40. Epilog cz. 1
13 miesięcy później
Promienie słońca ogrzewały moją twarz. Kąciki ust poszybowały w górę, gdy ją usłyszałem:
- Da, da.
To niemożliwe, żeby wspięła się na łóżko, i nie, żeby nie próbowała, więc wychyliłem się, aby dostrzec jej małą twarzyczkę. W tej chwili z widniejącym na niej szerokim uśmiechem. Zachichotała, kiedy jej spojrzenie spotkało moje i uderzyła łóżko w podekscytowaniu.
- Da, da.
Odwróciła się w stronę drzwi do sypialni, jakby na kogoś czekała. Wtedy zauważyłem, że jest naga jak w dniu narodzin, poza markową pieluszką i opaską na włosach.
Kiedy pojawiła się jej siostra, Madi upadła na pupę i poraczkowała w jej stronę. Hayley zachichotała i podciągnęła się na drzwiach do pomocy, by stanąć na nogach.
Kiedy Madison dołączyła do niej, zaczęły rozmowę w swoim własnym języku, wypełnionym gaworzeniem, chichotaniem, bulgotaniem i niezrozumiałymi słowami. Uwielbiałem je obserwować w takich momentach. Oczywiście się rozumiały, przez co byłem zdumiony. Wyskoczyłem z łóżka, podchodząc do nich. Na szczęście zdążyłem już założyć swoje spodnie od piżamy, nasłuchując krzątania się Belli. Dziewczynki budziły się zazwyczaj koło siódmej, a moja żona pozwalała mi pospać trochę dłużej.
Jednakże, nie miałem nic przeciwko wczesnemu wstawaniu. W szczególności, jeśli mój urlop będzie trwał jeszcze kilka miesięcy. Od kilku tygodni znajdujemy się w rodzinnym domu mojej matki, remont został zakończony ponad miesiąc temu.
Na parterze słyszałem głosy mojej rodziny, nie ma wątpliwości, że nadchodzące wydarzenie wszystkich nakręcało. Chociaż nie mogłem doczekać się odnowienia naszej przysięgi, to skłamałbym mówiąc, że nie jestem zdenerwowany.
Nie chodzi o przejście nawą przy tych wszystkich ludzi. Właściwie chodziło o to, że nasze dziewczynki pójdą z nami. Co jeśli zaczną płakać, albo zawstydzą się, gdy wszyscy będą na nie patrzeć? Czy Hayley ze swoją nieśmiałością będzie uciekać, co robi zawsze przy swoich kuzynach? Czy Madi wyczuje niepokój siostry i zacznie uciekać razem z nią?
Chociaż nie były identycznymi bliźniakami, wyglądały bardzo podobnie. Madi, skrót od Madison, wygląda jak jej mama. Z ciemnymi, niesfornymi lokami okalającymi jej twarz, z pasującymi oczami i różowymi ustami. Z drugiej strony, Hayley ma jasne włoski z rudymi refleksami, bardziej jak ja w jej wieku, wraz z zielonymi oczami.
Kiedy się rodziły pogoda była okropna, dlatego też Madi urodziła się na ulicach Seattle, a Hayley przez cesarskie cięcie w szpitalu ponad godzinę później. Obie z ciemnymi włoskami i niebiesko-szarymi oczkami. Niecały miesiąc później różnice między nimi zrobiły się wyraźniejsze, gdy ich oczy zaczęły zmieniać kolor na ich naturalny.
Cholera, zakochałem się w nich w momencie, gdy zacisnęły swoje malutkie paluszki na moim palcu. Nigdy nie spodziewałem się, że można kogoś pokochać tak łatwo, całym sobą. Aż Bella nie wkroczyła do mojego życia. Jak mógłbym nie pokochać czegoś, co pochodzi od Belli?
Zajmowałem się właśnie moją ulubioną formą rozrywki, obserwowaniem dziewczynek. Hayley wskazała na opaskę Madi i coś wybełkotała. To wyglądało jakby wyrażała swoją opinię na temat koloru. Następnie zaczęła pokazywać Madi swoją spinkę ukrytą wśród jej loków. Madi zachichotała i pokręciła głową, gruchając.
Złapałem koszulkę z najbliższej komody, gdy Hayley mnie zawołała. Odwróciłem się, na co Madi zachichotała, po czym jej siostra zwróciła na siebie jej uwagę, zaczynając się śmiać. Miałem wrażenie, że śmieją się ze mnie. Ironicznie spojrzałem na nie, a ich oczy rozszerzyły się, usiadły na swoich pupach i zaczęły się śmiać jak szalone.
- Idę po was! - Zacząłem się skradać w ich kierunku, czekając aż nasze spojrzenia się spotkają. - Tatuś was złapie. - Śmiały się i kręciły główkami, uciekając w dół korytarza i wołając o pomoc.
Kiedy były w zasięgu ręki, złapałem Hayley za jej wąską talię i uniosłem w ramionach. Madi, będąca jej obrońcą, stanęła naprzeciw mnie, jakbyśmy byli na środku ulicy w samo południe. Zaśmiałbym się, gdyby nie zaczęła na mnie nacierać!
Śmiejąc się, Bella pojawiła się za Madi i złapała ją, a nasza mała dziewczynka zapiszczała zaskoczona.
- Gdybym była tobą, bardziej bym uważała - powiedziała poważnie Bella. - Wiesz, że ostatnim razem uderzyła w ścianę.
Kiwnąłem głową, przechwytując moją córkę, gdy śmiała się w ramionach mamy.
- Mój mały łobuziak - powiedziałem, całując jej miękki policzek. W odpowiedzi klepnęła mój swoją małą rączką, trochę mocniej niż zazwyczaj. Wskazała na Hayley, a wyraz jej twarzy zrobił się bardziej poważny, jakby zastanawiała się nad moimi intencjami dotyczącymi jej siostry. - Tylko chciałem dać jej całusa.
To uspokoiło Madi na tyle, żeby przestała się wić w moich ramionach. Wsunęła kciuk w swoje usteczka i oparła głowę na moim barku, wzdychając w zadowoleniu. Kątem oka dostrzegłem, że Hayley obserwuje siostrę z zainteresowaniem. Po czym moja córka zaczęła ssać swój kciuk i skopiowała pozę swojej starszej siostry.
Bella zaśmiała się cicho, pocierając ich plecki.
- Są na nogach odkąd Alice i Logan przyjechali o piątej rano. Muszą być wykończone. - Uśmiechnąłem się, wydymając usta do pocałunku. Wywróciła oczami, ale zanim zdążyła spełnić moją prośbę, Hayley przycisnęła swoje małe usteczka do kącika moich ust.
- Proszę bardzo - powiedziała Bella, śmiejąc się, gdy szła w dół korytarza. - Masz swój poranny całus.
- Bachor - syknąłem, obserwując jak kołysze biodrami. - Tylko poczekaj, aż położę moje ręce na tobie dziś wieczorem.
Spojrzała przez ramię i uśmiechnęła się.
- Nie mogę się doczekać - powiedziała, oblizując swoją dolną wargę.
Kurwa, wie że to gówno doprowadzi mnie do szaleństwa. Pokręciłem głową i ruszyłem do pokoju dziewczynek, gdy zdałem sobie sprawę, że maluchy usnęły. Po ułożeniu ich w łóżeczkach, obserwowałem je przez chwilę, wspominając dzień, kiedy się urodziły.
Bella była na nogach od świtu, w połowie zamykania projektu dla New Beginnings i w drodze do drugiego ośrodka dla samotnych matek w trzydziestym szóstym tygodniu swojej ciąży. Nie mogłem jej towarzyszyć, więc zastąpili mnie Alice i Emmett, zamieniając biuro na limuzynę.
