39. Nareszcie

Edward

Obudziłem się sam w łóżku po katastrofalnym baby shower, część łóżka Belli była zimna. Przez ostatni tydzień wstawała wcześniej, niż zazwyczaj.

Chociaż poprzedni dzień zakończył się całkowitym załamaniem, po tym co się stało na przyjęciu, wytrzymałość Belli była większa niż zwykle. W przeszłości, kiedy stawała w obliczu kłopotliwych i mściwych kobiet, pokazywała klasę, nie zniżając się do ich poziomu. Nie wątpiłem nawet przez chwilę, że gdybym nie interweniował, nadal by się uśmiechała przez resztę przyjęcia. Nie była typem, który atakuje kogoś z zazdrości, każdy inny wykorzystałby okazję. Rosalie przyznała wprost, że nie wytrwa do końca.

Podziwiałem Bellę za trzymanie głowy wysoko, mimo mojego dramatycznego wyjścia.

Chociaż obawiałem się, że jak tylko wyjdziemy to się załamie, ponieważ w ciąży była bardziej podatna, to uśmiechała się i gadała przez całą drogę do domu.

Jak tylko dojechaliśmy do niego, natychmiast skierowała mnie do sypialni i pokazała mi jak bardzo docenia to, co dla niej zrobiłem. To była niezapomniana noc, chociaż muszę przyznać, że było wiele takich, odkąd ją poznałem. Ale poprzednia noc była jedną z moich ulubionych w całym moim życiu.

Myśląc o tym, cała lista najlepszych momentów mojego życia jest wypełniona Bellą.

Przez chwilę próbowałem wyrównać oddech. Cały dzień przede mną. Dzień, kiedy zapytam miłość mojego życia, czy za mnie wyjdzie.

Chociaż myślałem, że moje plany są idealne, część mnie obawiała się, że moje oświadczyny ją przytłoczą. Jeśli przygotowanie tego przebiegało bez żadnego planu, planowanie było głównym źródłem mojego rozdrażnienia, przez ostatnie kilka tygodni, ze względu na wszystkie zmiany i opóźnienia. Odczuwałem pewien rodzaj ulgi, że już nadszedł ten czas. Przez incydent na przyjęciu, obawiałem się, że Bella pomyśli, że moje oświadczyny są spowodowane przez te kobiety. Mam nadzieję, że zauważy ile zajęło mi przygotowanie wszystkiego i zrozumie, że planowałem to od pewnego czasu.

Pod koniec wieczoru, Bella zostanie moja na zawsze.

Przeciągając ręce nad głową, poczułem coś dziwnego nade mną. Usiadłem i odwróciłem się, żeby się przyjrzeć i natychmiast tego pożałowałem. Kurwa, dlaczego do diabła zostawiła kajdanki na łóżku? Bez wątpienia, żeby mnie torturować, kokietka. Dreszcz przyjemności przebiegł w dół moich pleców, gdy wspomnienia poprzedniej nocy wypełniły moje myśli. Usłyszałem chichot dochodzący od strony drzwi.

- Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, dlaczego tak jęczysz?

Jęknąłem ponownie, opierając się o zagłówek i próbując zignorować moją reakcję na wspomnienia. Kiedy spojrzałem na nią, przygryzłem wnętrze mojego policzka, żeby powstrzymać się przed warczeniem jak jaskiniowiec. Ta kobieta, moja kobieta, wyglądała jak cholerna pokojówka, gorąco. Kto wie, dlaczego jestem tym zafascynowany.

- Kurwa, dziecinko, co ty masz na sobie?

- To sukienka w kratkę, bez ramiączek - powiedziała, niosąc tacę ze śniadaniem. - Alice musiała mi znaleźć coś na ostatnią chwilę do ubrania, ponieważ moja garderoba już na mnie nie pasuje.

- Pozwól mi zobaczyć - powiedziałem. Zawirowałem palcem w powietrzu, a ona powtórzyła mój ruch. Zachichotała. Boże, kocham ten dźwięk. Po tym jak bezpiecznie położyła tacę na szafce nocnej, odwróciła się wokół własnej osi. Sukienka była ciemnozielona i wyglądała cudownie na niej. Opinała jej pełne, piękne piersi i przykrywała jej brzuszek. Była krótsza niż lubię, ale to dlatego, ponieważ nienawidziłem myśli, że inni mogli gapić się na jej seksowne nogi.

Cholera, moje ręce zaswędziały, by dotknąć jej skóry.

- Kurwa, Bella - jęknąłem. - Odwróć się w drugą stronę, chcę zobaczyć jaki duży jest twój brzuch. - Jęknęła cicho, robiąc to, o co prosiłem i unosząc sukienkę nad swój odstający brzuch. To wyglądało jakby miała kulę do kręgli schowaną pod materiałem. - W tej chwili jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi. Nie masz pojęcia, co twój widok mi robi. - Sięgnąłem po jej dłoń, wciągając ją na łóżko.

Zarumieniła się, kolor zabarwił jej policzki, szyję i prawdopodobnie piersi. Spod jej ciemnych rzęs, dostrzegłem ciepło w spojrzeniu.

- Pokaż mi.

Och, to wręcz wyzwanie. Wziąłem jej dłoń w swoją, zachowując kamienną twarz, i położyłem ją na mnie pod prześcieradłem owiniętym wokół moich bioder.

- Zobacz, dziecinko, pragnę cię tak bardzo w tej chwili.

- Naprawdę ci się podoba moja sukienka? - spytała cicho, przygryzając swoją piękną, różową dolną wargę. Kiwnąłem głową, zastanawiając się, dlaczego opuściła sukienkę. - Mi też. Kolor jest ładny, ale jest również wygodna - zażartowała. Po czym pokazała mi jaka jest wygodna przez pociągnięcie jej w dół, by wyeksponować piersi.

Moja szczęka uderzyła o podłogę na sekundę, wyraz jej twarzy był niewinny, ale również subtelnie uniesiony kącik warg powiedział mi, że się droczy. Natychmiastowy napływ wspomnień z poprzedniej nocy wypełnił moje myśli, powodując to, że rzuciłem się na moją przyszłą narzeczoną.

Zachichotała pode mną, mówiąc:

- Przysięgam, jeden rzut oka na moje piersi i jesteś Jaskinowardem.

Warknąłem i szybko pocałowałem ją w usta. Pomimo zainteresowania moimi wargami, nadal się śmiała, ale przerwałem to powolnym skubaniem i całowaniem jej szyi, wywołując głośny jęk u niej.

