Rozdział 18: Dwa kroki do przodu, trzy kroki w tył, wszyscy robią snarry

Następnego ranka Harry czuł się ogromnie sfrustrowany i zaniepokojony. I miał kaca. Był również bardzo obolały. Co do diabła, Snape spodziewał się, że zrobi z tym? Nie mógł przecież pójść do pani Pomfrey i powiedzieć... właśnie, co? Wpadłem na ścianę. Tyłem. Wielokrotnie. Uch. Założenie dżinsów było ciężkim zadaniem i zrobił to w łóżku, więc nikt inny nie mógł zobaczyć jego... obrażeń.

O dziwo, to co najbardziej mu przeszkadzało wczorajszego wieczoru było to, jak się zakończył. Dlaczego Snape stracił nerwy i go wyrzucił? Wrócił myślami to tamtej chwili, starając sobie przypomnieć dokładny moment, kiedy wszystko poszło w diabli. To było problematyczne. O ile Harry pamiętał, to cały ten cholerny wieczór poszedł nie tak jak trzeba. Snape... naprawdę posunął się za daleko, ale Harry'emu nie przeszkadzało to tak bardzo jak powinno. Ponieważ, hej, zwrócił na siebie jego uwagę i Snape dotknął go...

O mój Boże, jest całkowicie żałosny — pomyślał. — Poza tym, jestem prawdopodobnie masochistą.

W każdym razie, Snape zawsze tracił nerwy. To było pewna jego część, która czyniła go właśnie Snape'em. Harry nawet nie sądził, że rozumie, dlaczego mężczyzna to zrobił. Profesor był przerażony. I to poważnie. Harry zakładał, że to wszystko przez Malfoya... który prawdopodobnie bacznie obserwował całą tę sytuację. Ale Snape wydawał się bardziej przerażony, a raczej wstrząśnięty pod koniec wieczoru. W tamtym czasie Harry myślał, że wszystko idzie w dobrym kierunku... przynajmniej trochę lepszym niż dotychczas. Snape wydawał się zmartwiony, że straci pracę, co... było możliwe, chociaż Harry nie sądził, że Zakon może pozwolić sobie na utratę członka z powodu czegoś tak trywialnego jak chłosta. Przecież to nie było tak, jakby Harry miał komuś o tym powiedzieć. Serio, kto byłby bardziej zakłopotany?

Podczas śniadania spoglądał spode łba na Snape'a, zastanawiając się, co ten człowiek sobie myślał. Jaki był jego problem? Po upokorzeniu jakie przeżył w nocy, mężczyzna miał czelność go ignorować. Nie pozwolił mu nawet nakarmić węża. Raz za razem odtwarzał w głowie tamte wydarzenie. Powiedział Snape'owi, że nie zamierza nikomu o tym powiedzieć. Wyjaśnił profesorowi, że każdy i tak spodziewał się, że dostanie ostrą reprymendę. Powiedział mu, że prosił o to i... czy naprawę to powiedział? Nie, to głupie, brzmiało to tak jakby... Spojrzał na profesora, który dość niezręcznie unikał jego wzroku. Och. Mój Boże, naprawdę to powiedział. Nic dziwnego, że Snape zachowywał się tak nieswojo. Przyjął to w niewłaściwy sposób. Harry westchnął i uderzył kilkakrotnie głową w stół. Dlaczego musiał być tak bezmyślny?

— Hej. — Ron usiadł obok niego. — Co dziś jemy? Umieram z głodu. — Zaczął pochłaniać jedzenie z apetytem, nie zauważając, że Harry uderza kilkakrotnie czołem o blat stołu. — Słyszałem, że miałeś kłopoty zeszłej nocy, po tym, jak cię zostawiliśmy — powiedział, wpychając jajka w usta. — Szczerze, nigdzie nie można cię zabrać.

— Gdzie jest Hermiona?

— Wciąż śpi. Większość dziewczyn jeszcze nie wstała. Sądzę, że wczoraj były dość zajęte plotkowaniem. Czy one robią coś poza tym?

