32. To uczucie
Nierówny oddech Belli przesuwał się po mojej klatce piersiowej. Im bliżej było jej wyjazdu, tym częściej spała niespokojnie. Po tym jak Alice i moja matka przejęły większość obowiązków Belli, jej praca stała się mniej stresująca.
Ale minusem było to, że jej plan dnia nie był tak wypełniony, jak była do tego przyzwyczajona. Przez to miała więcej czasu na przemyślenia i wspomnienia. Wspomnienia opływające w ból i krew. A przez to, co krzyczała w nocy, nie chciałem jej opuszczać.
Moja dłoń gładziła jej plecy, starając się uspokoić jej łkanie i pomruki. Jej noga, która była owinięta wokół moich bioder, zaczęła drżeć, co znaczyło, że osiągnęła punkt kulminacyjny snu. Szeptałem jej imię i wyznania miłości, dopóki jej tętno się nie uspokoiło.
Kilka nocy wcześniej jej sen zamienił się w atak paniki, gdy grałem na fortepianie. Udało mi się ją uspokoić i nawet nie protestowała, gdy zaproponowałem wizytę u jej nowego terapeuty. Zostałem zaproszony na sesję, ponieważ udawało mi się walczyć z jej koszmarami.
Chociaż jej koszmary były pomieszanymi wspomnieniami z jej przeszłości, wspomnieniami śmierci Brianny i Daniela, ja zawsze byłem w tle. Moja obecność pomagała jej przetrwać sen. Ale kiedy znikałem z jej snów, budziła się z krzykiem.
Chociaż powiedziała, że mi wybaczyła i zrozumiała, dlaczego musiałem odejść, nadal się bała. Odmówiła zażywania delikatnych środków uspokajających, ponieważ była w ciąży. Więc Bella i ja zdecydowaliśmy się rozpocząć wieczorne rytuały, by utrzymać jej koszmary z dala od niej. Powiesiła mały łapacz snów, który dostała od Billy'ego w dzieciństwie. Piła szklankę ciepłego mleka i słuchała uspokajającej muzyki, gdy znaleźliśmy kombinację, która koiła jej sen.
Ale ona wyjeżdża jutro, więc nie mam pojęcia, co będzie się działo nocą.
Pomogła mi ściągnąć Skype'a, żebyśmy mogli mieć wideorozmowy tak często, jak tylko będziemy mogli. Przez pierwszy tydzień będzie na wschodnim wybrzeżu. Uwzględniając różnicę czasową, wiedziałem, że będziemy się łączyć dopiero po moim powrocie z pracy.
Bella miała jeden dzień wolny w Nowym Jorku i prosiła mnie, bym do niej przyjechał. Początkowo wspomniała o dniu wolnym, nie wspominając o mojej obecności. Ostatecznie wyznała prawdę i błagała mnie o przyjazd. Głupiutka dziewczynka. Byłbym tam nawet, jeśli by nie spytała. Kiedy ogłosiłem, że z przyjemnością pojadę, powiedziała że zorganizuje dla mnie niespodziankę. Jako że jestem napaleńcem, miałem nadzieję, że będziemy nadzy przez większość mojego pobytu.
Miałem napięty grafik w pracy, ale miałem również zamiar szukać dla nas nowego domu. Rosalie zaoferowała pomoc, ponieważ nie miałem pojęcia, czym różni się aneks jadalniany od ogrodu zimowego. Bella stworzyła listę obowiązkowych rzeczy w naszym nowym domu, a były na niej siłownia, biblioteka, jej gabinet i jeśli to możliwe, szansa na dobudówkę. Nie lada wyzwanie.
Bella zaczęła się kręcić, wyrywając mnie z moich myśli. Jej usta potarły skórę nad moim sercem i wyszeptała moje imię.
- Dzień dobry, kochanie - wyszeptałem. Przebiegłem palcami przez jej jedwabiste włosy i westchnąłem.
- Co jest? - spytała, patrząc na mnie. Pocałowała mnie w usta i czekała na moją odpowiedź.
- Jutro wyjeżdżasz.
Oczy Belli wypełniły się łzami, emocje ją zdradzały. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej.
- Będzie dobrze - powiedziała cicho.
