29. Potworne święta
Bella spięła się obok mnie, czując zmianę w moim zachowaniu.
- Zanim wyjdziesz, poczekaj. Daj mi wytłumaczyć - zaczęła, patrząc na mnie. Usiadła, odsuwając się ode mnie. Plecy i głowę oparła o zagłówek.
- Muszę to zrobić z tego samego powodu, dla którego muszę edytować moją powieść.
- Bella, wyjedziesz na kilka miesięcy i będziesz podróżować w czasie ciąży. Co ty sobie do diabła myślisz? - zawrzałem, zaciskając dłonie w pięści i uderzając nimi w materac.
- Przede wszystkim to nie było omówione i zaplanowane podczas mojej podróży do Nowego Jorku. To było zaplanowane miesiące temu, przed poznaniem ciebie. To było zaplanowane, zanim się dowiedziałam, że zostanę matką.
Obserwowałem ją i mogłem dostrzec jak ta rozmowa odbija się na niej. Już była zmęczona po całodziennej podróży. Dyskusja w tej chwili nie przyniosłaby nic dobrego. Poza tym ten temat musiał zostać poruszony. Promocja książki zabierze ją ode mnie, muszę coś wymyślić.
- Czy jest coś jeszcze o czym zapomniałaś mi powiedzieć? - spytałem, zaciskając moją szczękę i próbując powstrzymać powódź słów, która mogła wypłynąć z moich ust.
- Um, mam wystąpienie w Seattle Local Spotlight dziewiątego stycznia. Cóż, nie do końca ja, ale moje alter ego. - Wydawała się zdenerwowana mówiąc o swoim alter ego, ale nie miałem pojęcia dlaczego. Wiedziałem, że pisała pod pseudonimem, ale nigdy nie dowiedziałem się pod jakim.
- To dzień twojej wizyty kontrolnej - przypomniałem jej, próbując oczyścić myśli. Musiałem się upewnić, że przemyślę to, co mam do powiedzenia. Muszę uważać, żeby nie powiedzieć czegoś, czego będę później żałował .
- Wiem. Pójdę na wizytę, a po niej na nagranie - powiedziała.
- Pójdziemy na tą wizytę razem - podkreśliłem, zmagając się z bólem, który czułem gdy odeszła. Musi zrozumieć, że siedzimy w tym razem. Musimy podejmować decyzję razem, jak zespół. Jej niezależna natura nie jest łatwa dla żadnego z nas.
- Jesteś zły - wyszeptała, odwracając wzrok.
Chwyciłem jej podbródek i pociągnąłem go do góry, by spojrzeć jej w oczy.
- Jestem.
- Dlaczego? - spytała cicho, zsuwając się w dół i kładąc głowę na poduszce. Odzwierciedliłem jej pozycję i oparłem czoło o jej.
- Nie podoba mi się myśl spędzenia tak wiele czasu z daleka od ciebie. To za bardzo boli - wyszeptałem swoje wyznanie.
Kiwnęła głową i wyglądała jakby chciała kontynuować, ale w zamian ziewnęła.
- Edward... - urwała, kiedy położyłem palec na jej ustach.
Westchnąłem i pokręciłem głową. Nie chciałem się kłócić. Powiedziała mi prawdę i wiedziała, że mnie tym zasmuciła. Nie chciałem już żeby cierpiała przeze mnie, ale to było coś, o czym musieliśmy jeszcze porozmawiać. To nie był czas, ani miejsce. Była wykończona i potrzebowała odpoczynku.
- Odpocznij, dziecinko. Porozmawiamy później - wyszeptałem, całując jej nos i policzki. - Zawszę będę cię kochać.
- Zawsze próbujesz mnie... - ziewnęła - rozproszyć.
- Tak, ale mam dobry powód. Musisz odpocząć. Prawie od świtu jesteś na nogach.
Jej oczy zatrzepotały.
- Kocham cię - wyszeptała, po czym odpłynęła w sen.
Obserwowałem ją, aż jej oddech się nie wyrównał. Wyglądała tak spokojnie i błogo, kiedy spała.
Minęła godzina, zanim zaczęła mówić przez sen:
- Nie odchodź, Edwardzie - wymamrotała.
Wzdrygnąłem się, kiedy zobaczyłem ból wyryty na jej twarzy, a ramiona ciasno owinięte wokół mojej talii.
- Nigdzie się nie wybieram, kochanie - wyszeptałem, przesuwając dłoń w dół jej pleców, mając nadzieję, że to ją uspokoi.
- Nie chcę wyjeżdżać - wymamrotała i wtuliła policzek w moją klatkę piersiową.
- Też nie chcę, żebyś wyjechała - wyszeptałem, odgarniając zbłąkane kosmyki z jej twarzy.
Zasnąłem godzinę później. Analizowałem setki scenariuszy, w których mógłbym ją przekonać by została lub znaleźć sposób, by móc z nią wyjechać. Musiało być coś, co pozwoliłoby jej skrócić podróż.
Przypomniałem sobie coś po tej myśli. Linie lotnicze zabraniają latać kobietom w ciąży po którymś tygodniu. Zrobiłem mentalną notkę, by sprawdzić tą informację. Może jeśli wydawnictwo będzie tego świadome, to nie będzie musiała jechać.
Tak, musi być sposób, abyśmy zostali razem.
~oOo~Następnego dnia rozmawialiśmy o jej podróży, a także o wielu innych rzeczach, które musiały zostać omówione. Była nieugięta jeśli chodziło o latanie tej wiosny, więc zatrzymałem moje małe lotnicze plany dla siebie. Muszę poznać więcej szczegółów, zanim jej je przedstawię.
Kolejnym słoniem w pokoju było wspólne mieszkanie. Zanim rozpętało się piekło, spytała mnie, czy się wprowadzę. Musiałem się dowiedzieć, czy nadal tego chciała. Wiedziałem, że nie chcę spędzać czasu z dala od niej. Potrzebuję i chcę ją, ale to w ostateczności zależy od Belli. Muszę w jakiś sposób nakierować rozmowę na ten temat.
- Edwardzie, chcesz się wprowadzić? - spytała Bella, gdy zacząłem narzekać, że muszę wrócić do mnie po czyste ubrania. Nawet nie próbowałem ukryć irytacji.
- Cóż, taki miałem zamiar... przed tą całą katastrofą - powiedziałem niepewnie.
- Muszę zrobić trochę miejsca dla ciebie. Ale teraz jak o tym myślę, to stwierdzam, że nie ma tutaj miejsca dla dziecka.
Spojrzałem w dół korytarza i uzmysłowiłem sobie, że ma rację. Moje mieszkanie nie było większe i wiedziałem, że Bella nie czuje się tam komfortowo.
- Musimy poszukać nowego mieszkania - powiedzieliśmy w tym samym czasie. Wybuchnęliśmy śmiechem i kontynuowaliśmy śniadanie, jadłem z apetytem z Bellą na moim kolanie.
- Muszę zadzwonić do znajomej, która jest naprawdę dobrym agentem nieruchomości. Pomoże nam znaleźć coś odpowiedniego - powiedziała Bella, biorąc mały kęs tosta. Złapała swojego palmtopa i zaczęła czegoś szukać.
Kiwnąłem głową, zadowolony, że zna kogoś. Też kogoś znam, ale nie interesowało mnie szukanie nowego miejsca dla nas z kimś, kogo pieprzyłem. Spotkanie kolejnej kobiety, którą pieprzyłem, było czymś, czego starałem się unikać. Nie chciałem niepotrzebnie denerwować Belli, stawianiem jej twarzą w twarz z moją przeszłością.
Czułem się trochę nieswojo, próbując chronić Bellę przed stadem wygłodniałych wilków. Im bardziej starałem się ją chronić przed niepotrzebnym stresem, tym bardziej mi się to nie udawało. To był koniec mojej listy do przedyskutowania, biorąc pod uwagę kruchy stan Belli.
Na zewnątrz Bella wydawała się sobie radzić, ale wiedziałem, że to nieprawda. Jej koszmary i 'jej świat' stworzony przez jej umysł, gdy coś ja przerastało, były dowodem, że nie była tak silna na jaką wyglądała.
Nienawidziłem faktu, że ja byłem tego powodem. W rzeczywistości, wiedziałem że byłem katalizatorem.
Od ostatniego epizodu minęło już sporo czasu. Wciąż trudno mi było uwierzyć, że ktoś, kto przeszedł tyle co Bella, był w stanie nadal pomagać innym. Jestem szczęściarzem, że ją mam.
Dzień po świętach spędziliśmy bawiąc się moją nową kamerą, a Bella przymierzała wszystkie ubrania, które dostała od mojej siostry. Nie przymierzyła tylko bielizny. Zbyt duża pokusa.
Następne cztery dni spędziliśmy w jej mieszkaniu i centrum handlowym. Kiedy raz zdarzyło mi się wyjść coś załatwić, po moim powrocie znalazłem ją w łazience wymiotującą.
Próbowała mnie odepchnąć, ale odmówiłem. Trzymałem jej włosy i pocierałem jej plecy okrężnymi ruchami, aż nie poczuła się lepiej. Jak tylko mogła, podniosłem ją. Nie podobało jej się to, ale nie próbowała mnie przekonać.
Musi się przyzwyczaić do faktu, że ktoś się nią opiekuje. Tak długo jak jestem w jej życiu, nigdy o nic nie prosiła. Chciałbym mieć pewność, że zawsze dostaje czego potrzebuje.
Jest sylwester, a Alice ma pomóc Belli przygotować się na przyjęcie firmowe w domu moich rodziców. Nie chciałem iść, ale nie mogłem tego uniknąć. W zasadzie byłem rzecznikiem i twarzą firmy.
Nie chciałem tu być, kiedy przyjdzie Alice. Wiedziałem, że będę zmuszony do małej rozmowy z wszystkimi, by utrzymać maskę szczęśliwej rodziny. Nie byłem gotowy, żeby im przebaczyć. Byłem im wdzięczny za doglądanie Belli, gdy mnie nie było. Nie miałem wątpliwości, że jeśli sprawy potoczyłyby się inaczej to oni nadal staliby po jej stronie. Też ją kochali.
Powiedzieć, że byłem zdenerwowany nadchodzącym przyjęciem było niedopowiedzeniem roku. Nie tylko dlatego, że moja rodzina tam będzie, ale ponieważ większość kobiet, z którymi spałem, będzie tam obecna.
Nie miałem również pojęcia jak przedstawić Bellę. Jako moją narzeczoną? Czy dziewczynę? A może mojego pracownika? Ugh, czułem jakby moja głowa miała eksplodować od tych wszystkich myśli krążących w mojej głowie.
Bella i ja jeszcze nie mieliśmy czasu na przedyskutowanie tej kwestii, odkąd wróciłem do jej życia. Byliśmy zaręczeni, czy nie?
Pierwsza próba spytania jej została udaremniona przez Ruby. A druga przeze mnie, kiedy byłem pijany i zerwałem naszyjnik z jej szyi, powodując ból i rujnując wszystko. To nie jest co, co można opowiedzieć dzieciom i wnukom.
Nie, nawet jeśli widziałem ją jako swoją narzeczoną, zasługiwała na odpowiednie zaręczyny. Coś, co kiełkowało w mojej głowie od koncertu. I żeby wcielić mój pomysł w życie potrzebowałem... Alice.
