28. Prezenty

Przez krótką chwilę, Jordan wyglądał jakby chciał mnie znokautować. To nie tak, że go obwiniałem, ponieważ nie byłem zbyt miły w tym momencie. Dodatkowo, wpadłem z jego siostrą, przynajmniej wydaje mi się, że tak to widzi. Czy zapomniałem wspomnieć, że ją opuściłem?

- Pieprz się, Cullen - wymamrotał. - Nie mam teraz nastroju do tego rodzaju gówna. Julie jest cholernie na mnie wkurzona. Jacob i Nessie też, nawet nie chcą przyjść na obiad świąteczny. Nie zniosę więcej tego gówna.

- Nazywasz swoją siostrę gównem? - zawrzałem. Otworzył szeroko oczy, postawił się na moim miejscu i zacisnął dłonie w pięści.

- Nie! Nie, mam na myśli tą całą chorą sytuację. - Zaklął i przeczesał palcami włosy.

- Dlaczego, Jordan? Dlaczego ją opuściłeś?

Jordan westchnął i wprowadził mnie do salonu. Julie i Jacob siedzieli na sofie, obserwując naszą wymianę zdań.

- Usiądź, Edwardzie - powiedział. Przynajmniej był gościnny. - Co tutaj robisz, Jacobie? - spytał Jordan, zatrzymując się na środku pokoju.

- Przyjechałem tutaj z Cullenem, by zataszczyć twoje dupsko do Belli - powiedział Jacob, wzruszając ramionami z durnym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Julie próbowała stłumić śmiech, ale się jej nie udało. Dupek wydawał się z tego cieszyć.

Jak to się mówi? Zemsta jest słodka.

Jordan spiorunował wzrokiem Julie, przez co przestała się śmiać. Spojrzała na niego w odpowiedzi i uniosła brew w pytaniu, a nawet z gniewem. Posłała mu 'to' spojrzenie. Spojrzenie, od którego twoje jaja się kurczą. Faceci nie potrafią patrzeć w ten sposób. To jest niesprawiedliwe.

Zarobiłem kilka takich spojrzeń od Belli, dlatego miałem ochotę schować się w mysią dziurę, kiedy widziałem jedno z nich. Przeczyściłem gardło, zwracając na siebie uwagę Jordana.

- Dlaczego, Jordan? - spytałem.

- Po pierwsze, sam mi powiedz dlaczego odszedłeś, dupku. - Kręciłem głową, dopóki Julie nie wysyczała mojego imienia.

- Cóż, głównym powodem była złość. Nie miałem pojęcia co było prawdą, a co kłamstwem. Nie mogłem brać jej na poważnie, skoro od początku mnie okłamywała. Byłem też przerażony. Bałem się, że już ją straciłem.

Wstałem i ruszyłem w stronę kominka. Na gzymsie stały dziesiątki zdjęć Belli, jej brata i ich rodziców. Jedno ze zdjęć przedstawiało Bellę, wyglądała tak jak wtedy, gdy poznałem ją kilka lat temu. Jej twarz była przyciśnięta do innej dziewczyny, z aparatem na zębach, okularach i krótkimi kręconymi włosami.

- Musiałem odejść, Edwardzie. Spieprzyłem jej większość życia.

Odwróciłem się w jego stronę. Trzymał zdjęcie Belli.

- Gdybym nie był takim dupkiem w liceum, miałaby więcej przyjaciół. - Spojrzałem na Jacoba, który tylko wzruszył ramionami zdezorientowany.

- Większość dziewczyn nie chciała poświęcić Belli czasu, ponieważ je wkurzałem. A te, których jeszcze nie pieprzyłem, dzięki niej, chciały dostać się do mnie. Nie ufała nikomu, poza Brianną. Zepsułem jej każdą randkę na jaką się umówiła w liceum. I to nie dlatego, że była nieatrakcyjna jak twierdziła, ale dlatego, że biłem się z każdym, który spojrzał w jej kierunku. Z doświadczenia wiedziałem, co dupki w jej wieku chcą od niej, chcą dostać się do jej majtek. Nie miała pojęcia ilu facetów odgoniłem. Właściwie chroniłem ją przed skurwielami takimi jak ja. - Odłożył zdjęcie na kraniec stołu. - Chodzi o to, że nigdy jej tak naprawdę nie chroniłem. Pogorszyłem tylko sprawę. Umawiała się z takimi dupkami przez tak długi czas. Oczekiwałeś, że przyjmę to spokojnie? Jestem wkurzony, nie na Bellę, ale na siebie. Poświęciła całe swoje życie na pomaganie takim gnojkom jak ja.

- Jordan, mogę zrozumieć, dlaczego to widzisz w ten sposób. I to jest prawda - powiedziałem, wzruszając ramionami.

- Umm... dziękuję, dupku. Czuję się o wiele lepiej - wysyczał przez zaciśnięte zęby Jordan.

- Chcesz, żebym narysował ci ładny rysunek - powiedziałem, wywracając oczami. - To się nie stanie. Po tym co ty i Bella przeszliście, nie ma możliwości żeby namalować coś innego niż katastrofę. Było zbyt wiele bólu, głównie z twojego powodu. Czy myślisz, że jeśli wiedziałbyś wcześniej o tym, co ona wyprawia, to byłbyś w stanie zmienić jej myślenie? Powstrzymać ją?

Jordan pokręcił głową.

- Kurwa, nie. Znam moją siostrę. Odkąd nauczyła się chodzić i gadać, uroiła sobie coś w swojej małej główce, by pomagać innym. Nasza matka wpoiła nam to, ale Bella miała naturalną empatię. Jedyną rzeczą z jaką miała problem, to gdy ludzie chcieli jej pomóc. A od śmierci Brianny, nabawiła się kompleksu bohatera. Myśli, że uratuje wszystkich.

- Ratuje wszystkich przed losem, który spotkał ciebie i Briannę - powiedziałem.

- Dokładnie, teraz powiedz mi Edwardzie, jak mam pójść do niej i przeprosić za zrujnowanie jej życia?

- Ona nigdy nie uważała, że to co się stało zrujnowało jej życie. Mogę ci teraz powiedzieć, że masz rację, ponieważ sama nigdy by nie doszła do tego momentu, w którym znajduje się teraz. Cóż... może oprócz nie wyjawienia mi prawdy wcześniej. Teraz może być szczęśliwa. Będziemy mieli dziecko i przejdziemy przez to razem. Ale żeby była w pełni szczęśliwa, to potrzebuje ciebie.

Wypuściłem powietrze z płuc, czując jak emocjonalne zmęczenie z kilku ostatnich tygodni zalewa moje ciało. Usiadłem, zanim kontynuowałem:

- Jordan, powiedziała mi jaki wpływ mieli jej pacjenci na to kim jest teraz. Nigdy nie żałowała swoich poprzednich związków.

