27. Gotów przebaczać

Poczułem jak Bella spięła się w moich ramionach na własne słowa. Westchnęła i od razu na mnie spojrzała. Zmarszczyła nos.

- Śmierdzisz. - Wybuchnąłem śmiechem i odsunąłem ją na długość ramienia. - Przepraszam, ale to prawda - powiedziała, rumieniąc się.

Kiwnąłem głową w odpowiedzi. Po moim bieganiu i spotkaniu z Becky na plaży, oglądnąłem jej filmiki i szybko się spakowałem, zanim wyjechałem. Nawet nie pomyślałem o prysznicu, co wyjaśniłem Belli.

Bella podeszła do drzwi wejściowych, gdzie leżała moja walizka. Złapała ją i poszła do pralni. Cholera. Sprzątanie było czymś, co robiła, gdy musiała coś przemyśleć. Często to robiła. Ruszyłem za nią i pomogłem jej wpakować moje brudy do pralki. Wyjęła mojego laptopa i spojrzała na mnie z pytaniem.

- Tak, oglądałem filmiki.

Odwróciła wzrok.

- Więc znasz swoją opowieść?

Wzruszyłem ramionami.

- Tak, marszczę nos, kiedy kłamię. - Bella kiwnęła głową, a grymas na jej twarzy się pogłębił. - Bella, co jest? - spytałem, chwytając jej twarz w dłonie. Spojrzałem w jej smutne oczy, próbując rozszyfrować jej emocje. Czy kiedykolwiek byłem w stanie to zrobić?

- Teraz nie będę w stanie stwierdzić, czy kłamiesz.

Westchnąłem i opuściłem dłonie.

- Ja nigdy nie byłem w stanie tego stwierdzić - odpowiedziałem. Odwróciłem się, niegotowy na tą rozmowę, którą musimy odbyć. Ale wiedziałem, że nie dałbym rady tego zatrzymać. - Bella, w rzeczywistości musielibyśmy powtórzyć każdą rozmowę, żebym miał pewność, co jest prawdą.

- Mówiłam ci, że nie mogłam cię okłamywać od momentu, w którym uświadomiłam sobie, co do ciebie czuję.

- Tak, ale mówiłaś też o półprawdach. - Zacisnęła na chwilę usta, ale kiwnęła, potwierdzając moje słowa. - Co było taką półprawdą?

- Chodziło głównie o moje wcześniejsze związki - powiedziała cicho. Zamurowało mnie. Czy kłamała o liczbie osób, z którymi była? Bella pokręciła głową. - Wiem o czym myślisz i odpowiedź brzmi nie. Nie skłamałam z iloma facetami byłam. Ale... - Jęknąłem, ponieważ nie chciałem wiedzieć. - Uspokój się. Chodziłam na wiele randek. Ale nie dochodziło nawet do drugiego spotkania, odkąd chcieli tylko zaliczyć pierwszą bazę jak najszybciej.

- Co masz na myśli, mówiąc wiele? - spytałem przez zaciśnięte zęby. Gdy zamknąłem oczy, w mojej głowie pojawiły się obrazy Belli z innymi facetami. Nie mam rozsądnego powodu, by być złym, ponieważ ja robiłem coś więcej niż tylko całowanie się z innymi. Ale nigdy nie określiłbym tego jako randki.

- Około jednej trzeciej tego co pieprzyłeś - wysyczała, jej złość wyszła na powierzchnię. Natychmiast otwarłem oczy. Co do diabła? Dlaczego?

- I ty nazywasz mnie babiarzem? - powiedziałem z wyrzutem, wskazując na nią palcem. Bella wzruszyła ramionami i wywróciła oczami.

- Nie pieprzyłam się z nimi, Edwardzie - powiedziała. To było kolejne przypomnienie o mojej przeszłości. Czy to zawsze będzie wracać i prześladować mnie? Tak.

Nie rozumiem tylko, dlaczego z umawiała się z tyloma facetami.

- To może wrzucimy ich wszystkich do jednego wora? - Ja przynajmniej miałem tyle przyzwoitości, by przedstawić sprawę jasno moim byłym. Wychodząc, wiedziały, że nie oddzwonię.

- To jest stu dwudziestu trzech facetów, odkąd zaczęłam się umawiać, Edwardzie. To nie tylko ostatni rok.

- Czyli miałem przeczucie, że coś przede mną ukrywasz.

Wzruszyła ramionami.

- Wtedy byłam zbyt miła. Miałam problem z mówieniem nie, gdy ktoś mnie zapraszał. Po jakimś czasie zaczęłam wykorzystywać randki w celu wyszukiwania największych dupków.

- Czyli ich wykorzystywałaś.

- Nie, ja po prostu miałam tendencję do analizowania wszystkiego. To właśnie robiłam. Kiedy brałam jakiś przypadek, koncentrowałam się tylko na nim. Musisz zrozumieć, że wszystkie obiekty, poza tobą, odszukiwały mnie lub natrafiałam na nich przypadkiem.

- I co dawało ci prawo do naprawiania ich?

Jęknęła i westchnęła. Zachwiała się, gdy próbowała podejść do kanapy. Złapałem ją w talii i pomogłem jej. Mogłem dostrzec, że nadal jest słaba. Gdy oboje usiedliśmy, zacząłem masować jej stopy i nogi. Jej spojrzenie złagodniało, kiedy posłałem jej uśmiech w ramach wyjaśnienia moich czynów.

- Prosili mnie o to, Edwardzie - powiedziała po chwili. - Może nie wprost, ale zrobili to. Widziałam to w ich oczach i ich rodzin. Kiedy Maria została pobita, a ja prawie zgwałcona, Julian prosił o pozwolenie, by móc przychodzić do nas każdego dnia. Nie chciał uwierzyć w to, kto nas zaatakował, ale w głębi duszy wiedział. Przyznał mi się do tego później i obwiniał się, że prawie go zabił.

Kiwnąłem głową, gdy przetrawiłem tą informację. Czy kiedykolwiek czułem poczucie winy z powodu wpakowania w kłopoty mojej rodziny czy firmy? Nie mogąc lub nie chcąc odpowiedzieć na to pytanie, spytałem o coś, co mi nie przeszkadzało.

- Dlaczego zrobili to tobie? Dlaczego Alice i Jacob zmusili cię do tego? - Spójrzmy prawdzie w oczy, dziecinko, nie zrobili ci żadnej przysługi. Byłem dupkiem.

Bella odwróciła się, zdejmując stopy z moich kolan i biorąc moje ręce w swoje.

- Każde z nich miało ukryty motyw - powiedziała w zamyśleniu. - Nie zrozum mnie źle, ale w ostateczności poznali nas ze sobą. Kiedy oświadczyliśmy przed wszystkimi, że się spotykamy, wtedy w klubie, Jacob i Alice stwierdzili, że to dobry moment, żeby się przyznać. - Kiwnąłem głową i ścisnąłem jej dłoń, zachęcając do kontynuowania.

- Pamiętasz jak zaczęliśmy rozmawiać o tym, że małżeństwa i dzieci chodzą trójkami, a ja spanikowałam? - powiedziała poważnie. Jej dłoń zadrżała, gdy kontynuowała wyjaśnianie: - Wiedziałam, że jak tylko powiem ci prawdę, nie będzie dla nas przyszłości. Chcieli się dowiedzieć co było najlepszą rzeczą do zrobienia.

- Chcesz mi powiedzieć, że powiedziałabyś mi prawdę, gdyby Tanya nie otruła cię?

Kiwnęła głową. Nie mam pojęcia jak bym zareagował wtedy na te informacje.

Bella chwyciła moją twarz w dłonie, wpatrując się we mnie intensywnie.

- Chciałam ci powiedzieć przed moimi urodzinami. Planowałam to od nocy, gdy wróciliśmy z nad wodospadów. Ale byłam wykończona po konfrontacji z Jordanem. Myślałam, że lepiej to przeczekać. Potem za każdym razem coś lub ktoś mnie powstrzymywało.

- Powstrzymywałem cię długi czas, prawda?

- Tak, ale w tym samym czasie byłam przerażona, Edwardzie. Nie mogłam znieść myśli, że mogę cię stracić. Nie walczyłam, kiedy nie chciałeś poznać prawdy. Nawet przez milion lat nie chciałam, żebyś dowiedział się w ten sposób.

Cisza zawisła pomiędzy nami, a kiedy jej spojrzenie złagodniało, wiedziałem, że podjęła jakąś decyzję. Powoli pochyliła się w moim kierunku, ustami szukając moich. Zmniejszyłem dystans pomiędzy nami i przyciągnąłem ją bliżej, a jej usta naparły na moje. Boże, brakowało mi tego połączenia i intymnego dotyku. Jęknąłem cicho, kładąc dłonie w dolnej części jej pleców. Po minucie, Bella westchnęła i oparła głowę w zgięciu mojej szyi.

- Tej nocy, kiedy znalazłem moje akta, poczułem się jakby ktoś rozerwał moje serce na miliony kawałków. Jak mógłbym wrócić po czymś takim? Wtedy złapałem butelkę wódki, nie myślałem co robię. Chciałem utopić ból mojego serca i ciała, ale również mojej cholernej duszy. Poczułem ból głęboko w sobie, tam gdzie tylko ty miałaś dostęp.

Bella zachlipała w moją szyję, ale kontynuowałem. Nie powiedziałem jej jak się czułem tej nocy, nie chciałem pogłębiać jej poczucia winy. Jednakże musiała się dowiedzieć, dlaczego tak zareagowałem.

- Przez większość nocy starałem się stępić ból. Wmawiałem sobie, że to nie była prawda. Myślałem, że nigdy mnie nie kochałaś. A jeśli mnie nie kochałaś, to uczucie, które czułem do ciebie było nieprawdziwe. Najbardziej mnie przestraszyła i zabolała ta fałszywa rzeczywistość. Najbardziej ze wszystkiego chciałem, żebyś mnie pokochała tak, jak ja ciebie. Niczego bardziej nie chciałem, niż kochania cię przez resztę mojego życia. Wtedy... Boże, te dokumenty pokazały mi fałszywą rzeczywistość. Po pierwszych dwóch filmikach przerwałem oglądanie. Byłem tak cholernie wkurzony, potem zdemolowałem twój gabinet. Chciałem wyjść i uciec, ale coś mnie trzymało. Część mnie, moje serce, desperacko chciało cię ponownie zobaczyć. Wiedziałem, że jeśli spojrzę ci w oczy, to poznam prawdę. Nawet jeśli czułabyś odrobinę tego, co ja do ciebie, pomyślałem 'Popracuję nad tym'. Myślę, że to dlatego nie pozwoliłem ci mówić, kiedy wróciłaś. Chciałem coś konkretnego, a słowa nie były wystarczające.

Bella westchnęła.

- Ledwo walczyłam, ponieważ część mnie wiedziała, że na to zasługuję.

Zaskomlałem na wspomnienie siniaków, które jej zrobiłem.

- Dlaczego, Bello? Dlaczego ze mną nie walczyłaś? Zerwałem z ciebie łańcuszek. - Drżącą dłonią uniosłem jej włosy i załkałem głośniej, kiedy dostrzegłem cienką bliznę z tyłu jej szyi. Naszyjnik nie zrobił tylko siniaka, ale dodatkowo przeciął jej skórę. Ja jej to zrobiłem. Nie mogąc się z tym pogodzić, zepchnąłem ją z moich kolan na kanapę obok mnie. Nie zasługiwałem, by trzymać ją w swoich ramionach.

