33. Czas rozłąki
Po opuszczeniu hali lotniska poczułem pustkę, której nie czułem od długiego czasu. To było coś, co ogarnęło mnie po śmierci moich rodziców. Przez cały czas nikomu nie pozwalałem zapełnić pustki we mnie, nawet Esme, mimo że bardzo się starała.
Zdałem sobie sprawę, że nie czułem tej pustki, odkąd Bella pojawiła się w moim życiu. Oczywiście zdarzały się chwile przed nią, kiedy ból znikał, gdy zatracałem się z kolejną kobietą.
Uderzyła mnie świadomość, że nie wykorzystywałem ich tylko do seksu, ale również do zapomnienia o rzeczywistości. Jednak to uczucie nigdy nie znikało, zostawało tylko na chwilę ukryte.
Zamiast topić się w morzu alkoholu i narkotyków, robiłem to za pomocą kobiet. Nigdy nie żałowałem moich czynów, nawet kiedy Bella pojawiła się w moim życiu, aż do tej chwili. Żałowałem, kiedy moja przeszłość próbowała mi ją odebrać, ale nigdy nie żałowałem moich czynów. Robiłem to, co inni młodzi, rozgorączkowani gówniarze.
Byłem seksoholikiem, czy tylko podążałem w tym kierunku? Ta myśl, biorąc pod uwagę, co się stało z Danielem, spowodowała u mnie oszołomienie.
Nie patrząc wstecz, wiedziałem, że jestem lepszym człowiekiem. Kiedy opuściłem Bellę po incydencie z Tanyą, nie pozwoliłem sobie na uwolnienie, ponieważ czułem, że na to nie zasługuję. Nie potrzebowałem kolejnej kobiety, która zaspokoiłaby moje potrzeby, ponieważ pragnąłem tylko Belli.
Kiedy wróciliśmy do siebie po śmierci Daniela, kochaliśmy się tylko kilka razy, zanim nie pojechaliśmy do domku na plaży. Moje potrzeby nie były najważniejsze, ponieważ Bella potrzebowała pocieszenia, wsparcia i miłości. Seks nie był czymś, co pozwoliłoby jej zapomnieć o tym, co się stało. Od tego czasu byliśmy bardzo aktywną parą, ale to nie było niezbędne, by czuć bliskość.
Nie była czymś, co zapchało uczucie pustki, ona je wyeliminowała, wypełniając dziurę we mnie. Nie byłem świadomy zmian, ponieważ to stawało się stopniowo. Uśmiechnąłem się, gdy jechałem do biura, pełen nadziei na lepsze jutro.
~oOo~Odkąd pojawiłem się w biurze, moja rodzinka siedziała mi na głowie. Nie było wątpliwości, że martwili się o to, jak zniosę wyjazd Belli. Możliwe, że zmusiła ich do tego.
Dostałem wiadomość od Belli, że wylądowała w Nowym Jorku i od razu pognała na pierwsze spotkanie. Martwiłem się o stres, który będzie towarzyszył jej wyjazdowi, ale obiecała, że agentka i lekarz będą na to uważać. Zaraz po wiadomości Belli dostałem esemesa od jej lekarza. Dupek poinformował mnie, że Bella zjadła podczas lotu, oraz że wszystko idzie zgodnie z harmonogramem.
Przez chwilę pomyślałem, że wcale nie jest takim dupkiem. Kiedy wspomniał, że Bella wygląda niesamowicie w szpilkach, dodał że poprosił ją o ich zdjęcie, kiedy będą bolały ją nogi.
Yeah, nadal jest dupkiem, ale muszę przyznać, że dobrze się nią opiekuje.
Jadłem lunch z ciocią i wujkiem, kiedy zakomunikowali, że mają pewne wieści. Jeden z moich projektów domów miał zostać zamieszczony w czasopiśmie. Spędziliśmy resztę lunchu omawiając szczegóły, które mogą się pojawić w ciągu najbliższych tygodni.
Carlisle wyznał, że jest naprawdę ze mnie dumny, nic nie mogłem poradzić, że w tej chwili brakowało mi moich rodziców. Byłem przekonany, że mimo iż nie poszedłem śladami ojca, również byłby ze mnie dumny.
Wieczorem, podczas kolacji z Rose i Emmettem, dowiedziałem się, że będą mieli chłopczyka. Rose siedziała obok mojego brata, a jej twarz promieniała z dumy i uwielbienia, gdy pokazywała mi zdjęcie małego Joshuy Michaela McCarty-Cullen.
Co za skomplikowane nazwisko. Emmett chciał zachować swoje nazwisko i Carlisle'a, które otrzymał w dniu adopcji. Rosalie to nie przeszkadzało.
