26. Zostawić za sobą
Bella
przed wyjazdem Edwarda
- Kochasz mnie, Bello? - zapytał podejrzliwie, jakby obawiał się odpowiedzi. Jak mógł we mnie wątpić? Nikt nie mógłby udawać tego, co było pomiędzy nami. Myślałam, że brzmiałam szczerze za każdym razem, kiedy wyznawałam mu miłość.
- Kocham - odpowiedziałam, błagając cicho, by dostrzegł szczerość w moich oczach. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, mogłam dojrzeć zmieszanie w jego wzroku. Dostrzeż prawdę, Edwardzie. Kocham go i to się nie zmieni. Część mnie obawiała się, że może nie czuć do mnie tego samego po tym odkryciu. Bałam się, że opuści mnie i nasze dziecko, kiedy będziemy go potrzebować.
Usłyszałam jak westchnął i jego kroki na szpitalnej podłodze. O Boże, nie! W chwili, w której wstał, wiedziałam, że podjął decyzję. Stałam się pustą skorupą, którą pocałował w czoło.
Po czym odszedł. Odczekałam kilka uderzeń serca, zanim wypuściłam zduszony szloch.
Opuścił mnie. Odszedł. Wiedziałam, że na to zasłużyłam, ale nie nasze dziecko. W pewnym sensie pokazał mi, że sama miłość nie wystarczy. Jak tylko coś się między nami dzieje, on ucieka. To zapieczętowało pieprzoną sprawę.
To koniec. Nie będę płakać za kimś, kto mógłby zostawić mnie w takiej sytuacji kolejny raz. Raz wystarczy. Raz, to już za dużo. Pieprzyć go. Nie potrzebujemy go. Będę okłamywać samą siebie, już to robiłam.
Alice weszła do mojego pokoju, krótko po jego wyjściu, a kiedy spojrzała na mnie, jęknęła. Nie byłam pewna skąd taka reakcja, aż nie przemówiła:
- Daj mu czas, Bello.
Ach, spojrzałam na nią wkurzona. Zaprzeczyłam ruchem głowy.
- Nie.
- Bello, proszę, musisz zrozumieć... - zaczęła, ale jej przerwałam.
- Och, rozumiem, że może być wkurzony. Doskonale go rozumiem. Czuje się zdradzony i prawdopodobnie opuszczony. - Otarłam twarz dłonią i przeczesałam palcami włosy, lekko je ciągnąc. - I zgadnij co, czuję dokładnie to samo. Zrobił dziś kilka okropnych rzeczy. Przegiął z tymi pieprzonymi kolczykami. Po czym przyszedł tutaj tylko po to, żeby odejść, gdy powiedziałam mu o jego dziecku. Nie, Alice. To jest cholerny koniec. Nawet jeśli on mi przebaczy, to nie znaczy, że zrobię to samo.
Kłamstwo. Cholera, nawet moje serce wie, że to kłamstwo.
Zamknęłam oczy i próbowałam się uspokoić, zanim wybuchnę i wyładuję złość. Muszę, ponieważ nie powinnam się martwić o nic poza sobą. Muszę się przygotować na to, co nadchodzi. Operacja, powrót do zdrowia i uwiązanie w jednym miejscu. Potem wyjadę, nie mogę zostać w Seattle. Jeśli Edward będzie chciał być elementem w życiu naszego dziecka, to będzie musiał zrobić pierwszy krok.
- Wiesz że będzie.
Niezależnie od tego jak byłam zła, część mnie wiedziała, że nie opuści naszego dziecka. Nie po tym, co stało się z jego rodzicami. Wiedziałam również, że najbardziej obawia się naszego dziecka i nieudanego związku. Coś, czego zawsze unikał, zanim pojawiłam się w jego życiu.
Jego odczucia to już nie moje zmartwienie. Odszedł i prawdopodobnie znowu to zrobi.
Dlaczego mam sobie to wszystko utrudniać poprzez zostanie w Seattle? Za trzy miesiące zacznę trasę promocyjną najnowszej książki. W myślach obliczyłam ile zarobię do końca jej promocji. Nie zamierzam wracać do Seattle.
Jordan
Było cholernie późno, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałem na zegarek i jęknąłem. Chwyciłem telefon i zauważyłem, że to Jacob. Odpowiedziałem:
- Jest trzecia w nocy, lepiej żebyś miał dobry powód.
- Bella jest w szpitalu, Jordan - jego głos był poważny, bez odrobiny humoru.
Nie żartuje. Moja młodsza siostrzyczka jest w szpitalu.
- Dlaczego, Jacob?
- Jej żelazo spadło prawie do zera i robią jej transfuzję.
To miało sens, ponieważ zdarzyło jej się to wcześniej. Nessie zawiozła ją do szpitala, kiedy odwiedzała Bellę w Kalifornii.
- Jak bardzo jest z nią źle? - Usiadłem, opierając się o zagłówek i włączając światło, przez co Julie zaczęła się wiercić obok mnie.
- Nie jestem pewien, ale zostawili ją na noc. Um, jest jeszcze coś. Będzie miała operację.
Westchnąłem. Rok temu Bella wyjaśniła nam, że jej mięśniaki są poza kontrolą i za jakiś czas będzie musiała rozważyć histerektomie1. Nie chciała jej, ponieważ pragnęła mieć dzieci. Źle to przeżyliśmy, a z jej depresją, zmusiliśmy ją do przeprowadzki.
- W porządku, Julie i ja postaramy się być tam jak najszybciej. Zatrzymaliśmy się w hotelu w okolicy. W którym szpitalu jesteście?
Ponad godzinę później spotkaliśmy się z rodziną Edwarda i przyjaciółmi Belli w poczekalni. Nie zdziwił mnie tam brak Edwarda. Pewnie siedzi z Bellą.
Podjechałem wózkiem do pokoju wskazanego przez Alice, ale coś w jej oczach powiedziało mi, że jest gorzej niż myślałem. Muszę to zobaczyć na własne oczy.
Szybko wjechałem do salki i znalazłem moją siostrę leżącą na łóżku, drobną i kruchą. Jęknąłem wewnętrznie. Nienawidziłem widoku jej w takim stanie. To przypomniało mi czasy, kiedy odcinała się od świata.
Kiedyś opowiedziała mi, co czuje, gdy popada w taki stan. Kiedy wyjaśniała, zacząłem rozumieć dlaczego tak trudno jest jej wrócić do rzeczywistości. Zamyka się w swoim idealnym świecie.
Ostatnim razem, gdy zamknęła się w sobie, nasi rodzice dalej tam żyli. Ja mogłem chodzić, a Brianna była szczęśliwą mężatką z dwójką dzieci biegającą wokół. To była jej wizja idealnego świata. Świata, który spieprzyłem.
W realnym życiu leżała w szpitalnym łóżku. Z jakiegoś powodu ból wyrył się na jej twarzy w trakcie snu. Wiedziałem, że coś przeżywa. Tylko co? Było tyle złych wspomnień: moje prawie martwe ciało, Brianna strzelająca do siebie, utrata rodziców w urodziny, czy utrata Daniela, pacjenta. Każde z tych wydarzeń doprowadziło by żywego człowieka do depresji. Chociaż nie moją siostrę, ale czasami zastanawiałem się, czy nie gra przed całym światem.
Podjechałem do łóżka, uważając żeby na nic nie wjechać. Zbliżyłem się jak tylko mogłem i potarłem jej blady policzek swoją dłonią.
- Siostrzyczko - wyszeptałem, nie chcąc jej budzić. Chciałem, żeby odpoczęła. Miała przed sobą operację, a ja chciałem, żeby wszystko się jakoś ułożyło.
- Tylko trzy minutki, bracie - powiedziała miękko, lekko się uśmiechając. Zachichotałem i odsunąłem jej włosy z czoła.
- Ach, śpiąca królewna się obudziła - droczyłem się.
Zawsze ją tak nazywałem, a ona tego nienawidziła. Nigdy nie była typową dziewczyną, ale rano nie była nawet człowiekiem. Otoczona przez tatę, Jacoba (biedny drań) i Jaspera, zamieniła się w chłopczycę.