- Naprawdę kocham, kiedy warczysz.

Warknąłem w odpowiedzi, przyciskając erekcję do niej. Jej śmiech wypełnił mój poranek, a to był idealny początek, przez co miałem nadzieję, że ten dzień będzie niesamowity.

~oOo~

Na szczęście, moja wspaniała rodzina przekonała Bellę do wyjścia z domu, beze mnie. Nie, że nie chciałem iść z nią, ale musiałem dokończyć wszystko na wieczór.

Kiedy przyjechałem do klubu, David dał mi zajęcie. To było sprawiedliwe, skoro poprosiłem go o zamknięcie klubu na noc. Na szczęście nie musiałem go długo przekonywać. Kochał Bellę jak siostrę i zrobiłby wszystko, żeby była szczęśliwa. Nawet jeśli to znaczy, że poślubi kogoś takiego jak ja.

W przeciwieństwie do swojego brata Juliana, David nadal nie może odpuścić mi mojej przeszłości. Nie winię go, sam widział z iloma kobietami opuszczałem klub.

To było dziwne, pracować obok Juliana, numeru dwa na mojej liście. Jednakże, nie było wrogości między nami. Biorąc pod uwagę ile razy Bella była narażona na rozgoryczone harpie, to było pocieszające, że jej były, właśnie o tym rozmawialiśmy, chciał tylko jej szczęścia.

W ciągu tych kilku tygodni dowiedzieliśmy się, że choć celem Belli było, żeby mężczyźni z jej przeszłości zakochali się w niej, ona też coś do nich czuła. Emocje zaangażowane w to utrudniały jej rozpoznanie przydomków, które nadawała im przy pierwszym spotkaniu. Po omówieniu każdego ex ze swoim terapeutą, zdała sobie sprawę, że do każdego czuła emocjonalne przywiązanie. Na szczęście, żadna więź nie dorównywała uczuciom do mnie.

Nie było mi łatwo o tym słuchać, ale to pozwoliło mi pogodzić się z jej przeszłością. Kolejnym jej zaskoczeniem było ich przywiązanie do niej.

Kiedyś mi powiedziała, że zakochiwali się w kobiecie, którą dla nich się stawała, ale w rzeczywistości, część niej przeciekała do postaci, którą grała. Oni kochali ją, nie ma co do tego wątpliwości, jednakże nadal z trudem przyjmowała, że zakochiwali się w niej samej. Prawdą było, że zakochiwali się w jakiejś części jej, a nie całej, bo nigdy nie pozwalała sobie na odkrycie, kim naprawdę była, aż do spotkania mnie.

Dziękuję, kurwa, za to. W sumie, nasza wspólna terapia oraz nasze indywidualne wydawały się wpływać na nasz związek bardzo dobrze.

- Hej - powiedział Jake zza mnie, wyrywając mnie z moich myśli. - O której masz podobno odebrać chłopaków z lotniska?

Uśmiechnąłem się i pokręciłem głową.

- Alice zgłosiła się na ochotnika.

- Biedny Jasper - powiedział, śmiejąc się. - Oczywiście, że to zrobiła. Widziałeś Nessie?

- Niestety nie. Prawdopodobnie jest już z Bellą. - Minąłem go z głośnikiem, po czym wróciłem po kolejny. - Widziałem kamień jaki jej dałeś... w końcu, facet.

Jake wzruszył ramionami.

- Prawie puściłem pawia, zanim ją spytałem, już cztery razy mi odmówiła.

Westchnąłem i spojrzałem na niego. Wyglądał na szczęśliwszego, od naszego ostatniego spotkania.

- Robiła to ze względu na Bellę, prawda?

Zaprzeczył ruchem głowy.

- Nie - podrapał szczękę i wyglądał jakby myślał o tym, co chce powiedzieć. - Nessie wiedziała o mojej przeszłości, widziała szkody jakie wyrządziłem kilku małżeństwom. Bella była tylko wymówką.

- Cóż. - Poklepałem go po plecach kilka razy, uśmiechając się. Pochylił się i burknął na mnie. - Cieszę się, że w końcu się udało. Dobrze, że nadal o nią walczyłeś.

- Jest tego warta.

Kiwnąłem głową i wróciliśmy do układania sprzętu muzycznego. Kilka godzin później, moja ciocia i Rosalie przyszły do mnie.

- Zrobiłyśmy jej szatnię w biurze Davida - powiedziała Rose. - Sukienka jest dla niej cholernie idealna.

Uśmiechnąłem się, nie mogąc się doczekać, by ją zobaczyć. Kiedy odwróciłem się, by to zrobić, Esme złapała mnie za ramię.

- Nawet o tym nie myśl.

- Dlaczego? Pomagałem Alice ją zaprojektować!

- To znaczy, że nie powinieneś jej zobaczyć, dopóki Bella tego nie zrobi - odparła, wywracając oczami. - Teraz skończ dekorowanie, żebyś mógł pojechać po swoją uroczą pannę młodą. - Jęknąłem, ale niechętnie wykonałem jej rozkaz, przede wszystkim chciałem, żeby ten wieczór był idealny. To znaczy musiałem zrobić to, co powiedziałem, przynajmniej na razie.

Podczas gdy Alice i Nessie zatrzymywały Bellę w naszym domu, reszta rodziny pomagała mi przygotować klub na nadchodzący wieczór. Po kolejnej godzinie wszystko było gotowe.

Scena została ustawiona, atmosfera była idealna. Głosy moich przyjaciół i rodziny mieszały się, pobrzmiewały podnieceniem związanym z nadchodzącym wieczorem. Udało mi się wymknąć, podczas gdy moja ciotka rozmawiała z wujkiem i Emmettem.

Po wejściu do biura moje oczy spoczęły na sukience zaprojektowanej przez moją kuzynkę dla Belli. Trochę koronki, dużo koralików i wiele metrów białej tkaniny spływały na podłogę.

Kąciki moich warg drgnęły w uśmiechu, kiedy mój wzrok spoczął na seksownych biało srebrnych szpilkach. Były przypisane na tę jedną noc. Jeśli Bella nie zabije mnie najpierw. Coś innego drgnęło w oczekiwaniu.

Niech wieczór się rozpocznie.

~oOo~

Starałem się pozostać opanowany na tyle, żeby zdenerwowanie nie wypłynęło na wierzch, w trakcie drogi do domu. Alice wyszła tylko pół godziny temu, aby skończyć wszystko, podczas gdy ja miałem wrócić z Bellą.