Wiedziała, że się o nią martwię i miałem do tego powód. Ale to nie była jedyna rzecz, która mnie martwiła.
- Edward?
Westchnąłem głęboko, przebiegając dłonią w dół jej pleców.
- Od dawna nie musieliśmy się rozstać, Bello - powiedziałem w zamyśleniu. - Nie mam pojęcia jak będę spał bez ciebie obok.
- Dasz radę - powiedziała słodko. - Jednej nocy dobrze ci się spało na kanapie.
Uśmiechnęła się do mnie. Warknąłem na nią i na wspomnienie, klepiąc ją w pośladek. W zeszłym tygodniu jej hormony zaczęły szaleć, przez co było jej gorąco. Leżała nago, bez przykrycia, z włączonym wentylatorem i mimo to, nie mogła zasnąć. Więc szybko wykopała mnie z łóżka.
- Jakbym miał wybór - wymamrotałem.
Bella usiadła na piętach i wyrzuciła ręce w powietrze.
- To nie moja wina, że jesteś za ciepły.
Parsknąłem, a jej nagie piersi kompletnie mnie rozkojarzyły. Ścisnąłem jej różowy sutek pomiędzy palcami, szczypiąc lekko.
- Jestem gorący, prawda?
Bella jęknęła i przygryzła swoją dolną wargę, gdy kontynuowałem moją zabawę. Wygląda na to, że spędzimy przyjemny poranek.
~oOo~Bella była zajęta ubieraniem się ciepło na naszą wycieczkę na łąkę. Kiedy pakowała swoje rzeczy, chwyciłem jej telefon i znalazłem numery, których potrzebowałem. Wrzuciłem je do swoich kontaktów, zanim wróciła.
Kiedy wyszła, miałem wystarczająco czasu na przygotowanie moich oświadczyn, ale potrzebowałem małej pomocy. Alice zapewniła mnie, że nie potrzebuję niczego szalonego, by prosić Bellę o rękę. Coś prostego powinno być odpowiednie.
Gdzie w tym zabawa?
Trzydzieści minut później byliśmy w drodze. Rozmowa dotyczyła głównie naszych rodzin i pracy, ale szybko zeszła na jej brata.
- Jak było na lunchu z Jordanem? - spytałem, zjeżdżając z autostrady. Westchnęła, ale dostrzegłem pojawiający się uśmiech na jej ustach.
- Robi postępy i zaczął używać laski - powiedziała dumnie. - Powiedział, że przez kilka godzin dziennie potrafi chodzić o samej lasce.
- Przykro mi, że musiałem odwołać spotkanie z wami.
- W porządku, Edwardzie. Mówiłam ci to wczoraj - odparła. - Rozumiemy.
- Więc... - powiedziałem nerwowo. Jordan zaprosił nas na lunch, ponieważ chciał o czymś porozmawiać. Nawet jeśli ja nie mogłem przyjść, mam nadzieję, że porozmawiał z Bellą. - Wspomniał, o co chciał nas zapytać?
- Spytał, kiedy masz zamiar zrobić ze mnie uczciwą kobietę - powiedziała poważnie, po czym wybuchła śmiechem.
Mruknąłem żartobliwie, przykładając jej dłoń do moich ust, przygryzając palec. Pisnęła i odsunęła rękę.
- Powiedział, że chce poprosić Julie o rękę - powiedziała, ssąc lekko swój palec. - Myślę, że potrzebował zapewnienia, że dobrze robi. Zawsze myślał, że nigdy nie dojdzie do tego etapu.
- Świetnie, Julie jest świetnym wyborem. Zasługuje na szczęście.
- Tak, zasługuje - powiedziała Bella, przygryzając wargę.
- Coś nie tak, dziecinko? - Wziąłem jej dłoń w swoją, głaszcząc ją, dopóki się nie uspokoiła.
- Oboje z Jordanem przeżyliśmy wiele w naszym życiu i teraz jesteśmy szczęśliwi.
- Czy coś w tym złego? - spytałem.
- Nie. Po prostu chciałabym, żeby nasi rodzice nadal żyli.
To mogłem zrozumieć. Moi rodzice z pewnością pokochaliby Bellę. Złapałem jej rękę i pocałowałem ją delikatnie.
