41. Epilog cz.2

Edward

Bardzo mi się podoba sposób myślenia mojej żony. W tej chwili mogę zobaczyć jak trybiki w jej głowie poruszają się tak samo, jak moje. Albo może telepatycznie przesłałem jej prośbę o striptiz.

- Już dawno dla mnie nie tańczyłaś - wychrypiałem, gdy moje palce swędziały, aby dotknąć jej kuszących kształtów.

Uśmiechnęła się, odwróciła i zakołysała swoimi biodrami. Obrócona plecami, kontynuowała kuszenie mnie, chwytając za zamek, ale nie rozpinając go.

- Tańczę z tobą przez cały czas. - I tu miała rację, nie było dnia, kiedy nie brałbym jej w ramiona po położeniu dziewczynek spać.

- Tańczysz ze mną, nie dla mnie.

Spojrzała na mnie przez ramię i uniosła brew, uśmiechając się.

- Czy tego chcesz? Tańca?

Niesamowicie wolno rozsunęła zamek, odsłaniając swoją kremową skórę.

- Dziecinko - wydyszałem, ledwo siedząc w miejscu. - Chciałbym coś więcej, niż taniec.

Uśmiechnęła się i przygryzła wargę, odwracając się ponownie plecami w moją stronę. Powoli, kołysała się z boku na bok, kreśląc sugestywne kółka swoimi biodrami. To było niemal hipnotyczne. Nic, no prawie nic, nie byłoby w stanie odciągnąć mnie od oglądania jej w tej chwili.

Miałem ochotę ją złapać i wypieprzyć szybko i mocno, ponieważ czułem się jakby minęły miesiące od naszego ostatniego razu. W rzeczywistości minęło tylko kilka tygodni. Utrzymywałem kontrolę, ponieważ chciałem ją oglądać, dodatkowo wiedziałem, że uwielbia narastającą przyjemność. To sprawiało, że jej orgazmy były mocniejsze, a ja byłem cudownym mężem, który zawsze się upewnia, że ona dostanie to czego pragnie.

Kiedy tańczyła, jej suknia zsunęła się w dół jej pleców i bioder. Stłumiłem jęk, ale poległem, gdy przed moimi oczami pojawiły się majteczki.

- Cholera jasna - warknąłem. Biała koronka z wyhaftowanym na czerwono moim nazwisku na jej tyłku.

Krwisty napis na niej sprawił, że chciałem się wczołgać na nią i z pełną satysfakcją znaleźć się pomiędzy jej seksownymi, miękkimi udami.

- Chodź tutaj - wymruczałem, przeczyszczając gardło, które stało się niespodziewanie suche. Spojrzała na mnie przez ramię, uśmiechając się i zaprzeczając ruchem głowy na moją prośbę. Jej spojrzenie przesunęło się po moim ciele, zatrzymując się na dłużej na moich ustach, a jej wargi rozchyliły się, kiedy jej spojrzenie zsunęło się na moje krocze.

Odmówiła mi po raz drugi, a kiedy jej suknia upadła na podłogę, cała moja kontrola poległa. Jak mogłem się oprzeć jej w bieliźnie, która tak mało zasłaniała. Czy miała jakiekolwiek pojęcie co mi robi? Rzuciłem się przed siebie, chwytając ją za biodra i całując cudowne zagłębienie nad jej apetyczną pupą.

Jęcząc cicho, poruszyła się w moim uścisku, ale nie przyciskając się do mnie. Od biodra do biodra, obsypałem ją tysiącem całusów. Bez opuszczania moich ramion odwróciła się twarzą do mnie, przez co przed nosem miałem moją ulubioną część jej ciała. Zachichotała, gdy potarłem ją nosem i zamruczałem. Przygryzłem koronkę, która ją okrywała, desperacko pragnąc poczuć ją na języku.

Jej dłonie przesunęły się na moją głowę, jęcząc, gdy moje palce drażniły ją. Zacieśniła uchwyt na moich włosach, przyciągając mnie bliżej.

- My nie... - wyjęczała, kiedy wsunąłem w nią palec. - O Boże... nie mamy czasu.

Była śliska i ciepła, i cholernie idealna, przypominając mi jak bardzo jej potrzebuję. Wyprostowałem się, upewniając się, że dotykam jej ciała. Chwyciłem jej kark, łącząc nasze usta w pełnym pasji pocałunku. Dawała tyle ile brała.

Szybko znalazłem się oparty plecami o komodę z jej ręką w moich spodniach. Jęknąłem, kiedy poczułem jej palce owijające się wokół mojego fiuta.

- Bella - powiedziałem zachrypniętym głosem. Mogliśmy zostać przyłapani w każdej chwili, tym bardziej, że namiot nie tłumił dźwięków, które wydawaliśmy. - Jezu - przeklnąłem i owinąłem ramiona wokół niej, stawiając ją na nogi. Roześmiała się, odrzucając głowę w tył, gdy skubnąłem ją w szyję.

Szybko odwróciłem ją na klatkę piersiową, co utrudni mi dostanie się do niej, ale nie przejmowałem się tym.

- Szybko, pośpiesz się - zaprotestowała, gdy kontynuowałem torturowanie jej szyi i obojczyka. Bella bezlitośnie pociągnęła mnie za włosy, wciskając język w moje usta. Jęknąłem i odsunąłem jej majtki na bok. Jej stopy, a właściwie szpilki zahaczyły o boki moich spodni i zsunęła je na tyle, żeby mnie wyeksponować. Jęknęła, obserwując moje próby wsunięcia się w nią.

