Rozdział 7: Smarkerus i gry umysłu
Harry wpatrywał się w niego przez dłuższy czas, niepewny co ma zrobić i co powinien czuć czy myśleć o tej sytuacji. Z jednej strony sprawił, że mistrz eliksirów stał się bardziej ludzki i było to raczej przyjemne, a z drugiej strony wiedział, że ten śmieje się z niego. Westchnął. Zawsze wiedział, że pewnego dnia zrobi coś, przez co Snape straci nad sobą panowanie. Po prostu nie wiedział, że musiał jedynie wywrócić się przez kosz na śmieci.
W końcu Snape, wciąż mamrocząc, zaczął się uspokajać.
— Niemożliwy… absolutnie… zadziwiający… niepowtarzalnie… niezdarny… — Otarł łzy wierzchem dłoni.
Potter opadł na krzesło stojące tuż przy mężczyźnie z zarumienioną twarzą.
— Cóż — powiedział gorzkim tonem, który wyrażał jak się czuł. — Mam nadzieję, że się uspokoisz, bo czeka nas mała pogawędka. Och, i jestem bardzo szczęśliwy, że tak bardzo rozbawiły cię moje wady. Tak bardzo ci dziękuję, Severusie Snape. Skończyłeś już?
— Tak, chyba że będziesz chciał dalej kontynuować swoje olśniewające, bohaterskie czyny, oraz ćwiczyć swoją zwinność i umiejętności akrobatyczne. — Odpowiedział. Jego oczy błyszczały ironicznym rozbawieniem. — Chociaż nie jestem przekonany do tych ćwiczeń, jeśli wciąż będą takie niebezpieczne. Tylko pomyśl o załamanym, szlochającym czarodziejskim świecie, który czytałby twój nekrolog: „Chłopiec, Który Przeżył wiele ataków Czarnego Pana, ale uległ Koszowi na Śmieci". Jakże to byłoby tragiczne.
Harry wywrócił oczami.
— Do końca życia nie pozwolisz mi o tym zapomnieć?
— Pomyśl, jak długo będziesz żył z niegodziwymi koszami śledzącymi każdy twój ruch?
— Och, kurczę. Wystarczy już! Tak, tak, Harry jest Niesamowicie Niezdarny. Myślę, że już to ustaliliśmy. Bardzo zabawne. Tak, ha ha ha. Przestań! — Spiorunował wzrokiem Mistrza Eliksirów, który wciąż się śmiał. Westchnął. — Chcę rozmawiać o Obronie! — Nalegał. — Nie żartowałem, kiedy mówiłem, że potrzebuję twojej pomocy.
— Nie wiem, jakiej niby pomocy ode mnie oczekujesz. — Powiedział mężczyzna. — Mam małe doświadczenie z wszelakimi artykułami biurowymi. Och, dobrze, panie Potter. Nie wiem dlaczego jesteś tak negatywnie nastawiony do tego wydarzenia. Miałeś być po nim krytyczny wobec swojej osoby. — Z uśmiechem rozparł się wygodnie na krześle, wyciągając przed sobą nogi.
— Hmmm — mruknął Harry — Nie wyspałem się, w porządku? Ale tak na poważnie, Snape, powiedziałeś, że mi pomożesz.
— Powiedziałem, że z tobą porozmawiam. Zdecydowałem, że będzie to nierozsądne. Dyskusja zakończona. I nie waż się nazywać mnie „Snape" tym poufałym tonem, przeklęty, zuchwały bachorze. — Spojrzał na Harry'ego, ale jego wzrok nie miał swojej mocy, biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia.
— Mógłbym cię nazwać o wiele gorzej. — Odpowiedział sucho Harry. — Dlaczego nie będziesz ze mną rozmawiać na ten temat? Ponieważ będziesz się cieszył, oglądając jak umieram? — domagał się odpowiedzi. Jego oczy były nieustępliwe i przenikliwe.
Snape nie patrzył na niego.
— Ten problem nie pojawiłby się, gdybyś nie pakował się w te wszystkie sytuacje. — Odpowiedział wymijająco.
— Dobre sobie! — Krzyknął oburzony. — Doskonale wiesz, że to on pragnie mnie dorwać, a ja wcale go nie ścigam! Dobrze, tak było ostatnim razem, ale to chciałem osiągnąć. Bardzo żałuję tego, co zrobiłem i nie musisz mi wciąż o tym przypominać! — Ku przerażeniu Harry'ego, głos stawał mu się zachrypnięty i lekko drżący. Nie zacznie teraz płakać, nie mógłby. Nie tutaj, przed Snapem! Odwrócił się szybko, przygryzając wargę. — Ukrywanie się nie zapewni mi bezpieczeństwa żadnego rodzaju. On dalej będzie starał się mnie dopaść.
