Rozdział 13: Pocałunek to tylko pocałunek, a reprymenda to całkowicie coś innego
Hermiona złapała Harry'ego, by pogadać z nim na samotności następnego dnia rano. Był zainteresowany, co powie, bo był przekonany, że ma nowe pomysły dotyczące wydarzeń wczorajszego wieczora. Był zaskoczony, gdy natychmiast zaczęła go ganić za jego zachowanie w stosunku do Snape'a.
— Szczerze, Harry, jeśli dalej będziesz się tak zachowywać, to Ron zrozumie, że jesteś zainteresowany profesorem Snape'em. Jeśli on odkryje to, to każdy zacznie to widzieć. Nie możesz rzucać się na człowieka w ten sposób! To było naprawdę zawstydzające. Masz pojęcie jak źle to wyglądało, gdy tak na nim leżałeś? Przestań robić z siebie idiotę z jego powodu!
Harry zarumienił się intensywnie, kuląc się w fotelu w obronnym geście.
— Doskonale wiesz, że i tak wyszedłbym na durnia. Przynajmniej w ten sposób mogę powiedzieć, że zrobiłem to z jakiegoś powodu. I co ty właściwie wiesz? Nigdy nie miałaś problemów, z tym żeby Ron się tobą zainteresował. Snape przynajmniej zwrócił na mnie uwagę. I mam na myśli, że naprawdę mnie dostrzegł ostatniej nocy.
Hermiona przyłożyła dłoń do oczu, wyglądając na załamaną.
— Harry, proszę. Po prostu bądź sobą. Przystopuj z tym trochę. Przestań o tym tak dużo myśleć. Coś dziwnego się tutaj dzieje i musisz mieć jasny umysł. To, co się stało ostatniej nocy jest znaczące w pewien sposób. Kryształowe kule nie rozbiły się same. Musimy się dowiedzieć, co się dzieje.
Harry był zdecydowany wycisnąć z mistrza eliksirów każdy szczegół dotyczący wydarzeń z poprzedniej nocy. Zaciskał zęby przez całe swoje zajęcia, chcąc żeby zegar wreszcie się nad nim zlitował i ogłosił koniec lekcji. Wydawało się, że Ron i Hermiona czuli się podobnie. Stukali palcami o blaty biurek, spoglądali na siebie z identycznymi oznakami zniecierpliwienia, nie mogąc skupić się na słowach profesorów. Do publicznej wiadomości nie podano żadnych wyjaśnień dotyczących ostatniej nocy, ogłoszono tylko, że zajęcia z wróżbiarstwa są odwołane.
Lavender wyglądała tak jakby miała się rozpłakać na tę wieść, ale większość Gryfonów była bardzo zadowolona. Najpierw nie musieli chodzić na eliksiry przez dwa miesiące, a teraz nie muszą stawić czoła Trelawney przez nieokreślony czas. Atmosfera w pokoju wspólnym była wesoła, tak jakby ktoś ogłosił dodatkowe wakacje. Harry chciał być tak szczęśliwy z tego powodu jak inni, ale naprawdę pragnął iść do Północnej Wieży i dowiedzieć się, co się stało. Cokolwiek to było, był prawie pewien, że nie stanowiło to powodu do świętowania.
Kiedy wreszcie skierowali się do sali Transmutacji, chętni do wybadania wszystkich szczegółów ze swojego profesora eliksirów zostali przywitani na samym progu:
— Marnotrawni synowie powrócili. — Snape skonfrontował ich chłodno. — Oczekujecie, że będę z was zadowolony? Hmm?
Nagle pojawił się przed nimi, górując nad Gryfonami z oczami płonącymi z furią. Całe jego ciało emanowało stłumioną magiczną energią.
Nagle Harry miał problemy z oddychaniem.
— Prze... Przepraszamy, że pana nie posłuchaliśmy, proszę pana. — Udało mu się powiedzieć dyszącym głosem, z szeroko otwartymi oczami ukrytymi za nowymi okularami. Uniósł rękę, chwytając kołnierz, starając się go dyskretnie rozluźnić.
Wytrącony z równowagi Snape wpatrywał się w niego.
