Rozdział 12: Niezmiernie niezgrabny Harry i pewne wybuchające kule

Harry był przerażony. Hermiona wiedziała o jego zainteresowaniu mistrzem eliksirów, a przynajmniej tak było na początku. Ale dziewczyna nie dokuczała mu z tego powodu (jeśli miałby czas, by się nad tym zastanowić, to mógł się domyśleć, że tak będzie), a nawet wsparła go w tym. Jej rada na temat prowadzenia dziennika okazała się prawdziwym skarbem. W pewnym momencie Harry zorientował się, że czuje się wręcz fizycznie chory od trzymania tych wszystkich uczuć w sobie. Gdy Ron pochylił się nad nim i zapytał, co pisze, odpowiedział:

— Jestem sekretarzem w W.E.S.Z. Hermiona chce, bym robił notatki.

Ron wydawał się tym faktem zdenerwowany i nigdy nie zapytał o to ponownie. Harry udzielał tej samej odpowiedzi, gdy ktoś okazał zainteresowanie tym co robi mówiąc im, że powinni oni zobaczyć wszystkie rzeczy i dane jakie zanotował. Lubił patrzeć jak ludzie się krzywią i odwracają się na pięcie. Raz czy dwa podzielił z Hermioną tajemniczy uśmieszek dotyczący tego. Miał wrażenie, że dziewczyna całkiem nieźle się bawi się tym wszystkim.

Na początku Harry miał problem z prowadzeniem dziennika. Nigdy nie miał czasu, aby uporządkować takie rzeczy jak uczucia, nie mówiąc już o ubraniu ich w słowa i spójne zdania. Dlatego też, gdy zaczął go prowadzić, umieszczał w nim jakąś notatkę chaotycznych myśli. Jak niekomfortowo się czuł sam ze sobą. Jego przemyślenia o tym, co sądził magiczny świat o gejach. Czy Snape był zainteresowany mężczyznami i jak Harry mógł sprawić, by ten się nim zainteresował. I czy był całkowicie szalony chcąc tego. Zakładał, że był. Nie widział nikogo innego, śledzącego wzrokiem mistrza eliksirów, wiszącego na każdym jego słowie i zagubionych w tych ciemnych, mrocznych oczach.

Przyłapał się pewnego dnia na przyglądaniu się Lavender, gdy ta pisała imię Lee Jordana na okładce książki, by później ozdobić je bogato maleńkimi sercami i buziaczkami. Zbudziło to u Harry'ego odrazę. Potem próbował zrobić to samo z imieniem Snape'a w swoim dzienniku i musiał go zamazać. Nie wyglądało za dobrze. Może gdyby ozdobił je małymi nietoperzami i pajęczynami osiągnąłby lepszy efekt. Próbował z czystej ciekawości i skończyło się to niemal opuszczeniem zajęć z Zaklęć, bo tak krztusił się ze śmiechu. Jednakże wyglądało to w jakiś sposób odpowiednio. W przepływie kaprysu, pokrył przód notatnika takimi samymi buźkami jaką zrobił dla Snape'a.

Zaczął wszędzie nosić ze sobą dziennik, bojąc się, że ktoś może go przeczytać. Starał się być ostrożnym i nie używać imion zbyt często, ale zapominał o tym, zwłaszcza gdy pisał o mistrzu eliksirów. Pisał o sytuacji, gdy Snape się zaśmiał po incydencie Harry'ego z koszem i jak potem chytrze powiedział całe imię i nazwisko mężczyzny bez wzbudzania podejrzeń, tylko po ty, by zobaczyć jak zareaguje profesor, gdy powie do niego „Severus". Harry uważał je za całkiem seksowne i zastanawiał się, czy będzie miał kiedykolwiek okazję, by ponownie je użyć. Napisał o tym, jak jego serce zatrzepotało mu w piersi, kiedy Snape nazwał go po raz pierwszy po imieniu, gdy miał atak paniki. Podobał mu się pomysł, że mogliby się zwracać do siebie po imieniu. Stać się nawet przyjaciółmi.