Mama próbowała ubierać ją w sukienki, kiedy była młodsza, ale pod koniec dnia wracała z potarganymi rajstopami i brudną sukienką. Uwielbiała grać z nami w baseball, czy piłkę nożną. Zawsze pozwalaliśmy jej mieć końcowe przyłożenie lub ostatniego/zwycięskiego gola.
Boże, brakuje mi tego. Nie dlatego, że mogłem chodzić, ale tej bezwarunkowej miłości Belli. Nie było w jej oczach bólu za każdym razem, gdy na mnie spojrzała. Od czasu strzelaniny widziała moją krew i ciało Brianny. Nie zastanawiałem sie nad tym, jaki to miało na nią wpływ.
Przyznała się do tego po swojej katatonii kilka lat temu.
- Hej, nad czym tak ciężko myślisz, Jordan?
Cholera, obudziła się, kiedy mnie coś trapiło. To było jak szósty zmysł, ponieważ nigdy nie umiałem jej skłamać. Nawet jeśli próbowałem, zawsze mnie przejrzała.
- Tylko wspominam stare czasy, sis - powiedziałem tajemniczo. Pocałowałem jej czoło, otrzymując w zamian szeroki uśmiech. To była Bella, którą znałem.
Uśmiechnąłem się, wiedząc, że jest z nią lepiej. Skoro się uśmiechała, wkrótce wszystko powinno się ułożyć. W tym samym momencie, coś sobie uzmysłowiłem.
- Gdzie Edward?
Myślałem, że będzie tutaj siedzieć.
Wypuściła zduszony szloch i próbowała odgonić swój ból. Dlaczego jest zraniona? Co ten drań zrobił mojej siostrze? Musiała wyczuć o czym myślę. Moje emocje zawsze pokazywały się na mojej twarzy.
- Uspokój się. - Ścisnęła moją dłoń. - Pogoń za nim nic nie zmieni - powiedziała cicho, przygryzając dolną wargę. Robiła tak, gdy się denerwowała. - Nie wiem czy chcę, żeby wrócił.
- Co się stało? - Edward był pierwszą osobą, przed którą się otworzyła. Myślałem, że znalazła swoją drugą połówkę. Nawet Jacob nie dawał jej takiego zadowolenia i szczęścia. Co mogło zniszczyć tą czystą i oczywistą miłość?
Bella
Mój brat siedział w swoim wózku, wyglądając na lekko zaniepokojonego i złego. Nie ma wątpliwości, że to drugie uczucie jest skierowane na Edwarda. Jednak, to nie było coś co chciałam. Złość Edwarda była uzasadniona i w pełni na nią zasługiwałam. Wiedziałam co muszę zrobić, leżąc obok Jordana. Spowodowałam mu wiele cierpienia, a to jeszcze nie koniec.
Usiadłam i poprosiłam, żeby mi nie przerywał. Kiwnął głową, ale mogłam dostrzec pytanie w jego oczach. Zaczęłam wszystko opowiadać. Zaczynając od Jacoba i jak to się wszystko zaczęło, po czym przeszłam do Juliana, Marka, Daniela, Chrisa, Reese'a, Jareda, Williama i Mike'a. Jordan siedział cicho, emocje trzymał pod kontrolą, co było dla niego niebywale rzadkie. Wyglądał jak posąg.
- Edward miał być moim ostatnim przypadkiem - powiedziałam miękko, nerwowo bawiąc się palcami. - Alice zadzwoniła do mnie i umówiła się na spotkanie. Zapowiadał się jako najgorszy przypadek. Chciałam to zrobić dla jego rodziny. Bardzo się o niego martwili. Szczerze mówiąc, to sama martwiłam się o nich przez cały czas. Wszystkie jego czyny odbijały się na całej rodzinie. Więc przyjęłam tą sprawę. Jedynym problemem było niesamowite przyciąganie między nami. Powinnam to przerwać już wtedy. Ale nie zrobiłam tego. Chciałam głównie zobaczyć gdzie to nas zaprowadzi i obawiałam się co się stanie, kiedy wyjawię mu prawdę. Zakochałam się w nim w tydzień, może mniej. Zakończyłam sprawę i oddałam jego rodzinie pieniądze.
Westchnęłam i wzięłam kilka głębokich oddechów. Udało mi się powiedzieć dlaczego prawda nie wyszła na jaw i jak Edward się dowiedział. Wspomniałam o Gali, ale nie szczegółowo. Nie miałam pojęcia jak sobie poradzi z tym, co Edward zrobił na Gali. Pomimo mojego gniewu na Edwarda, nie chcę, żeby Jordan czuł to samo.
- Przyszedł tutaj, gdy jego rodzina poinformowała go, że jestem w szpitalu i jest poważnie. Myślę, że nie dał rady tego udźwignąć. Może potrzebuje czasu i dlatego odszedł.
Jordan wypuścił głęboki oddech i odwrócił ode mnie wzrok. Nienawidzę, kiedy tak robi, ponieważ to mój jedyny sposób, żeby rozgryźć o czym myśli.
- Alice i Jacob wspominali coś o komplikacjach związanych z twoją jutrzejszą operacją.
Pociągnęłam nosem, nie zdając sobie sprawy, że płaczę. Jednym ruchem dłoni starłam wilgoć z policzków. Nie sądziłam, że po śmierci Daniela i odejściu Edwarda jestem zdolna do płaczu. Jak widać, myliłam się. Skinęłam głową, potwierdzając jego słowa. Jego oczy spotkały moje, czekając na więcej.
- Jestem w ciąży - powiedziałam.
Oczy Jordana zabłysły złością.
- Zdradzałaś go - zadrwił.
- Nie! - Boże, dlaczego wszyscy myślą, że jestem dziwką?
Jordan wziął kilka głębokich oddechów. Spojrzał na mnie i otworzył usta, by coś powiedzieć, ale szybko je zamknął. Powtórzył to kilka razy, chcąc coś powiedzieć. Całkowicie zabrakło mu słów.
- Muszę już iść - powiedział poważnie, zawrócił wózek i wyszedł.
I w ten sposób, jeden z dwóch najważniejszych mężczyzn w moim życiu, zostawił mnie, dokładnie tak jak jego poprzednik. Rozumiałam ich powód. Zostawili mnie, zostawili mnie, powtarzałam jak litanię w moim zwariowanym mózgu. Po wszystkim co zrobiłam, po miłości do obu. Obaj wybrali, by odejść, zgaduję, że na to zasłużyłam. Zasnęłam chwilę później. Musiałam odpocząć. Muszę przetrwać kolejny dzień, jakby był ostatnim.
~oOo~
Poczułam jak ktoś zakłada mi ciśnieniomierz na ramię, a dźwięk odpinanego rzepa przerwał mój sen.
- Panno Swan, zaczynamy szykować się do operacji.
Kiwnęłam głową i pozwoliłam personelowi szpitala robić to co muszą. Słyszałam jak rodzina Edwarda mówi, że mnie kochają. Nie opuścili mnie. Jeszcze. Spytałam:
- Dzwonił? - Wiedzieli o kim mówię.
- Nie, skarbie - odpowiedział Carlisle, całując mnie w policzek, zanim wjechali moim łóżkiem na salę operacyjną. Edward nawet nie zadzwonił, by sprawdzić co ze mną. Nadal nie umiałam w sobie znaleźć czegoś, żeby go znienawidzić.
- Bello, mam zamiar podać ci znieczulenie. Zacznij odliczać od stu w dół.
Z zamkniętymi oczami przed jasnym światłem, poczułam jak nakłada mi coś na twarz. Czułam obie ręce leżące wzdłuż mojego ciała, miejsce w którym miałam wbitą kroplówkę swędziało. Otaczał mnie cichy dźwięk pracujących maszyn i pikanie.
Kiwnęłam głową, dając znak osobie, która do mnie mówiła, że słyszę.
- Sto… dziewięćdziesiąt dziewięć... - Poczułam jak mgła przysłania moje myśli. - Dziewięćdziesiąt osiem... dziewięćdziesiąt siedem... dziewięćdziesiąt sześć... - i zapadła ciemność.
~oOo~
Czułam się jakbym dryfowała. To było jak pływanie, ale nie byłam świadoma tego, co robię. Odległy głos był jedyną rzeczą przeszywającą mgłę.