Gdy usłyszałem jej szloch obok mnie, poczułem jeszcze większy wstręt do samego siebie. Usłyszałem jak wzdycha i wstałem z kanapy. Jest na mnie zła i ma prawo być. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Nikt nie zasługuje na tak szorstkie traktowanie. Powinna mnie nadal nienawidzić.

Cicho płakałem, ukrywając twarz w dłoniach. Boże, czy nie mogę niczego zrobić dobrze? Znowu zrobiłem coś, bez uprzedniego przemyślenia tego. Gdybym powstrzymał się tamtej nocy, czy sprawy potoczyłyby się inaczej? Nie, nic by mnie nie powstrzymało przed opuszczeniem jej tamtej nocy. Leżała w łóżku, w ciąży, blada, chora i zapłakana, a ja mimo to odszedłem.

Kurwa, jestem dupkiem. Wiem, że jeśli zamienilibyśmy się stronami, nie wybaczyłbym sobie. Kurwa, kopnąłem ją w tyłek. Dlaczego nie skopała mojej dupy w zamian? Dlaczego? Może dlatego, że nie kochała mnie i to była część tej cholernej gry. Chciałbym móc czytać w jej myślach. Potrzebuję czegoś, co potwierdzi jej uczucia do mnie.

Po kilku minutach agonii poczułem jej dłonie na moich kolanach. Spojrzałem w górę i zobaczyłem jej cudowne, brązowe oczy wpatrujące się we mnie. Gapiłem się w nie, próbując rozszyfrować, co się kryję w jej głowie. Odkryłem to, czego chciałem się dowiedzieć od mojego powrotu. Ona do cholery mnie kocha. Kocha mnie. Nawet po tym jak zostawiłem ją i nasze dziecko, nawet jeśli skrzywdziłem ją fizycznie i emocjonalnie, nadal mnie kochała.

Dlaczego? Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Bella wzięła w dłonie moją twarz, zmuszając do spojrzenia prosto w jej oczy. Czubkami palców śledziła każdą zmarszczkę na mojej twarzy.

Ani razu nie odwróciła wzroku, podczas swojego małego badania. Z początku jej wyraz twarzy wydawał się chłodny, ale powoli zaczął zmieniać się w coś innego.

Kąciki jej ust zaczęły się unosić w niezaprzeczalnym uśmiechu. Jej palce zatrzymały się tam, gdzie zaczęły swoją wędrówkę, pochyliła się i zaczęła całować moją szczękę. Odtworzyła w ten sposób ścieżkę, którą stworzyły jej opuszki. Zamknąłem oczy i napawałem się uczuciem płynącym z jej działań.

Jej usta dotknęły mojej powieki, gdy moje rzęsy zatrzepotały przy jej skórze. Nie przerwała podróży, aż nie dotarła do moich ust. Westchnąłem i zrelaksowałem się, pozwalając wszystkiemu odejść.

Pocałowałem ją, pragnąc być bliżej za to, że jest nadal ze mną i że nadal mnie kocha tak jak ja ją. Bella westchnęła, gdy chwyciłem jej twarz w dłonie i pogłębiłem pocałunek. Jej dłonie przesunęły się z mojej twarzy na włosy, lekko za nie ciągnąc.

Po kilka chwilach jej usta się rozchyliły, a jej zapach i smak oszołomił mnie. Boże, potrzebuję jej, całej. Kiedy wzięła moją dolną wargę między zęby, jęknąłem i pozwoliłem jej pogłębić pocałunek. Minął tylko tydzień, odkąd całowaliśmy się w ten sposób, a ja czułem jakby minęły wieki. Jęknęła, kiedy nasze języki spotkały się, a ja zdałem sobie sprawę, że klęczy przede mną. Nie powinna była, nigdy. Jesteśmy równi i chcę jej na tym samym poziomie.

Przebiegłem palcami przez jej szyję, ramiona, aż do talii. Złapałem ją i wciągnąłem na swoje kolana.

Kiedy odsunęliśmy się od siebie, by złapać oddech, Bella oparła swoje czoło na moim. Moja dłoń przesunęła się na jej plecy i zacząłem je pocierać, aż dotarłem do karku. Choć była lekko spięta w tej pozycji, czułem jak jej mięśnie się rozluźniają pod moim dotykiem.

- Muszę wykonać kilka telefonów, a ty potrzebujesz prysznica.

Zachichotała, a ja wydąłem wargi, które wzięła między zęby i zassała delikatnie. Zanim zdążyła się odsunąć, ciasno owinąłem ramiona wokół niej. Bałem się ją puścić. Bałem się przebić bańkę, w której zaczęliśmy się całować. W ten sposób zrozumiałem jak ona się czuła w stosunku do mnie. Od zawsze łatwiej mi przychodziło okazywanie uczuć, poprzez intymność. Długo mi zajęło dostrzeżenie wszechobecnej miłości.

- Edwardzie? - wyszeptała, opierając głowę o moją. Zamruczałem, przytulając policzek do zgięcia jej szyi. - Czy ty nadal mnie kochasz po tym wszystkim? - Dostrzegłem cień strachu w jej głosie, zdradzający próbę utrzymania spokojnego wyrazu twarzy.

- Zawsze - odpowiedziałem szczerze. Chciałem jej zadać to samo pytanie, ale obawiałem się odpowiedzi. Bałem się, że jeśli odpowie 'tak', to będzie znaczyło, że jest gotowa na naszą wspólną przyszłość. Jeśli tak jest, muszę się ze wszystkim uporać. Bałem się, że jeśli odpowie 'nie' to stracę nie tylko najlepszą przyjaciółkę, ale też miłość mojego życia.

Nikt jej nie dorówna. Bałem się, ponieważ wiedziałem, że nie będę umiał żyć bez miłości, jej miłości. Po kilku minutach westchnąłem, całując ją lekko.

- Bella?

Odpowiedziała, mrucząc w moje ucho.

- Czy ty nadal mnie kochasz po tym wszystkim? - Moje serce biło jak szalone, bojąc się odpowiedzi, która mogła zmienić wszystko. Nie zawahała się:

- Zawsze będę, Edwardzie. Każdą cząstką siebie.

Nie miałem pojęcia jak bardzo potrzebowałem usłyszeć te słowa. Jak wiele to dla mnie znaczyło.

Z ulgą wtuliłem się w jej szyję, ledwo powstrzymując moje emocje. Jednak Bella nie dała się zwieść. Kontynuowała swoje poczynania, przebiegając palcami przez moje włosy i nucąc swoją kołysankę. Zmiażdżyłem ją w uścisku, jakby od tego zależało moje życie. Odsunęła się, gdy zacząłem się uspokajać. Mogłem dostrzec zmęczenie minionym tygodniem wymalowane na jej twarzy.

W chwili, gdy wstała z moich kolan, zabrakło mi jej dotyku. Chwytając moją dłoń, zmusiła mnie do wstania. Wyprowadziła mnie z salonu, przez korytarz i sypialnię, aż nie znaleźliśmy się w łazience przyległej do niej. Włączyła prysznic, po czym odwróciła się, by ściągnąć moją koszulkę.

Starała się mną zaopiekować. Zdjąłem buty i skarpetki, odrzucając je w bok. Oboje pomogliśmy sobie nawzajem w pozbyciu się ubrań, ale podczas tego nasze oczy były utkwione w spojrzeniu tego drugiego.

Kiedy wszedłem pod prysznic, jęknąłem, gdy ciepła woda uderzyła w moje ramiona. Z zamkniętymi oczami, pozwoliłem wodzie spływać po mojej twarzy i ciele. Zmywałem z siebie stres i emocje z całego tygodnia. Bella lekko mnie popchnęła, przez co wszedłem bardziej pod strumień wody. Starłem wodę z mojej twarzy. Wiedziałem, że jest blisko, ale nie spodziewałem się, że aż tak blisko. Otworzyłem oczy, by znaleźć Bellę, trzymającą butelkę z moim szamponem. Jęknąłem, pragnąc, by moje ciało nie zareagowało.

Bella się zaśmiała.

- Wiesz, że to nie działa? - powiedziała prosto do mojego ucha.

- Bella - jęknąłem, gdy jej dłonie zaczęły myć jej ciało.

- W porządku, Edwardzie - powiedziała uspokajająco. - Powinieneś pamiętać, że jak bardzo bym chciała pokazać ci, jak mocno cię kocham, to nie możemy.

Moje ciało zadrżało, kiedy to powiedziała. Wiedziałem. Nie chce mnie, ponieważ za bardzo ją zraniłem. Musiała to zauważyć, gdyż uspokajająco pogładziła moją pierś.

- Zrelaksuj się. W sumie to nie tak, że nie możemy. Ja nie mogę. Powinnam się wstrzymać od takiej aktywności przez cztery tygodnie, z powodu operacji.

Odetchnąłem i otwierając oczy, spojrzałem na nią.

- Opowiedz mi co się wydarzyło.

Bella wzruszyła ramionami.

- Nie mam pojęcia.

Otworzyłem szeroko oczy.

- Co masz na myśli?

Bella wyglądała na zamyśloną.

- Pamiętam, że miałam operację, a potem obudziłam się w mieszkaniu.

Mój oddech stał sie nierównomierny. O Boże. A co jeśli coś się stało? Jeśli straciła dziecko... nigdy sobie tego nie wybaczę.

- Chcesz mi powiedzieć, że nie masz pojęcia, czy z dzieckiem jest wszystko w porządku?

Bella spojrzała na mnie i chwyciła moją twarz, próbując mnie uspokoić.

- Edwardzie, wiem, że z nim jest w porządku. Nie mam pojęcia jak, ale wiem to.

Wziąłem głęboki oddech i kiwnąłem głową. Przekazałem jej co powiedział doktor, o niebezpieczeństwie jakie niósł jej stan, dla niej i dziecka, gdy ją zabierałem.

- Widzisz, nawet on powiedział, że z dzieckiem jest dobrze.

Przytuliłem ją mocno. Mruknąłem, kiedy próbowałem sobie uzmysłowić, że zostanę ojcem. Nadal ten fakt był nierealny.

Po naszym prysznicu, zaczęliśmy naszą normalną rutynę. Wsadziliśmy moje ubrania z podróży do pralki i zadzwoniliśmy po zakupy z dostawą. Żadne z nas nie było w nastroju do gotowania, więc zamówiliśmy coś na wynos.

- Idź odbierz nasze zamówienie, a ja wykonam kilka telefonów - powiedziała Bella, kilka minut później.

Spojrzałem na nią zaciekawiony, dlaczego wygląda na zdenerwowaną.

- Do kogo będziesz dzwonić?

- Nessie i Jordan - odpowiedziała, po czym spojrzała prosto w moje oczy. - I do Carlisle'a.

Kiwnąłem głową, ale odwróciłem wzrok. Wyglądała, jakby czekała aż coś powiem. Westchnąłem i przebiegłem palcami przez moje włosy.

- Nie jestem gotowy, by im przebaczyć. Ledwo udało mi się uporać z tym co ty... - przerwałem.

Cmoknęła mnie w usta i powiedziała, że rozumie. Wyszedłem odebrać kolację z okolicznej restauracji, w której zazwyczaj zamawiamy, złapałem ulotkę, czekając na zamówienie.