Patrzył ukradkowo na Snape, kiedy przepisywał w kółko: „PEWNEGO DNIA PODZIĘKUJE PROFESOROWI SNAPE'OWI ZA TO" i uznał, że mężczyzna jest w pewien sposób słodki. Będzie to jedna z najbardziej chorych myśli jakie kiedykolwiek umieści w dzienniku. Mistrz eliksirów pracował nad poprawieniem oklumencji u Hermiony, co Harry uznał za dość zabawne, odkąd wiedział, że Hermiona nie chce ujawnić jednej czy dwóch tajemnic.

— Czy to wszystko na co cię stać, Granger? Chcę, żebyś starała się bardziej niż teraz – powiedział Snape po jednej szczególnie długiej i wyczerpującej walce o wspomnienia. Hermiona skończyła po niej na podłodze, skąd krzywiła się na profesora. Mężczyzna wzdrygnął się lekko, dodając: — Istnieją pewne rzeczy, których człowiek nie powinien być świadkiem, nawet w imię ratowania świata ze szponów Czarnego Pana. Jeśli domagasz się robić takie rzeczy z panem Weasley'em, to proponuję zainwestować w myślodsiewnię i poprosić mnie, jak usunąć wspomnienia przed rozpoczęciem zajęć.

Hermiona, z gorącym rumieńcem wstydu, wstała i z jakiegoś powodu spojrzała nieprzychylnie na Harry'ego. Zerknął na Snape i ukrywając lekki uśmiech wrócił do swojej pracy.

— Nie ma problemu. — Usłyszał jak Hermiona oświadcza z rozdrażnieniem. — Po prostu postaram się mocniej.

Harry sam znacznie się poprawił w oklumencji. Być może impulsem do wzmocnionego wysiłku była przerażająca myśl, że Snape odkryje niektóre z fantazji Harry'ego dotyczących niego. Gdy nadeszła jego kolej, spróbował wyobrazić sobie biały pokój, z śnieżnobiałymi ścianami, oknami, drzwiami i jasnym białym światłem docierającym do wszystkich zakamarków, zacierając każdą inną myśl. Czuł niewyraźnie, że Snape szturcha w tę wizję, ale pomimo, że zachwiała się lekko, gdy mężczyzna mówił, to Harry'emu udało się utrzymać ten obraz. Wreszcie Snape zatrzymał swój atak.

— To było... nowe podejście. — skomentował cicho profesor. — Wątpię, byś był w stanie go utrzymać będąc otoczony przez Śmierciożerców i narażony na fizyczne ataki, ale cóż... niemniej, może być to użyteczny pomysł. Jestem... prawdopodobnie mniej niezadowolony z ciebie niż kiedykolwiek.

Harry rozpromienił się tak bardzo z powodu pochwały, że niemal mógł wybuchnąć od tego szczęścia, wtedy też Snape zaatakował. Harry nagle znalazł się patrzący na Snape'a, który podkradał się do niego w lesie, poruszając się szybko i drapieżnie. Gryfon przełknął, widząc to marzenie i na oślep rzucił przekleństwo. Słyszał, że coś się rozbiło, ale z pewnością nie trafił w profesora, ponieważ wspomnienie się zmieniło. Teraz był to obraz dziennika Harry'ego, usianego uśmiechniętymi buźkami. To była katastrofa! Musiał przestać myśleć o tych wspomnieniach! Wykrzykiwał przekleństwa, rzucając je w lewo i w prawo, słuchając jak odbijają się rykoszetem po pokoju i latają bezwładnie dookoła. Było to jednak bezskuteczne. Snape był wciąż w jego głowie, przesiewając te wyjątkowe wspomnienia. Dłoń mistrza eliksirów, robiąca pełen wdzięku gest. Głos mężczyzny brzmiący niczym whisky spływający za pomocą różowego języka. Jego wargi wykrzywione w uśmieszku. Oczy z brwiami w charakterystycznej pozie. Harry rzucił losowo kilka klątw i zaklęć, ale nadal nic się nie stało. Teraz widział swój wczorajszy sen. Boże, nie! Tylko nie ten! Mistrz eliksirów pochylił się, jego usta rozchyliły się nieznacznie i Harry zaczął myśleć rozpaczliwie o wcześniejszym pomieszczeniu. Biały pokój! Białe ściany! Biała podłoga, sufit, okna! Biały, biały, biały! Utrzymywał ten kolor w swoim umyśle, chcąc by jego myśli przestały się błąkać. W końcu mentalny atak się skończył.

