Rozdział 16: Harry dostaje szansę, by zachowywać się naprawdę dziwnie

Następnego dnia Harry wstał bardzo wcześnie, aby zapukać radośnie do drzwi komnat Severusa przed szóstą rano. Kiedy mężczyzna wreszcie je otworzył, wyglądał na lekko zużytego i miał zaczerwienione oczy. Spojrzał surowo na Harry'ego i przeklął nieco, zanim wpuścił go do środka. To wcale nie pogorszyło humoru nastolatka, który wciąż miał ten sam bezczelny uśmiech.

Mężczyzna usiadł w tym samym fotelu, co ostatniej nocy i potarł lekko przekrwione oczy, gdy Harry gruchał i łaskotał swoje małe zwierzątko. Harry zawsze był bardzo zirytowany, kiedy jego ciotka mówiła do jego kuzyna w dziecinny sposób, dlatego był dość pewny, że obudzi w ten sposób Severusa i sprawi, że ten będzie pełen wigoru oraz opryskliwy. Harry lubił go takiego.

— Kto jest malusieńkim, słodziusieńkim chłopcem tatusia? — mruknął, patrząc ukradkowo na mężczyznę, oceniając jego reakcję. Snape wzdrygnął się. — Tak, ty jesteś! Nie martw się, znajdziemy dla naszego kochaniutkiego Sevvie'go o wiele milszy mały domek, być mógł w nim dzisiaj zasnąć. Damy kilka gałęzi i wodę oraz...

Jak nazwałeś tę rzecz? — zażądał Snape.

Harry powiercił się i niedbale zsunął się do swojego położenia z wczorajszej nocy.

— Hmm? Och, myślę, że kochaniutki — wykręcił się niewinnie. – Ale czy nie mam racji, mój malutki, najsłodszy wijący...

— Nie to — domagał się Snape. — Jak go nazwałeś?

Harry westchnął.

— Nazwałem go Junior — odparł dość niezręcznie. — Czyż nie jest wspaniały? Jest...

— Słyszałem cię — przerwał mu surowo, brzmiąc na niezwykle niezadowolonego. — Nazwałeś go... Sevvie — wypluł siebie, kuląc się z obrzydzenia, kiedy musiał powiedzieć to głośno.

— Tak — odpowiedział niewinnie Harry. Oparł się ponownie o nogi mistrza eliksirów. — Postanowiłem go nazwać Severus Junior. Ale przeważnie Junior, bo jest krótsze. — Zaczął ponownie rozmawiać z wężem, tym razem w wężomowie, oprócz momentów, gdy wymawiał jasno i wyraźnie „Sevvie" i „Junior".

— Potter. Przestań natychmiast! Nie będziesz bez mojego pozwolenia dawał mojego imienia jakiemuś oślizgłemu, małemu robakowi. Słyszysz mnie? — Szturchnął nogą Harry'ego na wysokości jego nerki.

— Za późno — odpowiedział Harry. — Już mu powiedziałem, że to jego imię i teraz uważa je za własne. Jestem pewien, że będzie trudno przekonać go do czegoś innego. — Uśmiechnął się lekko, co było nieodpowiednie przy gniewie jego profesora. Było prawdą, że wąż uznał, to za swoją nazwę i reagował tylko na Juniora lub Sevvie. Ale tylko dlatego, że Harry tak mu powiedział. — Nie martw się o to — dodał szczerze, gdy mężczyzna zaczął mieć zaniepokojone spojrzenie. To, które sugerowało, że wyobraża sobie możliwe konsekwencje. — Będę go nazywał jedynie Junior i prawdopodobnie będziesz jedyną osobą oprócz mnie, z którą będzie miał kontakt, więc nikt inny tego nie usłyszy. A nawet jeśliby się tak stało, to inni uznaliby pewnie, że nazwałem go Harry Potter Junior.

Uśmiechnął się fałszywie po raz kolejny do mężczyzny, pamiętając wewnętrznie, że prawdopodobnie nie będzie miał dzieci. Nie, jeśli naprawdę uznał, że jest gejem i był pewien, że tak jest. A już na pewno nie wtedy, jeśli chciał skończyć w związku z Severusem Snape'em, który bez wątpienia nie pragnął dzieci. Nienawidził ich. Tak czy inaczej, był przez nie otoczony przez cały dzień. Został wyrwany z swoich przemyśleń przez szczególnie głośne parsknięcie rozbawienia.

