34. Zabawa imionami

Bella

Widziałam jak kilka emocji zabłysło na twarzy Edwarda, gdy Rachel wspomniała o jego przeszłości. Zmierzyłam ją wzrokiem, chcąc ją spoliczkować i zetrzeć żal z jej wyrazu twarzy. Wyrzuty sumienia i żal nie były czymś, czego potrzebowałam w tej chwili. Dodatkowo, wiedziałam że nie skrzywdziła Edwarda przez przypadek.

Od pierwszych kłopotów z Edwardem, nie chciała być jego adwokatem. Broniłam go całkowicie i powiedziałam jej wprost, że Edward jest częścią paczki. Starała się być tolerancyjna przez całą trasę, ale nie zawahała się naciskać na niego.

Mark, mój lekarz na czas trasy, był najlepszym przykładem. Wiedziała, że Edwardowi nie spodoba się fakt, że będzie mi towarzyszył przystojny pan doktor. Gdyby wiedziała, że Mark był blisko ujawnienia się, to wątpię, żeby z nami pojechał.

Wiedziałam, że szukanie imienia dla naszej córeczki nie będzie łatwe, ale wiedziałam też, że razem damy radę. Delikatnie dotknęłam twarzy Edwarda, wygładzając zmarszczkę pomiędzy jego brwiami. Jego oczy były puste, jakby zatracił się w swoich myślach.

Ruby, moja żywiołowa wizażystka, skubnęła mnie zbyt mocno, za co oberwała w tyłek ode mnie. Pisnęła, chichotając. Oczy Edwarda szybko odnalazły moje, były wypełnione smutkiem, który widziałam tylko kilka razy.

- Przep... - zaczął. Zasłoniłam jego usta dłonią, powstrzymując go.

- To przeszłość - powiedziałam poważnie. Jego usta zawibrowały pod moją dłonią, próbując mówić dalej. Pokręciłam głową i powtórzyłam: - Jesteśmy kim jesteśmy, nie możemy się ograniczać tylko dlatego, że nasza przeszłość powróci i będzie nas prześladować. - Pochyliłam się i pocałowałam go w usta. - Podobnie jak rzeczy, z których nie jesteśmy dumni lub nawet te, których żałujemy. Jedyną rzecz, którą możemy zrobić jest nie pozwolenie, żeby te rzeczy nas zniszczyły.

Edward pokiwał głową i wziął moją twarz w dłonie, po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Ruby prychnęła jak rozdrażnione dziecko i zaczęła narzekać, że w tym tempie, to nigdy nie skończy ze mną na czas.

Edward odsunął się, ale jego usta nadal spoczywały na moich. Jego oczy błyszczały, gdy wyszeptał:

- Chciałbym zobaczyć świat twoimi oczami.

Uśmiechnęłam się do niego, obsypując jego usta i nos małymi pocałunkami.

- Możesz, Edwardzie - powiedziałam cichym głosem. - Twoje oczy są odbiciem moich, i mówią mi wszystko, co potrzebuję wiedzieć.

- A co to jest, kochanie? - spytał z uśmieszkiem błądzącym na jego ustach.

- A to, że mnie kochasz - wyszeptałam.

- Prawda - odpowiedział prosto. Uśmiechnął się i pocałował mnie jeszcze raz. Niechętnie puścił mnie, żeby Erika i Ruby mogły skończyć.

- Wiesz... - powiedziała Rachel, jakby nic się nie wydarzyło - ... zawsze możecie stworzyć coś swojego. - Kątem oka mogłam zobaczyć jak bawi się telefonem. - Zobaczmy, Renee i Esme, um, Esnee... Renme... Och, wiem, Renesmee.

Erika i Ruby parsknęły śmiechem, a Edward wywrócił oczami.

- Nie nazwę tak swojej córki - powiedziałam głośno. - Nie bądź śmieszna, Rachel.

- Cóż, znalezienie normalnego imienia będzie tak samo trudne jak wymyślenie nowego - powiedziała Rachel, ale przerwała gwałtownie. Syknęłam, posyłając jej kolejne spojrzenie.

Oczy Edwarda otwarły się szeroko. O kurwa. Myślałam, że sprawa obiektów nie wypłynie, dopóki nie wrócimy do domu.

- Rachel, przysięgam, że jeśli się nie zamkniesz, to za godzinę będę siedziała w samolocie.