W drodze, Bella zadzwoniła, że utknęli w korkach i spóźnią się na spotkanie. Na szczęście Esme była w mieście i grała na zwłokę, jednak kiedy Emmett zadzwonił, wiedziałem że coś się stało.
- Stary - powiedział bez tchu. Coś jest nie tak. W momencie, gdy go usłyszałem wyszedłem ze spotkania, mimo protestów klienta. - Odeszły jej pieprzone wody!
Pstryknąłem palcami, zwracając tym uwagę mojej asystentki. Widząc wyraz mojej twarzy, natychmiast zadzwoniła po samochód.
- Co z nią? Zadzwoniłeś po karetkę?
- Do cholery! - Usłyszałem krzyk Belli w tle. - Wywal ten telefon i mi pomóż, Em! - Po czym usłyszałem krwawą groźbę morderstwa skierowaną w moim i Emmetta kierunku. - Mówiłam ci, żebyś do niego nie dzwonił. Idź w dół ulicy i poszukaj w tym korku jakiegoś lekarza czy pielęgniarki.
Cholera, nawet w takiej sytuacji jest opanowana.
- Lepiej pójdę i zrobię to, co mówi - powiedział Emmett. - Zanim połamie mi palce.
- Zaraz ci pokażę połamane palce!
Usłyszałem stłumione przekleństwo i ciche mamrotanie, zanim wrócił do telefonu.
- Pokazała mi środkowy palec moim własnym, bro.
- Cholera, Emmet. Szybko rób to, co powiedziała. Daj mi z nią porozmawiać. - Zignorowałem windy, kiedy zdałem sobie sprawę, że są na parterze. Ruszyłem w kierunku schodów, szybko pokonując dwanaście pięter.
- Rosalie mnie zabije, kiedy będzie rodzić - marudził. - Jest tą, co krzyczy najgłośniej...
- Przysięgam, że jeśli skończysz to zdanie, to skopię ci dupsko! - Usłyszałem jak Bella bierze kilka głębokich oddechów. - Cześć, skarbie.
- Wiedziałem, że powinnaś zostać w domu - powiedziałem ze złością.
- Nie zaczynaj, Edwardzie - wypluła. - Siedziałam w domu przez tygodnie, edytując książkę. Musiałam się wyrwać. Niestety twoje córki i ja jesteśmy zgodne w tej kwestii.
- Czy limuzyna może cię zawieść do szpitala?
- Nie - powiedziała, przekląłem cicho, zanim kontynuowała: - Stoimy zderzak w zderzak.
- Jak często są skurcze? - Kiedy znalazłem się na zewnątrz, sprawdziłem mój zegarek i zdałem sobie sprawę, że o tej porze cała moja ulica będzie zakorkowana. Kurwa! Remontując drogę musieli uszkodzić główną linię energetyczną dwa bloki stąd, nic dziwnego, że Bella utknęła.
- Co pięć minut - powiedziała cicho. - Edward, nie chcę urodzić dzieci na tylnym siedzeniu w limuzynie.
- Wiem - odpowiedziałem. - Będę tam tak szybko, jak tylko mogę.
- Pośpiesz się - powiedziała. Po podaniu swojej lokalizacji, podała telefon Alice.
- Karetka ma problem z dojazdem - wyszeptała Alice. - Jestem na drugim telefonie z operatorem 911. Będzie przechodzić ze mną przez każdy etap. Ale nie wiem czy dam radę to zrobić.
- Możesz - powiedziałem poważnie. - Wiesz, że Bella zrobiłaby dla ciebie to samo.
- Tak, ale ta suka się tego nie boi. - Skrzywiłem się, wybierając milczenie. - Cholera, przepraszam. Oczywiście, byłaby przerażona krwią. - Bella miała nawrót, kiedy miesiąc temu skaleczyła się w rękę moimi narzędziami.
- Wiem. Nie martw się tym. Wiem, że jesteś przerażona, miejmy nadzieję, że Emmett kogoś znajdzie.
- O Boże - zaskomlała Bella. - Co on do cholery robi z tym megafonem?
Wzdrygnąłem się na myśl o Emmecie w posiadaniu tego ustrojstwa.
- Karetka, Alice - powiedziałem, mając nadzieję, że to zwróci jej uwagę. - Jaki określili czas przybycia?
- Powiedzieli dziesięć minut - powiedziała. - Ale wątpię w to. Edwardzie, muszę kończyć, następny skurcz się zbliża. - Rzeczywiście, zanim się rozłączyła, usłyszałem krzyczącą z bólu Bellę.
Ja pierdolę. Sprawdziłem ulicę, nie mogąc znaleźć mojego samochodu. Nawet jeśli bym go znalazł, szanse na dojechanie są nikłe. Klnąc, poszukałem naszego ochroniarza i spytałem, czy ma rower. Na szczęście, ktoś miał jeden, który mógłbym odkupić. Dupek. Po ściągnięciu marynarki i krawatu, wyjechałem na ulice w kierunku mojej żony.
Oczywiście było prawie 39 stopni w lipcu. Po przejechaniu trzech bloków byłem zlany potem. Omijając pieszych, przeklinałem, zbliżając się do skrzyżowania, gdzie znajdowała się Bella, nie było widać żadnej karetki. Skręciłem i dostrzegłem limuzynę. Emmett stał obok, wyglądając jakby miał zemdleć.
Nie może być dobrze. Naciskałem pedały szybciej, zbliżając się do niego. Prawie przejechałem niewinnego pieszego.
- Emmett - dyszałem, zatrzymując się i zeskakując z roweru. Upadł ciężko na asfalt za mną. - Powiedz, że znalazłeś kogoś, by jej pomóc.
Chwycił mnie za ramię.
- Złamała mi palec - powiedział w agonii, obserwując go dokładnie. - Jeśli ona zrobiła coś takiego, to co Rose zrobi ze mną. - Odsunąłem jego dłoń i złapałem go za ramiona.
- Emmett, ogarnij się. Znalazłeś kogoś? - Usłyszałem przeszywający krzyk dobiegający z ciemnego samochodu. - Bella! - Odepchnąłem Emmetta i ruszyłem do otwartych drzwi. Alice trzymała głowę mojej żony na swoich kolanach, odsuwając jej włosy z twarzy i szepcząc, że musi się uspokoić.
Pomiędzy nogami mojej żony klęczał młody chłopak z czymś, co wyglądało jak obrus piknikowy na głowie. Z tego co zdążyłem zauważyć, ludzie zaczęli się gromadzić wokół auta.
- Bella - wydyszałem, chwytając jej dłoń. Kiedy jej wilgotne palce owinęły się wokół moich, prawie zgiąłem się z bólu, widząc jej wyraz twarzy. Kurwa, nienawidzę widzieć jej w takim stanie.
- Jesteś mężem - powiedział mężczyzna. - Jest prawie gotowa do parcia. Nigdy nie widziałem, żeby poród przebiegał tak szybko.
- Weźcie mnie na chodnik, czy coś. Nie chcę rodzić naszych córek w limuzynie!
Jej spojrzenie spotkało moje, przez co mogłem stwierdzić, że mówi śmiertelnie poważnie.
- Nie wiem w jaki sposób chodnik może być lepszy - odpowiedziałem, wchodząc do środka. - I jest jakaś szansa, że powiedzą o tym w południowych wiadomościach.
Jęknęła, zacieśniając uścisk na moich palcach.
- Proszę.
Spojrzałem na faceta, którego ręce dotykały mojej żony w nieprzyzwoitych miejscach.
- Proszę, powiedz że jesteś lekarzem - powiedziałem, marszcząc brwi.
Wywrócił oczami i kiwnął.
- Jestem rezydentem w Mercy, nazywam się Richard.
Właściwie wyglądał jakby dopiero wstał z łóżka, a fakt, że był młodszy o około sześć lat ode mnie nie pomagał.