— Tak, cóż, bądź co bądź — kontynuował speszony. — Nie tylko całkowicie zignorowaliście moje rozkazy, ale także poszliście sobie i zostawiliście mnie z całym tym bałaganem. — Znowu zaczynał się nakręcać. Ron wraz z Hermioną, wyczuwając, że Harry może być jedyną opcją powstrzymania gniewu mężczyzny, szybko stanęli za swoim przyjacielem. Snape zaczął krzyczeć, gestykulując dziko, rozrzucając szeroko ramiona w rozdrażnieniu. — Wróciłem tutaj, tylko po to, by się dowiedzieć, że wasza cholerna trójka nawet nie starała się naprawić powstałych w tym pokoju zniszczeń. Kilka z tych krzeseł nie mogło zostać naprawionych nawet za pomocą magii, Potter. Nowe zostały zakupione za moje wynagrodzenie, które, zapewniam cię, jest już wystarczająco żałosne bez jakikolwiek dodatkowych wydatków! Czy masz pojęcie, jak ciężko było to wytłumaczyć McGonagall! Nie mogę wymyślić żadnego dobrego powodu do kontynuowania uczenia was, biorąc pod uwagę godne pożałowania, okropne, niezwykle barbarzyńskie, całkowicie niewybaczalne zachowanie waszej nikczemnej trójki!
— Naprawimy to dla ciebie! — pisnął rozpaczliwie Harry. Chwycił ramię mężczyzny, chcąc zatrzymać jego gestykulację i uspokoić go. — Zapłacę za to z własnej kieszeni! Zwrócę ci pieniądze! Obiecuję! Proszę, ucz nas dalej! To wszystko moja wina! Wezmę za to odpowiedzialność! Ukarz mnie jak tylko chcesz, tylko proszę powiedz, że dalej będziesz naszym prywatnym nauczycielem! Możesz kazać mi wyczyścić toalety! Rozkazać, żebym pomógł ci przy swoich eliksirach! Możesz uczynić mnie swoim osobistym skrzatem domowym i zmusić mnie do wyczyszczenia swoich pokoi! Możesz mnie upokorzyć oraz poniżać w każdy sposób przed Malfoyem, a ja nie będę protestować! Możesz...
Snape wyszarpał swoje ramię z jego uścisku. Spojrzał na nastolatków ponownie, wtrącony z t równowagi. Jego zwykle ziemista twarz wydawała się zaróżowiona z powodu gorącego rumieńca.
— Przestań, Potter — syknął, krzyżując ramiona w obronnym geście. — Bełkoczesz niczym pijana małpa.
Ron i Hermiona obserwowali to wszystko z otwartymi ustami. Ron potrząsnął głową w zamroczeniu.
— Harry — wyszeptał ochryple. — Co się z tobą dzieje? Merlinie! Przestań się tak poniżać i to dla Snape'a! Nie potrzebujemy go tak bardzo! Postaraj się mieć trochę godności, dobrze?
— Zamknij się, Weasley — odparł zjadliwie Snape. — Przestańcie tak bezczynnie stać. Do tablicy robić swoją cholerną karę. Jesteś najbardziej odrażającą kreaturą jaką widziałem i moja cierpliwość jest na granicy wykończenia. Wątpię, żebym się powstrzymał przed rozszarpaniem cię na kawałki, kiedy następnym razem otworzysz usta. Nie będzie dzisiaj żadnego ćwiczenia oklumenci i lekcji. Będziecie przepisywać swoje zdania, aż do samego końca. W pełni na to zasługujecie. I tak jestem zbyt zdenerwowany, by zajmować się dzisiaj waszą głupotą.
Mężczyzna był tak wściekły, że Ron nie sprawdzał, czy spełni swoją obietnicę. Wszyscy pognali na swoje miejsca przy tablicach, gdy im je wskazał.
