Rozdział 19: Stanąć po twojej stronie, Snape
— Tak, to cholernie wspaniałe! — krzyczał w podnieceniu Ron. Hermiona spojrzała nerwowo na Harry'ego, gdy starała się wesprzeć entuzjazm Rona. — Nie mogę w to uwierzyć! To jest, do jasnej cholery, niemożliwe do uwierzenia! Pozbywamy się Snape'a oraz zaczynamy ponownie lekcje z Lupinem i to wszystko tej samej nocy! Nie będzie chciał za każdym razem pozbawić nas głowy za pomocą przekleństwa, gdy zapędzi nas w róg! Będę mógł zasnąć w nocy bez zastanawiania się, czy przeklął moje pióro, kiedy straciłem czujność albo czy planuje wydać mnie jutro Śmierciożercom, lub...
Harry ledwo go słuchał. Śmierciożercy. Właśnie. To dlatego Snape zniknął. Zastanawiał się, kiedy następnym razem go wezwą. Żałował, że Severus nie ostrzegł go. Wysłał mu notatkę, wyciągnął go z łóżka, aby mu o tym powiedzieć, przekazał Dumbledore'owi wiadomość — cokolwiek, by go przygotować. Och. Boże. Harry odwrócił się do Rona, próbując ukryć pobladłą twarz.
Podążył za dalszym tokiem swojego rozumowania, stanowczo ignorując zaniepokojone spojrzenie Hermiony. Nie chciał teraz litości ani współczucia. Potrzebował jakiś przeklętych informacji. Prawdy. Chciał, żeby Snape wrócił. Po jaką cholerę Severus w ogóle to robił? Prawdopodobnie zaczął szpiegować zanim jeszcze Harry się urodził. Wręcz słyszał złowieszczy głos Albusa rozbrzmiewający mu w głowie: „Wielkie osobiste ryzyko... wielkie osobiste ryzyko..." Ryzykował co? Oczywiście swoje życie. Co próbował zrekompensować? Żeby czuł potrzebę robienia tego wszystkiego, to musiało być gorsze niż to, co ojciec Harry'ego mu zrobił. Zabijanie. To było coś, co unosiło się na skraju świadomości Harry'ego odkąd odkrył, że Snape zwrócił się z jednej strony do drugiej. Prawdopodobnie zabijał ludzi. Dużo osób albo w jakiś straszny sposób albo zrobił coś, przez co poczuł się tak brudny i uszkodzony. Nie mógł temu zadość uczynić, ale postanowił spędzić resztę swojego życia próbując. Biedny Snape. Boże. To wiele wyjaśniało.
Harry próbował go zrozumieć przez swoje doświadczenie z pierwszej lekcji oklumencji, osobowości mężczyzny oraz tego, jakie działania musi podjąć szpieg. Snape. Severus Snape. Zaczął wymieniać w głowie, to co wiedział o mistrzu eliksirów. Jego ociec nie był miłym człowiekiem. Mógł być takim mężczyzną jak wuj Vernom albo mógł być nawet gorszy. Mógł znęcać się nad nim fizycznie, a ponieważ Severus Snape nie był Chłopcem-Który-Przeżył i nie pełnił kluczowej funkcji w ostatecznym upadku Voldemorta, nikt nigdy nie interweniował w jego sprawie. Jego matka była słaba. Nie potrafiła się bronić i nie stanęła w obronie Severusa. W jego pogardliwym i okrutnym życiu była co najmniej jeszcze jedna inna kobieta. Potem poszedł do Hogwartu, gdzie zamiast schronienia i domu, który odnalazł Harry, napotkał Jamesa Pottera i Syriusza Blacka. A to co mu zrobili, każdego doprowadziłoby do tego, aby wybrać przeciwną stronę. Na pierwszy rzut oka, bycie u boku Voldemorta wydawało się czymś przyzwoitym. Boże. Biedny Severus.