— Bogowie. Harry Potter Junior. Co za przerażająca myśl. Powinniśmy wyznaczyć granicę na „uważać na świat, gdy Bóg stworzy ciebie w dwóch egzemplarzach". Drżę na myśl o przyszłości. — Harry uśmiechnął się krzywo. Mężczyzna wyciągnął dłoń i przez chwilę głaskał głowę węża. — Ma twoje oczy — stwierdził kpiąco Severus. — Och, chwila. Przepraszam. Jest cały zielony. — Potrząsnął głową i uszczypnął grzbiet nosa, jakby właśnie zrozumiał, co powiedział. — Wystarczy na dzisiejszy ranek tych nonsensów. Nakarm tę rzecz i wynoś się. Muszę się przygotować do zajęć.

Harry nie protestował, ale nie próbował również ukryć radości widocznej w jego oczach. Powiedział tylko poważnym głosem, gdy się rozstawali:

— Ma twój nos. Och, nie. Cały składa się z nosa. Cóż, przypuszczam, że to i tak pasuje. — Zaśmiał się i uchylił się przed drobnym przekleństwem, które Severus posłał w jego kierunku. OoO

Harry w pewnym sensie chciał powiedzieć Hermionie o ostatnich wydarzeniach, ale nigdy nie była sama. Nawet używanie W.E.S.Z -u nie odstraszało już więcej Rona, który bez ogródek powiedział mu:

— Jeśli ty możesz to znieść, to wtedy na litość Merlina, powinienem być prawdziwym mężczyzną i cierpieć razem z tobą. To nie jest nawet tak jakbyś robił to, ponieważ jest twoją dziewczyną.

Harry potrząsnął gwałtownie głową i odpowiedział Ronowi, że nie musi się o to martwić. Stwierdził, że jest szczęśliwy z jego i Hermiony związku, powodując, że twarz Rona dorównała kolorem jego włosom. To było zabawne, ale po raz pierwszy, Harry miał naprawdę to na myśli.

To było straszne, ponownie uczestniczyć w akcji W.E.S.Z. Ron wyglądał tak jakby ktoś borował mu w zębie bez znieczulenia. Wciąż patrzył podejrzliwie na Harry'ego wzrokiem które mówiło: „Na wszystko co święte, jak możesz to wytrzymać?" Harry chciał się nad nim zlitować i powiedzieć Hermionie, by przestała mówić, ale dziewczyna wyglądała na tak szczęśliwą... Dlatego stłumił tę chęć i starał się wymyślić coś, przez co ludzie zainteresowaliby się losem skrzatów domowych.

— Co myślisz o haśle: „Trzeba stanąć w obronie tych, którzy sami się nie mogą bronić" lub coś podobnego do tego? — zasugerował Hermionie, która chciała umieścić plakat w pokoju wspólnym.

Wyglądała na zachwyconą.

— Dobrze, będzie wymagało odrobinę doszlifowania, ale to bardzo dobra sentencja, Harry! — krzyknęła zachęcająco. — To jest coś, co może skłonić ludzi, aby spojrzeli na sytuację w odmienny sposób.

Uśmiechnął się słabo do niej, gdy Ron powstrzymywał się przed skrzywieniem się. Harry w ostatnim czasie bardzo wykorzystywał swoją przyjaźń z Hermioną. W ciągu ostatnich tygodni udawał, że razem z nią robi rzeczy na kampanię W.E.S.Z. Nie zabije go, jeśli w rzeczywistości poświęci wieczór lub dwa, by naprawdę zająć się sprawami skrzatów domowych.