- Em, oba nazwiska i wszyscy twoi rodzice ukształtowali cię na takiego, jakim dziś jesteś.
Nie mogłem nic na to poradzić, ale pamiętałem, że Emmett nie zawsze czuł się w ten sposób. Mieszkałem z rodzicami w Chicago, ale pamiętam kilka rzeczy. Emmett był adoptowany w wieku jedenastu lat, gdy ja miałem siedem. Siał postrach podczas naszego pierwszego spotkania. Był słodki i niewinny przy dorosłych, ale kiedy zostawaliśmy sami, próbował na mnie wszystkie chwyty wrestlingowe.
Emmett był umieszczony w dwóch rodzinach zastępczych po śmierci swoich rodziców, którzy zginęli w pożarze, a on jako jedyny ocalał. Carlisle i Esme nie mogli tego znieść i zdecydowali się otworzyć swój dom dla sierot. I w ten sposób Emmett dołączył do nich. Minęło sporo czasu i cierpliwości, zanim Emmett zjadł kolację bez przeklinania. Gdy jego czas z moją ciotką i wujem się skończył, zauważyli całkowitą zmianę w jego zachowaniu.
Tydzień przed jego wyjazdem, poprosił żeby go zaadoptowali. Pamiętam telefon w środku nocy odebrany przez moją matkę, ciocia płakała, mówiąc że zgodzili się zaadoptować Emmetta. Już zaczęli to planować. Tak zyskałem nowego kuzyna, który był znacznie milszy podczas naszych kolejnych odwiedzin.
Zachichotałem pod nosem, przypominając sobie ile problemów sprawialiśmy jako dzieci.
- Z czego się śmiejesz, Edwardzie? - spytała Rosalie, chwytając szklankę z wodą. Uśmiechnąłem się do niej.
- Cóż, przypomniałem sobie jaki był Emmett podczas naszego pierwszego spotkania. - Emmett jęknął i uderzył mnie pod stołem. - Co? - Spojrzałem niewinnie w kierunku mojego drogiego brata. - Mam jej przedstawić obraz aniołka Emmetta?
Rose parsknęła i pokręciła głową, śmiejąc się.
- Nigdy mu nie wierzyłam, gdy mówił, że był idealnym dzieckiem.
- Jak to mówią, jakie ziarno taki plon - powiedziałem z uśmieszkiem. - Innymi słowy, twój dzieciak prawdopodobnie kopnie cię w dupę po gonieniu go przez cały dzień.
Emmett westchnął i wzruszył ramionami.
- Postaram się być dobrym ojcem, tak jak mój był.
Klepnąłem go w plecy i powiedziałem, że będzie świetnym ojcem. Jego usta wykrzywiły się w figlarnym uśmiechu.
- Cóż, Eddie, bardziej się martwię co twoje dzieci odziedziczą po tobie.
Mój uśmiech natychmiast zniknął. Cóż, kurwa. Stało się niezręcznie, a Rosalie próbowała poprawić mój humor.
- Edwardzie, nie jesteś już tamtą osobą - powiedziała w zamyśleniu. - Poza tym, Bella będzie cudowną matką, popatrz jak sobie poradziła z Nessie.
Kiwnąłem głową. Tak, Rosalie miała rację. Nie byłem już tym człowiekiem i będę świetnym ojcem. Z Bellą obok, będziemy się uczyć na własnych błędach i będziemy dumni z dziecka, które stworzyliśmy. Po raz pierwszy spojrzałem w przyszłość, gdzie nie byłem już sam. Kocham tą perspektywę.
~oOo~Było po dwudziestej, kiedy wróciłem do mieszkania, umierając z potrzeby usłyszenia Belli. Chociaż w tej chwili pewnie rozpycha się łokciami w dużej peruce gdzieś w studiu. Rzuciłem marynarkę na kanapę, idąc w stronę kuchni. Tęskniłem za zapachem, który towarzyszył Belli podczas gotowania. Tęskniłem za hałasem, który powodowała przy każdym ruchu.
Boże, brakowało mi tych wszystkich lunchów czy kolacji, które leżały zapomniane, gdy kochaliśmy się na stole lub podłodze. Poprawiłem się, przeklinając fakt, że nie mogłem powstrzymać się przez jeden wieczór. Złapałem butelkę wina i nalałem sobie kieliszek. Sącząc napój, myślałem nad tym, co będzie, gdy wróci ze swojej trasy.
Wszystko miałem zaplanowane, musiałem tylko znaleźć pierścionek. Jutro Esme i Alice dołączą do mnie podczas łowów. W czwartkowe popołudnie miałem się spotkać z Rosalie, by zobaczyć dom, który według niej będzie idealny dla Belli i dla mnie. Zacząłem ściągać krawat, kiedy usłyszałem dźwięk telefonu w salonie. Pobiegłem do marynarki i złapałem telefon. Tak, to Bella.