Harry starał się przywrócić uśmiech na twarzy, kiedy dotarli do komnat Remusa. Mężczyzna wyglądał bardzo dobrze. Był tak szczęśliwy, z powodu że ma szansę ponownie ich spotkać. To spowodowało, że wina uderzyła w Harry'ego, niczym nóź wbity w jego jelita i przekręcony na bok. Cieszył się, że widzi wilkołaka. Po prostu byłby bardziej szczęśliwy, gdyby był z Severusem. Żywym, całym i zdrowym. Gdzie był? Co robił? Czy w ogóle go obchodzi, że Harry jest szalony ze zmartwienia o niego?
Remus zabrał ich do swoich prywatnych pokoi, które zostały wypełnione zaskakująco kolorowymi i wyścielanymi meblami. Harry poświęcił tylko chwilę, by pomyśleć o tym. Po co męczyć się wypytywaniem go. Remus swoimi uczynkami zasłużył na to, jak nikt inny. Opadł na sofę, wiedząc, że każdy z obecnych patrzy na niego trochę dziwnie. Harry obrócił się na swoim miejscu, uśmiechając się gorzko do Lupina.
— Tak — powiedziała Hermiona przełamując ciszę, desperacko starając się rozweselić nastrój. — Chciałabym się dowiedzieć o przekaźnikowych zaklęciach i wzmacniających czarach oraz jak moglibyśmy je połączyć i zrobić z nich jedno zaklęcie.
Każdy się w nią wpatrywał. Harry czuł jak jego szczęka opada. „Niech Granger znajdzie subtelny sposób..." Jezusie. Na litość Boską.
To jednak nie zdziwiło Remusa.
— Co za ciekawa koncepcja! Naprawdę, Hermiono. Dziesięć punktów dla Gryffindora. To bardzo fascynujący i kompleksowy pomysł... Co chcesz osiągnąć przez połączenie tych dwóch zaklęć?
Hermiona wzruszyła ramionami, starając się wyglądać uroczo oraz inteligentnie i w ogóle nie tak, jakby chciała po prostu odwrócić uwagę od nieracjonalnego, ponurego nastroju Harry'ego.
— Chcę... my chcemy... hmmm... — Zerknęła na Rona, który był znany z szybkiego myślenia, gdy był pod presją.
— Snape powiedział coś w stylu, że za żadne skarby na świecie nie zrobimy czegoś takiego — odpowiedział natychmiast, wyglądając na pewnego siebie. — Jest dupkiem. Musimy mu udowodnić, że się myli i że jesteśmy w stanie to zrobić.
Hermiona wydawała się zirytowana jego tłumaczeniem, ale Lupin tylko się roześmiał.
— Tak, to jedna z dość dobrze stosowanych metod Severusa, aby studenci zainteresowali się czymś, przez powiedzenie im, że nie są w stanie tego osiągnąć. Hmmm... Przypuszczam, że istnieje wiele możliwości wykorzystania takiego czaru, ale nic potężnego... Dziwne. Można w razie potrzeby, rzucić urok z dala od siebie, wzmacniając go w drodze, aby stał się zauważalny dopiero, gdy dotrze do miejsca przeznaczenia i naprawdę zadziała. Możesz również wzmocnić czar, kierując go na siebie, a następnie skierować gdzieś indziej, dzięki czemu wyglądałoby tak jakby dwie osoby rzucały go, jeśli echo trwałoby wystarczająco długo...
Harry kochał Lupina. Był jego przyjacielem. Harry w innych okolicznościach byłby bardziej niż szczęśliwy, aby uczyć się od niego, jednak teraz robił co tylko mógł, aby utrzymać uwagę, aż „klasa" nie dobiegnie końca. Albo powstrzymać się od tego, aby nie udusić wilkołaka. Jak mógł być szczęśliwy, kiedy Snape znajdował się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Harry zastanawiał się nad tym, czy nie zostać dłużej i nie zapytać Lupina, co Snape robi, ale kiedy zatrzymał się przy drzwiach, jego intencje musiały być widoczne na twarzy, ponieważ Remus przybrał cwany wyraz twarzy i uprzedził go, mówiąc:
— Zobaczymy się jutro. Trzeba iść spać, czyż nie, Harry?