OoO

Dni zaczęły uciekać mu między palcami. Harry wiedział, że rzeczywiście tak nie było, ale naprawdę dobrze się bawił i dni wydawały się zbyt krótkie na to. Harry uczył się Obrony, ale już nie starał się konkurować z Hermioną. Snape nie całował jej w szafie. Czyli to nie tak, że pociągała go jedynie inteligencja. Harry jednak wciąż się przykładał do nauki, bo nie sądził, że Snape uznawał idiotyzm za pociągający. Nie chciał również mieć opinii kretyna. Pragnął być czasami dowcipny i zaskakiwać Snape za pomocą kilku dobrze dobranych słów albo fraz. Lubił zaskakiwać mężczyznę. Jego drażliwość. Siłę. Moc... Boże, kiedy rzucał szczególnie gwałtowne przekleństwo, jego oczy błyszczały, prostował się i całe ciało było sztywne... sprawiało, że Harry był w jednej trzeciej również sztywny.

Pragnął, by Snape znów go pocałował, zauważył. Od tamtej nocy, gdy to się stało to Snape... zaczął mu się lekko wymykać. Pozwolił Harry'emu odwiedzać węża o każdej porze dnia i czasami był uprzejmy, bardziej serdeczny niż był wcześniej, ale... cóż. Nie pozwolił Harry'emu ponownie się dotknąć. Nie pił, gdy nastolatek był w jego komnatach. Nie usiadł ponownie w tamtym fotelu. A kiedy Harry wykonywał niepewny ruch, aby do niego dotrzeć, wtedy mówił:

— Pomimo tego, że... pogodzenie się z twoja obecnością nie było zbyt wstrętne, panie Potter, obawiam się, że nadszedł czas twojego wyjścia. Jestem zajętym człowiekiem.

Zawsze używał wymówki na temat swojej pracy. Harry nie był pewien, czy ma na myśli jego rolę jako mistrza eliksirów, czy może szpiega, ale Harry nie był pewien, jak o to zapytać. Starał się respektować to, bo naprawdę tak było. Miał nadzieję, że do cholery Severus o tym wiedział. I że Harry doceniał to. Harry czuł, że jedyną osobą, od której wymagane było poświęcenie co najmniej tyle ile on musiał poświęcić (no, może oprócz Dumbledore'a) był Severus Snape. Modlił się tylko, żeby człowiek nie musiał poświecić wszystkiego.

Harry nie był w stanie spotkać się z Hermioną sam na sam i było nie do pomyślenia, by powiedzieć komuś innemu o tym, co się stało — i Snape wystarczająco jasno dał znać, że nie chce o tym rozmawiać, dlatego też Harry pogrążył się w pisaniu dziennika. Zaczynało się to stawać... coraz mniej zadowalające. Dziennik nie był osobą, nie mógł mu dać rady, wyrazić sympatii. Jednakże w świetle tego, że nie miał nikogo do rozmowy, kontynuował pisanie. „Jestem na niego wściekły" — pisał. „Wcale się nie polepsza. Robi się coraz gorzej i gorzej. To tak jakbym tonął i dookoła mnie nie istniało nic oprócz wody..."

Następnym razem, gdy Lupin był w mieście, Harry zacisnął zęby i poszedł się z nim zobaczyć. Nigdy nie wspomniał Severusa z imienia, ani nie powiedział, że jest gejem. Mówił o tym, gdzie przerwali: że zaprzyjaźnił się z kimś z kim prawdopodobnie nie powinien się przyjaźnić.

— Naprawdę Harry, musisz przestać się martwić tak wiele, co Ron i Hermiona pomyślą — poradził mu Remus, wyglądając jak mędrzec.

Harry chciał krzyczeć z frustracji.

— To nie jest... dobrze. To jest część problemu, ale większym problemem jest to, że nie sądzę, że ta osoba chce się przyjaźnić ze mną. Nie do końca. Myślę, że po prostu ta osoba ustępuje mi.

— Harry, wiesz, że jest to niemożliwe. — uśmiechnął się do niego uprzejmie. — Kto nie chciałby się z tobą przyjaźnić?

— Pomyślmy — powiedział sarkastycznie Harry. — Mogę wymienić kilka osób. Voldemort z pewnością nie zaprosiłby mnie na ślub swojej córki, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Malfoyowie są naprawdę obłędni, jeśli chodzi o mnie. Albo Cho Chang, która wini mnie za śmierć Cedrica. Wiem, że to robi. Ach, i jeszcze Severus Snape, który nienawidzi mnie od momentu, kiedy po raz pierwszy mnie ujrzał. — Patrzył wprost na Remusa, pragnąc, aby ten zaprzeczył.

Lupin nie patrzył mu w oczy.