- Są tutaj, dziecinko - powiedziałem. Delikatnie położyłem nasze dłonie na jej sercu. - Są częścią ciebie.
Oczy Belli błyszczały od łez, kiedy kiwała głową.
- Tak jak twoi, mistrzu. Mimo, że nie miałam okazji ich poznać, kocham ich, ponieważ dali mi ciebie.
Kontynuowaliśmy naszą rozmowę, omawiając pomysły na wesele Jordana. Bella nie miała wątpliwości, że Julie się zgodzi.
To przypomniało mi, że muszę zadzwonić do jej brata, by prosić go o błogosławieństwo. Mam nadzieję, że ostatni miesiąc udowodni, że jestem w stanie zrobić wszystko dla Belli.
- Och. Czy możesz się zatrzymać przy rodzinnym domu twojej matki? - spytała podekscytowana Bella, kiedy wjechaliśmy do Forks. Zgodziłem się i szybko zaparkowałem na podjeździe. Gdy się zatrzymałem, zauważyłem kilka samochodów i ciężarówek.
- Co się dzieje? - spytałem ostrożnie. Obawiałem się, że ktoś kupił ten dom. Byłem tak pochłonięty Bellą i pracą, że zapomniałem go kupić.
- Kupiłam go - wyszeptała Bella, wyglądając za okno. Odwróciła się twarzą do mnie i wyglądała na zdenerwowaną. - Proszę, nie bądź na mnie zły.
Spojrzałem na nią zaciekawiony.
- Dlaczego miałbym być zły?
- Podjęłam ważną decyzję bez ciebie - powiedziała cicho. - Chciałam, żeby to była niespodzianka.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło, zapewniając ją, że wszystko jest w porządku.
- Tak - powiedziałem, całując ją w czoło. - Ważne decyzje powinniśmy podejmować razem, ale widzę, że to była doskonała niespodzianka. Nie możesz sobie wyobrazić ile to dla mnie znaczy. - Pocałowałem ją, tym razem w usta.
- Oto ja, pełna niespodzianek. Dodatkowo, muszę cię trzymać w niepewności i czujności.
Roześmiałem się, po czym uśmiechnąłem się szeroko.
- Z pewnością. Albo chcesz mieć mnie pod pantoflem.
Skrzywiła się, zanim wyskoczyła z samochodu zła jak osa. Roześmiałem się, gdy mój kociak wyszedł na jaw. W zeszłym tygodniu Bella stała się strasznie niezręczna. Uderzyła się w palec cztery razy, uderzyła się w łokieć ze dwa razy, a w kolano raz. Była chodzącą rozpaczą.
Zażartowałem, że może powinna ponownie zacząć lekcje tańca. A teraz sobie przypomniałem, że to był wieczór, po którym spałem na kanapie.
Wyskoczyłem z samochodu i podążyłem za moją brązowooką pięknością do rodzinnego domu mojej matki.
Dom był w stylu Tudorów, poza pewnymi modernizacjami w kuchni. Bella miała nadzieję, że będziemy tu przyjeżdżać, by odetchnąć od życia w wielkim mieście.
Wyjątkowym miejscem był pokój z dużym kominkiem zajmującym większość ściany. Na drewnianej framudze znajdowały się znaczniki wzrostu. Znaczniki zaczynały się odkąd moja mama i Esme mogły stać na własnych nogach. Dotknąłem każdego zagłębienia, chcąc odtworzyć wspomnienia.
Bella wskazała kilka kresek na poziomie mojej piersi. Były tam trzy linie kolejno opisane 'Es', 'El' i 'R'.
- Twoja matka - powiedziałem, dotykając litery.
- Tak myśli Esme. Chociaż nie może sobie przypomnieć.
Uśmiechnąłem się do mojej miłości, całując ją miękko i dziękując jej za danie mi czegoś tak cudownego.
- Chodźmy - powiedziałem. - Powinniśmy ruszać na naszą łąkę.
Musiałem przyznać, że czułem się przytłoczony. Po śmierci moich rodziców, nigdy nie próbowałem znaleźć innych żyjących krewnych poza Esme.
Przez lata straciłem ciotki, wujków i dziadków, ale nie obchodziło mnie to. Gdyby nie było ludzi takich jak Renee, Esme i Bella, nie miałbym tych kawałków historii należącej do mojej matki.