Wtedy mężczyzna zamknął drzwi przed jego nosem. Nie zatrzasnął ich, ale zamknął je dość stanowczo.
Co Harry mógł powiedzieć? Odszedł. Wraz z innymi wrócił do wieży, a potem poszedł do swojego pokoju i wczołgał się do łóżka, słuchając paplaniny Rona na temat „naprawdę świetnego Lupina" i o tym jak „jego lekcje to bułka z masłem" i tak dalej, aż Harry nie odwrócił się, krzycząc na niego. Wtedy Dean, Seamus oraz Neville obudzili się i chcieli wiedzieć, skąd to zamieszanie. Ron natychmiast powiedział, że Lupin jest cholernie niesamowitym nauczycielem i zaczął wymieniać, kto nie jest takim profesorem. Spowodowało to, że Seamus prychnął w rozbawieniu, a Dean poinformował Rona, że zmienił się z fanki w zakochaną psychofankę. Co spowodowało, że Ron rzucił się na niego. Bijąc się, zaczęli tarzać się po całym pokoju. Seamus próbował ściągnąć Weasley'a z wyższego chłopca, podczas gdy Neville, trzymając jego ramię narzekał, ile będą mieć przez to kłopotów. Ron i Dean szarpali i uderzali się nawzajem, próbując przewyższyć tego drugiego bardziej twórczymi i obrzydliwymi zniewagami.
Harry poddał się i wstał z łóżka, mając nadzieję na znalezienie spokojnego miejsca. Skończył na Wieży Astronomicznej (która po kilku tygodniach stosowania na niej odpychającego eliksiru Snape'a, nie była już popularnym miejscem), gdzie siedział owinięty peleryną niewidką bardziej z powodu zimna niż z powodu chęcią stania się niewidzialnym. Z głośnym westchnieniem wyjął swój dziennik ozdobiony buźką i zaczął w nim pisać. To było dość ciężkie zadanie, ponieważ musiał przyświecać sobie różdżką, pisać drugą ręką i sporadycznie poprawić okulary, które zsuwały mu się z nosa. Jednakże po jakiś czasie przestał zwracać na to uwagę, gdy stał się zbyt pogrążony w myślach.
Mój Boże, gdzie on jest? Co musi robić? Czy jest bezpieczny? Czy jest daleko? Może odejść, czy jest przetrzymywany? Wiem, z kim jest, ale to wszystko co wiem i ta wiedza nie jest wielką pociechą. Czy w ogóle żyje? Umarł nie wiedząc, co do niego czuję? Co gorsze, umrze myśląc, że nienawidzimy go i że reszta świata będzie zadowolona, kiedy zniknie, nie wiedząc, co ten dla nich zrobił? Cholera, mam zbyt wiele pytań i żadnych odpowiedzi! Żyje. Nie może być martwy. Czy czułbym coś poprzez swoją bliznę, gdyby ten go zabił?
Na moment Harry przestał pisać, przygryzając dolną wargę. Spojrzał na bezkresną noc nad nim. Patrzył na gwiazdy, które lśniły, odbijając się w jego okularach, gdy wędrowały powoli po niebie. To wszystko było tak ogromne, puste i samotne. Pochylił głowę, skupiając się ponownie na dzienniku.
Jeśli również go stracę, to nie wiem co zrobię. To byłoby gorsze niż cokolwiek innego. Nie jestem pewien, dlaczego. Może w jakiś sposób gorsze jest stracenie swojego wroga niż przyjaciela. To znaczy, będziesz walczyć ze swoimi przyjaciółmi, od czasu do czasu nawet cię zawiodą. Wróg nigdy tego nie zrobił. Nigdy się nie zmieni. Nie to, co inni. Zapewniają stabilność... nie licząc tego, że ten się zmienił. I ja także. Udaje, że jest okropny, okrutny i odległy, a nawet odrobinę jest taki, ale jest w nim o wiele więcej. Potrafi być zabawny, mądry, nawet wciągający... i ludzki. Czuję większą radość będąc przez niego obrażany niż wtedy, gdy byłem całowany przez Cho. Całując go, czułem większą radość niż z czegokolwiek innego. I sądzę, że również to lubił. Zwrócił mi pocałunek, chociaż był delikatny. I mogę przysiąc, że czułem koniuszki jego palców gładzące moje włosy. To było niesamowite i myślę, że nigdy może się to nie powtórzyć!