Harry pośpiesznie przepisywał: „PROFESOR SNAPE NIE JEST SKARBONKĄ BEZ DNA", zbyt bojąc się, aby obrócić się i sprawdzić na jakim etapie jest Hermiona, której linijka brzmiała: „PROFESOR SNAPE NIE JEST MOJĄ GOSPOSIĄ" (które częściowo było jej własną decyzją, bo odmówiła uznania słowa „skrzat), czy Rona, któremu mściwie przyznano: „NIE JESTEM WŁAŚCICIELEM TEGO MIEJSCA". Harry był na kłębkiem nerwów, słuchając jak Snape chodzi po jednej stronie pokoju, warcząc o: „nie do zniesienia, niewdzięcznych, bezczelnych, zarozumiałych, małych dzikusach", gdy po drugiej stronie pomieszczenia Ron mruczał pod nosem: „nieprzyjemny, apodyktyczny, obłudny, wrzeszczący, bezwzględny drań". Nie sądził, że może wytrzymać jeszcze więcej. Harry był pewien, że lada chwila Ron przekroczy granicę, a Snape mu tego nie przepuści i dojdzie do rozlewu krwi, chaosu i ewentualnie całkowitego zniszczenia klasy McGonagall.
Za każdym razem, gdy Ron zagalopowywał się lub podnosił głos, to Hermiona syczała na niego, by się uspokoił. Harry był jej za to niezmiernie wdzięczny, a ze swojej strony starał się jak najlepiej przekazać tylko za pomocą ruchu warg: „Przepraszam" i „Proszę nas nie zabijać", gdy tylko dostrzegał, że Snape na niego patrzy. Sądząc po pogłębiającym się grymasie na twarzy mężczyzny, nie było to zbyt pomocne.
Kiedy skończył się ich szlaban, Hermiona wyciągnęła pośpiesznie Rona z pokoju, gdy w tym czasie Harry niepewnie zbliżył się do profesora.
— Um. Chciałem tylko jeszcze raz szczerze przeprosić za zrobienie całego tego bałaganu, yy. Czy jest coś, w czym mógłbym pomóc? I chodzi mi o sprawdzenie prac domowych pierwszoroczniaków lub coś podobnego. Musi coś być. Co chcesz żebym zrobił?
— Chcę żebyś wyszedł, Potter. Chcę żebyś się zamknął, przestał się przede mną płaszczyć i na litość Merlina, zostaw mnie w spokoju. Nie mogę zrozumieć, dlaczego myślisz, że pragnę twojej obecności i słuchania bzdur wychodzących z twoich ust. Jedyną bezcenną rzeczą, jaką mógłbyś mi dać, jest zniknięcie mi z oczu — fuknął Snape.
Harry zachwiał się. Otworzył i zamknął parokrotnie usta, ale nic z nich nie wyszło. Czuł się jakby jego żołądek zmienił się w ciężki kamień, który opadł, aż do dna świata. Potknął się kilka kroków do tyłu, tak jakby Snape go uderzył. Możliwie, że wyglądał tak okropnie jak się czuł, bo kiedy Snape na niego spojrzał, otworzył szeroko oczy. Profesor poczerwieniał na twarzy, wyglądając na bardziej wściekłego, niż wcześniej i usiadł na krześle. I to tyle jeśli chodzi o nadzieję. Harry wyszedł, starając się przełknąć gulę w gardle, starając się nie zwracać uwagi, że szczypią go oczy. Musiał być głupcem, sądząc że coś się zmieniło. Snape wciąż bezwarunkowo go nienawidził.
Nie napotkał w drodze powrotnej do wieży Rona czy Hermiony, ale był zbyt zrozpaczony, by się tym przejąć. Gdy znalazł się w swoim pokoju, nogi ugięły się pod nim i rzucił się na łóżko. Boże, to było całkowicie upokarzające.
Następnego dnia, gdy apatycznie bawił się swoim jedzeniem na talerzu, Hermiona przekazała mu złe wieści. Razem z Ronem zostali po szlabanie przyłapani na skradaniu się do Wieży Astronomicznej. Najwyraźniej po ostatnich wydarzeniach Snape dał Filchowi eliksir odpychający oraz miksturę neutralizującą go, by mógł ją stosować każdego dnia na drzwiach Sali. Ale jak stwierdzili Filch i Snape, Hermiona była jedną z niewielu ludzi, którzy mogli pokonać taką barierę i uznano najwyraźniej, że to ona weszła w nocy do środka.