- Ignoruje wszystkie twoje telefony. Wyjechał. Wziął odrzutowiec do Kalifornii. - Przestałam słuchać. To nie było coś, czego chciałam słuchać, przypomnienie tego, co utraciłam.
Kolejną rzeczą, której byłam świadoma: siedzę, owinięta ciepłym kocem, na mojej kanapie. Kiedy poczułam jak ktoś pociera moje ramię, zachichotałam i lekko podskoczyłam.
- Wyglądasz jakbyś na chwilę odpłynęła, kochanie. - Edward uśmiechnął się krzywo i roześmiał ponownie na mój zagubiony wyraz twarzy.
Co on tutaj robi? Nie czułam już żalu i straty. Nie powinnam być smutna, ponieważ jestem szczęśliwa. Uśmiechnęłam się do niego i pokręciłam głową. Zwrócił swoją uwagę na telewizor i zaśmiał się.
- Zamierzasz być sukowata jak Rachel, kiedy stuknie ci trzydziestka? - Spojrzał na mnie z rozkosznym uśmiechem. Spojrzałam na niego ironicznie.
- Tobie pierwszemu stuknie trzydziestka, dupku.
Wzruszył ramionami.
- Nie przeszkadza mi to.
- A to dlaczego, mistrzu? - spytałam, kładąc głowę na jego ramieniu.
- Cóż, już udało mi się osiągnąć rzeczy, które chciałem. I kilka, których nie oczekiwałem. - Wyszczerzył się, całując mnie w czoło.
- A co zalicza się do tych nieoczekiwanych rzeczy? - Uśmiechnęłam się, znając już odpowiedź. Ale nadal miło było to usłyszeć.
- Zobaczmy. Nie spodziewałem się, że zakocham się w cudownej brunetce. Nie oczekiwałem, że poślubię ją w mniej niż rok od pierwszego spotkania. I również nie oczekiwałem, że zostanę tatą.
Uśmiechnęłam się, kiedy położył dłoń na moim malutkim ciążowym brzuszku. Byłam już w piątym miesiącu, ale ledwo było to po mnie widać. Jego duża dłoń zaczęła kreślić koła na moim brzuchu. Przesunął się tak, że klęczał przede mną, śpiewając naszej małej dziewczynce:
- You're my sunshine on a cloudy day.
Łzy spłynęły po moich policzkach, gdy wsłuchiwałam się w serenadę do mojego brzuszka. Gdy skończył, pocałował mój brzuch kilka razy i wyszeptał, że kocha swoją małą dziewczynkę i jej mamusię. Zaśmiałam się i przeczesałam palcami jego włosy.
- Nie wiem dlaczego tak się wpatruje w jeden punkt - usłyszałam jak powiedziała Alice, gdzieś z oddali. - Czy nie zachowuje się tak, gdy wpada w stan katatonii?
Rozglądnęłam się po pokoju, zastanawiając się gdzie jest i dlaczego się ukrywa. Co ona do diabła wygaduje?
- Coś się stało, kochanie? - spytał Edward, sadzając mnie na swoich kolanach. Dzięki jego dłoniom głos Alice zniknął. Pokręciłam głową. Nie wiedziałam o co chodzi. Zgaduję, że się przesłyszałam.
Odgoniłam tą myśl i owinęłam ramiona wokół szyi męża. Pocałowałam go w czoło i oba policzki. Kontynuowałam rozsiewanie małych całusów po całej jego anielskiej twarzy, wzdłuż szczęki, aż do jego szyi.
- Kochanie, przeceniasz moją kontrolę - zaprotestował słabo.
- Chcę, żebyś ją stracił, brutalu - zachichotałam, gdy dostrzegłam błysk pożądania w jego oczach.
- Naprawdę nie powinnaś tego mówić - powiedział niskim, uwodzicielskim głosem. Nie mogłam powstrzymać dreszczy podekscytowania przebiegających wzdłuż mojego ciała. Pisnęłam, gdy przerzucił mnie sobie przez ramię i pobiegł do sypialni. Chichotałam przez całą drogę, ciągnąc go za włosy, co uwielbiał. Polizałam jego ucho, na co warknął.
Uśmiechnęłam się złośliwie, kiedy zmierzył mnie wzrokiem. Delikatnie położył mnie na łóżku. Pokręciłam głową i zeskoczyłam z niego, po czym podbiegłam do skórzanego fotela w rogu naszej sypialni.
Jęknął i uniósł brwi sugestywnie. Dokładnie, tygrysie. Chcę małą przejażdżkę.
W pewnym momencie musiałam zasnąć, ponieważ kolejną rzeczą jaką pamiętam było śniadanie w łóżku. Uśmiechnęłam się, gdy mój przystojny mąż karmił mnie owocami, kochając jego ciepłe spojrzenie. Z jakiegoś powodu truskawki były bez smaku, ale zignorowałam to. W tym samym momencie usłyszałam odległy głos, kiedy Edward przyłożył kolejny kawałek owoców do moich ust.
- Ona prawie nic nie je. - Usłyszałam szept Nessie gdzieś za sobą. - Jeśli jej nie nakarmię, to sama nic nie je.
- Słyszałeś to? - spytałam, patrząc na Edwarda.
Uniósł brew, zmieszany.
- Słyszałem co, kochanie?
Rozglądnęłam się po pokoju, ale nie mogłam znaleźć źródła głosu. Przesłyszałam się? Edward, z wyraźną misją rozkojarzenia mnie, zaczął całować moją szyję, dzięki czemu wszystko wkoło znikło. Dni mijały w cudownej rozkoszy. Cieszyłam się, że wzięliśmy trochę wolnego, by spędzić ten czas tylko we dwoje. Większość czasu spędzaliśmy w naszym mieszkaniu, sami. W różnym stanie rozebrania i obijania się. To było cholernie cudowne i kochałam każdą minutę tego.
Wróciliśmy do pracy, kocham moją pracę. Dzięki mojej pozycji robię to, co zawszę chciałam robić, czyli pomagać ludziom. Nadal miałam otwartą praktykę i moje książki, ale pomagałam ludziom i to dzięki rodzinie Cullenów i Cullen Inc.
Rozejrzałam się po biurze, kochałam piaskowy kolor, który tu dominował dzięki Alice i Esme. Wszystkie stwierdziłyśmy, że sponsorzy i ofiarodawcy muszą się tutaj czuć wygodnie, gdy przychodzą się ze mną zobaczyć. To bardzo pomagało, ponieważ środki przychodziły do nas łatwo. Mimo, iż wiedziałam, że to duża zasługa pracowników firmy.
W tym tygodniu otwieramy drugie schronisko, więc postanowiłam popracować nad moją mową. Spojrzałam w górę, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Kiedy sprawdziłam godzinę, wiedziałam, że to nie spotkanie. I Eleanor, moja sekretarka nie zapowiedziała nikogo.
Została tylko jedna opcja: Edward. Przebiegły dupek, stał się nienasycony odkąd wiemy o ciąży. Właściwie, był nienasycony od początku naszego związku. Nie żebym narzekała. Zachichotałam i zdecydowałam, że go trochę przetrzymam. Zapukał ponownie, już mniej natarczywie.
- Wejdź - powiedziałam stanowczo. Ponieważ wiedziałam, że to on, nawet nie podniosłam głowy. Gdy wszedł, wyczułam jego obecność i usłyszałam przekręcanie zamka. Natychmiast zaśmiałam się. Zaplanował to, dupek. Usłyszałam dźwięk zasuwanych żaluzji. Chciał prywatności do tego, co planuje. Wątpię, żeby to dotyczyło interesów. Kretyn. Seksowny kretyn. Taa, też jestem nienasycona. Kto może mnie obwiniać?
- B, musisz wziąć się w garść, proszę - Jasper błagał do mojego ucha. Poczułam jak ktoś przyciska usta do mojego czoła. Co do diabła? Jasna cholera, tracę to. Poczułam ciepły oddech na moim karku, gdy Edward odgarnął moje włosy na jedno ramię. Jego usta rozproszyły mnie, a słowa Jaspera zgubiły się w otchłani mojego umysłu.
- Pani Cullen, ma pani czas? Czy może powinienem umówić się na spotkanie? - wyszeptał Edward do mojego ucha.
