Rozdział 6: Ponieważ tak powiedziałem

Harry wpadł na Rona - i to dosłownie. Omal ich nie wywrócił, gdyż rudzielec stał w przejściu do Wieży Gryffindoru.

— Och — jęknął Weasley, masując swój żołądek, w który przypadkowo uderzył go łokieć przyjaciela.

— O Boże, przepraszam! — krzyknął, ściągając pelerynę-niewidkę. Był tak zadowolony, gdy pozbył się tych wszystkich dziwnych emocji, że stał się nagle bardzo zmęczony. W połowie drogi z komnat Lupina był już tak senny, że nie zauważył Rona. — Nie widziałem cię!

— Ani ja ciebie! — wypalił w odpowiedzi Ron, posyłając mu wściekłe spojrzenie — Ja przynajmniej mam usprawiedliwienie! Myślę, że zwichnąłeś mi śledzionę. — mruknął zrzędliwie, wciąż obolały. — Najpierw pięć godzin z Filchem, szorując posadzkę najnieprzyjemniejszymi eliksirami czyszczącymi, wydzielającymi najbardziej śmierdzące opary, jakie kiedykolwiek czułeś, i to na kolanach. Od tego szorowania pojawiły mi się na rękach pęcherze, a kolana krwawiły. Krwawiły, mówię ci! A potem ty musiałeś przyjść i wpaść na mnie jak rozpędzony tłuczek…

Harry'emu właściwie było go szkoda, choć bardziej z powodu jego szlabanu, niż dlatego że na niego wpadł. Ale Ron nie musi wiedzieć.

— Ron, naprawdę mi przykro. Nie powinienem tego robić, niczego nie powinienem robić! Wynagrodzę ci to. Tobie i Hermionie. Obiecuję! — powiedział ze szczerością, nieszczęśliwy.

— Dobrze, już wszystko w porządku — dał się udobruchać. — To nie było nic wielkiego. Nie martw się. Przynajmniej nie staliśmy na szczycie schodów, kiedy na mnie wpadłeś. Gdyby tak było, to moglibyśmy skończyć na dole ze skręconymi karkami. A tak w ogóle, um... Filch nie trzymał mnie tak długo, więc nie było tak źle. Zostawił nas w spokoju, chociaż jestem pewny, że skradał się, by uczepić się nas raz czy dwa, ale wtedy pojawił się Snape i ta dwójka gdzieś na chwilę odeszła… Był z tobą przez całą noc? Ponieważ wydawało mi się, że został z nami przez cały szlaban i nie było uczciwe, że pilnuje nas i Filch, i Snape. Niemal zacząłem płakać, kiedy usiadł i zaczął dyskusję o eliksirach czyszczących i ich użyciu przeciw zaklęciom niewidzialności i zacierającym urokom, ponieważ, jak on to powiedział: „Jaka to do cholery różnica, jeśli i tak nie widać plamy?"

— Eee… Po zastanowieniu, to nie był ze mną od samego początku — odpowiedział wymijająco, nie wiedząc jak wyjaśnić Ronowi, że żaden z nich tak naprawdę nie odbył do końca swego szlabanu.