Nie wiem dlaczego unikałem spytania jej tak długo. Nadal nosiła mój pierścionek, ale nosiła go również przed rozpętaniem tego piekła. Nie miałem pojęcia co to może znaczyć.
Ta rozmowa nie może być dłużej odwlekana. Zanotowałem w pamięci, że po powrocie z przyjęcia omówimy nasze zaręczyny i mam nadzieję nasze plany weselne.
Chciałem ślubu na wiosnę.
Skończyłem przygotowywanie się, bawiąc się moim krawatem. Włożyłem marynarkę od smokingu i przebiegłem palcami przez włosy. W rzeczywistości wydawało mi się, że wyglądam przyzwoicie. Szybko pobiegłem do kwiaciarni na rogu i złapałem przepiękny bukiet z egzotycznych kwiatów. Ich zapach przypominał mi zapach Belli, kiedy była pobudzona.
Ujarzmiłem reakcję swojego ciała, które zareagowało na znajomy zapach i zaparkowałem mój samochód przed jej blokiem. Przywitałem Dereka, portiera, który uśmiechał się wesoło. Groził mi rozczłonkowaniem, gdybym znowu doprowadził Bellę do płaczu. Zaśmiałem się na to wspomnienie.
Z bukietem w dłoni, zapukałem do drzwi, zapominając, że to również moje mieszkanie. Chciałem, żeby ten wieczór był idealny. To byłoby nasze pierwsze wspólne wyjście od Gali.
Drzwi stanęły otworem, a za nimi pojawiła się Bella w rozpiętej sukience i z rumieńcami na twarzy. Uśmiechnęła się szeroko i owinęła ramiona wokół mojej szyi, całując mnie prosto w usta. Jęknąłem, kiedy poczułem jak jej sukienka się zsuwa.
- Bella - jęknąłem, a jej usta przesunęły się na moje ucho i zaczęły ssać. - Dziecinko... uch... sukienka - udało mi się wyksztusić, ale cholera, chciałem, żeby kontynuowała.
Cofnęła się, przytrzymując sukienkę jedną ręką, a w drugiej trzymając bukiet.
- Przepraszam, tęskniłam za tobą.
- Też za tobą tęskniłem. Dlaczego właściwie nosisz swoją sukienkę w ten sposób? - Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Sukienka cudownie opinała jej piersi i biodra, kończąc się tuż przed kolanem.
- Och, Alice wyszła po zrobieniu mi fryzury i makijażu. Nie dałam rady zapiąć zamka. - Uśmiechnęła się i odwróciła. Zachichotałem i podszedłem do niej. Jej włosy spływały w dół jej pleców, kręcąc się na końcówkach. Delikatnie odsunąłem jej włosy i przerzuciłem je przez jej ramię. Pocałowałem jej szyję, a moje dłonie prześledziły jej kształty, dopóki nie natrafiłem na suwak. Powoli go zasunąłem, ciesząc się uczuciem jej jedwabistej skóry pod moimi palcami.
Kontynuowałem całowanie jej szyi, aż nie natrafiłem na czerwoną bliznę na karku.
- Nie spinasz włosów przez to. - Pocałowałem zaczerwienione miejsce kilka razy.
- Tak. Nie martw się, Edwardzie. Zajmę się tym. Ale to będzie musiało poczekać, aż dziecko się urodzi - wyszeptała i przesunęła włosy z powrotem na plecy, zasłaniając fizyczny dowód bólu, który jej sprawiłem.
Owinąłem ramiona wokół jej talii i przytuliłem jej plecy do mojej piersi.
- Kocham cię - wymamrotałem, całując ją w skroń.
- Wiem - zaśmiała się cicho. - Ugh, spójrz tylko. Jestem dopiero w dziesiątym tygodniu i już będę musiała pomyśleć nad kupnem większego biustonosza.
Spojrzałem przez jej ramię, gdzie dotykała swoich nabrzmiałych piersi. Jęknąłem głośno, opierając czoło o jej ramię. Nie widziałem jej zupełnie nagiej od jakiegoś czasu, a kiedy jej dotykałem było ciemno. Odkąd wskazała swoje pełniejsze piersi, nic nie mogąc na to poradzić, byłem podekscytowany.
- Nie możemy sobie darować tego przyjęcia i znowu zabawić się jak nastolatki? - błagałem, całując ją w szyję.
- Oboje wiemy, że nie możemy tego ominąć - powiedziała poważnie, kręcąc swoim tyłeczkiem przy moim penisie. Jęknąłem, dociskając biodra do niej. - Jednakże, obiecuję ci z tym pomóc... - naparła na mnie - … później.
- Złośliwa czarownica - warknąłem boleśnie, delikatnie przygryzając jej ramię. Bella podskoczyła lekko, jęcząc, gdy przejechałem językiem we wrażliwym miejscu.
- Dobra, idę je włożyć do wody. Przyniesiesz mi mój szal? Jest na łóżku.
Dziesięć minut później byliśmy w drodze do domu moich rodziców. Bella przyglądała się krajobrazowi za oknem, gdy ja prowadziłem.
- Edwardzie, jak zamierzasz mnie dzisiaj przedstawić?
Spiąłem się, nie mając pojęcia, co odpowiedzieć. Ulżyło mi, ponieważ poruszyła ten temat, ale jednocześnie byłem zdenerwowany.
- Nie jestem pewien. A jakbyś chciała, żebym cię przedstawił?
Westchnęła i spojrzała w dół, na pierścionek, który nosiła na swoim palcu.
- Myślę, że jako partnerkę biznesową, w końcu jestem kierownikiem działu pomocy charytatywnej, a jeśli będziesz czuł taką potrzebę, to jako twoją dziewczynę. - Westchnąłem, nawet nie próbując ukryć mojego rozczarowania. Nie postrzegała nas jako zaręczonych.
- Edwardzie, nie gniewaj się. Chciałabym, by ta część naszego związku została nietknięta przez plotki i spekulacje. Proszę. Przynajmniej na razie.
- Plotki i spekulacje? Co to ma znaczyć? - spytałem, nie będąc w stanie na nią spojrzeć.
- Edwardzie, jeśli przedstawisz mnie jako swojego współpracownika i narzeczoną, jak myślisz, o czym wszyscy pomyślą w pierwszym momencie?
- Że jesteś absolutnie piękna i będą całkowicie zazdrośni - odpowiedziałem szczerze.
- Bądź poważny, Edwardzie. Pierwszą rzeczą o jakiej pomyślą to, że zrobiłam karierę poprzez łóżko.
- Och - powiedziałem. Miała rację. Bezlitośni ludzie ze świata biznesu tak pomyślą. - Mogę zrozumieć, że chcesz poczekać z powiedzeniem ludziom, że zamierzamy się pobrać, ale...
- Wiem co masz na myśli. Oczywiście, że się pobierzemy - odpowiedziała. Wypuściłem nieświadomie wstrzymywane powietrze. - Tak szybko jak mnie poprosisz.
Jęknąłem, kręcąc głową.
- Do trzech razy sztuka, dziecinko - śmiałem się z nią. Zatrzymałem się przed domem moich rodziców i podałem kluczyki parkingowemu. Przeszedłem na drugą stronę auta, by pomóc jej wysiąść. Owinąłem ramiona wokół niej. - Bella, chciałbym ci dać cały świat. I tak, planuję ci się oświadczyć jak cholera.
- Zaniemówię i padnę na kolana? - powiedziała i zaśmiała się wesoło.
- W rzeczy samej - wyszeptałem, skubiąc jej dolną wargę.
Jęknęła cicho, ale odepchnęła mnie delikatnie.
- Zachowuj się - skarciła mnie.
Weszliśmy do domu Carlisle'a z 1913 roku w stylu Tudorów, który został odnowiony w ciągu ostatnich sześciu lat. Ten sam budynek, który był dla mnie domem, krótko po tym jak po raz pierwszy poznałem Bellę wiele lat temu. Pierwotny dom moich adopcyjnych rodziców miał tylko trzy sypialnie, a mój wujek znalazł ten, krótko po tym, jak dołączyłem do ich rodziny.
Trzymałem Bellę za rękę, kiedy wchodziliśmy do holu, który prowadził do sali fortepianowej po lewej i okazałego salonu po prawej. Tuż przed nami były okazałe schody prowadzące na pierwsze piętro, gdzie znajdowały się sypialnie i biuro.
Bella podziwiała otaczające nas antyki. Dom został przystrojony prostymi dekoracjami świątecznymi w tradycyjnych kolorach. Mogłem usłyszeć piękne dźwięki dobiegające z pomieszczenia po lewej. Zamarły, kiedy Bella i ja weszliśmy do pokoju muzycznego. Ramiona Carlisle'a lekko się napięły, ale opanował się i zaczął grać dalej. Uśmiechnął się do nas, ale szybko rozejrzałem się po pokoju. Stało tutaj cudownie przyozdobione drzewko, przy południowym oknie.
Moja ciotka rozmawiała z panem Peterem Connorem, partnerem biznesowym. Jego żona, Charlotte, była moją pierwszą przeszkodą. Pieprzyłem ją na zeszłej imprezie noworocznej, w moim starym pokoju na piętrze. Była mężatką i zawładnęła mną całkowicie. Nie pomagało to, że byłem totalnie pijany. Inaczej nigdy bym do tego nie dopuścił. Nie dlatego, że była mężatką, ale dlatego, że była żoną kogoś, z kim musiałem mieć dobre stosunki.
To było piekło. I właśnie na mnie zerkała. Stchórzyłem i podszedłem prosto do Carlisle'a. Bella patrzyła na mnie zaciekawiona, ale nie skomentowała tego.
- To było piękne, Carlisle. Wygląda na to, że ćwiczyłeś - powiedziałem spokojnie.
Mój ojciec postanowił wstać z ławeczki przy instrumencie i odwrócić się twarzą w naszą stronę.
- Tak, Esme nie pozwalała mi przestać. - Uśmiechnął się do Belli i objął ją. - Jak się czujesz, Bello?
- Ja... to znaczy, z nami dobrze - powiedziała cicho, dotykając swojego brzucha. Carlisle uśmiechnął się, patrząc gdzie ląduje jej dłoń.
- Cieszę się, że to słyszę. - Odwrócił się do mnie i z uśmiechem skinął głową. - Edwardzie, a co u ciebie?
Przyciągnąłem Bellę bliżej, owijając ramię wokół jej talii.
- Radzę sobie dobrze, odkąd zamieszkaliśmy razem.
Jego uśmiech się poszerzył.
- Cieszę się. W którym mieszkaniu zdecydowaliście się zamieszkać?
- Cóż, na razie w moim - Bella powiedziała w zamyśleniu. - Ale mamy zamiar poszukać czegoś nowego po nowym roku, czegoś odpowiedniego dla dziecka.
- Cóż, nasza rodzina zna...
- Bella już kogoś znalazła - przerwałem, zanim zdążył wspomnieć Heidi. Kiwnął głową i nie drążył już tematu.
- Tak, znam kogoś. Chodziłyśmy razem do szkoły. Jestem pewna, że będzie w stanie nam pomóc - powiedziała Bella.