Próbowałam powstrzymać uśmieszek, ale zabawnie to wyglądało.
- Cóż, mój czas jest cenny, panie Cullen. Powinieneś wcześniej zadzwonić i upewnić się, że nie mam w planach spotkania. Albo, że już na nim jestem.
Jęknął w moją skórę, lekko ją przygryzając. Cicho pisnęłam, na co zachichotał. Obróciłam się w jego stronę, napotykając jego zielone spojrzenie. Nie mogłam się na niego złościć. Położyłam dłoń na jego karku i przyciągnęłam jego usta do swoich. Z gardłowym jękiem, padł przede mną na kolana. Nie mogąc się oprzeć, wsunęłam palce w jego włosy i przyciągnęłam go bliżej. Jego dłonie podróżowały po moich nogach, kończąc swoją podróż na moich biodrach. Jęknęłam, kiedy jego palce zaczęły drażnić skórę ukrytą pod spódnicą. Chciał się odsunąć, ale przyciągnęłam go z powrotem.
- Mmm, ktoś tu jest dzisiaj zachłanny - powiedział z zadowoleniem. Jęknęłam na jego uśmieszek i pocałowałam go namiętnie. To był dobry sposób, by się zamknął. To nie czas na pogaduszki, mistrzu.
Jego zwinne palce szybko rozpięły mój żakiet i koszulę. Moje dłonie zsunęły się z jego włosów na ramiona i pierś. Jeden po drugim, rozpinałam każdy guzik, wiedząc, że jest niecierpliwy. Po chwili poluzował krawat i go ściągnął. Jednakże, nie lubię pośpiechu, więc wolno przemieszczałam palce po guzikach.
To go wkurzyło. Patrząc na mnie, wstał i rozebrał się do bokserek w ekspresowym tempie. Uniosłam brew na niego, chichocząc.
- Wygląda na to, że nie jestem jedyną zachłanną. - Przygryzłam wargę i ponownie zachichotałam.
Edward warknął żartobliwie i rzucił się na mnie. Palce owinął wokół moich bioder, usadzając mnie na biurku. Jego dłonie pośpiesznie podwinęły moją spódnicę do talii, odkrywając moje ulubione niebieskie majtki. Zanim zdążyłam zaprotestować, wsunął we mnie dwa palce. Zatracając się w odczuciu, moja głowa opadła w tył, jęknęłam. Jego dłoń nakryła moje wargi, a jego oczy pociemniały.
Kiwnęłam głową w podziękowaniu za przypomnienie mi, że mam być cicho. Jego wzrok przemieścił się na moją szyję. Skubiąc i liżąc, oboje pozbyliśmy się mojej bluzki i stanika. W momencie gdy moje piersi zostały wyeksponowane, Edward jęknął, pochylił się i wziął w usta jeden sutek.
Moje biodra poruszały się w zgodnym rytmie z jego palcami. Jęknęłam z przyjemności, gdy szybko doprowadził mnie na skraj. Trzymałam się jego silnych ramion, kiedy poczułam zaciskanie się w brzuchu i spełnienie. Zanim go puściłam, jego cudowne usta przywarły do moich, zagłuszając mój krzyk.
Edward pozwolił mi złapać oddech, opierając czoło o jego klatkę. Poczułam jak jego ciało drży. Dupek się śmiał, spojrzałam w górę, by dostrzec rozbawienie na jego twarzy. Uwielbiał patrzeć jak dochodzę, to było jak poklepanie po plecach dla niego. Dupek.
Ach, odpuszczę mu tym razem. Moje ręce przebiegły w dół jego brzucha, gdzie ścieżka włosów prowadziła do... O, a co my tutaj mamy? Jęknął, przyciskając biodra do mnie. Odrzucił głowę w tył, jego oddech stał się urywany, zamknął oczy, gdy go pogłaskałam. Nie mogąc się oprzeć, ściągnęłam jego bokserki w dół. Jego fiut drgnął, gdy Edward wypuścił jęk ulgi. Drażniłam go dalej, pozwalając czubkowi dotknąć mnie. Warknął, odsunął moje dłonie i wszedł prosto we mnie. Jęknęłam i oparłam się na blacie za sobą. Edward owinął moje ramiona wokół swojej szyi, chwycił moje biodra i wyszeptał:
- Zaczekaj.
Jęknęłam i kiwnęłam, chcąc poruszyć się na nim. Zsunął mnie z blatu i wyprostował się. Nawet jeśli ledwo się przesuwał, kąt i głębokość penetracji była niesamowita. Używając górnych mięśni ciała, trzymał mnie. Owinęłam nogi wokół jego talii. Zdałam sobie sprawę, co on robi i wiedziałam, że będzie nieziemsko. Nasze spojrzenia połączyły się, uniósł mnie i opuścił. Oboje warknęliśmy i jęknęliśmy jednocześnie.
Boże, jest silny. Stojąc, utrzymywał całą moją wagę. Po kilku minutach, podszedł do drzwi mojej wewnętrznej łazienki i oparł mnie o nie. Jego usta pokryły moje, jego miękki, ciepły język walczył z moim.
Edward wchodził we mnie bez przerwy. Poczułam skurcz mięśni i doszłam. Powstrzymując się przed krzykiem, przygryzłam jego ramię. Był bezwzględny. Pchał i pchał. To mi coś przypomniało, ale nie pamiętam, co to dokładnie było. Jego palce oplotły mnie ciasno, jakby miały zostawić siniaki. Nie zwracałam na to zbytniej uwagi, czułam się cholernie niesamowicie. Jego sapnięcia i jęki stały się bardziej szarpane i częstsze. Był blisko. Chciałam zobaczyć jak daleko możemy zajść. Zaczęłam lizać jego szyję i ucho. Wyszeptałam:
- Dojdź dla mnie.
Warknął i pchnął jeszcze dwa razy, aż poczułam jak mnie wypełnił. Odrzuciłam głowę w tył, osiągając kolejne spełnienie i opadając na niego. Z miękkim, ale usatysfakcjonowanym uśmiechem Edward wniósł mnie do łazienki. Usadził mnie na blacie i zajął się czyszczeniem mnie. Ta prosta czynność spowodowała, że znowu zrobił się twardy.
- Przepraszam - powiedziałam miękko. - Ale mam za piętnaście minut spotkanie. Więc to... - złapałam jego twardniejącego fiuta - musi zaczekać, aż wrócimy do domu.
Jęknął i wydął wargi. Pokręciłam głową i pocałowałam go.
- Kocham cię, Bello - powiedział miękko, dociskając swoje usta do moich.
- Koch...
- Nie możesz jej przenieść, Nessie - powiedział Jasper ze złością. Kogo do cholery chcą przenieść? Spojrzałam na Edwarda, który się uśmiechał i całował moją wyeksponowaną szyję.
- Bella - wyszeptał. Wyglądał na zmieszanego, a jego oczy mówiły mi, że się martwi. Czy on też usłyszał Jaspera? Edward wziął moją twarz w dłonie, a na jego własnej wyryte było zmartwienie. - Czy ja cię skrzywdziłem? - spytał, patrząc mi prosto w oczy. Jego ręce wędrowały po moim ciele, gdy nic nie znalazł, położył je na moim brzuchu.
- Moje dziecko - wyszeptał.
Z jakiegoś powodu sposób w jaki to powiedział, przeraził mnie.
~oOo~
Dni mijały i nareszcie wyglądałam jakbym była w ciąży. Moje stopy były obolałe po całym dniu chodzenia w pracy. Chciałam być jak najbardziej sprawna w trakcie ciąży, więc zapisałam się na specjalne treningi dla ciężarnych. Zażywałam moje witaminy i żelazo. To było bardzo ważne, jeśli chcemy, żeby nasz maluszek był zdrowy.
Rzecz w tym, że moje zachcianki nie pomagały. Biedny Edward, o trzeciej trzydzieści w nocy zażyczyłam sobie chińskie jedzenie. Czy w ogóle są otwarte o tej porze? Nie mam pojęcia. W pewnym momencie musiałam przysnąć, ponieważ usłyszałam jego głos:
- Jak długo jest w takim stanie? - to był Edward, ale brzmiał na złego i zimnego. To było jak szept, ale wiedziałam, że to on. Dlaczego nie mogę otworzyć oczu?
