Epilog
W kuchni krzątało się kilka osób. W powietrzy unosił się niezbyt wyraźny zapach czosnku, którego ząbkiem Paul nacierał żeliwny garnuszek. Bonnibel oraz Marcelina tymczasem kroiły bagietkę w kostkę, które następnie wrzucały do wiklinowego, wyłożonego serwetkami koszyka. Były przy tym dość hałaśliwe. Cały czas coś między sobą szeptały, a okazjonalnie nawet chichotały z bliżej niewyjaśnionych przyczyn. W pomieszczeniu brakowało tylko Carroll. Dziewczyna była bowiem zajęta dokładnym skrobaniem swego ciała gąbką.
Paul postawił garnuszek na kuchence gazowej, po czym ją odpalił. Z kartonowego pudełka leżącego na blacie obok wyciągnął zapakowany w folię prostokątny blok sera. Wypakował go, pokruszył (albo raczej porozdzierał na kawałki, bo ser był raczej wilgotny), po czym wpakował do mikro-kociołka. Na chwilę odszedł od kuchenki, żeby wyciągnąć z jednej z szuflad drewnianą łyżkę, którą zaczął mieszać roztapiające się fondue.
Gdy po kilku minutach ser był już odpowiednio płynny, chłopak ściągnął ze specjalnej półki na przyprawy dwie saszetki - jedną z gałką muszkatołową, a drugą z papryką w proszku. Z jak zwykle dość losowego miejsca kuchni zabrał jeszcze pieprzniczkę. Tym wszystkim oraz dodatkowo czosnkiem doprawił serową potrawę, a następnie ściągnął garnek z ognia i postawił go na przygotowanym wcześniej, żeliwnym, specjalnym trójnogu. Pod spód wsunął aluminiową podstawkę wyglądającą jak połączenie łopatki i łyżki. Na niej znajdowała się niewielka, płaska świeczka, którą brązowowłosy wcześniej zapalił zapalniczką. Jej zadaniem było utrzymanie sera w stanie płynnym.
Marcelina i Bonnibel również zakończyły przydzielone im zadanie. Koszyk pełen pokrojonej na kawałki bagietki postawiły na stole obok garnuszka, po czym pomogły gospodarzowi rozstawić talerze oraz specjalne, długie, dwuzębne widelczyki, które należały do tego samego zestawu co kociołek.
- "Co tak pachnie?" - w kuchni pojawiła się niebieskowłosa dziewczyna ubrana w świeże ubranie: miękkie, dresowe spodnie w kolorze błękitnym, niebieski T-shirt z przypominającym wielkiego potwora morskiego wodnym Pouchmonem oraz włochate kapcie Paula, które kolorem kompletnie nie pasowały do pozostałych części ubrania.
- "Fondue" - oznajmił z uśmiechem chłopak wskazując mały, żeliwny kociołek stojący na środku stołu, przy którym siedział razem z Bonnibel i Marceliną.
- "Co to to fondue? Pierwszy raz słyszę" - Carroll zajęła miejsce przy stole. Niosła się od niej silna, kwiatowa woń płynu do kąpieli, która była w stanie zdusić nawet całkiem silny zapach przyprawionego sera.
- "Taki rozpuszczony ser z przyprawami" - odparł - "Nadziewasz kawałek bułki, czy bagietki na ten widelczyk, zanurzasz w serze i zjadasz" - zademonstrował starając się jednocześnie nie uwalić wszystkiego dookoła fondue.
Carroll spróbowała, po czym pokiwała z zadowoleniem głową.
- "Nie zaprosimy reszty?" - zapytała po przełknięciu przeżutej porcji.
- "Nie wystarczy nam fondue" - zaśmiał się chłopak - "To dla czterech osób jest mała porcja…"
Nikt nie naciskał. Jedzenie było za smaczne.
- "Co tam się właściwie działo, Paul?" - zapytała Marcelina wycierając kawałkiem bagietki kroplę sera, która wylądowała na jej talerzu - "W szkole w sensie. Miałeś okazje komuś przyłożyć, czy mój tatko wszystkich wystrzelał?"
- "Jednego rąbnąłem kluczem francuskim w łeb" - opowiedział - "I sklepałem mordę temu jednookiemu… Dziwnie się czuję chwaląc się takimi rzeczami…"
- "Właśnie… Miałam się spytać" - odezwała się Carroll nadziewając kolejny kawałek pieczywa na długi widelczyk - "Dlaczego ojciec Marceliny właściwie ci pomagał?"
- "Coś tam wspominał o tym, że jest mi winny przysługę…" - wzruszył ramionami - "A jak do niego zadzwoniłem, to wydawał się nieźle znudzony."
Na chwilę zapadła cisza. Zakłócało ją tylko okazjonalne mlaskanie i skrobanie widelczykami o żeliwny garnek.
- "Tak w ogóle… Opowiemy o tym reszcie?" - zapytała Bonnibel nie podnosząc wzroku znad talerza.
- "Głupio by było nie opowiedzieć…" - uśmiechnęła się Carroll.
- "Czyli mamy kolejną okazję na zorganizowanie wieczorku filmowego" - wyszczerzyła się czarnowłosa.
- "Może obejrzymy Gwiazdowe Boje?" - zaproponowała różowa - "Mówiłaś, że chciałaś je obejrzeć, Carroll."
- "Wczoraj obejrzeliśmy wszystkie części" - opowiedziała z uśmiechem.
- "No to właśnie zabrałaś mi najlepszy pomysł" - pokręciła głową Bonnibel.
- "Coś się wymyśli" - machnęła ręką Marcelina - "A tak z innej beczki… Zaglądaliście ostatnio na stronę internetową szkoły?"
- "Nie. I jedyną osobą, którą bym o to podejrzewała jest Bonnie" - mruknęła niebieskowłosa.
- "Napisali, że w tym roku nasz rocznik wyjeżdża na zielone szkoły" - oznajmiła całkowicie ignorując słowa Carroll.
Koniec?
Przynajmniej na razie. Bo jeśli się jeszcze nie zorientowaliście - końcówka jest zapowiedzią kolejnej części.
Mam nadzieję, że "Burza" się wam podobała. Podzielcie się swoim zdaniem na temat całości. Pytania, recenzje itp. bardzo miło widziane.
~MasterSkorpius