W drodze powrotnej myślałem jak dziwnie może wyglądać nasz powrót do siebie po tym wszystkim. Jednakże, po dalszej analizie naszych rozmów i konfrontacji, zdałem sobie sprawę, że dotknęliśmy ledwie wierzchołka naszych problemów.

Mieliśmy problem z zaufaniem. Mieliśmy problemy rodzinne. Oboje mieliśmy problem z intymnością. Oraz oboje mieliśmy problemy z odrzuceniem. To znaczy, że oboje skradamy się wokół wszystkiego, chcąc, żeby się nigdy nie wydarzyło. W rzeczywistości wydarzyło się wszystko i musieliśmy sobie z tym poradzić.

Po chwili dziękowałem za to, że chciała ze mną porozmawiać. Chciała się podzielić myślami i odczuciami, które głównie dotyczyły naszej dwójki. Musieliśmy wzmocnić więź pomiędzy nami.

Musiałem spróbować to zrobić. Nie tylko dla naszego nienarodzonego dziecka, ale w imię miłości, którą do niej czułem. Miłości, której nie chciałem zaprzepaścić. Potrzebuję jej jak powietrza. A najważniejsze, chcę żeby mnie kochała.

Kochała mnie, mimo że zamieniałem się w neandertalczyka, gdy jakiś facet gapił się na nią zbyt długo. Kochała mnie, pomimo że opuściłem ją, gdy mnie potrzebowała i to dwa razy. Kochała mnie, mimo że pieprzyłem się z trzy razy większą ilością osób, niż ona umawiała się. Kochała mnie dla mnie.

Żeby kochała wszystkie małe rzeczy we mnie. Pamiętam jak zapytałem ją dlaczego mnie kocha, kilka tygodni temu.

- Kochanie, dlaczego mnie kochasz? - spytałem, zatapiając nos w jej włosach. Usłyszałem jak westchnęła i przysunęła się bliżej. Owinąłem ramiona wokół jej nagiej talii, przyciskając jej plecy do mojej piersi.

- Kocham wiele rzeczy w tobie.

Ścisnąłem jej biodro, zachęcając do kontynuowania. Trochę denerwowałem się tym pytaniem. Potrzebuję potwierdzenie, że to prawdziwe uczucie, a nie tylko fizyczne przyciąganie.

- Zobaczmy. Kocham twoje spojrzenie, gdy się na czymś bardzo skupiasz. Uwielbiam fakt, że nadal korzystasz z zakładki, którą zrobiła twoja mama, podczas czytania. Kocham, gdy starasz się znaleźć dobre słowa, jeśli chcesz powiedzieć coś zabawnego i tandetnego. I jeszcze twój wyraz twarzy, gdy pokazujesz swoją miłość, jak się kochamy lub gdy skomponujesz piękną piosenkę. Uwielbiamy oglądać te same seriale, nawet jeśli leci powtórka. Kocham, gdy stałeś obok mnie i pomagałeś przygotować śniadanie dziś rano, ciesząc się tym. Uwielbiam, gdy mnie przytulasz do siebie. Nie każdy facet tak robi, wiesz? - Ścisnąłem ją bardziej i pocałowałem w szyję.

- Kocham... - zamarła i pociągnęła nosem.

- Bella?

- Edwardzie, nie jestem pewna czy przeżyłabym bez ciebie - wyznała, wypuszczając kolejny szloch. Chwyciłem jej ciało i odwróciłem, by była twarzą w moją stronę.

- Nie będziemy tego sprawdzać, ponieważ nigdzie się nie wybieram - próbowałem ją uspokoić. Kiwnęła głową i pocałowała mnie.

Nie wiedziałem, co spowodowało jej smutek. Jednakże, gdy prawda wyszła na jaw dałem jej jasno do zrozumienia, że nie zniosę już kłamstw i oszustw. Bez wątpienia wierzyła, że skrzywdzę ją ponownie.

Podczas wchodzenia do jej apartamentowca obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by nic nas nie rozdzieliło. Przejrzałem ulotkę i byłem zaszokowany znajdującą się w naszym posiłku ilością tłuszczu i sodu. Tak, panna Bella i ja będziemy musieli porozmawiać na temat jej żywienia.

Pokręciłem głową, zmierzając do drzwi naszego mieszkania, gdy usłyszałem krzyk ze środka:

- Jordan, proszę!

Wbiegłem do środka i znalazłem Bellę klęczącą na podłodze z telefonem przy uchu, płaczącą histerycznie. Nikogo nie było na linii, gdy podniosłem słuchawkę. Delikatnie ją podniosłem i owinąłem wokół niej ramiona. Łzy spływały w dół jej twarzy, kiedy usadziłem nas na kanapie.

- Bella, proszę kochanie. Co się stało?

Jej ciało zadrżało, gdy szloch opuścił jej usta.

- Nie chciał ze mną rozmawiać. Moja własna krew nie chciała ze mną rozmawiać.

Jordan. Jak on jej mógł to zrobić? To było cholernie zbyt wiele. Mogę zrozumieć bycie zawiedzionym, ale Boże, to jego siostra. Pomimo tego, co on zrobił, Bella stała obok niego i wspierała go. Nessie i Bella były jedyną rodziną jaka mu pozostała. Co do diabła?

Rodzina powinna trzymać się razem. Rodzina powinna się wspierać. Kurwa. Cholera, 'głos Belli' wrócił do mojej głowy. Pokręciłem nią, przerywając rozmyślania dotyczące mojej rodziny i skupiając się na Belli.

- Kochanie, wszystko w porządku. Jeszcze przyjdzie. Jestem tego pewien - powiedziałem kojącym głosem. Zaczęła się wiercić na moich kolanach.

Po tym wszystkim, co się wydarzyło, wiedziałem, że nie dam rady jej pomóc na własną rękę. Potrzebuję profesjonalnej pomocy. Przeszła zbyt wiele i ukryła swoje emocje za grubą ścianą.

Z nadmiarem hormonów i świeżym bólem, który sobie spowodowaliśmy, zostało tylko czekać, aż wybuchnie. Szczerze mówiąc, nie mogłem jej pozwolić, by znowu zamknęła się w swojej głowie. Owinęła ramiona wokół mojej szyi, westchnęła i cicho łkała.

- Edwardzie, nie mam pojęcia co mam zrobić - wyszeptała. - Coś takiego nigdy nie miało miejsca.

- To zdarza się większości ludzi, Bello.

- Ugh, nie lubię tak się czuć. Staram się, naprawdę. Ale ciężko utrzymać wszystkie emocje pod kontrolą.

Nadal starała się trzymać emocje na wodzy, ale nie tego potrzebowała. Musi pozwolić temu wyjść, chociaż raz.

Jej telefon zadzwonił, sprawdziła kto to i odebrała.

- John, dzięki Bogu.

Przygryzła wargę, gdy spojrzałem na nią z pytaniem.

- Kolega i terapeuta.

Pokręciła głową i zeskoczyła z moich kolan.

Skoro szuka pomocy, to nie będę wchodził jej w drogę, ale pokażę jej, że ją wspieram. Wstałem i chwyciłem jej dłoń.

Mimo, że nie byłem świadkiem całej rozmowy, to odniosłem wrażenie, że musiała już z nim wcześniej rozmawiać. Bella westchnęła i zamknęła oczy. Kilkakrotnie ścisnęła moją dłoń, zanim odpowiedziała:

- Doktorze White, miałam kolejny epizod. Potrzebuję znaleźć kogoś w Seattle.

Powiedziała jak długo była w tym stanie, zanim ją wyciągnąłem, dodała nawet, że to nie jej poziom żelaza we krwi to spowodował. Bella cicho wyszeptała: 'Mój terapeuta z Kalifornii.' Kiwnąłem głową i ponownie ścisnąłem jej dłoń.

Bella opowiedziała o strzelaninie Daniela, o tym jak wpadła w ten stan i jak z niego wyszła. I nazwała mnie swoją kotwicą.

- Prawdopodobnie spowodowała go kolejna operacja, którą miałam. - Moje oczy się rozszerzyły w szoku, kiedy to powiedziała. Miała już wcześniej operację? - Wpadłam w ten stan zaraz po niej. Chociaż, jak tak teraz myślę, to kłótnia z moim chłopakiem i bratem mogła mieć duże znaczenie. - Skrzywiłem się, a w jej oczach dostrzegłem świeże łzy. - Tak, pamiętam jak powiedzieli, że nie mogę mieć dzieci w ciągu najbliższych lat. Ale mogę mieć dziecko, ponieważ jestem w ciąży.

Moje oczy rozszerzyły się ponownie i wyszarpałem rękę z jej dłoni. Co do diabła? Czy istnieje jakieś ryzyko, o którym nie wiem? Co do cholery? Czego jeszcze mi nie powiedziała?

W jej oczach zebrało się więcej łez, a ja poczułem jak mój mur topnieje. Ale do cholery, musi wiedzieć, że nie może trzymać takiego gówna przede mną w tajemnicy. Przycisnąłem przycisk przełączający na głośnomówiący. Nadszedł czas, żebym dowiedział się wszystkiego o Belli, czy jej się to podoba, czy nie.

- Cóż, zgaduję że to był główny powód twojego katatonicznego stanu. To była forma obrony twojego mózgu przed możliwą utratą zdrowia i chciał zamknąć się przed wszystkimi emocjami. Oddzwonię do ciebie jutro, kiedy znajdę kogoś dla ciebie.

- Dziękuję doktorze. Przepraszam za niepokojenie.

- Nonsens Bello. Wiesz dobrze, że jesteś dla mnie jak rodzina.

- Co u Resse i Anny?

- Szczęśliwe, jak zwykle. Mała za tydzień skończy cztery miesiące.

- Dobrze wiedzieć, John. Powiedz im, że mówię 'cześć'. I poproś Reese o przesłanie zdjęć na mojego maila.

Usłyszałem jak doktor się śmieje.

- Pewnie zasypie cię tyloma zdjęciami, że nie będziesz mogła na nas więcej patrzyć.

- Nigdy, John. Dobrze wiesz, że jestem twoim dłużnikiem. Dużo mi pomogłeś, kiedy mieszkałam w Kalifornii.

- Tak, skarbie. Trochę ci pomogłem. To była jedyna rzecz, którą mogłem zrobić za to, co zrobiłaś dla Reese. Dzięki tobie jest lepszym człowiekiem.

Bella uśmiechnęła się, a ja skrzywiłem. Ja pierdolę! On jest kolejnym obiektem ze szczęśliwym zakończeniem. Gdzie do cholery jest moje? Nadal do cholery czekam na jednorożce i tęcze. Po piekle, które przeszedłem w zeszłym tygodniu, powinienem na nie zasłużyć. Spojrzałem na Bellę, która odwróciła wzrok i otarła łzy z policzka. Westchnąłem, przyciągając ją do mojej klatki.

- Teraz musimy postanowić czy idziesz na terapię sama, czy na rodzinną z bratem?

- Na razie sama, John. - Spojrzałem na nią, gdy mówiła i pocałowałem ją w czoło.

- Doktorze, tu Edward, Belli... narzeczony… chłopak. Właściwie nie mam pojęcia kim jestem w tej chwili. Czy mógłbyś kogoś znaleźć do terapii dla par?

