Rozdział 10: Zielonooki potwór
Snape wykładał przez ponad dwie godziny. Harry oraz Hermiona czuli się przez to jak w niebie, ale z całkiem innych powodów. Hermiona wypełniła wiele rolek pergaminu, swoim zgrabnym, maluteńkim pismem, a jej oczy błyszczały maniakalnym błyskiem. Dla niej, to był jedyny sposób na naukę. Przyśpieszone zajęcia, pisanie, praktykowanie i omawianie teorii, odkrywanie dlaczego czary działały w ten sposób, jaki był sposób ich użycia i kto z nich korzystał. Harry'emu również dobrze szła tak szybka nauka. Praktyczne aspekty zajęcia były niesamowite i wiedział, że był w tym lepszy niż Ron czy Hermiona. Będąc dobry w jednej rzeczy, nie oznacza, że jest okropny we wszystkim, chociaż podejrzewał, że Snape uznał jego notatki za okropne. Wciąż jednak uważał, że dostał wszystko, czego potrzebował. Snape sprawił, że ich notatki przeniosły się na koniec klasy i to spowodowało, że Harry był w pewien sposób podenerwowany. Nie wydawało się to uczciwe, by byli oceniani dodatkowo ze wszystkich swoich zapisków. Jednak nie mógł poświęcić temu zbyt wiele uwagi, ponieważ Snape znów zaczął mówić, racząc ich swoim aksamitnym głosem.
Najlepszą rzeczą w tym wszystkim dla Harry'ego, było to, że lekcja była ciekawa, naprawdę interesująca. Nigdy nie sądził, że Historia Magii może być przydatna do czegoś innego, niż do zasypiania, ale okazało się, że posiadanie dobrego nauczyciela, robiło wielką różnicę. A Snape był naprawdę dobrym profesorem, kiedy pogrążył się w temacie i zapomniał, że ich wszystkich nienawidzi. Było oczywiste, że temat go fascynuje i nie miał problemów, by również zarazić tą pasją uczniów. Przebiegły, entuzjastyczny i bystry. Snape nie trzymał się ściśle swojego planu, tylko przeskakiwał z tematu na temat, nazywając i pokazując czary, które mogli natychmiast rzucić, bez żadnego przeszkolenia. Wyjaśniał z wyraźną przyjemnością każdy temat, który się pojawił.
Nawet Ron bawił się lepiej niż sądził, choć nie było mu szkoda, kiedy już skończyli lekcje.
— Nie był aż tak zły — Harry słyszał, jak szepcze do Hermiony, gdy spoglądali na niego ze współczuciem. — kiedy nie był, no wiesz, taki Snape'owaty.
Harry wiedział, co miał na myśli i prywatnie się z nim zgadzał. Pomimo tego, że Snape mógł nauczyć ich różnych rzeczy, to nie był profesor McGonagall, która była stanowcza, ale sprawiedliwa, a nawet miękka w niektórych sprawach. Snape nie był miękki w niczym, ale mógł być bardzo, ale to bardzo surowy. Nie tolerował żadnej głupoty i nigdy nie był łagodny, gdy została udzielona błędna odpowiedź. Harry wiedział, że mógłby praktycznie zmiażdżyć ego uczniów, tak jak smok mógł przeżuć kości swoich ofiar. Czasami, gdy Snape miał ten pogardliwy wyraz twarzy: „Mam zamiar cię zniszczyć", Harry wolałby zmierzyć się ze smokiem, który pomimo wszystkiego, nie znał tak wiele długich, obraźliwych słów.
— Potter, sądzisz, że na czym powinna polegać twoja dodatkowa kara? Być może, powinno to być, jakieś inne zdanie do przepisywania. Kilkadziesiąt dodatkowych linijek nie zaszkodzi. Jednakże, przypuszczam, że w niczym by to nie pomogło. Zastanawia mnie to, że starasz się być tak okropnym bachorem, bez żadnego powodu. Nie widziałem żebyś później tego wieczoru, był nieracjonalny lub obraźliwy, przynajmniej w porównaniu do tego jaki jesteś zazwyczaj. Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego byłeś taki prowokacyjny. Zajęcia te były wyłącznie twoim pomysłem i nie rozumiem, czemu mam je kontynuować, jeśli jesteś bardziej zainteresowany wzbudzeniem u mnie gniewu, niż uczeniem się ode mnie, Harry był bardzo zawstydzony. Wszystko zaczęło się od tego, że chciał, żeby Snape przestał go pytać, by zmienił temat, ale to bardzo szybko przekształciło się w chęć zobaczenia, czy uda mu się wytrącił profesora z równowagi. Harry odchrząknął.