- Cóż, dlaczego nie wmieszacie się w tłum? Edwardzie, upewnij się, że porozmawiasz z Peterem, Paulem i Davidem dziś wieczorem. Potrzebujemy ich wsparcia przy projekcie miejskim - powiedział, po czym odwrócił się i ruszył w kierunku mojej ciotki.
Wewnętrznie jęknąłem. Unikanie Petera i jego żony nie było już dłużej możliwe. Bella uśmiechnęła się porozumiewawczo i pokręciła głową.
- Wchodzę na pole minowe, prawda? - powiedziała, unosząc brew. Przygryzłem wargę, zwyczaj zaczerpnięty od niej i pokiwałem wolno.
Wyprostowała się i uniosła brodę wysoko. Przyjęła swoją 'udającą' postawę i puściła mi oczko.
- Chodźmy się zabawić - powiedziała z przesadzonym zachwytem.
Uśmiechnąłem się i pochyliłem, by pocałować ją w usta.
- Kocham cię. Tylko ciebie.
- Też cię kocham.
Zaprowadziła nas w stronę Esme, która rozmawiała z Charlotte.
Charlotte i Peter byli właścicielami najlepszej firmy dekoratorskiej na zachodnim wybrzeżu.
Niektóre z pokojów czy domów, które urządzali znalazły się w czasopismach i w programie na Fine Living. Współpraca z ich firmą okazała się cennym nabytkiem dla naszej firmy od samego początku. Wielu z ich klientów przychodziło do nas w celu wyremontowania lub postawienia nowego domu, dzięki ich poleceniu. Byli częścią skomplikowanej strony internetowej, którą Carlisle i Esme budowali od lat.
Rozejrzałem się po pokoju i zauważyłem Katherine Holden, Melissę Jacobs, Megan Riles i Rachel Jameson. Każda z nich była częścią ten strony internetowej, co stało pod znakiem zapytania, ponieważ przeleciałem każdą z nich.
Bella od razu zauważyła moją postawę. Zatrzymałem się tuż przed ciotką i pochyliłem się, całując jej policzek. Wiedziałem, że nigdy nie będę w stanie się na nią złościć. Moja matka i Esme były bardzo do siebie podobne, a odkąd mnie przygarnęła, stała się dla mnie matką.
Poczułem jak łza spływa po jej policzku.
- Witajcie, Edwardzie, Bello - powiedziała, odsuwając się ode mnie powoli i przytulając Bellę. - Wyglądasz promiennie, moja droga.
Bella zarumieniła się i uśmiechnęła.
- Tak jak ty, Esme.
Ciotka przedstawiła moją dziewczynę Charlotte, która nie odrywała ode mnie wzroku. Czułem się jakbym był na wystawie. Podałem jej rękę, ale ona podsunęła swoją dłoń do moich ust. Z ramieniem wokół Belli, poczułem jak lekko się spięła.
- Edwardzie, minęło sporo czasu - powiedziała Charlotte, ledwo ukrywając zachrypnięty głos. Wzdrygnąłem się mimowolnie. Bella zachichotała obok mnie.
Charlotte wyglądała dobrze jak na kobietę w swoim wieku. Była wyrafinowana i zadbana. Ale mimo jej zewnętrznego piękna, brakowało jej subtelności. Jej długie ciemne włosy były gładkie i proste, z nienaturalnym połyskiem. Jej jasno szare oczy zawsze wydawały się skrywać czyjś sekret, jakby wchodziła do czyjejś duszy. Była dobra w manipulacji i szantażu.
To mnie najbardziej martwiło. Czy moja firma ucierpi jeśli okażę jej totalny brak zainteresowania? Musnąłem ustami jej kostki i wypuściłem jej dłoń. Zawiesiła ją w powietrzu na moment, gapiąc się. Jej wzrok powędrował do Belli i jej talii. Spiąłem się, kiedy wreszcie dostrzegła moje ramię owinięte wokół talii Belli. Spojrzała na mnie i uniosła brew w pytaniu. Nie miałem zamiaru zabierać jej na piętro i musiałem postawić sprawę jasno.
Przeczyściłem gardło i powiedziałem:
- Charlotte, Bella jest także moją dziewczyną. - Bella zadrżała lekko obok mnie. Zdała sobie ze wszystkiego sprawę, jak tylko powiedziałem 'moja dziewczyna', ponieważ miałem użyć tego określenia tylko wtedy, kiedy będzie to potrzebne.
Innymi słowy, za każdym razem jeśli spotka mnie moja przeszłość. Jestem pieprzonym trupem.
Na szczęście Peter uratował nas ze szponów swojej żony. Próbowałem słuchać jego rozmowy z Bellą o ich wspólnym znajomym z Kalifornii, który uwielbiał efekt swojej pracy, uzyskany u niej w domu. Ale Charlotte próbowała zwrócić moją uwagę w coraz mniej subtelny sposób. Swoim jawnym ignorowaniem Belli i jej męża próbowała nagiąć moją cierpliwość i opanowanie. Ciągnęła palcem wzdłuż linii dekoltu i oblizała usta. Całkowicie ignorowałem jej próby uwodzenia, ale miałem wrażenie, że coraz bardziej się do mnie zbliża. Stała praktycznie naprzeciw mnie, wpatrując się w moje krocze.
Myślałem przez chwilę, że próbuje mnie rozjuszyć. Żadna kobieta poza Bellą nie jest w stanie tego dokonać za pomocą samego wzroku. Byłem zdegustowany jej agresywnością. Zanim Bella wkroczyła do mojego życia, takie spojrzenie nie było niczym więcej, niż pochlebstwem i ochotą. Niczym więcej.
Nigdy nie zbliżyłbym się do agresywnej kobiety. Nigdy nie musiałem, ale wygląda na to, że żona Petera nie ma zahamowań. Złapała mnie nieoczekiwanie za pośladek, powodując to, że podskoczyłem z zaskoczenia. Oczy Peter się rozszerzyły, tak samo jak oczy Charlotte.
Czując co się stało, Bella zaczęła się śmiać.
- Przepraszam za to, kochanie. Zgaduję, że wygrałam pierwszą rundę. - Wszyscy spojrzeliśmy na nią z zaciekawieniem. - Edward i ja gramy w małą grę podczas dzisiejszego przyjęcia. Kto kogo bardziej zaskoczy, wygrywa. W tym przypadku uszczypnęłam go w talię - powiedziała Bella, śmiejąc się. - Nie spodziewałam się, że podskoczy tak wysoko.
Peter zaśmiał się głośno, a Bella uśmiechnęła się promiennie.
- W takim razie, myślę że też powinien zdobyć punkt.
- Masz rację. Jeden do jednego. Gra trwa.
Byłem pewien podziwu. To mogło się zakończyć katastrofalnie, gdyby nie jej opanowanie i szybkie wyjście z sytuacji.
Charlotte ignorowała mnie przez resztę wieczoru. Udało mi się porozmawiać z wszystkimi, z którymi musiałem i przedstawić Bellę, nawet tym, których starałem się unikać. Pod koniec nocy, przedstawiłem ją piętnastu kobietom jako moją dziewczynę. Kiedy przedstawiłem ją Melissie, całkowicie odsunęła się ode mnie. Odmówiła nawet uściśnięcia mojej dłoni.
Szybko została zabrana przez Phila Knight'a, który chciał ją przedstawić innym filantropom z okolicy. Wiedziałem, że to ważne dla niej i przyszłości firmy, więc pozwoliłem jej iść. Z drugiego końca pokoju obserwowałem jak oczy Belli się rozszerzają, gdy Alec i Jane Winthrop weszli do pomieszczenia. To było rodzeństwo, które miało wielki wpływ na ewolucję w tym obszarze. Jane zmrużyła oczy, kiedy Bella zagrodziła jej przejście. Przysięgam, że nigdy nie pieprzyłem tej kobiety, tego byłem pewien. Ale coś stało się pomiędzy Bellą, a Jane co tłumaczyłoby tą niechęć.
Spojrzałem na moją ciotkę, która stała obok nich, ale ona tylko wzruszyła ramionami. Nie byłem świadomy, że Bella znała kogoś z tej okolicy. Wyczuwając nadchodzące problemy, ruszyłem w ich kierunku. Gdy dotarłem do Belli, owinąłem ramiona wokół niej i pocałowałem w skroń.
- Przepraszam, że nie było mnie tak długo, kochanie.
Jane położyła dłonie na swoich biodrach.
- Edward Cullen jest kolejnym obiektem twoich badań, poza moim bratem?
Napiąłem się i spojrzałem na Bellę.
- On wie o wszystkim i nie jest już klientem, Jane. Nie rozmawiajmy o tym, proszę.
- Dlaczego wybrałaś jego, a nie mojego brata? Potrzebuje pomocy tak samo jak Edward - powiedziała Jane, pochylając się i upewniając, że nikt jej nie słyszy.
- Spokojnie, twój brat potrzebuje innego rodzaju pomocy, Jane. Moje złamanie mu serca tylko pogorszyło sprawę. On potrzebuje lekarza. Nie rozmawiajmy o tym - powiedziała poważnie Bella, zaciskając szczękę.
- Mój brat jest moim przyjacielem na dobre i złe. Nie mam już innych przyjaciół. Olej Cullena, a dam ci potrójną stawkę - powiedziała Jane desperacko, patrząc na brata, który przystawiał się do żony Phila Knight'a.
- Już się tym nie zajmuję. Nigdy - wyjaśniła Bella.
- Zakochałaś się w nim - powiedziała Jane, była oszołomiona.
Nastroszyłem się i poruszyłem nieswojo.
- Tak, kocham go - powiedziała cicho Bella. Wyprowadziła mnie z pokoju muzycznego, zostawiając Jane w rogu, wyglądającą na oniemiałą.
Zaprowadziłem Bellę do pustego holu dla odrobiny prywatności.
- O co jej chodzi, że jej brat był potencjalnym klientem?
Bella westchnęła i spojrzała na mnie.
- Zaproponowano mi dwie sprawy na raz. Nigdy nie zajmuję się dwoma. Musiałam wybierać i wybrałam twoją.
- Czy próbujesz mi powiedzieć, że wszystko mogło wyglądać inaczej? - zadałem to pytanie poważnym, energicznym tonem na co wyprostowała ramiona.
Bella kiwnęła głową i wyszeptała:
-Prawdopodobnie, gdybym wybrała jego sprawę, stałabym teraz w jego ramionach, a ty zabawiałbyś się na piętrze z Charlotte lub Rachel, Katherine, Melissą lub jakąkolwiek inną.
Wróciła do salonu i zniknęła w tłumie ludzi. Poszedłem usiąść i złapałem drinka z baru usytuowanego w rogu pokoju. Poczułem jak ciężka dłoń ląduje na moim ramieniu. Emmett.
- Hej, bro - powiedział cicho.
Nawet nie zaszczyciłem go spojrzeniem.
- Dlaczego to zrobiłeś, Em?
- Cóż, byłeś dupkiem, Edwardzie.
Spojrzałem na niego i uniosłem brew.
- Nie byłeś lepszy, zanim poznałeś Rosalie. Nie wciskaj mi bzdur. Każde z was miało ukryty motyw.
Wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
- Powiedz mi, zanim poznałem Rose, co o mnie myślałeś?
Zmarszczyłem brwi i cofnąłem się w myślach, kiedy dołączyłem do tej rodziny.