- Cholera - syknęła, kiedy droczyłem się z nią, wsuwając tylko czubek. Uśmiechnąłem się do niej i przygryzłem jej dolną wargę. Towarzyszące moim ruchom jej westchnienia były muzyką dla moich uszu.

- Edward! - Jej krzyk został stłumiony przez moje wargi. Powinniśmy być ciszej, skoro oddzielają nas tylko cienkie ściany namiotu. Drżenie jej ciała spowodowało, że moja krew zawrzała. Stałem się niewyobrażalnie twardy, wysunąłem członek, zanim pchnąłem w nią ponownie, kręcąc biodrami. Krzyknęła i tym razem nie zdążyłem jej powstrzymać.

Mam to gdzieś. Niech te wszystkie dupki, którzy będą się bili o taniec z nią, wiedzą że jestem jedynym, który z nią to zrobi. I jako jedyny spowoduję, że będzie krzyczeć z rozkoszy.

Odkąd dziewczynki się urodziły, Bella i ja nadal uczestniczyliśmy i uczyliśmy w klubie, który teraz był prowadzony przez kogoś innego. To było zabawne i pozwalało nam raz w miesiącu zapomnieć o wszystkim. Chociaż nienawidziłem myśli, że inni mężczyźni będą ją oglądać w chwilach uniesienia, kocham momenty, w których zdają sobie sprawę, że to ja jestem powodem zachwytu na jej twarzy.

Chociaż zazwyczaj używaliśmy modeli do demonstracji, czasami zdarzało się, że sami nimi byliśmy. Kto do diabła mógł przypuszczać, że jestem cholernym ekshibicjonistą? Mimo, że nie potrzebowaliśmy czegoś co by podtrzymało ogień pomiędzy nami, oboje uczyliśmy się dużo o sobie. Widzieliśmy w oczach innych osób, że uczucie między nami jest wyjątkowe. Chociaż byliśmy głupcami nie, zapominając o tym w trakcie naszych kłótni. Na szczęście nie zdarzały się one często, ale godzenie się było niesamowite.

- Edward! - wyjęczała, wpijając się w moje usta. - Właśnie tu... dokładnie tu! - Ten kąt pozwalał mi uderzać w odpowiedni punkt, przez co jęczała. Uśmiechnąłem się i pchnąłem w nią mocniej. Prawie krzyknęła, ale zdołałem ją przygłuszyć moim ramieniem. Warknąłem i odrzuciłem głowę w tył.

Coraz trudniej było mi powstrzymać się przed zaryczeniem jak jaskiniowiec. Chociaż Bella i ja byliśmy dosyć głośni podczas kochania się, ona umiała się powstrzymywać przed robieniem większego hałasu. Odkąd dzieci były w domu, oczywiście spały w tym czasie. Jednakże, ja nadal uczyłem się powściągliwości.

Znów pociągnęła mnie za włosy, łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Dlaczego? Ponieważ wyczuwała moje potrzeby, a moje chrząknięcia i ciche warknięcia stały się jej, kiedy je stłumiła. Kurwa! Czuła się cholernie dobrze, a koniec nadchodził coraz szybciej.

Ale ona jeszcze tam nie dotarła.

- Powiedz mi... - wymruczałem, gdy moje usta uniosły się nad jej. - ... czego potrzebujesz?

Musiałem bardziej stwardnieć żeby doszła, co oczywiście przełożyło się na poznawanie naszych ciał, co oznaczało jak największą liczbę pozycji w każdym miejscu i czasie. Robiliśmy to w celach badawczych i dla faktu, że ta kobieta nie miała mnie dość. A ja byłem człowiekiem, który nie dyskutował z tą logiką.

Chwyciła moją dłoń i poprowadziła w dół swojego ciała. Byłem pewien, że prowadzi mnie między swoje uda. Żeby ją drażnić, doprowadzić do końca. Zamiast tego, moja nieobliczalna żona wsunęła moją dłoń pomiędzy swoje pośladki.

Jęknąłem i pocałowałem ją żarliwie. Mimo, że odkryliśmy każdy rodzaj seksu, podobało jej się gdy droczyłem się lub pieprzyłem jej tyłek. To było moje najlepsze osiągnięcie. Jestem pieprzonym szczęściarzem.

- Kurwa, Bello. - Jęknęła, gdy droczyłem się z jej drugą dziurką. Sama zaczęła pocierać guziczek pomiędzy swoimi udami. - O Boże. - Pchałem mocniej, szybciej i płycej, ponieważ umierałem z desperacji, by dojść. - Proszę!

Jej głowa opadła w tył, eksponując w ten sposób długość jej szyi. Zaatakowałem ją, wywołując słodki jęk. Jej paznokcie wbiły się w moje ramię, a drobne iskierki bólu przeniosły mnie na skraj.

- Bella - wymamrotałem, przygryzając jej obojczyk. Kiedy wsunąłem głębiej moje dwa palce, zadrżała wokół mnie, krzycząc.

Kurwa, tak! Warknąłem i pchnąłem jeszcze dwa razy zanim moje kolana ugięły się pod ciężarem mojego ciała.