- O mój Boże - warknęła Bella. - Jesteś zazdrosnym jaskiniowcem, który musi wyprowadzić mnie na zewnątrz, jeśli chce mnie dotknąć w nadchodzącym stuleciu!
Nadąsałem wargi, na co zaczęła więcej przeklinać, zanim skurcz uderzył. Cholera, Emmett nie żartował. Prawdopodobnie złamała mi palec.
- Czy to bezpieczne dla niej? - spytałem Richarda. Zaprzeczył ruchem głowy, sprawdzając Bellę. - Oddychaj, dziecinko. - Kiwnęła głową, a jej oczy utkwiły w moich. Przeszliśmy przez ćwiczenia oddechowe w zeszłym tygodniu w szkole rodzenia.
Klęknąłem obok niej, przyciskając usta do jej czoła. Dzięki jej skupieniu na oddychaniu i mnie, kolejny skurczy był łagodniejszy od poprzedniego. Alice potarła moje ramiona, dając mi wsparcie, którego potrzebowałem.
Posłałem jej mały uśmiech.
- Jak się masz? - spytałem cicho, obserwując jak Bella zamyka oczy, by odpoczęły przez chwilę. Alice uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami.
W oddali powoli można było usłyszeć wycie karetki.
- Są prawie tutaj - powiedział Richard. - Za chwilę będzie gotowa do parcia. - Spojrzał na Bellę i uśmiechnął się. - Mam nadzieję, że nie masz oporów przed rodzeniem w karetce. - Richard spojrzał na zegarek, po czym ponownie za okno.
Podążając za jego spojrzeniem, zdałem sobie sprawę, że będzie miała kolejny skurcz, zanim karetka przejedzie przez zatłoczone ulice.
- Nie dojadą tu na czas. Możemy ją do nich zanieść?
- To niebezpieczne.
Nagle pojawiła się twarz Emmetta, zasłaniając słońce.
- Widzę karetkę - powiedział bez tchu. - Wyjdę im naprzeciw, aby wzięli nosze.
Kiwnąłem głową, gdy palce Belli zacisnęły się ciasno.
- Dziecinko - wyszeptałem. - Już prawie są.
Po pełnej napięcia chwili, Bella ustąpiła, uświadamiając sobie, że przenoszenie jej gdziekolwiek nie wchodzi w grę. Rozumiałem jej obawy. Renee, jej matka, urodziła Jordana z tyłu radiowozu jej ojca. Poza tym ona jest przed terminem, prawie stracili Bellę w podobny sposób.
- Wszystko będzie w porządku, kochanie. - Z jej dłonią nadal w mojej, przycisnąłem do niej usta. Posłała mi uśmiech, pocierając palcami moje wargi.
- Kocham cię - powiedziała cicho. Gwar zamieszania wyrwał nas z naszej bańki, włączając w to głos Emmetta.
- W tą stronę. - To było oczywiste, że nadal korzysta z megafonu. - Chodźcie.
Lekarz wysiadł z limuzyny, witając sanitariuszy oraz zdając relację z zaistniałej sytuacji. Nagle Bella krzyknęła, gdy kolejny skurcz wstrząsnął jej ciałem. Odstępy pomiędzy skurczami zmniejszyły się od mojego pojawienia się. Dzieci wkrótce będą tutaj z nami.
Chociaż obawiałem się o stan mojej żony, o ból, który przeżywała, przepełniało mnie podniecenie. Wkrótce będę mógł chwycić moje córki. Coś czego pragnąłem, odkąd dotarło do mnie, że zostanę ojcem.
Sanitariusz wskoczył do środka, całkowicie skupiając się na Belli. Spojrzał na zegarek, po czym na lekarza. W tym momencie było oczywiste, że dziewczynki nadchodzą. Alice i ja pomagaliśmy jej wykonywać ćwiczenia oddechowe, gdy sanitariusz nie pozwolił przeć. Gdy skurcze przeszły, dotknął jej narządów. Jego twarz pokerzysty była denerwująca. Nie mogłem nic wyczytać.
- Mój partner próbuje podjechać ambulansem tak blisko jak to możliwe - powiedział sanitariusz, odwracając się w moją stronę. - Jeśli uda nam się przenieść ją na nosze, to dotrzemy do niego szybciej.
Kiwnąłem głową. Gdy Alice i ja opuściliśmy limuzynę, w mniej niż minutę doktor i sanitariusz wynieśli Bellę z limuzyny i położyli na noszach. Gapie stali wokół, obserwując każdy nasz ruch. Mój gniew wobec ciekawskich był mały, byliśmy przyzwyczajeni do mediów, aż do momentu, w którym facet z kamerą i reporter zaczęli przedzierać się przez tłum.
Warknąłem, gdy operator dotarł do stóp Belli.
- Ja pierdolę! Cholerna karetka nie może przejechać przez ten ruch, ale wasz cholerny bus telewizyjny może?
Emmett wziął to jako sygnał i zaczął odpychać tłum. Bella mnie zawołała z szerokimi oczami:
- Edward - powiedziała z powagą. - Zabierz mnie do karetki. Miałeś rację, limuzyna była lepsza od pieprzonego sklepu La Perla!
Spojrzałem w górę, śmiejąc się, kiedy zobaczyłem jej znajomy znak.
- Wróciliśmy do punktu wyjścia, kochanie. Jestem prawie pewien, że nosiłaś ten bladoróżowy komplet, kiedy nasze córki zostały poczęte. - Uderzyła mnie w ramię, przygryzając wargę, aby się nie roześmiać. Kiedy jej usta zaczęły drżeć, parsknąłem. Złapałem jej twarz w dłonie i wpiłem się w jej pełne usta.
- Boże, kocham cię.
Kiwnąłem na lekarza i sanitariusza. Z pomocą Emmetta, który rozgonił ludzi, tworząc ścieżkę do czekającego ambulansu, ruszyliśmy. Kolejny skurcz uderzył, gdy Bella była wnoszona do karetki.
Choć Madison urodziła się w drodze do szpitala, Hayley miała trudności. To były słodko-gorzkie wspomnienia. Ze względu na podwyższone ciśnienie Belli, Hayley miała niskie tętno, więc zaraz po przyjeździe do szpitala została wywieziona na salę operacyjną.
To był zdecydowanie najbardziej przerażający moment w moim życiu. Nie tylko życie Belli było zagrożone, ale Hayley też. Ale moje dziewczynki są wojownikami i trzydzieści minut później, pielęgniarka poinformowała mnie, że moja córka ma się dobrze, a Bellę udało się ustabilizować.
- Wyglądasz jakbyś miał zaparcia - powiedziała Alice, chichotając za mną, co pomogło mi wrócić do pokoju dziewczynek.
Skrzywiłem się, kręcąc głową.
- Myślałem o dniu ich narodzin.
Alice westchnęła i poklepała mnie po plecach.
- Niezapomniany dzień dla nas wszystkich. - Uśmiechnąłem się i owinąłem ramiona wokół niej. - Powinieneś być z tyłu i pomagać chłopakom przenosić krzesła na łąkę.
Jęknąłem i kaszlnąłem, gdy uniosła brew.
- Przypomnij mi dlaczego zgodziliśmy się na coś dużego. - Wywróciłem oczami, dziękując za mocny sen dziewczynek. - O, czekaj. Na nic się nie zgadzaliśmy.
Alice zatrzepotała rzęsami, próbując grać niewiniątko. Według mnie robiła się coraz bardziej zła.
- Powiedziałeś, kiedy wszystkie byłyśmy w zaawansowanych ciążach, że ożenisz się po raz pierwszy, aby móc zrobić huczny drugi raz.