To coś, czego oboje potrzebujemy, by pozbierać się po tym, co się stało i jest to coś, czego nie możemy zrobić sami. Bella posłała mi mokry uśmiech i zacieśniła uścisk wokół mnie.

- Bella? - spytał doktor.

- Tak, John. I kogoś dla pary, ale najpierw dla mnie.

- W porządku, wyślę ci jutro kilka rekomendacji i mam nadzieję, że wkrótce zadzwonisz do mnie.

Po potwierdzeniu swojego maila, Bella spojrzała na mnie. Uniosłem brew, wskazując na kolację, którą rozłożyłem na stoliku kawowym w salonie. Tak jak podczas naszej pierwszej kolacji w jej mieszkaniu.

Nagle jej wyraz twarzy się zmienił, włączając w to jej uśmiech. Zrozumiałem swój błąd. Daniel. Przed naszą pierwszą kolacją tutaj, Daniel wyszedł z jej mieszkania.

- Przepraszam, kochanie. Możemy zjeść w kuchni.

Bella pokręciła głową.

- Nie, Edwardzie. Muszę sobie z tym poradzić. Muszę ruszyć dalej.

Kiwnąłem głową i pomogłem jej usiąść na poduszce, po czym podałem jej ulubione jedzenie, zanim wybrałem coś dla siebie.

- To jest ostatni raz jak jesz chińskie jedzenie w trakcie ciąży.

Bella jęknęła.

- Dlaczego?

- Wiesz ile w tym jest glutaminianu sodu?

Bella prychnęła i wydęła usta.

- Jeśli ja nie będę jadła, to ty też. Nie będę siedziała i patrzyła jak ty jesz.

Zaśmiałem się, ponieważ wyglądała cholernie uroczo, kiedy się wkurzała. Wywróciła oczami i odwróciła się ode mnie, kompletnie mnie ignorując. Westchnąłem po kilku minutach irytującej ciszy. Wciągnąłem ją na moje kolana.

- Proszę, nie odwracaj się ode mnie. Wiem, że minął dopiero tydzień, odkąd cię widziałem, ale mam wrażenie jakby minęło o wiele więcej. Nie mogę znieść braku widoku tych cudownych oczu.

Bella spojrzała na mnie i zamknęła swoje oczy. Zachichotałem, całując jej oczy, aż ich nie otwarła, po czym zatrzepotała rzęsami z irytacją.

- Dobra, koniec z chińskim żarciem.

- Skoro już nie jesteś na mnie zła za zabronienie jedzenia u chińczyka, to myślę, że powinniśmy porozmawiać na temat twojej dyskusji z byłym lekarzem.

Bella kiwnęła.

- Zachorowałam kilka lat temu, anemia. Po kilku testach okazało się, że to mięśniaki. Przyjmowałam leki i miałam kilka operacji, które miały pozbyć się tego problemu. Tylko, że w ogóle mi się nie poprawiło. Zanim poznałam ciebie przyjmowałam leki od miesięcy i nic ich nie zniszczyło. Wiedziałam co mój lekarz mi powie.

- I co to było?

Bella westchnęła ponownie i spojrzała na mnie.

- To miała być ostatnia próba leków i operacji. Jeśli by nie zadziałały, to powinnam mieć przeprowadzoną histerektomię.

- Więc nie mogłabyś mieć dzieci?

Bella przytaknęła.

- To mnie przestraszyło prawie na śmierć. Wiedziałam, że w przyszłości chciałam mieć swoje dzieci. Lekarz stwierdził, że to prawdopodobne i za kilka lat trzeba będzie przeprowadzić tą operację.

Moje mięśnie się napięły. Co ona do diabła próbuje mi powiedzieć? Zrobiła to celowo? Nie używaliśmy prezerwatyw, ponieważ powiedziała, że ma alergię. Pokręciłem głową i odepchnąłem ją ponownie. Czy ona znowu mnie okłamuje?

- Co? - spytała Bella, zauważając moją zmianę.

- Co? Ty się pytasz co? Czy ty... - Drżałem ze złości, nie wiedząc właściwie dlaczego.

Może byłem wkurzony, że nasze dziecko jest wynikiem oszustwa, a nie naszej miłości.

Zdała sobie sprawę o czym myślę.

- Boże, Edwardzie. Naprawdę myślisz, że zrobiłam to celowo? Myślałam, że jesteś mądrzejszy. Kurwa!

Wstałem, gotowy pieprzyć wszystko i wyjść.

- Cóż, po tym wszystkim co przeszliśmy jakoś ciężko mi uwierzyć w to, co mówisz.

- Nie, nie zrobiłam tego celowo - wypluła. - Właściwie to jestem przerażona tym wszystkim. Tak jak mówiłam, nie wiem dlaczego tutaj jesteś. Ponadto, brałam tabletki i raz upiłam się w trzy dupy. Nie mam pojęcia jaki to będzie miało wpływ na dziecko. Nie wspominając, że ta ciąża zagraża mojemu życiu. Nawet nie wiedziałam, że jestem w ciąży, aż nie wylądowałam w szpitalu.

Pokręciłem głową, byłem zmieszany jak cholera. Nie naraziłaby dziecka na działanie alkoholu i leków, gdyby wiedziała o ciąży.

- Nawet nie sądziłam, że to możliwe, dopóki Sharon nie spytała o wpływ dziurawca na inne leki.

Spojrzałem na nią i wziąłem kilka głębokich oddechów. Była wkurzona, ponieważ zaczęła chodzić. Znowu ledwo zjadła i to była wyłącznie moja wina.

- Kiedy to się stało? - spytałem, mając to gdzieś, ale chciałem żeby ze mną rozmawiała.

- W dzień Gali - odpowiedziała.

Zerwałem się na równe nogi i podszedłem do niej.

- Cholera jasna, Bella. Wiedziałaś, że możesz być i mi nie powiedziałaś?

- Jak miałam ci do cholery powiedzieć, skoro byłeś gotowy wybuchnąć w każdej chwili?

Zaprzeczyłem ruchem głowy i zaplątałem palce w moje włosy. Zrobiłem to jej, gdy była w ciąży. Kurwa. To przeze mnie miała epizod. To przeze mnie zatraciła się w swoim świecie, za który oddałbym swoją nerkę.

Moje poczucie winy było większe, niż potrzeba zostania.

- Kurwa!

- Jedna rzecz nigdy nie pojawiła się w mojej głowie, odkąd podejrzewałam, że jestem w ciąży. Ani razu nie pomyślałam, że mogłabym się go pozbyć.

- Kurwa, Bella. Jestem zraniony i zmieszany, potrzebuję czasu. Powiedziałem pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy. Nie miałem tego na myśli!

- Edwardzie, miałeś tydzień na ułożenie swoich uczuć i myśli. Ja nie miałam nic. Czuję się jakbym położyła się wieczorem i rano wstała z łóżka. Myślę, że najlepiej będzie jak teraz wyjdziesz. Chcę zostać sama.

Kurwa. Do diabła. Znowu trafiłem do swojego piekła. Moje ramiona opadły w porażce, po czym osunąłem się na kolana. Przyciągnąłem jej ciało do siebie i zatopiłem twarz w jej brzuchu.

- Nie mogę wyjść. Proszę, nie odpychaj mnie.

- Edwardzie, uważam, że oboje jesteśmy zbyt zdezorientowani. Musimy się oboje wycofać. Nie mówię, że to koniec. Chodzi mi o to, że potrzebuję złapać oddech. Idę do łóżka. Kanapa się rozkłada, więc jeśli chcesz zostać, to zapraszam. Proszę, daj mi trochę czasu.

Kiwnąłem głową i pocałowałem jej brzuch kilka razy oraz potarłem jej biodra, zanim wstałem. Pocałowałem ję w czoło, zanim wypuściłem ją z objęć. Bella spojrzała na mnie i potarła mój policzek dłonią. Odwróciła się i weszła do swojej sypialni, zamykając za sobą drzwi.

Westchnąłem i zabrałem się za sprzątanie po kolacji. Chciałem dać jej znać, że nadal tu jestem. Pokazać, że nigdzie się nie wybieram, nie bez niej. Ale co?

Rozebrałem się do bokserek i ruszyłem do szafy wnękowej na przedpokoju po koce. Stanąłem przy jej drzwiach i próbowałem ją usłyszeć. Chciałem wiedzieć o czym śni. Przez myśl mi przeszło, że to raczej nie będzie sen, tylko koszmar. Cicho życzyłem jej dobrej nocy.

Zapadłem w niespokojny sen na prowizorycznym łóżku w salonie. Sny były chaotyczne. Moje myśli, wahania nastroju i surowe emocje krążyły w mojej głowie. Jakiś czas później poczułem jak materac obok mnie zapada się. Nie poruszyłem się, nie chcąc jej spłoszyć. Westchnęła i owinęła ramiona i nogi wokół mnie.

- Nie potrafisz udawać, że śpisz, Edwardzie. Nigdy ci się to nie uda. - Usłyszałem jej szept. Odwróciłem się powoli, pozwalając jej przemieszczać się razem ze mną.

- Cóż, nie dostanę za to Oscara. Więc jaki jest powód tej późnonocnej wycieczki na kanapę? Nie żebym miał coś przeciwko - spytałem, przyciągając ją bliżej. Była ubrana w jedną z moich koszulek, które wyciągaliśmy wcześniej z suszarki. Zanurzyła nos w mojej piersi i zaciągnęła się głęboko.

- Przyzwyczaiłam się do spania z tobą.

- Mam to samo, kochanie.

- Przepraszam, że ci nie powiedziałam. Zgaduję, że byłam przestraszona tym, że nie będziesz chciał być ze mną, ponieważ nie mogę dać ci dziecka.

Westchnąłem i pokręciłem głową.

- Naiwna i uparta kobieta - powiedziałem cicho. - Musimy ze sobą rozmawiać i możemy zacząć od teraz. Powinnaś mi powiedzieć. Spałem obok ciebie każdej nocy. A co, jeśli coś by ci się stało, a ja bym nie wiedział o co chodzi?

- Przykro mi. Chyba nie patrzyłam na to w ten sposób.

Pocałowałem ją w czoło.

- Przepraszam, że oskarżyłem cię o celowe zajście w ciążę. Wiem, że nie zrobiłabyś tego. Nie potrzebujesz mnie. Nie naprawdę. Nie tak jak ja potrzebuję ciebie.

- Dziecko czy nie, Edwardzie, nadal cię potrzebuję.

Zacząłem nucić jej kołysankę i całować ją w czubek głowy, wdychając przy tym truskawkowy szampon.

- Też cię potrzebuję, kochanie. Teraz śpij.

Kiwnęła głową.

- Muszę wyjść jutro i pochodzić trochę na świeżym powietrzu. Jakiś pomysł?

- Centrum handlowe? - zasugerowałem. Bella skinęła głową i ziewnęła, starając się stłumić je dłonią. Zachichotałem i zacieśniłem uścisk wokół niej.

- Śpij - wyszeptałem jej w ucho.

- Taa...

~oOo~

Obudził mnie dzwonek telefonu, dzwoniący o nieludzkiej porze. Przekląłem, rzucając się w jego stronę, by nie obudzić Belli. Uderzyłem w przycisk telefonu.

- Pan Cullen? - Rozpoznałem głos jednego z ochroniarzy budynku. - Detektyw Davis przyjechał zobaczyć się z panną Swan. - O kurwa. Właściwie to porwałem Bellę ze szpitala. - Wyglądał na zdenerwowanego i jest w drodze na górę. Nie mogłem go powstrzymać.