— Severus Snape jest dość szczególnym przypadkiem, Harry. Raczej nie toleruje innych osób nawet w najlepszych chwilach i... byliśmy dla niego naprawdę okropni, kiedy byliśmy w szkole. A ty wyglądasz bardzo podobnie do swojego ojca.

Harry poczuł się po tym dość przybity. Jak twój ojciec. Jak bardzo kiedyś uwielbiał to słyszeć. Przed tym, jak dowiedział się, jakim naprawdę człowiekiem był James Potter. Teraz to było kolejnym ciężarem. Bądź lepszy niż twój ojciec, jesteś tak dobry jak twój ojciec, bądź tym, kim chciał twój ojciec abyś był. To było po prostu niemożliwe. Doskonale wiedział, że nie mógł zadowolić martwego człowieka, a jeśli jego ojciec mógłby go wiedzieć, to Harry nie sądził, że duma była tym co by czuł, kiedy dowiedziałby się o jego sympatii do Snape'a. Harry nie mógł już tego znieść i zmienił temat, pytając Lupina co u niego i czy zechciałby zagrać w czarodziejskie szachy.

W końcu jednak powiedział innym o wężu. To nie była osobista sprawa, więc Ron mógł o nim wiedzieć.

—... to miało coś wspólnego z jej chęcią do nauczenia się Ophi... Opho... Ech.

— Ophiomancji? — zapytała Hermiona, wymawiając wyraźnie słowo, powodując, że jego duma lekko ucierpiała. Miał nadzieję, że będzie w stanie powiedzieć chociaż jedno słowo, którego nie znała.

— Tak. Zgaduję, że kiedy zrobiłem ten bałagan podczas zatrzymania, wyczuł mnie i próbował zobaczyć, co może wykorzystać. A kiedy wyczuł węże, opanował jednego, ale użył zbyt wiele siły do tego albo coś w tym stylu. Przypuszczam, że stracił kontrolę i wysadził wszystkie kryształowe kule.

Poruszał ten temat kilka tygodni po danym wydarzeniu. Z jakiegoś powodu wydawało mu się to mało ważne. Nie tak bardzo jak pocałunek, o którym tak naprawdę nie chciał już nawet rozmawiać.

— Hmmm. — Hermiona miało to konkretne spojrzenie. — Ciekawe, co zamierzał zrobić, po tym jak wąż zbliżyłby się do ciebie.

Harry wzruszył ramionami.

— Nie wiem. Snape również nie wie albo nie chce powiedzieć. Dał mi wykład o Ophiomancy i o pewnym gościu imieniem Chalkis i o takim jednym, który się nazywał... chyba Shalmaneser? Powiedział: „Czarny Pan wyczuł tę całą wydobywającą się z ciebie magię, próbował dostać się do zamku, wysadził wszystkie kryształowe kule, wysłał po ciebie węża i nie, nie wiem, dlaczego to zrobił." Zasadniczo tak to brzmiało — wprowadził ich w historię.

— Och, mówił o Chacha? — Hermiona była teraz całkowicie pochłonięta tematem. — Był to słynny grecki Ophiomancer. Jeśli dobrze pamiętam, to istnieje jego obraz ze skrzydłami na gongu... Czy wiesz jak prawdopodobnie umarł? Podobno umarł ze śmiechu, gdy przeżył godzinę przepowiedzianej swojej śmierci. Ech. Nie żył długo po niej. Albo po prostu myślał, że przeżył ją i nie czekał wystarczająco długo.

Ron wpatrywał się w niego.

— Umarł ze śmiechu? Serio. To byłoby naprawdę dziwne. Gdzie tak w ogóle, do cholery, o tym przeczytałaś? Czasami naprawdę zapamiętujesz dziwne informacje.

Wyglądał jakby był pod wrażeniem, a Hermiona uśmiechnęła się do niego lekko niegodziwym uśmieszkiem.

— Jeśli czasami przeczytałbyś książkę, to może być wiedział z której to wiem. Może spodobałoby ci się dużo rzeczy napisanych tam. Będziesz musiał jednak pocierpieć, bo nie powiem ci jaka to książka. Ale ten inny mężczyzna, o którym mówił Snape. Również był Ophiomancerem, a także asyryjskim królem. Był...