- Myślę, że ją rozumiem. Nienawidzę nawet o tym myśleć. Ale za tym stwierdzeniem kryje się prawda. Nie zauważyłem żadnych zmian w trakcie lub po jej związkach. Ale to mi nie przeszkadza. Mogę spojrzeć w przeszłość. Jeśli ty mogłeś, to ja też to zrobię. Ale Edwardzie, ona musi mi przebaczyć. Nie sądzę, żeby to zrobiła po tym, jak ją opuściłem, kiedy najbardziej mnie potrzebowała.

- Po telefonie od ciebie, płakała w moich ramionach, wołając twoje imię, Jordan. Zaufaj mi, chce swojego braciszka. A jeśli chodzi o przebaczenie, na to musisz zapracować.

- Chyba nie mam innego wyjścia. Brakuje mi jej. Muszę wiedzieć, że z nią dobrze. - Jordan kiwnął głową i milczał przez chwilę. - W takim razie pojadę z tobą.

Uśmiechnąłem się i położyłem dłoń na jego ramieniu.

- Tylko o to proszę.

Jordan zmierzył wzrokiem moją dłoń na swoim ramieniu i uniósł brew. Natychmiast opuściłem rękę, powodując u niego śmiech.

- Julie, mogłabyś spakować torbę, możliwe że moja siostra będzie chciała, żebyśmy zostali na noc - powiedział Jordan, patrząc na Julie. Uśmiechnęła się i skinęła głową, pocałowała Jordana i poszła na piętro.

- Hej, Jordan, czy będziesz miał coś przeciwko, jeśli pokażę Edwardowi stary pokój Belli? - spytał Jacob, wstając z kanapy.

- Śmiało. Będzie miał ochotę stamtąd uciec.

- Czekaj, czy to jest wasz rodzinny dom? - spytałem, rozglądając się po nim. Powinienem wiedzieć. Dom był stary i wyglądał na zamieszkany od wielu lat.

- Tak - powiedział smutno Jordan. - Bella nie czuje się tutaj komfortowo od śmierci Brianny, ale nie możemy go sprzedać. - Jordan spojrzał w róg salonu, a jego oczy wyglądały jakby cofnął się w przeszłość. - Ślady krwi nie chcą zejść. Jednego wieczoru, kiedy nasi rodzice i ja wróciliśmy od lekarza, znaleźliśmy Bellę zrywającą podłogę zakrwawionymi palcami - dopowiedział cicho.

Uzmysłowiłem sobie, dlaczego jego wzrok utknął w rogu pokoju. Na małej półce w rogu stała zapalona świeczka oraz zdjęcie Belli i Brianny. Wyobrażenie owej nocy przemknęło mi przed oczami i zrobiło mi się słabo.

- Chodźmy, Edwardzie - powiedział Jacob, popychając mnie w stronę schodów. Dotarło do mnie, że znajdowałem się w domu, gdzie życie Belli drastycznie się zmieniło.

- Teraz się przygotuj - zachichotał Jake, kiedy stanęliśmy przed drzwiami do pokoju Belli. Przyklejono do nich napis:

Uwaga!

Wchodzisz na własne ryzyko

Zawróć, jeśli cenisz swoje życie

Ostrzegam cię

Nadal masz zamiar wejść, prawda?

Zachichotałem, typowa Bella. Jacob patrzył na mnie przez chwilę.

- Bella była bardzo, um... prosta na zewnątrz, gdy była dzieckiem. Ale w środku była...

Sapnąłem, a moja szczęka opadła, kiedy otworzył drzwi. Wszystkie powierzchnie były pokryte malowidłami. Ściana naprzeciw mnie przedstawiała plażę i zachód słońca. Było przepiękne i realistyczne. Spojrzałem na Jacoba z pytaniem wymalowanym na twarzy i podziwem.

- Tak, ona to namalowała. Ona myśl, że nie jest w tym dobra, ale sam widzisz. Jest pełna tego gówna.

Pod prawą ścianą stało wąskie łóżko pokryte ciemno niebieskim prześcieradłem. Na ścianie był ciemny las okalający małą wioskę. Było na nim tak wiele zieleni, że nie byłem pewien, gdzie zaczyna się ziemia. Odwróciłam się w stronę lewej ściany.

Można było to opisać jako łąkę z jasnym falującym niebem. Łąka była idealnie okrągła, okolona drzewami. Wysoka trawa i rozsiane kwiaty. Widok ten był dziwnie znajomy.

Stała tam toaletka i komoda zastawiona zdjęciami. Półka na książki wisiała nad toaletką. Zachwyciło mnie to, że meble nie zasłaniały widoku, a wręcz wpasowały się w niego, jakby tam należały. Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Większość zdjęć przedstawiało ją i Briannę. Ale na kilku znaleźli się również Jordan i Jasper. Jedno było nawet zrobione u nas, siedziała w moim starym pokoju lata temu. Mój wzrok padł na zdjęcie, na którym Bella tuliła kobietę, która mogła być tylko jej matką.

Renne miała ten sam kolor włosów co jej córka, ale były proste, bez fal. Jej oczy były brązowe, ale jaśniejsze. Jej skóra była trochę ciemniejsza, ale ich uśmiechy były prawie identyczne.

Uśmiechnąłem się i dotknąłem ramki. Wyglądała na szczęśliwą i beztroską. To było intrygujące i piękne połączenie u Belli. Jacob podszedł do łóżka i wyciągnął coś spod niego.

Niepewny gdzie spojrzeć, odwróciłem się w stronę drzwi. Zaszokował mnie malunek, który tam znalazłem. To był ten sam zachód, co naprzeciw, ale znajdowała się na nim kobieta. Stała w blasku słońca, jej ramiona były zgarbione, a włosy rozwiane przez wiatr. Mimo iż nie mogłem dostrzec jej twarzy, to wiedziałem, że jest to Bella, smutna Bella.

- Ugh... wiedziałem, że jest to ciężkie, ale cholera... - narzekał Jacob, wysuwając płaską drewnianą skrzynię.

- Co to? - spytałem, podchodząc do niego.

- To coś, co powinieneś jej zawieźć. - Kiwnąłem i pomogłem mu podnieść ją na łóżko. Była na niej kłódka. W rogu była przymocowana mała metalowa paleta malarska z EGB wygrawerowanym na niej.

- Nie malowała od długiego czasu. Mam nadzieję, że jeśli ty jej to dasz, to zacznie znowu to robić - wyznał Jake. Kiwnąłem, zgadzając się na jego pomysł. - To pomoże w trakcie drogi, która nas czeka. - Oboje wiedzieliśmy co ma na myśli, na drodze, by ją w pełni odzyskać.