— Jesteś zbyt ufny, Potter — Usłyszał zadowolony głos Snape'a nad sobą i spojrzał na niego przez przekrzywione okulary. Mężczyzna zaoferował mu dłoń. Harry'emu wydawało się, że uniósł przy tym brew. Nieśmiało pozwolił profesorowi pomóc sobie wstać. — Jeśli twoi wrogowie ci schlebią, to pozwolisz im tak samo łatwo dostać się do umysłu jak mi?

Harry rozejrzał się w oszołomieniu po pomieszczeniu widząc dokonane szkody. Biurka uczniów zostały wywrócone i wyglądały tak, jakby zostały porozrzucane dookoła bez ładu i składu. Kałamarz został rozbity, a atrament z niego pokrył podłogę i jedną z ścian, tworząc ciemną niebieską plamę. Ron i Hermiona zerkali ostrożnie zza solidnego biurka McGonagall. Jedno z krzeseł zostało roztrzaskane do stosu wykałaczek, a inne były poobijane i zmaltretowane.

— Ja to zrobiłem? — zastanawiał się Harry, przyciszonym głosem.

— Poprawny wniosek. — odpowiedział Snape, starając się zabrać swoją dłoń. Harry nie był jeszcze skłonny do zrezygnowania z niespodziewanego ciepłego uchwytu mężczyzny i odmawiał puszczenia jego ręki. To oznaczało, że został pociągnięty do przodu przez nauczyciela. Myśląc szybko, wykombinował wszystko tak, by wpaść w ramiona mistrza eliksirów. Profesor nie spodziewał się tego i próbując odsunąć się od Harry'ego, poślizgnął się na oderwanej od krzesła nodze, tracąc równowagę. Mężczyzna w krótkiej chwili z pionowej pozycji znalazł się w poziomej. Harry, trzymając mocno rękę mężczyzny został pociągnięty za nim. Gryfon spadł na Snape'a z nogami i ramionami po jego bokach, opierając się głównie na jego klatce piersiowej.

— Czy. Straciłeś. Rozum. Potter? — zapytał go chłodno Snape.

Harry musiał mocno odchylić głowę do tyłu, by zobaczyć jego twarz, teraz gdy mężczyzna pół siedział na miejscu, w którym upadł. Harry odgarnął nieokiełznane pasma włosów z oczu, starając się przyjąć jak najbardziej atrakcyjny, a zarazem skruszony wyraz twarzy. Twarz mistrza eliksirów była trochę zamazana (teraz, gdy okulary Harry'ego zwisały mu z jednego ucha), ale zdołał usłyszeć niezadowolone sapnięcie mężczyzny.

— Nigdy nie sądziłem, że będę w najmniej godnej pozycji, aby to powiedzieć — poinformował go Snape — ale powinieneś przestać na mnie leżeć i wstać. Mogą przez to powstać nieszczęsne plotki, a po za tym twój podbródek jest bardzo ostry i wbija mi się w żebra.