- Bella - krzyknąłem zachrypniętym głosem. Jej ramiona owinęły się wokół mnie, gdy łapała oddech, a jej usta zaczęły składać drobne pocałunki na mojej skroni. - Kocham cię, żono. - Westchnęła miękko, wprost do mojego ucha.

Kiedy w końcu złapałem oddech, posłałem jej krzywy uśmiech.

- Pomyślałem, że musimy się tym zająć przed tortem.

- Pozwól mi zgadnąć, nie mógłbyś się powstrzymać przed zlizaniem lukru z moich ust? - droczyła się, kładąc suknię na krześle.

- Nie zapomnij o swoich palcach - dopowiedziałem, wsuwając się w spodnie. - Nigdy bym tego nie przegapił.

Zaśmiała się i posłałam mi spojrzenie znad ramienia, rzucając mi ręcznik.

- Umyj się - powiedziała poważnie. - Wyjdę za kilka minut. - Kiwnąłem głową, ponieważ to przypomniało mi o tym, że wezmę ją ponownie. I nie czuję się z tym faktem źle.

Nie poruszyłam się choćby o milimetr, zahipnotyzowany widokiem wsuwania bladoniebieskiej sukienki na jej ciało. Zapomniałem, jakie seksowne jest obserwowanie jej podczas ubierania się. Zakołysała swoim seksownym ciałem i kiedy nie powiedziała mi, żebym sobie poszedł, zacząłem się zastanawiać, czy to nie kolejna gra.

Uśmiechnąłem się i zmniejszyłem dystans pomiędzy nami, kładąc dłonie na jej biodrach.

- Kokietka - wyszeptałem do jej ucha, po czym przygryzłem delikatnie jego płatek. - Teraz wiem co się kryje pod suknią. - Chwyciłem ją za pośladek. - Nigdy nie przetrwam reszty przyjęcia.

Zaśmiała się i spróbowała wyrwać się z mojego uścisku. Klepnąłem ją w pośladek i przypomniałem, że nadal musi mi pomóc z zawiązaniem muszki.

- Kocham cię - wyszeptała, łącząc nasze usta w słodkim pocałunku. - A teraz idź.

Skinąłem głową i odwróciłem się do wyjścia, ale kiedy rzuciłem okiem za siebie, zauważyłem pewien problem.

- Dziecinko - powiedziałem, chichocząc. - Można zobaczyć moje imię na twoich majtkach przez tą sukienkę.

Czerwony haft był ciemniejszy niż blado niebieski jedwab.

Uśmiechnęła się, przez co zrobiłem się nerwowy.

- Och, wiem o tym. - W jednej chwili miała majtki w swojej dłoni, a chwilę później zniknęły w mojej kieszeni. Jęknąłem i wyszedłem, przyjęcie nie może trwać w nieskończoność.

~oOo~

W jakieś sposób, prawdopodobnie dzięki Alice, Belli i mi udało się opuścić namiot bez większego zamieszania. To wyglądało tak jakby wszyscy wiedzieli co tam robiliśmy, ale nikt tego nie komentował. Zrobiłem sobie przerwę od tańca, abym mógł nakarmić Hayley, jej siostra za to zasnęła w kojcu, który ustawiliśmy dla dzieci. Z tego miejsca mogłem obserwować nowego, szczególnie uzdolnionego architekta tańczącego z moją żoną. Hayley uderzyła mnie swoją drobną piąstką w policzek i zawołała:

- Da, da! - Zwróciłem swoją uwagę na nią i pocałowałem jej malutką, oblepioną lukrem twarzyczkę. Zachichotała słodko, następnie zaśmiała się głośniej, gdy zauważyła lukier ma moich ustach. Złapała w rączkę serwetkę ze stołu i zaczęła czyścić moją twarz.

- Pewny siebie gnojek - ktoś powiedział za mną. Nie mogłem zobaczyć kto, ale jad w głosie był oczywisty. - Myślisz, że zda sobie sprawę, że robi z siebie głupca. Chcąc iść do łóżka z mężatka. Czy on uważa, że przez to wygląda lepiej?

- Idiota - dodał inny głos. - Może powinniśmy mu dać numer do Nat'a. - Padło parę parsknięć i chichotów, a następnie ktoś uniósł głos:

- Edward oczywiście o niczym nie wie.

Zrozumiałem o czym mówią. Odwróciłem się w kierunku parkietu i obserwowałem jak Bella dyskretnie przesuwa dłoń Jasona ze swojego pośladka. Esme poklepała mnie po ramieniu i wyszeptała do ucha:

- Zajmę się Hayley. Myślę, że powinieneś to zakończyć.

Skinąłem głową i wycierając twarz, ruszyłem przez łąkę w kierunku parkietu, gdzie Jason trzymał Bellę zbyt blisko. Wiedziałem, że ona próbuje uniknąć sceny, która mogłaby się źle zakończyć. Ona mogła łatwo skopać mu dupę i zakończyć to gówno, ale za dużo tutaj było ludzi.

Było kilka twarzy, które wyglądały na wściekłe tak jak ja. Jason przekroczył linię, chociaż Bella nie pracowała w firmie od ponad roku, nadal była konsultantką. Jednakże, nie mogła zareagować, nie szkodząc jednocześnie firmie. I on to wiedział. Dosyć ironiczne jeśli o mnie chodzi, jednakże różnicą jest to, że ja nigdy nie naciskałem na kobiety, które jasno dawały znać, że nie chcą mieć ze mną nic wspólnego.