Cała nasza czwórka wyjechała zaraz po tym, Jacob i ja w samochodzie Belli, a Jordan z Julie w jego Volvo. Mieliśmy dobry czas, więc zdecydowałem się zadzwonić do Belli, by usłyszeć jej głos.

- Halo - powiedziała lekko zdyszana.

- Dziecinko, co ty robisz?

- Robię chleb - odpowiedziała wesoło.

- Są święta, mogłaś kupić gotowy w sklepie. Powinnaś iść na łatwiznę.

- Ugh, nie mogę. Muszę wyładować swoją frustrację. Wyrabianie ciasta pomaga. - Przeczyściłem gardło, ponieważ wiedziałem o jakim rodzaju frustracji ona mówi. Poprzedniej nocy miała bardzo realny sen, przez co musiałem opuścić łóżko i zadbać o własne potrzeby. Cholerna tortura.

- W porządku?

- Tak, jest dobrze - odpowiedziała z westchnieniem. - Ale tęsknię za tobą. Umm, czy Jacob nadal żyje?

- Tak, oczywiście. Prowadzi, znowu.

- Nie mogę sobie wyobrazić waszej dwójki załatwiającej razem swoje sprawy. Czekaj. Nie opowiadał ci żenujących historii o mnie, prawda?

Zaśmiałem się, odrzucając głowę w tył.

- Nic ci nie powiem.

Jacob uniósł brew, a ja pokręciłem głową.

- Za ile będziecie wracać?

- Wkrótce, a o której będzie obiad?

- Za godzinę.

- Kochanie, możesz dodać dwa nakrycia na stół?

- Pewnie. Kogo zaprosiłeś? Rodzinę? - zapytała z nadzieją.

- Tak, rodzinka. Będziemy przed obiadem. Czy potrzebujesz czegoś?

- Tak - odpowiedziała nieśmiało.

- Co to jest, kochana?

- Twoich ust - powiedziała poważnie, a w tle mogłem usłyszeć śmiech Nessie.

- Moje usta za niedługo tam będą. Kocham cię.

- Też cię kocham - powiedziała, rozłączając się.

- Ona albo cię zabije za nie powiedzenie jej, że Jordan przyjeżdża, albo będzie zachwycona najlepszym prezentem jaki kiedykolwiek dostała - powiedział Jacob.

- Osobiście, mam nadzieję, że mnie zabije.

- Biorąc pod uwagę twój ostatni prezent, to nie wróży dobrze...

Westchnąłem i przebiegłem palcami przez włosy. Wiedziałem, że ta rozmowa kiedyś nadejdzie.

- Wiem, że byłem dupkiem, Jacob - powiedziałem stanowczo. - Wtedy nie miałem odpowiedniego nastawianie. Naprawdę myślałem, że chce mnie opuścić. Nic nie było prawdziwe. To boli jak diabli.

- Tak, ale sposób w jaki to zrobiłeś... - powiedział Jake, kręcąc głową.

- Oświeć mnie. Jakbyś dowiedział się prawdy, to jakbyś zareagował?

Wzruszył ramionami.

- Błagałbym, by została ze mną, próbowałbym ją przekonać, że może mnie kochać.

Okej. Tego się nie spodziewałem. Ani jak mam się z tym czuć. Technicznie zrobiłem coś podobnego.

- Kiedy odmówiła wysłuchania i wyjaśnienia dlaczego, sam wiesz jak to jest. Poszedłem do najbliższego klubu i przeleciałem dwie dziewczyny. Jedną po drugiej, w alejce i w samochodzie, a później tego cholernie żałowałem. Powiedz, że tego nie zrobiłeś - powiedział Jacob, patrząc na mnie. Pokręciłem głową.

- Myślałem o tym. Właściwie poszedłem do klubu, ale nie dałem rady. Zrobiło mi się niedobrze. Wszędzie ją widziałem. Tydzień później spróbowałem ponownie, ale kiedy wszedłem do klubu, nie miałem na to ochoty.

Jake się roześmiał.

- Kurwa, naprawdę jest dla ciebie stworzona. Zdałeś test pijanej Belli, powietrzne szczypce i nie możesz znieść myśli o pieprzeniu innej kobiety. Oficjalnie mogę cię uznać jako zakończoną sprawę.

- Ugh, chciałem przypomnieć, że zamknęła moją sprawę miesiące temu. Dziękuję ci bardzo.

- Jednakże, oboje jesteście dla siebie stworzeni. Nie spała z żadnym ze swoich przypadków przez tygodnie, budując napięcie seksualne.

- Skurwielu, ty i Alice wepchnęliście nas w seksualny sparing, nie znając jego konsekwencji. Do diabła, pragnąłem jej od chwili, w której ją zobaczyłem.

- Cóż, Cullen, mogę powiedzieć, że kilka ostatnich dni było... przyjemnych. Właściwie, czuję sie trochę jak za starych, dobrych czasów.

- Czy naprawdę byłem taki zły?

- Tak, Edwardzie, byłeś. Kiedy cię poznałem byłeś nieśmiałym, trochę zabawnym i porządnym chłopakiem. Nabrałeś masy i zapisałeś się na siłownię, po czym stałeś się pieprzoną dziwką. Przepraszam, ale zamieniłeś się w dupka. Kiedy nie szukałeś kolejnej dupy do przelecenia, to można cię było znaleźć tylko tam, gdzie trwała dobra zabawa. Ale stałeś się jeszcze gorszy, odkąd zacząłeś pracę w firmie Carlisle'a. Potem Bella i ja zaczęliśmy się umawiać ponownie, a ty oskarżyłeś mnie o bycie z jedną kobietą i robiłeś wszystko, żeby to zniszczyć.

Do dupy, to naprawdę brzmi jakbym był dupkiem.

- Do diabła, kiedy opisałeś mnie w ten sposób...

- Cóż, nie spodziewałeś się chyba, że stworzę dla ciebie miły obrazek? - uśmiechnął się i zaśmiał. Pchnąłem go w ramię, mamrocząc, że jest dupkiem.

- Brzmisz jak Bella, kiedy rozmawia z Jordanem.

- Naprawdę zalazła mi pod skórę.

- Stary, nie chcesz chyba żebym zaczął opowiadać sprośne żarty.

- Do diabła, nie. Jeśli powiesz cokolwiek związanego z tobą, Bellą i seksem, to cię zabiję - powiedziałem poważnie.

- Nie zrobię tego. Nie plotkuję o swoich romansach - powiedział , zadowolony z siebie, Jacob.

- Dobra, skurwielu, doczekałeś się.

- Tylko się z tobą drażnię. Naprawdę kocham jej kuzynkę. Wiem, że to popieprzone, ponieważ obie wyglądają prawie identycznie. Naprawdę chciałbym ją poznać przed Bellą. Ponieważ wiem, że jeśli by się tak stało, Nessie i ja bylibyśmy już po ślubie.