Jeśli Voldemort go zrani, na pewno go zniszczę! Jeśli sądził, że wcześniej byłem zagrożeniem, to niech tylko ujrzy mnie teraz. Jeśli myśli, że nic nie będę robił i czekał, aż proroctwo się wypełni... Sprawię, żeby to pierdolone proroctwo całkowicie zgodziło się z rzeczywistością...
Harry przerwał pisanie. Jego klatka piersiowa falowała podczas przyśpieszonego oddechu, a jedna kropla zawierająca gorące emocje spadła na stronę, przenosząc go z powrotem do rzeczywistości. Wykonał parę uspokajających oddechów i uniósł ponownie pióro.
Zabrał mi już zbyt wiele. Nie pozwolę, żeby odebrał mi również to. Jest to zbyt ważne. Wszystko się zmieniło, dorosło i nasiliło. Cały nasz związek został zrewolucjonizowany. Obraz jest czymś więcej niż tylko jego częściami składowymi. To nie jest tylko sarkazm oraz groźby. To nie tylko flirt. Nie jest to jedynie obrona przed czarną magią, kłótnie i osiągnięcie, aby opuścił swoją gardę i rzeczywiście cieszył się moją obecnością. Jest ważny. Błyskotliwy, odważy i jest po prostu... Snape'em. Jest dla mnie ważny. Jest mój. Nie pozwolę, aby Voldemort go miał. Nie obchodzi mnie, co to oznacza.
Harry wzdrygnął się i pociągnął pelerynę, owijając ją szczelniej wokół ramion. Snape z pewnością wróci. Musi. Harry miał zamiar dokonać wszelkich starań, aby nauczyć się wszystkiego, czego potrzebuje do pokonania Voldemorta. Nie przejdzie przez to ponownie. Przez niepokój, strach i samotność. Snape był ważny. Przynajmniej ważny dla Harry'ego. Myślał o tym, jak jego uczucia zmieniły się bardzo wobec człowieka w ciągu tych kilku ostatnich miesiący. Ze skoncentrowanych, drobnych urazów, które paliły go w środku, do przytłaczającego niczym piekielny ogień pożądania, podziwu oraz sympatii, tak jakby Harry miał odradzającego się feniksa w swoim sercu. Kiedy pocałowali się w schowku, Harry poczuł, że tak właśnie miało wyglądać jego życie. To było coś więcej niż faza czy pożądanie. To uczucie pochłaniało wszystkie inne. Całą bezsilną złość, beznadziejny strach, gorzki żal. Cały świat mógł wyjść z tego jako proch i pył, a Harry'ego by to nie obeszło. To było warte wszystkiego. Zamknął oczy i rozkoszował się pamięcią tego uczucia, zanim ponownie nie wrócił do pisania w dzienniku.
Sądzę, że zakochałem się w Severusie Snape'e.
Kiedy Harry wrócił do dormitorium, nie miał zamiaru dołączyć do swoich kolegów Gryffonów bawiących się w „różne opinie". Wiedział, gdzie może znaleźć klucz i jak go użyć.