— Przykro mi, proszę pana — powiedział cicho. — Ma pan rację, to było dość dziecinne. Postaram się, żeby się to nie powtórzyło.
— Postarasz się? — prychnął Snape. — Nie widzę żadnych trudności, by nie doprowadzać mnie do białej gorączki. W takim razie sugerujesz, że w jakiś sposób jesteś zmuszony, by mnie obrażać?
— Nie, proszę pana.
Harry westchnął. Zaczynał czuć się winny, za irytowanie Snape, do momentu aż ten dał mu kolejny szlaban. Potrząsnął głową.
Zaraz, dlaczego czuję, że powinienem go przeprosić? Przecież to ja mam ekstra szlaban. Nie wspominając o tym, że jest to tylko Snape. Kogo obchodzi, co on myśli?
— Nie zaskoczyłoby mnie to, gdybyś robił to z czystej złośliwości. Jesteś bardzo podobny do swojego ojca i...
— Nie, proszę pana! — Harry przerwał mu gwałtownie i Snape zamilkł wpatrując się w te błyszczące, zielone oczy. Harry nagle znalazł się tuż przed nim, z zaciśniętymi pięściami po bokach, głową uniesioną do góry, żeby móc się z nim zmierzyć w twarzą w twarz, tak jak to tylko było możliwe. — Nie jestem! Naprawdę nie jestem. Nie mógłbym... — Harry przełknął ślinę, próbując wymyślić dalszy ciąg, który nie sprawi, że mężczyzna zezłości się jeszcze bardziej. — Nie chciałbym ci zrobić czegoś takiego. To było złe. Okrutne. Nie zrobiłbym tego. Nigdy bym ci nie zrobił czegoś takiego. — Jego wzrok był pełen błagania. Posiadający rozpaczliwą nadzieję, że Snape zrozumie, wiedząc dokładnie, jaki incydent ma na myśli, który nie powinien zostać wspomniany głośno. — Nie zrobiłbym tego — upierał się cicho.
Profesor zamrugał kilka razy, najwyraźniej zaskoczony zapałem Harry'ego. Jego twarz przestała być taka surowa i Harry nagle poczuł, że zaraz ponownie się zarumieni. Zwalczył to usilnie. Jak ktoś mógłby go traktować kiedykolwiek poważnie, jeśli będzie chodził dookoła z rumieńcem, niczym zakochana uczennica. Zamiast tego wyciągnął rękę i delikatnie dotknął czubkiem palca, srebrne zapięcie przy gardle Snape.
— Fajny czar — powiedział Harry. — Skąd masz to zapięcie?
— Należał do... mojego dziadka — poinformował go z nieprzeniknioną miną, Snape.
Harry zdał sobie sprawę, że stoją bardzo blisko siebie, tuż za Snape'em stało biurko McGonagall i mężczyzna zaczynał wyglądać na skrępowanego. Harry opuścił rękę i cofnął się, czując się zażenowany.
— Dobrze — Snape westchnął głęboko i w celu całkowitego zignorowania tego incydentu, powiedział: — Przypuszczam, że jeszcze raz będę musiał się starać, wbić do twojego ciasnego umysłu wiedzę o Oklumencji. Domniemam, że po raz pierwszy, wczorajszej nocy podjąłeś prawdziwy wysiłek, by obronić swój umysł i muszę stwierdzić, że była to twoja najlepsza próba. Zatem, wyciągnij różdżkę.
Harry ponownie potrząsnął głową, z jakiegoś powodu zmuszony do powstrzymania uśmiechu. Snape nie był na niego zdenerwowany, za niemal wywołanie tematu tabu. Nie był zdenerwowany, że Harry go dotknął... prawie go dotknął. Dodatkowo, Snape ponownie to robił: był hipokrytą. Dlaczego Snape'owi przeszkadza, kiedy Harry jest niegrzeczny, gdy sam czuje rozbawienie robiąc to samo. Harry nie mógł tego pojąć... I na Merlina, dlaczego Harry był szczęśliwy, mając kolejną godzinę szlabanu ze Snape'em? Może lepiej było nie wiedzieć. Może najlepiej było przyjąć, że jest szczęśliwy i nie pytać dlaczego. Być może. Przynajmniej na razie.