- Halo? - wydyszałem.
- Dlaczego tak dyszysz? - spytała, chichotając.
Och, chciała się bawić.
- Myślałem o tobie - powiedziałem ochrypłym głosem. Byłem przekonany, że podłapała mój nastrój, ponieważ od razu się zrewanżowała:
- Mmm, o czym myślisz?
Jęknąłem, gdy jej głos stał się namiętny i ochrypły. Kocham, kiedy tak do mnie mówi. Szybko pokonałem drogę do naszej sypialni, desperacko pragnąc poczuć ją bliżej przez leżenie w naszym łóżku.
- Zanim my, um... - zacząłem, poprawiając się ponownie. - Zanim zaczniemy, porozmawiajmy. Jak minął twój dzień, kochanie?
Powiedziała, że była głównie zajęta spotkaniami z wydawnictwami i kierownikiem studia. Wspomniała, że jutro będzie miała audycję w radiu i podpisywanie książek, a na koniec sesję zdjęciową. Kiedy rozmawialiśmy, rozebrałem się do bokserek i położyłem się w łóżku. Upewniłem się, że wziąłem wszystko z łazienki, nie chcąc zrobić bałaganu. Powiedziałem jej, że czasopismo wybrało mój projekt.
- To dom Behrmanów? - spytała. W tle mogłem usłyszeć odgłos rzucanych ubrań.
- Tak - odpowiedziałem, ciekaw czy szykuje się do spania. Było trochę ze wcześnie jak na mnie, ale nie przeszkadzało mi to. Zapiszczała i miałem pewność, że ten dom się jej podobał. I uderzyło mnie to... cóż, cholera.
- Bella - powiedziałem w zamyśleniu. - Czy mógłbym zaprojektować nasz dom?
Zamilkła na chwilę.
- Tak.
- Dlaczego nic wcześniej nie powiedziałaś?
- Chciałam, żebyś sam zapragnął to zrobić.
- Ale czekanie na pozwolenia i czas samej budowy zajmie zbyt długo - wywnioskowałem. Prawdę mówiąc, już to przewidziałem.
- Wiem - powiedziała. - Możemy się przeprowadzić do tymczasowego domu, ale wolałabym wprowadzić się do czegoś, co wymyślił twój cudowny umysł.
Westchnąłem.
- Za bardzo we mnie wierzysz.
- Znam cię wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że już zacząłeś go rysować.
- Ach, znasz mnie za dobrze. Kocham cię, dziecinko.
- Hmm, też cię kocham - wyszeptała, a jej głos stał się zachrypnięty. Jęknąłem, ta nagła zmiana spowodowała stwardnienie w moich bokserkach. - A teraz, Edwardzie - powiedziała. - Jest jakaś szansa, żebyś przeniósł się na nasz fotel?
O kurwa.
~oOo~Moja siostra i matka odmówiły prowadzenia samochodu, więc skorzystałem z usług limuzyn, by pojeździć po kilku jubilerach. Zajęło nam to więcej niż przypuszczałem, a mimo to nie znalazłem niczego, co pasowałoby do Belli. Wyciągnąłem paragon z mojego portfela, nie mogąc znaleźć kartki, gdy jechaliśmy do kolejnego sklepu. Alice i Esme były zajęte dyskusją na temat pierścionków innych, niż te z diamentami.
Zacząłem gryzmolić, kiedy mój telefon zaczął grać 'The Reason', informując mnie, że dzwoni Bella. Odebrałem szybko z uśmiechem na ustach.
- Witaj, piękna.
- Cześć - powiedziała praktycznie szeptem.
- Co się dzieje, dziecinko?
Zaczęła szlochać, co złamało moje serce.
- Tęsknię za tobą - powiedziała. - I Boże, podpisywanie książek jest przytłaczające. Nie miałam pojęcia, że tak to wygląda.
- Opowiadaj - powiedziałem. Siedziałem, słuchając, gdy moja rodzinka weszła już do sklepu, żeby dać mi trochę prywatności.
- To były setki, Edwardzie, setki ludzi - powiedziała. - Przyszła grupa nastoletnich dziewczyn! Razem ze swoimi rodzicami, którzy obwiniali mnie, że ich dzieci czytają moje książki. To nie moja wina, że nie mają pojęcia, co czytają ich dzieci. Edwardzie, nie mogę się doczekać aż to się skończy, i postanowiłam że kończę z pisaniem.
