Rozdział 15: Do jaskini lwa lub znalezienie sposobu, aby przytulić się do najbliższej kończyny
Harrry zdołał się powstrzymać przez całą drogę do lochów przed wyrzuceniem z siebie tuzina pytań do Snape'a.
— Co się dzieje? O co w tym wszystkim chodzi? Co wspólnego ma z tym wąż i kryształowe kule Trelawney? Co z nim?
Snape spojrzał krzywo na Harry'ego, zanim wlał sobie do kieliszka czegoś z kryształowej karafki i zajęciem miejsca w fotelu. Wyglądał na zmęczonego.
— Miała zamiar zająć się Ophiomancją — stwierdził. — Wiedziałem o tym. Albus starał się temu zaprzeczyć, ale wiedziałem swoje. To musiało mieć związek.
— Jaki związek? — w końcu Harry krzyknął ze złością. — Powiedz mi, co się dzieje! Czym do licha jest Ophiomancja?
Snape spojrzał na niego urażony, zanim ponownie skupił uwagę na swoim napoju.
— Przewidzenie przyszłości poprzez ruchy węży i ich zachowanie — odpowiedział. — Za pomocą tego co jedzą, jak się zwijają i tego typu cholerstwa. Tak jakby ten ptasi móżdżek potrafiłby coś takiego.
— Ophiomancy? Serio? — zauważył Harry, cicho zgadzając się, że ptasi móżdżek był prawdopodobnie najbardziej odpowiednim opisem profesor Trelawney. — Czy ludzie naprawdę starają się przewidzieć przyszłość obserwując węże... Severusie? — powiedział imię mężczyzny, rozkoszując się jego brzmieniem.
Snape spojrzał na niego surowo.
— Zawsze mieliśmy wiele znanych wróżbitów, którzy to robili... — stwierdził krótko, biorąc kolejny długi łyk z kieliszka.
— Ta? Niby kto? — Harry musiał to zakwestionować.
Usiadł na podłodze, przy nogach Severusa i pogładził węża w pocieszającym geście.
— Powinieneś już wiedzieć takie rzeczy. Merlinie, jesteś na szóstym roku. Czego cię niby uczą? — Dopił swój napój i nalał sobie kolejną porcję. — Jednym z nich jest Chalkis. Bardzo znany Ophiomancer.
— Huh — mruknął Harry, wcale nie będąc pod wrażeniem. — Nigdy o nim nie słyszałem.
Kiedy profesor ponownie usiadł w fotelu, Harry niezauważalnie przesunął się tak, by znów oprzeć się o jego nogi.
Wydawało się, że profesor, pijący drugi kieliszek irlandzkiej whisky, nie zauważył tego.
— Bardzo słynny grecki wieszcz — powiedział niewyraźnie, gdy wziął kolejny łyk alkoholu. — Przepowiedział oblężenie Troi. I wszystko inne. Był również Salmanasar, sławny w Nachash... przepowiadający przyszłość patrząc na węże. Był sławny. Reszta z nich miała złą sławę, zmuszając Izraelitów do... Miałbyś przyzwoite wyobrażenie o Ophiomancerach, gdybyś miał chociaż pół kompetentnego profesora.
Dopił swój drugi kieliszek i odsunął Harry'ego na bok, by uzyskać kolejny. Nastolatkowi to nie przeszkadzało. Może Snape zrelaksowałby się trochę, gdyby miał za sobą kilka drinków. Sam Bóg wiedział, że mężczyzna tego potrzebuje. Nigdy nie spotkał człowieka, który byłby bardziej spięty niż Snape. Kiedy profesor wrócił na swoje miejsce, Harry natychmiast oparł się o jego nogi, pieszcząc z wielkim zadowoleniem małego węża.