Dwa lata temu, kobiety które mówiły wcześniej o Jasonie, mówiły tak samo o mnie. Wcześniej uderzyłoby to w moje ego, teraz miało to odwrotny efekt ze mną, jako mężem Belli. Już nie jestem tamtym człowiekiem i wiem, że w ich oczach jestem kimś więcej niż kobieciarzem.

- Mogę się wtrącić? - spytałem, chociaż moje pytanie było uprzejme, ton już nie. Moja dłoń i ramię owinęły się wokół talii Belli, natychmiast kończąc ich taniec. Ciało mojej żony rozluźniło się pod moim dotykiem. Jednakże, ciało Jasona wyraźnie się napięło. Oczywiście był pijany i musiałem się zastanowić, dlaczego go zaprosiliśmy. Racja, ponieważ nie zachowywał się jak dupek, dopóki nie dostał zaproszenia miesiąc temu.

- Pan Cullen - wysyczał. - Pańska żona i ja cieszyliśmy się wspólnym tańcem. Była na tyle miła, by zaoferować mi jeden. - Uśmiech nie objął jego oczu, jakbym mu wierzył. Kiedy Bella spięła się w moim uścisku, to była moja kolej, by na nią spojrzeć.

- Jedynie dałam możliwość ucieczki nowej stażystce, Delilah - Bella wysyczała cicho. Jason uniósł brew.

- Bezpośrednia, lubię takie.

Czy ten facet ma życzenie śmierci?

Bella uśmiechnęła się i przesunęła ustami po mojej szczęce.

- Alice dała znak, że możemy już iść. - Kiwnąłem głową i czekałem, aż Jason odejdzie, ale jego spojrzenie pozostało na Belli. Coś mi mówiło, że to coś więcej niż zafascynowanie moją żoną. A sądząc po jej ostrożnym spojrzeniu miała takie samo przeczucie jak ja.

- Nie miałeś przyjść z kimś? - spytała, bez wątpienia pamiętając o 2 osobach na jego zaproszeniu.

Jason uśmiechnął się i skinął głową.

- Tak, miałem, ale troszkę się spóźni. Przylatuje samolotem. To wspólna znajoma. - Oczy Belli się powiększyły, a jej oddech zamarł. Jej spojrzenie spoczęło na kimś innym. - Cóż, nareszcie przybyła. - Odwróciłem się, by zobaczyć kto to i zamarłem. Kurwa. Angela. Jej wyraz twarzy nic nie zdradzał, opanowanie jakiego u niej nie widziałem. Wyglądała zabójczo w czarnej, eleganckiej sukni z rozcięciem od stóp do bioder, którą nawet ja wiedziałem, że nie wypada ubierać na wesele pod gołym niebem.

Zanim zdążyła podejść, zmierzyłem ją wzrokiem, powodując że momentalnie zamarła w miejscu. Zwróciłem swoją uwagę na Jasona.

- Ona nie może się zbliżać do mojej żony na odległość poniżej stu stóp1 - warknąłem. - Wyjdź razem z nią albo zostaniecie odeskortowani do wyjścia. - Ruchem mojej dłoni , przywołałem moją rodzinę. Na szczęście Alice zdążyła zaprowadzić dzieci do domu.

Jason uśmiechnął się i skinął głową.

- Rozumiem - powiedział miękko. Jego oczy przesuwały się po Belli, zatrzymując się na chwilę na jej ustach. - Powiedziała, że była waszą wspólną znajomą, ale musieli zgubić jej zaproszenie na poczcie. - Bella napięła się, gdy Jason wyszeptał do jej ucha: - Znam twoje wszystkie sekrety, moja droga.

- Spieprzaj, zanim twoje jedyne projekty będą zrobione z Lego, dupku - wysyczałem.

Po tym, Jason odwrócił się na pięcie i odszedł. To była groźba, ale to co chciał w zamian za milczenie nie było jasne. Za to sposób w jaki patrzył na moją żonę, bez żadnego słowa, nie podobał mi się. Kurwa.

~oOo~

Ciemne niebo nad nami było obsiane gwiazdami, które były bardziej widoczne na pustkowiu. Bella i ja mieliśmy się zatrzymać w hotelu na noc przed wylotem na dwutygodniowy urlop w luksusowym domku i prywatnej wyspie w Grecji.

Bella promieniała szczęściem jak zawsze. Pocałowała dziewczynki kilka razy, powodując u nich chichoty, gdy trzymała je coraz bliżej. To będzie pierwszy raz, kiedy będziemy tak długo z dala od naszych córek.

Owinąłem ramiona wokół moich trzech dziewczyn, powodując że Hayley i Madi zapiszczały ze śmiechu. Mrucząc, potarłem nosem ich policzki, już za nimi tęskniąc. Głowa Belli wystrzeliła w górę, a w jej oczach zabłyszczały łzy. Pocałewałem ją w wydęte wargi i czoło.

- Wrócimy zanim się zorientujesz.

Skinęła głową i podała każdą z dziewczynek Esme i Carlisle'owi. Pochyliłem się, by pocałować moje córeczki i jakby wiedziały co się dzieje, zaczęły płakać. Bella przygryzła wargę, wyglądając jakby była na skraju łez. Też nienawidzę myśli, że musimy je zostawić. I nie chcę być tym złym, ale musimy się zbierać.