- Nie zrobiłabyś tego - zadrwiła, przewracając oczami.

- Sprawdź mnie - wyplułam. Czułam jak krew pędzi w moim ciele, ponieważ wiedziałam, że ten temat jest drażliwy dla Edwarda.

- Stracisz miliony - powiedziała stanowczo, nawet nie mrugając.

- Nie przeszkadza mi to.

- Pomyśl o tych wszystkich dzieciakach, którym nie będziesz mogła pomóc, jeśli będziesz na czarnej liście.

- Nie szantażuj mnie, Rachel - powiedziałam, stając prosto. Ruby i Erika odsunęły się ode mnie, a Edward podszedł bliżej.

- Robię to, co muszę - wyjaśniła szybko. Rachel była najlepsza w branży, dlatego ją zatrudniłam. Nie byłaby najlepsza, jeśli nie rzuciłaby się do kilku gardeł. Oczywiście nie mojego, i zdecydowanie nie Edwarda. Uśmiechnęłam się złośliwie, szykując się do ataku. To była gra, którą prowadziłyśmy od początku naszej znajomości.

- Moja umowa, rozdział 15, podrozdział 3, wyraźnie mówi, że jeśli moje zdrowie będzie narażone na stres, mogę odejść bez konieczności wypełnienia umowy.

Rachel gapiła się na mnie, gdy tańczyłam taniec zwycięstwa w swoich myślach. Gapiła się tak przez ponad minutę, bez mrugnięcia. Ramię Edwarda było owinięte opiekuńczo i zaborczo wokół mojej talii, uspokajając mnie przez sam dotyk.

- Kurwa, Isa - powiedziała łagodnie Rachel, jakbyśmy się wcześniej nie kłóciły. - Kocham cię. Jesteś jedynym klientem, który się mnie nie boi. - Wywróciłam oczami, czekając na resztę. Rachel zawsze miała ostatnie zdanie. - Dam spokój twojemu facetowi, ponieważ już wie, że potrafisz wygrywać swoje walki. Szanuję to.

- Pewnie, że wie - powiedziałam z uśmiechem. - Dyskusja na temat mojego nazwiska odbędzie się, gdy zostaniemy sami z Edwardem.

Kiwnęła głową i podeszła bliżej, ramię Edwarda objęło mnie mocniej.

- Godzina, i nie rozwal włosów - powiedziała, kierując się do drzwi. - Samochód będzie na ciebie czekać.

Pstryknęła palcami na innych, a oni zaczęli zbierać swoje rzeczy. Ruby podała mi szminkę, kiedy Erica pocałowała mnie w policzek, zanim polakierowała moje włosy. Rachel przypomniała mi, że mój strój na wywiad jest opisany jako 'Niebieska Dwójka'. Po ich odejściu dotarło do mnie, że zostałam sama z wściekłym chłopakiem. Kurwa.

Edward

- Ta rozmowa powinna chyba poczekać, aż na twoim palcu zabłyśnie pierścionek - powiedziałem przez zaciśnięte zęby. - Ale ponieważ jesteśmy na neutralnym gruncie, myślę, że powinniśmy to omówić teraz.

Nie miała pojęcia jak bardzo to boli? Chciałem, żeby była moją żoną, matką moich dzieci jako Isabella Cullen. Zdawałem sobie sprawę, że czasy się zmieniły, ale do diabła, nawet nie byłem pewien, czy przyjąć nazwisko Masen czy Cullen. To boli, ale mimo wszystko chciałbym mieć coś do powiedzenia w tej sprawie.

Słodka twarz Belli zmieniła się na złą, kiedy odsunąłem się i zacząłem krążyć.

- Po pierwsze, to Rachel poruszyła ten temat kilka dni temu. Po drugie, nalega, żebym nie zmieniała nazwiska. - Zatrzymałem się w miejscu, żeby to skomentować, ale Bella powstrzymała mnie ruchem dłoni. - I na koniec, Edwardzie, odkąd wróciliśmy do siebie temat małżeństwa zostawał na marginesie.

Gapiłem się na nią. Może nie poruszaliśmy tego tematu, ale to nie znaczy, że porzuciłem ten pomysł.

- Dlaczego nie możesz przyjąć mojego nazwiska? - warknąłem, zaciskając szczękę.