- Wszystko w porządku? - spytała Bella, kiedy szliśmy ręka w rękę do auta.
Pokręciłem głową, wciągając Bellę w moje ramiona. Przycisnąłem ją delikatnie do samochodu, ale nadal dostatecznie blisko. Wtuliłem się w jej szyję i pocałowałem ją w miękką skórę.
- Nie mam pojęcia, co się stało z domem, w którym mieszkaliśmy w Chicago.
- Och, to łatwe - powiedziała miękko. Odsunąłem się od niej.
- Nie mów, że też go kupiłaś?
- Nie - odpowiedziała szybko. - Chciałam, ale dowiedziałam się, że Esme go kupiła.
- Nigdy mi tego nie powiedziała - powiedziałem poważnie. - Właściwie, gdy o to spytałem, powiedziała że dom został sprzedany.
Bella wyglądała na zamyśloną, zanim odpowiedziała:
- Został sprzedany jej - powiedziała, wzruszając ramionami. - Myślę, że wiedziała, iż pewnego dnia zapragniesz mieć pamiątki rodzinne.
- Cholera - powiedziałem. - Mam jedno piekło z tą rodzinką.
- Masz - powiedziała. - I wszyscy bardzo cię kochamy. Chodźmy.
Szliśmy ostrożnie na naszą łąkę, z rękami zajętymi rzeczami. Bella trzymała się blisko mnie, niosąc koszyk piknikowy, gdy ja trzymałem jej akcesoria do malowania.
Rozłożyłem koc na nieprzemakalnej macie, którą przyniosłem. Bella bawiła się ze swoją sztalugą i układała wszystkie akcesoria. Była zadowolona, ponieważ mała kołderka puchu okrywała łąkę i drzewa. Dołączyła do mnie na kocu, by wylegiwać się z ciepłym kakao. Bawiłem się jej włosami, gdy ona opowiadała historie ze swojego dzieciństwa.
Obserwowałem jak Bella malowała, leżąc na kilku poduszkach, czytając jedną z jej książek. Rozglądnęła się po otoczeniu, które malowała. Jej policzki i czubek nosa były zaróżowione z zimna i wyglądała całkiem uroczo w czapce. Kreśliła pędzlem długie i szybkie kreski, co jakiś czas przygryzając wargę w skupieniu.
- Przestań się gapić - skarciła mnie.
- Nie mogę nic na to poradzić. Twój widok zapiera dech w piersiach.
Obserwowałem jak płatki śniegu opadają na jej włosy i długie rzęsy. Stopiły się, ale Bella popatrzyła w niebo, pozwalając by więcej płatków opadło na jej twarz. Musiałem jej dotknąć. Nigdy nie wyglądała tak słodko jak w tej chwili.
Wstałem i porwałem ją w ramiona, lekko ją strasząc. Uspokoiła się, owijając ramiona wokół mojej szyi. Porwałem ją z ziemi i okręciłem wokół siebie.
- Kocham cię. Kocham cię - wyszeptałem w jej ucho. Odrzuciłem głowę w tył i wykrzyczałem to, powodując u niej wybuch śmiechu.
- Kocham cię. Zawsze - powiedziała szczęśliwym głosem. Przycisnęła swoje wargi do moich, ciągnąc mnie za włosy na karku.
- Zawsze - wyszeptałem pomiędzy pocałunkami. Jęknęła, kiedy jedną dłonią chwyciłem jej pośladek. Zachichotała i skubnęła moją wargę. Ruchem głowy wskazała koc, ruszając porozumiewawczo brwiami.
- Tutaj? - powiedziałem.
- Tak - zamruczała. - Chciałabym czegoś spróbować.
Położyłem ją delikatnie na kocu, po czym zaczęliśmy rozpinać swoje ubrania. Oboje wiedzieliśmy, że jest za zimno na całkowity negliż, ale rozebraliśmy się na tyle, by dać sobie dostęp do tego, co chcieliśmy.
Powoli, boleśnie powoli zdjęła swoje rękawiczki i przejechała paznokciami w dół mojej klatki piersiowej. Jęknąłem, a moje ciało pokryło się gęsią skórką. Moje palce owinęły się wokół jej bioder, a jej delikatne palce skubały moje sutki. Odsunęła się trochę i zaczęła czegoś szukać w koszyku piknikowym.
