w większości betowała Delicja :* :* :* - wszystkie błędy to moja robota, bo nie odesłałam jej tego ^^
Rozdział 14
Nieoczekiwany kochanek
Harry siedział przy stole Gryffindoru, dłubiąc widelcem w dziwnej papce, którą przygotowały skrzaty. Hermiona twierdziła, że to kleik z sosem malinowym, ale on za żadne skarby świata nie zamierzał tego jeść. Ron tymczasem pałaszował czwartą z kolei porcję, doprowadzając do zgorszenia część czarownic z ich roku, odchudzających się zawzięcie od wakacji. W pewnej chwili do Wielkiej Sali wkroczyła Naczelna Waria… znaczy, Wróżka Hogwartu, i podeszła do Snape'a, spokojnie pijącego poranną kawę. Mistrz Eliksirów popatrzył na nią z niechęcią graniczącą z obrzydzeniem i Harry musiał przyznać mu rację. Trelawney miała nieprzyjemny zwyczaj wkładania na siebie całkiem przypadkowych rzeczy. Chciał wierzyć, że niezaplanowanych, bo podejrzana muszla, którą wplotła we włosy, nadawała jej jeszcze bardziej odstręczający wygląd.
- Severusie! – krzyknęła zatrwożona. Snape skrzywił się, jakby ktoś potraktował go setką cruciatusów. – Czuję, że stanie się dziś coś niesamowitego – orzekła uroczyście.
- I nikt nie umrze? – spytał równie głośno, co zgryźliwie mężczyzna. – To samo w sobie jest niesamo… - Nie dokończył, gdy pierwsza sowa pocztowa upuściła przed nim gruby tom. Kolejne lądowały na stole systematycznie, tworząc coraz większy stos, który niebezpiecznie przechylał się w stronę zdezorientowanego Mistrza Eliksirów.
Kilka ksiąg upadło na kamienną podłogę, choć gdyby nie wrodzony instynkt mężczyzny, najpewniej dostałby nimi w głowę. Snape odsunął krzesło zdecydowanym ruchem i czym prędzej zlustrował wszystkie swoje przesyłki, patrząc pytająco na Dumbledore'a, który pokręcił przecząco głową. Chwilowo sowy przestały nadlatywać, więc wylewitował stos pod ścianę i spojrzał z niebezpiecznym błyskiem w oku na zaskoczonych uczniów, a potem dumną z siebie Trelawney.
Chyba chciał coś powiedzieć, ale nadleciała kolejna kanonada sów, które obrzuciły go niczym innym jak pudełkami czekoladek z wiśniami, tak dobrze znanymi z Miodowego Królestwa. Tym razem Mistrz Eliksirów tylko zmarszczył brwi i odpiął maleńki bilecik przyczepiony do ostatniego z podarków. I gdyby Harry go nie znał, gdyby nie widział przez ostatnie lata całej gamy min… począwszy od szczerej niechęci po równie szczerą nienawiść, mógłby przysiąc, że Severus Snape uśmiechnął się.
Dumbledore wstał, chcąc najwyraźniej wyjaśnić sytuację, która zaburzyła śniadanie, ale w tym momencie zdarzyło się coś jeszcze bardziej zaskakującego niż księgi i czekoladki dla Snape'a. Do Wielkiej Sali, przez uchylone okno, wleciał wyjec, i, zatrzymując się tuż przed Mistrzem Eliksirów, wystawił prowokująco język. Chwilę później rozwinął się z gracją, a melodyjny męski głos zadeklamował:
spalam się w tobie
w tobie płonę
w tobie gasnę
czekasz zawsze kiedy zasnę...
w tobie tonę
w spojrzeniu...
w tobie odnajduję życie
całujesz mnie czasem skrycie...
spalasz się we mnie
jak ja spalam się w tobie
nikt z nas nikomu tego nie powie
ogień z ogniem
tak podobni a tak różni
w siebie zapatrzeni - oboje próżni
co łączy - dzieli najmocniej*
Harry myślał, że nigdy nie zobaczy, jak Hermionie brakuje słów. Jak Ron krztusi się piątą porcją kleiku i z obrzydzeniem odsuwa od siebie jedzenie, a Neville mdleje. Nigdy nie myślał też, że Severus Snape rzuci sali tak mordercze spojrzenie, że tylko nim samym mógłby zgładzić Voldemorta, a przynajmniej doprowadzić do poważnego uszczerbku na zdrowiu.