Pokręciła głową, przechodząc obok mnie.

- Muszę się przyszykować.

Podążyłem za nią do sypialni w jej hotelowym apartamencie i czekałem na odpowiedź.

- Jako pisarka jestem już znana jako Isa Virgin i Isabella Swan - powiedziała, wyciągając pokrowiec z szafy. - W tej branży zmiana nazwiska jest jak samobójstwo. To trudne. Książki mogą być wydane z nowym nazwiskiem, ale większość fanów nie skojarzy moich prac, dopóki nie wejdzie na stronę internetową, a większość tego nie robi.

To miało sens. Musiałaby od nowa wyrabiać nazwisko. A co za tym idzie, to więcej tras promujących, wystąpień telewizyjnych i audycji radiowych. Innymi słowy, więcej czasu w rozłące. Coś, czego oboje nie chcemy.

Bella spojrzała przez ramię, a jej spojrzenie było ciepłe.

- To nie znaczy, że nie chcę przyjąć twojego nazwiska - wyjaśniła spokojnie, odwracając się i rozbierając.

Przez krótką chwilę jej piersi rozproszyły mnie, powodując to, że zacząłem się ślinić na ich widok. Odparłem pragnienie, ponieważ musieliśmy zakończyć tą dyskusję.

- Chcesz być panią Cullen? - spytałem, robiąc krok w jej stronę. Nie byłem pewien, co zobaczyła na mojej twarzy, ale jej mina złagodniała.

- Oczywiście, że tak, Edwardzie - odpowiedziała. - Właściwie boli mnie myśl, że uważasz inaczej.

Z kolejnym krokiem znalazła się w zasięgu ręki, dzięki czemu przyciągnąłem ją do siebie. Oboje wyszeptaliśmy przeprosiny, a mój nos przesuwał się po jej pachnącej szyi.

- Znajdziemy jakiś kompromis, Bello - obiecałem, szepcząc jej prosto do ucha. Poczułem jak kręci głową.

- Nie - powiedziała stanowczo. - Chcę być twoja. Przeklęta Rachel.

Zaśmiałem się, uśmiechnąłem i wziąłem jej twarz w swoje dłonie, by ją pocałować. Powróciło wcześniejsze pożądanie. Bella rozsądnie się odsunęła.

- Pomóż mi się ubrać - powiedziała, a jej pierś falowała i zarumieniał się. Jęknąłem żartobliwie.

- Skoro muszę.

Usiadła na skraju łóżka, a moje dłonie badały jej wypukłość poniżej pępka. Skóra była gładka, ale pod palcami wyczuwałem twardość. Westchnęła cicho, gdy badałem jej ciało.

Podała mi czarną pończochę z uśmiechem. Z czułością, pieściłem każdy cal jej łydek, skubiąc jej kolana i środek ud. Sięgnęła po coś na ślepo i podała mi pas do pończoch wraz z pasującymi majtkami. Nie sądziłem, że ubieranie jej będzie równie erotyczne, co rozbieranie. Zapiąłem klamerki, pomijając majtki. Musnąłem czubkami palców miejsce gdzie jej skóra łączyła się z pończochami. Była ciepła i miękka. Zaczerpnęła powietrze, gdy rozdzieliłem jej uda.

Zamruczałem z przyjemności, gdy zapach jej podniecenia odurzył moje zmysły.

- Mamy na to czas? - spytałem, przesuwając nosem wzdłuż jej uda.

- Ta...tak - wyjąkała, a jej ciało drżało pod moimi palcami i ustami. - Będę pachnieć seksem w małym studiu radiowym.

Uśmiechnąłem się w jej rozgrzaną skórę.

- Tak, a ja naprawdę bym chciał butelkować ten zapach - zadumałem się, zanim polizałem połączenie uda z biodrem.

- O Boże - wymamrotała, opadając plecami na łóżko.

- Uch, uch, moja miłości - skarciłem ją. - Chciałabyś to widzieć.

Pociągnąłem ją z powrotem do pozycji siedzącej, utrzymując z nią kontakt wzrokowy, gdy moje usta zaczęły zsuwać się na jej płeć.

Słowa uwięzły jej w gardle, a oczy wywróciły w tył.

- Coś czuję, że się spóźnimy - wydyszała. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi, dodając mały pomruk, powiększając jej doznania.