- Śnieg prawdopodobnie nie jest najbezpieczniejszy do zabawy - powiedziała, obsypując moją twarz pocałunkami. - Więc pobawimy się tym, co mamy.
Moje oczy otworzyły się szeroko, gdy pochyliła się i wzięła mój sutek w swoje lodowate usta.
- O kurwa!
Bella mruknęła i kontynuowała subtelną torturę ciepłem i zimnem, aż nie leżałem w nieładzie pod nią. Odpięła guzik moich jeansów i jęknąłem, kiedy poczułem jej ciepłą dłoń na czubku mojej erekcji.
- Och, proszę - wydyszałem, kiedy odsunęła się, by wziąć więcej lodu.
Uśmiechnęła się złośliwie do mnie, biorąc kawałek lodu do ust. Pochyliła się i wsunęła język w moje usta, mieszając smak lodu i ciepło swojego języka, powodując że dreszcz przeszył moje ciało. Przykryła nas dodatkowym kocem, po czym zsunęła jeansy i bokserki z moich bioder. Jej słodki język wytyczał zimny szlak od moich ust do erekcji. Syknąłem, kiedy poczułem lodowaty język na moim fiucie.
Byłem na granicy wytrzymałości, kiedy owinęła usta wokół mojej erekcji. Chłód jej ust zapalił mnie jak zapałka. Drżałem i wiłem się, kiedy ona się ze mną droczyła, z kostką lodu na języku. Kurwa, tak cholernie dobrze.
Bella pełzała po moim ciele, po tym jak założyła moje bokserki i jeansy na miejsce. Wyglądała na zadowoloną z siebie, zostawiając mnie w takim stanie. Warknąłem i przetoczyłem nas tak, by była pode mną. Zachichotała i prychnęła, pieszcząc moją nagą klatkę i plecy swoimi zimnymi dłońmi. Skubnąłem jej wargi, po czym sięgnąłem po kostkę lodu. Poruszyłem brwiami i wyszeptałem:
- Moja kolej.
~oOo~Przed opuszczeniem naszej łąki postanowiłem wyrzeźbić nasze inicjały na drzewie w widocznym miejscu. Miałem nadzieję, że będziemy mieli okazję zobaczyć jak drzewko rośnie, symbol naszej miłości. Jej obrazy były piękne, widok łąki zimą, głównie przedstawiały drzewo moich rodziców.
Wracaliśmy, kiedy zaczęło się robić szaro. Bella uśmiechnęła się sennie, kiedy wyciągnąłem ją z samochodu. Starała się nie spać podczas powrotu do domu, ale była zbyt zmęczona. Owinęła ręce wokół mojej szyi, kiedy przytuliłem ją do mojej piersi.
- Jestem śpiąca - wyszeptała, zanurzając twarz w mojej szyi.
- To śpij, kochanie - powiedziałem. Pocałowałem ją w czoło i zaniosłem do naszego łóżka. Wtuliła się w moją poduszkę, wzdychając. Obserwowałem ją przez chwilę, wychodząc dopiero, kiedy wiedziałem, że zasnęła.
Skierowałem się do gabinetu i włączyłem mojego laptopa. Napisałem kilka maili, upewniając się, że mam dobry adres mailowy. Wysłałem je, mając nadzieję, że uzyskam odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Kliknąłem kilka razy i zacząłem szukać pierścionka dla Belli. Moim pierwotnym zamiarem było danie jej pierścionka mojej matki, ale teraz wiązały się z nim złe wspomnienia. Nienawidziłem siebie za zniszczenie symbolu miłości moich rodziców.
Ale co się stało, to się nie odstanie. Nadszedł czas, by ruszyć do przodu.
Chciałem coś nowego, coś co byłoby tylko jej. Wiedziałem, że chcę platynę, ale nie mogłem się zdecydować pomiędzy czymś tradycyjnym, a nowoczesnym. Cholera, nie nadaję się do tego. Pomyślałem o czymś, przeglądając kilka zdjęć. Chyba muszę podejść do sprawy bardziej osobiście.