- Wracać do śniadania! – warknął, gdy od stołu Slytherinu dobiegł cichy chichot. Zabrał ze sobą wszystkie przesyłki i zniknął za drzwiami, powiewając czarnymi szatami.
ooo
Poniedziałek był najdziwniejszym dniem dla niemal wszystkich mieszkańców zamku. Mistrz Eliksirów odwołał zajęcia, a powodu nie mógł wydobyć od niego nawet Dumbledore. Do tego dyrektor zauważył czarnowłosego profesora niebezpiecznie blisko barier ochronnych, które ten sprawdzał i modyfikował, choć słowem nie wspomniał o powodzie nagłego zainteresowania obronnością zamku. Severus Snape spacerował po błoniach jeszcze przez kilka godzin z niepokojem zerkając w stronę Zakazanego Lasu, co wprowadziło w stan nerwowy też resztę zamku. Duchy bardzo szybko rozniosły plotkę o niespodziewanym ataku, który miałby rzekomo nadejść od strony ciemnego boru, ale dyrektor uspokajał, więc część uczniów po prostu wróciła do swoich dormitoriów. Pogłoski w miarę upływu czasu nabierały jednak coraz większej mocy.
Nadmiar czasu, który skutkiem tego powstał, Hermiona postanowiła wykorzystać w bibliotece, gdzie też zaciągnęła obu swoich przyjaciół. Ron szybko zebrał stare numery czasopisma o quidditchu i, gdy nie patrzyła, zakrył je księgami do Transmutacji, a nawet Historii Magii. Harry tymczasem, wziąwszy sobie do serca krewki charakter Mistrza Eliksirów, wyłuskał spomiędzy półek kilka niewielkich tomów, które traktowały zarówno o legilimencji jak i oklumencji.
Sama myśl, że ktoś mógłby szperać mu w głowie, przyprawiała go o mdłości, ale decyzja została podjęta i musiał tylko powiadomić o niej Snape'a. Nie był zaskoczony tym, że mężczyzna poświęca dla niego swój czas. Bezpieczeństwo Mistrza Eliksirów zależało w dużej mierze od tego, w jakiej kondycji będzie Harry. Gdyby Voldemort dowiedział się czegokolwiek… Gdyby miał jakiekolwiek podejrzenia względem Snape'a, skończyłoby się to tragicznie.
Zabrał więc potrzebne księgi, chcąc przygotować się na wieczorne zajęcia. Mistrz Eliksirów mógłby nie chcieć tracić czasu. Byłby wręcz zaskoczony, gdyby dostał dzień wytchnienia. Znali się doskonale z lekcji eliksirów, które sugerowały ni mniej, ni więcej, iż powinien orientować się przynajmniej w ogólnym zarysie, zanim przekroczy kolejny raz próg gabinetu.
Dziś, podczas śniadania, erotyk wygłoszony chłopięcym głosem, zszokował wszystkich, a najbardziej zaskoczony był sam zainteresowany – Severus Snape, który momentalnie zbiegł z Wielkiej Sali i od tamtej pory nikt go nie widział. Kolejne plotki bardzo szybko zaczęły krążyć po zamku, jakoby Mistrz Eliksirów posiadał młodego kochanka, którego ukrywał poza murami, ale Harry szybko doszedł do wniosku, że był to tylko głupi żart, który najprawdopodobniej skończy się tragicznie, gdy dowcipniś zostanie odkryty. Być może nie znał za dobrze swojego nauczyciela, ale chęć mordu była w jego ciemnych oczach doskonale widoczna.