OoO
Harry spędził następne parę dni w komnatach Snape'a, przechadzając się po nich i bawiąc się z wężem, który był bardzo zadowolony z uwagi oraz możliwości swobodnej wędrówki. Harry nigdy nie dotknął alkoholu mężczyzny i starał się nie wytrącać... zbyt wiele w prywatne życie mistrza eliksirów. Miał dość mocne przekonanie, że profesor nie wybaczyłby mu, gdyby zbyt bardzo zagłębił się w jego osobistych rzeczach. Poza tym, Snape znał każde paskudne przekleństwo i jeśli Harry wetknąłby nos w niewłaściwe miejsce, byłby to przypadek, gdy ciekawość zabiła kota. Przekartkował kilka książek ( i łał! Znalazł przekleństwa i przeciw przekleństwa), wyciągnął parę szuflad, przegrzebując je, ale starał się panować nad sobą, a przede wszystkim, ograniczyć swoją ciekawość do biura, gdzie pozwolono mu przebywać oraz sypialni mężczyzny. I nawet wtedy Harry tak naprawdę nie przeszukiwał pomieszczenia, tylko badał jedynie jego łóżko, które było raczej większe niż myślał, zrobione z ciemnego drewna. Zbliżając naprawdę blisko swoją twarz do pościeli, mógł wyczuć zapach ich właściciela. Bez żadnego problemu łóżko mogło pomieścić dwie osoby.
Harry myślał, że to jedyna rzecz, która trzymała go na tyle w dobrym stanie psychicznym, by móc czekać na mężczyznę, aż ten wróci. W ciągu dnia, kłócił się cicho z Ronem, dzielił z Hermioną napięte uśmiechy i ogólnie warczał na każdego, kto powiedział do niego chociażby dwa słowa. Nie mógł na to nic poradzić. Udało mu się nauczyć kilku rzetelnych rzeczy oraz kilku niezgrabnych, ale nadających do działania splecionych ze sobą przekaźnikowych zaklęciach i wzmacniających czarów. Harry zwracał szczególną uwagę na to, czego uczył ich Lupin. „Medio Ponerus", który pozwolił kilku osobom uzyskać widok z lustra wróżącej osoby. „Fluminus Exoculavi", które powodowało ślepotę u swojego wroga oraz ulubione Rona „Vulnuseris Aspere", które powodowało, że przeciwnik był okładany i bity batem. Ron uśmiechał się krzywo, unosząc brwi, kiedy wspominano o tym zaklęciu i zawsze musiał powiedzieć: „zajebiste" jakby to była najfajniejsza rzecz znana człowiekowi. Harry zawsze czuł się przez to trochę dopingowany, ponieważ zapał przyjaciela był zaraźliwy. Czasami Lupin powie coś Harry'emu o jego ojcu lub zażartuje, a nastolatek uśmiechnie się i wszystko było normalne przez około minutę. Wtedy wina osiadała na nim, a Harry znów był nieszczęśliwy i Hermiona poklepie go po ramieniu, a Ron stwierdzi: „Nigdy, ale to nigdy nie pomyślałbym, że, do jasnej ciasnej, będę oczekiwał powrotu tego oślizgłego drania, tylko dlatego, że mój najlepszy kumpel postanowił stworzyć co najmniej sześć nowych osobowości, a wszystkie z nich są drażliwe! A to wszystko, bo nie ma jego okropnego bohatera!"
A potem Harry wróci do komnat Snape'a, o czym pewnie Hermiona nie wiedziała, a Ron udawał, że nie wie. Będąc w środku, Harry wczołgiwał się do łóżka mężczyzny pozwalając, aby Junior owinął się wokół jego nadgarstka i pisał długo, udręczonym tonem w swoim dzienniku, a czasem nawet spał trochę w łóżku Snape'a. Syczał wszystkie swoje nieszczęścia do małego węża, który z trudem go rozumiał, ale przynajmniej nigdy go nie oceniał. Wtulał się w pościel Severusa, starając się wyczuć zapach mistrza eliksirów, udając, że mężczyzna był razem z nim.