Moją wymówką na wzięcie jej dzisiaj do klubu, była wczesna kolacja rocznicowa Juliana i jego żony. Wszyscy wiedzieliśmy, że Bella nie ominęła by czegoś tak ważnego, nawet jeśli nie czuła by się dobrze. Na szczęście, kiedy zadzwoniłem wcześniej, czuła się dobrze.

Znalazłem ją w salonie blisko kominka, zaskoczony odkryłem, że płakała. To nie wróży dobrze.

- Dziecinko? - spytałem, owijając ramiona wokół niej od tyłu.

W dłoniach trzymała zdjęcie jakiegoś dziecka siedzącego na kolanach ojca.

- Jesteś taki przystojny - wyszeptała, kręcąc głową i uśmiechając się.

- Naprawdę? - droczyłem się. Kiwnęła głową, opierając ją o moje ramię. - Co się dzieje?

- Nie mogę znaleźć moich zdjęć z dzieciństwa - odpowiedziała cicho. - Sprawdziłam każde pudełko, jakie Jordan i Jacob przynieśli ze starego domu. A Jordan z Julii szukali wszędzie. Nic nie znaleźli.

Opierając podbródek na jej ramieniu, powiedziałem:

- Znalazłem trzy albumy i pudełko po butach pełne zdjęć. Wysłałem je do znajomego. Zeskanuje je i odnowi.

Odwróciła się, by spojrzeć na mnie i uśmiechnęła się.

- Naprawdę? - Kiwnąłem głową i przycisnąłem usta do jej.

- Jordan wie, ale powiedziałem mu, żeby ci nic nie mówił. Zalało poddasze, więc większość waszych zdjęć z dzieciństwa została zniszczona.

Znieruchomiała, jej palce zacisnęły się na mojej koszuli, co mnie zabolało.

- Ale uratowałeś trochę?

- Tak, większość z nich, i zadzwoniliśmy do kilku znajomych waszych rodziców i mamy jeszcze więcej. Dodatkowo znaleźliśmy negatywy.

Jej odpowiedzią był uśmiech rozjaśniający całą zapłakaną twarz.

- Dziękuję ci! - Rzuciła mi się na szyję i obsypała pocałunkami moją twarz, szyję i szczękę. - Możemy się trochę spóźnić na tą kolację, prawda?

Chyba instynktownie, w jednym momencie miałem ją w ramionach, idąc w stronę sypialni. Powód był oczywisty i to mnie spowolniło.

- Pieprzyć twoje maniery - droczyła się cicho, przygryzając moje ucho.

- Nie powinniśmy się spóźnić - argumentowałem, gdy kontynuowała. - Jesteś niesprawiedliwa. Nadal musimy się przygotować.

- Dobrze - wymamrotała. - Ale zastrzegam sobie prawo do nie ubierania bielizny. - Kurwa, kurwa, zapowiada się długa noc, która i tak będzie niezapomniana. Kiedy postawiłem ją obok naszego łóżka, zasugerowała, żebyśmy wzięli prysznic razem, by zaoszczędzić czas. Nie kłócąc się, pomogłem jej się rozebrać.

Gdy ją myłem, światła w łazience zamigotały.

-Przełącznik był naprawiany, prawda? - spytała Bella.

- Powinien działać - wyszeptałem, obserwując żarówki. - Emmett dwa razy sprawdzał wszystko, gdy klimatyzator został podłączony. - Dyskutowaliśmy o nowym dodatku, odkąd lato w Waszyngtonie było rekordowo ciepłe.

- Mam nadzieję, że to nie problem - powiedziała, powodując że na chwilę zapomniałem o czym rozmawialiśmy, poprzez poruszanie swoimi dłońmi po całym moim ciele. Po chwili, kiwnąłem głową i zanotowałem w głowie, by poprosić Emmetta by to sprawdził. Odgoniłem myśl o nim i pomogłem Belli skończyć mycie.

Bella

Pot zrosił czoło Edwarda, gdy utkwił wzrok za oknem. Było zdecydowanie ciemniej, a nawet bardziej, gdy opuściliśmy miasto, co oznaczało, że nasze plany się zmieniły. Odkąd opuściliśmy zacisze naszego domu, był nerwowym wrakiem człowieka, dodając do tego ciemność za oknem i jego rozdrażnienie.

Jednakże dopiero po telefonie od Alice stał się nie do zniesienia.

- Zatrzymaj się do cholery - powiedziałam, a jego spojrzenie pełne wyrzutów sumienia odwróciło się w moja stronę.

Nie zawahał się, parkując na zaciemnionym podjeździe domu poza Seattle. Po ucieczce od rozgniewanych głosów i trąbienia spojrzałam na Edwarda.

- Coś nie tak? - spytałam. - I nie wyciągaj tego gówna, że wszystko w porządku. Powiedziałeś do mnie dziesięć słów, odkąd wyjechaliśmy z domu. Co jest nie tak?

Uderzył głową w kierownicę i westchnął.

- Wszystko zniszczone.

To nie miało sensu, tak jak zwykle. To tylko kolacja. A może jednak nie?

- Uspokój się, mistrzu - powiedziałam. - Jestem pewna, że można to przełożyć na jutro.

Jęknął głośno i uderzył w kierownicę dwa razy. Widocznie, przekładanie tego nie wchodziło w rachubę. Wtedy zrozumiałam. To było ważniejsze niż obiad, ale co to dokładnie było nie miałam pojęcia. Nadszedł czas na małe śledztwo, aby sprawdzić, czy moje przypuszczenia są trafne.

- Właściwie, jeśli David wyłączyłby generator i zapalił świeczki to zrobiłoby się naprawdę romantycznie.

Głowa Edwarda poderwała się do góry, po czym wysiadł z samochody, odwracając się do mnie na sekundę.

- Zostań w środku, muszę zadzwonić.

Obserwowałam jak krążył przed maską samochodu podczas rozmowy. To miłe, że rozmawia z Davidem, może ten wieczór da się jeszcze uratować.

Ponownie przypomniałam sobie jego zdenerwowanie, gdy powiedział, że wieczór jest zrujnowany, a małe pudełeczko wybrzusza kieszeń jego marynarki, to nie była tylko kolacja, na którą został skazany.

Zamaskowałam uśmiech, zastanawiając się, co ma jeszcze w zanadrzu. Przez cały dzień coś przeczuwałam. Zaczęło się od nalegań Alice na wspólny brunch, poprzez dwugodzinną dyskusję o możliwych lokalizacjach wesela z Nessie i jak mogłabym zapomnieć o rozmowie z Robertem Pattinsonem, atrakcyjnym młodym aktorem, który zadzwonił by spytać, czy nadal praktykuję i czy spotkałabym się z nim i jego dziewczyną. Gdyby pierwsza sesja nie dała wystarczających wyników, poleciłabym im kogoś innego.