Harry poczuł ulgę, że Snape dobrze to znosi, więc zmienił pozycję, nie na kompletnie inną, ale na taką, żeby jego podbródek się wbijał się profesorowi w żebra, ponieważ gdyby Snape chciał się go pozbyć, to mógłby z łatwością go odepchnąć, ale i tak starał się umieścić brodę w ten sposób, by było to jak najwygodniejsze dla profesora. Przyglądał się z zainteresowaniem, jak Snape skrzywił się. Pomacał podłogę i delikatnie usunął nogę krzesła spod nich, która wywołała tę małą katastrofę. Zlustrował wzrokiem kawałek drewna przed odrzuceniem go na bok. — Tak. — powiedział w końcu mężczyzna z cierpiętniczym westchnieniem. — Podatny na katastrofy Potter znów to zrobił. — Harry starał się uśmiechnąć ujmująco. — Przestań się we mnie wpatrywać, nieznośny bachorze. Czy nie kazałem ci: WYNOSIĆ SIĘ ZE MNIE? — Zaskoczony Harry zerwał się na nogi. Snape otrzepał szatę. — Lepiej. Wiem, że wyznałem iż byłem zahipnotyzowany twoją poprzednią pracą nóg w tym komicznym balecie, który nadal lubię sporadycznie nazywać Epicka Bitwa Harry'ego z Koszem Zagłady. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego pomyślałeś, że chciałbym uczestniczyć w jej kontynuacji?

— O kurczę. Naprawdę, ale to naprawdę bardzo przepraszam... — zaczął Harry, ale Snape uciszył go machnięciem dłoni. Harry zaproponował profesorowi rękę, by mu pomóc, ale ten spojrzał na niego złowrogo przez chwilę, zanim stanął samodzielnie na nogi. Harry zaryzykował spojrzenie wstecz na Hermionę i Rona, którzy byli przerażeni i oniemiali. Uśmiechnął się do nich zakłopotany, przed zwróceniem uwagi na bieżący problem. — Ja... Nie jesteś ranny? — Harry przygryzł wargę, gdy patrzył jak mistrz eliksirów sprawdza rozdarcie w szacie na łokciu.

Snape posłał mu miażdżące spojrzenie.

— Możesz być przyzwyczajony do sporadycznych, silnych upadków na podłogę, ale mogę cię zapewnić, że jestem do tego dużo mniej przyzwyczajony. Będę miał po tym siniak na siniaku, a stan moich łokci będzie jeszcze bardziej tragiczny. - Zerknął na chłopaka i mruknął: — Przypuszczam, że nie ucierpiałeś nadmiernie? — Jego ton był rozmyślnie obojętny, ale serce Harry'ego i tak wzrosło.

— Boli mnie ucho. — przyznał Harry, pocierając je. Kiedy odsunął rękę, był zaskoczony widząc krew.

— Harry! Jesteś ranny! — usłyszał krzyk Hermiony i zaraz po tym pojawiła się wraz z Ronem obok niego sprawdzając, czy nic mu nie jest. — Och... Harry — westchnęła Hermiona. — Masz wbity odłamek szkła.

Ron wzdrygnął się i odwrócił wzrok.

— Fuj, kolego. To wystaje z twojego ucha. Makabryczne. Fred i George będą żałować, że ich to ominęło.

— W porządku, zróbcie miejsce. — Snape odsunął dwójkę Gryfonów. — Niech któreś z was znajdzie moją różdżkę, a drugie jakiś rodzaj materiału. Będziemy musieli zetrzeć krew, bym mógł zobaczyć, gdzie mam rzucić zaklęcie. — Hermiona podała mu różdżkę, a Ron użył rękawa szaty do wytarcia posoki. Harry wzdrygnął się lekko, a Snape stwierdził: — To wystarczy. — Delikatnie przechylił głowę chłopaka i wyciągnął odłamek szkła z jego ciała. Po jego usunięciu popłynęła świeża krew i Harry zaczynał być trochę przerażony, widząc miny Rona i Hermiony. — Przestań być takim dzieckiem, Potter — powiedział Snape, używając własnego rękawa, by przetrzeć ranę. — Widziałem gorsze rzeczy niż to małe nacięcie. Będziesz żyć. — Rzucił szybko zaklęcie lecznice, a rana ładnie się zamknęła. — To powinno wystarczyć — stwierdził, wycierając krew i sprawdzając, czy ucho nie zastało uszkodzone w inny sposób. Ponieważ dotykanie go już nie bolało, Harry zadrżał podekscytowany, gdy profesor przysunął palcem po tyle jego ucha. Nieświadomie podniósł rękę i chwycił przód szaty mistrza eliksirów. — Boli? — zapytał zaniepokojony Snape.