- … przeniesienie. Powariowaliście? To ją zabije - Edward nadal był zły. Dlaczego jest zły? Chciałam płakać. Nie mogłam go dotknąć, zawołać go. Nie mogłam go przytulić. - Jej narzeczony - warknął. Narzeczony? Dlaczego tak powiedział? Jestem jego żoną, a on moim mężem. Co się do diabła dzieje?
Poczułam, że się unoszę, ale nie mogłam tego zobaczyć. Dlaczego nic nie widzę? Usłyszałam groźbę w jego głosie.
- Odpieprz się, Alice. Potrafię zadbać o swoją rodzinę.
Zdezorientowana obudziłam się rano. Edward siedział obok mnie w samych bokserkach i ogromnym uśmiechu na twarzy.
- Znam to spojrzenie. Znowu coś narobiłeś?
Spojrzał na mnie niewinnie i podniósł mnie z łóżka, zanim mogłam go powstrzymać. Delikatnie usadził mnie na kanapie i włączył klasyczną muzykę. Odwrócił się i coś mi podał. Wyglądające znajomo czerwone, skórzane pudełko. Uniosłam brew w niemym pytaniu.
- To nic takiego, przysięgam - powiedział ostrożnie. - To coś na co zasługujesz. Tyle dla mnie zrobiłaś. - Pocałował mnie w usta, kładąc pudełko na moich kolanach.
Kiedy otworzyłam pudełko, jęknęłam. W środku były piękne diamentowe kolczyki. Jednakże, to nie był jęk zachwytu, czy szoku. To był jęk bólu. Wyglądały znajomo z jakiegoś powodu. Znam ten powód.
Mój mózg żartuje sobie ze mnie. To nie było prawdziwe, to nie było prawdziwe. Spojrzałam na Edwarda. Wyglądał na szczęśliwego i zakochanego. To nie był mój Edward. Grająca muzyka była kolejnym przypomnieniem, że to jest nieprawda. Kolczyki, przypomnienie tego co zrobiłam.
Edward pieścił mój brzuszek i szeptał, że kocha mnie i nasze nienarodzone dziecko. To przypomnienie o tym, że Edward nigdy tego nie zrobi. Nie kocha mnie aż tak, ponieważ odszedł, nie tylko ode mnie, ale i od naszego dziecka. Nic nie było prawdą. Pocałowałam mojego Edwarda czule, co od razu odwzajemnił. Zanim wciągnął mnie kolejny sen, wyrwałam się. Czas się obudzić.
Edward
Nawiązując do drastycznej terapii szokowej. Obok mnie siedziała miłość mojego życia. Siedziała i gapiła się w okno, bezdusznym wzrokiem. To był właśnie efekt moich pochopnych decyzji, które wpłynęły na osoby, które najbardziej kocham.
Nareszcie dojechaliśmy do jej bloku i udało mi się ją zaprowadzić do mieszkania. Ochroniarze nie zadawali pytań, zgaduję, że ktoś ich powiadomił o pobycie Belli w szpitalu. Jak tylko dotarłem do apartamentu, usadziłem Bellę na kanapie w salonie. Nie poruszyła się, nie przerywając ciszy. Odgarnąłem włosy z jej twarzy. W jej oczach i twarzy nic się nie zmieniło, odkąd wyszliśmy ze szpitala. Szeptałem bez przerwy, że ją kocham i przepraszam za to, że odszedłem, ale nie wypowiedziała żadnego słowa.
Ubrana w koszmarną, szpitalną koszulę i zwykłe, białe majtki, wiedziałem, że chciałaby się przebrać. Złapałem ją i wszedłem do sypialni. Jej włosy były wilgotne, musieli ją właśnie wykąpać w szpitalu. Znalazłem jej ulubioną parę spodni do jogi i top, po czym przebrałem ją szybko. Gdy nic nie powiedziała i nie dała żadnego znaku, że wróciła do świata żywych, przeniosłem ją z powrotem do salonu.
Usadziłem ją na kanapie, uklęknąłem przed nią i chwyciłem jej twarz w dłonie. Jej oczy były puste, bez życia. Nie byłem do tego przyzwyczajony. Nienawidziłem tego spojrzenia. Nienawidzę, gdy jest w takim stanie. Ja jej to zrobiłem. Znowu. Po tym jak obiecałem, że jej nigdy nie opuszczę. Po tym jak obiecałem wysłuchać jej, kiedy będę gotowy usłyszeć prawdę. Po tym jak wyznała mi miłość. Mimo to, wybrałem ucieczkę.
Ja jej to zrobiłem. Jak mogłem myśleć, że mnie nie kocha? To było wypisane na jej twarzy. To było w jej oczach, jej dotyku, w każdym pocałunku i w każdym oddechu, gdy była w moich ramionach.
Zostawiłem ją. Nie dotrzymałem swoich obietnic i załamała się. Ani razu nie powiedziała, że mnie nie kocha. Ani razu nie powiedziała, że musiała odejść. Ani razu ode mnie nie odeszła. Z jej twarzą w moich dłoniach, jej oczy wypełniły się łzami. Nie mam pojęcia, dlaczego zaczęła płakać. Przeraziła mnie, gdy szloch uciekł z jej ust.
- To nie jest prawdziwe - wyszeptała.
Jej spojrzenie złagodniało, zaszklone od łez.
- Dziecinko, jestem tutaj - powiedziałem, całując ją w czoło.
Bella pokręciła głową i poczułem jej dłonie na swojej klatce piersiowej. Odepchnęła mnie. Zaprzeczyłem ruchem głowy i ponownie zbliżyłem się do niej, ale znowu mnie odepchnęła. Nie! Zanim zacząłem błagać, by pozwoliła się przytulić, zeskoczyła z kanapy. Weszła do swojej sypialni i rozglądnęła się po pokoju, jakby się zgubiła.
Podążając za nią, śmiertelnie mnie przeraziła rozpacz w jej oczach. Wyglądała jakby czegoś szukała. Wypuściła zduszony szloch i upadła na kolana.
- To nie była prawda! - krzyknęła, chwytając się za włosy i kołysząc w przód i w tył.
Nie miałem pojęcia o czym ona mówi, ale uklęknąłem za nią i owinąłem ramiona wokół niej. Szlochała w niekontrolowany sposób w moich ramionach. A ja szlochałem razem z nią, nie mogąc się powstrzymać. Skrzywdziłem ją, tak bardzo mocno. Złamałem ją.
Zaczęła cicho śpiewać, pomiędzy szlochami i dreszczami przyszywającymi jej ciało.
- You're my sunshine on a cloudy day.
W kółko to samo, a ja nie mam pojęcia dlaczego to robi. Chciałbym wiedzieć, ale ona nie odpowiada na moje pytania. Próbowałem śpiewać z nią, ale tylko rozpłakała się bardziej. Nie mam pojęcia dlaczego! Byłem zagubiony, nie wiedząc co mogę dla niej zrobić.
Czas jakby stracił znaczenie, nie miałem pojęcia jak długo tak siedzieliśmy. Ledwo zarejestrowałem ból w kolanach od długiego klęczenia. Jedyną rzeczą w moich myślach była załamana kobieta zwinięta w moich ramionach. Wymamrotała coś, ale nie zrozumiałem.
- Co? - wyszeptałem w jej ucho, a moje usta ledwo otarły się o jej skórę.
- Nienawidzę cię.
Zamurowało mnie i poczułem jak moje serce rozpada się na kawałki. Spóźniłem się. Narobiłem zbyt wiele szkód.
- Przykro mi, Bello.
Pokręciła głową, ale nic nie powiedziała. Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut, aż poczułem, że obróciła się w moim uścisku.
Gdy rozluźniłem uścisk wokół niej, stanęła na drżących nogach. Kontynuowała odpychanie mnie, ale nie pozwoliłem jej opuścić moich objęć. Musiałem ją trzymać i wiedziałem, że ona też tego potrzebuje. Po krótkiej walce osunęła się w moje ramiona.
- Kochanie - wyszeptałem. Jęknęła:
- Nie.
Spróbowałem zmienić temat i dodatkowo byłem ciekawy.
- Opowiesz mi gdzie się podziewałaś?