~oOo~

Siedząc na tyle limuzyny, śmialiśmy się, kiedy Bella próbowała udawać, że nadal się na mnie złości. Chodziło o faceta z radia, który chciał jej udowodnić jak duży jest.

- Edwardzie, gdybyś kiedyś słuchał jego audycji, to byś wiedział, że on tak właśnie prowadzi swój program - powiedziała sfrustrowana. - To wszystko na potrzeby radia.

- Nie sądzę - powiedziałem, obserwując jak jej skóra się rumieni. - Wstał z krzesła i chciał spędzić z Isą trochę czasu na osobności.

- Wcale nie - powiedziała, wyrzucając dłonie w powietrze. Zaczęła się śmiać i owinęła ramiona wokół mnie. - Dobra, może rzeczywiście chciał się rozebrać przede mną. Ale jeśli by to zrobił, to poprosiłabym ciebie, żebyś pokazał mu jak wygląda prawdziwy męski kutas.

Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.

- Mój fiut jest całkiem pokaźny.

Zaśmiała się i pocałowała mnie skromnie.

- Jesteś pewny siebie - powiedziała z chichotem. - Zarozumiały, z wielkim... - Uciszyłem ją, przyciskając agresywnie moje usta do jej.

- Jak do diabła rozmowa o seks zabawkach zeszła na temat wielkości fiuta Miggiego? - powiedziała w moje usta.

- Myślę, że to dlatego, ponieważ podsumowałaś, że niektóre zabawki mają zawyżone wymiary w stosunku do przeciętnego męskiego kutasa i dlatego faceci nie lubią, gdy ktoś przechwala się swoją wielkością.

- Tobie to nie przeszkadza - zamruczała. O kurwa. Pewnie, że nie.

- Cóż, może dlatego, że większość zabawek, którymi się bawiliśmy nie jest podobna do... um... - Bella zachichotała złośliwie i skubnęła moją dolną wargę. - Nieadekwatna do twojego?

- Coś w tym stylu - powiedziałem, przyciskając ją brutalnie do mojej erekcji. Musiała wiedzieć, że te sprośne słówka doprowadzą mnie do szaleństwa.

- Nie jestem tego pewna. Chyba nie widziałeś mojego fioletowego - zachichotała, a na mojej twarzy pojawił się grymas wraz ze skomleniem.

- Chyba go nie używałaś ostatnio? - Też mogłem się bawić w tą grę, podkreślając, że chcę zobaczyć jak z niego korzysta.

- Używam go tylko... - powiedziała, zanim przerwała, by odebrać dzwoniący telefon. Chciałem, żeby nie odbierała, ponieważ umierałem, żeby dowiedzieć się, czy używała zabawek do seksu analnego. To było coś, czego jeszcze nie próbowaliśmy i pieprzcie mnie, jeśli nie chciałbym tego spróbować.

- Nie musiałaś tego robić, Rachel - powiedziała Bella. - Chociaż dziękuję. Cześć.

- Co się stało, kochanie? - spytałem, przesuwając pukiel włosów za jej ramię.

- Rachel załatwiła nam wcześniejszą godzinę.

Uśmiechnąłem się.

- Jedziemy teraz zobaczyć nasze dziecko?

Kiwnęła głową i przekazała kierowcy adres kliniki. Podskakiwała nerwowo, gdy zaczęła pić wodę. Wizyta miała być za godzinę, a przez ten czas miała pić sporo płynów dla lepszego widoku naszego maleństwa.

Siedzieliśmy razem w limuzynie, czekając aż nadejdzie czas na wizytę. Przebiegłem palcami po brzuszku Belli, gdy oparła głowę na moim ramieniu.

- Jeśli wypiję jeszcze trochę wody, to tego pożałuję - powiedziała. - Czuję się taka pełna.

Zaśmiałem się.

- Przykro mi, ale to część ciąży. - Pocałowałem ją w usta kilka razy, napawając się słodyczą jej warg. - Kiedy pojechałem z Rosalie oglądać domy, zatrzymywaliśmy się chyba z pięć razy.

Bella zachichotała.

- Wiem o tym, ale to sprawia, że czuję się lepiej.

- Cóż, to też może cię pocieszy. Słyszałem, że Alice i Rose narzekają na ich przyrost wagi.