— Niewątpliwe. —odpowiedział cicho Snape. Przez długi czas milczał, a Harry zaczął zastanawiać się, o czym myśli. Z głębokim westchnieniem mężczyzna powiedział: — Przypuszczam, że mogę wrócić do lekcji oklumencji, ale to wszystko. I tak nie wiem, dlaczego powinienem to zrobić, chyba że tym razem włożysz w te zajęcia odrobinę wysiłku. Nie rozumiem, dlaczego mam marnować połowę życia, próbując uratować twoje.
Harry kiwnął głowy, wdzięczny że Snape nie kontynuował ich sprzeczki. To było z jego strony wielce taktowne.
— Postaram się. – Obiecał cicho. — Z pewnością to zrobię. Ale chcę się dowiedzieć więcej niż tylko to. Musi być coś więcej czego możesz mnie nauczyć. Dlaczego nie możesz mnie uczyć wszystkiego związanego z Obroną Przed Czarną Magią, tak jakbyś dostał tą posadę? — Harry przygryzł dolną wargę, wiedząc że wspominanie o tym było nietaktowne.
— Albus nie chce, bym uczył Obrony Przed Czarną Magią, więc oczywiste jest, że tego nie robię. — Powiedział cicho urażony Snape. — A ty powinieneś być wdzięczny już za samo zaoferowanie nauki oklumencji, biorąc pod uwagę twoją okropną postawę na ostatnich zajęciach.
—Dlaczego Dumbledore nie chce być uczył? I naprawdę jestem wdzięczny za lekcje oklumencji. To super, że to zaoferowałeś. — Snape posłał mu zdegustowane spojrzenie. — Ale jestem pewien, że gdybyś zapytał Dumbledore'a…
— Nie bądź niedorzeczny, Potter! — warknął na niego profesor. — Jak myślisz, ile razy ubiegałem się o to stanowisko? Uważasz, że Dumbledore odrzuca moje podanie bez przyczyny?
— Jaki… podał powód? — Harry zapytał nieśmiało.
— Żaden. — Odpowiedział krótko. — Czyż nie jest tak, że on nigdy nie musi podawać przyczyny ani nic wyjaśniać – to nie było pytanie. — Oczywiście musi mieć jakiś powód, ale ja go nie znam. Chyba nie wątpisz w naszego nieomylnego lidera, Potter? — Uśmiechnął się z wyższością, gdy Harry pokręcił głową. — Tak myślałem. Trzeba mu więc po prostu zaufać, gdy nie pozwala mi uczyć Obrony Przed Czarną Magią.
Harry wiercił się przez chwilę na swoim miejscu, przez co został nagrodzony grymasem ze strony Mistrza Eliksirów.
— Ale… on nie powiedział konkretnie, że nie możesz mnie uczyć, prawda? To znaczy, nie dał ci tej posady, więc…
— I? Nie widzę różnicy. — Stwierdził Severus, zdmuchując kilka cienkich pasm włosów z twarzy. Jego głos ociekał pogardą i Harry był pewien, że mógłby sprawić, że nawet rośliny by usychały.
— Być może martwił się, że będziesz uczył takich ludzi jak Neville Longbottom. — Powiedział pośpiesznie. — Przerażasz go niemal na śmierć, więc niczego by się od ciebie nie nauczył. Byłoby bardzo źle, gdyby nic nie wyniósł z Obrony, to byłoby niebezpieczne. Musiałbyś również uczyć Malfoy'a i innych, a oni przyswoili by sobie tą wiedzę i prawdopodobnie będą chcieli dowiedzieć się więcej i nie mógłbyś im odmówić, wiedząc że powiedzieliby o tym rodzicom. No dalej, Sna… To znaczy, sir. Proszę przynajmniej rozważyć możliwość uczenia mnie. Obiecuję pracować bardzo ciężko, nawet bardziej niż na moich zajęciach. Będzie pan również całkowicie odpowiedzialny za mój program nauczania, więc nie będziesz się musiał obawiać, że uczę się czegoś niebezpiecznego. Proszę? Musi być cokolwiek, czego według ciebie powinienem wiedzieć.
Brwi Snape'a powędrowały wysoko, gdy stanął przed chłopcem, który spoglądał na niego błagalnie. Zacisnął usta z grymasem.
— Naprawdę sądzisz, że dasz sobie radę z moim tokiem nauczania do końca roku, starając się faktycznie postępować według ustalonych instrukcji, podlegać jednocześnie moim nakazom, nie bacząc na to jakie byłyby one nieprzyjemne i poniżające? Uważasz, że okażesz mi odpowiedni szacunek i postarasz się być mniej irytujący niż zazwyczaj? Czy pohamujesz swój temperament niezależnie od tego, co ci powiem? Czy podejdziesz do tego na poważnie? Odasz się w moje ręce, zaufasz mi? Hmm? Czy jesteś w stanie zrobić którąś z tych rzeczy? — Zwrócił się do niego Snape, uśmiechając się z zadowoleniem.