- Mówisz poważnie? - spytałem, przebiegając nerwowo palcami przez moje włosy. Powinienem ją pocieszyć, w szczególności kiedy jest smutna.
- Tak. Koniec z poradnikami. Nie wstydzę się tego o czym pisałam, ale będę szczęśliwa, kiedy to się skończy.
- Przecież ty kochasz pisanie, dziecinko - powiedziałem z powagą.
- Nadal będę pisać, ale skupię się na bohaterach i fabule.
Zaśmiałem się, a następnie uśmiechnąłem na jej ton.
- Dobrze, kochanie. - Westchnąłem. - Będę obok ciebie, cokolwiek postanowisz.
-Dziękuję - powiedziała cicho. - Więc co robisz, skoro nie jesteś w biurze?
- Nic - odpowiedziałem szybko. Zauważyłem, że Alice zmierza w stronę samochodu z szerokim uśmiechem. Musiała coś znaleźć.
- Ach, właśnie widzę.
- Umm, muszę kończyć.
Zaśmiała się.
- Okej, zadzwonię wieczorem.
- Będę czekać, tęsknię.
- Wiem, Edwardzie. Kocham cię.
- Też cię kocham.
Po zakończeniu rozmowy, wziąłem kilka głębokich oddechów, po czym wysłałem wiadomość do lekarza Belli i Rachel z informacją o zaostrzeniu ochrony, za którą zapłacę. Bella prawdopodobnie będzie o to zła, ale po takiej reakcji hejterów dodatkowa ochrona jest niezbędna.
Wszedłem do sklepu, gdzie Alice podskakiwała w miejscu. Esme próbowała ją uspokoić, ale nic nie było w stanie powstrzymać mojej siostry. Zachichotałem i owinąłem ramiona wokół Alice. Już miałem zapytać, co udało jej się znaleźć, kiedy go zobaczyłem.
Alice nawet nie musiała pokazywać. Wiedziałem, że to ten jedyny, gdy tylko go zobaczyłem. Uśmiechnąłem się do dziewczyn, kiwając głową.
- To ten.
Alice uśmiechnęła się i kiwnęła głową, szczęśliwa.
- Och, wiedziałam, że coś innego niż diament będzie idealne.
- Dodatkowo, Bella wygląda cudownie w niebieskim - dodała Esme.
- Dokładnie - zgodziłem się. Poprosiłem jubilera o pokazanie pierścionka i ewentualny grawer. Chciałem mieć margines czasowy, żeby zdążyć z wszystkim na czas.
- Co chcesz napisać? - spytała Alice. Uśmiechnąłem się.
- Jesteś moim powodem do życia, moim sercem.
Alice uśmiechnęła się i owinęła ramiona wokół mojej klatki piersiowej.
- Jestem taka szczęśliwa z waszego powodu.
Jej słowa były słodkie, szczere i przerywane łkaniem. Była jak emocjonalna kulka energii, odkąd była w ciąży. Powinienem być gotowy na jej łzy, ale nie byłem.
- Nie płacz, Ali - powiedziałem.
Załkała i pokręciła głową, chowając twarz w mojej piersi.
- Nie nazywałeś mnie tak, odkąd byliśmy dziećmi.
- Przykro mi - wyszeptałem, gdy łzy zaszczypały mnie w oczy.
- W porządku - powiedziała. - Straciliśmy cię na chwilę.
- Ale wróciłem - powiedziałem, mierzwiąc jej włosy.
Zirytowała się i nadepnęła na moją stopę. Tak, nadal tego nie lubi. Esme zachichotała obok nas, a jej szloch dał mi znać, że też płacze.
- Ostatni raz poszedłem z waszą dwójką na zakupy - drażniłem się, przyciągając ciocię do wspólnego uścisku.
To był miły dzień.
~oOo~Bella zadzwoniła, kiedy kończyłem kolację, podczas której ustaliłem pewne szczegóły dotyczące jej powrotu. Wszystkie telefony zostały wykonane i wszyscy zgodzili się pomóc. David zgodził się udostępnić dom na przyjęcie, na które nie szczędziłem pieniędzy. Robili to dla Belli, dla nas.
Bella słuchała o moim dniu, potrzebując usłyszeć mój głos. Co jakiś czas mówiła, że mnie kocha, ale mogłem usłyszeć, że jest zmęczona nawet bardziej, niż po pierwszym dniu. Umówiliśmy się na video czat na następny wieczór.
Powiedziałem jej, żeby kładła się spać, kiedy poprosiła mnie, żebym został na linii, dopóki nie zaśnie. Spełniłem jej prośbę i nawet śpiewałem jej do snu. Rozłączyłem się, kiedy jej oddech stał się spokojniejszy po kilku minutach. Wiedziałem co się stanie.