- Ja też - powiedziała Bella z uśmiechem.

- Tak, ale tam gdzie warto - powiedziałem z głupim uśmiechem. - Tutaj. - Skubnąłem jej sutek, zanim złapałem jej pełną pierś, otrzymując jęk przyjemności. - I tutaj. - Przebiegłem dłonią na jej brzuch, gdzie znajdowała się mała wypukłość. Pod moim dotykiem poczułem delikatny ruch.

- Kocham cię - wyszeptała Bella.

- A ja ciebie - wyznałem. - Was oboje.

~oOo~

- Teraz, panno Swan, proszę się położyć na plecach - powiedział Chris, technik, po czym zwrócił się do mnie:- Pomóż jej się powoli położyć. - Kiwnąłem głową i pomogłem Belli opaść na kozetkę, umieszczając poduszkę pod jej głową.

- Otrzymałem informację od twoich lekarzy, aby zrobić zwykłe badanie USG, zanim przejdziemy do 4D, żeby sprawdzić, czy nic złego się nie dzieje.

- Powiedzieli dlaczego - spytała zmartwiona Bella.

Chris poklepał delikatnie jej kolano.

- Nie ma się czym martwić, zwykła procedura.

Bella kiwnęła głową, a ja pomogłem unieść jej koszulkę, by odsłonić brzuch.

Po kilku minutach, Chris powiedział, że wszystko wygląda w porządku. Wypuściłem oddech, który wstrzymywałem i pocałowałem Bellę w czoło. Ciągle powtarzałem sobie, że wszystko jest w porządku.

- Teraz możemy uzyskać lepszy obraz waszych dzieci - powiedział Chris, a kąciki jego ust uniosły się na chwilę.

- Naszych dzieci - powiedziała cicho Bella. - Czekaj. Co powiedziałeś?

- Dzieci - powtórzyłem.

- Tak - powiedział Chris. - Twój doktor powiedział, że poziom twoich hormonów jest ponad normę, co oznacza ciążę mnogą.

- To dlatego musiałeś sprawdzić, czy wszystko w porządku - powiedziała Bella. Chris kiwnął głową i wskazał na ekran, gdzie pojawił się złoty obraz.

Bella jęknęła, gdy przesunął głowicę tak, by zobaczyć twarz jednego z naszych dzieci. Obraz nie był idealny, ale wystarczający by zobaczyć, że ma usta Belli, z pełniejszą dolną wargą. Bella wyszeptała, że ona lub on ma mój nos, a jej dłoń uścisnęła moją.

Widok dziecka spowodował, że to się stało bardziej realne. Zostanę ojcem, ojcem tego słodkiego dziecka rosnącego w kobiecie, którą kocham.

- Z tego co mogę zobaczyć są dwa łożyska - powiedział Chris.

- Co to znaczy? - spytałem, patrząc na mały uśmiech Belli.

- Nie będą identyczne - powiedziała cicho.

- Nieidentyczne. Więc, jest możliwość, że są różnej płci?

Bella zachichotała i kiwnęła głową.

- Albo dwie dziewczynki, albo dwaj chłopcy.

O Boże, dwie dziewczynki. Cholera jasna, nawet dwaj chłopcy brzmią szalenie.

-Możemy spróbować zobaczyć twarz drugiego? - spytała Bella, a jej oczy otwarły się szeroko, gdy dziecko zaczęło przesuwać rączkę.

- Co ono robi? - spytałem zaciekawiony. Bella wzruszyła ramionami, gdy dziecko przesunęło rączkę do buzi.

- Wygląda na to, że chce possać palec - powiedział Chris w zamyśleniu. - Dobra, zobaczmy czy uda się przyjrzeć drugiemu.

Po kilku kliknięciach na klawiaturze i ruchach głowicą po brzuchu Belli, druga twarzyczka pojawiła się na ekranie. Było podobne do pierwszego bliźniaka, ale usta miało bardziej jak moje. Bella posłała mi szeroki uśmiech.

- Nasze dzieci. - Kiwnąłem głową w oszołomieniu. - W porządku? - Poczułem jak jej palce przebiegają przez moje włosy.

- Tak. Są cholernie cudowne.

Jej uśmiech się poszerzył, gdy wzięła moją twarz w dłonie.

- Oczywiście, że są. Spójrzmy chociaż na ich papę.

