Rozdział 14: Poświata, którą powoduje pocałunek, wąż, imię... parę moich ulubionych rzeczy
Snape ignorował Harry'ego, przeszukując rzeczy Trelawney niczym wytrawny włamywacz. Harry stał za nim, niezbyt interesując się poszukiwaniami. Miał w sobie zbyt dużo adrenaliny grążącej gwałtownie po jego ciele, powodując u niego zawroty głowy, pragnienie większej stymulacji i oszołomienie. Z roztargnieniem przesunął dłońmi po jednej z tali kart tarota, klnąc w głowie niczym szewc. „Nienawidzę Minerwy McGonagall. Nienawidzę profesorów transmutacji i wróżbiarstwa. Nienawidzę stukniętych, starych kobiet, które wtrącają się do spraw innych. Starych drzwi szafy, które zacinają się, kiedy nie trzeba. Nienawidzę. Nienawidzę. Wieży Eiffela, bo jest francuska. I ogólnodostępnych sypialni i łazienek. I... I komarów. I kałamarzy, które przeciekają, aż na górze wokół wieczka nie powstanie zaschnięty kołnierz, a wtedy nie można ich otworzyć, chyba że podważysz mocno zakrętkę, która odleci gwałtownie w bok, przez co masz atrament na sobie, wypracowaniu i twoich..."
— Potter. — Snape przerwał jego wewnętrzną tyradę. — Jeśli nie masz nic przeciwko byciu dla odmiany użytecznym, to chcę żebyś sprawdził, co się znajduje pod tą szafką.
Harry wybałuszył na niego oczy.
— Dlaczego?
— Nie. Zadawaj. Mi. Pytań. Po prostu zrób to!
Harry zniżył się na podłogę, opierając się na rękach i kolanach, spoglądając w ciemność znajdującą się pod meblem.
— Nic nie widzę — narzekał.
— Wtedy użyj różdżki, by sobie poświecić, ty niezdyscyplinowany głupku!
— Lumos! — burknął Harry i wsunął głowę pod szafkę.
Światło niezbyt pomogło. Wydawało się, że jedynie zmieniło ciemność w szarości i cienie. Umieścił różdżkę przed sobą, ale to jedynie sprawiło, że światło go oślepiło i ciężko było mu dostrzec cokolwiek.
— Widzisz coś? — zapytał Snape.
— Nie — burknął Harry. — Ale mogłoby pomóc, gdybyś mi powiedział, czego mam szukać.
Wydawało się, że głęboko pod szafką znajduje się mysia dziura i Harry zastanawiał się mgliście, czy coś mogło do niej wtoczyć. Może gdyby było wystarczająco małe.
— Nie wiem, czego szukamy — odpowiedział cierpko profesor. — Być może połączenia.
— Połączenia? — Umysł Harry'ego wywołał obraz wtyczek i kontaktów. Zastanawiał się, czy pan Weasley miał coś z tym wspólnego.
— Widzisz coś czy nie, Potter? — Uciął temat. Harry słyszał, jak głośno westchnął. — Jeśli nic nie widzisz, to powinieneś... wyczołgać się stamtąd i rozejrzeć się.
Harry ledwo go słyszał i zastanawiał się, czemu Seversu brzmiał na tak... nadmiernie pobudzonego. Było w tym coś jeszcze... gdyby tylko mógł się skoncentrować...
— Nic nie wiedzę — odparł stłumionym głosem, próbując się wsunąć jak najbardziej pod szafkę. Kto się spodziewał, że będzie pod nią tyle miejsca? — Ale sądzę, że coś usłyszałem — dodał.
— Co? Co masz na myśli mówiąc, że coś słyszysz? — Mężczyzna skupił się natychmiast. Zszedł na podłogę tuż obok Harry'ego. — Niczego nie słyszę. Jak to brzmi?
Harry, z przekrzywioną na bok głową, starał się skoncentrować. Snape patrzył na niego uważnie.
— To brzmi jak... cichutki głosik — wyszeptał, próbując znaleźć sposób, by opisać ten dźwięk.
— Co to za bzdety z cichym głosikiem? Sugerujesz krasnale? Słuchasz własnego sumienia? Co? O czym do licha mówisz?