Około wpół do trzeciej w nocy, jak w zegarku, moja komórka zadzwoniła na stoliku nocnym. Bella była rozgorączkowana, kolejny koszmar wdarł się w jej sen.
Robiłem co tylko mogłem, żeby ją uspokoić. Nawet próbowałem ją przekonać do wideoczatu. Odmówiła, ponieważ miałem mieć ważne spotkanie za kilka godzin.
- Bella, powiedz tylko słowo, a przylecę do ciebie - powiedziałem. Wiedziałem, że sama mnie o to nie poprosi, ale chciałem pojechać.
- Nie, Edwardzie - powiedziała stanowczo. - Musiałam tylko usłyszeć twój głos. Obudziłam się zdezorientowana tym, gdzie jestem i dlaczego ciebie tutaj nie ma.
- Okej, ale musisz zwolnić - powiedziałem, naśladując jej ton. - Miewasz te koszmary z powodu stresu, który nie jest dobry dla ciebie i dziecka.
- Dobrze, obiecuję.
- Nie mogę się doczekać, by jutro cię zobaczyć - powiedziałem, próbując poprawić atmosferę.
Zachichotała.
- Ja też.
Reszta tygodnia, przed moim wyjazdem, była podobna do jej pierwszej nocy. Video czaty zamieniły się w grę. Rozmawialiśmy o naszych dniach, kiedy mignęła mi jej naga skóra. Zaśmiałem się, próbując odegnać ten obraz, ale zrobiła to ponownie. Wysłałem jej krótką zbereźną wiadomość o koronce, w której chciałbym ją zobaczyć i co chciałbym zrobić z jej stanikiem następnego dnia.
Zrewanżowała się, kiedy byłem w połowie spotkania. Wysłała mi zdjęcie swojego stanika. Musiałem opuścić spotkanie i zacząć masturbować się do zdjęcia w mojej łazience. Musiała wiedzieć co to ze mną zrobi.
Wiedziała, ponieważ zadzwoniła, jak tylko wszedłem do mojego gabinetu. Poprosiła, żebym włączył ją na głośnik, żeby mogła wszystko słyszeć. Tej nocy pozwoliła mi się oglądać.
Wyjeżdżałem następnego popołudnia, więc chciałem jej coś podarować. Przypomniałem sobie, że jej matka dała jej bransoletkę z zawieszkami1 ,gdy była młodsza, ale zgubiła ją.
Znalazłem coś, co mi się spodobało, a Rosalie pomogła mi dobrać zawieszki, zanim pojechaliśmy do kolejnego domu. Najlepszy zostawiła na koniec i dobrze, ponieważ był idealny na rozpoczęcie wspólnego życia. Kiedy Bella była w Nowym Jorku, zauważyłem, że potrzebowałbym przynajmniej dwóch lat, zanim nasz dom byłby gotowy.
Już znalazłem idealne miejsce na to, 1,7 hektara na obrzeżach Seattle. To byłoby idealne miejsce dla naszego dziecka i psa. Zawsze chciałem mieć psa. Zrobiłem kilka zdjęć domu, który Rose wypatrzyła dla nas, ponieważ miałem zamiar pokazać go Belli razem ze zdjęciami działki, kiedy będziemy się widzieć.
Moja komórka się rozdzwoniła, gdy fotografowałem ogród.
- Halo? - odpowiedziałem, zdając sobie sprawę, że to Rachel, agentka Belli.
- Cullen - warknęła. Chyba nadal mi nie wybaczyła.
- Tak.
- Bella ma jutro tylko audycję radiową o dziesiątej, potem jest cała twoja.
- Nie będzie mnie w Nowym Jorku przed piętnastą - powiedziałem.
- Jesteś aż tak tępy?
- Przepraszam?
- Mam ci to przeliterować? - Czekałem. - Innymi słowy dostaniesz dodatkowy dzień z nią, jeśli przylecisz tutaj dziś wieczorem.
Cholera, tak.
- Łapię.
- Na czas - wypluła. - Wyślę ci adres hotelu i zostawię klucz w lobby.
- Dziękuję - powiedziałem, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie.
- Nie zrobiłam tego dla ciebie. - Po czym się rozłączyła.
Uśmiechnąłem się i zadzwoniłem do linii lotniczych w sprawie prywatnego lotu. Rosalie usłyszała co się dzieje i zadzwoniła do Alice, by spakowała moją torbę.
Wszystko co musiałem zrobić, to wymyślić dobrą historyjkę, która wytłumaczy moją nieobecność Belli, gdy zadzwoni wieczorem. Rose pomogła mi w tej kwestii, gdy przypomniała mi o bransoletce dla niej.