Dojechaliśmy dwadzieścia minut przed obiadem. Cała nasza czwórka wsiadła do windy w ciszy. Jordan i Julie czekali w korytarzu, gdy Jacob i ja weszliśmy do naszego mieszkania.

Bella wpadła w moje ramiona sekundę później. Zachichotałem, owijając ramiona wokół niej i kręcąc nią wkoło. Pocałowałem ją namiętnie w usta.

- Tęskniłam za tobą - wyszeptała w moje usta.

- Też za tobą tęskniłem. - Przejechałem ręką po jej nagim ramieniu, wpatrując się w jej niesamowite oczy. Wyglądała cholernie dobrze w ciemno zielonej sukience, prawie błyszcząc.

- Kochanie, jeśli mogłabyś sobie zażyczyć czegokolwiek, co by to było?

Odpowiedziała bez wahania:

- Chciałabym, żeby zakaz seksu został zniesiony i miałabym "Przejażdżkę Cullena". - Dla lepszego efektu zatrzepotała rzęsami i przywarła swoimi krzywiznami do mnie.

- Bella, jestem poważny.

- Czy ta twarz nie wygląda poważnie? - Bella wskazała na siebie, wyglądając na opanowaną i spokojną. Pocałowałem ją w nos i zachichotałem.

- Proszę, bądź poważna.

- Chciałabym, żeby nasze dziecko było zdrowe i chciałabym być szczęśliwa z tobą i naszymi rodzinami.

Uśmiechnąłem się. To jest moja dziewczynka.

- Ktoś tu jest, żeby się z tobą zobaczyć, kochanie - powiedziałem, otwierając drzwi. Jęknęła, ponieważ zaraz za drzwiami był Jordan, stojący na nogach. Rzuciła się ku niemu, owijając ramiona wokół niego. Na szczęście udało mu się ustać w pozycji pionowej.

- Bella - wyszeptał, ściskając ją mocno. Załkała cicho w zgięciu jego szyi. Po chwili uspokoiła się i uderzyła jego pierś kilka razy.

- Nawet się na waż robić tego ponownie - powiedziała surowo. - Obiad jest gotowy i czeka.

Jak tylko to powiedziała, odwróciła się na pięcie i weszła do kuchni.

Jordan potarł pierś, kuląc się nieznacznie.

- Ow. Widzę, że polepszyła swoje ciosy. Ale i tak poszło lepiej, niż się spodziewałem. - Uniosłem brew. Jordan westchnął. - Yeah, wiem. Nadal muszę z nią porozmawiać.

Kiwnąłem głową i wpuściłem gości do środka. Jordan usiadł na swoim wózku, pocierając górę ud. Mam nadzieję, że nie poddawał się po próbie, ale byłem zadowolony z tego, ile wysiłku włożył w spotkanie z siostrą.

Julie pochyliła się i pocałowała go w policzek, szepcząc coś do jego ucha. Wyglądało to na ich intymną chwilę, więc poszedłem zobaczyć, czy Bella nie potrzebuje pomocy.

Obiad minął podczas przyjemnej rozmowy, głównie o naszym dzieciństwie. Nie sądziłem, że tak łatwo mi przyjdzie wspominanie moich rodziców, jak początkowo przypuszczałem. Prawdopodobnie dlatego, że dzieliłem ten moment z Bellą. Kocham słuchać o niej jak była mała, o wypadkach i niezależności od kiedy tylko mogła mówić.

Podsumowując, kolacja była fantastyczna. Deser był przepyszny, a ja miałem okazję spróbować placka jabłkowego Belli, którym Jacob zachwycał się podczas jazdy. Wszyscy przenieśliśmy się do salonu. Bella próbowała przekonać brata i Julie do zostania na noc. Jordan się zgodził, ale uprzedził nas, że wyjadą wcześniej, żeby spotkać się z rodziną Julie.

- Dobra, nadeszła pora na otwieranie prezentów - zakomunikował Jacob, ciągnąc Nessie, by usiadła z nim na podłodze obok drzewka. Jordan podniósł się ostrożnie z wózka, siadając z Julie obok reszty. Byłem zmieszany. Przecież mamy Wigilię.

- Edwardzie, otwieramy prezenty, bo wiemy, że nie możemy spędzić świątecznego poranka razem. Wszyscy jadą jutro w odwiedziny do innych osób - wyjaśniła Bella.

Kiwnąłem głową i usiadłem na podłodze, wciągając ją na moje kolana. Zamruczała z zadowoleniem, kiedy nasze ręce spoczęły na jej brzuchu. Jacob zaczął czytać imiona napisane na wizytówkach i podawać prezenty ich właścicielom.

- Nie wszystkie moje prezenty dla ciebie są pod drzewkiem. Mam kilka, ale nie dużych. Są na jutro - wyszeptała Bella do mojego ucha.

Kiwnąłem głową.

- Mam tak samo dla ciebie.

- Jacob, Nessie, zdecydowaliśmy się dać wam coś, co mam nadzieję szybko wykorzystacie. - Bella podała im małe pudełko.

Nessie rozerwała szybko czerwony papier i sapnęła.

- O mój Boże.

- Co to? - spytał Jacob, zaglądając jej przez ramię.

- Wakacje we Włoszech. Bilety lotnicze, wynajem samochodu, wycieczki i miła willa na trzy tygodnie - powiedziała Bella z uśmiechem.

- Dziękuję, Bello - powiedziała cicho Nessie.

- Dzięki, Bells - podziękował Jacob, puszczając perskie oko.

- Mam nadzieję, że wykorzystacie to na swój miesiąc miodowy - powiedziała Bella.

- Może - wyszeptała Nessie, rumieniąc się.

Jordan parsknął śmiechem.

- Och, cudownie.

- Nie zaczynaj, Jordan - zażartowała Bella. Podniósł poddańczo ręce, łapiąc paczkę, którą w niego rzuciła. Jordan zrobił unik i poczochrał włosy siostry. Obiecała mu, że dostanie klapsa jeśli to powtórzy. Uwierzyłem jej.

- Co mi dałaś, sis? - spytał Jordan, zrywając papier.

- Nic wielkiego - odpowiedziała z nieśmiałym uśmiechem.

- O Boże, matko... - Cokolwiek to było, Jordan wyglądał jakby dostał świętego Graala. - Czy jest... oryginalna? - Bella kiwnęła głową. Jordan wyciągnął zabawkę, figurkę z Gwiezdnych Wojen.

- Kurwa, znalazła ją. Ostatnia, której ci brakowało? - spytał Jacob.

- Tak - wyszeptał. - Bells, to musiało sporo... - Bella położyła dłoń na jego ustach.