— Shhh! — Uciszył go Harry. — Staram się coś usłyszeć!
— Co to mówi? — wycedził Snape.
Wzrok Harry'ego był nieostry, gdy starał się wyjaśnić...
— Coś o myszach... głodny... zmartwiony... zostaw mnie samego... co to za światło... daleka od światła... głodny... gdzie są myszy...
Nagle Snape chwycił Harry'ego za kostki i wyciągnął go spod szafki, powodując że nastolatek krzyknął zaskoczony. Po tym, mężczyzna zajął szybko miejsce Harry'ego, grzebiąc pod kredensem. Harry usłyszał jak wymamrotał:
— Accio wąż. — Snape wydał z siebie przyciszony okrzyk tryumfu. Wydostał się spod szafki, trzymając w jednej ręce małego zielonego węża ogrodowego. — Wiedziałem! Wiedziałem, że coś tam jest. Mam cię, mały gnojku! — Potrząsnął wężem. Niecne spojrzenie zwycięstwa widniało na jego twarzy.
— Przestań! — Zatrzymał go Harry, chwytając mężczyznę za ramię. — Straszysz go! Nic nie zrobił... Prawda? — dodał, myśląc o Nagini. Voldemort może kontrolować tego węża? Ale to było takie biedne maleństwo, które było przerażone. Delikatnie wziął węża od swojego profesora. — Pozwól mi.
Snape przewrócił oczami, ale powstrzymał się od komentowania nadmiernej wrażliwości Harry'ego w kierunku gada.
— Gdybyś mógł powiedzieć, co on mówi i przetłumaczyć moje słowa, to może chciałbym przydzielić kilka drobnych punktów...
— Jest strasznie zdenerwowany... — odpowiedział Harry, ale zamilkł pod wpływem ciężkiego spojrzenia mężczyzny. Starał się cicho uspokoić obawy węża, informując go, że nie zostanie skrzywdzony, ale byliby mu wdzięczni, gdyby odpowiedział na kilka pytań. Może nawet byliby wstanie znaleźć mu coś do jedzenia. Spojrzał w górę, gdy Severus wydał z siebie zniecierpliwiony dźwięk. — Erm. Sądzę, że jest gotów odpowiedzieć na kilka pytań — powiedział Harry. — Nie wiem jednak, jak bardzo będzie pomocny. Nie jest zbyt mądry i widząc świat ledwie co nad podłogą...
— Będzie dobrze — stwierdził Snape. — Zapytaj go, jak się tu dostał.
Harry syknął to pytanie i kilka innych przed spojrzeniem na Snape'a.
— Powiedział, że on i inni zostali tutaj przyniesieni w koszu przez kobietę z olbrzymimi oczami. Er. Myślę, że chodzi o Trelawney.
— Aha! Nigdy o tym nie wspomniała! Wiedziałem! Wiedziałem o tym! Zabroniono jej praktykować zoomancji! Jak skończył w mysiej dziurze?
Przesłuchanie zajęło dłuższy czas, ponieważ Harry nie potrafił zrozumieć serii zdarzeń z punktu widzenia węża i nie wiedział dokładnie, czego starał się dowiedzieć. Wreszcie przygryzł wargę, przed powiedzeniem:
— Było ciemno, przypuszczam, że noc. Nastąpił wybuch. Wszędzie były... ostre przedmioty i większość innych węży zginęło lub uciekło. On także próbował uciekać, ale stracił orientację. Myśli, że wybrał złą drogę...
— Tak, tak. Kontynuuj swoją wzruszająco opowieść o wężu będącym daleko od swojego domu później. Czy zauważył coś niezwykłego przed eksplozją? Słyszał jakieś głosy? Wszelkie magiczne wibracje?
Snape pochylił się z niecierpliwością. Jego oczy błyszczały i Harry z trudem wrócił do rzeczywistości na tyle długo, by zadać wężowi pytania.
Był zaskoczony odpowiedzią gada. Przekazał ją profesorowi:
— Cóż, jeden z największych węży zaczął się dziwnie zachowywać w tym czasie. On... Uniósł się i ciągle mówił o konieczności znalezienia kogoś. Znaleźć go szybko. Zbliżyć się do niego. I wtedy ruszył do wyjścia, przypuszczam, że do drzwi. Trelawney nadepnęła na niego i potem wszystko eksplodowało.