Powiedziałem, że wszystko w porządku i się rozłączyłem. Złapałem parę spodni i podszedłem do spokojnie śpiącej Belli. Delikatnie potrząsnąłem nią, by się obudziła.

- Za chwilę złoży nam wizytę twój kolega z policji.

Bella otworzyła oczy i jęknęła.

- Nigdy nie wiedzą, kiedy przyjść - wyjęczała i wzięła szlafrok, który jej podałem. - Pewnie sprawdza co ze mną, ale na wszelki wypadek zaczekaj w środku. - Kiwnąłem głową i pocałowałem ją w policzek. Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę drzwi. W tym samym momencie ktoś zaczął pukać. Cóż, brzmiał na wkurzonego.

Posłałem jej mały uśmiech i ruszyłem do sypialni. Na początku było trochę krzyku, ale szybko ucichły, gdy Bella mówiła. Po wyszorowaniu zębów, wróciłem do kuchni i zacząłem szykować coś na kształt śniadania: płatki i owoce znalezione w lodówce.

Bella posłała mi mokry uśmiech, kiedy wróciła i wskazała na korytarz. Po chwili, wróciła z łazienki i usiadła na stołku kuchennym, gdy ja kroiłem mango i ananasa. Podałem jej miskę płatków z mlekiem, jedna trzecia całej miski czyli tak jak lubi.

Bella uśmiechnęła się do mnie, a łza spłynęła w dół jej policzka. Spojrzałem na nią zdezorientowany, ale tylko zarumieniła się i pokręciła głową. Jedliśmy w ciszy, z jednym moim ramieniem owiniętym wokół jej talii, a jej dłonią na moim udzie. Zdecydowaliśmy się udać do centrum handlowego. Powiedziała, że chciałaby skończyć kupować prezenty, ponieważ straciła już tydzień. Jęknąłem. Też musiałem dokupić kilka rzeczy, głównie dla mojej rodziny, a jeszcze nie byłem gotowy, by o nich myśleć.

Nadal nie miałem niczego dla Carlisle'a i Emmetta. Czy to na pewno dobry moment, by iść na zakupy, kiedy człowiek jest wkurzony? Nie.

Bella powiedziała, że nie muszę z nią iść, ale jestem mile widziany. Musiałem wrócić do mojego mieszkania po kilka rzeczy, w tym kartę płatniczą. Wychodząc z mieszkania, złapałem stos moich ubrań, ale nie byłem pewien, czy powinienem wziąć wszystko.

Tu leżał problem. Jeśli wezmę wszystko, to będzie wyglądało, jakbym nie planował zostać. Jeśli nie wezmę wszystkiego, to będzie wyglądało, jakbym nie dawał jej wyboru. Jednakże, ona dokonała wyboru za mnie. Kiedy wyciągnąłem całe pranie, wzięła kosz na bieliznę i zaniosła do swojej sypialni.

Odetchnąłem z ulgą i pocałowałem ją na do widzenia, obiecując, że to nie zajmie długo. Nieufność czaiła się w jej oczach, gdy przygryzła wargę. Właściwie, wygląda jakby bała się, że odejdę. Przyrzekłem jej, że wrócę szybko, na co skinęła głową i wyszeptała 'do zobaczenia'.

Kiedy znalazłem wszystko czego potrzebowałem w moim mieszkaniu, wziąłem prezent dla Belli, który przygotowałem tygodnie temu. Otworzyłem pudełko, wyciągnąłem płytę z naszym zdjęciem, zatytułowaną 'Dla miłości mojego życia'.

Zapisane na błyszczącym krążku dźwięki były jej kołysanką skomponowaną przeze mnie. W trakcie ostatniej podróży do Los Angeles wynająłem studio nagraniowe. Na nagraniu był również klip jak gram i śpiewam. Westchnąłem. Mój prezent nie był już wystarczający. Muszę jej to zagrać osobiście.

Do tego potrzebuję fortepianu, co znaczy, że musiałbym mój przenieść do jej mieszkania. Jak do diabła mam tego dokonać? Znowu pojawia się narzucanie. Nie teraz, kiedy nie wiem co z nami będzie.

Wyszedłem z mojego mieszkania z tysiącem pomysłów jak się z nią pogodzić, ale żaden nie wydawał się wystarczający. Jak facet ma powiedzieć kobiecie, którą skrzywdził, a ona odwdzięczyła się tym samym, że nadal ją kocha?

Kiedy wróciłem do naszego mieszkania, zauważyłem, że Belli w nim nie ma. Zostawiła notatkę na lodówce z informacją, że poszła po coś do swojego samochodu. Posprzątałem troszkę w salonie i kuchni. Gdy skończyłem, zdałem sobie sprawę, że Belli nie ma od pół godziny. Zmartwiony, postanowiłem sprawdzić, co ją zatrzymało. Kiedy dotarłem do jej miejsca parkingowego, znalazłem ją klęczącą w miejscu śmierci Daniela. Obawiając się, że ma kolejny epizod, podbiegłem do niej i owinąłem wokół niej ramiona. Zatopiła twarz w mojej koszulce, ciasno do mnie przylegając.

- Muszę... sobie z tym poradzić... ludzie nie mogą mnie w kółko zwodzić. - Łzy i szloch zdeformowały jej słowa.

- Bella, radzisz sobie bardzo dobrze. Przypomnij sobie co było wcześniej, nawet nie mogłaś wejść do windy. Radzisz sobie z tym, kochanie.

Bella kiwnęła głową i podała mi kluczyki.

- Mógłbyś wyjąć moje zakupy z bagażnika?

Skinąłem i pomogłem jej wstać. Zajęło mi chwilę, zanim pozbierałem wszystkie torby. Weszliśmy do mieszkania tylko po to, żeby zostawić pakunki i wyszliśmy na obiecany spacer.

Szliśmy ręka w rękę przez uliczkę ze sklepami. Zimna bryza rozwiewała włosy Belli. Jej twarz rozjaśniła się, gdy pociągnęła mnie do lokalu ze słodkościami.

Biedactwo, nie była w stanie zjeść nawet połowy ogromnego, czekoladowego ciastka. Odsunęła talerzyk, zamykając oczy. Po chwili je otworzyła, uśmiechnęła się do mnie i oblizała usta. Zauważyłem, że ominęła smugę czekolady na dolnej wardze, pochyliłem się i zassałem ją.

- Hmm, czekoladowa Bella. Podoba mi się - wyszeptałem w jej usta. Bella uśmiechnęła się i pocałowała mnie, całkowicie zapominając o ciastku.

Jakiś czas później, znaleźliśmy sklep z artykułami do scrapbookingu1, gdzie Bella wybrała kilka albumów i różne dodatki.

- Dla kogo to wszystko?

- Cóż, chciałam zacząć dokumentować swoją ciążę. Chciałabym również dać taki album Rose i Alice. - Uśmiechnęła się, a jej oczy się rozszerzyły, gdy zdała sobie sprawę z tego,co powiedziała.

- O czym ty mówisz?

- Zanim wyjechałam do Nowego Jorku, obie zaczęły coś podejrzewać. Nie wiem czy są w ciąży, ponieważ nie miałam okazji z nimi porozmawiać na ten temat. - Bella wzruszyła ramionami i podała kasjerce swoją kartę kredytową.

Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Wychodzi na to, że zostanę wujkiem. Jęknąłem, ponieważ nie było możliwości, żebym odseparował się od swojej rodziny, skoro mają być w to zaangażowane dzieci. Gdy jechaliśmy ruchomymi schodami, Bella stwierdziła, że czuje się słabo. Zaproponowałem powrót do mieszkania, ale odmówiła, mówiąc że za długo leżała w łóżku. Zagryzłem zęby i towarzyszyłem jej przez resztę zakupów.

Belli udało się kupić kilka prezentów dla członków mojej rodziny i nawet pytała się, co o tym sądzę. Czułem, że próbuje skłonić mnie do tego, aby mogła powiedzieć, że prezenty są od nas. Jest cholernie uparta i mądra. Ostatecznie udało mi się ją przekonać do zapłacenia za jej zakupy. Naprawdę, ta kobieta powinna nauczyć się przyjmować prezenty.

Chwilę po znalezieniu wszystkiego z jej listy minęliśmy sklep z ubraniami dla ciężarnych.

- Ugh, nie chcę kupować ciążowych ciuchów. Jestem przerażona faktem, że możemy skończyć z bliźniakami.

Spojrzałem na nią z szeroko otwartymi oczami.

- Bliźniaki? Dlaczego bliźniaki?

Bella uśmiechnęła się w zadumie, zanim odpowiedziała:

- Przykro mi, ale moja mama i mama Nessie były bliźniakami jednojajowymi, to jest powód, dlaczego jesteśmy takie podobne. Przeskok pokoleń, według mojej babci.

Wzdrygnąłem się. Bliźniaki. Jasna cholera. Bella chyba zauważyła moją reakcję, ponieważ zaczęła mnie wachlować jednym z albumów. Oparłem się o ścianę w próbie złapania oddechu.

- Bella, jesteś bliźniakiem - zaoponowałem. - Więc to nie przeskoczyło pokolenia.

- Tak, jestem, ale bliźnięta dwujajowe chyba się nie liczą. Moja prababcia była bliźniakiem i jej babcia również. - Uniosła brew i wyglądała na zamyśloną. - Teraz gdy o tym myślę, to bardzo prawdopodobne, ponieważ sama jestem bliźniakiem dwujajowym. Łał.

Zacząłem hiperwentylować.

- Kurwa, dwójka dzieci.

- Uspokój się, Edwardzie - powiedziała słodko. - Nie mamy pewności. Zobaczymy za kilka miesięcy. Może szybciej, jeśli lekarz zdecyduje się na USG. - Kiwnąłem głową, przetwarzając informacje. - Edward, wszystko w porządku?

Ponownie skinąłem głową, ale nadal byłem w szoku. Dlaczego o tym nie pomyślałem? Szybko spojrzałem jej w oczy i od razu wyobraziłem sobie dwie dziewczynki z dużymi, brązowymi oczami.

Bella uśmiechnęła się do mnie.

- Taa, też sobie to wyobraziłam. - Pozbierałem się w sobie i odepchnąłem od ściany, czując lekkie zawroty głowy. - Chodź, mistrzu. Musisz być głodny, chodźmy coś przekąsić.

Wzięła moją dłoń i owinęła wokół swojej talii. Z lekkim uściskiem była w moich ramionach i całowałem jej czubek głowy. Jej oczy spotkały moje i wspaniały, niegrzeczny uśmieszek zagościł na jej ustach. Uniosłem brew, a ona odpowiedziała tym samym.

Więc ona też chce grać w tą grę?

Poruszając brwiami i uśmiechając się szeroko, wsunąłem dłoń do jej tylnej kieszeni i chwyciłem jej pośladek. Zachichotała i oboje ruszyliśmy, trzymając swoje pośladki. Chociaż wolałbym ją mieć w inny sposób.

W części restauracyjnej Bella narzekała całą drogę do naszego stolika. Chciała corn doga, ale po przeczytaniu składu rozmyśliła się i wybrała sałatkę z grilowanym kurczakiem i lekkim, włoskim sosem. Ja wybrałem kawałek pizzy. Kiedy usiedliśmy przy naszym stoliku, Bella spojrzała na mnie ze zmartwionym wyrazem twarzy.