OoO

Nadeszło Haloween i poczuł się trochę dziwnie. Hufflepuff zorganizował przyjecie. Coś w rodzaju kostiumowego balu. Jedynie szósty i siódmy rok mógł w nim uczestniczyć, ale to było... prawdziwe wydarzenie społeczne, które nie zostało zaplanowane przez dorosłych. Jednak, gdy nauczyciele się o tym dowiedzieli, to cóż, nie mogli tego pozostawić tak bez opieki. Po stwierdzeniu, że wszyscy mogą przyjść, by nikt nie poczuł się pominięty, grono nauczycielskie wyraziło zgodę na imprezę, ale tylko jeśli jeden z profesorów będzie ich pilnował.

Każdy udawał się na imprezę... Ron i Hermiona szli nawet jako Lancelot i Ginewra. Chłopakowi udało się nawet poprosić jedną z zamkowych zbroi, by mógł ją nosić na ten czas. Harry uważał, że jest to bardzo dziwne, niezależnie od tego jak się na to patrzono. Musiał jednak przyznać, że Hermiona wygląda bardzo ładnie w fantazyjnej sukni z innej ery i wieńcu we włosach. Spytali go, czy również ma zamiar być na imprezie, ale nie mógł na sto procent potwierdzić.

Z jednej strony był pewien, że będzie jedynym gejem na imprezie. Myśl o tym, że miał stać, popijając poncz w pokoju wspólnym Hufflepuffa i oglądać jak wszyscy łaszą się do siebie, a co gorsze, próbować odeprzeć zaloty kogoś takiego jak Ginny lub Milicent Bulstrode albo kogokolwiek, kto próbowałby go pocałować powodowało, że występowały u niego siódme poty. Było to mało prawdopodobne, ale nigdy do końca nie wiadomo. I to nie było tak, jakby Severus tam był, żeby z nim zatańczyć, czy nawet rozmawiać. Był pewien, że będzie całkowicie znudzony.

Ron i Hermiona jednak nie pozwolili mu na żadne wymówki. Powiedzieli mu, że musi pójść, bo bez niego tam, to nie będzie to samo. Powtarzali mu to bez końca, aż w końcu jęknął i poddał się.

— Ale nie wiem za kogo się przebrać — jęknął, mając skrytą nadzieję, że to pozwoli mu nie pójść na imprezę.

— Idź zatem z Padmą Patil — powiedział mu Ron. — Też nie wie jeszcze kim ma być. Możecie iść razem... na przykład jako osioł. Możesz być jego tyłkiem. Dupek będzie dupkiem! — zachichotał i Harry uderzył go lekko w ramię.

Harry nie poprosił Padmy, by razem poszli na przyjęcie, ale spytał, czy ma jakiś pomysł za kogo się przebrać.

— Nie mogę się zdecydować — odpowiedziała mu, podenerwowana tydzień przed imprezą. — Dzisiaj mam zamiar zapytać wszystkich, kim będą, a potem wziąć głęboki oddech i wybrać jakieś przebranie dla siebie. Jeśli wymyślę coś naprawdę wspaniałego, to chciałbyś to zrobić razem ze mną? Moglibyśmy iść wspólnie — zasugerowała.

— No nie wiem. — Harry wzruszył ramionami. — Tak naprawdę to nie chcę iść, ale Ron i Hermiona nie dawali mi spokoju w tej sprawie. Przypuszczam, że muszę jednak iść, ale nie mam pojęcia za kogo się przebrać.

— Jest jeszcze kilka chłopców, którzy mają podobny problem — poinformowała go. — Ale żadnych dziewczyn. Wszystkie już mają wybrane kostiumy. Ale stwierdzono, że nie pozwolą nikomu wejść na przyjęcie bez kostiumu... — Martwiła się. — Och, już wiem! Może uzyskamy tematyczne przebranie? Może nie byłoby to takie złe. Jeśli inni chłopcy mieliby podobne stroje, to nie czułbyś się taki skrępowany i nie musiałbyś postarać się o nic wielce twórczego.

— Tak, to może nie być takie złe — zgodził się Harry, czując potajemnie ulgę. Idąc z grupą oznaczałoby, że nie idzie dokładnie z Padmą. — Za co mielibyśmy się przebrać?