- Nie. Zdobyłam ją dla ciebie i nie mogę jej zwrócić. Więc musisz z tym żyć.

Jordan dostał brakującą figurkę, kilka kart z graczami baseball'a i sezonowy bilet na Seahawks. Nessie i Julie dostały jakieś ciuchy i opłacony dzień w spa. Jacob dostał jakąś część do samochodu, za którą zaczął tulić Bellę i dziękować jej. Facet prawie się rozpłakał. Nareszcie miał część, której brakowało mu do naprawiania starej ciężarówki jego ojca.

Podałem jej jedyną paczkę, jaką dla niej przygotowałem na tą chwilę.

- No dalej, otwórz.

Otworzyła paczkę, w której znajdowało się pudełko z drzewa wiśniowego. Na wieczku była przytwierdzona mosiężna tabliczka z wygrawerowanym nazwiskiem: Masen. Spojrzała na mnie, unosząc brew.

- To przepisy mojej rodziny. Moja mama była doskonałą kucharką. W tym pudełku są przechowywane przepisy od stu lat. Teraz możesz dodać do niego swoje. - Otworzyła pudełko i dotknęła kilku kartek zapisanych odręcznym pismem. Bella uśmiechnęła się, a łzy wypełniły jej oczy.

- Jest idealne.

- Na resztę prezentów musisz poczekać - powiedziałem, całując ją w usta. Kiwnęła głową i popchnęła paczkę w moją stronę. Była lekka. Otworzyłem go i w środku znalazłem piękną, oprawioną w skórę książkę. Na pierwszej stronie było coś napisane jej odręcznym pismem:

Dla jedynego mężczyzny, który sprawia,

że moja krew i serce śpiewa

Nadal komponuj i pozwól mi słuchać pasji,

którą wyrażasz do mnie

Z całego serca, Bella

Pocałowałem ją delikatnie w usta, zanim otworzyliśmy resztę prezentów. Jacob i Nessie dali mi śmieszny prezent, który składał się z uszkodzonych prezerwatyw, różowych i niebieskich cygar oraz książki "Ojcostwo dla opornych". A potem dali mi prawdziwy prezent, naprawdę praktyczną kamerę cyfrową.

Oczy Belli się zaszkliły, kiedy ją zobaczyła. Kiedy ją zawołałem, zarumieniła się i pokręciła głową. I zrozumiałem. Perwersyjny Reżyserward mówi akcja.

Scenariusz i sceny zaczęły układać się w mojej głowie, aż Bella nie przeczyściła gardła. Uśmiechnęła się do mnie i przycisnęła swój lisi tyłeczek do mnie. Zdusiłem jęk. Cholerna lisica.

Po posprzątaniu, Jacob i Nessie wyszli, a Julie z Jordanem zaczęli wieczorny relaks. Bella wyłączyła światła w salonie, jedyne światło dochodziło teraz z choinki. Pochyliła się, sięgając po pakunek. Położyła go w mojej dłoni, prosząc o otwarcie. W środku była srebrna bombka w kształcie serca z naszym zdjęciem w środku. Na odwrocie było wygrawerowane: Nasze pierwsze święta.

Razem powiesiliśmy ją na drzewie. Staliśmy tak chwilę, po czym wziąłem ją w ramiona i zaniosłem do naszej sypialni. Usadziłem ją na łóżku, ale wstała, odwracając się do mnie plecami i odgarniając włosy na bok.

- Czy mógłbyś mi pomóc? - spytała Bella.

- Tak - wyszeptałem. Zmniejszyłem dystans pomiędzy nami i przesunąłem dłońmi po jej ramionach, całując ją w szyję. Kiedy rozpiąłem zamek w jej sukience, zsunąłem ramiączka i obserwowałem jak materiał opada wokół jej stóp.

Przełknąłem ślinę, obserwując jej ciało. Miała na sobie tylko ciemno zielony stanik, bez ramiączek wraz z pasującymi majteczkami. Jęknąłem i przebiegłem palcami w dół jej pleców, owijając ręce wokół jej talii.

Jęknęła, wyginając plecy. Wkrótce zadbała o rozpięcie guzików w mojej koszuli i o moje zdrowie psychiczne. Posłała mi spojrzenie mówiące, że ma pewną władzę, której ja nie posiadam.

- Może i nie możemy się kochać, ale to nie znaczy, że nie możemy się bawić jak nastolatki - powiedziała złośliwie.

Jęknąłem, delikatnie wpychając ją na łóżko. Pozbyłem się moich ubrań w pośpiechu, zostawiając bokserki na sobie, pokusa była zbyt wielka. Robiliśmy to jak nastolatki przez godziny, dysząc i jęcząc. Ale oboje wiedzieliśmy, że musimy poczekać. Poczekać, by upewnić się, że z naszym dzieckiem jest w porządku.

~oOo~

Następnego ranka obudziłam się leżąc na mojej ulubionej poduszce, na prawej piersi Belli. Zerkając na zegarek, delikatnie położyłem się na swojej prawdziwej poduszce. Miałem chwilę dla siebie, by przemyśleć jak dać Belli jej prezent.

Pierwotnie planowałem dać jej nagranie z jej kołysanką, ale czułem, że jest to niewystarczające. Więc chciałem jej ją zagrać, ale ze słowami. Ale słowa napisane tygodnie wcześniej już nie pasowały.

Tyle się wydarzyło od tego czasu. Część nadal pasowała, ale chciałem zagrać i zaśpiewać coś innego. Miałem coś idealnego w mojej głowie. Ten tekst mówił o wszystkim co chciałbym jej wyznać. Na szczęście, piosenkę znałem na pamięć.

Z zamyślenia wyrwało mnie kliknięcie zamykanych drzwi, informujące mnie, że nasi goście wyszli. Nadal było przed piątą, więc zdecydowałem się pospać trochę dłużej, szybko zasypiając.

- Mmm... - usłyszałem jęk Belli. Po czym ją poczułem. Jej język wirował na czubku mojego fiuta.

Jęknąłem, chwytając prześcieradło pode mną.

- Bella - wyjęczałem głośno. Zamruczała wokół mojego kutasa, przesuwając się cal po calu. - Co... ja nie... och, Boże - tchnąłem, gdy poczułem na czubku tył jej gardła. - To jest niesprawiedliwe. Nie mogę ci się odwdzięczyć.

Wypuściła mojego członka z ust i spojrzała na mnie.

- Ale ja chcę to zrobić - odpowiedziała, szybko zwracając swoją uwagę na mojego fiuta. To uczucie było cholernie niesamowite.