— Tak, sir. Oczywiście, sir. — Harry zareagował natychmiast z całym entuzjazmem na jaki go było stać. Pewna jego część chciała wiedzieć, jak wiele będzie w tym wszystkim obrażania, ale powstrzymał się przed tym pytaniem. Wiedział, że nie może zrobić nic lepszego niż powiedzenie. — Zrobię wszystko co tylko każesz. — Oznaczało to rezygnację z skarżenia się, gdy ten każe mu zrobić coś, co mu się nie spodoba. Nie znaczy to jednak, że musi mu się to podobać. Snape prychnął i udzielił nastolatkowi sceptycznego spojrzenia. — Postaram się, obiecuję. Ufam panu.
Snape zamarł.
— To dlatego, że jesteś obrzydliwie naiwny, Potter — Powiedział dziwnym głosem.
Mistrz Eliksirów wpatrywał się przez dłuższy czas w tablicę, unikając wzroku Harry'ego. W końcu spojrzał na niego krzywo. Ich oczy się spotkały, Gryfon nie chciał przerywać tego kontaktu. Zastanawiał się, co Snape widzi. Szczerość? Jego gotowość? Upartość? Desperację? Gorliwość? To dziwne, ale budziło to w nim nikłą nadzieję. Harry poczuł niewytłumaczalną potrzebę, by spędzać czas w towarzystwie tego człowieka. W jego głowie wirowała niezliczona ilość obrazów, odpowiadających jego uczuciom. Przyglądał się im przez chwilę nim uświadomił sobie prawdę. Do cholery! Używa legilimencji! On jest w mojej głowie! Harry zaatakował, różdżka pojawiła się w jego dłoni, nim zorientował się co robi. Nagle znów w centrum jego wzroku pojawiła się klasa i Snape, który kręcąc głową usuwał pozostałości po zaklęciu Bumbuzling, którym uderzył go Harry.
— Nieudolnie, Potter. Bardzo nieudolnie. Jedynie zauważyłeś moją obecność po pięciu minutach w twoim umyśle. — Harry nic nie odpowiedział. Zacisnął tylko dłoń na różdżce. — Och, bardzo dobrze. — prychnął Snape. — Wydajesz się wystarczająco szczery w swoim pragnieniu, by to zrobić. Ale ostrzegam cię, Potter, nie oczekuj, że przejdziesz przez moje zajęcia w swoim niedbałym stylu. Jeśli zamierzasz się ode mnie uczyć, to lepiej żebyś przygotowywał się na te lekcje. Czy to jasne?
— Tak, sir. — Harry, zgodził się cicho, wciąż zły za atak na jego umysł. — Ale jest jedna rzecz, którą chcę abyś dla mnie zrobił. — Jego głos był tak pełen emocji, że Severus mógł jedynie na niego patrzeć, unosząc jedynie lekko brew.
— Co to, panie Potter? Już stawia pan żądania? Nie zamierzam bawić się w układy, jeśli już znajdujesz powody, by ominąć moje zalecenia. Być może zrezygnujesz z tego absurdalnego pomysłu.
— Nie wysuwam żadnych żądań. — Upierał się Harry. — To tylko prośba. Jeśli nie zechcesz jej spełnić, to możesz powiedzieć „nie". Z pewnością nie zmuszę cię, byś powiedział „tak". Pomyślałem, że jeśli byś uważał, że coś jest na tyle bezpieczne by mnie tego nauczyć, to jest również takie dla innych.
— Ach. Teraz już rozumiem. Chcesz wykorzystać to, o czym będę mówić, na potrzeby spotkań twojej bezsensownej Gwardii Dumbledore'a, o której tak wiele słyszałem. Zaczyna brakować lekcji dla beznadziejnych bachorów? —Zadrwił cynicznie z Harry'ego.
— Nie, to nie tak. — Zaprzeczył, zirytowany. — Nie chcę nikogo uczyć. Chcę byś ty to zrobił. I nie potrzebuję, byś uczył całej szkoły, tylko Rona i Hermionę. — Uniósł rękę przy nieartykułowanym warknięciu Snape'a. — Nie, wysłuchaj mnie. Oni wpadają w kłopoty prawie tak często jak ja i są moimi najlepszymi przyjaciółmi, więc jest wielce prawdopodobnie, że będą blisko, gdy ktoś będzie usiłował mnie zabić. W dodatku to moja wina, że dostali szlaban. To ja byłem tym, który chciał tak bardzo z tobą porozmawiać, że posunął się do skrajności, przez co cię rozwścieczył. Proszę, wystarczy że się nad tym zastanowisz. Nie chcę, by ktoś jeszcze przeze mnie zginął. — Harry wyglądał na tak smutnego i wyczerpanego, że nawet Severus nie mógł zmusić się do tego, by powiedzieć coś, co pogorszyłoby jego stan.