Wysłałem Alice wiadomość, na którą odpowiedziała chwilę później. Posłała mi nazwisko i adres trzech lokalnych jubilerów i linki do ich stron. Przeglądałem ich katalogi, by znaleźć coś, co mogłoby pasować do Belli. Usłyszałem kroki Belli w przedpokoju, więc szybko zamknąłem laptopa i wyszedłem jej naprzeciw.
- Cześć, dziecinko - powiedziałem, owijając ramiona wokół jej talii. Wtuliła się w moją pierś, zanim spojrzała na mnie. - Odpoczęłaś trochę, kochanie?
- Tak - powiedziała, zanim stanęła na palcach i pocałowała mnie w usta. - Źle się czuję, śpiąc podczas naszych ostatnich godzin razem.
Pokręciłem głową i uniosłem ją, po czym ją pocałowałem.
- Mamy całe życie przed sobą. Dodatkowo, potrzebowałaś odpoczynku.
- Wiem - powiedziała słodko. - Rachel powiedziała, że przyśle po mnie samochód rano.
- O której?
- O dziewiątej.
- Hmm, zamówię nam śniadanie do łóżka - powiedziałem, okręcając ją.
- Mmm, brzmi świetnie - powiedziała. - Poproszę sok pomarańczowy, bekon i jajecznicę.
Zachichotałem, chwytając jej tyłeczek.
- Zobaczę co da się zrobić. Myślę, że mogę coś zamówić.
Bella zaśmiała się i uściskała mnie.
- Lepiej ci wychodzi dział spożywczy.
Pocałowałem jej słodkie usta, nie potrafiąc się jej oprzeć.
- Miałem dobrego nauczyciela - wymruczałem jej do ucha, a jej brzuch zaburczał. Zaśmialiśmy się. - Chyba ktoś tu jest głodny. Sprawdźmy te moje nowe zdolności kulinarne.
- Mogę ci pomóc, jeśli chcesz - powiedziała, chwytając mnie za tyłek. Wywróciłem oczami, porwałem Bellę z podłogi i zaniosłem ją do kuchni. Udało mi się zrobić świetny obiad, chociaż prawie spaliłem pieczywo czosnkowe.
Zdecydowaliśmy się spędzić wieczór w domu, razem. Poprzedniego wieczora zjedliśmy kolację z naszą rodziną. Emmett nawet dokuczał Belli w sprawie jej promocji książki, pytając czy rumieni się w trakcie jej czytania. Podarował jej koszulkę z napisem 'Własność Edwarda Cullena', którą miała nosić, kiedy wyjedzie. Naprawdę podoba mi się ten T-shirt.
Leżeliśmy i rozmawialiśmy o jej oczekiwaniach w stosunku do fanów i spotkań z nimi. Bałem się, że zostanie stratowana, ale zapewniła mnie, że wcześniej nic takiego nie miało miejsca. Przypomniałem jej, że liczba jej fanów wzrosła z ośmiu tysięcy do dwóch milionów, odkąd wydała ostatnią książkę.
Powiedziała, że jej menadżerka i agentka wszystko wzięły pod uwagę. Już poznałem lekarza, który będzie jej towarzyszył podczas podróży. Nie spodobał mi się. Czy jej agentka musiała wybrać młodego, dobrze wyglądającego doktora? Um, nie, ale zrobiła to. Wiedziałem, że Bella mnie nie zdradzi. Ufałem jej. Nie ufałem temu przystojniaczkowi, który uśmiechał się, gdy Bella pochyliła się, by podnieść długopis, który wypuścił z ręki. Dupek. Odepchnąłem niechciane myśli i skupiłem się na tu i teraz.
Aktualnie moja głowa spoczywała na jej kolanach, a jej dłonie przebiegały przez moje włosy. Oglądaliśmy różne teledyski, a czasami jej głos dołączał do artysty na ekranie. Obróciłem się na jej nogach i pocałowałem jej brzuszek. Owinąłem ramiona wokół jej bioder, pocierając delikatnie jej brzuch.
- Och - powiedziała, a ja spojrzałem na nią. Miałem nadzieję, że jej nie skrzywdziłem. Łzy zaczęły się gromadzić w kącikach jej oczu, a dolna warga zaczęła drżeć. Zerwałem się do pozycji siedzącej i złapałem jej twarz w dłonie.