— Nie wiem — odpowiedział figlarnie Harry. — Robią? — Uszy Rona zaróżowiły się i skoncentrował się na jedzeniu.

OoO

Przez następne kilka dni, szlaban przemijał w dość napiętej atmosferze. Za każdym razem, gdy Snape na niego spojrzał, Harry rumienił się, powodując, że mężczyzna wyglądał na zagniewanego. Obaj mężnie starali się udawać, że nic się nie stało. Harry nie był pewien, czy to działało. Zarówno Ron i Hermiona dziwnie na niego patrzyli. Dziewczyna pewnego dnia osaczyła go i starała się przekonać do mówienia.

— Harry, obaj zachowujecie się bardzo dziwnie! Wiem, że coś się dzieje. Nie byłeś tak zdenerwowany od waszej małej sprzeczki. I wieki temu załatwiłeś tamtą sprawę, więc o co chodzi?

Harry był osaczony i jąkając.

— To nie... to nie była sprzeczka. Po prostu tamtej nocy był gorszy niż zazwyczaj i poczułem się przez to źle. To wszystko. Ale w końcu przeprosił i nie było to nic wielkiego, ale to nie była sprzeczka. A poza tym, nie ma to nic wspólnego z tym. Powiedziałem coś naprawdę głupiego w Halloween i odebrał to w niewłaściwy sposób. I nie chcę o tym mówić! — Naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.

— Jeśli nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, to w porządku — stwierdziła Hermiona. — Ale naprawdę powinieneś z nim porozmawiać. Prawdziwi Gryfoni są na tyle odważni, aby mówić o swoich uczuciach — prowokowała go. Spojrzał na nią, zły.

Właśnie dlatego był nieco zaskoczony, gdy stanął przed biurkiem Snape'a następnej nocy, gdy jego przyjaciele wyszli z sali. Snape nie chciał na niego patrzeć.

— Czy masz jakieś pytanie odnoście zaklęcia wzmacniającego, Potter? — zapytał, porządkując jakieś dokumenty.

— Nie, proszę pana — odpowiedział ze smutkiem Harry. Naprawdę nie chciał tego robić, ale nie chciał również, żeby ich dwójka była przez cały czas była skrępowania, gdy byli obok siebie. — Chciałbym porozmawiać. O tym, co się stało. — Snape poderwał głowę do góry i przyszpilił Harry'ego wzrokiem. Harry zignorował to i dalej bełkotał. — Posłuchaj, naprawdę nie miałem na myśli tego, że prosiłem o to. Inni pomyśleliby w ten sposób i dałeś mi wystarczająco dużo ostrzeżeń, że powinienem być ostrożny. Prosiłem się o to, nie oznaczało tego, że chciałem żeby się tak stało lub coś. I... Um. Byłbym całkiem szczęśliwy, jeśli udawałbyś, że ta cała sprawa nigdy się nie wydarzyła. Chciałbym, żeby między nami znów było normalnie. Tak normalnie jak tylko może być, biorąc pod uwagę kim jestem. Po prostu chcę żebyś nie myślał, że czuję się źle przez to.

Snape wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze.

— Rozumiem. Będę bardziej niż zadowolony, jeśli od tego momentu zostanie całkowicie zabronione wspominanie o tym. Wierzę, że to wszystko? Dobrze. Wtedy przestań krążyć wokół mnie niczym zakochane dziewczę i zajmij się swoimi sprawami. — Harry, który odetchnął z ulgą, że udało mu się to załatwić, ruszył do drzwi. — A, i Potter — dodał Snape — Ostatniej nocy po raz trzeci nie udało ci się zaliczyć mojego testu z wymijającego zaklęcia. Jutro spróbujemy z nim ponownie i jeśli znów zawiedziesz, to wiedz, że będziesz tego mocno żałować. — W jego oczach ponownie pojawił się sadystyczny błysk i Harry wytarł nerwowo dłonie o swoją szatę.