- Od teraz będę nagrywał wszystkie nasze rozmowy tak na wszelki wypadek. Jestem pewien, że nie powiedziałem duże i lepsze, tylko małe rodzinne na łące.
Poklepała mnie po ramieniu w rozbawieniu i odpowiedziała:
- Cokolwiek sprawi, że poczujesz się lepiej. Chociaż, bądźmy szczerzy, mając dwie małe dziewczynki, twoje komórki mózgowe uległy rozpadowi z powodu stresu. Możesz zapominać najprostsze rzeczy.
Gdy wyszła z pokoju, spojrzałem w sufit i próbowałem się uspokoić. Zamieniliśmy rodzinną imprezę na miły ślub z dwutygodniowym miesiącem miodowym bez dzieci. Chociaż Bella i ja będziemy tęsknić za dziewczynkami, potrzebujemy oderwania od codzienności. W szczególności, że nie mieliśmy miesiąca miodowego po naszym pierwszym ślubie.
Bella i ja byliśmy bardzo dobrzy w znajdowaniu czasu na zadbanie o nasze potrzeby. Schadzki na korytarzu były częstym zjawiskiem w naszym domu. Szybkie numerki były niezbędne i częste, a ja dziękuję za to, że moja żona ma taki sam apetyt na mnie jak ja na nią.
Nasze małe sparingi nabrały innego znaczenia. Sama zaproponowała, że nagie sparingi będą dawały lepsze wyniki. Nie mam nic przeciwko. W ciągu pół roku zrzuciła niemal każdy kilogram nabyty podczas ciąży i była w najlepszej formie w całym swoim życiu.
Chociaż muszę przyznać, że dodatkowy centymetr czy dwa w piersiach powoduje, że ślinka mi cieknie. Nie mam ich dość.
Nie byłem w Belli od ponad dwóch tygodni, chcąc aby nasz wyjazd był bardziej wyjątkowy. Nie mogłem się doczekać, tego co nas czeka... czyli Belli i mnie. Jak na razie zakaz seksu był ciężki. Zastanawiałem się, czy można umrzeć z powodu sinych jaj. Nawet wygooglowałem możliwe efekty uboczne wstrzymywania się przez długi czas.
- Daj spokój. - Usłyszałem jej głos dochodzący od drzwi. - Powinniśmy pomóc na dole. - Odwróciłem się do niej, uśmiechając się. Uniosła brew w niemym pytaniu.
- Nie ma mowy na to co ci chodzi po głowie, mistrzu - powiedziała Bella, śmiejąc się. Oparła się biodrem o framugę, a ramiona skrzyżowała na piersi. Przepiękny, drażniący uśmiech na jej twarzy. Cholera, muszę ją mieć. Nie ma możliwości, żebym wytrzymał do wieczora. Zmrużyła oczy i zaczęła się powoli cofać.
- O nie - syknęła. - Nawet o tym nie myśl. - Rzuciłem się na nią, a moje dłonie zsunęły się na jej tyłeczek. W mgnieniu oka, miałem ją przerzuconą przez ramię i zacząłem biec w stronę naszej sypialni.
Niestety, przerwała nam mniejsza wersja Jaspera. Logan Kal-El stał na środku korytarza, ze szklanką soku w dłoni, a jego prawie turkusowe spojrzenie było skupione na nas. Jego krótkie blond loczki podskakiwały na jego głowie. Jak na wezwanie, Adam Emmett McCarty Cullen przyczołgał się za Loganem.
Zrobiłem kolejny krok w kierunku naszej sypialni, a Bella zamilkła na moim ramieniu. Oboje wiedzieliśmy, co się stanie, jeśli Logan zacznie alarmować. Innymi słowy, Bella była tak samo napalona jak ja.
- Powoli - wyszeptała. - Żadnych gwałtownych ruchów.
O tak, pragnie mnie.
W czterech krokach dotarłem do drzwi i byliśmy bezpieczni. W momencie, gdy moja dłoń dotknęła klamki, chłopcy zaczęli płakać. Uderzyłem dwukrotnie głową o drzwi, gdy Alice i Rose pokonywały schody. Cholera, nie zniosę dłuższego czekania.
- Postaw Bellę na ziemi i zabieraj tu swój tyłek!
- Mogliśmy zamknąć drzwi - powiedziała Bella, chichotając.
- Mogliby obudzić dziewczynki, jeśli byśmy spróbowali - mruknąłem, stawiając ją na nogi. Po przyciśnięciu ust do jej, odwróciłem się i podbiegłem do Logana i Adama. Krzyczeli i chichotali, kiedy do nich sięgnąłem. Nawet się mnie nie bali. Złapałem chłopców i udawałem, że używam ich jako hantli, gdy owinęli się wokół moich bicepsów.
Bella śmiała się, robiąc zdjęcie. Ta kobieta miała przy sobie aparat przez cały czas. Robiła większość zdjęć, odkąd znalazła swoje nagie zdjęcia pomiędzy tymi z dziewczynkami.
Emmett podniósł stos i z wyrazu jego twarzy, wiedziałem, że je widział. Nie mógł nawet spojrzeć Belli w oczy przez kilka miesięcy. I za każdym razem, kiedy moja przemiła żona zakładała szpilki, które miała na zdjęciach. Po tym gównie wylądowałem na kanapie w salonie na trzy noce. To nie moja wina, że Emmett jest wścibskim dupkiem.
A późniejszy seks na zgodę był niezapomniany, nawet dziewczynki spały, nie przejmując się niczym. Nawet jeśli ich tatuś wykrzykiwał imię ich mamy. Dobre czasy.
Po tym jak opuściłem chłopców na ich stopy, wystartowali na czworakach w kierunku swoich matek. Alice zmierzyła mnie wzrokiem, zanim wzięła syna i ruszyła w dół korytarza. Rosalie poruszyła sugestywnie brwiami i ruszyła za Alice z Adamem na swoim biodrze.
- Musisz przestać myśleć swoim mniejszym mózgiem - powiedziała Bella, gdy chwyciła moją dłoń. - Wszyscy zauważyli jak bardzo za mną tęsknisz. - Następnie miała czelność dać mi klapsa. Wiedziała co to gówno ze mną robi. Spojrzałem w prawo, potem w lewo, a kiedy zauważyłem, że jesteśmy kompletnie sami, rzuciłem się na nią.
Moje ręce owinięte wokół niej, a ja zaatakowałem jej szyję z zapałem. Jej plecy delikatnie uderzyły o ścianę za nią. Jęknęła i zsunęła dłonie w dół mojego torsu, przez plecy, aby móc złapać moje pośladki. Kurwa, uwielbiam kiedy tak robi.
- Edward - wydyszała, kiedy przygryzłem lekko jej szyję. Nie powinienem tego robić, ponieważ jej sukienka nie zakrywa tego miejsca.
Ale również, nie czułem się winny z tego powodu. Stawałem się szalenie zazdrosny, gdy jakiś facet gapił się na nią. Oblizałem zaczerwieniony obszar, skubiąc kciukami jej sutki w tym samym czasie. Dźwięki jakie wydawała doprowadzały mnie do szaleństwa.
- Ktoś idzie - powiedziała cicho Bella, ale zamiast odepchnięcia mnie, przytuliła się jeszcze bliżej. Jęknąłem, kiedy moje biodra spotkały jej.
- O Boże, jeśli nadal będziesz tak robić, to nie wytrzymam. - Zaśmiałem się w jej szyję, kontynuując tortury. Wiedziałem, że powinniśmy zapanować nad sobą, ale musiałem dotknąć mojej żony.
Ktoś przeczyścił gardło za nami. Jęknąłem ponownie, choć zabrzmiało to bardziej jak skomlenie.
- Znajdźcie sobie pokój - powiedział Carlisle, śmiejąc się, gdy wszedł do kuchni.