Harry oniemiał.
— Dlaczego mielibyście zrobić tak głupią rzecz? — zażądał, wstrząśnięty.
Nie był pewien, która część z tej historii była bardziej szalona: to, że złamała zasady, to jak była skruszona, czy fakt, iż była w Wieży Astronomicznej.
— Musiałam to zrobić, Harry — powiedziała, tak jakby to było oczywistą rzeczą. — Ron był gotów wybuchnąć, a Snape byłby szczęśliwy mogąc dolać oliwy do ognia. Jeśli nie wyciągnęłabym go stamtąd i sprawiła, żeby stał się rozproszony, to musielibyśmy zeskrobywać części ciał ze ścian. — Wzruszyła ramionami, wybierając truskawkę z talerza Harry'ego i wkładając ją do ust. — W każdym razie, jak ci poszło po tym jak wyszliśmy?
Harry skrzywił się.
— Taa. Możesz się domyślić. Podatny na katastrofy Potter znów to zrobił. — Uśmiechnął się ironicznie. — Przynajmniej ostatecznie wiem, jakie uczucia żywi wobec mnie Snape. — Gwałtownie dźgnął gofr widelcem.
— Och, Harry. — Hermiona objęła go. — Co zrobiłeś?
Skulił się lekko.
— Nic. Po prostu zaproponowałem, że coś dla niego zrobię, a on stwierdził, że jestem dla niego wyjątkowo odrażający i w rzeczywistości wolałby zostać pokryty krwią i wrzucony do kadzi rozwścieczonych rekinów, niż spędzić ze mną kolejne dziesięć minut. Wiesz, to co zwykle.
— Och, Harry — powtórzyła smutno. — Przykro mi. Zdajesz sobie jednak sprawę, że wasz związek był mało prawdopodobny. Mam na myśli, że nikt nie mógłby być ze Snape'em. Jedynym powodem, dla którego nie zdobyłeś jego serca jest to, że on go nie posiada. Posłuchaj, będzie lepiej. Obiecuję.
Uśmiechnął się do niej gorzko i wrócił do bawienia się swoim jedzeniem.
— Masz coś przeciwko, żebym dzisiaj dołączył do waszego szlabanu z Filchem? Tak jak zawsze, to moja wina, że jesteście w tarapatach i wątpię, że Snape poczuje coś innego niż ulgę, gdy nie pokażę się na wieczornych zajęciach.
— Nie ma problemu, Harry. — Nieoczekiwanie zgodziła się. — A tak w ogóle, dobrze mu to zrobi. Jeśli naprawdę chciał tak bardzo uczyć Obrony Przed Czarną Magią, to przynajmniej mógłby zachowywać się w porządku do jedynej osoby, która chciała, żeby ją uczył. Może po tym, gdy nie będzie miał szans, by nauczać tego przedmiotu, zda sobie sprawę co... co za... – szukała odpowiedniego obrażającego słowa — co za kompletnym kretynem był. — Zakryła dłonią usta i zachichotała powodując, że Harry lekko się uśmiechnął i przewrócił oczami.
— Ta, ale nie zakładałbym się o to. Zgaduję, że jedyną rzeczą jaką pomyśli wtedy będzie to, że jest to „długie i dobre uwolnienie się ode mnie".
Tej nocy, ich trójka czyściła pisuary w łazience chłopców na drugim piętrze (ku wielkiemu strapieniu Hermiony), ale wciąż rozmawiali ze sobą, starając się sprawić, by to zadanie było jak najmniej uciążliwe. Filch obserwował ich, rozkoszując się ich grymasami, gdy cierpieli przez swoją okropną karę. Po około godzinie od rozpoczęcia szlabanu, usłyszeli znajomy głos dobiegający z progu.
— Miałem wrażenie, — oziębły ton głosu rozchodził się po pomieszczeniu — że pan Potter wciąż miał spędzać swój szlaban ze mną.
Harry spojrzał w górę i zobaczył Snape'a ze skrzyżowanymi ramionami i zaciśniętymi ustami. Uznał, że jest zbyt nieszczęśliwy, by się go bać. Nie mógł czuć żadnych innych emocji. Wzruszył obojętnie ramionami.