— Co zamierzasz zrobić, jeśli mi nie uda się ponownie? — zapytał z niepokojem Harry.

Snape wzruszył leniwie ramionami.

— Jeszcze nie wiem. Z pewnością coś wymyślę. — Harry ponownie się zarumienił, ale tym razem Snape po prostu uśmiechnął się złośliwie.

Zajęcia z eliksirów odbywały się ponownie i Harry uznał, że nawet jest z tego zadowolony. Wciąż nie był w nich zbyt dobry, ale dzięki temu mógł zobaczyć Snape'a dwa razy dziennie. Oczywiście, początek lekcji mijał na tym, że profesor nazywał go najbardziej obraźliwymi określeniami jakie mógł wymyślić, próbując zranić go jak najbardziej, ale Harry mógł z tym żyć. Tym, co go drażniło, była obecność Ślizgonów, którzy obrażali go osobiście, nazywając go Tuszową Wróżką i Dziwką Gryffindoru. Nienawidził ich wszystkich. Przypuszczał, że może z wyjątkiem Jacka, który zachowywał się beznamiętnie i jakby nic go nie obchodziła. Dotyczyło to również Blaise'a Zabiniego, który raz mrugnął do niego. Zaskoczyło go to, ale pomyślał, że nie powinno. Wszyscy przecież znali Zabiniego.

Podczas zatrzymania, a raczej podczas drugich zajęć, jak myślał o nich Harry, Snape zachowywał się całkowicie normalnie. Oznaczało to, że nadal czasami obrażał nastolatka i robił ostre uwagi, ale przynajmniej Harry wiedział, że nie robi tego, ponieważ musi. Kiedy następnej nocy w lesie, Harry przeszedł z łatwością test Snape'a, ten niemal uniósł brwi z wrażenia. Mężczyzna uśmiechnął się do niego szczerze. Profesor wysłał Rona i Hermiona do zamku, gdy sam czekał, aż Harry zbierze swoje rzeczy.

— Przypuszczam, że dla kogoś z twoją gracją, był to odpowiedni poziom wykonania. — Harry przystanął za nim, nie wiedząc, czy jest zadowolony z tej niejasnej pochwały, czy zirytowany przez zniewagę. Walczył z tym dylematem, aż usłyszał głos Severusa, który ledwo dotarł do Harry'ego przez westchnienie rozbrzmiewające w powietrzu. — Dziesięć punktów dla Gryffindoru... Dobry pokaz, Harry. Naprawdę dobry.

Harry musiał wstrzymać oddech, by pod wpływem radości nie powiedzieć: „Przepraszam, co?", przez co Severus spojrzałby jedynie zrzędliwie na niego i udzielił równie nieprzyjemnej odpowiedzi. Ale to było w porządku. Mógł się powstrzymać.

— Przepraszam, co?

Severus, skrzywiwszy się, odwrócił się i spojrzał na Harry'ego wzrokiem: „Doskonale wiem, że mnie słyszałeś".

— Powiedziałem: „Jeśli okropne, nużące i beznadziejne zadanie, jakim jest uczenia trzech złośliwych małych pomyłek, nie wyśle mnie do Świętego Mungo przed końcem toku, to twoje nagłe pogłębienie problemu ze słuchem to sprawi". I przestań się uśmiechać w ten sposób, paskudny szczeniaku. — Pomimo swoich ostrych słów, uśmiechnął się delikatnie lakonicznym uśmiechem przez ramię do chłopca.

Harry odrzucił głowę do tyłu i pozwolił, by jego euforyczna salwa śmiechu rozniosła się po zamku.

Następnej nocy Harry, Ron i Hermiona spotkali się poza lochami Snape'a, tylko po to, by znaleźć pusty pergamin przypięty do drzwi. Zabrali go i sprawdzili gruntownie, ale nic nie znaleźli.

— Być może jest to test! — zasugerowała rozsądnie Hermiona.