— Ha! — parsknął Snape, nieprzyzwoicie zadowolony. — Wiedziałem! Wiedziałem, że musieli coś przeoczyć. — Ruszył w kierunku wyjścia. Tłumiona energia widoczna w każdym jego kroku. — Idziemy. Nie mamy całej nocy — rzucił przez ramię do Harry'ego. Nastolatek, dysząc pomimo że nie musiał się zbytnio wysilać, pośpieszył się, by znaleźć się u boku mężczyzny. — Pójdziemy i wyniesiemy twojego nowego przyjaciela na zewnątrz, zanim pójdziemy... zanim... Będę musiał wrócić do moich komnat. Muszę... zwolnić cię wcześniej ze szlabanu, jeśli chcesz. — zasugerował bezceremonialnie.
Harry spojrzał na niego ponuro.
— Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo — odpowiedział. — Chcę wiedzieć, co do cholery się tutaj dzieje. Słuchaj — dodał, chwytając rękaw mężczyzny, zmuszając go do zatrzymania się na korytarzu. — W jakiś sposób wiąże się to ze mną. Niemal zawsze tak jest, więc nie mów mi o tym, jak sądzę, że świat kręci się wokół mnie. Nie pytam o wszystko. Ufam, że wiesz ile możesz mi powiedzieć, ale wierzę również w to, że zdajesz sobie sprawę, że nie mogę się bronić, jeśli nie wiem co mi grozi. Muszę wiedzieć wystarczająco wiele, żeby się bronić. Pomóż mi to zrobić. Proszę.
Snape wyglądał na niezdecydowanego. W końcu ustąpił, powiedziawszy:
— Dobrze, Potter. Możemy porozmawiać w moich komnatach.
Harry schował węża pod pachą.
— Prowadź zatem — powiedział.
Mistrz eliksirów wpatrywał się w niego.
— Myślałem, że chcesz zanieść swojego nowego znajomego na zewnątrz... by... mógł... wrócić do swojej małej rodzinki? — zasugerował unosząc brwi.
— Severusie — powiedział ostrzegawczo Harry — istnieją co najmniej pięćdziesiąt dwie odmiany roślin mięsożernych rosnących na zewnątrz szklarni. Każda z nich chętnie zrobiłaby sobie nocną przekąskę z mojego małego węża. Jestem pewien, że możemy znaleźć dla niego lepszy dom. A przynajmniej dać mu miejsce do spania i coś do jedzenia...
Harry przerwał, patrząc z nadzieją na mężczyznę. Jego usta przybrały kształt odwróconej podkówki. Wysunął dolną wargę i zatrzepotał parokrotnie rzęsami, przyjmując najbardziej niewinny, proszący wygląd jaki mógł przybrać. Wiedział, że to było tandetne, ale Severus sprawiał, że się tak czuł. Albo coś blisko tego. Podobnie jak w biało-czarnym filmie, gdzie palono papierosy, przesadnie grano długi, namiętny pocałunek. Gdzie bohaterka potyka się i mdleje w ramionach kochanka.
Snape wyglądał na całkowicie wściekłego, zanim wywarczał:
— Świetnie. Weź ze sobą to zwierzę będące źródłem zarazków. Co mnie to obchodzi? — Ruszył w stronę lochów, wciąż rozdrażniony. — Będzie twoją odpowiedzialnością, Harry. Słyszysz mnie? Jesteś tym, który będzie musiał go karmić, sprzątać po nim i zabierać na spacery. Mam wystarczająco wiele rzeczy do zrobienia bez martwienia się o... tego zimnokrwistego małego potwora.
Harry podążył za nim, uśmiechając się szeroko. Cały wykład byłby bardziej zastraszający, jeśli mężczyzna nie użyłby jego imienia. Pocałunek, imię, mały wąż... może ten ostatni kawałek był trochę dziwny, ale ogólnie rzecz biorąc, Harry nie oddałby tego wieczoru za żadne skarby świata.