— Dobra, w każdym razie wydawało się, że był z nami do samego końca. — Wywrócił oczami. — Nie mam pojęcia, jak z nim wytrzymałeś. Ale wszystko było okej! — dodał szybko, widząc jak na twarzy przyjaciela pojawia się ponownie uczucie winy. — Sprawił, że Filch był trochę roztargniony, przez co nie zwracał na nas uwagi, więc w pewnym sensie była to ulga, bo nie obserwował nas. I rozmawiali o niesamowitych rzeczach. To znaczy, to była prawdziwa burza mózgów. Wyobraź sobie kogokolwiek rozmawiającego z Filchem w ogóle. Jednocześnie, no nie wiem, Snape'a biorącego w tym udział. Naprawdę, Harry, to było dziwne. Zbyt nierzeczywiste. Snape wszedł, mówiąc: „Zawsze możesz wypróbować któryś z moich eliksirów Repellent* na drzwiach do Wieży Astronomicznej. To powinno trzymać te bachory z dala i nie będą nawet wiedzieć dlaczego tak się dzieje. Tylko jedna lub dwie osoby w szkole są wystarczająco inteligentne, by sporządzić Anty-Repellent, więc prawdopodobnie nikt się na to nie zdecyduje." I wtedy Filch powiedział: „A jedną z tych osób jest Hermiona Granger — wskazał na nią kciukiem — i właśnie przyszedłeś i powiedziałeś jej, jak się tam dostać." Snape spojrzał na niego, cynicznie odpowiadając: „Perfekcyjna Panna Granger? Czy ona kiedykolwiek zrobiła coś oprócz udawania, że wysadziła klasę eliksirów? Nie ma odwagi, by to zrobić. Nie wybierze się na Wieżę Astronomiczną. Straciłaby reputację, gdyby kiedykolwiek zostałaby złapana w jej pobliżu." „Ta…" Zgodził się z nim Filch. „Ale drugą osobą, o której mówiłeś, jest Draco Malfoy i on zrobiłby to." Snape westchnął: „Tak, gdyby chciał. Wtedy spryskałby ją Mélangeof Lust** tylko po to, by ci dokuczyć i zrobić tam harmider. Nie mówiąc o tym, że wykorzystałby eliksir Repellent przeciw Sinistrze, tak by ta nie mogła wyjść ze swojej klasy i, biorąc pod uwagę mój stosunek do niej, ciężko mi powiedzieć, by było mi jej szkoda. Dobrze, może współczułbym jej, ale i tak bym ją zostawił na pewien czas w zamkniętej klasie, chociaż na krótko. Niezdyscyplinowane bachory poszłyby sobie myśląc, że mają wolne, a przez to staliby się podwójnie leniwi."

W tym momencie Harry stłumił chichot.

— Tak, to brzmi jak coś, co mógł powiedzieć Snape.

— À propos… —zaczął Ron. — Czy dzisiaj wieczorem był dla ciebie bardzo okropny? To znaczy, muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony, widząc cię… No wiesz, zdrowym i normalnym. Nie zostałeś przyklejony do brykającej świni, nie zbił cię na kwaśne jabłko ani nie jesteś niezdolny do kończenia zdań z powodu odmóżdżającego horroru ze Snape'em w roli głównej. Co ci zrobił?

Harry starał się wyglądać zwyczajnie i utrzymać wrażenie, że na szlabanie nie było wcale przyjemnie.

— Cóż, mógł być gorszy. Głównie kazał mi przepisywać zdania, a sam stał i mnie obrażał, i tego typu rzeczy. Jak zwykle, tak myślę. Kurczę, mam nadzieję, że nie obudzimy nikogo. Pewnie będą chcieli wiedzieć, jak przebiegł szlaban i przez to się nie wyśpię — powiedział, zmieniając temat. — A ty, czemu jesteś tak późno? Myślałem, że Filch pozwoli ci odejść kilka godzin temu.

Harry ze zdumieniem zauważył, że uszy Rona stały się czerwone.

— Ja… Myślałem, że Snape zrobi to samo — odpowiedział, brzmiąc dziwnie obronie.

Potter zbył to wzruszeniem ramion. Być może obaj mieli coś, o czym nieszczególnie chcieli rozmawiać. Pewnie po raz pierwszy w swoim życiu zrobił coś inteligentnego i nie drążył tej sprawy.

— Dobrze — powiedział Ron, uśmiechnął się i ziewnął zaraz. Obaj rozluźnili się odrobinę.