- Dziecinko? Bella? - powiedziałem, czekając aż powie mi, co się dzieje.
Kąciki jej ust powędrowały w górę, formując cudowny uśmiech.
- Chyba poczułam jak nasze dziecko się rusza.
Przywarłem ustami do jej, zaplatając nasze palce razem. Odsunąłem się, jej piękne oczy były wilgotne. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Czułem jak moje oczy wypełniają się łzami radości.
- Jakie to uczucie? - spytałem.
Zamyśliła się, a jej uśmiech nie opuszczał jej twarzy.
- Trochę jak ruch maleńkich skrzydełek - wyszeptała. Odsunęła się i położyła na kanapie. Pogłaskała swój brzuszek i położyła moją dłoń obok swojej. Uklęknąłem pomiędzy jej nogami i przycisnąłem palce do jej ciepłej skóry.
- Troszkę mocniej, Edwardzie - powiedziała, naciskając na moją dłoń.
- Jesteś pewna? - spytałem. Kiwnęła głową i zaczęła żuć wargę. Wzmocniłem nacisk i poczułem to. Ruchy były nierównomierne, ale Bella miała rację. To było jak trzepotanie skrzydeł. Przycisnąłem usta, zastępując dłoń i zaczęłam nucić. Palce Belli wróciły w moje włosy, gdy położyłem głowę na jej brzuszku, kontynuując nucenie do naszego dziecka.
- Kocham cię, Bello. - Westchnęła, a nastrój wrócił. - Dziękuję ci.
- Za co? - spytała.
- Za bycie ze mną.
- Tez cię kocham i jestem tam, gdzie chciałam być.
Następnego ranka po udanym śniadaniu w łóżku, Bella siedziała na moich kolanach, gdy jechaliśmy limuzyną na lotnisko.
- Bella - jęknąłem, dysząc, gdy ona lizała moje ucho. - Dziecinko... Boże, to jest cudowne.
Ostatniego wieczora byliśmy tak pochłonięci ruchami dziecka, że zasnęliśmy na kanapie. W rezultacie nie byłem w niej od naszej wycieczki. Byłem gotowy wstrzymać się z seksem do przyszłego tygodnia, gdy do niej dojadę, ale cholera, jej aksamitny tyłeczek naciskał na moją erekcję.
- Pragnę cię - wymamrotała, gdy jej palce zajmowały się zapięciem moich jeansów. Jęknąłem ponownie i skupiłem się na jej szyi, gdy odchyliła głowę w tył. Utknęliśmy w korkach, co dało nam trochę czasu.
Kurwa, tak. Mentalnie odhaczyłem kolejną fantazję.
~oOo~Całowałem ją z pasją na zatłoczonym terminalu, przyciągając ją do siebie tak blisko, jak tylko mogłem. Jej ramiona były owinięte wokół mojej talii pod moją kurtką, a jej paznokcie drapały mnie delikatnie. Obejmowałem ją w ramionach. Staliśmy tak, całując się i wyznając sobie miłość. Jak będziemy tęsknić. Nienawidzę tego. Nie chciałem, żeby wyjeżdżała, ale to by nie było fair, gdybym poprosił, żeby olała wszystko. Widziałem to, kiedy pisała. Jej oczy błyszczały i w skupieniu przygryzała wargę, gdy jej palce wirowały po klawiaturze. Pisanie było jej pasją, robiła coś co kochała.
Powiedziała, że to dla niej ważne. Usiąść i porozmawiać z jednym z jej czytelników, odpowiedzieć na pytania i wsłuchać się w dyskusję dotyczącą jej pracy. Spotkała tylu ludzi z różnym doświadczeniem życiowym, co spowodowało, że zaczęła pisać. Kiedy zacząłem czytać jej książkę, nie mogłem przestać.
Tak, uczyła ludzi o seksie, ale tłumaczyła wszystko na różnych przykładach i scenariuszach, przez co czytało się to jak krótkie opowiadania, a nie jak poradnik.
Wiedziałem, że pracuje nad powieścią, ponieważ niektóre pomysły nie dają jej spokoju. Pisanie dawało jej możliwość przelania swoich myśli i spostrzeżeń na papier. Wiedziałem, że to kocha i nie mógłbym prosić, żeby to porzuciła.