I dałem jej znać jak się czuję. Jęknąłem i mruknąłem w odpowiedzi na jej ruchy. Jej cudowne dłonie pieściły wszystko w zasięgu ręki, włącznie z moją dupą i jajami. Mruczała wokół mnie i nie mogąc się powstrzymać, pchnąłem biodra w jej kierunku. Poczułem znajomy uścisk w brzuchu, zwiastujący moje dojście. Warknąłem, ostrzegając ją przed tym co nadchodzi.

- Kurwa, Bella - wysapałem.

Ułożyłem moje zmęczone ciało na materacu, oddychając głęboko. Bella wczołgała się w górę mojego ciała, pozostawiając po drodze pocałunki. Owinąłem ramiona wokół niej, macając jej tyłek i przebiegając dłonią w górę jej kręgosłupa.

- Wesołych świąt - wyszeptała w moje ucho.

- To był najlepszy świąteczny poranek w całym moim życiu, kochanie. - Uśmiechnąłem się, powodując u niej chichot.

- Daj spokój, musimy się pośpieszyć i przygotować. Wkrótce musimy wyjść - powiedziała podekscytowana.

- Wychodzimy? Dokąd? - spytałem, obserwując jak wyskakuje z łóżka i wchodzi do garderoby.

- To niespodzianka. No dalej - powiedziała, biorąc moją dłoń i próbując wyciągnąć mnie z łóżka. Jęknąłem i wciągnąłem ją w moje ramiona.

- Wolałbym zostać w domu - powiedziałem, próbując przekonać ją moimi ustami.

Bella pokręciła głową.

- Nie, musimy wyjść, żebym mogła ci dać twój prezent.

Burknąłem.

- Dobra. Powinienem wstać i przygotować się, by dać ci mój.

Uniosła brew w zaciekawieniu.

- Jeśli masz dla mnie bieliznę, to mogę zrobić dla ciebie mały pokaz.

- Kochanie, jeśli miałbym bieliznę, to chciałbym coś więcej niż pokaz. - Uśmiechnąłem się.

Śmiała się, idąc pod prysznic.

- Zainteresowany dołączeniem do mnie, mistrzu?

- Jakbyś musiała pytać - powiedziałem.

Po śniadaniu szybko posprzątaliśmy i nadszedł czas na więcej prezentów. Wziąłem dłoń Belli, prowadząc ją do mojego fortepianu. Usadziłem ją koło mnie i zacząłem jej kołysankę. I tak jak za pierwszym razem, gdy grałem dla niej, łzy wypłynęły z jej oczu. Pocałowałem ją żartobliwie w nos, a potem pocałowałem ją mocno w usta.

- Teraz, chciałbym ci zagrać piosenkę, która wyjaśnia co do ciebie czuję i to, co się wydarzyło. Początkowo napisałem słowa do twojej piosenki, ale czuję, że nadal jest nieskończona. W takim razie ta piosenka powinna ci powiedzieć co czuję.

Bella kiwnęła głową, po czym oparła ją na moim ramieniu, a ja zacząłem grać. Uśmiechnęła się, prawdopodobnie znając tę piosenkę.

I'm not a perfect person 1

There's many things I wish I didn't do

But I continue learning

I never meant to do those things to you

And so I have to say before I go

That I just want you to know

Przelałem wszystko co mogłem w tą piosenkę. Dla niej, by zrozumiała, że ją kocham i żeby w to nie wątpiła. Oczy Belli wypełniły się łzami, spływając, gdy kontynuowałem:

I'm sorry that I hurt you

It's something I must live with everyday

And all the pain I put you through

I wish that I could take it all away

And be the one who catches all your tears

That's why I need you to hear

Podniosłem głos, by dać jej znać co dla mnie znaczy. Aby pokazać jej jak bardzo wpłynęła na moje życie.

I've found a reason for me

To change who I used to be

A reason to start over new

and the reason is You.

Bella wyprostowała się, biorąc mnie za rękę, a drugą położyła na moim policzku, gdy zaczęła kołysać się w rytm muzyki wypełniającej pomieszczenie. Kontynuowała śpiewanie ze mną:

I'm not a perfect person

I never meant to do those things to you

And so I have to say before I go

That I just want you to know

Po ostatniej zagranej nucie, siedzieliśmy w ciszy, a moje palce ociągały się przed ruchem. Potem, jak zawsze, Bella mnie zaskoczyła, siadając okrakiem na moich biodrach i całując mnie słodko i z pasją. Nigdy nie chciałem pozwolić jej odejść. Oddałem jej pocałunek z taką samą pasją. Kilka chwil później odsunęła się, by złapać oddech.

- To był najlepszy prezent jaki dostałam - wyszeptała.

- Mamy całe życie przed sobą, kochanie - powiedziałem, całując ją w czoło i policzki.

Wtuliła się w moją nieogoloną szczękę.

- Mogę to robić przez całe życie.

Uśmiechnąłem się krzywo, wyciągając torbę spod fortepianu.

- Teraz, nie myśl sobie, że nie kupiłem ci żadnej bielizny, bo to zrobiłem.

Bella zaśmiała się cicho.

- Nie byłbyś sobą, gdybyś o tym nie pomyślał.

- I tu masz rację - powiedziałem. Wyciągnęła wyjątkowo seksowną parę majtek, które powinny ledwo zakrywać jej tyłeczek.

- Daj spokój, teraz moja kolej - powiedziała, całując mnie jeszcze raz. Pomyślałem, że próbuje się zmusić do opuszczenie moich kolan, ale nieskutecznie. Wewnętrznie triumfowałem. Po czym przypomniałem sobie o jej zestawie malarskim przywiezionym z jej rodzinnego domu.

- Powinienem ci powiedzieć, że przywiozłem coś z twojego pokoju - powiedziałem. Bella spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami i zarumieniła się. - Dlaczego mi nie powiedziałaś, że malujesz?

- Zgaduję, że nigdy nie było okazji. To nie tak, że jestem w tym dobra. Co przywiozłeś?

Wywróciłem oczami na nią. Nie jest dobra? Głupia dziewczyna.

- Umm, Jacob wyciągnął coś spod twojego łóżka. To wielka walizka z akcesoriami do malowania.

Bella kiwnęła i uśmiechnęła się.

- To zabawne, że przywiozłeś mi akurat to. Bo ma to związek z twoim prezentem. Chodźmy. Prowadzisz. - Rzuciła mi swoje klucze i podeszła do biurka, żeby zabrać nawigację.

Zszedłem schodami do garażu, by wziąć jej samochód, ponieważ Bella nadal nie była w stanie tutaj wejść. Widziała to jako słabość, powiedziałem jej, że to oznaka człowieczeństwa.