Mój poranek i południe były bardziej zajęte niż w kilka ostatnich tygodni. Zastanawiałam się, jak mógł myśleć, że ciąża powoduje mniejszą spostrzegawczość. Oczywiście, zwerbował całą rodzinę, aby utrzymywała mnie zajętą. Moment, w którym spyta mnie czy za niego wyjdę nadchodzi.

Chociaż mały dreszcz zdenerwowania przeszył mnie, wiem, że nieważne co się wydarzy, to zostanę żoną Edwarda. Część mnie nienawidziła faktu, że niektóre elementy jego planu nie powiodły się. Wiedziałam ile dla niego znaczą idealne oświadczyny. Mam nadzieję, że pomimo zmiany planów, zada mi to pytanie. Moje serce wypełniła miłość do mężczyzny, który stawiał moje szczęście ponad swoim.

Jego rozmowa nie toczyła się po jego myśli, było to widać po jego postawie i ciągnięciu za włosy. Oraz po tempie jego kroków. Z westchnieniem wyszłam z samochodu, cokolwiek miał zaplanowane, nie zniosę tego dłużej. Cokolwiek by się tam działo, nie jest to warte jego zdenerwowania. Musiałam wyrazić się jasno, chociaż miałam wątpliwości, czy mnie posłucha.

- Edward - wyszeptałam, masując dłonią jego plecy. Jego napięte mięśnie spowodowały, że chciałam go uspokoić. Na szczęście, nadal mogłam nosić szpilki, mimo tak zaawansowanej ciąży i umieściłam kilka pocałunków wzdłuż jego szyi.

Z westchnieniem, Edward wziął głęboki oddech i powiedział do telefonu:

- Rób co chcesz, Ali. Taa, zajmę się tym, zanim przyjedziemy. Wiem, tak. Wiem. Też cię kocham.

Wsunął telefon do swoich spodni i ponownie wziął głęboki oddech. Po czym powoli wypuścił powietrze.

Każdy jego mięsień rozluźnił się pod moimi rękami. Kiedy i jego plecy się rozluźniły, okrążyłam go, jego ramiona, jego ręce i nareszcie, jego postawa również opadły. Wziął moje dłonie w swoje, usiadł na masce naszego auta i przyciągnął mnie do siebie, między jego nogi.

Jego ciepłe, miękkie spojrzenie wytyczało szlak od naszych dłoni, przez moje ramiona, aż skupiło się na twarzy.

- Przepraszam. Zgaduję, że domyśliłaś się, co dziś chciałem zrobić.

Pokręciłam głową, ale łzy już zaczęły spływać.

- To nie ma dla mnie znaczenia.

- Zasługujesz na najlepsze - wyszeptał. - Na wielki gest. Nie miałem okazji zrobić tego dla ciebie.

Uśmiechnęłam się, kręcąc głową.

- Jak wtedy, gdy zniszczyłeś swoja kartę SIM? - Uśmiechnął się na to wspomnienie.

- Znałem wszystkie kontakty na pamięć. Zrobiłem to, ponieważ chciałem dorwać się do twoich majtek. - Zaśmialiśmy się, ponieważ oboje wiedzieliśmy, że głęboko w sobie, chciał czegoś więcej.

- Nie wykorzystałeś pijanej Belli - droczyłam się z uśmiechem. Zachichotał.

- To była siła woli, niewielki gest.

- Byłeś jedynym, któremu się udało. Więc się liczy. - Wywrócił oczami i w ciszy czekał na więcej. - Powiedziałeś, że mnie kochasz przed znajomymi i rodziną w klubie.

- To była tylko szczerość.

Cholera, ma wymówkę na wszystko.

- Niosłeś mnie, kiedy byłam zmęczona w trakcie drogi powrotnej do hotelu. - Nasza pierwsza wycieczka nad wodospady i pierwszy raz, kiedy się kochaliśmy.

- I znowu, to było z pobudek czysto egoistycznych. Nie było by ciekawie, jeśli byłabyś zbyt zmęczona na całonocny seks.

- Dzień, w którym zabrałeś mnie ze szpitala, gdy wszyscy się już poddali.

Jego spojrzenie złagodniało, a dłoń na moim policzku starła spływającą łzę.

- To co zrobiłem na Gali, opuszczenie cię, wyrównuje to.

- Nie dla mnie. - Ale wiedziałam, że nie zmienię jego punktu widzenia. - Poradziłeś sobie z tymi harpiami na baby shower.

Wzruszył ramionami.

- Nie musiałbym tego robić, jeśli nie byłoby to przeze mnie. I zrobiłem to, ponieważ cię kocham i nie mogłem patrzeć jak cierpisz. - Szybkim pocałunkiem starł kolejną łzę, zanim wymamrotał: - Zabrakło gestów?

Pociągnęłam nosem.

- Kochasz mnie.

- Do diabła, tak, kocham. - Uśmiechnął się i pocałował mnie ponownie. - Z całego serca, Bello. Nie widzisz dlaczego chcę z tego zrobić coś wielkiego? - Rozciągnął ramiona, pokazując jak wielką rzecz ma na myśli. Wzięłam jego twarz w swoje dłonie, teraz była moja kolej na starcie łez z jego twarzy. To oczywiste, ile to dla niego znaczy.

- Miałem całą składankę piosenek o nas, o naszym związku. Część z nich wykonałem ją, nasi przyjaciele i rodzina. Miałem przygotowaną scenę i wersję instrumentalną.

Uśmiechnęłam się.

- Co jest pierwszą piosenką?

Parsknął, opierając swoją głowę o moje ramię.

- "Womanizer" Britney Spears oczywiście.

Zachichotałam.

- Kto ją śpiewa?

- Pomyślałem o starych czasach, gdy wkurzałem Jacoba, więc Nessie to zaśpiewała. - Kiedy się uśmiechnęłam i pokręciłam głową, kontynuował: - Nie mogła się tego doczekać.

- Jestem pewna, że tak. - Pieściłam jego twarz i zsunęłam dłonie na jego klatkę, nie mogąc nic na to poradzić. Jego krzywy uśmieszek powiedział mi, że wie co zamierzam zrobić. Głupie hormony. Wywróciłam oczami i poprosiłam, żeby kontynuował.