Rozglądał się zafascynowany po pokoju Severusa. Pomieszczenie było bardzo zagracone, z dużą ilością półek, które były pokryte książkami, buteleczkami i dziwnie wyglądającymi urządzeniami oraz innymi przerażającymi akcesoriami do parzenia eliksirów. Harry uznał, że pokój całkiem dobrze dopasował się do osobowości mężczyzny. Był tak samo skomplikowany, zróżnicowany, jak i ponury oraz groźny jak jego właściciel. Harry odkrył, że całkowicie mu się to podoba. Pachniało tu nawet mistrzem eliksirów.
— Mmmm. — Odchylił się do tyłu i przymknął oczy, starając się zapisać ten moment w pamięci. — Czyli istnieje połączenie między wężami, które Voldemort wykorzystuje do czegoś i tymi, z których korzysta Trelawney do wróżenia, a mną. I co to za połączenie? Co próbuje zrobić i dlaczego zdecydował się to zrobić w tamtej chwili? Co spowodowało, że kryształowe kule Trelawney eksplodowały?
Snape chrząknął rozdrażniony.
— Czy zawsze zadajesz pytania w takim ciągu, że respondent nie ma czasu między nimi na udzielenie odpowiedzi? — westchnął. — Nie odpowiem na wszystkie pytania. Nawet nie posiadam wszystkich odpowiedzi w tym momencie. Albus pewnie miałby jakieś pomysły, ale zawsze trzyma wszystkie karty blisko siebie, uśmiechając się przez cały czas. Co uważam za całkowicie nieodpowiednie zachowanie, biorąc pod uwagę okoliczności. Wszystko, co teraz mam w tej chwili to... teorie. Biorąc pod uwagę, jeśli możemy tak powiedzieć, twój nadmierny i niesmaczny pokaz magicznej mocy, kiedy po raz ostatni próbowałem zajrzeć do twoich wspomnień, musiał... wywołać pewien alarm. Ponieważ posiadasz wieź z Czarnym Panem, to musiał wyczuć wybuch magii, surową moc, którą uwolniłeś podczas niszczenia klasy McGonagall. Nie jestem pewien, dlaczego zainspirowało go to do działania lub co miał nadzieję tym osiągnąć. Nawet jeśli miałbym swoje podejrzenia, to nie ujawniłbym ci ich, dla twojego własnego bezpieczeństwa. — Wziął kolejny łyk z zamkniętymi oczami.
— Ale co z wężami? Wiemy, że obaj jesteśmy wężouści, ale jak mógłby kontrolować węża? To znaczy... Nie wiem... Myślałem, że trzeba być w pobliżu lub coś. Albo czy planował wykorzystać węża? Nie, to nie ma sensu, chyba że w jakiś sposób wiedział, że Trelawney ze swoją niezrównoważoną psychiką będzie chciała za ich pomocą dać lekcje Oph... Co to było?
— Ophiomancy. To naprawdę dość zabawne. Zadajesz pytanie, a następnie sam udzielasz na nie odpowiedzi. Sposób w jaki paplasz powoduje, że nie potrzebujesz nikogo innego w pokoju, chyba że tylko publiczności. — Harry spojrzał na niego niezadowolony. Domyślał się, że profesor jest coraz bardziej pijany. Ile szklanek wypił Snape? Przynajmniej trzy i opróżnił je niezwykle szybko. Harry psychicznie wzruszył ramionami. Skąd mógł wiedzieć, jaka była tolerancja na alkohol Severusa Snape'a? Nie miał odwagi, by powiedzieć mu, żeby przestał pić. Chyba, że zaliczy upadek i wyląduje twarzą na podłodze. – W każdym razie... kiedy wyczuł, że używasz swojej mocy, próbował się dostać do ciebie... Z jakiegoś powodu było to pilne, że zrobił to bez żadnej zwłoki. Nie sądzę, że wiedział o wężach, przynajmniej nie od razu. Ale dało mu to potrzebną szansę. Szansę na połączenie się z tobą. Kiedy to zrozumiał, to... szukał sposobu, żeby móc