Usta Harry'ego były suche.

— Troszkę. — szepnął modląc się, by mężczyzna nie przestawał go dotykać.

Snape pochylił się, by przyjrzeć mu się lepiej i Harry przymknął oczy, czując jego ciepły oddech na szyi.

— Nie sądzę, żeby były jakieś inne odłamki — powiedział niskim głosem profesor, patrząc uważnie na ucho Gryfona i gładząc go palcami. — Przypuszczam, że szkło pochodziło z okularów. — Pewnie zniszczyłeś je, jak wszystko dookoła.

Harry zmarszczył brwi, gotów do zaprotestowania, gdy piskliwy krzyk rozdarł powietrze.

Snape odsunął się gwałtownie, spoglądając na drzwi. Kolejny wstrząsający krzyk przeniknął noc. Ron przełknął ślinę i spojrzał na profesora.

— Myślałem, że jak zawsze nałożyłeś wyciszający czar.

Snape ruszył w kierunku drzwi będąc już w trybie szpiega.

— Bariery nie pozwalają, by dźwięki wydostały się na zewnątrz, Weasley — poinformował ich ściszonym głosem. — Nie zatrzymuje dźwięków z zewnątrz. — Otworzył drzwi i wystawił głowę na zewnątrz. Nie wydawał się zaskoczony, gdy rozbrzmiał trzeci krzyk. — Wasza trójka tutaj zostanie. — nakazał i zniknął w ciemnościach zamku.

— Brzmiało jak banshee. — szepnęła z mocą Hermiona.

— Powinniśmy za nim pójść? — zapytał Ron, spoglądając na nich w celu zatwierdzenia. Hermiona przyjęła postawę dezaprobaty, a Harry przestał oddychać. Nie chciał, żeby jego przyjaciele zostali skrzywdzeni, ale co jeśli Snape zostanie ranny?

— Nic mu nie będzie, Harry. — powiedziała gwałtownie Hermiona po raz kolejny udowadniając, jak spostrzegawcza była. — Spędził wiele lat pogrywając z wielkimi, złymi Śmierciożercami. Jakaś mała banshee nie będzie dla niego problemem.

Kolejny krzyk rozbrzmiał będąc teraz słaby i niewyraźny. Dobry Boże, a co jeśli nie było to banshee? Co jeśli to Snape krzyczał o pomoc?

— Nie mogę, Hermiono. — powiedział do niej obdartym z emocji głosem. — Nie mogę znieść niewiedzy. Muszę coś zrobić.

Rzucił się do drzwi, Ron był tuż za nim. Z jękiem frustracji Hermiona podążyła za nimi.

Skradali się korytarzem, starając się pamiętać wszystko czego nauczył ich Snape. Żadnych rozmów czy szeptów. Komunikuj się za pomocą gestów i prędkimi kiwnięciami głową. Trzymaj się blisko ściany. Różdżka w pogotowiu. Jeśli coś widzisz, nie wahaj się to przeklinać jak szalony, tak na wszelki wypadek, gdyby planowało zrobić to samo tobie. Utrzymuj regularny oddech. Spokojnie, spokojnie... zamknij oczy. Ręka Harry'ego zacisnęła się na różdżce. Co to było? Hermiona dotknęła jego ramienia w sygnale do zatrzymania się. Stanęli w mrocznej sali z bijącymi gorączkowo sercami.