OoO
Następnego dnia Harry, Ron i Hermiona musieli stawić czoło, nieustającym uśmieszkom uczniów ze Slitherinu, z powodu pozostawionych na ścianach napisów, także inne domy nie szczędziły żartów, przy każdej możliwej okazji. Nawet Seamus i Dean nie mogli się oprzeć, by mijając Hermionę w salach, nie powiedzieć: „Czym jest życie, miłością?" i „Och, fair. Fair." Gdy Ron powiedział im, żeby się zamknęli, odpowiedzieli: „Hej, należało pomyśleć o tym wcześniej.", po czym, parskając śmiechem, udali się do następnej klasy. Harry'emu powiedziano, że wiele rzeczy jest dla jego dobra, począwszy od podstawionej nogi, przez Pansy Parkinson na lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami, pracę domową zadaną przez McGonagall, do tortu czekoladowego, który stanowił deser – Harry'ego bolały oczy od ciągłego przewracania nimi.
Zajęcia ze Snape'em w nocy, były zarazem lepsze i gorsze od ostatnich. Gdy weszli do środka, powiedziano im, że dwójka z nich będzie przepisywać zdania, a trzeci będzie ćwiczyć Oklumencję, a później nastanie zmiana. Harry poszedł na pierwszy ogień i udało mu się tak szybko wyrzucić Snape'a ze swojego umysłu, że ten niemal go pochwalił.
— To było nieco lepsze, niż żałosne niekompetencje, które pokazywałeś wcześniej. Jeśli uda ci się utrzymać tą zdumiewającą niemalże... przeciętność, być może, będę zmuszony do... nagrodzenia cię w jakiś sposób. Być może, mógłbym się powstrzymać przez tydzień od porównania cię z ojcem? — powiedział z przekąsem Harry'emu, niemal się uśmiechając.
Harry uśmiechnął się w odpowiedzi. Miało to dla niego znaczenie, że Snape zdawał sobie sprawę, że przeszkadzało mu takie porównywanie do ojca. Profesor musiał być w naprawdę dobrym nastroju, jeśli powiedział coś takiego. Snape musiał się na serio cieszył swoją nową pozycją. Harry przygryzł dolną wargę.
— Albo narysować uśmiechniętą buźkę na moich notatkach. A raczej nie, przypuszczam, że byłaby to zbyt duża pochwała, dla mojej niemalże przeciętności. Być może mógłbyś narysować zwykłą buźkę na moich notatkach?
— Przepisuj swoje zdanie, Potter — odpowiedział mu Snape, ale w jego oczach, jak i głosie, można było dostrzec lekkie rozbawienie. Harry uśmiechnął się i odwrócił się, zanim zacząłby się ponownie rumienić.
OoO
Harry był tak w dobrym nastroju, że nawet mu się odrobinę nie pogorszył, kiedy zobaczył swoje zdanie do przepisywania: „PRZESTĄNĘ CELOWO PRÓBOWAĆ ROZWŚCIECZYĆ PROFESORA". Cieszył się nawet bardziej, bo wiedział, że jego zdanie zostało specjalne stworzone dla niego. Ron miał do przepisania o wiele bardziej konwencjonalne zdanie: „TO BUDUJE CHARAKTER", podczas gdy Hermiona utknęła z bardzo pospolitym: „PRAKTYKA CZYNI MISTRZA". Harry musiał ukryć uśmiech. To idealnie pasowało do Hermiony. Dobrze było, by zobaczyła, jak to jest po drugiej stronie, moralizatorskiego wykładu.
Wszystko zaczęło się pogarszać, kiedy Snape poinformował, zarówno Rona jak i Hermione, że są znacznie bardziej naturalnie uzdolnieni w Oklumencji niż Harry i co to była za ulga oraz jak o wiele szybciej będzie mógł ich tego nauczyć, niż wtedy, gdy myślał że będą mieli równie nieuporządkowany umysł jak Potter i nie będzie musiał korzystać z kija, ewentualnie z marchewki, by to zrobić. Hermiona potrzebowała chwilę oddechu po ataku chichotu, gdy to usłyszała (Snape stwierdził, że nie ma pojęcia, co się z nią dzieje), podczas gdy Ron przez najbliższą godzinę wyglądał tak, jakby miał zaraz zwymiotować. Harry chciał, żeby ta noc się jak najszybciej skończyła, a także, by jego twarz przestała być jasnoczerwona.