-Tak jest, sir - powiedziałem z przebiegłym uśmiechem. Bella pokręciła głową i skierowała się w stronę kuchni. - Powiedział, żeby znaleźć pokój. I ja zawszę robię to, co mówi - marudziłem.
Zachichotała, a ja usłyszałem śmiech reszty rodzinki. Mruknąłem pod nosem, gdy pociągnąłem krzesło Belli, aby usiąść obok niej. Emmett miał inny pomysł, pokręcił głową i wskazał inne krzesło.
- Co do cholery, Em? - warknąłem, gapiąc się na niego. Rosalie trzasnęła mnie w bok głowy. Kobiety w naszej rodzinie wolały przyłożyć komuś, zamiast przeklinać przy dzieciach. Posłałem jej rozbawiony uśmiech i odwróciłem wzrok w stronę Emmetta. - Będę siedział obok mojej żony.
- Nie ma mowy. Wszyscy doskonale wiemy, co się dzieje pod stołem, kiedy wasza dwójka jest spragniona siebie nawzajem. - Bella zakrztusiła się ciastkiem, które odbiło się od policzka Emmetta. - Przepraszam za zepsucie zabawy, mała B.
Bella wywróciła oczami.
- Nie jest ci przykro - powiedziała poważnym głosem. - To zemsta za zeszłoroczny szlaban na seks, na który nakłoniłam Rose.
Emmett wzruszył ramionami.
- Nie będę kłamał. To mój rewanż.
- Edwardzie - zamruczała Bella, wskazując miejsce naprzeciw niej. Usiadłem i gapiłem się na Emmetta, który usiadł obok mojej żony. - Czy kiedykolwiek ci mówiłam jakie masz cudowne nogi? - Chrząknąłem, kiedy poczułem jak jej stopa przesuwa sie w górę mojego uda.
Jasper jęknął po drugiej stronie stołu.
- Musimy zacząć się zbierać, inaczej ta dwójka zrobi to tam gdzie stoi.
- Czy wszyscy wiedzą, że nie spaliśmy ze sobą od tygodni? - spytała zdezorientowana Bella. - Czy to tak rzuca się w oczy?
- Tak - odpowiedzieli wszyscy. Włączając w to moją drogą ciotkę Esme, która właśnie wylała sok, który nalewała do szklanki.
Bella wzruszyła ramionami i zaczęła jeść śniadanie. Przez cały czas jej małe palce torturowały mnie. Cholera, moja żona ma długie nogi. Owinąłem palce wokół jej kostki i pociągnąłem tak, by wiedziała co mi robi.
Czy wspomniałem, że moja żona jest małą diablicą? Zamiast odsunąć stopę, tak jak ją odpychałem, potarła nią wzdłuż mojej długości.
- Zawsze uważałam, że mam pokerową twarz - powiedziała Bella do Alice.
- Och, masz - powiedziała Alice z uśmiechem. - W przeciwieństwie do Edwarda. Tylko spójrz na niego.
Klepnęła Bellę w ramię, przez co jej stopa zsunęła się ze mnie. Wszyscy wybuchli śmiechem, kiedy ja cierpiałem na ból sinych jaj. Cholera, w tym tempie będę musiał wejść w nią zaraz po złożeniu naszych ślubów. Dlaczego robimy to ponownie? W tej samej chwili przypomniałem sobie wyraz twarzy, gdy szła w dół nawy po raz pierwszy. Chciałem to zobaczyć ponownie, i nasze dziewczynki też.
Obserwowałem jak Bella śmieje się z resztą naszej rodziny. Jest taka piękna. I cała moja.
Spojrzałem na każdą osobę siedzącą przy stole. Jacoba, który owinął ramię wokół Nessie, która karmiła go owocami. Alice trzymała swojego synka na kolanach, gdy ten bawił się jej wisiorkiem. Jordan uśmiechał się do swojej żony, pocierając dłonią jej ciążowy brzuszek. Rosalie starała się utrzymać na rękach wiercącego się Adama. Mój wujek i ciotka siedzieli obok siebie, wpatrując się sobie w oczy. Coś czego chciałem z Bellą za kilkanaście lat. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że jem śniadanie z większością mojej rodziny.
To było coś co Bella, dziewczynki i ja robiliśmy praktycznie codziennie. Ale w tym momencie poczułem się inaczej, poczułem się jak w domu. Jednakże, czegoś tu brakowało. Wstałem gwałtownie i przeskakując co dwa stopnie, dotarłem do pokoju dziecięcego. Podniosłem obie moje królewny i wróciłem na dół.
Wyraz twarzy Belli złagodniał, gdy zdała sobie sprawę z tego, co zrobiłem. Podałem jej Madi i usiadłem na swoim krześle. Esme uśmiechnęła się do mnie i razem z naszą rodziną zjedliśmy śniadanie.
To było szczęście.
~oOo~Kilka godzin później zapukałem do drzwi naszej sypialni. Alice uśmiechnęła się i uścisnęła mnie, szybko wychodząc z pokoju. Esme, Rosalie i Nessie zatrzymały się tylko, by pocałować mnie w policzek.
Uzgodniliśmy, że Bella i ja chcieliśmy przejść wzdłuż nawy wraz z dziewczynkami na czele. Nadszedł czas, kiedy chciałem zobaczyć Bellę w sukni. Bądźmy szczerzy, chciałem mieć chwilę, by zapytać ją o coś na osobności.
Wszedłem do naszej sypialni, w naszym domu z dala od wszystkich i znalazłem ją siedzącą na małej sofie, obserwującą mnie spod półprzymkniętych powiek. Chciałem napawać się jej pożądaniem, ale byłem zbyt zajęty pożeraniem jej wzrokiem.
- Witaj, żono - powiedziałem, przybliżając się do niej. Do mojego nosa dotarł zapach jej perfum, po zaciągnięciu się dwa razy uzyskałem pełny rezultat. Bella zaśmiała się swoim gardłowym śmiechem, co znaczyło, że jest tak podniecona jak ja.
- Witaj, mężu - wymruczała, oblizując dolną wargę, zanim ją przygryzła. - Wyglądasz... dobrze.
Parsknąłem i zaśmiałem się.
- Tylko na to cię stać? I ty nazywasz się pisarką.
Wzruszyła ramionami, pozwalając im opaść powoli. Wszystko co widziałem, to skóra. Żadnych ramiączek do zsunięcia przez moje palce. Jej suknia nie miała żadnych pasków, opinała całe jej ciało, a w połowie łydki rozchodziła się ujawniając koronkę i tiul.
- Wyglądasz nieziemsko, ale bez ramiączek - mruknąłem. - Nie zatańczysz z tym cholernym idiotą, Jasonem.
Młody architekt był nowy w naszej firmie i był wrzodem na dupie. Przy wielu okazjach wspominał, że podoba się mu moja żona.
Bella uśmiechnęła się i zacisnęła usta.
- Jestem pewna, że kolejka do tańca ze mną będzie pełna, Edwardzie. I jeśli spróbuje tego, co próbował na grillu, uderzę go tak, że zaboli. - Nie miałem wątpliwości co do tego, klikakrotnie udowodniła, że potrafi wyjść z takiej sytuacji.
Jakbym potrzebował przypomnienia. Jason obrócił w żart ten incydent, jako arogant nie miał pojęcia, że Bella to moja żona. Nie żeby to miało dla niego jakieś znaczenie. Nasi współpracownicy poinformowali go o tym fakcie podczas częstych odwiedzin Belli w biurze. Ale to nie powstrzymało go w najmniejszym stopniu.
Bella wstała, dając mi lepszy widok na suknię, która idealnie podkreślała jej kształty. Musiałem przygryźć wnętrze swojego policzka, żeby powstrzymać się od jęczenia. Zamiast tego, uśmiechnąłem się i otworzyłem ramiona w zapraszającym geście.