- Byłam w alternatywnym świecie, gdzie oboje byliśmy szczęśliwi i po ślubie - odpowiedziała cicho. - Gdzie pragnąłeś mnie, naszego dziecka i śpiewałeś do mojego brzuszka codziennie.
Jej zwykle słodki i zmysłowy głos stał się niski i zachrypnięty od płaczu.
Nagle chwyciła moją koszulę i krzyknęła w moją pierś. Poczułem łzy spływające z jej oczu, po czym chwyciłem ją mocniej. Próbowała mnie odepchnąć przez jakiś czas. Kiedy jej nie puściłem, uderzyła mnie w klatkę piersiową. Chciałem żeby opowiedziała wszystko. Potrzebowała tego. Ja tego potrzebowałem.
- Zostawiłeś mnie! Zostawiłeś nas! Jak mogłeś? Kiedy potrzebowałam cię najbardziej, ty odszedłeś!
Kiedy na mnie naparła, odsunąłem się od niej. Jej twarz była taka sama, jak na zdjęciach znalezionych w internecie. Ta sama, którą uwieczniono w materiale, gdy była trzymana przez ojca po śmierci Brianny. Ta sama twarz, którą widziałem, gdy moja siostra odprowadzała ją na Gali i gdy zostawiłem ją tydzień wcześniej. Ten wyraz twarzy wyrył się w mojej pamięci.
Jej dłoń wystrzeliła w górę i oparła się o ścianę w celu wsparcia. Kiedy zrobiłem krok w jej stronę, posłała mi spojrzenie, które mówiło, że nie chce pomocy. Powoli ruszyła w kierunku łazienki, zamykając drzwi za sobą.
Po chwili usłyszałem jak wymiotuje, dosyć mocno. Pobiegłem do kuchni i złapałem szklankę wody, a chwilę później znalazłem ją leżącą na podłodze. Spojrzała na mnie.
- Rzeczywistość jest do dupy. Nie miałam mdłości w moim świecie.
Brzmi idealnie, kochanie. Nie dziwię się, że nie chciałaś wracać. Uniosła dłoń, prosząc o pomoc. Po tym jak pomogłem jej stanąć na nogach, wzięła szklankę i napiła się wody.
Spojrzała w lustro nad umywalką i dotknęła swojego policzka.
- Boże, wyglądam jak gówno.
Odwracając wzrok, złapała swoją szczoteczkę. Zaburczało jej w brzuchu.
- Uch, zgaduję, że jestem głodna - stwierdziła nieśmiało.
Uśmiechnąłem się, chcąc ją nakłonić do tego samego. Nie uśmiechnęła się, ale nadal się na mnie patrzyła.
- Coś ci przygotuję. - Kiwnęła głową i wróciła do mycia zębów. Westchnąłem i zamknąłem drzwi za sobą. Wszedłem do kuchni.
Czy się przesłyszałem? Czy nie mówiła, że mnie nienawidzi? Uderzyła mnie kilka razy, ale to było nic w stosunku do tego, co musiała czuć. Jej wahania nastroju i złość wypełniały to miejsce. Nie żebym tego nie rozumiał. Czułem tak wiele emocji, odkąd się pozbierałem. Były to złość, zmieszanie, miłość i zwątpienie, wielkie zwątpienie.
Boże, co jeśli ona znowu udaje? Nie chciałbym już udawać. Chciałem, żeby to było prawdziwe. Musi być prawdziwe.
Wyjąłem kilka rzeczy, których potrzebowałem do zrobienia omletów tak jak mnie uczyła. Chwilę później wyczułem jak weszła do kuchni, wyciągnąłem deskę do krojenia i nóż, by pokroić resztę składników. Westchnąłem. Nie ma pojęcia jak dobrze jest czuć coś tak prostego i normalnego dla nas?
- Który dziś mamy? - spytała.
- Dwudziesty grudnia, kochanie - odpowiedziałem spokojnie.
- Proszę, nie mów tak do mnie.
Kontynuowaliśmy to przez kilka minut, szykując wszystko.
- Tym razem byłam w tym stanie o tydzień dłużej, niż po śmierci Brianny.
- Czy to się często dzieje? - wiedziałem, że miała krótki epizod po śmierci Daniela, ale zawsze umiała z nich wyskoczyć.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Miałam jeden kilka lat temu, gdy podczas kolacji przecięłam się nożem. Byłam z Jordanem i Julie. Po prostu je kończę. Myślę, że to sposób mojego mózgu na chronienie siebie.
- Śnisz cały czas?
- Tak myślę, ale czas wtedy płynie inaczej. Nie wiem dlaczego ten trwał tak długo. Wyciągnąłeś mnie z wszystkich, które miałam po śmierci Daniela. - Przerwała to co robiła i spojrzała na mnie. - Czekaj, przyjechałeś tylko, żeby mnie z tego wyrwać?
Spojrzałem na nią, bojąc się, że znowu ją rozłoszczę. Musiała zobaczyć odpowiedź na mojej twarzy.
- Dupek - wymamrotała. Jej twarz się zarumieniła i mogłem zauważyć, że powstrzymuje się przed wybuchnięciem. - Czy ty w ogóle sprawdzałeś co z nami? - zasyczała przez zęby.
Pokręciłem głową. Upuściła nóż i cofnęła się.
- W takim razie co tutaj robisz? - krzyknęła, a jej oczy ponownie się zaszkliły. Otarła łzy z wściekłością, pokazując jak bardzo jest wrażliwa.
- Chcę tu być, Bello!
Pokręciła głową i chwyciła się za brzuch.
- Kurwa! - Jej oczy się rozszerzyły, zanim odwróciła się i pobiegła do łazienki. Jęknąłem, ale kontynuowałem pieczenie omletów. Wiedziałem, że nie chce mnie tam. Kilka minut później nakładałem omlety na talerze, kiedy Bella wróciła do kuchni.
- Najpierw muszę zjeść, a dopiero po tym porozmawiamy.
Skinąłem głową i podałem jej talerz. Usiadła przy kuchennej wyspie, gdzie rozłożyłem serwetki i ustawiłem szklanki z sokiem pomarańczowym. Usiadłem obok niej i jedliśmy w ciszy. Po kilku minutach Bella powiedziała:
- Opowiedziałam Jordanowi o wszystkim. - Spojrzałem na nią, na jej twarzy widniał ból. - Też mnie zostawił.
Wcześniej mi powiedziała, że jesteśmy dwoma najważniejszymi mężczyznami w jej życiu. Nie mogłem sobie wyobrazić, co musiała czuć, myśląc, że możemy nie wrócić. Chwyciłem jej dłoń.
- Przykro mi, że cię zostawiłem w ten sposób, Bello.
- Nie zostawiłeś tylko mnie, Edwardzie. Zostawiłeś swoje dziecko. - Zrobiła przerwę i wyglądała jakby nad czymś myślała. - Wiem, że jesteś zdezorientowany i zły, ale myślałam, że kochasz mnie na tyle, by zostać. Przynajmniej dopóki byś się nie dowiedział, że wszystko z nami w porządku.
- Tego było zbyt wiele.
Upuściła swój widelec na talerz, zanim go odsunęła. Ledwo co zjadła.
- Myślisz, że o tym nie wiem? Oczywiście, że to dla ciebie za dużo. Dlatego do cholery uciekłeś.
Ze złością, wstałem i wziąłem nasze talerze do zlewu. Nienawidziłem tego, że trafiła w mój czuły punkt. Uciekam przed wszystkim, kiedy chodzi o uczucia.
- To było jedyne o czym mogłem myśleć. Gdybym został, powiedziałbym lub zrobił coś, czego bym później żałował!
- Och, jak powiedzenie czegoś w stylu: Powiedz jej, żeby się tym zajęła? - krzyknęła.
- Nie o tym mówię i dobrze o tym wiesz.
- O niczym teraz nie myślę - krzyknęła. - Nie wiem czy wróciłeś dla mnie, czy z poczucia obowiązku. Nie wiem, czy dalej mnie kochasz. Nie wiem, czy znowu nie uciekniesz. - Zanim mógłbym odpowiedzieć, weszła do salonu.
Jest coś co musi zrozumieć.
- Nie opuszczę cię ponownie...
Przerwała mi:
- Daruj sobie, Edwardzie. Mówiłeś to już wcześniej.