Bella czekała na krawężniku przed swoim blokiem. Miała małą, niebieską chłodziarkę, kosz piknikowy i koc w dłoni. Derek, nasz portier, miał cztery pakunki. Wziąłem od niego paczki i pomogłem jej włożyć wszystko do samochodu. Kontynuowałem zadawanie pytań i szukałem wskazówek, związanych z tym, gdzie się udawaliśmy. Ale odmawiała udzielenia podpowiedzi. Jej odpowiedzią było słuchanie nawigacji. Z tego co mogłem oczytać z monitora mieliśmy jechać przez cztery godziny.

Nie mogłem zgadnąć, dokąd mogłaby chcieć mnie zabrać. Ale zapowiadał się ładny grudniowy dzień. Wiał lekki chłodny wiatr, ale bez śniegu, czy ciemnych chmur. Było zaskakująco słonecznie. Idealny dzień, by spędzić go na zewnątrz, ale w ciepłych kurtkach i w ramionach drugiej osoby.

Bella i ja zaczęliśmy omawiać nasze ulubione świąteczne wspomnienia. Jej ulubione święta były wtedy, kiedy jej matka dała jej zestaw do malowania i sztalugę. Tego samego dnia namalowała coś, co wisiało w jej rodzinnym domu.

Moje ulubione święta były w Chicago, z moją rodziną, gdy padał śnieg. Nie było prądu w okolicy, więc mój ojciec, mama i ja odpakowywaliśmy prezenty przy zapalonych świecach. Mój ojciec dał nam pokaz marionetek z cienia. Kiedy dojechaliśmy do drogi międzystanowej, rozpoznałem okolicę. Jechaliśmy w stronę rodzinnego domu Belli.

- Edwardzie, jak miała na nazwisko twoja mama, zanim wzięła ślub z twoim ojcem? - spytała Bella, z cudownym uśmiechem na ustach.

- Um, Elizabeth Grace Brandon, właściwie to pochodziła z tych okolic. Nie jestem pewny, z którego miasta. Nie mogę sobie przypomnieć - powiedziałem smutno. Większość wspomnień o moich rodzicach była wyblakła. - Mieszkała tutaj przez szesnaście lat. Przeprowadziła się na ostatnim roku liceum do Chicago, gdzie poznała mojego ojca.

- Cóż, kiedy byłeś w Los Angeles to zrobiłam małe rozeznanie - powiedziała. - Bazując na tym, co zasugerowała twoja ciocia Esme. Twoja matka i ciotka pochodzą z Forks. Dokładnie tak jak moja mama. - Spojrzałem na nią z pytaniem. - Moja mama znała twoją mamę, gdy były dziećmi.

To była nieoczekiwana informacja, siedziałem na miejscu kierowcy w oszołomieniu. Gdy dotarliśmy na miejsce, Bella poprosiła o zaparkowanie na poboczu.

- Teraz chodźmy się przejść. - Bella się uśmiechnęła. Wspólnie pozbieraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy, które spakowała na naszą małą wycieczkę i wziąłem ją za rękę.

- Jak daleko będziemy szli? - spytałem, gdy zaprowadziła mnie do linii drzew.

- Niedługo, około dziesięciu minut. - Uśmiechnęła się, patrząc przed siebie. Musiała wiedzieć jak to oczekiwanie mnie zabija. I miała z tego satysfakcję.

- Czy masz zamiar w ogóle mi powiedzieć dokąd idziemy?

Zaprzeczyła ruchem głowy. Wydąłem wargi, na co się tylko zaśmiała. Szliśmy w przyjemnej ciszy, napawając się otoczeniem. Las był bujny i zielony pod warstwą śniegu. Był dziwnie spokojny.

- Kiedy miałam trzynaście lat - zaczęła cicho Bella - Jordan, Jasper i ja udaliśmy się na wycieczkę w tą okolicę. Jednakże, nie pytaj jak, oddzieliłam się od reszty. Dosłownie zorganizowali ekipę poszukiwawczą, by mnie znaleźć. Widzisz światła nad koronami drzew przed tobą? - Spojrzałem w kierunku, który wskazała i przytaknąłem. - Chodźmy. - Przedarliśmy się przez las prosto na nasłonecznioną polanę.

Łąka. Znajomo wyglądająca łąka. Spojrzałem na Bellę, która mnie obserwowała.

- To nie może być ta łąka, Bello - powiedziałem.

- Też tak pomyślałam. Ale tak jak powiedziałam, zrobiłam małe poszukiwanie. Znalazłam ją w lokalnej galerii. - Wzięła jeden pakunek ode mnie i otworzyła go.

Był to obraz tej samej łąki. Trzymała go, prosząc mnie o położenie reszty na ziemi. Otworzyła kolejne i rozłożyła jeden obok drugiego. Każdy z małych obrazów przedstawiał tą łąkę, na której byliśmy o różnych porach roku.

Spojrzałem na Bellę, a ona odpowiedziała mi przepięknym uśmiechem.

- Rozpoznałam ten obraz od razu jak go zobaczyłam w domku letniskowym. Jedyną różnicą był podpis. Na twoim obrazie było: E. Masen, a na tym... - Podniosła obraz, kładąc go w mojej dłoni. - ...ten jest podpisany przez E. Brandon, twoją matkę.

Trzymając obraz, rozejrzałem się. Na obrazie drzewa wydawały się gęściejsze, niż w rzeczywistości.

- Skąd pewność, że to akurat to miejsce?

Położyliśmy wszystko na kocu, a Bella poprowadziła mnie wzdłuż linii drzew.

- Tak jak powiedziałam, poznałam ten widok. Widziałam obrazy twojej mamy w lokalnej galerii. Spytałam właściciela o nie. Są częścią jego kolekcji, wiszą tutaj od lat. Twoja mama namalowała je, kiedy była młodsza, ale już po przeprowadzce. Musiała często tutaj przyjeżdżać, a ja rozpoznałam drzewa z obrazu.

Przejechała dłonią po wyrytym na pniu napisie:

E. M.

E. B.

- Twój ojciec musiał ją tutaj przyprowadzić, jeszcze przed ślubem. - Uśmiechnęła się nerwowo.

Stałem za nią i dotykałem wyrytego E.

- Nie mogę w to uwierzyć.

- Przykro mi, Edwardzie. Myślałam... - Pociągnęła nosem, ocierając kciukami miejsce pod moimi oczami. Jej palce zrobiły się mokre.

Otarłem łzy z jej zaróżowionych od zimna policzków.

- Nie, kochanie. Jest idealnie. Dałaś mi coś, o czym nie miałem pojęcia. Znalazłaś miejsce, do którego moja matka uwielbiała uciekać w myślach. - Wziąłem jej twarz w dłonie, całując delikatnie i czule.

- Obrazy? - spytałem, wracając na koc.

- Są twoje. Kupiłam je w galerii i oddałam kilka swoich w ramach wymiany.

Podziękowałem jej bez słów, samym dotykiem dłoni i ust.

- Czekaj. Twój zestaw do malowania.

Bella uśmiechnęła się i zaśmiała.