- Myślisz, że nie przytyję, jeśli nie pozwolisz mi jeść tego, na co mam ochotę? - Dźgnęła swoją sałatkę i zmarszczyła brwi.

Uniosłem brwi, ponieważ była mądrzejsza niż to.

- Nie, kochanie - powiedziałem, stanowczo patrząc jej w oczy. - Zdrowe jedzenie będzie lepsze dla ciebie i dziecka. Prawdopodobnie dzieci, pamiętasz? Z twoją anemią odrobina zieleniny w diecie nie zaszkodzi.

Jęknęła, ale chyba zgodziła się z tym co powiedziałem.

- Nie jesteś zabawny.

Wywróciłem oczami, nie chcąc ustąpić. Wiedziała, że mam rację.

- Jadłaś już chrupki czekoladowe. Na dziś już wystarczy śmieciowego jedzenia.

Gapiła się na mnie, po czym się zaśmiała.

- Cóż, jeśli ja nie mogę jeść, to ty też.

- Mogę to zrobić, ale co może być złego w jednym kawałku pepperoni?

Bella uśmiechnęła się ponownie, biorąc serwetkę i przykładając do mojej pizzy. Jej uśmieszek się powiększył, gdy podniosła serwetkę i pokazała mi ilość tłuszczu, która w nią wsiąknęła w ciągu tych kilku sekund.

Cholernie mądra kobieta. Myślałem, że ją mam.

Mamrotałem pod nosem przez całą drogę, gdy poszedłem wyrzucić pizzę i wziąć sałatkę. Bella śmiała się, gdy dźgnąłem kawałek grilowanego kurczaka i liść sałaty lodowej. A niech ją.

- Dobra, możemy jeść 'zabawne jedzenie', ale z umiarem.

Bella śmiała się, kończąc swoją sałatkę i czekała aż ja skończę swoją na moim kolanie. Uwielbiam, kiedy okazuje mi uczucia w miejscach publicznych. Kiedy skończyliśmy lunch, zaczęliśmy spacerować.

Kiedy przechodziliśmy obok Gymboree2, zatrzymałem się, by zajrzeć do środka. Bella to zauważyła i wepchnęła mnie do środka. Ręka w rękę zaczęliśmy się rozglądać po tych wszystkich malutkich ubrankach. Znalazłem malutką, różową sukienkę z białą koronką na kołnierzyku i falbankach. Dotknąłem jej delikatnie i urzekła mnie delikatność tkaniny.

I wtedy to we mnie uderzyło. Zostanę tatą. Będę czyimś tatą. Cholera jasna. Będę tatą!

Właśnie tej sytuacji unikałem od tak dawna. Co jeśli coś by się stało z dzieckiem? Co by było między nami? Możliwość utraty dziecka była nie do przyjęcia. To się nie może wydarzyć. I najgorsze jest to, że nad zdrowiem naszego dziecka wisi nieznane. Boże, jak mam o tym nie myśleć?

Nie miałem wątpliwości, że będę kochał nasze dzieci bezwarunkowo. I chciałbym dać jemu lub jej wszystko na co zasługuje, tak jak robili to moi rodzice przed śmiercią. Część mnie obawiała się przyszłości.

Obok różowej sukieneczki, leżała biała sukienka z różyczką wyhaftowaną na górnej części. Bella zauważyła zmartwienie na mojej twarzy, ponieważ wzięła ją w swoje dłonie.

- Edwardzie Cullen, wiem że się boisz - wyszeptała, a jej oczy szybko wypełniły się łzami. - Ale to dziecko będzie bardzo kochane, nie tylko przeze mnie i ciebie, ale też innych. Jeśli, powtarzam tu, jeśli coś stanie się jednemu z nas, drugie zajmie się nim z pomocą naszej rodziny. A jeśli coś by się stało naszej dwójce to nasza rodzina zajmie się nim i będzie go lub ją kochać, tak jak my byśmy to robili. Nasza rodzina, Edwardzie, potrzebujemy naszych bliskich.

I tak po prostu, moje zbawienie, moja Bella wyciągnęła mnie znad mojej krawędzi. Uklęknąłem na ziemi przy jej stopach i przycisnąłem usta do jej brzuszka. Jej dłonie przebiegły przez moje włosy, gdy wyszeptałem:

- Zostanę tatusiem.

Bella uśmiechnęła się, zanim odpowiedziała:

- Tak.

- A ty zostaniesz mamusią.

- Taa...

- Zrobiliśmy to dziecko razem - stwierdziłem. Owinąłem ramiona wokół jej talii i położyłem policzek na jej brzuchu. - Nasze dziecko.

Kiwnęła głową.

- Nasze dziecko.

Kupiłem jedną różową i jedną falbaniasta sukieneczkę. Coś mi mówi, że będę ich potrzebował.

~oOo~

Następnego dnia Bella rozmawiała z kimś przez telefon, wydawało się jakby meldowała się rodzinie. Nie próbowała mnie przekonać do rozmowy z nimi, za co byłem jej wdzięczny. Jeszcze nie byłem na to gotowy.

Odkąd wróciłem, spałem na kanapie. Bella jeszcze nie zaprosiła mnie do swojego łóżka, ale to mi nie przeszkadzało. Potrzebowała czasu na przemyślenie wszystkiego. Część mnie, mała część, czuła się tak samo.

Dużo rozmawialiśmy. I dowiedziałem się sporo rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Jako dziecko miała szpiczaste siekacze przez co dostała ksywkę Vampella. Nawet miała zdjęcie jako dowód, była cholernie urocza.

Było coś, co trzymała w tajemnicy i to dotyczyło jej poprzednich przypadków. To zaczęło się w collegu i byłem ciekawy, cholernie ciekawy. Poznała tam większość swoich klientów. Podskoczyłem i spytałem o coś, czego musiałem się dowiedzieć.

Usiadłem na kanapie, gdzie spędziliśmy większość wieczorów na przeglądaniu zdjęć i oglądaniu telewizji. Wziąłem jej dłoń w swoją, jako koło ratunkowe, ponieważ wiedziałem, że ten temat będzie drażliwy.

- Bella - powiedziałem, czekając aż spojrzy na mnie. - Czy ty... - Wziąłem głęboki oddech, mocniej zaciskając palce na jej dłoni. - Czy uczyłaś się... Nie, źle to ująłem. Chodzi mi o to... czego nauczyłaś się podczas swoich poprzednich związków z obiektami.

Naprawdę nienawidziłem tego określenia, ale to było najlepsze określenie jakie przyszło mi do głowy.

- Hmm... - zamruczała w zamyśleniu i mogłem dostrzec jak zastanawia się nad odpowiedzią. - Cieszę się, że o to spytałeś, Edwardzie. Szczerze, to dzięki poprzednim związkom jestem tym, kim jestem dziś.

- Co? Jak? - Boże, wiedziałem, że ta rozmowa nie będzie łatwa.

Bella westchnęła i wzruszyła ramionami, patrząc mi prosto w oczy.

- Jesteś pewien, że chcesz to usłyszeć? - Kiedy kiwnąłem, kontynuowała bawienie się moimi palcami. Znak, że czuje się niekomfortowo. - W porządku, najpierw Jacob. Od niego nauczyłam się zaciętej lojalności.

Zaśmiałem się. Ten dupek był daleko od lojalności.

- Skarbie, był lojalny wobec ciebie, dopóki nie chciałeś go pchnąć w złym kierunku. - Wywróciłem oczami, pokazując jej, by kontynuowała. - Julian nauczył mnie tańczyć i wszystkiego co się z tym wiąże. - Spojrzałem na nią zmieszany. - Taniec pomaga z równowagą. Dzięki temu poczułam się seksowniej i dodało mi to pewności siebie, której brakowało mi, gdy byłam młodsza.

- Zobaczmy co dalej, Mark. On zaraził mnie miłością do samochodów i nauczył mnie jak dbać o moją starą ciężarówkę. Boże, uwielbiał przy niej majstrować. Dzięki niemu zawsze czułam się piękna, nawet jeśli miałam smugę smaru na policzku. To zwiększyło moją samoocenę i nauczyło mnie kochać siebie taką jaka jestem.

- Chris i Reese pomogli mi znaleźć moje dwa powołania. Chris kochał książki i dzięki niemu zaczęłam czytać wszystko, co wpadło mi w ręce. Dodatkowo nauczył mnie przelewać moją wyobraźnię na papier. Reese pomógł mi odkryć kolejny krok w mojej karierze. Zostałam terapeutką dzięki niemu i jego ojcu.

- Dzięki reszcie poszerzyłam swoje gusta. Nowe smaki, jeśli wolisz takie określenie. - Bella zarumieniła się i zrozumiałem. Pomogli jej odkryć lisicę w sypialni. Nie podobało mi się to, w szczególności, że było to stosunkowo niedawno.

Ugh... czy ona próbowała pozycji "szczypce" z innymi?

- Szczypce?

Bella wywróciła oczami.

- Ty byłeś jedynym, który podjął się tej zaawansowanej pozycji.

Uśmiechnąłem się, nie mogąc się powstrzymać.

- Zdominowana?

Bella kiwnęła głową, przez co moje oczy się rozszerzyły.

- Nie podobało mi się, utrata kontroli. Bardziej wolę jak ktoś góruje w sypialni, ale potrafię się podporządkować, tak jak byłeś tego świadkiem. Do pewnego stopnia oczywiście.

Kurwa, jeśli już nie byłbym twardy, to stanąłby mi w tej chwili na myśl o niej przywiązanej do łóżka z opaską na oczach. Pieprzyć to, mam zamiar przywiązać ją do krzesła. Bella zachichotała i wyrwała mnie z moich fantazji.

- Mistrzu, chyba musisz się tym zająć, bo inaczej wybuchniesz.

Cholera, czułem jak moja erekcja naciska na zamek moich jeansów. Bella pchnęła mnie do tyłu i usiadła na mnie okrakiem. Jęknąłem i położyłem dłonie na jej biodrach.

- Nie do dwunastego stycznia - wyszeptała do mojego ucha, a jej oddech był ciepły i wilgotny. Jęknąłem i przesunąłem jej biodra, by otarła się o moje krocze. Kurwa. To było cholernie dobre, a ona chciała więcej.

Wyjęczała cicho:

- Edwardzie

Zatrzymałem nasze ruchy, ponieważ ryzyko się zwiększyło.

- Przepraszam, ale tydzień wydaje się wiecznością, biorąc pod uwagę naszą aktywność.

Zamknęła oczy na doznania spowodowane tarciem, a gdy je otwarła jej spojrzenie było ożywione.

- Cóż, przynajmniej nie próbowałeś wyrzucić mnie z systemu po naszej kłótni. - Spiąłem się i odwróciłem od niej wzrok. Poczułem jak zadrżała. - Edwardzie, co zrobiłeś?

Odsunęła się i wstała, by usiąść na krześle naprzeciw mnie. Kurwa.

- Czekam. Co do diabła zrobiłeś po gali?

Bez jej dotyku zacząłem krążyć po pokoju.

- Bello, musisz zrozumieć, że byłem wkurzony - powiedziałem stanowczo, a dłonie zacisnąłem w pięści po bokach. - Chciałem zapomnieć o wszystkim, o tobie. Musiałem zapomnieć. - Przerwałem, nie będąc pewien, czy będę w stanie mówić dalej.