Nie żeby podobał mi się fakt, że to zabiera ją ode mnie. Trasy, edycja, spotkania i godziny przy komputerze zostawiały mnie samotnego.
To jest coś, do czego będę musiał się przyzwyczaić. Już to wiedziałem. Od momentu, w którym zrezygnowała z pracy w firmie i została twarzą fundacji, na rzecz pisania.
Poświęcała mi czas tak często, jak tylko mogła, ale czasami miałem wrażenie, że jest rozkojarzona. Odgoniłem nieprzyjemne myśli i spojrzałem na moją dziewczynę, nic nie mogąc na to poradzić, pomyślałem że nigdy więcej jej nie skrzywdzę. Zabranie jej czegoś co kocha na pewno by ją skrzywdziło. Muszę przestać być samolubny. Zdarzały się noce, kiedy wracałem późno, pracując nad ostatnim projektem. Jej 'uzależnienie' od pisanie nie pochłania jej każdej myśli.
- Grosik za twoje myśli? - wyszeptała.
- Jesteś smutna, ponieważ mnie zostawiasz, ale również jesteś podekscytowana z tego powodu.
Bella uśmiechnęła się i przechyliła głowę, wyglądając słodko i szczęśliwie.
- Jestem podekscytowana, ale nie dlatego. - Musiałem wyglądać na zaskoczonego, ponieważ kontynuowała: - Spędziłam ostatni tydzień na przygotowaniu zarysu mojej powieści, o której ci mówiłam oraz twojej niespodzianki.
- Teraz jestem ciekaw co przygotowałaś.
- Dam ci jedną wskazówkę. Muzyka.
- Powiązane z muzyką? - zastanowiłem się. - Przedstawienie na Broadwayu? Może opera?
Zaprzeczyła ruchem głowy, pokazując, że nic nie powie. Próbowałem pocałunkiem zmusić ją do puszczenia farby, ale nie zadziałało. Więc zastosowałem ciężką amunicję, zrobiłem nadąsaną minę.
Zaśmiała się i pocałowała mnie w usta, gdy zapowiedzieli jej lot.
Zawsze była dobra w rozpraszaniu mnie. Pochyliłem się i zacząłem całować ją po szyi.
- Dziękuję - wyszeptałem. - Kocham was oboje.
Położyłem delikatnie dłoń na jej brzuszku, rysując palcem małe serduszko wokół jej pępka.
- Kocham cię - wyszeptała i głośno westchnęła. Podniosłem jej podbródek do góry i zobaczyłem zbierające się łzy. Teraz moja kolej na rozproszenie jej. Wziąłem jej dłoń w swoją i podeszliśmy do bramki. Spojrzała na ochroniarza, stojącego przy wykrywaczu metalu. Spojrzała z powrotem na mnie, z tęsknotą w oczach.
- Napisz, kiedy wylądujesz. A jeśli będziesz mogła, to zadzwoń - powiedziałem, pocierając jej plecy.
- Mam jedno spotkanie zaraz po lądowaniu, ale tak, zadzwonię.
- Dziecinko, wszystko będzie dobrze. - Kiwnęła głową i pocałowała mnie szybko. - Do zobaczenia.
- Okej - powiedziała cicho. Niechętnie puściła moją dłoń, ruszając w kierunku kolejki tworzącej się przed wykrywaczem metali. - Kocham cię.
- Kocham cię, dziecinko - wyszeptałem. Czułem szloch próbujący wyrwać się z mojej piersi z każdym krokiem, z którym się ode mnie oddalała.
- Pa - powiedzieliśmy zgodnie, gdy się odwróciła. Szybko wyciągnąłem moje Blackberry i napisałem wiadomość.
Uśmiechnąłem się, gdy jej telefon zadzwonił, a ona spojrzała na mnie, nadal stojąc w kolejce. Przeczytała wiadomość, a cudowny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Obserwowałem jak uderza w klawiaturę, tworząc odpowiedź.
Mój telefon zawibrował i szybko otworzyłem wiadomość.
Edwardzie, jeszcze nawet nie wyjechałam, a ty już prosisz o seks telefon? Lol
Zaśmiałem się i napisałem kolejnego esemesa:
Oczywiście, dziecinko. Znasz mnie ;)