- Szczerze, myślałem że jesteś trochę surowy i niegrzeczny.
- Dokładnie. Pogodziłem się z tym, że byłem dupkiem. Miałem różne dziewczyny w moim pokoju. Do diabła, nawet ty kryłeś mnie przy wielu okazjach. Właściwie byłem strasznym wzorem do naśladowania.
Siedziałem tam i myślałem nad tym co mówił. Pokręciłem głową, zastanawiałem się czy jego podejście do kobiet było gorsze niż moje.
- Nie jesteś za to odpowiedzialny, Emmett.
- Może nie. Ale tak się czuję. Chciałem, żebyś miał to, co ja mam z Rosie. Chciałem, żebyś miał to, co mają rodzice. Chciałem, żebyś miał to, co mieli twoi rodzice.
- Mam to teraz. Bella mówiła, że macie jakieś wieści? - spojrzałem na Bellę, która rozmawiała z Philem Knightem i burmistrzem Nickels'em.
- Rose jest w ciąży. - Uśmiechnął się szeroko.
Też się uśmiechnąłem i bratersko go uścisnąłem.
- Więc pozwól mi postawić ci drinka.
- Hej, drinki są darmowe, dupku.
Pchnąłem go w ramię.
- Liczy się gest.
Rozmawialiśmy o terminach porodu i porannych mdłościach, aż kilka minut później dołączyła do nas Rosalie. Teraz rozumiałem jej wcześniejszą niechęć do mnie. Przez kilka ostatnich miesięcy rozmawiała ze mną, jakbyśmy byli przyjaciółmi od lat. Jej wcześniejsza zimna postawa znikła. Jej niebieskie oczy błyszczały z radości na myśl o zostaniu matką.
Według przeprowadzonych testów, kiedy Bella była w szpitalu, nasz termin był przewidziany na dwudziestego piątego lipca. Rosalie miała termin na początek sierpnia, a Alice na środek.
Alice i Jasper zaprosili nas do swojego stolika w rogu pokoju, gdzie było dość miejsca by każdy z nas mógł usiąść. Rozejrzałem się za Bellą i zauważyłem, że jest pogrążona w dyskusji z moim ojcem i Philem. Odwróciła się w moim kierunku i posłała mi uśmiech.
Moja rodzina rozeszła się w różnych kierunkach, więc zostałem sam. Pozwoliło mi to poświęcić chwilę na przemyślenie naszego związku i stwierdzenie, że należymy do siebie z Bellą. Przyjęcie było męczarnią. Wiedziałem, że czuła się niekomfortowo rozmawiając z moimi byłymi podbojami, które ostrzyły pazury i gapiły się na nią.
Bycie ze mną wydawało się przynosić jej ból. Czy będzie lepiej? Czy to naprawdę znaczy bycie razem?
Moja ciotka zajęła miejsce obok mnie, wyrywając mnie z mojego wewnętrznego monologu.
- Edwardzie, dobrze się czujesz? - spytała, kładąc swoją dłoń na mojej.
Odwróciłem rękę, biorąc jej dłoń w swoją, ale nie patrząc jej w oczy.
- Jak mogę mieć pewność, że nigdy nie sprawię jej bólu? Skąd mogę wiedzieć, że będę w stanie spędzić z nią całe życie i nie spowodować tego, że ode mnie odejdzie?
- Myślę, że jesteście sobie przeznaczeni - powiedziała miękko. - Wiedziałam dokładnie kim jest od naszego pierwszego spotkania na kolacji.
- Wiem, że znałaś jej matkę, Renee, kiedy byłaś dzieckiem.
Kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
- Wygląda dokładnie jak ona. Wiedziałam, że jest córką Renee. Czy wiedziałeś, że mieliście się poznać o wiele wcześniej?
Spojrzałem na nią zmieszany, dziękując za to, że kontynuuje:
- Miałeś spędzić lato z wujkiem i ze mną, podczas gdy twoi rodzice mieli pojechać otworzyć nową przychodnię w Afryce. Chciałam zrobić niespodziankę mojej siostrze, kupując nasz dom z dzieciństwa w Forks. Gdybym... - przerwała, wiedząc dokładnie co się stało.
- Gdyby moi rodzice nie zmarli zimą, to latem poznałbym Bellę. - Westchnąłem głęboko.
- Tak, po śmierci Elizabeth, nie miałam serca, żeby kupić dom. Nawet nie utrzymywałam kontaktu z Renee. A powinnam. Wiele znaczyła dla mojej siostry. Elizabeth odwiedzała ją co roku, odkąd przeprowadziliście się do Chicago.
- Nie mam pojęcia, co by się stało, gdybyśmy poznali się wtedy. - Odwróciłem się, by spojrzeć na Bellę. - Ale wierzę, że nie ważne co bym zrobił, to bylibyśmy w tym samym miejscu.
Esme poklepała moją dłoń kilka razy.
- Jestem pewna, że tak. Teraz idź, pomóż jej.
Zauważyłem, że Bella jest otoczona przez grupę kobiet. Charlotte stała przed nią z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Zarwałem się z krzesła i ruszyłem w ich kierunku. Nagle Alice pociągnęła mnie w tył.
- Co ty robisz? - wysyczałem.
- Musi się nauczyć radzić z twoją przeszłością - wyszeptała, patrząc na Bellę.
Mogłem usłyszeć jak Charlotte szepcze:
- Jesteś nową zabawką na jedną noc - uśmiechnęła się szyderczo.
Bella za to, uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Muszę być cholernie dobra. Ponieważ wraca do mnie w przeciągu sekundy. - Uśmiechnąłem się i stłumiłem śmiech. Reszta kobiet parsknęła śmiechem.
- To nie będzie trwać zbyt długo. Edward nigdy tak nie robi - odpyskowała Charlotte.
- A może wtedy, gdy otrząsnął się po wanilii Charlotte? - spytała Bella, wciąż opanowana jakby rozmawiała o polityce.
Policzki Charlotte pokryła purpura, a ona sama wyglądała jakby była gotowa do bójki. Bella pochyliła się w jej stronę.
- Może powinnaś spędzić trochę czasu nie na pieprzeniu innych facetów, a na dostrzeżeniu, że twój mąż jest ci szalenie oddany. - Cofnęła się i spojrzała na swoje paznokcie. - Nie zasługujesz na to.
Charlotte spojrzała na Petera, który wpatrywał się w nią z absolutną adoracją. Westchnęła i podeszła do baru, pozostawiając resztę sępów samym sobie. Rozeszły się niesamowicie szybko, pozostawiając zadowoloną z siebie Bellę. Spojrzała na mnie, puściła oczko i kiwnęła na mnie palcem.
Podszedłem do niej i pocałowałem ją w usta.
- Wynośmy się stąd, kochanie - zasugerowałem. Nie chciałem niczego bardziej, niż wyrwać się stąd i obejmować ją przez całą noc.
Upewniliśmy się, że pożegnaliśmy się z moją ciotką i wujkiem, zanim wyszliśmy, obiecując zadzwonić do nich i umówić się na wspólny obiad. Bella wyznała, że jest ze mnie dumna.
Powiedziałem jej, że przez to jak sobie poradziła z tymi harpiami, zrobiłem się napalony. Klepnęła mnie w ramię i wywróciła oczami. Co? Przecież to prawda. Jestem facetem.
Tej nocy spałem bardzo dobrze na mojej ulubionej poduszce. Pierś Belli była niesamowicie miękka i wyprofilowana idealnie pod mój policzek.
Resztę tygodnia spędziliśmy na przenoszeniu moich rzeczy do jej mieszkania, co przybliżało nas do jej nagrania i wizyty kontrolnej. Zdecydowaliśmy się zatrzymać moje Volvo, Bella stwierdziła, że jest bezpieczniejsze dla dziecka. Resztę naszych aut umieściliśmy w magazynie na obrzeżach Seattle.
Bella umówiła nas ze swoją koleżanką od nieruchomości na przyszły tydzień. Również zaplanowała obiad w domu moich rodziców na środę, wraz z resztą mojej rodziny. Alice miała się z nami spotkać w studio, by pomóc Belli przygotować się do nagrania.
Bella nie wyglądała wcale na zdenerwowaną faktem, że będzie przed kamerami.
- Nie, kamery mi nie przeszkadzają. Miałam już kilka wystąpień w telewizji i brałam udział w kilku audycjach radiowych - wyjaśniła, pakując małą torbę z produktami do włosów i makijażu. - Ugh... mam nadzieję, że zmieszczę się w sukienkę, którą wybrała twoja siostra.
Wyjechaliśmy zaraz po śniadaniu, kierując się prosto do gabinetu jej lekarza. Uroczy mały gabinet znajdował się w małej przyjemnej kamienicy. Był urządzony prosto, w delikatnych odcieniach niebieskiego i zieleni. Bella zaczęła uzupełniać dokumenty, kiedy czekaliśmy. Patrzyłem jak młoda kobieta pociera swój zaokrąglony brzuch.
Uśmiechnąłem się do siebie. Nie mogłem się doczekać, aż Bella będzie tak wyglądać. Zakręcony i szczęśliwy, będę dotykał i śpiewał do jej brzuszka, naszego dziecka. Kontynuowałem rozpływanie się w marzeniach, czując znajomy uścisk w sercu, kiedy pomyślałem o naszym maleństwie. Ostatnio moje myśli odpływały do snu, w którym idziemy szlakiem z naszą małą dziewczynką na moich ramionach.
Miałem nadzieję, że odziedziczy oczy po swojej mamusi. Te mocno czekoladowe oczy pozwolą jej dostać cokolwiek zechce. Byłem odporny na 'szczenięce' spojrzenie Alice, jednakże odkąd Bella wkroczyła do mojego życia nie mogłem się oprzeć, gdy mówiła 'proszę' i patrzyła na mnie swoimi oczami. Gdybym mógł, to podarowałbym jej świat.
Byłem przekonany, że z naszym dzieckiem nie będzie inaczej. Nic nie będzie chciała, ale ja spełnię jej wszystkie marzenia. Bella dźgnęła mnie łokciem, patrząc na mnie. Podała mi podkładkę, na której pisała.
Wskazała rubryki, które miałem uzupełnić. Spojrzałem w dół, gdy ona szukała czegoś w swojej torebce.
W razie wypadku skontaktować się z:
Imię i nazwisko:
Adres:
Numer telefonu:
Powiązanie z pacjentem:
Wypełniłem informacje o sobie i kiedy doszedłem do ostatniej rubryki wpisałem 'narzeczona'. Jej oczy wypełniły się łzami, kiedy przeczytała co wpisałem. Pocałowała mnie delikatnie, szepcząc swoje wyznanie miłości.
Nie miała pojęcia ile to dla mnie znaczy, bycie jej osobą pierwszego kontaktu. Może to nie jest coś dużego dla innych, ale dla mnie jest. To znaczy, że będę częścią jej przyszłości. Jest gotowa ruszyć dalej.
Dziesięć minut później wyczytano nazwisko Belli. Wzięła moją dłoń i weszliśmy do gabinetu. Przygryzła nerwowo wargę, gdy pielęgniarka poprosiła o wejście na wagę. Pielęgniarka sapnęła głośno:
- Od pani pobytu w szpitalu straciła pani sporo na wadze, panno Swan. Dokładnie dziewięć funtów1.