— Szczerze mówiąc, wolę Fitcha i jego toalety — odpowiedział chłodno.
Snape zamrugał.
— Jednak jest to twoja kara i nie masz wyboru, co do niej. Idziesz ze mną, Potter. — Zrobił to, co Harry zawsze uważał za imponujące, czyli załopotał szatą, wychodząc.
— Cześć — powiedział ponuro do przyjaciół, idąc za mistrzem eliksirów.
Żaden z nich nie odezwał się ani słowem, gdy wyszli z łazienki. Szczerze mówiąc, Harry miał wielką chęć, by nigdy więcej nie powiedzieć niczego do mężczyzny. Snape prowadził go gdzieś indziej, niż pokój McGonagall, ale Harry był zbyt apatyczny, aby się tym zainteresować. Nawet wtedy, gdy zdał sobie sprawę, gdzie zmierzali, jego ciekawość pojawiła się tylko przez chwilę, by ponownie spaść do bezdennej rozpaczy. Co z tego, że Snape chce się zatrzymać w Północnej Wieży? To była jego sprawa i Harry nic nie powie na ten temat. Cholernie dobrze wiedział, że Snape i tak nie zamierzał odpowiedzieć na żadne z pytań.
— Po drabinie. — rozkazał Snape i Harry biernie wszedł po niej. Kiedy dotarli do pokoju, który był pozbawiony kryształowych kul i ich odłamków, Snake spojrzał na niego surowo. — Założę się, że zastanawiasz się, co tutaj robimy.
Zniechęcony Harry wzruszył ramionami i spojrzał na niego martwym wzrokiem.
— Niezbyt. — odpowiedział cicho.
Wszedł głębiej do pokoju i usiadł w jednym z krzeseł Tralawney. Wyglądał przez okno, starając się zignorować mężczyznę.
Snape był zamrożony w miejscu przez kilka chwil, zanim odzyskał głos.
— Przestań, Potter. Zdajesz sobie sprawę, jak niedojrzałe jest siedzenie i dąsanie się w ten sposób?
Harry poczuł początkową irytację.
— Nie dąsam się. — odpowiedział spokojnie. — Staram się tylko zejść ci z drogi i nie kłopotać cię pytaniami, na które nie chcesz odpowiedzieć.
— Dobrze. W takim razie. — Wydawało się, że Snape nie wie, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Był bardziej zaznajomiony z zaciekle głupim Potterem. Przyciszony, ostrożny chłopiec dla niego całkowicie obcy. — Nie wiem, dlaczego kłopoczę się próbą przekazania ci wiedzy, gdy bezmyślnie wpatrujesz się w okno. — powiedział w końcu.
— W porządku. — odpowiedział Harry, tak jakby to kończyło sprawę.
— Co masz na myśli mówiąc: „w porządku", ty irytujący gówniarzu? Wciąż gapisz się w okno.
Harry westchnął i odwrócił się do niego.
— W porządku, nie musisz nas więcej uczyć. Dobrze? Masz. Wszystko jest uregulowane. — Odwrócił się z powrotem do okna, będąc w jakiś sposób nierzeczywisty w świetle księżyca. — Wiem, że sprawiamy ci wiele problemów i nie cieszysz się tym. — zamilkł, ale gdy profesor nie odezwał się ani słowem, kontynuował. — My również nie odczuwamy z tego przyjemności. Nie jesteś zbyt dobrym nauczycielem. — Sądził, że Snape wydał z siebie przeczący dźwięk, ale nie był tego pewien. — I nie jesteśmy również zbyt dobrymi uczniami. Istnieje wielka przepaść między tobą, a resztą nas, która nie może przestać istnieć. Jest kompletny brak zrozumienia po obu stronach i to jest śmieszne. Zbyt wiele rzeczy dzieje się w moim życiu i ten rodzaj wysiłku... Czujemy się tak, jakbyśmy bili głową w ceglany mur. Nic dobrego z tego nie wynika. Rozsądną tutaj rzeczą do zrobienia jest świadomość, kiedy zrezygnować. To miałem na myśli mówiąc „w porządku". Wrócimy do przepisywania, co noc, zdań i nie będziesz musiał się z nami męczyć. Albo możemy iść na szlaban do Filcha i nie będziesz musiał nawet na nas patrzeć, jeśli tego nie chcesz. W porządku? Jesteś zadowolony? Nie sądzisz, że jest to dobre rozwiązanie? — Snape w dalszym ciągu nic nie mówił. Harry oparł policzek na ramieniu, czując spływające łzy.