Posłała mi zapierający dech uśmiech i wślizgnęła się w moje ramiona.
- Widziałeś dziewczynki? - spytała cicho.
- Nie - odpowiedziałem, opierając brodę o jej głowę. - Esme i Rose trzymały je z dala ode mnie. Jestem pewien, że wyglądają uroczo.
Bella uniosła spojrzenie, by spotkać się z moim i przygryzła wargę nerwowo.
- Myślisz, że pójdzie im dobrze?
- Wczoraj ćwiczenia poszły im świetnie. - Przypomniałem jej. - Chociaż te wszystkie zgromadzone osoby mogą je trochę przestraszyć. - Westchnęła i przytuliła się mocniej. - Kocham cię, dziecinko.
Zaśmiała się i zażartowała:
- Wiem.
- Tylko na tyle mogę liczyć? - spytałem, udając złość.
- Bardzo cię kocham - powiedziała, ściskając mnie mocniej. - Cieszę się, że znowu tutaj stoimy. To był ciężki rok.
- Taaa - powiedziałem i ścisnąłem ją mocniej. - Prawie straciłem ciebie i Hayley - dodałem ochryple. Szybki pocałunek na moim drżącym podbródku był jak balsam dla mojej duszy.
- Uzależnienie Jordana. - Mogłem usłyszeć w jej głosie smutek. Jordan uzależnił się od leków przeciwbólowych krótko po śmierci Brianny, udało mu się wyjść z tego, ale niedawno wrócił do uzależnienia, gdy stłukł kolano, upadając w domu. Choć od pół roku był w stanie samodzielnie chodzić, nadal cierpiał na bóle pleców. Gdyby nie spostrzegawczość i instynkt Belli, nigdy by nie trafił na odwyk.
- Rozwód Angeli i Bena - wyszeptałem, całując ją czule, kiedy jej ciało zadrżało. - Nic więcej nie mogłaś dla nich zrobić. Kochał ją, dziecinko. Ale ona go zatruwała.
Bella kiwnęła głową i westchnęła.
- Ta panika o małego Adama.
Boże, to było przerażające. Żłobek, w którym przebywał, został wzięty do niewoli przez naćpanego ojca jednej z dziewczynek. Pracownicy i dzieci byli przetrzymywani tam przez ponad szesnaście godzin. Rosalie nie dawała się pocieszyć podczas tej gehenny, a Emmett praktycznie wyszedł z siebie. Skończyło się brutalnym strzałem w głowę tego drania.
Rosalie i Emmett nie chcieli wypuścić swojego syna przez kilka następnych miesięcy. Zbyt przerażeni by wyjść gdziekolwiek i ryzykować życie swojego dziecka. Nie winiłem ich za to. Na szczęście Bella i kilku jej kolegów, nakłonili ich do wyjścia z ukrycia. Może i Bella już nie praktykowała, ale nadal cieszyła się szacunkiem wśród byłych kolegów po fachu.
- Cierpienie Esme i Carlisle'a - powiedziała cicho Bella.
Kiwnąłem i przypomniałem sobie jaką stratę przeżywaliśmy, gdy mój wuj i ciotka odsunęli się od nas po nieudanej adopcji. Esme już jako młoda dziewczyna wiedziała, że nie będzie mogła mieć swoich dzieci z powodu wypadku samochodowego, w którym brała udział jako nastolatka.
Emmett został adoptowany w wieku 12 lat, a po śmierci moich rodziców przygarnęli mnie jak miałem 14 lat. Alice dołączyła do rodziny w wieku 5 lat. Więc Esme nie miała dziecka, które by mogła nazwać swoim. Zajęło lata, ale udało im się zaadoptować małą słodką dziewczynkę z Chin we wrześniu ubiegłego roku, tylko po to, aby dziecko zachorowało i odeszło. Gdyby udało się przygarnąć ją kilka miesięcy wcześniej może udałoby się ją uratować.
Chciałem wierzyć, że po ślubie Belli i moim nasze życie stanie się łatwiejsze i prostsze. Tak się nie stało. Jednakże, nie zamieniłbym jej czy naszej rodziny na inną. Choć życie nie było łatwe, było warte wszystkiego. Wierzyłem, że gdyby jej nie było w moim życiu, ta rodzina nie przetrwałaby ostatniego roku.
- Gotowy? - wyszeptała.
Kiwnąłem głową i przycisnąłem usta do jej.
- Tak cholernie mocno cię kocham, Bella.
- Też cię kocham. - Jej uśmiech nie dosięgnął oczu, ale wiedziałem, że nadal w jej umyśle krążą nieprzyjemne wspomnienia.
- Mamy całe życie na stworzenie szczęśliwych wspomnień - powiedziałem, biorąc jej twarz w dłonie. - Razem.
- W tym roku były szczęśliwe wspomnienia. - Uśmiechnęła się, a jej spojrzenie złagodniało, dzięki czemu wiedziałem, że złe wspomnienia poszły w zapomnienie. - Pierwsze urodziny dziewczynek.
- Tak - powiedziałem, śmiejąc się. - To było zabawne. Kawałki tortu na ich małych twarzyczkach.
- Pierwszy raz, kiedy je trzymaliśmy. - To były przyjemne wspomnienia, nawet jeśli wtedy ryczałem jak dziecko. Przynajmniej tak było według Emmetta.
- Jak ukończenie studiów przez Nessie? - zaproponowałem. To było tylko kilka tygodni temu. Bella była dumna ze swojej kuzynki, a Nessie była idealnym przykładem jak dobrą mamą może być. Bella uśmiechnęła się.
- Nie zapominajmy o ogłoszeniu ciąży Julie i Jordana.
- Wszystkie twoje nagrody za książki i umowa na ekranizację - dodałem. - Jestem z ciebie dumny.
- Taaa, ale wygrana w kategorii Najlepszego projektanta domów w Architecture's Digest - powiedziała i uśmiechnęła się z zadowoleniem. - To było ogromne wyróżnienie.
Zaśmiałem się i zawirowałem z nią wokół osi. Po czym oboje usłyszeliśmy, że Alice nas woła. Jęknąłem i pocałowałem Bellę jeszcze raz. Odwróciła się, żeby dwukrotnie sprawdzić swoją szminkę, po czym spojrzała na mnie z uniesioną brwią.
- Wiem, że jesteś ciekawy - powiedziała droczącym tonem, który tak uwielbiałem.
Znała mnie tak dobrze. Wzruszyłem ramionami.
- Jestem facetem. Oczywiście, że się zastanawiam co masz pod sukienką.
Zaśmiała się i uniosła fałdy sukienki, aby pokazać mi białe, półprzeźroczyste pończochy zakończone seksownymi koronkowymi podwiązkami. Jej majteczki były półprzeźroczyste i obszyte koronką.
- Kochasz mnie torturować. Dlaczego mi to pokazałaś? Nigdy nie będę w stanie przeżyć ceremonii i przyjęcia.
Bella zaśmiała się i złapała swój bukiet leżący na łóżku.
- O to chodzi, kochanie. - Złapała swoją dłonią moją i puściła mi oczko.
- Lisica - mruknąłem, kiedy ruszyliśmy w stronę drzwi. - Skąd masz takie kwiaty? - Zdjąłem marynarkę, po gorącym pokazie Belli.
- Alice zebrała trochę dzikich kwiatów na łące dziś rano - powiedziała, gdy szliśmy w dół korytarza. - I tak stały się częścią dekoracji.
- Są piękne. Tak myślałem, że skądś znam ten zapach.