- Miałem zamiar zaśpiewać część nowej piosenki Enrique Iglesiasa, ale bez cenzury. - Zmieszana, wzruszyłam ramionami, nie wiedząc o jakiej piosence mówi. - Nobody's ever made me feel the way that you do. You know my motivation, given my reputation. Please excuse me I don't mean to be rude. But tonight I'm fucking you. 1

Zaśmiałam się i uderzyłam go w ramię, zwłaszcza, że jego dłonie znalazły drogę do mojego tyłka.

- Cóż mogę rzec - powiedział, nadal się śmiejąc. - W tamtej chwili chciałem tylko zanurzyć się w tobie. - Jęknęłam cicho, jego słowa były gorące i zapierające dech w piersiach.

- Nigdy nie zrobiliśmy tak, jak w tej piosence - powiedziałam cicho, wiedząc co dokładnie ma na myśl. Gdybym dała Edwardowi szansę przy pierwszej okazji , prawdopodobnie nie bylibyśmy na takim etapie związku w jakim jesteśmy.

- Może, ale nie sądzę, żebyś tak szybko zapomniała. Wybrałaś opcję, w której musiałem sobie na wszystko zapracować - powiedział, podkreślając słowo praca. - Ale ty też mnie kusiłaś ze swoim "Future, Sex, Love, Sound". - Pocałował moje miejsce pod uchem, zanim kontynuował: - Pracowałem przez godziny nad ruchami do tej piosenki. - Cholera, chciałabym to zobaczyć. Znając mnie lepiej, niż ktokolwiek inny, dodał: - Muszę ci to pokazać w zaciszu naszego domu. - Jęknęłam cicho, na myśl o tańczącym i śpiewającym Edwardzie. Zarozumiały dupek, też to wiedział.

- To przenosi nas do następnego etapu naszego związku - wymamrotałam, owijając ramiona wokół jego talii, najlepiej jak mogłam.

- Niekoniecznie - zaśpiewał. - Nie byłem zakochany, więc nie zapominaj o tym.

- Naprawdę masz zamiar to odegrać? - Ze wzruszeniem ramionami, uśmiechnął się. - Okej, zgaduję, że następna piosenka nie przebije: 'Ale dzisiaj w nocy zamierzam cię pieprzyć'.

Miał na tyle wstydu, żeby wyglądać na speszonego.

- "Animals" Nickelback - wymamrotał. Kiedy się zaśmiałam, odetchnął i przyłączył się do mnie. - Potem Nessie miała zaśpiewać kolejną piosenkę Britney, "Toxic".

Jego uśmiech zniknął, kiedy nadszedł czas mojego zatrutego drinka, jego oczy wyrażały ból. Jednak nie został on na długo.

- Następnie Jordan i ja mieliśmy zaśpiewać część "Sorry" Buckcherry, chociaż miałem nadzieję, że zgodzisz się zaśpiewać to ze mną. - Uśmiechnęłam się. - Potrzebuję cię. - Jego usta naparły na moje, zostając tam na chwilę. - Tak bardzo cię pragnę, Bello. - Desperacja, miłość i strach wypełniały jego głos. Te same emocje, które towarzyszyły mu, gdy myślał, że Daniel mnie postrzelił. - Nie mogłem znaleźć żadnego utworu, który by odwzorowywał moje uczucia po opuszczeniu cię po Gali. Więc chciałem zmienić to na piosenkę, która mówi, że nie jestem idealny, rzeczy jakie ci zrobiłem, które były powodem mojego jestestwa i zmian, które we mnie zaszły.

Ponownie jego oczy wypełniły się łzami, pozwalając mi zobaczyć, że nadal sobie tego nie wybaczył. Minęły miesiące od tamtego wydarzenia, a on nadal to przeżywał. Tak jak ja, gdy nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Gdybym to zrobiła wcześniej, może nigdy by nie doszło do separacji wypełnionej bólem.

Jednakże, ten czas rozłąki pomógł się nam pogodzić z naszą przeszłością i zmobilizował nas do bycia razem. Pomogło nam to stworzyć nierozerwalną więź, nawet jeśli czas osobno był bolesny, to ten ból uzmysłowił nam, że nie możemy żyć z dala od siebie.

- Jordan i Donnie pomogli mi z kolejną piosenką - wyszeptał, nucąc znajomą melodię. - Pomimo bólu i dramatu naszego życia, jedna rzecz pozostała prawdziwa. - Pocałował mnie słodko, po czym kontynuował: - I'm not the kind of guy who take a broken heart.2 - Westchnęłam i byłam oszołomiona, powodując że zafałszował, ale kontynuował śpiewanie: - I'll be loving you forever.

- Ale - przerwał i uśmiechnął się - wiem, że nie zaśpiewałbym tak wysoko, więc Jordan się za to zabrał. - Zaśmiałam się i obsypałam jego twarz pocałunkami. Złapał moje dłonie i uniósł brew. - Przez ciebie ciężko mi kontynuować.

To moja kolej na nieśmiały uśmiech i wyszeptanie przeprosin. I wcale nie było mi przykro. Wstał i usadził mnie na masce, która nadal była ciepła.

- Pozwól mi coś przynieść. - Szybkim ruchem pokonał drogę do bagażnika i złapał gitarę. Nie miałam pojęcia, że umie grać.

- Nauczyłem się grać, kiedy byłaś w trasie - powiedział. - Jasper i Rob mi pomogli. Na szczęście, potrzebowałem tylko kilku chwytów do ostatniej piosenki.

Obserwowałam jak jego palce owijają się wokół gryfu akustycznej gitary. Stał przede mną, z nogą opartą o koło naszego samochodu, podpierając instrument na swoim udzie. Przygryzłam wargę, wyglądał gorąco, kiedy przeglądał notatki i dostrajał instrument oraz gardło. Był zdenerwowany i grał na zwłokę. Powoli położyłam dłoń na jego policzku i przycisnęłam usta do jego.

- Nie ważne w jaki sposób zadasz to pytanie, to odpowiedź będzie taka sama. Kocham cię.

- Kocham cię, dziecinko - wyszeptał. - Ale zaniemówisz, mogę ci to obiecać.

Odwołał się do czasu, kiedy byliśmy w jego domku przy plaży w Kalifornii, gdzie planował mnie spytać, czy za niego wyjdę, ale sekrety między nami pokrzyżowały jego plany.

Ciszę wokół nas przerywał odgłos przewracanych kartek i szarpanie strun. Księżyc w pełni wisiał nad nami, oświetlając najbardziej idealnego mężczyznę dla mnie. Łzy wypełniły moje oczy, które szybko wytarłam. To moja kołysanka.