— Jesteś tak... tak... przewrażliwiony, Potter. — wyjąkał wreszcie profesor. — Wysadzasz moją klasę, niszczysz klasę McGonagall, wpędzasz mnie we wszelkiego rodzaju kłopoty, a później oczekujesz, że będę zachwycony i pochlebiał ci? Nigdy nie będę zachwycony i pochlebiający dla nikogo. Tak już jest. Tak samo w twoim przypadku, jeśli mogę powiedzieć. Jesteś okropnie ckliwy i delikatny. I ten twój upór Gryffindoru ujawnia się na każdym kroku. A może nie chcesz się wysilać?
— Tak, to musi być to. — prychnął lekko Harry. — Cokolwiek powiesz.
Jeśli Snape próbował go sprowokować do kłótni, to mu się nie udało. Nie miał dzisiaj w sobie ani krzty waleczności.
Mistrz eliksirów wydał z siebie głośne, podrażnione westchnienie.
— Powiedziałeś mi, że nie chcesz być przez nikogo traktowany jak dziecko. Czy wciąż jest to prawdziwe? — Harry odmówił odpowiedzi na to. — Na litość boską, możesz przestać? Przestań. — powtórzył, gdy Harry otarł łzy ręką. — Absolutnie nie możesz... Masz, weź moją chusteczkę. — Złapał Harry'ego za brodę i z grubsza otarł jego łzy. Gdzieś po drodze, ten dotyk przekształcił się w pieszczotę. Gryfon spojrzał na niego szeroko otwartymi, wypełnionymi bólem oczami. — Cholera, Potter, ze wszystkich ludzi, powinieneś wiedzieć, jak trudny mam charakter... Nie możesz oczekiwać, że pozbędę się mego złego nastroju. Jeśli masz zamiar robić głupie rzeczy, jak wchodzenie ze mną w niebezpieczne sytuacje, kiedy ci wyraźnie tego zabroniłem tego, to nie możesz się spodziewać, że będę dla ciebie łagodny. Nie miałem na myśli tego, co ci wcześniej powiedziałem. Ty głupi chłopcze. Martwiłem się o ciebie. — przyznał w końcu, brzmiąc nieco gorzko.
Harry był tak zaskoczony, że odsunął się gwałtownie od Snape'a. Patrzyli na siebie przez kilka minut. Mistrz eliksirów mruknął coś, odwracając się.
— Co? — wyszeptał Harry.
— Powiedziałem: przepraszam! — wyrzucił z siebie Snape, wpychając chusteczkę z powrotem do kieszeni. — Idiota. Nie spodziewaj się, że kiedykolwiek usłyszysz to jeszcze raz!
Harry ukrył ręką swój uśmiech. Może nie było to dokładnie róże i poezja, ale w jego umyśle, żadne słodsze słowa nie mogłyby zostać powiedziane. Severus martwił się o niego. Dlatego był później rozdrażniony. Nie miał na myśli tego, co powiedział. Jednak Harry wciąż czuł, że musiał się dowiedzieć jeszcze jednej rzeczy.
— Czy mnie nienawidzisz? — spytał cicho, lecz poważnie. — To znaczy wciąż? Tak jak na pierwszym roku? Tak jak nienawidziłeś mojego ojca?
Severus przewrócił oczami, zirytowany, że został wciągnięty w sentymentalne potrzeby Harry'ego.