- Wyduś to z siebie - powiedziała spokojnie Bella, ale ten spokój przypominał dymiący wulkan.

Przełknąłem, wiedząc że cokolwiek powiem, będzie to złe. Ponieważ takie było, a gdyby sytuacja była odwrotna, też bym kipiał ze złości.

- Nie mogłem tego zrobić - zacząłem, ciągnąc się za włosy i próbując wydusić z siebie kolejne słowa: - Poszedłem do klubu, wypiłem kilka shotów, tańczyłem z kimś, ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Walczyłem ze wspomnieniami krążącymi w mojej głowie, ale jedno zastępowało drugie. A potem przed oczami miałem nasz ostatni wieczór w klubie - wyszeptałem, przypominając sobie obraz jej w konwulsjach. - Zamknąłem się w łazience i zwymiotowałem.

- Więc z nikim nie spałeś tamtej nocy? - Zaprzeczyłem ruchem głowy i mogłem dostrzec jak napięcie opuszcza jej ciało. - Czy całowałeś się z kimś tamtej nocy? - Kiedy pokręciłem głową, spytała o coś, na co nie chciałem odpowiadać: - A zrobiłbyś to, gdybyś nie wylądował w kiblu? - Kiedy nic nie powiedziałem, dostała swoją odpowiedź. Nie miałem pojęcia, co bym zrobił jeśli bym nie klęczał przed ubikacją. Wyszedłbym z klubu z przypadkową kobietą, przeleciałbym ją i udawał, że Bella nie istnieje?

Część mnie wiedziała, że nie ma takiej możliwości, ale inna, ta zła, stwierdziła że mogłoby tak być. Możliwe, że tamtej nocy zrobiłbym to, ale nie po odwiedzeniu jej w szpitalu i zdecydowanie nie po tym, jak dowiedziałem się, że zostanę ojcem. To wyjaśnia, co stało się z Ritą.

Bella westchnęła, wpatrując się w swoje kolana. I mogłem dostrzec czającą się w jej oczach obawę.

- A po tym jak wyszedłeś ze szpitala, w Kalifornii?

Skrzywiłem się, nie będąc w stanie spojrzeć jej w oczy. Wypuściła stłumiony szloch, przez co zacząłem dukać wyjaśnienia:

- Poszedłem do baru, w którym bywałem wcześniej, gdzie pracowała jedna z kelnerek, z którą byłem i ja...

Kiedy zaczęłam kręcić głową, wiedziałem, że założyła najgorsze.

- Wynoś się!

Zaprzeczyłem ruchem głowy i kontynuowałem tłumaczenie się błagalnym tonem:

- Nie mogłem przestać o tobie myśleć. Nie chciałem niczego zrobić.

- Ale tam była i sama się zaoferowała. - Bella skrzyżowała ramiona na piersi, patrząc na mnie surowym wzrokiem.

- Tak, ale powiedziałem, że nie jestem zainteresowany. Myślę, że zrobiło jej się mnie żal. Rozmawialiśmy, kiedy zdała sobie sprawę, że coś jest ze mną nie tak. Powiedziała, że muszę odpuścić. I zrobiłem to.

Jej oddech uwiązł, ukryła twarz w dłoniach i łkała. Uklęknąłem przed nią, otaczając ją najlepiej jak mogłem.

- Nie, dziecinko. Nie w ten sposób. Po prostu wyszedłem i wyczerpywałem się fizycznie. Biegałem i pozwalałem sobie myśleć o nas razem. Analizowałem wszystko, ponieważ potrzebowałem tego. Były momenty, kiedy nie mogłaś udawać, że mnie kochasz. Starałem się zaprzeczyć, że te chwile miały miejsce, ale były prawdziwe. Gdyby nie te wspomnienia, twoje filmiki, Becky pchająca mnie we właściwym kierunku, prawdopodobnie byłbym teraz w Kalifornii i użalałbym się nad sobą.

Bella pokręciła głową.

- Byłam w cholernym szpitalnym łóżku, kiedy ty chciałeś kogoś przelecieć. Za pierwszym razem byłeś zły. Za drugim poszedłeś do źródła, które mogło ci dać to, co chciałeś. A ja byłam świeżo po operacji i na dodatek w katatonicznej śpiączce. Czy chociaż sprawdziłeś swoją pieprzoną sekretarkę? Czy zadzwoniłeś?

Pokręciłem głową, nienawidząc bólu w jej oczach, a najbardziej tego, że je przede mną zamknęła. Skutecznie się ode mnie odcięła.

- Chcę, żebyś teraz wyszedł - wyszeptała. - Muszę to przemyśleć.

Kiwnąłem głową, prawie wybuchając płaczem, gdy mnie delikatnie odepchnęła.

- Przepraszam - powiedziałem zdesperowany. Bella pokręciła głową.

- Nie mogę tego zrobić w tej chwili.

Wiedziałem, że nie może, ale odmówiłem sobie poddania się bez walki. Już to zrobiłem i żałowałem tego z całego serca. W głębi duszy wiedziałem, że już walczy o mnie.

- Okłamałaś mnie i jestem gotów, by ci przebaczyć - powiedziałem twardo, starając się nie naciskać na nią.

Zamiast zareagować ostro, tak jak się spodziewałem, złamała mnie pytaniem:

- Powiedz mi, Edwardzie. Gdybym nie wylądowała w szpitalu, a ty poleciałbyś do Kalifornii, czy przebaczyłbyś mi gdybym o tobie zapomniała?

Zacisnąłem zęby.

- Nic nie zrobiłem.

- Nie zrobiłeś. Ale myślałeś o tym. I zastanawiam się, czy to myśl o mnie cię powstrzymała. Czy może to, że noszę twoje dziecko?

Pokręciłem głową i chwyciłem jej twarz w dłonie.

- Nie, Bella. Tu nie chodzi o dziecko. Tu nawet nie chodzi o ciebie. Nie chciałem tego i nic o niej nie wiedziałem. Jej ulubionego koloru, że bierze dwie śmietanki i dwie saszetki cukru do kawy, czy że pracowała podczas studiów. Nie znałem nawet jej nazwiska, to mnie przeraziło.

Zaskakując mnie, Bella uśmiechnęła się, wyglądając na zadowoloną z siebie. Uniosłem brew w pytaniu, powodując u niej śmiech. O co chodzi z tą nagłą huśtawką nastrojów?

- W takim razie udało się. Teraz seks dla ciebie znaczy więcej.

Zgarbiłem ramiona i pokręciłem głową. Czy to był powód, przez który nie mogłem tego zrobić? Pamiętam co Julian powiedział podczas gali:

- Nie pasujesz już tutaj, Edwardzie. Sądzę, że nigdy nie pasowałeś. Przyszedłeś tutaj i zamieniłeś się w robota. Powiedz, czy ktoś wpłynął na ciebie tak jak ona?

- Nie.

- Dokładnie. Zrobiła nawet więcej.

Osiągnęła więcej. Czyn stał się bardziej intymny i były w to zaangażowane emocje. Czy byłoby tak samo z inną kobietą, gdybym spróbował? Wątpię w to, gdy znasz kogoś od kilku godzin, tak jak wszystkie kobiety wcześniej.

Część mnie zastanawiała się czy to była Bella. Nikt nie mógł się z nią równać, ale gdybym wybrał odejście od niej, czy wróciłbym do starych nawyków? Nie. Wiedziałem, że nie mógłbym. Wtedy zrozumiałem, dlaczego odnosiła takie sukcesy z innymi obiektami. Doprowadzała do czynu pomiędzy dwójką ludzi i osiągali w ten sposób więcej.

Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem jej usta delikatnie.

- Masz rację. Seks teraz nie jest tylko seksem. Ale od chwili, kiedy podarowałaś mi część siebie, zrobiło się inaczej. Myślę, że to byłaś ty.

Objęła moją twarz, gdy ja ocierałem kciukiem jej łzy.

- Teraz, kiedy wydajesz się rozumieć jaką drogę pokonałam, myślę, że nadeszła moja kolej na przeproszenie ciebie za to, co zrobiłam - wyszeptała i pocałowała mnie w policzek. - Przepraszam, że nie powiedziałam ci prawdy wcześniej, kiedy wiedziałam, że nadszedł czas. Bałam się, że cię stracę. Część mnie zawsze wierzyła, że tak będzie.

I zrozumiałem dlaczego ze mną nie walczyła, kiedy odmówiłem wysłuchania jej sekretu. I miałem to samo przeczucie przez cały nasz związek, że to się skończy. Nienawidziłem tej części, a wiedziałem, że dla niej było to jeszcze cięższe.

- Ale uważam, że powinieneś się bardziej postarać o moje przebaczenie za tańczenie z inną kobietą.

Wiedziałem co robi, łudząc się, że to rozładuje napięcie. W jej oczach był błysk, ale stłumiony przez zmęczenie.

Uśmiechnąłem się do niej i przycisnąłem moje usta do jej.

- Co ty na to? - Wzruszyła ramionami i wygięła szyję, żebym miał łatwiejszy dostęp. Zachichotałem i przycisnąłem usta do jej szyi, zaczynając wędrówkę u podstawy jej, a kończąc przy uchu. - I jak?

- Nie, nadal niewystarczająco - zażartowała Bella, zbyt spójnie jak na mój gust.

Zachichotałem, na jej próbę pozostania niewzruszoną. Ale zauważyłem jak drżą jej kolana.

- Więc, co muszę zrobić, by zdobyć twoje przebaczenie?

Bella pociągnęła mnie za włosy, zmuszając mnie do spojrzenia jej w oczy. Strach czaił się za miłością w jej spojrzeniu.

- Przebacz mi i kochaj mnie - wyszeptała desperacko.

- Teraz i na zawsze - wyszeptałem w odpowiedzi, zamykając jej usta swoimi.

~oOo~ ~oOo~ ~oOo~ ~oOo~

Resztę dnia spędziliśmy na kanapie, oglądając powtórki "Przyjaciół", a potem przez pół nocy pakowaliśmy prezenty świąteczne. Jednakże, oboje zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nie mamy gdzie ich schować.

Następny dzień spędziliśmy na obijaniu się, ale ona poświęciła kilka godzin na odpisywanie na maile i rozmowy telefoniczne. Zrobiłem to samo, wdzięczny Carlisle'owi, że wysłał mi maila, przewidując moje potrzeby. Oznajmił, że mogę wziąć wolne aż do końca stycznia. Zajął się wszystkim, podczas mojej nieobecności.

Kiedy poszedłem sprawdzić co u Belli, znalazłem ją kłócącą się z kimś przez telefon.

- Musimy to przełożyć - powiedziała, nie zdając sobie sprawy, że wszedłem do pokoju. Wycofałem się, uznając, że to ważne. - Jestem świadoma zobowiązań wobec umowy, ale nie wiedziałam, że będę potrzebować operacji. Chwilowo jestem jak niepełnosprawna. Nie mogę się włóczyć po całych stanach. - Zamilkła, słuchając kogoś po drugiej stronie linii. Podniosła terminarz i przekartkowała go. - Mogę ci dać dwa tygodnie w lutym, w marcu startuje. Dziękuję i wesołych świąt, Karen.