Wszyscy już opuścili dom, ale po chwili dostrzegłem Jaspera, gdy prowadziłem Bellę wzdłuż zadaszonego przejścia. Wysunęła dłoń z mojej i schowała krnąbrnego loczka ze swojego czoła. Kocham to, że nie spięła włosów, które opadały kaskadą w dół jej pleców. Trzymała kwiaty w prawej dłoni, a drugą poprawiała naszyjnik.
Przerzuciłem moją marynarkę przez lewę ramię, aby mieć wolną rękę, którą przesunąłem w dół ramienia Belli. Dźwięk, który opuścił jej usta był niepowtarzalny. Słodkie westchnienie zastąpił cichy chichot. Nie mogąc się powstrzymać, zsunąłem dłoń wzdłuż jej boku, aż dotarłem do pośladków. Tylko na chwilę, zanim pochyliłem się, by poprawić koronkę u jej stóp. Po czym uszczypnąłem ją w pośladek.
Odrzuciła głowę do tyłu i roześmiała się.
- Dziękuję za poprawienie mojego trenu, Edwardzie.
Uśmiechnąłem się i poruszałem sugestywnie brwiami.
- Proszę. Teraz twój tył wygląda idealnie.
Uśmiechnęła się, gdy Jasper podbiegł do nas.
- W porządku, wasza dwójka pojedzie ze mną wózkiem golfowym. Wszyscy są już na łące.
Kiwnęliśmy głowami i podążyliśmy za nim przez rozległy ogród. Zajęło nam sześć miesięcy, by przekonać właściciela łąki, aby sprzedał nam ją. Dobrym argumentem był fakt, że nasza posiadłość graniczyła z nowo nabytą działką.
Po nabyciu jej, zebrałem ekipę do wytyczenia krętej, ale łatwej ścieżki prowadzącej do naszej polany. Jedyną łatwą ścieżką była ta zaczynająca się na naszym podwórku. Bella pokochała ją, to był mój prezent na rocznicę.
Wiatr wiejący od strony drzew był przyjemny, ale moje oczy były utkwione w mojej żonie. Trzymała twarz wystawioną w stronę słońca, ciesząc się jego ciepłem. Pocałowałem ją w policzek i potarłem nosem jej szyję. Byłem cholernie wdzięczny za to, że pojawiła się w moim życiu.
Obserwowaliśmy jak wejście na łąkę otwiera się przed nami. Alice i Esme przeszły same siebie. Odkąd poinformowaliśmy wszystkich, że chcemy odnowić nasze śluby właśnie tam, obie pracowały z Jasperem, by nadać temu miejscu jeszcze więcej naturalnego piękna i jego otoczeniu.
W ten sposób przemierzaliśmy naszą drogę wzdłuż oświetlonych drzew i naturalnych altanek. Przez chwilę przeanalizowałem mój związek z Bellą. Nie miałem wątpliwości, że kobieta, która siedzi koło mnie jest dla mnie stworzona. Kłóciliśmy się jak każda inna para, ale kochaliśmy się cholernie mocno i uczyliśmy się.
Uczenie się razem było czymś dla mnie cholernie bliskim rozkoszy. Rodzicielstwo nie było łatwe i nie miałem co do tego wątpliwości. Jednakże, jeśli czegoś nie wiedzieliśmy staraliśmy się szukać odpowiedzi i wyciągać wnioski z naszych błędów.
Obserwowałem jak twarz Belli się rozjaśnia, a jej spojrzenie utkwiło w nawie przed nami. Jej westchnienie, łzy gromadzące się w jej oczach oznaczały radość i sentyment. Wpatrywała się w dziewczynki. Odwróciłem się, biorąc jej dłoń w swoją.
Za absurdalnie wysokim łukiem pokrytym bluszczem i kwiatami stał Jordan z Julie oraz nasze maleństwa. To był wspaniały widok. Bella i ja byliśmy ukryci przed wzrokiem sześćdziesięciu gości, ale dziewczynki dostrzegły nas, gdy Jasper zaparkował.
- Da! Da! Mmma! - Obie krzyknęły chórem. Z uśmiechem na ustach wyskoczyłem z wózka i pomogłem Belli wysiąść.
- Wyglądają cudownie - powiedziała bez tchu Bella. Kiedy podeszliśmy do nich, obie spojrzały na swoją matkę z podziwem. Wyglądała cholernie spektakularnie, a promienie słońca dopełniały ten widok.
Hayley jako pierwsza dotarła do Belli, jej małe paluszki natychmiast owinęły się wokół pierścionka mojej matki, który został przekształcony w wisiorek.
- Mmma? - powiedziała prawie pytająco, przechylając główkę z boku na bok.
- Ładnie - powiedziała Bella. Hayley zachichotała i kiwnęła, po czym pokręciła główką.
- Daaa! - Wskazała na mnie.
- Twój tatuś też jest ładny.
Kiedy Madi zachichotała, jakby rozumiała, zdałem sobie sprawę, że dni mojej męskiej dominacji są policzone. Wyciągnąłem ramiona do Madi, śmiejąc się, gdy Jordan podał mi ją.
- Spójrz na siebie, piękna dziewczynko - wyszeptałem.
Madi i Hayley były ubrane w identyczne biało liliowe sukienki. Dzięki ci Boże, nie były zbyt sterczące, przez co łatwiej mogłyby się potknąć. Ale materiał błyszczał się w promieniach słońca.
Madi wskazała na swoją maleńką opaskę na główce, dając nam znać, że nie jest nią zachwycona. Zastanawiałem się czy ją swędzi. Wsunąłem palec pod materiał i nie znalazłem nic drażniącego. Kiedy wskazała na Hayley zdałem sobie sprawę, gdzie leży problem. Opaski nie były takie same. Na jednej były malutkie kryształy, a na drugiej perełki.
To źle, że znam się na dziecięcej modzie. Nie ulega wątpliwości, że Emmett będzie nalegał na oddanie mojego męstwa Belli. Madi poprosiła swoją mamę, żeby ta wzięła ją na ręce. Cofnąłem się na moment. Obserwowałem jak Bella pokazuje naszym córkom swój naszyjnik, mówiąc do nich, gdy wskazywały na jej zwisające kolczyki.
Mógłbym oddać moje męstwo komukolwiek, ale do diabła nadal zostałbym ojcem i mężem, który zrobi wszystko dla tej trójki. I zrobię dla nich wszystko. Nawet będę się czołgać na kolanach podczas zabawy.
- Już czas - powiedział Jordan, biorąc Hayley od Belli. Moja żona kiwnęła i podała Madi Julie. Bella uniosła małe koszyczki z wózka golfowego, wypełnione białymi i lawendowymi kwiatami, po czym podała je dziewczynkom.
Obie zagaworzyły do Belli, potem do mnie i odwróciły się przodem do siebie i zaczęły porównywać koszyczki. Obserwowanie ich było prawdziwą przyjemnością. Razem postawiliśmy je na nogi ubrane w białe pantofelki z paskiem, wskazując nawę. Zrobiły to samo, wpatrując się w swoje koszyczki jakby zrozumiały.
Po kilku minutach po przypomnieniu im, co mają robić, Jordan kiwnął do harfistki na końcu ścieżki. Madi podążyła dróżką, z siostrą krok za nią, a za nimi powoli podążał Jordan z Julie.
Po kilku krokach, nasza rodzina i przyjaciele odwrócili się w stronę dziewczynek, które kroczyły wzdłuż nawy. Tylko na chwilę, Hayley przystanęła, umieszczając palec w ustach, rozglądając się pytająco po tłumie. Odwróciła się, aby spojrzeć na mnie i Bellę, po czym posłała nam przepiękny uśmiech. Chichotając, podbiegła do siostry i razem zaczęły sypać kwiatki za sobą. Od czasu do czasu, Hayley podnosiła z ziemi kwiatki i rzucała nimi ponownie. W momencie gdy mijały swoich kuzynów, rzuciły kwiatki prosto w Adama i Logana. Gdy nasza rodzina i znajomi się śmiali, wziąłem dłoń Belli w swoją i ruszyliśmy.