- Przynajmniej nie powiedziałem, że cię nienawidzę!
- Zrobiłeś to, Edwardzie - powiedziała ochrypłym głosem, a jej słowa odzwierciedlały emocje. - Zrobiłeś to, dając mi kolczyki warte ćwierć miliona dolarów za obsłużenie cię.
Kurwa.
- Cóż, ty zrobiłaś to samo, każąc mi wierzyć, że cię zgwałciłem!
Wzdrygnęła się.
- Chciałam wrócić i wszystko naprawić, ale mi nie pozwoliły. - Przebiegłem palcami przez włosy. - Edward, jestem taka zmęczona. Nie chcę już tego. - Spojrzała na mnie lekko błyszczącymi oczami.
- Tego? - spytałem. Delikatność jej głosu mnie zaniepokoiła, a złość wróciła.
- Walki między nami - wyjaśniła. - Jeśli znowu odejdziesz, nie przeżyję tego.
Wiedziałam, że nie ma sensu przekonywanie jej, że nigdzie się nie wybieram. Jednakże, musiałem się czegoś dowiedzieć.
- Tylko odpowiedz mi na jedno pytanie. - Kiwnęła, przygryzając dolną wargę. - W filmikach mówiłaś, że obiekty nigdy nie zakochiwały się w prawdziwej tobie. Zakochiwali się w Belli, którą dla nich stworzyłaś. - Westchnęła i usiadła na kanapie. - W której Belli ja się zakochałem?
Poklepała miejsce obok siebie. Kiedy usiadłem, oparła głowę o moje ramię. Nie mogąc się powstrzymać, pocałowałem ją w czubek głowy.
- Gdybyś zadał to pytanie tydzień temu, odpowiedziałabym, że w prawdziwej - odpowiedziała cicho. Kiedy spiąłem się, uspokoiła mnie pocałunkiem w szyję. - Ale sama już nie wiem. - Westchnąłem, a kiedy spojrzała na mnie, uśmiechnęła się nieśmiało.
- Przez ostatnie sześć lat robiłam wszystko, żeby pomóc wszystkim wkoło. Ale robiąc to, zaniedbałam siebie. Nie pozwalałam sobie na zakochanie się. Nawet nie zamierzałam brać twojego przypadku. Chciałam porzucić tą część mojego życia. Chciałam czegoś prawdziwego. Ale w tym samym czasie, nie byłam gotowa tego zaakceptować.
- Ale twoja sprawa była inna. Krzywdziłeś wszystkich wkoło swoimi wyskokami. Nie mogłam znieść smutnego głosu Alice. Wiec wzięłam go. A gdy pojawiłeś się w moim życiu, musiałam walczyć ze swoimi uczuciami. Próbowałam temu zaprzeczyć, ale nie mogłam. Nie potrafiłam cię okłamywać, Edwardzie, ale przemycałam półprawdę. Kiedy wiedziałam, że wpadłam w to zbyt głęboko, wiedziałam, że nie mogę cię okłamywać. Chciałam ci powiedzieć o wszystkim, po naszej pierwszej wspólnej nocy. Ale twoja rodzina błagała, żeby zaczekać. Poczekać i upewnić się, że twoje uczucia do mnie są prawdziwe.
Nie miałem pojęcia co by było, gdyby powiedziała mi wtedy. Przebaczyłbym jej? Moja rodzina powstrzymała ją przed wyjawieniem prawdy. Powstrzymali ją przed rzuceniem mojej sprawy wcześniej. Nie mam pojęcia, jak się z tym czuć. Może gdybym dowiedział się wcześniej, to może udałoby się uniknąć tego całego bólu.
- Nie chcę teraz rozmawiać o mojej rodzinie - powiedziałem stanowczo, odwracając od niej wzrok. Bella musiała być świadoma jak bardzo boli fakt, że moja rodzina była częścią tego. Jedyne osoby, które dopuściłem do siebie, zdradziły mnie. I to dzięki niej otwarłem się na nich bardziej. Ten fakt też mnie ranił.
- Wiem, że czujesz się przez nich i mnie zdradzony - powiedziała cicho, wtulając się w moje ramię. - Myśleli, że robią dobrze. Wtedy myślałam, że to dobra terapia dla ciebie. Ale teraz myślę, że stworzyłam u ciebie kolejną maskę.
- Nie, Bello. Zrzuciłem moją maskę i zbroję, gdy poznałem ciebie. Zakładałem ją każdego dnia, by bronić siebie przed zranieniem przez innych. Ale gdy ją miałem na sobie, nie widziałem, że ranię innych.
- Założyłeś ją z powrotem w dzień Gali - zauważyła.
- To był mój jedyny sposób, by przeżyć ból - powiedziałem, przeczesując palcami włosy. To był uspokajający gest dla naszej dwójki.
- Tak naprawdę nie walczyłam - powiedziała cicho. - Myślałam, że jeśli nie będę cię zatrzymywać, a wręcz odepchnę cię od siebie po tym co zrobiłam, to szybciej dojdę do siebie.
- Boże, jesteśmy do dupy - powiedziałem.
- Kiedy walczymy, to walczymy.
- Kiedy się krzywdzimy, to krzywdzimy - dopowiedziałem. Oboje ucichliśmy, próbowałem rozkoszować się jej bliskością. To pozwala mi się trzymać po tym wszystkim, co przeszliśmy.
- Teraz będziemy udawać, że to się nigdy nie zdarzyło? - spytała.
- Nie, koniec z udawaniem - powiedziałem ostrożnie, pragnąc, żeby to było możliwe. Zamruczała w zgodzie. - Czego chcesz, Bello? - spytałem, kolejny raz całując ją w głowę i owijając ramiona wokół niej.
- Chcę być szczęśliwa - wyszeptała, przesuwając głowę na moją pierś. Odetchnąłem głęboko, zacieśniając uścisk wokół niej.
- Sprawię, że będziesz szczęśliwa, kochanie.
Jęknęła na moje czułe słówko i wiedziałem, że nie jest jeszcze na nie gotowa. - Czy możemy zacząć od początku?
- Ha! Myślę, że troszkę na to za późno - powiedziała Bella, cicho chichocząc. - Chyba, że zapomniałeś, że jestem w ciąży.
- Okej, nie zaczynać od nowa, ale spróbować ponownie.
- Nie wiem, Edwardzie. Nie dam rady, gdy to się powtórzy. Muszę być dla naszego dziecka silna i zdrowa. Jeśli znowu odejdziesz, utknę w moim świecie i nie będę próbowała wrócić do rzeczywistości. Jedynym powodem, dlaczego tym razem wróciłam, był twój powrót. Co będzie jeśli następnym razem tego nie zrobisz?
- Nigdy cię już nie opuszczę, Bello.
Milczeliśmy przez kilka minut, układając sobie wszystko w myślach. Mój umysł nadal był niepewny. Jedna strona podważała wszystko, co powiedziała Bella i pozostała czujna. A druga strona, ta z głosem Belli, kazała mi odpuścić i kochać ją. Moje serce zgadzało się z głosem Belli.
- Dlaczego oboje tego nie przemyślimy? Uważam, że jeśli oboje powiemy teraz tak, to może być nie do końca szczere. - Odsunąłem się i spojrzałem na nią z zakłopotaniem. - Edwardzie, nie wiem dlaczego tutaj jesteś. Mówisz, że mnie kochasz, ale jeśli za kilka miesięcy stwierdzisz, że to tylko dla dobra dziecka?
Była zdezorientowana tak samo jak ja, a może to z mojego powodu, ponieważ bardzo ją skrzywdziłem. W dodatku nie raz. Jednakże, muszę jej to wyjaśnić, pomimo chaosu w moich myślach, była jedna rzecz, w którą nie wątpiłem. Kocham ją.
- Cholera, Bello. Kocham cię, nawet po tym wszystkim.
Pokręciła głową i wyrwała się z moich ramion. Wstała i zaczęła chodzić przede mną w kółko.
- Jak możesz tu siedzieć i mówić coś takiego? Powinieneś mnie nienawidzić. Chciałam, żebyś na mnie krzyczał i wrzeszczał! - Wyrzuciła ręce w powietrze, pokazując swoją frustrację na moje spokojne zachowanie.