ooo
Severus Snape uwielbiał mieć kontrolę nad wszystkim. Albo przynajmniej orientować się w sytuacji na tyle dobrze, by w razie potrzeby móc manipulować faktami. I ludźmi. Na tym się znał doskonale. Od lat nie zajmował się niczym innym, gdy jednak ktoś próbował manipulować nim – zawsze stawiał opór. Albus Dumbledore musi grać tak jak mu zagra, bo jest jedynym szpiegiem. Jest też jedynym źródłem informacji, dzięki któremu Zakon może swobodnie bronić mugolskich części świata bez zbyt licznych ofiar z ich strony. Czarny Pan nawet nie zastanawia się, dlaczego tak często ponosi porażki, ale przecież dla niego jest tylko i wyłącznie Mistrzem Eliksirów. Człowiekiem wiecznie zamkniętym w laboratorium i nie widzącym innego świata, prócz swoich ukochanych mikstur. Przynajmniej na takiego kreował się przez ostatnie lata i teraz przynosiło to zamierzone efekty. Prawie w ogóle nie musiał uczestniczyć w atakach, skupiając się głównie na warzeniu. Miał teraz czas na własne eksperymenty, na własne plany, ale wyskoczyła sytuacja z Potterem i wiedział już, jak spożytkuje wolne wieczory. Dzieciaka należało wyszkolić tak dobrze, jak tylko to możliwe. Był pewien, że nie obędzie się bez łez, krwi i przekleństw, ale w zasadzie nie spodziewał się nigdy po bachorze Pottera czegoś więcej. Najpewniej gryfońska osobistość nawet nie pomyśli o tym, by przygotować się odpowiednio do zajęć, więc już zaczynał się uzbrajać w cierpliwość.
I wtedy właśnie, gdy wszystko zaczynało się w miarę układać, pojawia się on. Ponownie. Pamiętał, jak czekał na niego przez prawie pół roku, mając nadzieję, że w końcu wróci. To nie było jednak kolejne polowanie. Nie dostał od niego nawet jednej wiadomości, krótkiej notki. Nic. Do dziś nie był pewien nawet tego, czy żyje. Lecz stos drogich ksiąg, który był tylko podstępnym wstępem do obsypania czekoladkami o ulubionym smaku, utwierdził go w przekonaniu, że Sarlin ponownie próbuje wkupić się w jego łaski. Do tego ośmieszyć, choć wiedział, że na reputacji zależy mu najbardziej.
Severus zastanawiał się tylko chwilę, czy wyjaśniać dyrektorowi erotyk wydeklamowany tak młodym i świeżym głosem, ale szybko zrezygnował. Nawet wtedy, gdy ewidentnie molestowałby uczniów, Dumbledore starałby się zachować go w szkole. Miałby nad nim przynajmniej pozorną władzę.
Nie, z Dumbledore'em i Czarnym Panem radził sobie doskonale. Potter przestał stanowić problem, od kiedy uchwycił jego wzrok podczas śniadania i lekka aprobata w oczach wystarczyła mu za odpowiedź. Kto jednak uchroni go przed szalonym wampirem z lekko romantycznymi odchyłami i skłonnościami do przesadyzmu?
Wpakował czekoladkę do ust z nadzieją, że zmodyfikowan bariery przynajmniej powiadomią go o przybyciu huraganu.
ooo
Draco Malfoy nie dopił kolejnej filiżanki kawy. Jeszcze kilka dni i prawie w ogóle przestanie pijać swój ulubiony napój, od którego uzależnił się już w dzieciństwie. Kto podaje dziesięciolatkowi kawę?
Poprawił blond czuprynę, która nie była tak doskonale ułożona jak zawsze i sięgnął po rogalika. Nie wiedział, jak ma zinterpretować zachowanie swojego ojca chrzestnego, ale to było coś więcej niż głupi żart. Kto zresztą byłyby takim idiotą, żeby igrać z ogniem w postaci Opiekuna Slytherinu? Bliźniacy Weasley skończyli już szkołę, więc nuda zaczynała doskwierać każdemu z osobna.
- Zjedz go, musisz coś jeść, Draco. – Usłyszał ponaglający szept ze swojej prawej strony i rogalik z dżemem został bezceremonialnie wepchnięty do jego ust.
Mechanicznie pogryzł go na drobne i przełknął. Stracił apetyt już w domu, gdy trafił na księgi czarnoksięskie, których ruszać był nie powinien.
ooo
W całym zamieszaniu nikt nie doczytał w Proroku Codziennym krótkiej wzmianki o Abraxasie Malfoyu, który zmarł na smoczą ospę parę dni wcześniej.
* Twór mojego autorstwa; tytuł Dzieląc