- Chodź, dziecinko - wyszeptałem jej do ucha, odciągając ją. - Przestaną za chwilę, wiesz o tym. - Skinęła głową i spojrzała przez ramię. Dziewczynki nadal pociągały noskami, ale przestały płakać. Kiedy odwróciłem się, by zobaczyć co pomogło, Logan opuścił swoje spodnie w dół, kręcił swoją pupą odzianą w przekrzywioną pieluchę i chichotał. To oczywiście spowodowało, że dziewczynki zaczęły się śmiać w tym samym momencie. Muszę mieć oko na tego chłopaka.

- Widzisz - powiedziałem. - Wszystko będzie dobrze.

- Wiem - powiedziała Bella, uśmiechając się szeroko. - Logan ma dar. Zawsze mógłby powstrzymywać małe od płaczu.

Zaśmiałem się i przyciągnąłem ją bliżej. Z wtuloną ciasno w mój bok, pocałowałem ją w głowę.

- A teraz, jesteś już gotowa?

Spojrzała na mnie ze zmieszaniem w oczach.

- Gotowa na co? - Jednakże, dostrzegłem drgnięcie jej ust. Warknąłem i stanąłem przed nią. Po czym parsknąłem śmiechem. Jej oczy rozszerzyły się na pół sekundy i wiedziała, że nie ma szans. Złapałem ją za brzuch i przerzuciłem przez ramię. Krzyknęła i roześmiała się.

- Edward!

Klepnąłem ją dwa razy w pupę, żeby się uspokoiła, ale zamiast tego odpowiedziała mi jękiem.

Przyspieszyłem kroku, by dotrzeć jak najszybciej do naszego wózka golfowego. Nadszedł czas, aby wyruszyć. Szelmowsko uśmiechnąłem się na przypomnienie poprzedniego loda w trakcie drogi. Minęło trochę czasu. Bella musiała myśleć o tym samym, ponieważ jej dłonie zaczęły zsuwać się w dół mojego torsu.

- Puszczę cię, jeśli to zrobisz, dziecinko - ostrzegłem. - Pozwól, że najpierw postawię cię na nogi. - Jęknęła w proteście, ale poddała się. Posadziłem ją w wózku golfowym, przyciskając usta do jej. Ona oczywiście zaczęła oszukiwać i pogłębiła pocałunek. Jęknąłem i odsunąłem się, zanim znowu nas poniosło.

Jej małe skomlenie wcale nie pomagało w mojej samokontroli. Odwróciła się, machając i posyłając całusy do naszej rodziny. Po szybkim kiwnięciu ode mnie, odjechaliśmy w chmurze kurzu. No może nie do końca, bo jechaliśmy wózkiem golfowym. Prawdopodobnie szybciej byłoby pójść pieszo, ale Bella była w szpilkach, które sprawiały, że wyglądała niesamowicie. Nie było mowy, żebym zmusił ją do spaceru do domu.

Po dziesięciu minutach jazdy w ciszy, wiedziałem że myśli o tym, co się wydarzyło na przyjęciu z Jasonem i Angelą. Kiedy w ciszy zabrałem nasze bagaże, przyciągnąłem ją bliżej.

- Z tego co mówiłaś Angela nie wiedziała o twoich przypadkach - powiedziałem. - Więc jak się dowiedziała?

Bella westchnęła i posłała mi ciepły uśmiech.

- Myślałam o tym. Poza Mike'em, który oboje wiemy , że nie pisnąłby słówka, jedynym wspólnym znajomym jest Jane. - Kiwnąłem głową, przypominając sobie, jak mogłoby wyglądać nasze życie, gdyby zdecydowała się wybrać brata Jane zamiast mnie.

- I była zła na ciebie - wyszeptałem, kręcąc głową. - Zrobiłaś wszystko, by chronić siebie, mimo możliwości utraty licencji. Zniszczyłaś wszystkie dokumenty, rozmawiałaś z każdym, kto był w to zaangażowany. Wszyscy zadeklarowali, że nie pisną słówka, nawet jeśli ich o to nie prosiłaś. - Pokręciłem głową ponownie i wziąłem jej dłoń w swoją. - Zaoferowałaś nawet, że pokryjesz koszty ich terapii, jeśli by jej potrzebowali, tak jak ty. Nikt tego nie rozważał, wszyscy stwierdzili, że im pomogłaś. Tak, dyskutowaliśmy o tym setki razy, twoje metody nie były w stu procentach etyczne, ale pomogłaś im.

Przygryzła wargę, a łzy zaczęły zbierać się w jej oczach. Chwyciła moją twarz w swoje dłonie i przycisnęła usta do moich.

- Dziękuję... - wyszeptała, zanim zaczęła kontynuować: - ... za powiedzenie tego i bycie ze mną. Wiem, że nie było ci łatwo siedzieć obok mnie i słuchać o moich związkach z tamtymi mężczyznami. Ale dziękuję ci za bycie tam dla mnie.

To nie było łatwe, ale nasz terapeuta uznał, że będzie lepiej, jeśli dołączę się do grupy. Nikomu nie przeszkadzała moja obecność, ale byłem uważnie obserwowany. Jakby mnie oceniali, upewniali się, że jestem dla niej wystarczająco dobry. Nawet po złamaniu serca każdemu z tych mężczyzn, oni nadal ją chronili, a nawet kochali, na swój sposób. Powinienem czuć się zagrożony, ale tak nie jest.