— Przestań być taki głupi, Potter. Nie nienawidzę cię... I nie... nie, nie lubię cię. Również nigdy cię nienawidziłem. Musiałem jednak tak się zachowywać. Udawać. Można pomyśleć, że twój mózg mógłby teraz znaleźć powód mojego zachowania. Czy nie powiedziałem ci, że Czarny Pan ma znaczne umiejętności w Legilimencji? Nie mogłem pozwolić sobie na czułe myśli o tobie. Nie mogłem mieć żadnego wspomnienia, gdzie byłem dla ciebie miły i czułem się zadowolony. I na pewno musiałem się upewnić, że Malfoy junior nie pobiegnie do domu do swojego tatusia śmierciożecy, że jestem sympatyczny lub czuję sympatię do Harry'ego Pottera. Czy wystarczy już tego dzielenia na tę noc? Zatrzymasz swoje pochlipywanie i może będziemy kontynuować?
Harry przytaknął nieśmiało i otworzył usta, by zapytać, dlaczego przyszli do Północnej Wieży, kiedy mu przerwano.
— Nie, Minerwo! Mówię ci, słyszałam głosy! Śmierciożercy! Uszkodzili moje kule i wrócili po więcej!
Skrzekliwy głos Trelawney był coraz bliżej i Harry spojrzał zaniepokojony na Severusa. Gdzie się ukryją?
Snape wskazał na małe drzwi znajdujące się w pobliżu. Harry pośpiesznie ruszył za nim do środka. Znalazł się w nos w nos z mistrzem eliksirów w tym, co wyglądało na małą szafą. Aktualnie zaplątał się w futro, które tam wisiało. Odsunął je, stękając trochę. Dłoń Severusa wylądowała na jego ustach. Zamarł wstrząśnięty. Było zbyt ciemno, by coś zobaczyć w środku, ale był pewien, że mężczyzna może poczuć rosnące ciepło na jego twarzy. Severus szybko zabrał dłoń i Harry nie był pewien, czy czuje ulgę czy może rozczarowanie.
— Widzisz, Sybillo? Nikogo tutaj nie ma. Przyśniło ci się... lub ujrzałaś przyszłość. — powiedziało pojednawczo profesor McGonagall. — Spójrz, nie ma tutaj nawet myszy. Wrócisz do łóżka?
— Mówię ci, że kogoś słyszałam! Może są w szafie!
— Tak. — powiedziała zjadliwie McGonagall. — Voldemort i jego śmierciożercy zniszczyli twoje kryształowe kule, schowali się w tym pokoju i są tutaj, by przejąć zamek. Nie powinnam wątpić, że usłyszeli nas i postanowili się ukryć w szafie. Przecież to jest całkowicie uzasadnione.
— Nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie wierzy. — Usłyszeli jak Trelawney się skarży, ale jej głos rozbrzmiewał coraz dalej.
— ... powinnaś się przespać. — odpowiedziała McGonagall. Była teraz już ledwo słyszalna.
Harry przesunął się trochę, ale Snape zatrzymał go krótkim dotykiem. Nie ruszali się, dopóki nie byli pewni, że są sami. W czasie czekania, Harry znowu zaczął fantazjować. Nigdy przez tak długo nie był tak blisko mężczyzny. Zapach mistrza eliksirów był miły, świeży, z lekką nutą piżma. Harry podniósł lekko głowę wdychając jego zapach. Zastanawiał się, czy tak właśnie by było, gdyby go objął. Dotknął. Lekki, diabelski głosik intonował w jego głowie: „Dotknij go, dotknij go. Dalej, dotknij go". Kiedy poczuł, że Snape przesunął się trochę, szykując się do powiedzenia, że mogą już wyjść, podniósł rękę, aż odnalazł twarz profesora. Czuł, że Snape zamarł, ale nie wyrywał się, więc Harry powoli przeniósł dłoń, gładząc policzek mężczyzny.
— Myślisz, że co robisz, Potter? — zapytał wreszcie Snape.
— Ja. Um. Ty... miałeś coś na twarzy — powiedział Harry, przygryzając wargę. Miał nadzieję, że mężczyzna uwierzy w to.
— Potter, jak do cholery, mógłbyś stwierdzić, że mam coś na twarzy? — powiedział mężczyzna z rosnącą irytacją. — Panują tutaj egipskie ciemności.
Nieśmiało Harry wzruszył ramionami.