Lekcje tego wieczoru były ciężkie i Harry zorientował się, że konkuruje z Hermioną. Wiedziała o wiele lepiej niż on, jak wyjaśnić rzeczy i jej duża wiedza czytelnicza z pewnością dawała jej przewagę, jeśli chodzi o odpowiedzi na pytania, ale Harry miał lepszy instynkt oraz o wiele szybciej myślał. Irytowało go to, że Hermiona się tak bardzo stara. Zawsze była uzdolnionym uczniem i prześcigała go we wszystkim innym, więc dlaczego nie mogła pozwolić, by to on był lepszy w Obronie Przed Czarną Magią? Pragnął chociaż jednej rzeczy (nie licząc quidditcha, który wymagał raczej większej szybkości niż inteligencji), w której mógł zabłysnąć. Dlaczego tego nie dostrzegała?
Profesor Snape zauważył ich konkurencję, a nawet wydawało się, że jest nią rozbawiony. Często nastawiał ich przeciwko sobie, starając się pokazać im wady w ich argumentacji i stanowisku. Harry zastanawiał się, czy robił to, by ich zachęcić do większego wysiłku, czy może był to po prostu paskudny charakter Snape'a. Pod koniec zajęć Harry i Hermiona ledwo byli w stanie mówić, a Ron był całkowicie zaskoczony ich konkurencją. Harry powtarzał sobie, że to nie wina Hermiony, że była inteligentna i chciała, żeby inni to przyznali. Do licha, dzięki jej wiedzy, wyszli kilka razy obroną ręką z kłopotów. Wciąż jednak czuł dziwne, nieprzyjemne uczucie w brzuchu, gdy Hermiona odpowiedziała prawidłowo na pytanie lub Snape dał jej jeden z nielicznych, lakonicznych komplementów. Harry nie wiedział, co czuł: urazę, złość, zazdrość? Wiedział tylko, że trwało to do końca zajęć, aż otrzymał z powrotem swoje notatki, które oddał wczorajszego wieczora.
To było... nie, to nie była dokładnie uśmiechnięta buźka. Była tam prosta linia, w miejscu gdzie powinien być uśmiech. Harry zaniemówił. Na górze jego notatek, była twarz bez żadnego wyrazu. Zaśmiał się i schował pergamin, by inni ją nie zobaczyli. Celowo guzdrał się tej nocy, by móc wyjść z klasy jako ostatni, uśmiechając się do Snape'a jak skończony idiota. Profesor również postrzegał tak ten uśmiech.
Mężczyzna był pochylony nad pergaminem i nie powinien być w stanie zobaczyć Harry'ego, ale i tak to zrobił.
— Potter, przestań posyłać mi ten okropny, obrzydliwie ociekający szczęściem, zalotny uśmieszek i wyjdź — powiedział, nie podnosząc wzroku.
Harry zaśmiał się i poszedł spotkać się z przyjaciółmi oraz przeprosić Hermionę.
— Przepraszam, że byłem takim dupkiem na zajęciach — powiedział cicho, gdy ruszyli z powrotem do wieży Gryffindoru. — Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieje.
— To nie twoja wina, kolego — odpowiedział Ron, tak jakby był jedynym, którego przepraszał Harry. — Kilka dodatkowych godziny w nocy, spędzonych ze Snapem wystarczy, by każdy zachowywał się trochę dziwnie. — Potem zrobił głupkowaty wyraz twarzy i złapał się za głowie niczym wariat.
— Racja. — Hermiona zaśmiała się słabo. — I również przepraszam. Wiem, jak wiele dla ciebie znaczy, być dobrym w Obronie Przed Czarną Magią. Słyszałam, jak mówiłeś, że chcesz być aurorem i dlatego chcesz mieć najlepsze oceny z Obrony. Ale powinieneś podnieść swój stopień z eliksirów, a potem z innych zajęć. Jest to jeden z tych zawodów, który wymaga W z licznych przedmiotów, a ty...
Harry spojrzał na Rona i obaj przewrócili oczami. To było takie Hermionowate, by dać im wykład. Odwrócili się i udawali, że są zainteresowani rozmową przez całą drogę do pokój wspólnego. Hermiona mogła być naprawdę nudna. Wciąż jednak miło było znów z nią rozmawiać... szczególnie, że było teraz coś o czym naprawdę chciał z nią porozmawiać.