~oOo~Wszystko szło zgodnie z planem. Bella myślała, że pomagam Emmettowi przy nagłym problemie z projektem. Niby chcieliśmy mieć wszystko wyjaśnione przed przyjściem kontroli.
Z wyjątkiem śniegu, który był moim pieprzonym wrogiem. Mieliśmy lądować o dwudziestej pierwszej dwadzieścia, ale śnieg nie pomagał. Bella zatrzymała się w Fairmont, a jeśli przekserują nasz lot, to będę musiał czekać do rana, by dostać się do Nowego Jorku.
Po kołowaniu przez prawie godzinę, pozwolono nam lądować. Dziękując Alice za pomyślenie o wszystkim, owinąłem się ciepłym, zimowym płaszczem, kiedy wyszedłem na zimne powietrze. Na szczęście Rachel podstawiła dla mnie samochód.
Podjechaliśmy pod hotel, gdzie pomogłem kierowcy wyciągnąć mój bagaż podręczny i walizkę. Serdeczny recepcjonista poinformował mnie, że budzenie zostało przesunięte z szóstej na dziewiątą rano. Zaśmiałem się na jego ton i ruszyłem w stronę wind.
Serce waliło mi w piersi, gdy skradałem się na palcach do pokoju Belli. Cicho ustawiłem torby obok drzwi do głównej sypialni, obserwując ją z drugiego końca pokoju. Jej ciało było owinięte cienkim prześcieradłem, z kołdrą owiniętą wokół stóp. Spała częściowo na boku, a częściowo na brzuchu, ściskając poduszkę. Jej ciemne włosy kontrastowały ze złotym prześcieradłem, rozsypane na jej plecach i poduszce.
Tak bardzo mi jej brakowało. Przez kilka minut obserwowałem jak śpi. Rozebrałem się i wsunąłem do łóżka. Wymamrotała coś, kiedy przyciskałem jej plecy do mojej piersi. Pocałowałem jej włosy i szyję, zanim wyszeptałem do ucha:
- Bella.
- Śnię - wymamrotała. Jęknęła, kiedy wyszeptałem jej imię ponownie, oddechem ogrzewając jej skórę.
- Jestem tutaj, przyleciałem wcześniej - powiedziałem, gdy nasze dłonie spotkały się na jej nagim brzuchu.
- Hmm - zamruczała. - Dodatkowy dzień?
- Tak - powiedziałem. Pragnąłem jej, ale była zmęczona, więc pozwoliłem jej spać. Moje dłonie przebiegły po jej ciele, jęcząc z przyjemności, nie znajdując nic poza nagą skórą. - Kocham cię - wyszeptałem. Naparła plecami na mnie, powodując dreszcz pragnienia. - Śpij.
Pokręciła głową i odwróciła się twarzą do mnie. Jej oczy wypełniało pożądanie i miłość, kiedy wzięła moją twarz w swoje dłonie.
- Edwardzie - powiedziała szeptem. Pocałowała mnie delikatnie, liżąc moją dolną wargę. Jęknąłem i przyciągnąłem ją bliżej, chociaż ona nigdy nie była wystarczająco blisko. Przeturlała się na mnie, nie odrywając ust od moich warg.
Jej dłonie przesunęły się w dół po mojej klatce piersiowej. Usiadła okrakiem na moich biodrach, a moje ręce poszukiwały jej ciepłego ciała. Moje palce muskały napiętą skórę jej ud i tył kolan. Jej usta i zęby badały moją szyję, ramiona i pierś, gdy moje dłonie zaznajamiały się z każdym calem jej ciała. Jej nogi napięły się po obu stronach moich bioder, gdy wsuwała mnie w siebie.
Przyciągnąłem ją za szyję, wpijając się w jej słodkie usta. Jęknąłem, gdy całkowicie ją wypełniłem, tak jak ona zrobiła z moim sercem.
Mimo późnej godziny i naszej desperackiej potrzeby, kochaliśmy się powoli. Nie szukaliśmy tylko przyjemności, ale zapewnienia, że nic się nie zmieniło. Nic takiego się nie stało, a nawet, nasza więź się zacieśniła. Znaliśmy się na tyle dobrze, by nie używać słów, wystarczyły harmonijne ruchy.
Bella pociągnęła za moje ramiona, ponieważ chciała mnie bliżej. Usiadłem, co spowodowało, że wszedłem w nią jeszcze głębiej. Jęknąłem, gdy ciche skomlenie wypełniło moje uszy, a nasze ruchy stały się bardziej chaotyczne, prowadząc do wspólnego orgazmu.