zobaczyć, co się dzieje w zamku. Większość narzędzi do wróżenia byłaby dla niego bezużyteczna. Nie dotknąłby żadnej z zabawek Trelawney. Jej kart tarota, amuletów i tych wszystkich bzdur. Ale kryształowe kule i lustra do wróżenia są bardziej użyteczne, by ujrzeć przyszłość. Są one idealne do komunikowania się i widzenia na odległość. Czarny Pan wyczuł je albo wiedział, że takie rzeczy są trzymane w Hogwarcie. Zawsze mówiłem Albusowi, że powinniśmy zastosować środki ostrożności, ale czy on słuchał? Gdzie ja byłem? Tak, kryształowe kule. Starał się na nich skupić, by przenieść swoją moc do zamku, by móc się dostać do ciebie. Kule i lustra w pokoju Trelawney były dla niego bezużyteczne, gdyż nie znajdowały się w pobliżu epicentrum twojego magicznego zrywu. Mimo to, przekazał do nich na siłę większą moc starając się... Prawdopodobnie im mniej o tym powiem, tym lepiej. Znalazł się w pokoju, gdzie były węże, a będąc wężoustnym szybko skorzystał z tego faktu. Będąc... sobą, uznał, że największy wąż prawdopodobnie najlepiej będzie służył do przejęcia nad nim kontroli. Oczywiście, potem miał zamiar wysłać go, by cię szpiegował. To wszystko to są niejasne domysły. Nie mam pojęcia, co się tak naprawdę wydarzyło. Ale przeniesienie całej tej magicznej energii do węża, luster oraz kryształowych kul... Zakładam, że zostały one przeciążone, nie mogły tyle wytrzymać. Albo nie mógł skoncentrować się na wszystkich trzech przekaźnikach. W każdym razie, to stało się mocno wzmocnione i stanowiło zbyt dużo do obsłużenia. Doprowadziło do wybuchu kryształowych kul, a z kolei to spowodowało chaos w pokoju Trelawney, przez co nadepnęła na węża. Jest to szczęśliwy fart dla nas, bo w przeciwnym razie mógł dotrzeć do ciebie i wciąż nie wiemy, co by się stało, gdyby się z tobą spotkał. Katastrofa została zażegnana. Hmm — dodał ironicznie, popijając alkohol o wiele wolniej niż wcześniej.
— Rozumiem — powiedział powoli Harry, z trudem ogarniając to wszystko.
Dlaczego Voldemort wysłał po niego węża, gdy po prostu zdemolował klasę? Co w każdym razie wąż mógłby zrobić? I czy Severus miał uczucia do Harry'ego, czy też to, co zdarzyło się w szafie, był tylko incydentem, który nigdy się nie powtórzy? Dlaczego Severus go pocałował? Skoro oddał pocałunek, to może czuje takie samo przyciąganie do Harry'ego jak Gryfon czuł do niego? A jeśli położy swoją głowę na jego kolanach, to jak zareaguje? Nastolatek zdecydował, że jest to warte ryzyka i postanowił spróbować to zrobić.
Szata Severusa była miękka, bardziej miękka niż wyglądała. Harry wdychał ciepły, męski zapach człowieka, którymi przesiąkła. Jedną rękę owinął wokół łydki mistrza eliksirów masując ją delikatnie. Usłyszał, jak Snape wydaje z siebie słaby jęk i uśmiechnął szelmowsko. Po kilku chwilach, Severus westchnął niechętnie.
— Przestań, Potter — rozkazał. — Nie słuchałeś tego, co ci dzisiaj powiedziałem? O chronieniu się przed Czarnym Panem. Co za śmieszny pretekst, by dostać szansę, by wycierać smarki po całej mojej nodze. Przestań. Dalej... wstań. Już dawno nadszedł czas, aby nakarmić twoją bestię i dostać się do łóżka. Wstawaj. Mam rzeczy do zrobienia.
Harry niechętnie stanął, już odczuwając utratę ciepła bijącego od ciała mężczyzny przy swoim boku.