— Och, bardzo dobrze. — Powtórzył z goryczą Snape. — Jednak, na Merlina, posiadanie ciebie jednego przy sobie jest piekielną karą, jak okropne musiałoby być przebywanie w jednym pomieszczeniu z waszą trójką? — Nacisnął nasadę swego nosa, gdy Harry ukrywał swój uśmiech.
— Zaklęcie Bumbuzling zadziałało zaskakująco dobrze, czyż nie? — Powiedział, oczekując że zostawią ten temat, póki mężczyzna był jeszcze w dobrym humorze. — Czy moglibyśmy spróbować jeszcze raz?
Severus z sykiem wypuścił powietrze spomiędzy zaciśniętych zębów.
— Już żałuję, że się na to zgodziłem. — Mruknął złowrogo. Wstając szybko, zwrócił się do Harry'ego. — Zatem? Sam tego chciałeś! Wstań. Przygotuj różdżkę. — Piorunował go o wiele bardziej wściekłym wzrokiem niż zazwyczaj, gdy krzyknął. — Legilimens! — Harry poczuł, jak wspomnienia pojawiają się w jego umyśle. Słyszał siebie krzyczącego. Snape zakończył swoje zaklęcie. Otumaniony potrząsnął głową, kiedy Mistrz Eliksirów kontynuował przyglądanie mu się swoim zimnym spojrzeniem. — Tym razem użyć słabszego zaklęcia? Czarny Pan schrupałby cię na śniadanie. — Oznajmił z pogardą. — Przygotuj się. Legilimes! — Krzyknął ponownie i Harry zobaczył siebie z Snapem w tym samym pokoju, w którym byli teraz. To było wspomnienie wczorajszej nocy. Było one zamazane, obserwował siebie śmiejącego się i dziwną ekspresję na twarzy profesora. — Expelliarmus! — słyszał siebie krzyczącego zaklęcie i wspomnienie zniknęło. Kiedy jego umysł znów był jasny spostrzegł, że Snape obserwuje go z zagadkową miną.
— Za wolno, Potter. Zbyt wolno. Spróbuj jeszcze raz.
Próbowali więc raz za razem i Harry był pewny, że z czasem idzie mu coraz gorzej i był tym faktem coraz bardziej przybity. A Snape wciąż był w tym swoim okropnym nastroju. Nastolatek dalej nie rozumiał, dlaczego zachowuje się tak zimno, by następnie pozwolić sobie na chwilowy śmiech, i na koniec wrócić do swego wcześniejszego zgorzknienia. Był dzisiejszej nocy na przemian porywczy i powściągliwy, ale głównie to drugie. Dlaczego, do licha, taki był? Harry nie mógł zrozumieć tego człowieka.
W końcu Snape zagłębił się w jego umysł, dostrzegając wspomnienie Harry'ego w którym Mistrz Eliksirów był poturbowany przez Puszka. Jakiegokolwiek zaklęcia użył Gryfon, uderzyło ono w ich obu i spowodowało, że zostali odepchnięci do tyłu. Profesor oczywiście natychmiast odzyskał równowagę, za to Harry potknął się o swoje szaty i wylądował ciężko na tyłku. Krzywiąc się (wylądował na nim tyle razy dzisiejszego wieczora, że ludzie pomyślą, iż Snape go zbił czy coś), spojrzał rozdrażniony na mężczyznę.
Snape westchnął głęboko, spoglądając z irytacją na ucznia.
— Świetnie, panie Potter. Jeśli nie możesz już wytrzymać albo nie masz hartu, by kontynuować dzisiejsze zajęcia, oczekuję twej obecności jutro. Możesz powiedzieć pannie Granger i panu Weasley, żeby ci towarzyszyli. Jestem pewien, że będziemy się świetnie bawić. — Wyglądał na chorego na samą myśl o tym. Harry udał się do drzwi, wdzięczny że może w końcu pójść do łóżka. Niemal już wyszedł z klasy, gdy dotarł do niego szyderczy głos Snape'a. — Panie Potter, następnym razem jeśli będziesz chciał założyć ubrania swego chłopaka, przynajmniej je dopasuj. Zrób to, jeśli nie chcesz skręcić karku.
Harry wiedział, że jego twarz raz jeszcze pokryła się czerwienią. Przez cały długi dzień wysłuchiwał chichotów, insynuacji i wytrzymywał spojrzenia uczniów z każdego domu. Było to niezmiernie nieprzyjemne, ale starał się to ignorować. Jednak o wiele gorzej było, gdy Snape myślał, że Dean Thomas jest jego chłopakiem.