Bella kiwnęła głową i zarumieniła się.
- Mam poranne mdłości i słaby apetyt.
Oczywiście, że straciła sporo na wadze. Pobyt w szpitalu dał się we znaki. Kilka ostatnich tygodni było stresujących i często znajdywałem jej ledwo tknięte jedzenie.
Pielęgniarka zapisała coś w karcie, po czym zaprowadziła nas do kolejnego pomieszczenia. Powiedziała, żebyśmy usiedli. Poświęciła sporo czasu na zmierzenie ciśnienia Belli. Kontynuowała czynności, nakłuwając palec by pobrać próbkę krwi, mierząc w ten sposób poziom żelaza. Pielęgniarka wyszła, a Bella westchnęła głośno.
- Nienawidzę gabinetów lekarskich.
- Dlaczego, kochanie? - Wstałem i stanąłem obok niej, przytulając ją. Wzruszyła ramionami i ukryła twarz w dłoniach.
- Myślę, że to dlatego, że nigdy nie usłyszałam dobrych wieści.
- Dziecinko, nawet jeśli coś jest nie tak, jesteśmy w tym razem. Poza tym wszystko będzie dobrze - zapewniłem ją i pocałowałem w czoło, które wystawało spod jej dłoni.
- Chciałabym wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Ale Jordan i ja byliśmy wcześniakami. Leżałam w szpitalu przez kilka tygodni, zanim rodzice mogli mnie wziąć do domu. Ważyłam ledwo cztery funty2. Byłam taka malutka. Chcę mieć pewność, że on lub ona będzie zdrowe.
- Nie możesz myśleć w ten sposób - powiedziałem, kręcąc głową. - Nie rozumiem. Widzisz wyjście z każdej sytuacji poza swoją, Bella. To dziecko, nasze dziecko jest silne, tak silne, że przeżyło operację. Musimy być silni razem.
Pocałowałem ją w usta, kiedy przesunęła dłonie. Jej palce wsunęły się w moje włosy, pogłębiając pocałunek. Szczęśliwy, dałem jej pozwolenie z małym jękiem. Po kilku minutach, odsunęła się, by wziąć oddech i jęknęła. Nie mogąc się powstrzymać, kontynuowałem muskanie ustami jej szyi, a moje dłonie wsunąłem pod jej koszulkę. Dotknąłem lekkiej wypukłości na jej brzuchu, czując jak jej mięśnie spinają się pod moim dotykiem. Uniosłem jej koszulkę na tyle, by pocałować jej brzuszek.
- Kocham cię, słoneczko - wymamrotałem tuż pod jej pępkiem. Palce Belli bawiły się moimi włosami, a ona sama nuciła swoją kołysankę. Spojrzałem na nią i dostrzegłem niezgłębioną miłość w jej oczach. Miłość do mnie.
- Kocham cię - wyszeptałem bezgłośnie, zwracając swoją uwagę z powrotem na jej brzuszek. - Teraz maleńka, nie będziesz chodziła na randki, dopóki nie wyprowadzisz się z domu. Chyba, że jesteś moim synem, to nie pozwolę ci wyjść z domu, kiedy zaczniesz dojrzewać.
Brzuszek Belli zaczął się trząść, gdy ta zaczęła się śmiać. Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem jej wypukłość.
- Teraz muszę cię prosić, żebyś był delikatny dla mamusi. Bardzo lubię jej ciało.
Bella klepnęła mnie w tył głowy.
- Ty dupku, nie mów takich rzeczy naszemu dziecku.
Wzruszyłem ramionami. Wystukałem na brzuszku melodię, które układałem w głowie od momentu, kiedy dowiedziałem się, że zostanę ojcem. Bella zamruczała w doskonałej harmonii.
Pukanie do drzwi przerwało naszą chwilę. Wyprostowałem się i stanąłem obok niej, biorąc jej dłoń w swoją. Bella zawołała:
- Proszę.
Weszła kobieta przed sześćdziesiątką. Jej jasno blond włosy miała spięte w kok u nasady szyi. Za uchem miała wsunięty czarny długopis, a w dłoni kartę i wyniki Belli.
- Cześć, Bello. Twoje żelazo jest wyższe, ale nadal nie idealne. - Nie zaszczyciła nas spojrzeniem i kontynuowała analizowanie diagramów. - Nadal bierz swoje tabletki.
Jej morskie spojrzenie było zaniepokojone i szczere, kiedy w końcu spojrzała na Bellę.
- Hmm, trochę mnie martwi twoja utrata wagi. Czy masz męczące mdłości?
- Nie są aż tak uciążliwe, Gina. - Bella uśmiechnęła się do lekarki.
- Bello, jak się czujesz, skarbie? - Uśmiechnęła się do Belli jak do starej znajomej.
- Czuję się dobrze, poza tradycyjnymi dolegliwościami. Bardzo się cieszę, że znalazłaś dla nas czas.
- Oczywiście, że tak. Nie na co dzień pomaga się przyjść dziecku na świat, którego rodzica samemu się odbierało.
- Tak, ale wtedy byłaś dopiero pielęgniarką. A teraz spójrz na siebie. - Bella uśmiechnęła i przytuliła kobietę.
- Edwardzie, to jest doktor Gina Banner. Była przy moich narodzinach. Gina, to jest Edward Cullen.
Uśmiechnąłem się i uścisnąłem dłoń Giny.
- Miło mi cię poznać. Chciałbym umieć czytać w myślach chociaż przez chwilę. Cieszę się, że zajmiesz się naszym dzieckiem.
Lekarka pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie było żadnych żyjących krewnych, którzy mogliby opowiedzieć o dzieciństwie Belli i Jordana. Bella miała kilka wyblakłych zdjęć i szczątki wspomnień. Teraz chyba rozumiem dlaczego tak ciężko pracuje nad zrobieniem albumu dla naszego dziecka. Chce zachować dla niego wspomnienia.
Dziecięce wspomnienia z czasem wyblakną. Znam to uczucie. Moje wspomnienia poszły w zapomnienie, ponieważ ich nie pielęgnowałem. Zrobiłem mentalną notkę: spytać mojej ciotki o moje dzieciństwo.
- Okej, połóż się, Bello. Ponieważ miałaś w szpitalu zrobione wszystkie badania, nie ma potrzeby robić ci cytologii. Ale chciałabym zobaczyć twój brzuch i sprawdzić czy nie ma jakiś anomalii - powiedziała spokojnie Gina, nic sobie nie robiąc z przerażenia na twarzy Belli.
- Dziecinko, wszystko będzie dobrze - zapewniłem ją, kładąc dłoń na jej plecach i pomagając zająć pozycję. Ciasno złapała moją dłoń, kiedy pani doktor podniosła jej koszulkę. Gina zadawała pytania, ugniatając brzuch Belli w odpowiednich miejscach. Na szczęście nic ją nie bolało, ale zauważyłem jej przyśpieszony puls. Oczywiście bała się o maleństwo.
- Świetnie, wszystko wygląda dobrze. Ale na wszelki wypadek zrobimy badanie USG. To pomoże nam również stwierdzić, w którym tygodniu jesteś. Kiedy miałaś ostatnią miesiączkę?
- Um... prawie rok temu, leki, które brałam zatrzymały normalny cykl. Miałam lekkie plamienie w połowie października - odpowiedziała Bella w zamyśleniu.
Gina spojrzała na kartę Belli i kiwnęła głową.
- W szpitalu stwierdzili ósmy tydzień, jeszcze przed twoją operacją, a poród na dwudziestego piątego lipca. Myślę, że jesteś w dwunastym tygodniu, ale upewnijmy się.
Poprosiła Bellę o zsunięcie w dół jeansów, a sama zaczęła kompletować potrzebny sprzęt. Bella zachichotała, rozpinając spodnie, które były zdecydowanie za luźne w biodrach.
- Czy będzie można nagrać bicie serca? - spytała Bella, obserwując jak Gina ustawia monitor.
- Tak, możemy wszystko nagrać. Jeszcze nie będzie zbyt wiele do zobaczenia, ale jeśli chcecie to mogę też wam zgrać zdjęcia. - Gina uśmiechnęła się i usiadła na stołku obok kozetki. Chwyciła butelkę żelu i ostrzegła Bellę, że może być zimny.
Doktor Banner wycisnęła fioletowy żel tuż pod pępkiem. Używając jakiejś szarej różdżki roztarła żel na całym brzuchu.
Przycisnęła mocniej końcówkę podpiętą do komputera i zaczęła czegoś szukać. Dłoń Belli zacisnęła się jeszcze mocniej wokół mojej, a ja obserwowałem jak łzy płyną w dół jej policzków. Zrozumiałem ją. Czemu to tak długo trwa?
Wyczuwając dyskomfort Belli, Gina poklepała ją po kolanie w pocieszającym geście.
Po kilku bolesnych minutach szybkie dudnienie wypełniło gabinet.
Pa dum, pa dum, pa dum.
Wszyscy w pomieszczeniu odetchnęli z ulgą. Bella ponownie uścisnęła moją dłoń, ale tym razem był to przejaw radości. Obserwowałem jak jej twarz promienieje, a łzy wypełniają jej oczy.
- To jest bicie serca naszego dziecka - wyszeptała, wycierając drugą dłonią moje policzki. Kiwnąłem, nie mogąc nic powiedzieć. Słowa utknęły w moim gardle, gdy słuchaliśmy dowodu, że nowe życie rozwija się w jej brzuchu.
- Dokładnie to silne bicie serca waszego dziecka. Teraz sprawdźmy, czy on lub ona jest tam sam - zachichotała Gina, przesuwając głowicę.
- Och, jest jakaś szansa na to? - spytała Bella, wpatrując się w lekarkę.
- Cóż, twoja mama była bliźniaczką i ty również, więc szanse na ciążę mnogą wynoszą ponad pięćdziesiąt procent.
Bella jęknęła.
- Żegnaj rozmiarze dwa.
Zachichotałem w odpowiedzi, zarabiając od niej spojrzenie. Zwróciła swoją uwagę na monitor. Gina bawiła się myszką i wpisywała parametry dziecka do tabelki.
- No to się zbytnio nie pomylili. Jesteś w trzynastym tygodniu i termin masz na... - Gina analizowała diagram - … siedemnasty lipca.
- Więc mamy tylko jedno? - spytałem, ciekawy dlaczego znowu nie użyła sprzętu.
- Cóż, na tą chwilę ciężko powiedzieć. Bella ma wiele blizn po operacjach, co utrudnia zlokalizowanie maleństw w pierwszych tygodniach. Czasami do samego końca dzieci chowają się jeden za drugim. Jeśli dobrze pamiętam, Bella była niespodzianką dla jej mamy.
Bella uśmiechnęła się do Giny i kiwnęła.
- Tak, dokładnie tak mówiła. Zawsze nazywała mnie jajkiem niespodzianką.
- Twoja mama nie wiedziała, że będzie miała bliźniaki? - spytałem.
- Nie, mimo że miała jedno USG, nie byłam widoczna. Jak widać Jordan zmonopolizował cały pokój. - Zachichotała.
- Nie dowiemy się dopóki nie minie kilka tygodni, pani doktor?