Jego głos zadrżał, gdy obserwował mnie i śpiewał.

Edward

Łzy spływały po jej policzkach, gdy na nią spojrzałem i włożyłem całą miłość do niej w tekst i piosenkę. Ledwo mi się udało wydusić słowa przez zaciśnięte gardło, gdy śpiewałem. Słowa same przyszły do mnie pewnego ranka, gdy obserwowałem ją jak śpi.

Śpiewałem o jej głębokim spojrzeniu, falujących włosach i biciu serca. Zawarłem w niej słowa o tym co czuję, trzymając ją w ramionach, o uczuciach w stosunku do niej i co czuję, kochając ją. Z każdą łzą spływającą po jej policzkach, tym lepiej mi szło.

Refren był prosty, o tym jak bardzo ją kocham. Zamknęła oczy na moment, a słodkie westchnienie opuściło jej usta. Po otwarciu oczu, mogłem zobaczyć jak uśmiech dosięgnął ich, a jej ciało kołysało się lekko.

Zbliżając się do końca piosenki, mój głos robił się coraz głośniejszy, tak jak moja pewność siebie. Nie było się czego bać, piękna kobieta przede mną kochała mnie tak samo mocno, jak ja ją. Palce, miękkie i ciepłe poruszały się na moim policzku, nie tylko słuchając słów, ale również czując każdy ruch. Czubkami palców otarła łzę spływającą po moim policzku, a ona sama posłała mi łzawy uśmiech.

- Trzyliterowe słowo za moje szczęście z tobą i tylko tobą. Moje marzenia się spełnią. Miłość przywołała cię do mnie, stałem się przez to silniejszy, a teraz potrzebuję tylko obietnicy na zawsze. Jesteś moim wszystkim, nawet sercem, które bije we mnie. Wyjdziesz dziś za mnie? I obiecasz kochać każdego dnia?

Gdy skończyłem śpiewać, mogłem zobaczyć jak torturuje swoją wargę pomiędzy zębami. Przerzuciłem gitarę na plecy, po czym wyciągnąłem pierścionek, biorąc jej dłoń w swoją. Cisza wokół nas uświadomiła mi, że zamilkła. Kiedy uniosłem brew w niemym pytaniu, uśmiechnęła się złośliwie i roześmiała się.

- Chciałeś, abym oniemiała - wyszeptała. Po czym rzuciła się na mnie. Uśmiechnąłem się, gdy owijałem ramiona wokół jej talii.

- Czy to znaczy 'tak'? - spytałem, przyciskając usta do jej szyi. Przytaknęła, pociągając nosem i nadal płacząc.

Wysunąłem telefon z kieszeni i nacisnąłem kilka przycisków.

- Powiedziała tak! - krzyknąłem do słuchawki. Ścisnęła mnie mocniej, gdy nasza rodzina i przyjaciele gwizdali i wiwatowali po drugiej stronie linii. Bella zaśmiała się i pokręciła głową, rozłączyłem się, kiedy pojawiły się pytania jak i gdzie.

Bella napięła się, kiedy ktoś zaczął klaskać za nami. Oboje się odwróciliśmy, aby zobaczyć starszego mężczyznę z laską.

- Cieszę się, że wszystko się udało - powiedział ochryple. Jego spojrzenie spoczęło na brzuszku Belli, po czym chrząknął. - Widzę, że chłopak się spóźnił. - Zaczerwieniłem się na jego sarkazm. - Przestaw auto, zanim zaczniecie świętować. Chciałbym jeszcze dzisiaj zobaczyć moje wnuki.

Przeprosiliśmy go i wsiedliśmy do samochodu. Kiedy byliśmy w środku, zaczęliśmy się śmiać. Po minucie, wjechałem na drogę i chwyciłem jej dłoń.

- No to jedziemy, wszyscy na nas czekają.

- Zajmie nam to co najmniej godzinę - powiedziała cicho. Racja, trafiliśmy w korek spowodowany awarią zasilania. - Nie możemy wrócić do domu i świętować. - Jej ręka leżała na moim udzie. Jęknąłem i pokręciłem głową. Ta kobieta trzymała mnie za jaja, mówiąc tym zachrypniętym głosem.

- Przykro mi, dziecinko - powiedziałem, uśmiechając się. - Obiecałem wszystkim, że zapytam cię w ich towarzystwie.

Wywróciła oczami, pocierając moje udo i przesuwając dłoń wyżej.

- Mam cudowny pierścionek - wyszeptała, oglądając swoją dłoń poruszającą się po moim udzie. Ta kobieta jest diablicą.

- Chciałem dać ci coś innego - powiedziałem, biorąc jej dłoń w moją. Nadąsała się, gdy pocałowałem każdy jej palec. - Dodatkowo, wiesz jak uwielbiam niebieski na tobie.

Bella

Kiedy po kilku minutach dojechaliśmy do miasta, utknęliśmy w okropnym korku. Dzwonek zabrzmiał z kieszeni kurtki Edwarda, a kiedy przeczytał wiadomość, roześmiał się.

- Alice pisze, że dostanę mandat, jeśli pozwolę ci mnie wykorzystać i jeśli nasze tyłki nie pojawią się w klubie, to nas wytropi.

- Napisała to wszystko? - Zaśmiałam się, a on podał mi telefon.

ORAL = MANDAT. Przyjeżdżajcie, albo was znajdę.

- Pozmieniałeś.

- Nie chciałem, żebyś podłapała jakiś pomysł - powiedział, śmiejąc się. - Nie, żeby to było wykonalne w trzecim trymestrze ciąży.

- Och, to wyzwanie, którego chciałabym spróbować... - powiedziałam nieśmiało.

Jęknął i zaprzeczył ruchem głowy. Dłoń, którą trzymał kierownicę zacisnęła się mocniej. Niewinnie, zatrzepotałam rzęsami i przygryzłam wargę. Jego oczy się rozszerzyły.

- Nawet o tym nie myśl.

- Chociaż... - powiedziałam. - Ale masz rację, to byłoby niegrzeczne nie spotkać się z wszystkimi w klubie. To było miłe, zaproszenie ich na nasze oświadczyny w twoim pierwotnym planie.

Wzruszył ramionami i wyglądał na zamyślonego.

