mnie, ale ją też.

Czy mogę ją odzyskać? Czy ona mnie teraz nienawidzi? Czy jeszcze mnie kocha?

Tak wiele emocji, a przede wszystkim tak wiele bólu i złości. A to wszystko dlatego, że moja rodzina mieszała się do mojego życia, naszego życia. Przysłali mi kobietę mojego życia, by złamała mi serce i mógłbym wyciągnąć wnioski z mojej lekcji. W zamian złamali dwie dusze, które zostały połączone do końca życia przez dziecko. Będę musiał znosić ból do końca życia. I nie mam wątpliwości, że nigdy nie odzyskam tego, co było. Wiem, że będę kochał nasze dziecko całym sobą. Ale tam będzie Bella.

Bella. Czy ona mnie jeszcze kocha? Filmiki sygnalizują, że tak. Dlaczego nadal w to wątpię? Powoli wstałem i podszedłem do obrazu mojej matki. Wpatrywałem się w niego, próbując się uspokoić.

Ostatni raz, kiedy stałem tutaj, Bella stała obok mnie. Dzieliłem się z nią moimi myślami i wspomnieniami. Śmiała się i płakała ze mną, a ja kochałem ją za to. Czyżby? Otworzyłem sejf i wyciągnąłem zdjęcie, które przedstawiało dawne czasy.

Mówią, że zdjęcia są warte tysiące słów. Patrząc na nasze zdjęcie, na delikatne rysy jej twarzy i ten błysk w naszych oczach, to zdjęcie mówiło jedno - miłość.

Muszę wrócić do domu, do Belli. Przebiegłem przez dom, wrzucając swoje rzeczy do torby. Po czym zadzwoniłem do pilota, by przygotował się do lotu powrotnego. Zostawiłem wiadomość dla Ruth, że musiałem pilnie wyjechać, prosząc o posprzątanie bałaganu i zajęcie się jedzeniem, które tu zostawiłem.

Mniej niż kilka godzin później, wróciłem do domu. Kiedy tylko wysiadłem z samolotu, włączyłem telefon i połączyłem się z pocztą głosową. Była pełna, odsłuchałem ostatnie wiadomości, kiedy dotarłem do samochodu na parkingu długoterminowym.

- Edwardzie, wiem że ignorujesz nasze wiadomości - powiedział cicho Jasper, jakby bał się, że ktoś go usłyszy. O co do diabła chodzi? - Ale musisz tu wrócić. Bella sobie nie radzi. Ona... Kurwa. Chcą ją przenieść na oddział psychiatryczny. Jeśli ją jeszcze trochę kochasz, musisz ją stąd zabrać. - Sprawdziłem czas i wiadomość była sprzed godziny.

Kurwa. Pojechałem prosto do szpitala i ignorując moją rodzinę, poszedłem prosto do jej pokoju. Carlisle i Alice rozmawiali między sobą jak lekarze doglądający Belli. Moje ciało automatycznie zbliżyło się do niej. Oczy Belli były puste i szeroko otwarte. Leżała na plecach, wpatrując się w sufit. Wyglądała jakby nikogo nie było w sali. Zamknęła się w sobie, tak samo jak kilkadziesiąt razy po samobójstwie Daniela.

- Jak długo jest w takim stanie? - spytałem przez zaciśnięte zęby.

- Odkąd wyjechałeś, Edwardzie - wyszeptała Alice, stojąc za mną.

Zacisnąłem dłonie w pięści, cholera jasna.

- Mogliście mnie poszukać.

Gdybym wiedział, wróciłbym w mgnieniu oka. Bez względu na ból jaki odczuwałem. Alice zignorowała mnie.

- Po operacji przestała jeść i zapadła w taki stan. Nikt nie potrafi jej z tego wyrwać.

- Stwarza zagrożenie dla siebie i dziecka, czekamy na miejsce piętro wyżej - zakomunikował doktor.

- Zajmą się nią, synu - powiedział Carlisle, kładąc dłoń na moim ramieniu. Szarpnąłem ramieniem z dala od niego.

- Chcemy zrobić dla niej to, co najlepsze - powiedziała Alice.

- Przez cholerne przeniesienie. Powariowaliście? To ją zabije - warknąłem. Miałem dość ich pieprzonej pomocy. Wystarczająco wycierpiała przez ich pomoc. Złapałem Bellę w ramiona, dziękując, że nie miała już kroplówki.

- Sir, nie możesz jej stąd zabrać - powiedział lekarz. Spojrzałem na niego.

- Jasne, że tak. Spróbuj mnie powstrzymać.

- Kim ty do diabła jesteś? - pytał lekarz, gdy ruszyłem w stronę drzwi i wyszedłem na korytarz. Moja rodzina obserwowała mnie jak zmierzam w stronę wyjścia.

- Jej narzeczonym.

- Edwardzie, przemyśl to, co zamierzasz zrobić - błagała Alice, kiedy zbliżałem się do mojego samochodu. Udało mi się otworzyć drzwi opuszkami palców. Przez chwilę patrzyłem na Bellę: jej wyraz twarzy nadal był pusty, gdy wpatrywała się w ciemniejące niebo.

- Synu, ona musi zostać w szpitalu. Dla zdrowia dziecka i jej - powiedział spokojnym głosem Carlisle, gdy usadzałem Bellę na siedzeniu pasażera.

- Już dość narobiliście - syknąłem. - Widziałem filmik, w którym odkryła, że też jest pionkiem. Jeśli nie zaczęlibyście ingerować, poznalibyśmy się w swoim czasie.

Zamknąłem drzwi, kiedy przypiąłem Bellę. Alice pokręciła głową.

- My tylko próbowaliśmy pomóc waszej dwójce. - Otworzyłem drzwi od strony kierowcy, spojrzałem na Jacoba i Nessie oraz kilku członków mojej rodziny. Wskoczyłem do samochodu, opuściłem szybę i spojrzałem na nich.

- Odpieprz się, Alice. Potrafię zadbać o swoją rodzinę.

1 30 Seconds to Mars - The Kill