Nie mieli do mnie żadnej urazy, ponieważ wiedzieli, że ją kocham, ona to odwzajemnia, a oni to widzieli. I mogłem z tym żyć.

Przyciągnąłem ją bliżej, z ramionami owiniętymi wokół jej talii.

- Cokolwiek oni mają na myśli, siedzimy w tym razem - powiedziałem miękko. - To nie będzie łatwe, ale przejdziemy przez to silniejsi niż kiedykolwiek. - Spojrzała na mnie z uśmiechem. Stanęła na palcach i przycisnęła usta do mojego podbródka, skubiąc mnie zębami. Warknąłem i pociągnąłem ją do garażu, gdzie czekał na nas nasz SUV.

Zaśmiała się, ten seksowny śmiech, przez który chciałem ją położyć na plecach i pchnąć w nią. Obraz jej uśmiechu oczarował mnie i zaparł dech w piersiach. A to spowodowało, że roześmiała się jeszcze mocniej.

To był niekończący się cykl, który nie chciałem, żeby się skończył. Wiedziałem, że pewnego dnia w przyszłości, będę miał osiemdziesiątkę na karku, balkonik, butelkę Viagry i wciąż ją będę ścigał wokół pokoju.

- Edwardzie - zamruczała Bella, przyciskając swoje niesamowite ciało do moich pleców, gdy wrzucałem nasze bagaże na tylne siedzenie. Jej cudowne, miękkie piersi przycisnęły się do mnie, powodując u mnie typową reakcję. Zawyłem jak jaskiniowiec. Odwróciłem się wokół własnej osi i porwałem ją w swoje ramiona. Odwróciłem nas i oparłem ją o bok samochodu, uwięziłem ją swoimi udami i dłońmi po obu stronach jej głowy. Zanim zdążyła wypowiedzieć słowo protestu, nawet gdyby chciała, zamknąłem swoje usta na jej.

Jej palce wplątały się w moje włosy, a nogi owinęły wokół moich bioder. Jęknąłem i przyciągnąłem ją bliżej by zobaczyła jaki ma na mnie wpływ. Trzymając ją za uda, naparłem na nią dwa razy. Zdyszany, przesunąłem usta na jej ramię.

- Jeśli nie wyjedziemy w tej chwili, to mam zamiar cię pieprzyć na aucie.

Bella zajęczała miękko, gdy moje zęby przesunęły się po jej rozgrzanej skórze.

- Problem zaczyna się...

Naprawdę nie powinna tego mówić i na szczęście wszyscy byli na przyjęciu, co zostawiło nas samych. Jej pewne siebie i zwinne palce odsłoniły mnie, a chrząknięcie później byłem w niej ponownie, trzeci raz w ciągu kilku godzin. Musiałem ją mieć zaraz po krojeniu tortu.

To było mocne i oszałamiające , gdy uderzałem w nią raz za razem, jęcząc, gdy jej paznokcie wbiły się w mój tyłek i ramię. Kurwa, kocham to gówno. A gdy zacisnęła się wokół mnie, wiedziałem, że ona nie dojdzie, kiedy biorę ją w taki sposób.

Kiedy przeżywałem orgazm, przygryzłem jej obojczyk i wyszeptałem:

- To mój rekord. Upewnij się, że to zapiszesz, dziecinko.

Zaśmiała się i klepnęła mnie w ramię.

- Przestań się ze mnie nabijać! To nie tak, że nie cieszysz się z korzyści podczas tych wszystkich nowych pozycji. - Jej dłoń przesunęła moje włosy z czoła. - Kocham cię.

Uśmiechnąłem się i delikatnie ją pocałowałem, gdy moje dłonie wygładzały jej jedwabną sukienkę na biodrach.

Jęknęła i przygryzła moją wargę ponownie.

- Jeśli nadal będziesz tak robił, to nigdy nie wyjedziemy. - Uśmiechnąłem się i otworzyłem drzwi od strony pasażera.

Poruszyłem sugestywnie brwiami i klepnąłem ją w tyłek.

- Nie chcielibyśmy tego, prawda? Mam plany dotyczące ciebie po tym jak wrócimy do hotelu... odrzutowiec... lotnisko... przejażdżka łodzią... przystań, gdy przybędziemy na wyspę. - Zamknąłem jej drzwi i wskoczyłem na siedzenie kierowcy. - I nie zapominajmy o plaży, potem na progu, gdy już będę cię trzymał w ramionach. A to wszystko zanim zabiorę cię do łóżka. - Roześmiała się serdecznie i wymruczała coś o łazience. - To przypomniało mi, że musimy nadrobić drogi i wejść do wody. Będzie wyjątkowo ciepła o tej porze roku.

Uniosła brew, gdy wyjeżdżałem z garażu, kierując się na autostradę. Pokręciła głową i położyła swoją dłoń na moim udzie. To przypomniało mi, że nadal jej nie zapytałem, czy mogłaby mi podać dłoń, albo w tym przypadku usta, podczas jazdy. Mogłoby się wydawać, że myślę tylko o jednym, gdy obok nas nie ma dziewczynek. Może dlatego, że wiedziałem, że mam moją żonę całkowicie i tylko dla siebie przez kolejne dwa tygodnie.

Gdy jechałem, myślałem o naszym dobrym, ale nie idealnym życiu. Tylko dlatego, że na jej palcu znajduje się mój pierścionek to nie znaczy, że życie obejdzie się bez dramatów.