Jutro, być może, Harry będzie w stanie pomyśleć, co może zrobić w sprawie Rona i Hermiony. Być może — jeśli wyczerpanie nie spowoduje, że przez cały dzień będzie w stanie myśleć jedynie o tym, by stawiać jedną nogę przed drugą i jakoś przetrwać dzień. Boże, spraw, żeby tak było! Pomimo tego wszystkiego, kiedy wszedł do łóżka i naciągnął kołdrę na głowę, pomyślał, że było warto.

OoOoOoOoO

Następny dzień był gorszy niż Harry mógł to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Rano był tak zmęczony, że przypadkowo założył jedną z szat Deana, chociaż uważał, że nie była to do końca jego wina. Wszyscy zostawiali swoje ubrania gdzie popadnie i taka pomyłka mogła się zdarzyć już wcześniej. Tylko że Dean był taki wysoki, a Harry taki… mniej wysoki, i było to zauważalne. Przez cały dzień ludzie zwracali na to uwagę, aż w końcu Harry przyznał, że jest to szata Deana, co doprowadziło do wielce zawstydzających żartów i plotek.

Na śniadaniu nałożył na talerz kilka owoców mango i był naprawdę wdzięczny Hermionie, że zwróciła mu na to uwagę, ponieważ był na nie uczulony i gdyby je zjadł, spuchłby niczym hipopotam i pewnie umarł. Następnie nie potrafił się wystarczająco skupić na transmutacji, by śledzić, co się dzieje na lekcji, przez co zamiast przemienić leżącą przed nim bransoletkę w stonogę, transmutował swoje notatki w kawałek tortu i nie potrafił odwrócić tego procesu. Sądził, że już nic gorszego mu się nie przydarzy tego dnia, gdy zasnął na zaklęciach, ale wtedy nadszedł trening quidditcha i był tak słaby, że nie potrafił ominąć Katie i oboje wpadali na drzewo. A po tym wszystkim nadszedł czas na… (Dumdumduuumm… Nie mógł przestać o tym myśleć.) szlaban u Snape'a.

Pokładał wielkie nadzieje w dzisiejszym wieczorze z powodu wczorajszych wydarzeń jak i nowo okrytej dojrzałości, ale musiał przyznać, że będzie… bardzo trudno być takim dojrzałym po trzech godzinach snu i dziesięciu godzinach słyszenia w najróżniejszych sytuacjach: „Ach, Dean. To takie słoooodkie. On nie może bez ciebie żyć, jeśli chce nosić twoje ubrania, by one mu o tobie przypominały." Albo: „Panie Potter, nie obchodzi mnie, że jest pan głodny. Tort nie jest stonogą, a pan miał transmutować bransoletkę w nią!", „Czy ktoś może rzucić na Pottera zaklęcie budzące? Tylko on chrapie…" i oczywiście to okropne uczucie, gdy skończył w plątaninie nóg i rąk ze wściekłą Katie Bell po niefortunnym uderzeniu w dąb.
Mimo wszystko wywlókł się z sali transmutacji tylko po to, by usłyszeć:

— Niemal trzyminutowe spóźnienie, panie Potter. Dziesięć punktów od Gryffindoru.

Spojrzał do góry na obojętną twarz profesora, stojącego przed tablicą, na której było napisane, „PONIEWAŻ PROFESOR SNAPE TAK POWIEDZIAŁ". Harry skrzywił się, gdy uświadomił sobie, że mężczyzna oczekuje po nim kilkusetkrotnego przepisania tego zdania.

— Do roboty, Potter — rzucił Snape i podszedł do krzesła, stojącego z tyłu klasy. Gdy Harry patrzył na niego z niedowierzaniem, dodał: — Czy muszę mówić wolniej? Wyraźniej? Czy muszę sięgnąć do mojego Słownika Dla Ignorantów, by przetłumaczyć to na język, którym się posługujesz?