Bella
Ceremonia była piękna, tak jak za pierwszym razem, tylko trochę pogodniejsza. Do czasu, kiedy wymienialiśmy się przysięgami ślubnymi, nasze dziewczynki usnęły w ramionach wujka Jordana. Na czas przyjęcia został rozłożony duży, bajkowy namiot, wypełniony mnóstwem okrągłych stolików przygotowanych do kolacji.
Alice udało się oderwać mnie od mojego męża po zdjęciach, abym mogła przebrać się w sukienkę na przyjęcie w namiocie. To było raczej śmieszne płacić taką skandaliczną kwotę za sukienkę, którą założę na kilka godzin. Jednakże, nalegała na to, ponieważ przyjęcie odbywało się na zewnątrz. Wyjrzałam z namiotu, by zlokalizować mojego męża, który mógłby mi pomóc. Uśmiechnęłam się złośliwie na tą myśl.
Jednakże, zamiast niego dostrzegłam spore stadko kobiet, które gapiły się na niego. To przypomniało mi katastrofę na baby shower. Rok temu rozmowa, której byłam świadkiem doprowadziła mnie do łez. Jednakże, rzeczy się zmieniły.
- Czy to źle, że teraz pociąga mnie bardziej niż kiedyś? - powiedział rudzielec, popijając szampana. - To przez to w jaki sposób szaleje za swoją żoną i córeczkami. Tylko spójrzcie na niego.
Uśmiechnęłam się, patrząc dyskretnie zza ich ramion jak Edward czołga się na kolanach z Madie na plecach. Zachichotałam pod nosem. Edward był jej jedynym 'konikiem' odkąd zaczęła chodzić kilka miesięcy temu.
- Dwa lata temu nie zobaczylibyśmy go na kolanach w garniturze od Armaniego. - Niektóre zachichotały. - Jakiś czas temu kazał mi się odpieprzyć, ale teraz jest przystępniejszy. Ale nie muszę się martwić, że zaciągnie mnie na piętro. - Kilka z nich westchnęło. - Jest szczęśliwy.
Wszystkie patrzyły jak Hayley złapała go za nos swoją małą rączką, wywołując u niego warknięcie na co się zaśmiała i zaczęła uciekać. Śmiejąc się ruszył za nią, z Madie wiszącą na jego plecach. To nie była raczej erotyczna scena, ale zdecydowanie słodka.
- Musicie się zastanawiać, co ta kobieta w sobie ma, że go przy sobie utrzymała - spytała retorycznie inna kobieta. - Z tego co słyszałam, to jest raczej nienasycony. Nat myślała nawet, że jest uzależniony od seksu.
- Masz na myśli Natalie Winters, która nie umiała upolować faceta tak jak myślała, że potrafi, i która została posądzona o taką samą rzecz.- Kobiety westchnęły ponownie i pokręciły głowami. - Z tego co słyszałam, głównym powodem jest to, że jej mąż trzyma ją na bardzo krótkiej smyczy.
- Zasłużyła na to po tym numerze na baby shower - powiedziała drobna blondynka.
- Kto jest taki drobiazgowy? - Kilka z nich wymruczało aprobatę. - Poza tym ta kobieta jest wspaniała i przeczytałam kilka jej książek. Jeśli potrafi rozgrzać tak kartki za pomocą kilku słów, to nie wiadomo co potrafią jej usta.
- Suka - któraś powiedziała, po czym zachichotała. - Zabiłabym dla takich ust. - Westchnęła, gdy kilka kobiet zachichotało. - Mimo wszystko nadal bym chciała być muchą w ich sypialni. Jestem pewna, że mogłabym się nauczyć kilku rzeczy.
Cóż, to wyglądało na obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Nareszcie wygląda na to, że plotkary z Seattle odpuszczą. Edward Cullen wypadł z obiegu, na dobre. Jednakże, nie zaszkodzi tego potwierdzić.
Uważając, by przejść z dala od nich, ruszyłam w kierunku Edwarda, bez zmiany sukienki. Nasze dziewczynki uciekły na kocyk, na którym już bawili się ich kuzyni, których pilnowały Esme z Rosalie. Rozejrzałam się, aby upewnić się, że Alice nie zepsuje mojej akcji.
Edward posłał mi krzywy uśmiech, gdy podeszłam, rozszerzył się jak nigdy wcześniej. Dupek dokładnie wiedział co będzie później, a on jest chętny do współpracy. Wzięłam go za dłoń i pociągnęłam w stronę namiotu.
- Muszę się przebrać w inną sukienkę - wyszeptałam, patrząc na niego przez ramię. Jego spojrzenie było utkwione na moim tyłku, kiedy mówiłam, pokręcił głową i uśmiechnął się. - Potrzebuję małej pomocy z zamkiem.
- Jestem twój - odpowiedział, puszczając moją dłoń, aby móc owinąć ją wokół mojej talii. Uśmiechnęłam się do niego, mijając kobiety, które nas wcześniej obgadywały.
- Tak, jesteś mój. Teraz, co ty na to, żebym pokazała ci jak bardzo cię kocham.
Edward poruszał brwiami, przyśpieszając kroku. Alice zatrzymała się przed nami, nadal w zasięgu słuchu kobiet. Przygryzłam wargę, gdy Alice posłała nam to spojrzenie. Uniosła rękę Edwarda, żeby spojrzeć na jego zegarek.
- Trzydzieści minut - powiedziała i wywróciła oczami. Wiedziałam, że przypilnuje, aby nikt nam nie przeszkadzał. Edward pochylił się i wyszeptał w moje ucho.
- Mogę dużo zrobić w ciągu trzydziestu minut.
Zadrżałam.
- Tak jak ja.
- Czy to wyzwanie, pani Cullen?
Uśmiechnęłam się nieśmiało, pocierając dłonią jego tyłek, unosząc brew.
- Możesz zostać najszczęśliwszym mężczyzną w ciągu tych trzydziestu minut, nawet dwa razy. - Warknął, obserwując jak oblizuję moje usta.
- Bez wątpienia - wywarczał, wciągając mnie w swoje ramiona. - Najniegrzeczniejsza, najseksowniejsza kobieta jaką kiedykolwiek spotkałem. - Edward zsunął dłoń na mój pośladek, lekko wbijając palce, ale nie przyciskając mnie do swojej erekcji.
Nie miałam wątpliwości, że cała nasza rozmowa została podsłuchana i miałam wrażenie, że Edward też zdawał sobie z tego sprawę. Wciągnął mnie do namiotu, wpychając mnie delikatnie do środka. Obserwowałam jak wystawia głowę poza poły i mówi:
- Drogie panie.
Kilka wstrzymało oddech, kilka zachichotało, a reszta parsknęła śmiechem. Och, na pewno zasialiśmy nową plotkę. Nie obchodzi mnie to. Wciągnęłam Edwarda do środka i pchnęłam go na olbrzymią szafę, która stała na południowej ścianie namiotu.
- Teraz, co ty na to, żebyśmy zaczęli? - wyszeptałam, unosząc ramię do góry. Powoli, moje palce zacisnęły się na zamku na boku sukni. Edward uśmiechnął się złośliwie, obserwując mnie uważnie.
- Masz zamek z boku, wcale mnie nie potrzebowałaś.
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.
- Potrzebuję cię, Edwardzie.
Edward znalazł małe skórzane krzesełko i usiadł. Z czujnym i wygłodniałym spojrzeniem, wskazał ręką i odparł:
- Dlaczego nie pokażesz mi jak bardzo mnie potrzebujesz.
Hmm, czy mamy wystarczająco czasu na striptiz?
AlexRossie - Subject: 21