Bella westchnęła i wyglądała na wykończoną. Nieważne o czym była ta rozmowa, znacząco wpłynęła na nią. Zdecydowałem się nie poruszać teraz tego tematu. Wiedziałem, że to ma związek z jej książką, ponieważ rozmawiała ze swoją agentką. Musimy później porozmawiać, ale teraz musi odpocząć.

Kolejnego dnia był dwudziesty czwarty i mieliśmy być tylko w dwójkę, poza kolacją, na którą przyjdą Nessie z Jacobem. Bella chciała zaprosić Alice i resztę mojej rodziny, ale wiedziała, że nie jestem na to gotowy. Część mnie obawiała się, że przebiją naszą bańkę szczęścia, którą tworzyliśmy z Bellą od mojego powrotu.

Na szczęście, po skończeniu rozmów, zgodziła się na drzemkę przed kolacją. Kiedy układałem ją do snu, w głowie układałem plan na udekorowanie salonu, dzięki czemu mógłbym otrzymać szeroki uśmiech od mojej dziewczyny. Do tego potrzebowałem Nessie i Jacoba.

Byli jej rodziną i wiedziałem, że zgodzą się pomóc. I pomogli, przyjechali krótko po moim telefonie z posiłkami. Musieliśmy poprzesuwać kilka mebli, ale domowa atmosfera spowodowała, że było warto. A jeśli Bella to pokocha, to zdecydowanie było warto.

Byłem szczęśliwy, łatwo było utrzymać przyjazny nastrój, kiedy Jacob był taki chętny do uszczęśliwienia Belli. Została do zrobienia ostatnia rzecz, by wszystko było idealne i znowu potrzebowałem pomocy. Zaplanowaliśmy wszystko. Nessie miała zagadać Bellę podczas przygotowywania obiadu, a Jacob i ja mieliśmy wyjść pod pozorem ostatnich, przedświątecznych zakupów, by przebiegle przygotować jej niespodziankę.

Kiedy Bella wstała, wszystko było zaplanowane, a moi partnerzy zbrodni wyszli. Obiecali przyjechać wcześnie rano, by pomóc ze wszystkim. Bella przeszła przez hol, przecierając oczy i przeciągając się jak kotka. Obserwowałem jak obserwuje otoczenie.

Jej wzrok tańczył po choince w rogu, ozdobionej migoczącymi lampkami i setką ozdób. Jacob, Nessie i ja ozdobiliśmy ściany świecącymi girlandami. Jej uśmiech się powiększył, kiedy jej oczy spoczęły na jadalni, w której znajdowała się mała choinka ozdobiona bohaterami Disney'a. Odwracając się w stronę biblioteczki, jęknęła, kiedy dostrzegła mój miniaturowy fortepian. Kiedy jej wzrok spotkał moje oczy, rozpłakała się.

Przebiegła przez salon i rzuciła się w moje ramiona.

- Czy to ty to wszystko zrobiłeś? - spytała podniecona.

- Tak, ale miałem małą pomoc - odpowiedziałem z uśmiechem.

- Kto ci w tym pomógł?

Zaśmiałem się, zanim odpowiedziałem:

- Twoja kuzynka, Jacob i kilku jego kumpli.

- Łał. - Bella uśmiechnęła się i obsypała moją twarz pocałunkami. Kochałem każdą sekundę tego. Słodkie tortury. - Nie mogę uwierzyć, że nic nie usłyszałam. Zazwyczaj robią wszystko, poza byciem cicho. - Zachichotałem i zacieśniłem uścisk wokół niej.

- Tak, zgadzam się z tobą. Ale wiedzieli, że to ma być niespodzianka. Chociaż, kiedy poszliśmy na zakupy po to wszystko, mieli wiele do powiedzenia. - Przypomniałem sobie ich pierwsze spojrzenie zaraz po ich przyjściu. - Przedstawili swoje zamiary. W skrócie ostrzegli, że jeśli jeszcze raz będziesz przeze mnie płakać, to mój tyłek będzie się smażyć w piekle. Zrobili to wszystko dla ciebie, kochanie. Ale także zjedli wszystko to, co było jadalne w tym mieszkaniu. Musiałem wysłać Emily i Sama po zakupy.

Bella odrzuciła głowę do tyłu i się roześmiała. Tego dźwięku rozpaczliwie mi brakowało i zrobiłbym wszystko, żeby go słyszeć codziennie. Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem do choinki wysokiej na osiem stóp, przybranej ozdobami z naszego dzieciństwa. Nessie miała ozdoby po Renee, ponieważ Bella i Jordan nie ubierali choinek od śmierci rodziców. Położyłem pudełko moich ulubionych ozdób z dzieciństwa na jej rękach.

Uśmiechnęła się do mnie. Jęknęła, kiedy dostrzegła kilka klasycznych łabędzi z białego szkła.

- Od zawsze były moimi ulubionymi - wyszeptałem. Wyciągnąłem jedną bombkę i pozwoliłem jej się kołysać na sznureczku. Była mała, drobna i delikatna, ale piękna.

- Każdą nazwałem - powiedziałem cicho. - Jedną nazwałem Alice, ponieważ w tym samym roku Alice dołączyła do rodziny. Jedną nazwałem po mamie, a inną po cioci, Esme. - Dotknąłem każdej, aż dotarłem do czwartej. - Nie wiedziałem jak nazwać resztę. Potem moja mama spytała, dlaczego je tak lubię i powiedziałem jej, że są piękne. A potem mnie olśniło jak mam je nazwać. - Podniosłem jedną i pokazałem nabazgrane słowo.

- Piękna - wyszeptała. Kiwnąłem i odłożyłem ją, po czym podniosłem kolejną, pokazując Belli i prosząc, by przeczytała. - Bonita3 - wyszeptała, a łzy spłynęły po jej policzkach. Kontynuowaliśmy czytanie wyrazu 'piękna' w różnych językach.

Wyciągnąłem ostatnią i obydwoje wyszeptaliśmy:

- Bella4.

Razem powiesiliśmy ją na choince. Palce Belli śledziły zdobienia.

- Są piękne, Edwardzie. - Przejechała opuszkiem po delikatnym, kolorowym szkle.

Bella uśmiechnęła się delikatnie, jakby sobie coś przypomniała.

- To jedna z twoich. Nessie powiedziała, że to twoja ulubiona.

Bella skinęła głową, chwytając ozdobę wiszącą na drzewku.

- Nie jest stara. Kupiłam ją w Kalifornii, w sklepie z antykami, wraz z moją mamą rok przed jej śmiercią. Wtedy "Pretty Woman" był moim ulubionym filmem. - Zaśmiała się i odwróciła bombkę tak, bym mógł przeczytać napis. Na spodzie widniał napis 'Edward' napisany odręcznym pismem Belli. Zachichotała i powiedziała: - Od zawsze chciałam, żeby 'Edward' był moim księciem z bajki. - Odwiesiła ozdobę i uśmiechnęła się.

- Nie jestem Richardem Gerem, kochanie. - Przyciągnąłem ją bliżej, owijając ramiona wokół mnie.

- Nie, nie jesteś, ponieważ jesteś znacznie lepszy - wyszeptała Bella i pocałowała mnie miękko. Jęknąłem w odpowiedzi, na co się zaśmiała. - Dziękuję, Edwardzie. Potrzebowałam tego. Nie robiłam tego od bardzo dawna. Większość z ozdób jest od rodziców i Brianny. Nie powinnam ich ukrywać. Są zbyt cenne i wiem, że nie będzie łatwo stanąć twarzą twarz z Nessie i Jacobem, więc dziękuję.

Tej nocy tuliłem ją w naszym łóżku.

~oOo~

Zgodnie z obietnicą, Nessie i Jacob pojawili się wcześnie rano. Pocałowałem Bellę na pożegnanie i obiecałem wrócić przed obiadem. Była zdenerwowana, ponieważ mieliśmy z Jacobem spędzić czas razem, ale zapewniłem ją, że wszystko będzie dobrze. Jacob i ja wzięliśmy auto Belli, ale Jake uparł się na prowadzenie. Zgodziłem się, ale pod warunkiem zamiany, gdy będziemy wracać do domu. Bez osób trzecich, samochód był przepełniony napięciem. Próbowałem ignorować je i ciszę panującą wokół.

Jednakże, Jacob wyłączył radio w połowie drogi.

- Jak wczorajszy wieczór?

Wywróciłem oczami i westchnąłem. Technicznie, przygotowałem się na to, ponieważ wiedziałem, że będzie chciał porozmawiać. Jacob jest straszną gadułą, przynajmniej był. Uśmiechnąłem się i zapytałem:

- Zapomniałeś kim jestem?

Jake zaśmiał się i błysnął uśmiechem.

- Nieee, nie zapomniałem. Do diabła, kto by zapomniał kogoś, kto zbajerował administratorkę biura, dzięki czemu dostałem dodatkowy tydzień na zapłacenie mojego czesnego.

Zachichotałem, przypominając sobie starszą kobietę uległą na moje wdzięki.

- Pani Cope była łatwa.

- Myślę, że jesteś jedynym, który tego dokonał. Nikt nie był w stanie tego zrobić.

- Cóż mogę powiedzieć? Uczyłem się od najlepszych. Mój ojciec zawsze potrafił udobruchać moją matkę. Nigdy się na niego nie złościła.

- Dzięki, Cullen. Gdyby nie ty, nigdy bym nie skończył ostatniego roku na collegu. - Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się. Po chwili jego uśmiech się poszerzył. - Chcesz usłyszeć jak wsadziłem Belli żabę w majtki jak była mała?

Zaśmiałem się.

- Opowiadaj.

- Wiesz, że ona mnie zabije jeśli ci powiem.

- Ach, to będzie nasz sekret, Jacob.

Dwie godziny później wjechaliśmy na podjazd przed piętrowym domkiem i dużym drzewem od frontu. Westchnąłem, kiedy Jacob wyłączył silnik.

- Jesteś gotowy, Edwardzie?

Pokręciłem głową, ale wyskoczyłem z samochodu i podszedłem do frontowych drzwi. Zadzwoniłem, a kilka sekund później pojawiła się znajoma twarz. Odsunęła się, jakby wiedziała po co przyjechałem i wpuściła mnie do środka. Wszedłem do małego korytarza, po czym wkroczyłem do jasno żółtej kuchni. Siedział na swoim wózku, co było powodem mojej kilkugodzinnej jazdy.

- Witaj, Jordan.

Odwrócił swój wózek, jego twarz była czerwona, a szczęka zaciśnięta, gdy spojrzał na mnie.

- Co ty do diabła tutaj robisz? - Poczułem się cholernie mile widziany. Nie przejmowałem się tym, byłem zdeterminowany.

- Staram się, by moja narzeczona była szczęśliwa, a ty mi w tym pomożesz. - Jordan pokręcił głową, otwierając i zamykając usta kilka razy. - Możemy to zrobić na siłę - powiedziałem brutalnie - lub po dobroci, Jordan. Nieważne jaki sposób wybierzemy, nie wyjdę stąd bez ciebie.

1 Scrapbooking - forma twórczości artystycznej polegającej na ozdabianiu albumów ze zdjęciami za pomocą tasiemek, naklejek oraz innych elementów ozdobnych

2 Gymboree - sieć sklepów z ubraniami i akcesoriami dla dzieci i noworodków.

3 Bonita - imię żeńskie, po portugalsku: piękna

4 Bella - imię żeńskie, po włosku: piękna