- Dokładnie. Będziemy robić USG co miesiąc, żeby sprawdzić czy mięśniaki nie pojawiły się ponownie. I będziesz musiała przychodzić raz w tygodniu sprawdzać swoje żelazo do momentu, aż nie wróci do normy. Prawdopodobnie nie wróci on do normy podczas trwania ciąży, ale postaramy się go utrzymać tak blisko prawidłowego wyniku, jak tylko się da. Jakieś pytania? - spytała Gina, podając mi kilka chusteczek. Wytarłem brzuch Belli i pomogłem jej zapiąć spodnie, zanim usiadła. To była moja szansa, aby spytać o podróżowanie w czasie ciąży.
- Pani doktor, Bella planuje rozpocząć w marcu trzymiesięczną trasę promującą jej książkę. Czy podróżowanie w jej stanie jest bezpieczne? - Bella znieruchomiała obok mnie, jej oczy otwarły się szeroko i gapiła się na mnie. Oczywiście była zła.
- Cóż, większość linii lotniczych zabrania podróży po trzydziestym szóstym tygodniu, ale niektóre linie nie pozwalają po dwudziestym ósmym tygodniu. Więc latanie w ostatnim miesiącu odpada. Czułabym się pewniej, gdybyś zaprzestała lotów w dwudziestym czwartym tygodniu. Niepokoją mnie problemy, które mogą się pojawić. Tak jak powiedziałam wcześniej, masz wiele blizn, które zazwyczaj nie są problemem, ale mogą boleć od czasu do czasu, gdy dziecko będzie się przemieszczać. Zobaczymy jak będzie postępować twoja ciąża, ale na razie zatrzymamy się na dwudziestym czwartym tygodniu. Raczej nastawiłabym się na skrócenie swojej podróży, Bello.
Kiwnęła głową.
- Czy teraz mogę normalnie pracować?
- Tak, możesz wrócić do pracy. Na razie daję zielone światło na kontakty intymne - powiedziała Gina z małym uśmieszkiem i puściła oczko.
Uniosłem głowę na to oświadczenie. Zadrżałem w oczekiwaniu.
- Dziękuję, Gina.
Bella zaczęła wstawać. Lekarka podała jej płytkę CD i receptę na żelazo oraz witaminy prenatalne.
- Umów się w recepcji na wizytę za jakieś dwa tygodnie i ustal dzień, w którym będziesz przychodzić robić testy żelaza.
Bella wyszła z gabinetu i podała papiery pielęgniarce za kontuarem. Dziesięć minut później siedzieliśmy już w moim samochodzie. Cisza była ogłuszająca. Poruszyła się w fotelu i wyciągnęła swojego palmtopa.
- Szkoda, że nie przedyskutowałeś tego ze mną, Edwardzie. Moja agentka i ja zaplanowałyśmy wszystko. Trzy dni w domu, jeden dzień podróży i trzy dni spotkań. Teraz osiemdziesiąt siedem dni musimy zmieścić w miesiąc. Masz pojęcie co narobiłeś?
- Po prostu się martwię o tak długi czas w podróży, dziecinko. To się na tobie odbije - wyjaśniłem spokojnie.
- Tak. Rozumiem twoje obawy. Gdybyś wcześniej zadał mi takie pytanie, to wiedziałbyś że w ostatnim miesiącu miałam zaplanowane spotkania, na które można dojechać samochodem.
- Jazda dłuższa niż cztery godziny będzie dla ciebie męcząca podczas ciąży.
- Nie jestem pieprzonym delikatnym kwiatkiem, Edward! Wiem na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. Nie możesz mnie ograniczać. - Skrzywiłem się. Czy to jej robię? - Muszę przyznać, że powinnam przedyskutować z tobą mój wyjazd, zanim oboje się zaangażowaliśmy, ale próbujesz mnie kontrolować. Nie będę tego tolerować.
Kiwnąłem głową w zrozumieniu.
- Bella, nie chcę cię kontrolować. Staram się dbać o ciebie. Masz tendencję do przekładania potrzeb innych przed swoje.
- Ja… ugh... wiem, że to robię. Nie jestem przyzwyczajona, że ktoś się o mnie troszczy. To trochę niepokojące. - Bella westchnęła i wybrała numer na swoim telefonie. - Nadszedł czas, by przekazać wiadomości Karen i Rachel. To moja agentka i mój rzecznik prasowy. Wkrótce poznasz Rachel. - Bella uśmiechnęła się. Zabrzmiało to jak ostrzeżenie.
Kurwa. Mam kłopoty.
- Cześć, Karen - powiedziała Bella. Słuchałem jednostronnej rozmowy:
- Wszystko jest w porządku. Oficjalnie mogę wrócić do pracy.
- Tak, wyślę ci poprawiony zarys jutro.
- Mamy problem. - Bella milczała przez chwilę.
- Moja lekarka zabroniła mi podróży po dwudziestym czwartym tygodniu.
- Co? - usłyszałem podniesiony głos, dobiegający z telefonu Belli. Ciąg przekleństw wypłynął z ust Karen.
- Karen, uspokój się. Pamiętaj o swoim ciśnieniu - powiedziała Bella uspokajająco. W milczeniu słuchała swojej agentki. - Nie, Edward poruszył temat mojej podróży. - Dosłyszałem więcej przekleństw. - Był zaniepokojony, tak jak powinien być. - Posłała mi mały uśmiech, a mi ulżyło, że mimo złości nadal mnie broni. - Wiem, Karen. Tak, wiem. Przygotuję się do natychmiastowego wyjazdu.
Zamarłem. Co?
- Nie sądzę, żeby to było konieczne. Karen, nie... - Bella spojrzała na mnie. - Dobra. - Podała mi telefon. - Nalega na rozmowę z tobą.
Przełknąłem ślinę i wziąłem aparat, ciesząc się, że szybko znalazłem miejsce parkingowe w okolicy studia.
- Czy masz pojęcie coś ty narobił? - spytała Karen poważnie.
Chciałem coś powiedzieć, ale przerwała mi, zanim zdążyłem powiedzieć choćby słówko.
- Powiem ci coś narobił. Musiała już przełożyć swoją podróż z powodu pobytu w szpitalu, gdyby chciała znowu ją przesunąć każdy by ją wziął za niepoważną. Nie tylko ryzykuje swoją obecną popularnością, ale również tą, którą miała zdobyć po wydaniu nowej książki i porzuceniu swojego pseudonimu. Upierała się na modyfikację trasy, którą pierwotnie zaplanowałyśmy. Kilka dni w każdym tygodniu z tobą, ale teraz będziesz szczęściarzem jeśli spotkasz się z nią chociaż raz w ciągu tych czterdziestu pięciu dni.
- Dlaczego nie możecie przełożyć całej trasy, aż urodzi? - spytałem obronnym tonem. Karen westchnęła.
- Naprawdę myślisz, że ktoś taki jak Bella pojedzie w trasę i zostawi swoje nowonarodzone dziecko?
Kurwa. Oczywiście, że tego nie zrobi.
- Daj ją do telefonu, dupku - warknęła.
Zacisnąłem szczękę, powstrzymując się, by nie skomentować jej tonu i podałem telefon Belli. Przez chwilę siedziała w ciszy, słuchając nonsensów Karen.
- Dobra, od początku lutego do połowy marca. Przepraszam za to. Dostaniesz premię - powiedziała Bella, puszczając mi oczko.
Rozłączyła się i nastała cisza. Po kilku minutach odwróciła się twarzą do mnie z rękami na kolanach.
- Co miałeś zamiar osiągnąć omawiając moją trasę z lekarzem?
- Szczerze? - spytałem, a ona szybko kiwnęła głową, czekając na moją odpowiedź.
No dobra, mogę być szczery. Musi poznać prawdę.
- Nie chcę, żebyś jechała. Nie przeżyję jednego dnia bez ciebie, a co dopiero przez kilka tygodni. Najbardziej się martwię o zdrowie twoje i naszego dziecka. Będziesz pod presją i stresem przez cały wyjazd, a dodatkowo twój harmonogram jest bardzo męczący. Przez cały czas będę się martwił. Będę umierał z każdą chwilą z dala od ciebie. Czy wspomniałem, że będę się martwić o dziecko?
Uderzyłem dłonią w kierownicę i odwróciłem wzrok. Siedzieliśmy w ciszy, aż nie dojechaliśmy do studia.
- Czułam się dokładnie tak samo, gdy zadzwoniłam do Karen po moim powrocie ze szpitala. Karen, Rachel i ja pracowałyśmy kilka dni, pracowały przez tygodnie, by dostosować moje potrzeby. Nie miałyśmy pojęcia o przepisach linii lotniczych, powinnam to wiedzieć. Było przewidziane trzy dni w domu, trzy dni spotkań i jeden dzień na przejazdy. Miałyśmy to dopracowane. Ale z tego co powiedziała Gina, nie mam wyboru i muszę się dostosować do jej zaleceń. Trasa zostanie skrócona i będę niesamowicie szczęśliwa jeśli będę miała czas zobaczyć się z tobą. Nie wspominam nawet o wznowieniu terapii, aż nie zakończę trasy. Jeśli coś cię trapi...
- Nie zwalaj całej winy na mnie. Tak, powiedziałaś mi o trasie, ale nie wspomniałaś o harmonogramie. Gdybym wiedział...
- Chciałam ci podać szczegóły, ale jak widać nie byłeś zainteresowany - wymamrotała Bella, odwracając się ode mnie i ukrywając twarz w swoich włosach.
Westchnąłem i wsunąłem jej włosy za ucho.
- Prawdopodobnie tak zrobiłaś. Może podświadomie tego unikałem. Mój umysł unika drażliwych tematów.
- Będę musiała zacząć moją trasę wcześniej.
Kiwnąłem głową i wziąłem jej dłoń w swoją.
- Wiem i przykro mi z tego powodu. Chciałbym, żebyś nie musiała jechać. Oczywiście poza zdrowiem twoim i dziecka jestem samolubnym facetem. Za bardzo cię potrzebuję.
- Chyba nie potrzebujesz mnie aż tak bardzo, mistrzu. Rano brzmiałeś jakbyś cieszył się swoim prysznicem - zażartowała.
Uśmiechnąłem się, pokręciłem głową i wyszedłem z samochodu. Alice zaparkowała kilka aut dalej. Na jednym ramieniu miała przewieszony pokrowiec na ubrania, a w drugiej dłoni trzymała dużą torbę. Przypominając sobie, że może być w ciąży zabrałem jej torbę i wyciągnąłem z tylnego siedzenia plecak Belli.
Andy, producent przywitał nas przy samym wejściu. Zaprowadził nas do pokoju z ogromnym lustrem i blatem. Z prawej strony blatu była wydzielona przebieralnia. Stał tutaj również telewizor pokazujący poranny program.
Gospodarz, Mark Davidson zapowiedział Bellę. Była przedstawiona jako lokalny VIP, który pojawi się w dalszej części programu. Odwróciłem się w stronę Belli i spytałem:
- To będzie na żywo?
Bella kiwnęła głową.
- Oczywiście, głuptasie.
Andy poklepał mnie po ramieniu, zwracając tym moją uwagę.
- Wiem, że nie występujesz razem z Isą, ale musisz wyglądać reprezentacyjnie, ponieważ będziesz siedział z panią Whitlock na widowni. Parę razy kamera zostanie skierowana na ciebie, na przykład, kiedy będzie spytana czy ma kogoś na widowni.