W piątek, Harry sądził, że stracił nerwy. Rozważał udanie się do Dumbledore'a i wykonanie dużego, histerycznego ataku, a potem rzucenie się do nóg mężczyzny, by błagać go o informacje, gdzie jest Severus i co robi. Jedyną rzeczą, która go powstrzymała przed tym było zaklęcie Fidelusa oraz fakt, że Snape nie chciał, żeby dyrektor wiedział o tym wszystkim, ale Harry zakładał, że Dumbledore i tak o wszystkim wie, bo to był jego... talent. Niektórzy ludzie mają określony wygląd, inni wykorzystują pewną frazę przez cały czas, a niektórzy byli wszechwiedzący. Kiedy Ron i Hermiona wymknęli się, aby zrobić ich sobotni maraton przytulania się i całowania, Harry postanowił coś zrobić. Iść do Dumbledore'a. Był pewien, że jeśli udawałby, że po prostu chce porozmawiać o czymś innym, to zaklęcie pozwoli zbliżyć mu się na tyle do dyrektora, aby ten zobaczył błagalne spojrzenie w oczach Harry'ego i zlitował się nad nim.
Mógł to zrobić, jeśli musiałby znieść jeszcze dłużej ten okropny stan napięcia. Uwolnił część tej skumulowanej energii na Justina Finch-Fletchley'a po zielarstwie.
— Co masz na myśli, że mój krawat jest przekrzywiony?! Twoja twarz jest wykrzywiona, ty nędzny, do niczego...! — krzyczał, kiedy Hermiona chwyciła go za rękaw i rozproszyła go swoim wielkim uśmiechem. Harry przez chwilę był zdezorientowany.
Potem Hermiona pochyliła się i szepnęła mu do ucha:
— Ktoś narzekał Lupinowi, że każdej nocy wypuszczano nas wcześniej z aresztu i przez to w przyszłym tygodniu mamy być zatrzymywani dwa razy dłużej, aby zrekompensować nasze rozpieszczenie. Wrócił!
Harry zrezygnował z następnych zajęć i ruszył prosto do komnat Snape'a, których drzwi nie otworzyły się ani za pomocą klucza ani zaklęciem „Alohomora" albo za pomocą dobrych, staroświeckich kopnięć. W końcu Harry krzyczał na korytarzu przez około minuty, aż drzwi uchyliły się nieznacznie i usłyszał syk mistrza eliksirów:
— Natychmiast przerwij ten piekielny wrzask, ty bezmyślny gówniarzu!
Harry rzucił się do drzwi, przepychając się, ale drzwi nie drgnęły ani odrobinę, nie zwiększając tej wcześniejszej maleńkiej szpary.
— Proszę, wpuść mnie — błagał Harry, nie dbając o dumę. Proszę, proszę, proszę. Pozwól mi pomóc, potrzebujesz mnie, potrzebujesz...
— Z pewnością nie. — Nadeszła gorączkowa odpowiedź. — Odejdź. Potrzebuję odpoczynku. Powiedz swoim małym przyjaciołom, że nie mamy dzisiaj wieczorem zajęć. Nie mam siły, a tego naiwnego pieprzącego nogę wilkołaka nie ma. Jeśli więc nie chcesz mieć szlabanu z Filchem, to proponuję odejść. I to teraz.
— Pieprzącego nogę?! — krzyknął Harry, przybierając minę pełną obrzydzenia. — On... nigdy...
— Oczywiście, że nie, mały prostaku. Obaj jesteście zupełnie łatwowierni. Boże, nawet najmniejsza uwaga, mimochodem rzucone oszczerstwo jest wystarczające, żebyście dostali ataku furii. Żałosne. A teraz odejdź. — Szczeliną między drzwiami a framugą zaczęła zanikać, zabierając ze sobą całą aspirację Harry'ego.
— Martwiłem się o ciebie — wykrztusił z siebie łamiącym głosem. Drzwi zamarły w miejscu, jakby ich właściciel rozważał te słowa.
— Mmm. Potter, następnym razem postaraj się mieć trochę więcej zaufania do mnie, gdyż jestem o wiele rozsądniejszy, przebieglejszy, ostrożniejszy, starszy i co za tym idzie, bardziej doświadczony od ciebie. Chociaż nie jestem niezwyciężony. Wiesz również, że mam przeraźliwie duże doświadczenie w tym. — Ręka mistrza eliksirów wysunęła się przez szczelinę, odnajdując szczękę Harry'ego zanim ponownie zniknęła. — Idź stąd, Harry. Zobaczymy się jutro.