Cokolwiek miałoby to znaczyć, muszę pracować nad tym, aby nadal tak było.

Bella była częścią centrum mojego świata, gdy westchnęła cicho wiedziałem, że ja jej też. Wraz z naszymi córkami, naszą rodziną i przyszłością, która wciąż jest niewiadomą. Przyszłością, której oczekuję, ale nie przeszkadzało mi to, że powoli zwalnia. Jak w tej chwili, gdy wzięła moją dłoń bez zastanowienia, instynktownie. To była krótka chwila i gest, który mógłby się wydać mało znaczący dla innych, a dla mnie był całym światem. Wziąłem nasze splecione ręce i ucałowałem jej dłoń.

- O czym myślisz?

Posłała mi mały uśmiech.

- O tym, że to się nie zaczęło od telefonu twojej siostry z prośbą o pomoc.

- Naprawdę? A według ciebie, kiedy się zaczęło?

- To zaczęło się, kiedy weszłam do twojego pokoju dziesięć lat temu - powiedziała, chichocząc. Zaśmiałem się i przygryzłem delikatnie jej nadgarstek.

- Nie, dla mnie to było wtedy, kiedy zobaczyłem cię w mojej kuchni, krzyczącą na twojego brata i Jaspera, kiedy rzuciłaś w nich garścią kondomów i wymówiłaś słowo "fiut".

- Kłamca! - wysapała, ciągle się śmiejąc.

- Nie kłamię - powiedziałem w rozbawieniu. - Całkiem nieźle wyglądałaś w tych podartych jeansach, dopasowanych do twoich pośladków.

Uśmiechnęła się i wywróciła oczami.

- Byłeś cholernie słodki, próbując się dyskretnie poprawić i rumieniąc się przez cały czas.

- Nie prawda - jęknąłem i przygryzłem ją ponownie. - Miałem dobrą wymówkę. Miałem osiemnaście lat i w moim pokoju była dziewczyna.

Roześmiała się i uniosła brew.

- A jaką masz wymówkę teraz? - wspomniała, wskazując mojego fiuta.

Warknąłem i spojrzałem na nią.

- Spokojnie, czuję twój zapach. Doskonale wiesz, że to wystarczy. - Zadrżałem, gdy położyła nasze splecione dłonie na swoim kolanie. Przełknąłem głośno i zastanawiałem się, czy będzie miała coś przeciwko jeśli zaczniemy naszą okrężną drogę trochę wcześniej. Powąchała swoją rękę i powiedziała z droczącym się uśmiechem:

- Ale pachnę jak ty.

Ta cholerna kobieta wiedziała jak się ze mną bawić.

- Dokładnie, a ja muszę się upewniać, że mój zapach pozostaje na tobie - wymruczałem, by podkreślić znaczenie. Wolną ręką przebiegła po moim udzie, osłaniając mojego penisa. Jęknąłem i nazwałem ją złem. A potem dała mi to o czym myślałem, odkąd wsiedliśmy do samochodu i nawet nie musiałem prosić. Cholera, kocham moją żonę.

Dwadzieścia minut później, wszedłem do hotelowego lobby z największym uśmiechem na twarzy i żoną przy boku. Miałem cudowną, kochającą i seksowną jak diabli żonę, dwie piękne i zdrowe córeczki oraz wielką wspierającą rodzinę. Trzymałem dłoń Belli w swojej, gdy wchodziliśmy do windy i wszystko o czym mogłem myśleć, to czy życie mogłoby być lepsze. Po czym spojrzałem na żonę i zacząłem się zastanawiać czy to nie sen. Budzenie się każdego dnia przy jej boku zwiastowało lepszy dzień niż ten poprzedni.

~oOo~

- Edwardzie? - powiedziała Bella, owijając swoje nagie ciało wokół mojego. Mruknąłem, by dać jej znać, że słucham, czując się nasycony i głodny. Byliśmy w naszym pokoju hotelowym od kilku godzin, słońce zaczęło wzrastać ponad horyzontem. Kochaliśmy się przez całą noc. - Kiedy chciałbyś spróbować ponownie? Mieć więcej dzieci?

Spiąłem się, a zamykając oczy widziałem niechciane wspomnienia. Jej dłoń, która leżała na moim sercu delikatnie się zacisnęła, bez wątpienia poczuła przyspieszone bicie mojego serca. Odwróciłem się, wstydząc się strachu jaki poczułem po jej pytaniu. Rozmawialiśmy wcześniej, że chcemy trójkę lub czwórkę dzieci, ale to było zanim prawie straciłem ją i Hayley. Nigdy nie przeżyłbym utraty jej lub dziecka.

Spojrzałem na nią przez ramię i zobaczyłem, że wygląda na niepewną i wystraszoną.

- Nie mogę znowu przez to przechodzić, kochanie.

Przesunęła się z prześcieradłem owiniętym wokół bioder i wtuliła się w moje plecy.

- Lekarz powiedział, że to nie z powodu wcześniejszej kondycji, Edwardzie. To dlatego, że łożysko odkleiło się zanim Hayley zdążyła się urodzić. To nie znaczy, że to stanie się Nie będziemy mieli kolejnego dziecka. - Westchnęła w moje ramię i kiwnęła głową. Sekundę później poczułem jej łzy.

- Proszę, obiecaj mi, że nie odejdziesz ode mnie przez to.