Skinąłem głową w milczeniu. Miałem kilka sesji zdjęciowych do gazet i odpowiedziałem na kilka pytań, ale nigdy nie musiałem tego robić na żywo przed kamerą. Czekaj, Isa?
- Andy, wygląda dobrze - powiedziała Bella, siedząc na wysokim krześle przed toaletką. Spojrzałem na nią i zauważyłem, że ma na sobie szlafrok. Alice i inna stylistka zajmowały się jej włosami.
- Dobra - odpowiedział szybko Andy. - Okej, Isa. Przyjdę po ciebie chwilę przed twoim wejściem. A wasza dwójka - powiedział, wskazując mnie i Alice. - Przyjdę po was, żebyście mogli zająć swoje miejsca. - Kiwnąłem i usiadłem, wpatrując się w odbicie Belli.
- Przykro mi, to musi być dla ciebie przytłaczające - wymamrotała Bella, krzywiąc się, kiedy Alice pociągnęła ją za włosy.
- Alice - syknąłem, nie kryjąc swojego niezadowolenia.
- Przepraszam, Bello - zażartowała Alice, kontynuując torturowanie Belli.
Zamknąłem oczy, pozwalając głowie opaść na oparcie kanapy. Pozwoliłem sobie przypomnieć, co stało się dziś rano. Gdybym wiedział, że planuje spędzić połowę tygodnia ze mną, a drugą w trasie, to może nie rozmawiałbym z jej lekarką.
Byłem głupi, myśląc że Bella nie martwiła się o nasze dziecko. Oczywiście, że to zrobiła. Prawdopodobnie planowała być w domu, żeby mnie uspokoić. Czuję się głupio. Gdybym nie zaczął panikować, widzielibyśmy się każdego tygodnia jej podróży. Jednakże, będę szczęściarzem jeśli uda mi się ją zobaczyć chociaż raz w ciągu jej całej trasy. I teraz musi wyjechać szybciej, niż pierwotnie planowała. Kurwa.
Sama myśl o braku widoku jej ciepłych oczu, kiedy się obudzę, była bolesna. Nie widzenie jej przez kilka dni, albo i dłużej, było nie do zniesienia.
Czas minął szybko, a Andy przyszedł, by pokazać mi i Alice nasze miejsca. Nie mogłem nawet pożegnać się z Bellą, ponieważ właśnie się przebierała. Nasze miejsca były na środku pierwszego rzędu, skąd mieliśmy świetny widok. Rozpoznałem Marka i Monice Alvarez siedzących na planie, który przypominał salon.
Stała tam czerwona, długa kanapa dla gości i dwa brązowe fotele dla prowadzących. Alice podskakiwała na swoim siedzeniu.
- Nareszcie się dowiem jaki ma pseudonim.
Zaśmiałem się na jej ekscytację, gdy rozbłysły światła.
- Witamy wszystkich ponownie. Mam dziś dla was niesamowitą niespodziankę. Chciałbym przedstawić wam nową mieszkankę Seattle, autorkę bestsellera w New York Timesie i znaną na całym świecie psychoterapeutkę par, Isa Virgin3.
- O mój Boże! - wydyszała Alice. - Ona... ona jest Isą V. O cholera jasna.
Westchnąłem, gdy światła skupiły się na wejściu po lewej stronie sceny. Bella weszła przez podwójne drzwi.
Kurwa. O cholera. Kim do cholery jest ta kobieta?
Stała tam jak ucieleśnienie bogini i seksu zaklęte w jednej osobie. Włosy miała wyprostowane, ale lśniły i odbijały światło. Zazwyczaj jej włosy sięgały połowy pleców, a teraz były nieznacznie dłuższe. Wpatrywałem się w nią będąc pod pełnym wrażeniem, gdy przecinała powietrze w najseksowniejszej czarnej sukience jaką kiedykolwiek widziałem. Sukienka była prosta, ale nie pozostawiała wiele dla wyobraźni. Miała luźne rękawy, ale zwężone na nadgarstkach. Dekolt sięgał jej talii, a cała góra jej sukienki była dopasowana. Sukienka była luźna i kończyła się w połowie uda. Całość podkreślały wysokie, czarne szpilki.
Zacząłem się zastanawiać ile to będzie trwało, jak szybko będę mógł zabrać ją do domu i jaki kolor majtek ma na sobie. Ale znając ją, nie miała żadnych.
Bella wkroczyła na środek sceny i pocałowała Marka w policzek. Zrobiła to samo z Monicą, wymieniając z nią uprzejmości po hiszpańsku. Usiadła z elegancją, krzyżując nogi na tle czerwonej kanapy. Wyglądała jakby tutaj pasowała. Seksapil i pewność siebie emanowały od niej.
To była Bella, ale 'lepsza' Bella. Ledwo sobie radziłem z faktem, że jest moja.
- Witamy, panno Virgin - powiedział Mark, uśmiechając się życzliwie. Mark jest w związku, przypomniałem sobie.
- Dziękuję, Mark i Monico. Proszę, mówcie do mnie Isa - powiedziała Bella, biorąc łyk wody z przygotowanej szklanki na stole przed nią.
- Teraz, Isa, opowiedz nam o czym piszesz i jak to się zaczęło - poprosiła Monica, patrząc jak Bella poprawia rąbek sukienki.
- Jestem dumna z tego, że sama wydałam pierwszą książkę. A kiedy miałam gotową drugą książkę, wydawnictwo podjęło się jej wydania, a nawet całej serii.
- Piszę głównie poradniki, skupiając się na tematach: jak przeżyć swoją pierwszą randkę, czy jak poderwać przystojnego sąsiada. Mam różne podejście w każdej z książek. Staram się opisywać różne fikcyjne sytuacje z wymyślonymi bohaterami, pokazując różne sposoby na poruszanie się szybciej bądź wolniej. Wszystko zależy od tego, co czytelnik zrobi i z kim.
- Dajesz wskazówki co do pozycji, a czytelnicy zaczęli uwielbiać swój pierwszy raz - stwierdził Mark, co zabrzmiało jak pytanie.
- Tak. Czasami pierwszy raz powinien być intymny, w szczególności jeśli czytelnik chce wejść w dłuższy związek ze swoim partnerem. Czasami twierdzę, że spontaniczność jest lepsza niż skrupulatne planowanie wszystkiego. Tak jak mówiłam wcześniej, wszystko zależy od czytelnika i jego partnera. Uczę swoich czytelników jak odczytywać znaki. Jeśli będą za bardzo naciskać lub działać zbyt wolno, ich partner może stracić zainteresowanie.
- Cóż, osobiście jestem twoją fanką. Mam wszystkie trzy książki i z niecierpliwością czekam na czwartą. Jednakże zastanawiam się nad twoim pseudonimem - powiedziała Monica, zaciekawiona.
Bella zaśmiała się, kładąc dłoń na piersi, wyglądając jak aktorka z szerokim doświadczeniem.
- Cóż, kiedy pisałam swoją pierwszą książkę, wiedziałam, że nie chcę użyć swojego nazwiska. Nie żebym wstydziła się tego co piszę. Chodziło głównie o utrzymanie życia prywatnego z dala od tego. Chciałam osiągnąć coś, co zwróci uwagę potencjalnego czytelnika, gdy zobaczy książkę po raz pierwszy. Użyłam pierwszych trzech liter mojego pełnego imienia i pojawił się tytuł. Miałam wiele pomysłów, o których nie mogę mówić w telewizji o tej godzinie. - Bella puściła oczko do kamery i uśmiechnęła się. - Isa Virgin była żartem, kto kupiłby książkę kogoś, kto twierdzi, że jest dziewicą? Stwierdziłam, że to idealny chwyt marketingowy. Zabawny prezent, jeśli wolicie. Zaczęłam dawać książki znajomym jako prezenty urodzinowe i jako prezenty ślubne. Później nastąpiły pytania kilku moich przyjaciół, gdzie ją kupiłam. Po jakimś czasie okazało się, że sprzedałam pół tysiąca egzemplarzy na całym świecie, oferując tylko sprzedaż internetową. Wtedy wydawca zapukał do moich drzwi.
- Kiedy mieszkałaś w Kalifornii, praktykowałaś jako terapeutka par dla wielu wpływowych mieszkańców Hollywood. Opowiedz, jak to było pracować z nimi - spytała Monica.
- Nie mogę ujawniać szczegółów sesji. Mogę tylko powiedzieć, że głównym powodem są trudności w balansowaniu pomiędzy bliskimi, a fanami. Obie strony potrzebują uwagi, ale każda z nich innego rodzaju. W łatwy sposób pomagam im znaleźć kompromis.
Bella uśmiechnęła się szeroko, biorąc kolejny łyk wody. Mark spojrzał na podkładkę w dłoni, zanim spojrzał na teleprompter4.
- Teraz jesteśmy ciekawi jak brzmi twoje prawdziwe imię i nazwisko? Zanim się tego dowiemy, zapraszamy na krótką reklamę.
Zbiorowy jęk wypełnił plan, gdy Mark kontynuował:
- Wrócimy za chwilę, gdzie panna Isa Virgin wyjawi nam swoje prawdziwe nazwisko i opowie nam o swoim życiu.
Światła lekko przygasły, a ja po raz kolejny zaniemówiłem. Obserwowałem, jak Bella pochyla się do Monici, by wyszeptać jej coś do ucha. Odwróciła się, by spojrzeć na mnie i Alice, uśmiechając się szeroko i machając do nas.
- Wygląda gorąco, co nie? Nie miałam pojęcia, że ona jest Isą. Mam jej pierwsze dwie książki. Teraz może je dla mnie podpisać - paplała w kółko Alice.
Nie chciałem być niegrzeczny. Po prostu trudno mi skupić się na czymś innym, niż Bella. Nie jestem pewien ile czasu minęło, ale ktoś zaczął uciszać tłum, zanim weszliśmy na wizję.
- Wracamy do państwa wraz z autorką bestsellerów i psychoterapeutką dla par, Isą Virgin. Zanim przejdziemy do twojego życia osobistego, chciałbym ci zadać jedno pytanie - powiedział Mark, rumieniąc się lekko. Publiczność się roześmiała na jego wyraźny dyskomfort. - Jaka pozycja?
Co do diabła?
- Um... moja dziewczyna pytała o Balerinę. Chciałbym wiedzieć czy to jest możliwe do osiągnięcia? - Mark spojrzał w dół, unikając kontaktu wzrokowego z wszystkimi.
- Jak wysoka jest twoja dziewczyna, Mark?
- Około metr sześćdziesiąt pięć - odpowiedział Mark.
- Ty masz prawie metr dziewięćdziesiąt - powiedziała Bella, przyglądając się mu. Zacisnąłem pięści, rozpoznając czerwoną mgłę, która towarzyszyła mojej zazdrości.
Mark kiwnął głową:
- Nie, to niemożliwe. - Wyglądał na wyraźnie zawiedzionego.
- Chyba, że założy wysokie obcasy. Jeśli potrafi w nich chodzić i jeśli jest wystarczająco lekka, nie powinieneś mieć problemu z podtrzymaniem jej. Jeśli jednak nie czuje się pewnie w szpilkach, będziecie musieli oprzeć jej plecy o ścianę lub drzwi.