OoO
Następnego dnia Snape wciąż nie pojawił się na ich zajęciach. Znaleźli kolejną notkę z informacją, że mają wolny wieczór. Ron spojrzał na Hermionę z głupim uśmiechem, a Harry przewrócił oczami.
— Tak, bądźmy szczerzy. — Ron zwrócił się do Harry'ego. — Co myślisz o tym, byś sam sobie zapewnił rozrywkę dzisiejszego wieczoru? Twoje życzenie się spełniło i twój zły idol powrócił. Spodziewam się, że będziesz się martwić, aż ten nie powie ci wszystkiego. A w tym czasie Wieża Astronomiczna jest aktualnie dość opuszczona, więc...
Harry roześmiał się.
— Dobrze, idźcie, ale nie dajcie się ponownie złapać — poradził im. — Jeszcze jeden szlaban, a będziemy musieli na nie uczęszczać, po zakończeniu szkoły. — Machając im na pożegnanie, ruszył w kierunku schodów.
Był zaskoczony, widząc, że drzwi były otwarte, a nawet nie do końca zamknięte, ponieważ uchyliły się pod jego dotykiem, Po przeszkoleniu przez Snape'a, natychmiast przeszedł w tryb „nieufny partyzancki wojownik". Wyciągnął różdżkę i aktywował zamazujący czar, który był przywiązany do jego zegarka powodując, że ten przestał działać, dzięki czemu zniszczył drugi zegarek od przyjścia do Hogwartu. Skradając się przeszedł przez korytarz, zmierzając do biura, z którego dobywało się delikatne światło.
Drzwi do pokoju w większości były zamknięte. Harry wyciągał szyję, rozglądając się w lewo oraz w prawo, próbując spojrzeć poza mały obszar, który był widoczny przez otwór. Nic nie wiedział, oprócz skrawku podłogi i regału. Do diabła. Nie wiedział, co robić. Nasłuchiwał przez chwilę, ale słyszał jedynie trzask ognia w kominku. A potem brzdęk. Brzdęk! Usłyszał brzdęk! Świetnie! Teraz co, do cholery, miało to znaczyć? Westchnął lekko i niemal wyskoczył ze skóry, kiedy usłyszał Snape'a:
— Równie dobrze możesz wejść, Potter. To tak jakby podobało ci się stanie godzinami podczas zaglądania do cudzych prywatnych komnat. Chyba, że stworzyłeś jakiś fetysz podglądania pod moją nieobecność.
Harry otworzył powoli drzwi i spojrzał niezręcznie na mężczyznę.
— Eee. Przepraszam.
Snape stał plecami do kominka, wyglądając jak zawsze elegancko. W swoich długich, zgrabnych palcach trzymał kielich, pomimo tego, że na samym jego dnie znajdowała się jedynie niewielka ilość brandy. Mężczyzna znajdował się przed fotelem, wyglądając bardzo niefrasobliwie w swojej czarno-srebrnej, satynowej marynarce, robiąc ponownie to coś swoimi brwiami. Otworzył usta i Harry wiedział, że powie coś złośliwego. Coś o tym, że stoi wpatrując się w niego z otwartymi ustami jak całkowity przygłup.
— Dobrze. Ciężko zrozumieć, dlaczego stoisz tam z twarzą wyjątkowo pobożnego chrześcijanina, który po raz pierwszy wstąpił do Królestwa Niebieskiego i ujrzał swojego Zbawiciela. — Westchnął głęboko i opróżnił do końca szklankę. — Nie mogę jednak przyznać, że nie zasługuję na to. — Mężczyzna uniósł dumnie głowę uśmiechając się z wyższością. Harry zdołał się ruszyć ze swojego miejsca, ale nie mógł odnaleźć swojego głosu.