- Twoja mama dała go mojej, zanim się przeprowadziła. Nie miałam pojęcia, że się przyjaźniły, dopóki nie znalazłam kilku roczników mojej mamy. Znalazłam w nich twoją mamę i Esme.

Zaśmiałem się.

- Zastanawiałem się czy jeśli moi rodzice by żyli, czy spotkalibyśmy się prędzej.

- Twoja mama przyjeżdżała tu przez wiele lat według pana Banner'a. Jest kustoszem w tutejszej galerii.

- Chciałbym tu kiedyś wrócić i zobaczyć tą galerię. - Bella uśmiechnęła się i zgodziła.

Spędziliśmy resztę dnia, wylegując się na łące, ciesząc się swoim towarzystwem.

- Więc Jacob też mieszkał w tej okolicy? - spytałem, chcąc wiedzieć wszystko o jej życiu tutaj.

- Tak, mieszkał dziesięć minut od mojego starego domu. W rezerwacie, obok plaży numer jeden - powiedziała cicho Bella, leżąc z głową na mojej piersi.

- Bella - powiedziałem, zastanawiając się czy kontynuować. - To by było idealne miejsce na skromny ślub - zasugerowałem. Tańczyliśmy wokół tematu, od mojego powrotu. Oboje wiedzieliśmy, że musimy poruszyć ten temat.

Bella mruknęła, po czym przesunęła się tak, że leżała całym ciałem na mnie. Nie żeby mi to przeszkadzało.

- Wyglądało by pięknie na wiosnę.

Schowałem jej luźny kosmyk włosów za ucho.

- Kocham cię, Bello.

Bella uśmiechnęła się.

- Kocham cię.

Kontynuowaliśmy dyskusję, ale ta mała podpowiedź rozwiała moje wątpliwości co do jej uczuć odnośnie małżeństwa.

Zdecydowaliśmy się wracać, kiedy zrobiło się za zimno, żeby zostać na zewnątrz. Bella wskazywała swoje ulubione miejsca, kiedy jechaliśmy przez miasto. Miałem frajdę, widząc dom Jaspera. Był dokładnie taki sam, jak mi go opisał. Bella pokierowała mnie do pierwszego domu mojej matki. Był w bardzo złym stanie, potrzebując remontu. Był opuszczony i zaniedbany od ponad piętnastu lat. Cóż, będę musiał szybko znaleźć agenta nieruchomości. Nie mogę pozwolić, by się rozpadł i zaniedbać go, jak to zrobiłem ze wspomnieniami o moich rodzicach.

Bella sprawdziła sekretarkę, kiedy wróciliśmy do mieszkania późnym wieczorem. Dzwoniła moja rodzinka, informując nas, że podrzucili nam nasze prezenty. W rzeczywistości pod drzewkiem stało kilka nierozpakowanych paczek. Jak widać, Bella dała kiedyś Alice klucz do mieszkania i go nie odzyskała. Nie marnowała czasu i od razu zabrała się za otwieranie swoich prezentów.

Jednakże, ja odmówiłem otwarcia moich. Bella posłała mi spojrzenie, mówiące, że rozumie, ale jest zawiedziona moim zachowaniem. Wskazała na duże pudło w rogu, prezent od mojej ciotki dla naszej dwójki.

Na etykiecie napisano:

Dla Edwarda i Belli

Twoja mama, moja siostra zatrzymała to,

a ja przechowałam to dla ciebie.

Kochająca,

Esme

Bella uniosła pokrywę, a w środku znajdowało się przepiękne mahoniowe, antyczne łóżeczko. Jej oczy wypełniły się łzami.

- Było twoje? - spytała cicho.

- Pamiętam, że spytałem raz o to moją mamę. Powiedziała, że było moje i że pewnego dnia da mi je, dla mojego dziecka.

- Łał. - Bella uśmiechnęła się. - Jest cudowne. - Kiwnąłem głową. Mogłem nie być gotowy na przyjęcie przeprosin od mojej rodzinki, ale cieszę się, że dostałem ten prezent. Kolejny kawałek przeszłości, o której próbowałem zapomnieć.

Bella zadzwoniła do mojej rodziny i podziękowała za prezenty. Uniosła brew, zapewne zastanawiając się czy mam coś do dodania. Pokręciłem głową, odwracając wzrok. Po prostu nie byłem gotowy. Nadal potrzebuję czasu. Potrzebuję czasu, by pogodzić się z faktem, że każdy mnie zdradził.

Bella dołączyła do mnie w łóżku, tuląc się do mojego boku. Westchnąłem i przyciągnąłem ją tak blisko jak tylko możliwe. Nie zadawałem żadnych pytań odnośnie mojej rodziny, a ona nie próbowała niczego na mnie wymóc, za co byłem jej wdzięczny.

- Nie chcę zepsuć chwili, ale um... - powiedziała nerwowo Bella.

- Wyduś to z siebie, Bella. Chyba ustaliliśmy już, że nie mamy przed sobą tajemnic.

Bella westchnęła głośno, odwracając wzrok.

- Muszę znowu wyjechać.

Moje ciało, moje myśli i kurwa, moje serce zamarło na chwilę.

- Co? Dlaczego?

- Muszę popracować nad edycją mojej nowej powieści w Nowym Jorku.

- Planowałaś mi o tym powiedzieć?

Bella kiwnęła.

- Przypuszczam, że to zacznie się w styczniu. Dlatego to spotkanie w Nowym Jorku. Jedno miałam wcześniej, no wiesz, zanim to wszystko się wydarzyło.

- Byłaś w stanie to opóźnić, ale nie odwołać?

- Niestety. Przykro mi - powiedziała, ściskając mnie mocniej. Chyba się o mnie bała, chociaż nie byłem tego pewien. - Próbowałam. Naprawdę, ale gdybym to zrobiła, to miałabym pozew na głowie. Straciłabym miliony.

- Okej. Rozumiem, że musisz pojechać - powiedziałem cicho. - To będzie dla mnie trudne, tym bardziej, że wziąłem miesiąc wolnego.

- Um, wiem że nie możesz jechać. To nie miałoby sensu dla nas, ponieważ będę tam zajęta całymi dniami.

Kiwnąłem głową.

- Rozumiem, ale czuję, że nadchodzi jakieś 'ale'.

Usiadła obok mnie, obserwując mnie uważnie. Nerwowo. Cokolwiek ma jeszcze do powiedzenia, to nie będzie dobre.

- Będę musiała wyjechać w trasę promującą moje inne książki.

W porządku. Trasa promocyjna.

- Na jak długo?

- Trzy miesiące - wyszeptała Bella. Zdenerwowana. I miała powód, żeby być.

Do diabła, kurwa, nie!

1 .pl/piosenka,hoobastank,the_