- Oni pchnęli nas do siebie, są częścią tego i dzięki nim jesteśmy razem wcześniej niż później. Chociaż ich podejście nie było życzliwe, ale dzięki nim się zbliżyliśmy do siebie. Nie wspominająco tym, że ich relacje zainspirowały mnie do pracy by zbliżyć się do ciebie. Widziałem jacy są szczęśliwi, a ja chciałem tego samego, choć wtedy temu zaprzeczałem.

Zawsze chciałam być z nim szczera i w tym momencie wiedziałam, że muszę mu powiedzieć:

- Cieszę się, że byliśmy tylko we dwójkę.

Spojrzał w moje oczy, marszcząc brwi.

- Co? Dlaczego?

- Z tego samego powodu, dla którego chciałeś naszą rodzinkę na oświadczynach. Byli tam, ciągnąc za sznurki naszej znajomości od samego początku, aż sami się tym nie zajęliśmy. To... twoje oświadczyny i moja odpowiedź, powinny być nasze i tylko nasze.

Wrócił spojrzeniem na drogę, zamyślając się na kilka minut. Kąciki jego ust uniosły się ku górze.

- Masz absolutną rację.

- Nie żebym się nie cieszyła z pierwotnej wersji - wyjaśniłam.

Uśmiechnął się szeroko i poruszył sugestywnie brwiami.

- Po prostu byś chciała, żebym sam prezentował się na scenie. - Zanim przyznałam mu rację, dodał: - Nie martw się, kochanie - poklepał mnie po udzie. - Będziesz miała swoje przedstawienie.

Zaśmialiśmy się i znowu chwyciliśmy się za ręce, gdy zaczął opowiadać o moim pierścionku i dlaczego go kupił. Mimo, że z pierścionkiem po jego matce wiązały się nieprzyjemne wspomnienia, przedstawiłam sprawę jasno, że będę go zakładać od czasu do czasu. Był ważny w jego rodzinie, dla jego mamy, więc będzie ważny i dla mnie.

Edward otrzymał kolejną wiadomość i odpowiedział, nie dzieląc się ze mną treścią. Gdy zbliżaliśmy się do klubu, wiercenie Edwarda nasiliło się. Jęknęłam wewnętrznie, tam jest więcej niespodzianek.

- Ten gest jest śmieszny - wymamrotałam. - Jeśli jeszcze jedna osoba pokaże nam palec, odgryzę im głowy.

- Agresja na drodze w zamian za loda - powiedział z uśmiechem.

- Miło. - Wywróciłam oczami i zaczęłam śpiewać razem z radiem, starając się odciąć od hałasu.

Kilka minut później, Edward uścisnął moją dłoń.

- Wiesz, że cię kocham, prawda? - powiedział niespodziewanie. Kiwnęłam głową, zmieszana. - Jak szybko byś chciała wziąć ślub?

- Cóż - powiedziałam w zamyśleniu. - Chciałabym zrobić to najszybciej jak można, ale nic dużego. Myślę, że za rok moglibyśmy odnowić przysięgę na naszej łące ze wszystkimi.

Odetchnął i uśmiechnął się.

- Łał, naprawdę myślimy podobnie. Miałem dokładnie to samo na myśli.

- Dobrze - powiedziałam, uśmiechając się szeroko. - Nasze córki może już będą chodzić, więc mogłyby rzucać kwiaty.

Edward westchnął i zaśmiał się.

- Już mogę sobie to wyobrazić.

Oparłam głowę o zagłówek i spojrzałam na niego.

- Prawda? - Opuszkami palców pieściłam jego policzek. - Żałujesz czegoś?

Wzruszył ramionami.

- Trochę bólu, przez który przeszliśmy. Bez względu na ścieżkę, którą musieliśmy przebyć, aby być razem, ale zrobiłbym to jeszcze raz, jeśli to byłby jedyny sposób na bycie z tobą.

Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową, zgadzając się. Ruch się zmniejszył, dzięki czemu udało nam się wjechać w ulicę, przy której znajduje się klub. W chwili, gdy zatrzymaliśmy się przy krawężniku, Alice i Esme otwarły moje drzwi, by wyciągnąć mnie z auta. Spojrzałam za siebie, na Edwarda, który był wyciągany z samochodu przez Carlisle'a i Emmetta.

Co tu się do diabła dzieje?

Wpychając mnie do wnętrza klubu, Alice wpuściła mnie do pomieszczenia, które zazwyczaj było biurem Davida. Rosalie stała przed małą toaletką ze śmiertelnie wyglądającą lokówką, a jej wzrok mówił: Nie zadzieraj ze mną, Bello.

Zabiję go.

- Zorientowała się - powiedziała stanowczo Esme. - Szybko, zanim zacznie protestować.

Warknęłam, kiedy przeciągała moją sukienkę przez moją głowę. Alice delikatnie pchnęła mnie na krzesło.

- Makijaż jest w porządku, dobrze, że wzięła wodoodporny tusz. Musimy tylko poprawić szminkę, pieprzony Edward musiał ją pocałować.

- Nienawidzę, kiedy mówisz tak, jakby mnie tu nie było.

- Rosalie, słyszałaś coś? - spytała niewinnie Alice. Suka.

- Dodaj trochę pudru wokół oczu - powiedziała Rose, ignorując mój wzrok. Wyciągnęła spinkę z moich włosów i zaczęła je kręcić. - Ta suka ma świetne włosy, nie powinno mi zająć długo.

- Boki muszą być upięte, skoro sukienka nie ma ramiączek - wtrąciła Alice.

- Mogę chociaż zobaczyć to cholerstwo? - narzekałam, krzyżując ramiona na mojej nagiej klatce piersiowej.

Alice wywróciła oczami i kiwnęła.

- Edward i ja ją zaprojektowaliśmy.

W lustrze przede mną mogłam zobaczyć Esme trzymającą sukienkę. Westchnęłam, naprawdę była piękna, biała z mieniącymi się koralikami na górnej części sukienki. Oczywiście, bez ramiączek. Edward nie miał pojęcia jak ciężko będzie się zmieścić w tą cholerną rzecz. Alice, jakby czytając w moich myślach, powiedziała:

- On nalegał.

- Jest piękna - wyszeptałam, a łzy zaczęły formować się w moich oczach. Alice, Rosalie i Esme były zaszokowane moją reakcją. - Nie mam o co być zła, jest taka jaką chciałam.

Wszystkie odetchnęły z ulgą.

- Dzięki, kurwa - stwierdziła Rose. - Gdybym miała cię związać i zakneblować, by móc cię przygotować, zrobiłabym to. - Zaśmiałam się.

- Dziękuję za pomaganie mu - powiedziałam. Esme owinęła ręce wokół moich ramion, po tym jak okryła mnie szlafrokiem.