Moje ramiona opadły, a ona całkowicie się ode mnie odsunęła. Kurwa, była zła.

Jednakże, w jednej sekundzie stanęła przede mną, z rękoma opartymi na nagich biodrach i gapiła się na mnie. W porządku, była cholernie wkurzona. I dałem jej do tego dobry powód. Nie chcę ryzykować jej życia, aby mieć więcej dzieci.

- Czy dałam ci jakiś powód, abyś przypuszczał, że cię zostawię przez to, że nie chcesz mieć więcej dzieci?

Czekaj, co? Była wściekła, ponieważ zarzuciłem jej, że ode mnie odejdzie, kiedy nie dam jej tego, czego chce? Powinienem wiedzieć lepiej, ale wiedziałem, że powinienem to wyjaśnić.

- To nie tak, że nie chcę mieć więcej dzieci, bo chcę. Nie chcę ryzykować twoim życiem.

Jej spojrzenie złagodniało.

- Po pierwsze, nie odejdę od ciebie przez coś takiego. Nawet jeśli nie mielibyśmy dziewczynek i nie chciałbyś dzieci, to byłoby w porządku. To nie dla wszystkich. A ja rozumiem twoje powody i część mnie też się boi. - Wzięła moje dłonie w swoje i położyła je na swoim brzuchu. Na bliźnie, która została po ratowaniu życia jej i Hayley.

- Podejmiemy wszelkie środki ostrożności. Nie tylko przed porodem, ale i zanim zajdziemy w ciążę . To będzie o wiele mniej stresujące dla mnie i dziecka.

Westchnąłem i przytuliłem ją. Przyciągnąłem ją bliżej, opierając głowę na jej klatce piersiowej.

- Co jeśli to znowu będą bliźniaki?

- To możliwe - powiedziała miękko. - Więcej środków ostrożności.

- Ale jeśli znowu będą to dziewczynki, nie będziesz miała nic przeciwko?

Przeczesała palcami moje włosy.

- Jeśli będą same dziewczynki, w porządku.

Kiwnęłam głową i pocałowałem ją nad sercem.

- Boję się. - Pocałowała mnie w czoło, owijając ramiona wokół mojej głowy i ramion. - Czy możemy poczekać, aż dziewczynki pójdą do przedszkola?

Bella westchnęła i odsunęła się.

- Spójrz na mnie, Edwardzie. - Kiedy spojrzałem w górę, drobne speszenie na jej twarzy pogłębiło się. Otarła moje policzki z łez i pocałowała mnie miękko.

- Nie musimy podejmować decyzji dzisiaj, czy za tydzień. Najważniejsze, że porozmawialiśmy o tym.

Skinąłem głową i wziąłem ją w moje ramiona ponownie, kładąc się na łóżku. Kiedy Bella zasnęła, leżałem rozbudzony, wyobrażając sobie syna z moimi oczami i uśmiechem Belli. W mojej głowie nie miałem wątpliwości, co Bella zamierzała. Pragnąłem rodziny takiej jaką miałem przed śmiercią moich rodziców. Byłem jedynakiem i wiedziałem, że dziewczynki mają siebie nawzajem, to nie to samo co posiadanie małego braciszka lub siostry do pilnowania. Dom pełen dzieciaków, czy naprawdę możemy to zrobić?

- Aaron - wymamrotała Bella przez sen. Imię, które powiedziała byłoby idealne dla naszego syna, drugie imię mojego dziadka. - Przestań czytać pamiętnik siostry. - Przygryzłem wnętrze policzka, żeby powstrzymać się od śmiechu. Mój syn mógłby to robić. Posiadanie drugiego faceta w domu może mieć swoje zalety.

Przyciągnąłem Bellę do mojej klatki piersiowej, całując ją w czubek głowy. Mamy sporo do przedyskutowania i trochę czasu, zanim się zdecydujemy i najważniejsze, mamy wsparcie którego będziemy potrzebować jeśli zdecydujemy się na kolejne dziecko. Kiedy zacząłem przysypiać, zacząłem się zastanawiać ile minie, zanim dziewczynki zaczną się wczołgiwać do łóżka z nami, kiedy na zewnątrz będzie szalała burza, albo będą miały koszmary. Warknąłem, kiedy zdałem sobie sprawę, że będę musiał zacząć zakładać piżamę do łóżka. Moja dłoń owinęła się wokół kolana Belli, przyciągając jej szczególnie ciepłe miejsce do mnie. Nadal mamy w zanadrzu kilka nagich nocy i jeśli trzeba będzie, zniszczę całą jej bieliznę. Bella jęknęła cicho, pocierając swoim ciałem o moje. Zakląłem pod nosem, próbując trzymać moją erekcję z dala od niej. Musiała być obolała.

Po czym Bella zaskoczyła mnie, dosiadając mnie. Zachichotała, gdy moje dłonie przebiegłby przez jej uda.

- Myślałem, że śpisz - jęknąłem, sapiąc, gdy wsunęła mnie w siebie.

- Spałam, dopóki mnie nie szturchnąłeś - powiedziała z cichym jękiem i śmiechem.

- Przepraszam, myślałem o tobie i...

- Tak myślałam.

- Narzekasz? - spytałem, przyciągając jej usta do moich.

Najlepszy cholerny miesiąc miodowy na świecie, a jeszcze się na dobre nie zaczął.

KONIEC!

1 100 stóp ~ 30 metrów