To wydawało się obiecujące, jako że Snape wydawał się ostatnio lubić takie rzeczy, ale to nie pomagało im się dowiedzieć, co z tym zrobić. Próbowali ujawniających uroków, dostrzegających zaklęć. Nawet dyskutowali o tym, czy nie włamać się do biura Snape'a, aby znaleźć eliksir Wyczuwalności, przed tym jak uznali, że mało prawdopodobne jest, aby mężczyzna wymagał od nich włamania się do własnego gabinetu.

Dopiero po zbadaniu kilkakrotnie pergaminu i spróbowanie każdego czaru o jakim mogli pomyśleć, Ron stwierdził, że przypomina ona mapę Huncwotów. Niestety „Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego", miało tylko dwa efekty, którymi było strzelanie czerwonymi iskrami na osobę wypowiadającą złą frazę oraz pojawienie się zdania: „Nie bądź idiotą". Hermiona stwierdziła, że to dość prawdopodobne podsumowanie tego, co czuł Snape do mapy Huncwotów i jej twórców. To doprowadziło do tego, że Harry opisał, co się stało, gdy mężczyzna po raz pierwszy miał do czynienia z rzekomo pustą mapą. Hermiona, jako najlepsza uczennica z ich grupy, wzięła pergamin i próbowała na nim wszystkiego, co Harry kiedykolwiek napotkał w książkach, ale nic się nie stało.

Raczej pesymistycznie, Harry powtórzył jej zaklęcia, szturchając pergamin różdżką, gdy Hermiona i Ron spierali się o to, co robić dalej.

— Nie obchodzi mnie, czy to test — powiedział zmęczony Ron. — Jestem padnięty i mógłbym skorzystać z jednej nocy bez profesora de Smutasa. Dajmy sobie spokój i...

Zamilkł, gdy Harry właśnie wymamrotał:

— Harry Potter, uczeń tej szkoły... nakazuje ci ujawnienie skrywanych przez ciebie informacji. — Nagle zobaczył tusz rozprowadzający się i rozpowszechniający się w poprzek papieru. — Hej! Spójrzcie! — Ron i Hermiona stłoczyli się blisko Harry'ego, czytając znad jego ramion.

Potter, jeśli udało ci się zajść tak daleko, to jestem szczerze zdumiony. A w przypadku, gdy zapamiętałaś tak dużo, to może twój słaby, skupiony na quidditchu umysł może podsunąć ci osobę, do której poszedłbyś z wizytą, gdyby to nie działało. Trzeba dodać, że w ogóle, by to nie pomogło. Zobaczysz go dziś w nocy. Będzie w Hogwarcie przez krótki okres czasu. Bez wątpienia wiesz, gdzie go znaleźć.

Prawdopodobnie nie wrócę przez przynajmniej kilka następnych dni. Nie będzie to czas odpoczynku. Nie mogę zaaprobować tego, żebyś nie nauczył się niczego wartościowego z obrony w tym czasie. Dlatego też pozwoliłem by ten pch... narodzony z wilkołaka namówił mnie, żeby przejąć mój szlaban na najbliższe dni. Wyjątkowo, ten zapchlony tuman będzie cię strzec i udzielał dydaktycznych lekcji. Bądź ostrożny, nie wie o naszych zajęciach. Idiota naprawdę sądzi, że to był całkowicie jego pomysł.

Nawet nie staraj się udawać, że nie jesteś zadowolony z tego, że będzie mnie zastępował. Mogę sobie wyobrazić jaką radość czujesz z powodu mojej nieobecności. Niech Granger znajdzie subtelny sposób, by skłonić Lupina do uczenia was przekaźnikowych zaklęć i czarów wzmacniających energię. Oczekuję, że znajdziesz sposób, by je połączyć i utworzysz jedno przystosowane do tego zaklęcie zanim wrócę.

Twój znacznie sceptyczny profesor.

PS: Klucz do moich komnat znajduje się w twoim biurku w klasie transmutacji. Pamiętaj, aby karmić tego cholernego węża. Nie chcę wrócić do domu i przekonać się, że pachnie gnijącym gadem.