- Tak bardzo kochamy waszą dwójkę, kochanie - powiedziała, całując mnie w skroń. - Nie masz pojęcia jak długo na ciebie czekał.

Potarłam moją szyję, uśmiechając się.

- Też na niego czekałam.

- Cholerne hormony - powiedziała Rosalie, pociągając nosem. - Nie myślcie sobie, że płaczę. - Wyglądała promiennie w zielonej sukience, która sięgała jej kolan. Zajęło mi trochę, zanim zdałam sobie sprawę, że wszystkie trzy mają sukienki w tym samym kolorze.

Alice zachichotała na wybuch Rose i zwróciła swoją uwagę na mnie.

- Zrób dzióbek, dziecinko - zamruczała.

Uśmiechnęłam się i uniosłam brew.

- Czy ostatnio zmieniłaś orientację? Jestem prawie mężatką, Alice. To wszystko jest takie niespodziewane.

Wywróciła oczami i uszczypnęła moje piersi! Zaśmiałyśmy się i pozwoliłam im zająć się wszystkim. Po dwudziestu minutach byłam gotowa, by wyjść za mężczyznę, którego kocham.

Ale nadal byłam wkurzona za zorganizowanie tego bez mojej wiedzy!

Chociaż klub był delikatnie oświetlony dzięki generatorowi, w korytarzu była wytyczona ścieżka ze świeczek, prowadząca do samego parkietu. Rozpoznałam postać, czekającą tam na mnie. Po delikatnym uścisku od Esme, Alice i Rose, zostawiły mnie samą z moim bratem.

- Wszystko w porządku? - spytałam.

Jordan pokręcił głową.

- To boli, pozwolenie ci odejść.

Zaśmiałam się.

- Wiedziałeś, że ten dzień kiedyś nadejdzie.

Kiwnął głową w zamyśleniu i wziął moją dłoń w swoją. Z łatwością nakrył moją, ale był niesamowicie delikatny, gdy ściskał moje palce.

- Od dnia, w którym go poznałem, wiedziałem że to nieuniknione.

- Naprawdę?

- Taa - wyszeptał i złapał spojrzenie, które mu posłałam. Obawiałam się, że cierpi, próbując ustać na nogach. Starałam się nie okazywać moich obaw. Ale on czytał ze mnie jak z książki.

- Ze mną dobrze. Chciałbym zaprowadzić moją siostrę do ołtarza. Szykowałem się i pracowałem ciężko, odkąd Edward poprosił o twoją rękę.

Zaśmiałam się.

- Poprosił? - Kiwnął głową i śmiał się ze mną.

- Biedak wyglądał na zdenerwowanego i grzebał się z tym. To był pierwszy raz, kiedy ten zarozumiały, przemądrzały dupek pocił się przeze mnie. - Jordan uśmiechnął się i poruszył brwiami. - To było zabawne, zobaczyć go w takim stanie.

Klepnęłam go w ramię i owinęłam ramiona wokół jego talii.

- Spokojnie, sis. Nie chciałbym, żeby moje siostrzenice obudziły się podczas ceremonii. - Ktoś go zawołał. Pocałował mnie w czubek głowy. - Już czas, B. - Kiwnęłam głową i powstrzymałam łzy, które płynęły przez cały dzień.

Zachwiałam się lekko, gdy odsunęłam się od niego. Przytrzymał mnie i wyszeptał:

- Myślę, że nadszedł czas, byś mogła oprzeć się o mnie. Jestem tutaj dla ciebie, by wspierać ciebie i twoją rodzinę. - Zdradziecka łza spłynęła i uśmiechnęłam się, gdy ją starł. - Gotowa?

Kiedy kiwnęłam, wziął moją dłoń i oparł na swoim przedramieniu. Powoli wyłoniliśmy się zza rogu. Jęknęłam na widok przede mną. Świeczki były na każdej powierzchni oraz wzdłuż nawy. Rodzina i przyjaciele uśmiechali się, gdy mój brat i ja szliśmy obok siebie.

Na końcu ścieżki z kwiatów stała miłość mojego życia. Spiorunowałam go wzrokiem, na co tylko wzruszył ramionami i zaśmiał się. Uśmiechał się, próbując utrzymać łzy przed wypłynięciem. Moje odmówiły współpracy, szczęście obezwładniło mnie na chwilę.

Stał ubrany w elegancki smoking. Miałam zamiar poślubić mężczyznę, który zmienił moje życie na lepsze. Kto by chciał więcej.

Edward

Spod ołtarza obserwowałem emocje grające na jej twarzy. Choć początkowo była zła o ślub-niespodziankę, mogłem dostrzec szczęście oblewające jej twarz. Łzy płynęły z jej oczu, a ja wiedziałem, że jak tylko jej dotknę, przegram walkę z moimi.

Wyglądała przepięknie w sukni, promieniała ze szczęścia i miała ten blask macierzyństwa. Dumnie patrzyła na Jordana, który szedł obok niej. Spojrzała na tłum świadków naszej miłości, którzy uśmiechali się, a świece powodowały, że ta chwila stała się bardziej wyjątkowa.

Kiedy zwróciła swoją uwagę z powrotem na mnie, nasz związek zalśnił w moich oczach. Z początkowej, niewątpliwej pasji do miłości, bólu i pracy, aby wszystko było tak jak jest teraz, aż do przyszłości, o której marzyłem. Była moją kochanką, najlepszą przyjaciółką i matką moich dzieci.

Gdy Jordan położył jej dłoń w mojej, uśmiechnąłem się do niesamowitej kobiety, którą kocham całym sercem i duszą. Łzy nareszcie wygrały walkę, którą przegrywałem w momencie, kiedy powiedziała 'tak'.

Była kobietą zatrudnioną, by złamać moje serce. Zamiast tego, wypełniła wszystkie luki. Jest moim życiem i za kilka chwil, moją żoną. Nie będę już dłużej Edwardem Cullenem, kobieciarzem. Jestem Edwardem Cullenem, kochankiem, przyjacielem, ojcem i zostanę mężem.

1 Enrique Iglesias - TonightNikt inny nigdy oprócz niej nie sprawił, że tak się czułem. Wiesz, że moja motywacja daje mi reputację. Proszę, wybacz mi, nie chciałem być niegrzeczny. Ale tej nocy będęcię pieprzył.

2 New Kids on the Block - I'll Be Loving You (Forever)Nie jestem typem faceta, który ma złamane serce.

Będę kochać cię na zawsze.