Niespodziewanie świat wydawał się eksplodować. Najjaśniejsze światło jakie Harry kiedykolwiek widział wpadło do sali, a burzliwy dźwięk dotarł do nich. Rzucili się na podłogę, zakrywając głowy rękami. Światło zamigotało i zgasło, ale dźwięk wciąż trwał. Stopniowo się zmniejszał, zmieniając się z głośnego huku do przytłaczającego, ogłuszającego, przenikającego krzyku. Harry podniósł głowę próbując odnaleźć źródło hałasu. Zwrócił chwiejnie głowę w dół korytarza.

Nagle naszła go pewna myśl: Jeśli Snape był gdzieś w pobliżu miejsca wybuchu, to jego uszy z pewnością krwawią. Uspokój się, uspokój – powtarzał sobie Harry. Pomfrey może wyleczyć uszkodzony słuch tak samo szybko jak złamane kości.

Ron pomógł Hermionie wstać na nogi. Miał brwi uniesione w niepokoju. Skinęła lekko głową jakby mówiąc, że nic jej nie jest. Harry również podniósł się ostrożnie. Gdy Ron wskazał na północ, przytaknął. Ze zdeterminowaną miną, Weasley ruszył szybko w kierunku nieznanego. Dźwięk wciąż trwał. Nie był już tak ciągły, ale jego głośność się utrzymywała na tym samym poziomie. Słyszeli również inne dźwięki. Zamek się budził.

Harry przyśpieszył kroku wiedząc, że musi dotrzeć na miejsce zanim pojawią się nauczyciele i zagrodzą mu drogę. W głębi jego umysłu, wzburzony głosik syczał: „Snape, Severus Snape". Zmusił się do zachowania spokoju i logicznego myślenia. Zmierzali gdzieś na północ i tak wysoko jak mogli. Źródło dźwięku było wysoko nad resztą zamku i nogi Harry'ego bolały od wspinaczki po schodach. Hermiona machnęła do nich ręką, sygnalizując bezgłośnie: „Północna wieża". To był prawidłowy wniosek. Nic nie było tak wysoko i tak oddalone na północ. Teraz znając swój cel biegli szybciej, ścigając się na wąskich, zakręconych schodach.

U podstaw srebrzystej drabiny prowadzącej do klasy wróżbiarstwa leżały błyszczące, ostre kawałki kryształowych kul.

— Co się tutaj stało? — zapytał ochryple Ron.

— Kto tam? — zabrzmiał w odpowiedzi ostry głos Snape. Jego twarz pojawiła się w otworze sufitu. Wyraźnie był niezadowolony ich widokiem tutaj.

— Idiotyczne dzieci. — warknął. — Wynoście się stąd w tej chwili!

W tle usłyszeli szlochającą Trelawney.

— Och, Severusie. — wykrztusiła i głowa mistrza eliksirów obróciła się w jej stronę.

— Nie podchodź tutaj, Sybillo. Wszędzie jest szkło — ostrzegł ją. Spojrzał na nich ponownie i wykonał wyganiający ich gest.

Zaczęli się wycofywać, wciąż słysząc jęki i drżący głos nauczycielki wróżbiarstwa.

— Moje kryształowe kule! Każda, co do jednej! Och, och, och! — Ponownie jej głos został zniekształcony w szloch.

Hermiona chwyciła ich gwałtownie za ramiona i pogoniła sprintem po schodach, unikając dociekliwych głosów Dumbledore'a i McGonagall, chroniąc się w wieży Gryffindora.

Będąc w wieży, wśród świeżo obudzonych kolegów, spojrzeli na siebie z powagą.

— Zostały rozbite. — skomentował miękkim głosem Harry. — Każda z nich. Czy wiecie jak z grubego szkła są zrobione i jak ciężkie? To jak rozbicie cegły!

Źrenice Hermiony rozszerzyły się, a ona przytaknęła z powagą.

Ron podszedł do niej i objął, opierając brodę na jej głowie. Uśmiechnął się lekko do Harry'ego i wyszeptał:

— Założę się, że Trelawney tego nie przewidziała.