Parsknąłem i zaprzeczyłem ruchem głowy.

- Nie będą mnie nazywać papą - powiedziałem. - Możemy ten tytuł zachować dla Carlisle'a. Tata albo tatuś są dla mnie idealne.

- Tatuś - wyszeptała Bella, przyciskając usta do moich.

- Mamusia - droczyłem się, przesuwając dłonią po jej szyi.

- Jeśli wkrótce nie wyjdziecie, przyniosę moją kamerę. Jestem pewien, że zarobię trochę na amatorskim filmiku Isy Virgin z jej zabaweczką.

Bella spiorunowała go wzrokiem, gdy ja zachichotałem ze wzruszeniem ramion.

- Nigdy w życiu. Nikt nie będzie nagrywał mojej dziewczyny.

- Warto spróbować - powiedział Chris z westchnieniem. - Dobra. Połóż się bardziej na boku, żebyśmy mogli się dowiedzieć na jaki kolor pomalować pokoik dziecięcy.

~oOo~

Dwadzieścia minut później byliśmy w drodze powrotnej do hotelu. Głowa Belli spoczywała na moim ramieniu, ponieważ tak zakręcony dzień miał na nią ogromny wpływ. Spała spokojnie, jej oddech odczuwałem na mojej szyi.

Wkrótce zostanę ojcem i mężem. Moje życie zmieniło się diametralnie w tak krótkim czasie. Były rzeczy, które chciałbym zmienić od momentu naszego spotkania, ale jeśli bym to zrobił, czy bylibyśmy w tym miejscu?

Jeśli nie opuściłbym Belli po incydencie z Tanyą, czy byłaby w ciąży? Nie. Nie zaczęłaby brać leków, które neutralizują antykoncepcję, więc jestem przekonany, że nie bylibyśmy tutaj.

Jednego jestem pewien. Nadal będziemy razem. Za mniej niż pięć miesięcy zostanę ojcem dwójki dzieci i pieprzcie mnie, nie pozwoliły nam zobaczyć swojej płci.

No cóż, dobre rzeczy przychodzą do tych którzy czekają. Naszym kolejnym wyzwaniem będzie znalezienie dwóch imion: dla dziewczynek, dla chłopców i dla parki. Nie mogłem się doczekać, by przejechać po tych usteczkach palcem. Nie mogłem się doczekać złapania mojego kciuka w maleńką rączkę. A przede wszystkim nie mogłem się doczekać, by ich matka otoczyła je niezachwianą miłością i wsparciem, które podarowała mi.

~oOo~

Bella powiedziała, że jutro wcześnie zaczniemy dzień, więc chciałem, żeby odpoczęła. Przebrałem ją w jedną z moich koszulek, zanim położyłem ją w naszym hotelowym łóżku. Kiedy zasnęła, poszedłem zamówić nam jakąś wczesną kolację do pokoju.

Podczas wykonywania telefonów i odpisywania na maile, zastanawiałem się, co Bella zaplanowała na jutro. Poprosiła, żebym przywiózł garnitur albo smoking, więc podejrzewałem przedstawienie lub operę. Podpowiedziała, że jest to związane z muzyką.

Uśmiechnąłem sie na wspomnienie, gdy opowiadałem Belli o mojej matce. Elizabeth była cholernie dobrym nauczycielem gry na fortepianie i dzieliłem z nią marzenie o zagraniu kiedyś w Carnegie Hall1. Bella i ja byliśmy muzycznie uzdolnieni, i miałem nadzieję, że nasze dzieci przejmą to po nas.

- Edward - wyszeptała Bella, stojąc w progu pokoju. Spojrzałem w górę, nie mogąc nic poradzić na naturalną reakcję mojego ciała, gdy zobaczyłem jej wygniecione ubranie i zaspane oczy.

- Witaj, dziecinko - powiedziałem, ściągając okulary.

Przechyliła głowę na bok.

- Nosisz okulary.

Kiwnąłem głową.

- Tak, myślę, że muszę iść zmienić receptę na szkła kontaktowe. - Wzruszyłem ramionami i otworzyłem je w zapraszającym geście. Bella cicho przemknęła po miękkim dywanie i owinęła się wokół mnie. - Jak ci się spało?

- Dobrze - wyszeptała. - Potrzebowałam tego. Dziękuję.