Wyczerpany, położyłem Bellę na poduszce, całując jej delikatną skórę na szyi. Zająłem swoje ulubione miejsce na jej klatce piersiowej, a jej palce szybko znalazły się w moich włosach. Nuciliśmy razem jej kołysankę, pozwalając sobie na chwilę zadowolenia, zanim nie zasnęliśmy.
~oOo~Poczułem jej usta na moich, gdy słońce zaczęło razić mnie w oczy. Jej delikatne wargi przesunęły się na moje jabłko Adama, a jej język wirował, smakując skórę.
- Dzień dobry - powiedziała wesoło. - Wiem, że nie śpisz.
Próbowałem udawać, że nadal śpię. Zwiesiłem głowę z łóżka i dodałem chrapnięcie dla lepszego efektu. Zachichotała cicho, po czym złapała mnie, powodując to, że jęknąłem. Pieprzyć to!
Wydąłem wargi i poczułem jak siada na mojej klatce, utrzymując ciężar ciała na kolanach. Poczułem kurtynę jej włosów wokół mojej głowy, kiedy jej usta i język rozpoczęły badanie mojej skóry. Jęknąłem w jej usta, kiedy moje dłonie odnalazły jej tyłek, ściskając go mocno.
Była w nastroju do zabaw, więc klepnąłem jej pośladek, powodując pisk. Zaskoczona przez mój niespodziewany atak, spojrzała na mnie, marszcząc nos i brwi w złości. Uśmiechnęła się złośliwie i przytrzymała moje ręce nad moją głową.
- Ktoś tu ma ochotę na zabawę - rozmyślała, skubiąc moje usta.
- Zawsze - wyjęczałem, a jej zęby zaatakowały moją szyję. Szybko się wyswobodziłem i chwyciłem ją za biodra. Obróciłem nas, a kolejny pisk opuścił jej usta, gdy nakryłem jej ciało. Jej nadgarstki znalazły się w mojej dłoni, kiedy wyszeptałem w jej usta: - Teraz moja kolej.
~oOo~- Musimy iść pod prysznic - wyszeptała Bella, gdy jej palce kreśliły wzorki na mojej piersi. Zamruczałem w zgodzie, ale nawet się nie ruszyłem. - Moi ludzie... - powiedziała z lekkim obrzydzeniem - ... wkrótce tutaj przyjdą.
- O ilu osobach mówisz, dziecinko? - spytałem. Odkąd Isa Virgin się ujawniła, nienawidziła liczby osób, które się nią zajmowały. - W przybliżeniu - kontynuowałem, owijając ramiona wokół niej.
- Rachel, Mark, Ruby i Erika tutaj przyjdą - powiedziała. - Kolejno: moja agentka, lekarz, fryzjer i makijażystka. - Posłałem jej badawcze spojrzenie, na co tylko wzruszyła ramionami. - Tak wygląda każdy dzień, od kiedy wyjechałam. Och, i nie wymieniłam nikogo z obsady w telewizji.
Wyskoczyła szybko z łóżka i skierowała się w stronę łazienki. Dałem jej kilka minut i ruszyłem za nią. - Nie myśl o tym, Edwardzie.
- Myślałem, że podoba ci się pomysł występów w telewizji - powiedziałem. Wszedłem, gdy myła zęby. Skończyła, gdy brałem swoją własną szczoteczkę z lady.
- Nie, nigdy - zaczęła, odwracając się do dużej kabiny prysznicowej. - Już mam dużo fanów, a co by było po programie w telewizji. Dodatkowo, mój ewentualny współgospodarz to totalny dupek.
- Cóż, skoro tak to odbierasz, to jest to. Ale muszę przyznać, że troszkę mi ulżyło.
- Wiem - wyszeptała. Usiadła na granitowym blacie, czekając aż skończę, gdy łazienka wypełniała się parą. Skończyłem szczotkowanie zębów i miałem się zabrać za golenie, kiedy Bella mnie powstrzymała.
- Zostaw. - Pocałowała moją szczękę, zarost na niej był dłuższy niż kiedykolwiek. - Kocham to.
Uśmiechnąłem się do niej i stanąłem pomiędzy jej nogami. Przyciągnąłem ją bliżej, a jej nagie centrum przycisnęło się do mojej erekcji.
- Czas na prysznic. Potrzebujesz z tym pomocy? - spytałem, przeczesując palcami jej jedwabiste fale włosów.
- Oczywiście - powiedziała z uśmiechem.