— Och, dobrze. – westchnął. — Przynajmniej sprawiłem, że mnie dostrzegłeś.
— Po raz kolejny, jak do cholery miałbym to zrobić? Jeśli musisz to odnieś się do mojego komentarza na temat egipskich ciemności. — Nie brzmiał na zdenerwowanego, jedynie zwykle na podrażnionego, czyli jak zawsze.
Harry uśmiechnął się lekko. Musiał to zrobić. Pragnienie zrobienia czegoś osiągnęło przytłaczające proporcje. Czuł się tak jakby był na fali. Zanim stracił odwagę (a musiałby ją mieć na początku, ale był Gryfonem i był gotowy na wyzwanie), chwycił jedną ręką ramię mężczyzny, a drugą chwycił mocno jego podbródek, odwracając twarz Severusa w swoją stronę. Mistrz eliksirów był dość wysoki, więc Harry musiał stanąć na palcach, gdy zmusił profesora do pochylenia się i przycisnął prędko swoje usta do warg Snape'a.
Harry był pewny, że to co się dzieje, doprowadzi do kolejnej fali wrzasków: „Co do licha robisz, Potter?", „Co do cholery jest z tobą nie tak?", „Odsuń się!", „Minus sześć tysięcy punktów dla Gryffindoru za seksualną napaść na profesora". Ale ku jego zaskoczeniu mężczyzna nawet się nie odsunął. Przez długi, pełen niepokoju moment, gdzie miał wrażenie, że balansował na skraju przepaści, czekając na jedno niewielkie szturchnięcie, by spaść i nigdy już nie powstać, żaden z nich się nie ruszał. A potem, ku swojemu zdziwieniu, Harry poczuł delikatne ciśnienie na swoich własnych wargach. Mógł być to słaby, pełen czystości pocałunek, ale Severus Snape go odwzajemniał. Ciemność wokół nich rozbrzmiała muzyką, cichą symfonią iskierek. To było o wiele więcej, niż Harry się spodziewał. Objął ramionami szyję mistrza eliksirów. Jego nogi były słabe i wisiał na mężczyźnie, całując go. Severus nie zwrócił uścisku, ale Harry miał wrażenie, że czuł palce mistrza eliksirów przesuwające się lekko, niczym muśnięcie wiatru, po jego włosach.
Zanim Harry zdążył się przyzwyczaić do pocałunku (tak jakby mógł się kiedykolwiek do tego przyzwyczaić!), usłyszeli inny hałas dochodzący z pokoju. Głośne uderzenie, a potem krzyk McGonagall. Severus położył dłonie na jego ramionach i stanowczo odepchnął, przerywając pocałunek. Harry chciał jęczeć z powodu utraty kontaktu, ale wiedział, że nie mógł, dlatego tylko ujawnił swoje niezadowolenie przez miękkie, niesłyszalne westchnienie. Cholerna McGonagall! Gdyby zmarniał i umarł dzisiejszego wieczora, to byłaby to całkowicie wina okropnego wyczucia czasu profesora transmutacji.
Słyszeli, jak przeszukuje pomieszczenie, badając je dokładnie teraz, kiedy Trelawney nie wisiała jej na ramieniu. Nigdy nie zbliżyła się do szafy. Wreszcie wydawała się zadowolona. Usłyszeli, jak schodzi po drabinie narzekając, że kobieta w wieku Sybilli nie powinna zachowywać się tak, jakby posiadała domek na drzewie.
Kiedy już naprawdę odeszła, Snape wziął głęboki wdech i otworzył szafę ze skrzypnięciem.
— To, co się stało, Potter, jest zaliczane do kategorii: „Nigdy, ale to nigdy o tym nie mówimy, a jeśli o tym wspomnisz to utnę ci język i zmuszę cię do połknięcia go. Dzięki temu będziesz pierwszym człowiekiem, który pozna smak własnego żołądka". Zrozumiano?
— Fuj! — krzyknął Harry, krzywiąc się. — Boże, Severusie, to było bardzo graficzne. Obrzydliwe!
Snape wyszedł z szafy, a za nim nieszczęśliwy Harry, przeklinając pod nosem wszystkich profesorów transmutacji.