- Żadnych koszmarów? - powiedziałem cicho. Zaprzeczyła ruchem głowy. - Dobrze.

Zaczęła się wiercić na moich kolanach, aż nie usiadła na mnie okrakiem. Złapała moje okulary ze stolika przed nami i założyła mi je z powrotem na nos. Uniosłem brew, czekając na wyjaśnienie.

- Boże, wyglądasz cholernie seksownie w okularach - powiedziała namiętnym głosem. Tym samym, którym próbowała zwracać moją uwagę.

- Naprawdę? - powiedziałem, pozwalając oprawkom zsunąć się na czubek nosa. Jęknęła i przycisnęła biodra do moich. Przygryzła kusząco wargę i przesunęła okulary na swoje miejsce. - Czyżby podobały ci się kujony?

Przygryzła wargę, kiwając głową.

- Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, nosiłeś okulary.

- Racja - powiedziałem. - Wtedy byłem boleśnie nieśmiałym molem książkowym.

- Nie zapominaj, że uprawiałeś kilka sportów.

- Tylko dlatego, że Emmett zmusił mój tyłek do tego.

- Ach - zamruczała Bella, przesuwając ustami wzdłuż mojej szczęki. - Widzę, ale dzięki temu wyglądasz cholernie gorąco.

Zamruczałem i zacząłem szukać więcej nagiej skóry na jej udach.

- Pamiętam, że miałaś wtedy krótsze włosy, dziecinko - wyszeptałem, odchylając głowę, by dać jej lepszy dostęp do mojej szyi. - Miałaś słodki czerwony sweterek, który pozwolił mi obserwować twoje sterczące piersi.

Poczułem jak uśmiecha się w moją szyję.

- Byłeś wyższy ode mnie, gdy prosiłeś mnie do tańca. Chyba zsunąłeś go w dół, gdy mnie trzymałeś.

- Oczywiście. Może byłem nieśmiały, ale taka okazja na zobaczenie cycków nie mogła zostać zmarnowana.

Bella zachichotała i delikatnie przygryzła moje ramię, powodując, że jęknąłem.

- Myślałam, że nigdy mnie nie pocałujesz - wymruczała, wsuwając palce pod mój T-shirt. Moje dłonie przebiegły po jej klatce piersiowej w poszukiwaniu skóry.

- Chciałem to zrobić w momencie, kiedy zobaczyłem cię w moim pokoju.

- Wiem - powiedziała cicho. - Ale chciałam, żebyś wykonał pierwszy ruch.

- Zrobiłem to, gdy poczułem gorączkę - wyszeptałem, palcami przebiegając po jej żebrach. Wygięła się w moją stronę, przesuwając nogi tak, by zwisały przez podłokietniki fotela.

- To był najsłodszy pierwszy pocałunek.

Kiwnąłem głową i podniosłem nas z fotela. Z wszystko wiedzącym spojrzeniem w jej oczach, postawiłem ją na podłodze. Owinąłem ramiona wokół jej talii, gdy jej dłonie przemierzały moje barki. Oboje zaczęliśmy się poruszać do piosenki w naszych głowach. Kiedy odważyłem się musnąć jej zarumienioną skórę na plecach, jej dłoń zaczęła bawić się włosami na moim karku. Tak zwyczajny gest przesłał dreszcz pożądania przez moje ciało.

Jęknąłem cicho, urzeczywistniając słodkie wspomnienia. Pochyliłem się, tak jak wtedy, i pocałowałem ją w usta. Zaskomlała i stanęła na palcach, aby pocałować mnie mocniej. Zachichotałem i uniosłem ją nad ziemię, by pogłębić to uczucie. Bella zachichotała, gdy jej stopy zawisły nad ziemią.

- Jesteś tak samo silny jak wtedy - wymruczała. - Pamiętasz co się stało później?

Kiwnąłem głową i wziąłem jej dolną wargę w moje usta. Odpowiedziała jękiem na to doznanie, tak jak wtedy, gdy miałem osiemnaście lat. Zrobiła to samo z moją górną, skubiąc ją, gdy moje dłonie zsunęły się na jej tyłek.

- Bella - wyjęczałem. Jęknęła prosto w moje usta.

- Pragnę cię - wyszeptała, nadal grając swoją rolę.

- Jesteś pewna?