~oOo~Bella i ja jedliśmy śniadanie, czekając aż pojawi się jej załoga. Siedziała na moich kolanach, karmiąc mnie bekonem, gdy omawialiśmy mój tydzień. Rozległo się pukanie do drzwi, które otworzyły się bez zaproszenia. Rachel i Mark weszli pierwsi i na szczęście, przebraliśmy się przed śniadaniem. Rachel ruszyła prosto do kawy i wzięła dwa łyki, zanim zaczęła wyjaśniać przebieg dzisiejszego wystąpienia i omawiać harmonogram Belli po moim wyjeździe.
Mark postawił swoją lekarską torbę na stoliku i w ciszy zmierzył ciśnienie krwi Belli, próbując mnie ignorować. Zmierzyłem go wzrokiem, a Bella uścisnęła moje udo. Warknąłem pod nosem, gdy Mark otwarcie wpatrywał się w jej nogi, ponieważ siedziała w samym szlafroku.
- Dzień dobry, Isa - powiedział Mark raczej zadowolonym tonem. Kiedy skończył ściąganie mankietu, wziął jej palec i umieścił skalpel na jej opuszku. - Muszę sprawdzić twój poziom żelaza.
Bella kiwnęła głową.
- Bry, Mark - powiedziała, całując mnie w ramię. Mark oddalił się do stolika, zajmując się maszyną, która na nim stała.
- Bella, przemyślałaś ofertę ze stacji kablowej? - spytała Rachel, patrząc znad gazety.
- Nie do końca - odpowiedziała Bella. - Nie jestem pewna, czy chcę być częścią czegoś takiego.
- Będziesz tylko sprzedawała pomysły na scenariusze, to wszystko.
- Tak, ale moje nazwisko pojawi się w napisach końcowych - powiedziała Bella ze złością. Rachel uniosła ręce w poddańczym geście. - Przepraszam, Rach. Daj mi trochę czasu.
Rachel kiwnęła głową i poszła otworzyć drzwi reszcie ekipy.
Bella miała rację, czas przyspieszył, gdy zaczęto ją szykować do występu. Spytałem, dlaczego się maluje do występu w radiu i odpowiedziała, że zazwyczaj występy gości są nagrywane. Filmik z wywiadem jest publikowany później na stronie internetowej. Innymi słowy, musi dobrze wyglądać.
Obserwowałem jak zamienili moją serdeczną Bellę w pełną niepowtarzalnego uroku Isę Virgin. Nie miałem wątpliwości, że jeśli bym spotkał ją po raz pierwszy jako Isę, to chciałbym ją przelecieć, ale mogłaby mnie powstrzymać jej pewność siebie.
Pod ciemnymi rzęsami Isy, dostrzegłem ciepłe oczy Belli.
- Gotowy?
- Nie do końca - powiedziałem z uśmiechem.
- Za dziewięćdziesiąt minut będziemy mieli trzydzieści sześć godzin tylko dla siebie - powiedziała. - Zastanawiam się co zrobimy z tym czasem.
- Hmm - wymamrotałem, całując jej usta. - Mogę zrobić wiele w tym czasie.
- Och, wiem, że możesz - droczyła się, przyciągając mnie bliżej, a jej palce zaczęły bawić się zapięciem przy moim pasku.
- Isa - przerwał Mark, gdy fryzjerka Belli przegoniła mnie, by mogła skończyć. - Nie zapomnij o jutrzejszej wizycie u lekarza.
Bella syknęła na niego, zaskakując nas obu.
- Mark, to miała być niespodzianka - skarciła go. Mark wyglądał jakby go porządnie wychłostano i od razu wyszedł.
- Co to za wizyta? - spytałem, martwiąc się, że to coś złego. Bella wstała, gdy moje dłonie przesunęły się na jej mały brzuszek.
- Idziemy jutro na USG w 4D.
Uśmiechnąłem się i przyciągnąłem ją bliżej.
- Nareszcie się dowiemy, czy będziemy mieć małą dziewczynką czy chłopca?
- Jeśli chcesz - powiedziała cicho Bella, owijając ramiona wokół mnie.
- Hmm, proszę. To da nam czas na zastanowienie się nad imionami.
Rachel przerwała nam, rozbijając naszą małą bańkę szczęścia.
- Bóg wie, że potrzeba czasu, jeśli to dziewczynka.
- Zamknij się, Rachel - powiedziała szybko Bella.
Zamarłem, kiedy zdałem sobie sprawę, że Rachel miała rację. Zajmie trochę czasu, żeby znaleźć imię dla małej dziewczynki. Jeśli chcemy wyeliminować pierwsze i drugie imiona lasek, które pieprzyłem w przeszłości, to odejdzie nam ponad sto imion. Kurwa.
1 .pl/search?q=charms&espv=2&biw=1920&bih=947&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjY2MXvkYLMAhUoGZoKHc7pCi0Q_AUIBigB#imgrc=PB88naUpoosGIM%3A