Mark rozszerzył oczy i przygryzł nerwowo wargę. Bella wstała i wzięła jego dłoń, pokazując by wstał.
- Dobrze, że założyłam szorty pod sukienkę - droczyła się Bella, kładąc lewą dłoń na jego prawym ramieniu. Co ona do cholery wyrabia?
Położyła jego dłoń na swojej talii. Poprosiła, by zgiął prawą rękę. Podciągnęła nogę i położyła w zgięciu jego ręki. Jasna cholera... mam zamiar oderwać go od niej.
- To ważne, by nie niepokoić jej, kiedy kładzie nogę w tej pozycji. Musisz obserwować jej reakcję, czy czuje jakiś dyskomfort. Teraz Mark, podnieś moją nogę i oprzyj na swoim ramieniu.
Mark rozszerzył oczy i mogłem wyraźnie usłyszeć jak publiczność się śmieje. Uważnie obserwowałem twarz Belli, kiedy podciągał jej cudowną nogę. Jej sukienka udrapowała się wokół jej doskonałego tyłka.
Kurwa mać. Wracam z nią do domu. Dojdę z nią. Jadę z nią do domu. Jest matką mojego dziecka. Kurwa, zamierzam zabić go za położenie łap na niej. Za zgodzenie się na to.
- Zauważ, że ta pozycja pozwala na inny kąt i głębszą penetrację. - Mark widocznie się zarumienił i przełknął ślinę. Bella wyczuwając, mam nadzieję, tylko jego dyskomfort, poprosiła o pomoc w zdjęciu nogi.
Siedziałem, zaciskając i rozluźniając moją szczękę i pięści. Zauważyłem jak palce Marka wpijają się w jej plecy, przez co wcisnął ją w swoją klatkę. Zacząłem wstawać z krzesła, ale ręka mnie powstrzymała.
- To jest to, kim Isa Virgin jest. To jest to, co robi. To nie jest twoja Bella. Uspokój się, zanim zrujnujesz jej całą karierę - wysyczała Alice przez zęby.
- Czy ona wiedziała, że dojdzie do czegoś takiego? - spytałem, obserwując jak Bella daje kilka rad jak osiągnąć orgazm. Kurwa, nie rumieniła się w ogóle. To było tak, jakby omawiała spotkanie z klientem lub asystentką.
- Nie. Nie z tego co ja wiem. Rozmawiała wcześniej z producentem. Może zdecydowali, że coś takiego podniesie oglądalność.
- Albo, żeby zirytować publiczność - wymamrotałem. Alice zaśmiała się cicho. Kamera zjechała w dół, prawie do samej podłogi, więc mogłem nadal obserwować Bellę.
- Teraz powiedz nam swoje prawdziwe nazwisko i jakie masz plany na przyszłość - powiedziała Monica.
- Naprawdę nazywam się Isabella Swan. Obecnie pracuję jako menager do spraw charytatywnych w Cullen & Cullen. Jestem również założycielem fundacji New Beginnings. Jako Isa, za dwa tygodnie wydam czwartą książkę o tytule 'Jak uwieść najlepszego przyjaciela swojego brata'. Właśnie pracuję nad pierwszą powieścią o nazwie ' The War Within', którą mam nadzieję wydać pod koniec następnej jesieni.
- Cóż, z pewnością jesteś zapracowaną kobietą. Co w takim razie robisz dla zabawy? - spytała Monica, pochylając się do Belli.
Bella uśmiechnęła się złośliwie i spojrzała prosto w kamerę.
- Spędzam czas z moim niesamowitym chłopakiem, Edwardem Cullenem.
Alice zaśmiała się głośno obok mnie, wraz z resztą widowni. Tylko uśmiechnąłem się do kamery, kiedy operator zrobił zbliżenie na mnie. Wywróciłem oczami i puściłem oczko.
Monica i Mark śmiali się z Bellą, która nadal się uśmiechała i patrzyła na mnie. Niemo powiedziała:
- Kocham cię.
I tak wróciłem do telewizji krajowej.
~oOo~Nie mogłem dostać się do jej mieszkania wystarczająco szybko. Nadal była w sukience i szpilkach, kiedy prawie zgwałciłem ją w windzie.
- Kurwa, wyglądasz apetycznie - zamruczałem, liżąc ją wzdłuż szyi i przyciskając ją do drzwi, jak tylko się zamknęły.
- O Boże, Edward - westchnęła Bella, rozpinając mój pasek i odrzucając go na bok.
- Co ty sobie myślałaś, robiąc coś takiego na wizji? - warknąłem, przygryzając jej miękką skórę u podstawy szyi.
- Co robiłam? - zapytała niewinnie. Przygryzłem ją ponownie, zarabiając kolejny jęk.
- Wiesz co zrobiłaś. Nie drażnij się ze mną.
Z łatwością pociągnąłem w dół jej sukienkę, tworząc kałużę materiału u jej stóp. Jej majtki są niebieskie. Poprawka - jej majtki były niebieskie. Zaśmiałem się ze swoich myśli, gdy zrywałem je z niej.
- Ja... ugh... spytali mnie w ostatniej minucie - wyjaśniła, a jej palce przejechały gwałtownie przez moje włosy.
- Wiesz co będziemy dzisiaj robić, dziecinko? - spytałem, chwytając ją za piersi. Jej sutki od razu zareagowały, napierając na moje ciepłe palce. Pieprzyć to, są cudowne. I moje.
- Zrobimy dziś Balerinę. Wiem, że mogę wspierać twoje malutkie ciałko, ale chcę cholernej dźwigni. Mam zamiar pieprzyć cię na drzwiach. Podoba ci się to, dziecinko? - warknąłem, czując jej dłonie na mojej erekcji.
- Tak - jęknęła, rozrywając moją niebieską koszulę, w którą byłem ubrany, guziki posypały się na podłogę. Szybko zrzuciłem resztę ubrań. Odkąd wyszliśmy z gabinetu lekarki miałem zamiar uprawiać słodką, pełną pasji miłości z moją Bellą.
Jednakże, widząc ją jako Isę, w tej cholernie gorącej sukience, w kuszących butach, robiącą takie rzeczy, które powinna robić tylko ze mną, rościłem sobie do niej prawo. Chciałem przypomnieć jej do kogo należy, do mnie, tylko do mnie.
Odepchnęła mnie lekko i pożerała wzrokiem moje nagie ciało. Robiłem to samo, zauważając małe znamię na jej lewej piersi, łagodną krzywiznę jej brzucha i, o mój Boże, jej prawie nagą cipkę. Gah.
Uklęknąłem i przerzuciłem jej obutą nogę na moje ramię. Pocałowałem jej łechtaczkę, kochając dźwięk jaki wydawała, długi jęk i ciche westchnienie. To była muzyka dla moich uszu, która płynęła prosto do mojego fiuta i zapadała w pamięci na zawsze.
Moje dłonie badały jej długie, gładkie nogi. Zanurzyłem czubek języka tam, gdzie była gorąca i mokra. Bella wplątała palce w moje włosy, ciągnąc i cicho prosząc o więcej.
Za pomocą czubka języka i dwóch palców, penetrowałem ją otwartymi ustami i głębokimi pchnięciami. Jęczała cicho, dociskając biodra do mojej twarzy. Wypuściła głośno powietrze, kiedy skubnąłem zębami jej wargi.
- Edward - jęczała coraz głośniej, aż osiągnęła swój orgazm. Delikatnie ugryzłem i zassałem jej łechtaczkę, aż jej ciało przestało drżeć.
Kontynuowałem, biorąc wszystko co jej ciało mi oferowało, czyniąc ją niestabilną i potrzebującą. Położyłem jej nogę na moim ramieniu i zacząłem powoli wstawać. Obserwowałem jej twarz, by mieć pewność, że nie powoduję jej bólu.
Nic takiego się nie stało. Wszystko co widziałem w jej oczach, to miłość i pasja, skrywające pożądanie.
Cztery tygodnie bez seksu to był nasz nowy rekord. Chociaż Bella pomagała mi, to spędziłem kilka samotnych prysznicy, zajmując się problemem.
To była jej wina. Nie potrafiłem się jej oprzeć. To nie potrwa długo. Nie będzie powoli i zmysłowo. Będzie szybko, ostro i gorąco. Wyprostowałem się, przyciskając ciało tak blisko jej jak tylko mogłem. Miała rację, kąt będzie cholernie niesamowity. Przez samą myśl miałem skurcze oczekiwania.
- Edward, przestań się ze mną droczyć - wyszeptała, wpychając język w moje usta. Kurwa. Smakuje siebie z mojego języka i to gówno sprawiło, że straciłem kontrolę. Z jedną ręką na jej nodze, a drugą na jej biodrze, ugiąłem kolana i wsunąłem się w nią szybko i ostro. Bella krzyknęła, a ja jęknąłem w jej usta. Kurwa, uwielbiam to uczucie. Pozostałem bez ruchu, dając nam czas na delektowanie się uczuciem naszych połączonych ciał.
To był jeden z najbardziej potężnych sposobów na powiedzenie drugiemu jak się czujemy. To był czas na komunikowanie się bez słów. Ale przez to połączenie nie było wątpliwości jaką miłością się darzymy. Wysunąłem się i wsunąłem z powrotem, zarabiając kolejny krzyk. Oderwałem się od jej ust, by upewnić się, że nadal jej nie krzywdzę, ale dostrzegłem tylko przyjemność, gdy gapiła się na mnie.
Głębokość jaką udało mi się osiągnąć była niemożliwa, ale wbijałem się w nią szybko i ostro. Z każdym ruchem otrzymywałem dźwięk od Belli. Z każdym dźwiękiem tworzyła się melodia Belli Swan aka Isy Virgin.
Obie były jednością w tym momencie. I obie były moje.
Paznokcie Belli wbijały się w moje ramiona, gdy używała mojego ciała jako dźwigni, by wychodzić naprzeciw moim pchnięciom. Spełniała moją każdą potrzebę. Przewidywała każdy mój ruch. Kiedy odsunęła się, by wziąć oddech, odchyliła głowę, eksponując szyję, abym mógł ją lizać i ssać. Kiedy odsunąłem się, by zaczerpnąć powietrza, powiedziałem:
- Dojdź ze mną. - Jęknąłem głośno, bawiąc się jej wrażliwą łechtaczką.
- Tak - wydyszała. Jej mięśnie zacisnęły się ciasno wokół mnie i to było cholernie gorące.
Z kolejnym pchnięciem, wykrzyczała moje imię w ekstazie. Po kolejnych trzech pchnięciach zanurzyłem twarz w jej włosach i jęknąłem, dochodząc w niej.
Pomogłem jej ściągnąć nogę na ziemię, ale pozostałem w niej i trzymałem ją, ponieważ jej nogi nadal drżały. Ociągaliśmy się, uspokajając nasze oddechy.
- Skrzywdziłem cię, kochanie? - spytałem, całując ją w szyję.
- Nie - powiedziała cicho.
- Co się dzieje? - spytałem.
- Um... to nie nasze mieszkanie.
1 9 funtów - około 4 kilo
2 4 funty - niecałe 2 kilo
3 Virgin - dziewica
4 teleprompter - wyświetlacz tekstu, element wyposażenia planu