Skinęła głową i owinęła nogi wokół mojej talii. Jęknąłem i złapałem mocniej jej pośladki. Boże, tak dobrze ją czuć na sobie. Ruszyłem do łóżka i położyłem ją na materacu. Subtelnymi i nieśmiałymi ruchami rozebraliśmy się nawzajem, rzucając wszystko na podłogę.

Jęknąłem, gdy Bella wzięła moją erekcję w swoje gładkie, ciepłe ręce. Spojrzała na mnie spod rzęs, przygryzając swoją wargę. Wyglądała przepięknie.

- Odgrywamy całość, kochanie.

Posłała mi słodki, nieśmiały uśmiech.

- Pamiętasz jak powiedziałeś, że chciałbyś mieć więcej niż jedną noc?

- Chciałem tego - powiedziałem, całując ją wzdłuż obojczyka. - Pamiętam jak myślałem 'Boże, pozwól mi ją zatrzymać, a nie poproszę o nic więcej'.

- Jestem twoja, Edwardzie.

Położyłem czoło na jej, wzdychając.

- Już wtedy cię kochałem.

- Zauroczenie.

- Może - wyszeptałem. - Ale nikt nie zapomina swoich pierwszych. Ty jesteś moją.

- Ty moim też.

Sunąłem dłońmi po jej wygimnastykowanym ciele, a jej ciepła skóra drżała pod moim dotykiem. Odszukałem jej źródło ciepła pomiędzy udami i jęknąłem, gdy je znalazłem. Delikatnymi ruchami doprowadziłem ją na krawędź, tak jak zrobiłem to tyle lat temu.

Jej skóra zarumieniła się i zwilgotniała pod moim językiem, gdy jej ciało przeżywało orgazm.

- Proszę - wymruczała.

- Cokolwiek - wyjęczałem. Delikatnie się w nią wsunąłem z bolesną powolnością. Rozkoszowałem się każym calem jej ciepła i jak bardzo czułem się kompletny, gdy byliśmy połączeni. Powolne i zmysłowe ruchy wkrótce zmieniły się w bardziej agresywne i zaborcze.

- Kocham cię - wyjęczałem i odwróciłem nas. Złapałem jej piersi, gdy dosiadła mnie na jeźdźca. Jej dłonie przesuwały się po jej ciele i włosach. Mój wzrok podążał za jej ruchami, gdy mnie mocno ujeżdżała.

- Bella - wydyszałem, gdy mięśnie w moim podbrzuszu zaczęły się zaciskać.

- Tak blisko - wyjęczała. - Więcej.

Uniosłem jej biodra i wychodziłem naprzeciw każdemu jej ruchowi. Z każdym pchnięciem wbijałem się w nią coraz bardziej. Jęknęła i wykrzyczała moje imię na każde mocne pchnięcie.

- Tak - tchnęła, a jej paznokcie wbiły się w mój brzuch. Małe iskierki bólu tylko dodały więcej przyjemności, gdy poddałem się swojemu orgazmowi.

- Bella - chrząknąłem, przyciągając ją do siebie, gdy wylewałem się w jej wnętrzu. Jej krzyk i skomlenie poinformowały mnie, że też mocno doszła w tym samym czasie.

Dochodziliśmy do siebie, Bella leżała na mojej śliskiej od potu piersi. Przebiegłem dłonią w dół jej pleców, mrucząc, że ją kocham. Po chwili przytuliłem ją do mojego boku, nasze oddechy nadal próbowały się uspokoić.

- Jestem pewien, że jeśli nasz pierwszy raz by tak wyglądał, to nigdy nie pozwoliłbym ci odejść.

- Było dobrze jak na pierwszy raz - powiedziała cicho, zanim zachichotała.

- Kłamczucha - zamyśliłem się. - Doszedłem po czterech pchnięciach.

- Tak, ale drugi raz nie był aż tak zły.

- Tak, ponieważ zasugerowałaś włożenie dwóch prezerwatyw - przypomniałem.

- Drugi raz był znacznie lepszy - powiedziała Bella. - Oczywiście, dlatego, że byłam na górze.

Uśmiechnąłem się złośliwie i zamruczałem, łapiąc jej piersi.

- Tak, zgadzam się. Widok był cholernie idealny.

1 Carnegie Hall - jedna z najbardziej prestiżowych sal koncertowych w Nowym Jorku