- Nie mam takiego zamiaru - powiedziałem, wzruszając ramionami i nadal zachowując spokój.
- Nie jestem jakąś małą, kruchą dziewczynką. Chcę, żebyś się na mnie złościł. Zasługuję na to.
- Zrobiłem wystarczająco - wyplułem jadowicie, ponieważ nienawidziłem słuchać, że zasłużyła na to co jej zrobiłem. Jak naznaczyłem jej ciało. - I jesteś krucha. - Nagle zadzwonił jej telefon. - Zignoruj go - warknąłem.
Spojrzała na niego i sprawdziła kto dzwoni.
- Powinnam to odebrać - wyszeptała. Zmrużyłem oczy, ale kiwnąłem głową. Lepiej, żeby to nie była moja popieprzona rodzinka.
- Jacob - powiedziała. Jęknąłem i zerwałem się z kanapy. Spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. - Tak, jestem w domu. - Nasze spojrzenia spotkały się, gdy podszedłem do niej. Nacisnąłem głośnomówiący.
- U ciebie w porządku, Bells?
- Tak, Jake. W porządku - odpowiedziała.
- Muszę cię przeprosić, Bello.
- Powinno ci być przykro, kundlu - warknąłem.
- Nadal tam jesteś, Cullen?
- Nigdzie się nie wybieram, Black.
- Zrobiłeś to i możesz to powtórzyć - odpowiedział Jacob. - Kiedy odejdziesz...
Przerwałem mu:
- Co, Jake? Przyjdziesz i zostaniesz bohaterem? Zajmiesz moje miejsce?
- Nie. Po prostu przypominam ci jak bardzo skrzywdziłeś Bellę, odchodząc.
Właśnie miałem się rozłączyć, ale Bella położyła swoją dłoń na mojej i pokręciła głową.
- Czy Nessie jest z tobą? - spytała.
- Nie. Nie ma jej. Musisz do niej zadzwonić. Jest z Alice, wszyscy się o ciebie martwią.
- Zadzwonię do nich. Jake, masz jakieś wieści od Jordana?
- Nah, Bells. Przykro mi. Billy powiedział, że wczoraj nie przyszedł na terapię.
Bella westchnęła, a łzy napłynęły do jej oczu. Chciałem ją przytulić, ale pokręciła głową i odsunęła się ode mnie.
- Kuźwa. Co za pieprzony bałagan - powiedziała Bella, wyglądając na pokonaną.
- Bałaganu można unikać - powiedziałem ponuro.
- Spójrz, Cullen wiem co chciałbyś właśnie zrobić. Ale uwierz mi, ucieczka nie rozwiązuje niczego.
- Wiem to, Black. Ale to się nie stanie, jeśli nie będziesz się wtrącał.
- Taa, a jedynym wyjaśnieniem twojej rodziny jest to, że jesteś dupkiem. Nadal, ale to inna historia.
- Więc chciałem spytać, ale mi przerwano. Bello, co zamierzasz zrobić? Tylko nie mów, że zamierzasz mu wybaczyć?
- Black, to nie twój pieprzony interes. To co się dzieję między mną i Bellą, powinno zostać pomiędzy nami i nikim więcej.
- Mylisz się, Cullen. Ona jest moją przyjaciółką i częścią rodziny Nessie. A wybór, którego dokona, wpłynie na wszystkich wkoło. Powinieneś się uczyć na swoich własnych błędach.
Zagryzłem zęby i warknąłem, zanim mógłbym odpowiedzieć lub zrobić coś innego.
- Jake, wystarczy. Wszyscy wiemy, że to moja wina. Powinnam mu powiedzieć.
- Alice mówiła, że będzie uparty.
- Tak, ale zawsze mogłam przywiązać go do łóżka i zmusić do słuchania.
Jacob prychnął.
- Perwersyjnie, Bella. Nigdy mnie nie wiązałaś. - Warknąłem i uderzyłem pięścią w przycisk zakończający rozmowę.
Bella uniosła brew.
- Tylko się z tobą drażni.
- Wiem, ale dlaczego się tym cieszy. Nigdy mnie to aż tak nie ruszało.
- Czy to ma coś wspólnego ze mną? - spytała, wpatrując się w ziemię i wyglądając na onieśmieloną.
- Oczywiście, to przez ciebie zachowuję się jak jaskiniowiec - wymamrotałem. Telefon znowu zadzwonił. Bella spojrzała na wyświetlacz i skuliła się, ponieważ to był Jacob. Nie pozwoliła mu dłużej czekać.
Po usłyszeniu sygnału, jego głos zabrzmiał spokojnie.
- Spójrz, Cullen, przepraszam. Wiesz, że zawsze tak między nami było, nawet gdy byliśmy przyjaciółmi. Robiąc to, chcieliśmy wycisnąć jeden z drugiego więcej i więcej. Wiesz, same najlepsze rzeczy. Muszę przyznać, że robiłem to dla swoich własnych samolubnych powodów. Ale myślę, że ty i Bella nie byliście ostatecznym powodem.
- Oddaliliśmy się od siebie, zanim odszedłem z firmy. Wiesz to. Zmuszałeś mnie do imprezowania i pieprzenia wszystkiego, co się rusza. Nie mogłem zrobić tego Belli i przez to nie przepadam za tobą. Tęsknię za moim kumplem, który siedział ze mną i pomagał mi naprawić auto. Jedynej osoby, która nie przejmowała się tym, że pochodzę z biedniejszej części miasta. Co do Belli, byłem zmęczony jej życiem, bez życia. Przedkładała pomaganie wszystkim, ponad siebie. Myślałem, że jesteście dla siebie stworzeni. Nadal tak uważam.
Zakończył połączenie. Próbowałem przetrawić wszystko co powiedział i westchnąłem. To nie pomogło w dalszym nienawidzeniu go. Chciałem go nienawidzić, ale nie mogłem.
- Więc, na czym skończyliśmy zanim nam przerwano? - spytała.
- Krążyłaś w kółko - przypomniałem jej. Stwierdziła, że nie wie co chciała zrobić. I rozumiałem ją, ponieważ była zraniona i zmieszana, tak jak ja. Kiwnąłem głową i wziąłem jej dłoń.
- Nadal nosisz pierścionek.
Gdy mnie nie odepchnęła, potarłem kciukiem ciepły metal na jej palcu.
- Tak - wyszeptała.
- Zamierzasz nadal go nosić?
Wzruszyła ramionami.
- Chciałabym, ale... - przerwała, patrząc mi w oczy. Wiedziałem co ją powstrzymywało.
- Bella - powiedziałem, zwracając jej uwagę. Nie zawahała się, gdy owijała ramiona wokół mojej talii, kiedy ja chwyciłem jej twarz. - Co z naszym nowym początkiem? Chciałbym cię jutro zabrać na kolację.
- Jak pierwsza randka? - spytała Bella, śmiejąc się cicho. - Podoba mi się. Chociaż nasza pierwsza randka była trochę dziwna.
- Tak, biorąc pod uwagę, że jedliśmy chińskie jedzenie na podłodze w twoim salonie.
- Nasza druga była lepsza - przypomniała mi.
- Tak, obiad z moją rodziną, gdy zabawialiśmy się pod stołem. To było zabawne.
Uderzyła mnie w pierś.
- Dupek.
- Kochanie - wyszeptałem, próbując ponownie.
- Fiut.
- Skarbie.
- Dupek.
- Już mnie tak nazwałaś - droczyłem się.
- Tak, ale uwielbiam tego dupka. - Parsknąłem śmiechem na jej odpowiedź, a jej ramiona zacisnęły się wokół mnie. Kurwa, wspaniałe uczucie. - Edward.
- Hmm.
- Nie nienawidzę cię.
- Wiem. Jesteś okropną kłamczuchą. - Zaśmiała się. - Bella? - Kiedy zamruczała, przycisnąłem swoje usta do jej czoła. - Nie mógłbym cię nienawidzić - powiedziałem szczerze.
- Edward?
- Tak - odpowiedziałem. Poczułem jak uśmiecha się w moją klatkę piersiową, a kiedy pocałowałem ją w czubek głowy, westchnęła.
- Proszę zostań.
1 histerektomia - wycięcie macicy