— Co z moim wężem? — zapytał. — Jest głodny! Musimy mu znaleźć coś do jedzenia mi miejsce do spania!
Severus spojrzał na niego rozdrażniony.
— To są moje prywatne pokoje Harry. Nie stajnia, a na pewno nie przytułek dla zwierząt. Nie będę tutaj gościł małego, łuszczącego się dziwaka.
— Nie jest dziwakiem — zaprotestował gwałtownie Harry. — Nie nazywaj go tak! Nikt nie zasługuje na takie miano... — zamilkł, nieszczęśliwy.
Mężczyzna wydawał się skonsternowany przez jego wrogą odpowiedź. Zastanawiał się nad czymś.
— Przypuszczam, że mam... kilka dodatkowych śledzion nietoperzy i innych podrobów. Prawdopodobnie może je zjeść i zaspokoić swój głód. — Westchnął, pocierając palcami skronie. — Jeśli trochę poszukam, to z pewnością znajdę pudełko lub słoik albo coś, gdzie mógłbym go trzymać przez moment.
— Zostawię go tutaj — powiedział z żalem Harry. — Gdybym wziął go do swojego dormitorium, to znowu słyszałbym „wężomowa" i „Slytherin". Chciałbym go jednak zatrzymać. — Zmarszczył brwi, patrząc na mały zwężony pysk węża.
To spowodowało, że profesor znowu przewrócił oczami.
— Na litość boską, Potter, to jest całkowicie zdrowy, niezależny thamnophis, a nie twój kociak, którego niedawno otrzymałeś. Znajdźmy mu po prostu jakieś miejsce, gdzie możesz go umieścić, nakarmisz go i wyjdziesz. Możemy juro znaleźć mu nowy dom.
Znaleźli duży słoik i włożyli małego gada do jego tymczasowego lokum. Snape'owi udało się zdobyć kilka duszonych ślimaków, które wąż, z dość wielkim zadowoleniem, zjadł. Później zostawili go, aby przyzwyczaił się do swojego domu. W końcu Harry nie mógł znaleźć żadnego pretekstu, aby zostać dłużej i profesor odprowadził go do drzwi.
— Dobranoc — powiedział, starając się być jak najbardziej uroczy.
— Dobranoc — mruknął Snape, brzmiąc tak samo odpychająco jak zawsze. — Bądź ostrożny w drodze powrotnej do swoich pokoi — dodał. Zanim zdążył się obrócić, aby wejść z powrotem do środka, znalazł się w sytuacji, gdy uczeń przyczepił się do niego, zaplatając swoje ramiona wokół jego talii. Harry obejmował go. Severus stał sztywny przez czas, który był równy jednemu lub dwóm oddechom z uniesionymi lekko rękami. W końcu zebrał się na tyle w garść, aby położył dłoń na rozczochranych włosach nastolatka. — W porządku. Wystarczy już tego — powiedział, klepiąc kilka razy głowę Harry'ego, szybko oraz delikatnie. — Dalej, idź i znajdź coś bardziej konstruktywnego do roboty niż przylepienie się do swojego profesora, jak rzep do psiego ogona.
Harry zrobił krok w tył i uśmiechnął się do niego złośliwie.
— Wpadnę jutro rano — oświadczył, powodując, że Snape zerknął na niego z powątpiewaniem. — Muszę sprawdzić i upewnić się, że mój wąż wciąż jest w porządku — wyjaśnił, idąc korytarzem.
Zaśmiał się, widząc jak profesor drwiąco potrząsnął głową, zanim wrócił do swoich komat. Nucił przez całą drogę powrotną do wieży, myśląc: „Całowanie w szafie i słodkie, małe węże, nazywanie go Severus i słyszenie jak mówi do mnie Harry, i ironiczny, stary nauczyciel, który sprawia, że moje serce śpiewa! Oto niektóre z moich ulubionych rzeczy..."