Oczy Padmy błyszczały.

— Popytam dookoła. Nie martw się, obiecuję, że wszystko do dzisiejszego wieczoru zorganizuje. Sprawdzę, czy inni chłopcy chcą również to zrobić. Posłuchaj, zaraz spóźnię się na zajęcia. Wyślij mi wiadomość, dobrze?

Pomachała do niego i pobiegła dalej. Harry uśmiechnął się lekko. Może Halloween nie będzie takie złe.

Mylił się. To było gorsze niż kiedykolwiek przewidywał. Padma Patil musiała zapytać kogoś — z pewnością bardzo złą z natury osobę, niezależnie kim do cholery była — która ustawiła jej umysł i serce na pomysł bycia królową Kleopatrą. To samo w sobie nie było problemem. Harry sądził, że będzie całkiem ładną Kleopatrą ze względu na jej ciemne włosy i oczy. Nawet jej to powiedział, kiedy zaczęła wyjaśniać swój pomysł. Potem powiedziała chłopakom kim będą. Nie „zapytała", czy się zgadzają, dała im jasno to zrozumienia, że nie mają wyboru. Jej spojrzenie i lekki wyraz pod gorączkowania na jej twarzy mówiło samo w sobie, że odmowa nie była żadną opcją i każdy z nich potrzebował swoich zębów na własnym miejscu. Właśnie dlatego Harry i inni zachowali swoje usta zamknięte na kłódkę.

I dlatego on, Ernie Macmilan i dwóch chłopców, których Harry nie znał zbyt dobrze, skończyli jako orszak niewolników Kleopatry na przyjęciu Halloweenowym Hufflepuffa. Nawet słowo „niewolnik", które było poniżające, upokarzające i straszne, mogło być ekscytujące, jeśli należałby do Snape'a. Harry czuł się przez to bardzo chory i dziwnie oraz bardzo, ale to bardzo zakłopotany. Ale nie był przez to zażenowany jak przez strój, który miał nosić.

Cała ich czwórka wpatrywała się w nie, gdy tej nocy Padma zaprezentowała przebrania przed nimi, machając nimi z dumą.

— Sama je uszyłam — powiedziała.

Były bardzo dobrze wykonane, ale wciąż były trochę...

— Um. Nie są one trochę za krótkie? — zapytał Richard Havenblast, jedyny chłopak z Ravenclawu.

Wyglądał na lekko przerażonego. Padma zmrużyła oczy. Opuściła... dobrze, Harry przypuszczał, że miało to być coś na kształt tuniki, ale jego mózg krzyczał spódnica, i podniosła różdżkę.

— Uważasz, że jest zbyt krótka? — zapytała zbyt słodko. Nikt nie może być tak słodki, gdy mruży tak oczy. Ernie skinął głową i dostał przecinającym przekleństwem. Rzuciła na niego jeszcze kilka innych przekleństw, dla podkreślenia swojego punktu. — Załóż. Ją.

Spiorunowała ich wzrokiem. Jej różdżka była stabilna i gotowa do rzucenia kolejnych przekleństw. Harry i inni chwycili swoje kostiumy i szybko pobiegli, by się przebrać.

O Boże. To było naprawdę upokarzające. Nie mógł na siebie spojrzeć w lustrze. Wciąż myślał, że zobaczy okaz niepełnoletniego chłopca transwestyty. To była najgorsza rzecz, jaka kiedykolwiek mu się przydarzyła. Pozostali chłopcy również wyglądali na zakłopotanych. Poza Ślizgonem Jackiem, albo coś podobnego do tego, który był spokojny, a przynajmniej na tyle ile tylko Ślizgon może. Co sprawiło, że w jakiś sposób wyglądał mniej niekorzystnie niż reszta z nich, co było całkowicie niesprawiedliwe. Przynajmniej reszta z nich czuła się tak samo skrępowana jak Harry, który uważał, że to prawdopodobnie najgorszy moment w jego życiu. Wiedział, że może teraz ze spokojem stawić czoła śmierci, bo był pewien, że nic nie będzie straszniejsze niż to. Tak. Był tego pewien.

Tak było, dopóki Padma nie wyciągnęła eye-linera.