Harry zamrugał kilkokrotnie ze złością, zanim podszedł do tablicy. Co się dzieje? Snape powiedział, że porozmawiają o obronie przed czarną magią. Wydawało mu się… że będzie inaczej niż wczorajszej nocy. Biorąc głęboki oddech, zaczął pisać, starając się zachować spokój. Obiecał sobie, że nie straci nad sobą panowania, ale przy Snape'ie było to trudne. Przygryzając wargi, zaryzykował szybkie spojrzenie znad ramienia na mężczyznę, który wpatrywał się w niego gorącym spojrzeniem.

— Następnym razem, gdy poczujesz potrzebę przerwania pracy i spojrzenia na mnie, dostaniesz Hammering Hex między oczy.— Harry był tym tak zaskoczony, że kreda wypadła mu z dłoni. Kiedy się wyprostował, ich oczy spotkały się ponownie. Speszył się z tego powodu tak bardzo, że ponownie ją upuścił. Usłyszał, jak Snape prycha. — Czy bardziej boisz się mnie niż Czarnego Pana, czy może zdarza ci się to zawsze, gdy w twoją głowę jest wymierzone przekleństwo? To jest zdumiewające, ale twoja nieustająca niedbałość jest na równym poziomie z głupotą i przytłaczającym zarozumialstwem.

Harry w końcu się wyprostował, spoglądając spod byka na profesora. Jaki problem ma ten mężczyzna? Bo brzmiało to, jakby jakiś miał.

— Co jest z tobą nie tak? — zażądał odpowiedzi, sprawiając, że oczy Snape'a zwęziły się niebezpiecznie. — Poprosiłem cię o pomoc w nauce obrony i wydawało się, że możemy przynajmniej o tym porozmawiać. I byłeś prawie ludzki wczorajszej nocy. Przynajmniej pod jej koniec. Co, do diabła, się zmieniło?

Snape wstał szybko. Mordercze spojrzenie wbite w twarz Harry'ego tak przestraszyło młodzieńca, że cofnął się o krok. Potknął się o kosz na śmieci i wydając pisk przerażenia, przewrócił się do tyłu, wykładając się częściowo na biurku nauczyciela. Prędko stanął na nogi, opierając się o krzesło McGonagall, spowodowało to jednak to, że się odsunęło razem z nim.

— Jeszcze nie zdążyłeś się zabić, Potter?

Przerażony spojrzał na stojącego majestatycznie nad nim Snape'a. Jego czarne szaty dalej nieznacznie falowały po przejściu przez pokój. Nienaganne brwi były uniesione.

Przez dłuższą chwilę oczekiwał, że mężczyzna będzie kontynuował, że obrzuci go upokarzającymi uwagami (Harry był pewien, że nigdy nie dał mu lepszej okazji), ale Snape tylko parokrotnie otwierał i zamykał usta. Nagle odwrócił się plecami do Harry'ego, który zobaczył jak te wąskie, arystokratyczne ramiona się trzęsą. Marszcząc brwi, Potter odepchnął krzesło, stając wreszcie na nogi.

Co się dzieje? — zastanawiał się.

— Um, Sir? Wszystko w porządku? — zapytał wstępnie, starając się zbliżyć wystarczająco, by zobaczyć co się stało, jednocześnie zostając poza zasięgiem Snape'a.

Mistrz Eliksirów wydawał z siebie stłumione, syczące dźwięki. Dłonie przykrywały większość jego twarzy. Nagle, jakby to wszystko wyssało z niego siły, pochylił się nad biurkiem jednego z uczniów, kładąc na nim łokcie. Twarz ukrył w dłoniach. Kiedy je zabrał w pomieszczeniu rozbrzmiał wesoły, basowy dźwięk i Harry gapił się na mężczyznę oszołomiony. Piekło musiało w końcu zamarznąć.

Severus Snape śmiał się.

*Repellent — odpychający.

**Mélange of Lust — eliksir o podobnym działaniu jak eliksir pożądania.

PS: Zapraszam na forum imaginarium. forumyo. com