Rzucił się na Severusa, który nie będąc na to gotowym, zachwiał się do tyłu. Jego nogi uderzyły o fotel, na który opadł. Przez kilka chwil Snape wyglądał na oniemiałego faktem, że znajduje się w takiej sytuacji. Z Harrym, który nosił na ustach niesamowicie szczęśliwy uśmiech, na swoich kolanach i z jego ramionami wokół szyi. Severus zamrugał parokrotnie. Po wewnętrznej walce, opanował się na tyle, by spojrzeć na niego spod łba i powiedzieć:
— Naprawdę, Potter, całkowicie mnie myli to, dlaczego masz ten niepowstrzymywany przymus, aby rzucać się na mnie. Jest to jeden z najbardziej niepokojących zwyczajów jakie rozwinąłeś, który musi zostać zatrzymany. Te animalistyczne tendencje nie będą sankcjonowane przez nikogo w dobrym towarzystwie. Na szczęście, uważam, że nie będziesz miał kontaktu z nikim, kto zalicza się do tego towarzystwa. — Prychnął lekceważąco.
Uśmiech Harry'ego stał się tylko szerszy.
— No nie wiem. To może być nowa moda. Przecież jestem Chłopcem-Który-Przeżył. Jestem dość pewien, że jeśli miałbym hobby skakania na kolana mistrza eliksirów i zostawania na nich, to niedługo wszyscy inni by to robili.
Severus zacisnął usta.
— To nie byłaby poprawa. — Ściągnął ramiona Harry'ego ze swojej szyi i zepchnął go na podłogę. — Możesz odpocząć przez chwilę, jeśli chcesz. Radzenie sobie z twoim nieprzyjemnym humorem wymaga więcej niż jednej szklanki alkoholu. — Poruszył się płynnie, aby nalać sobie kolejnego drinka i kiedy wrócił, Harry zajmował jego miejsce w fotelu. — Najwyraźniej zapomniałeś o hierarchii obowiązującej w moich komnatach oraz o przywilejach, które wynikają z naszych różnych pozycji. — Kiedy Harry spojrzał na niego z niezrozumieniem, Severus westchnął i powiedział wprost: — Podłoga. Teraz. Fotel jest mój. Trzymaj się od niego z daleka. Zrozumiałeś? — Przewrócił oczami. Harry zsunął się z krzesła, kłaniając się głęboko.
— Czy to wszystko? Czy muszę również bić pokłony przed Królem Łaskawości?
Uśmiechnął się figlarnie do mężczyzny, udając, że nie widzi cieni pod jego oczami oraz tego, że wyglądał na chudszego i bladszego niż kiedykolwiek. Harry czuł, że musi podejść do tematu ostrożnie, jeśli w ogóle o nim wspomnieć, ze względu na to, że mężczyzna był bardzo dumny i cenił swoją godność. Chciał się dowiedzieć, co się stało, ale w tym samym czasie był zadowolony, że może być u boku Snape'a. Obradował wewnętrznie, gdy obserwował wargi mistrza eliksirów dotykające krawędzi szkła.
— Tak, okazie niezręczności, powiedz mi jak tam twoje zajęcia z tą zapchloną kulą sierści? Jestem pewien, że były wspaniałe. Pełne herbaty, herbatników i szalenie nieistotnych rozmów. Czy zajmie mi cały rok, by cofnąć powstałe szkody? Czy coś robiliście na temat o przekaźnikowych zaklęciach i wzmacniających czarach, czy to całe doświadczenie było fenomenalną stratą czasu dla każdego z nas?
— Taaa. — Harry zareagował szybko, przytulając się do nogi mężczyzny. — To było najbardziej chwalebne doświadczenie w moim młodym życiu. Herbatniki były niedoścignione, a rozmowy były jednym słowem boskie. Nie mogę myśleć o bardziej zachwycającym sposobie spędzania czasu, niż słuchanie jak Lupin snuje opowieści o tym jak zabawny był mój tata, gdy Ron wraz z Hermioną robili do siebie maślane oczy. Starałem się w tym czasie jednocześnie skoncentrować na nauce czarów, które mogą uratować moje życie, jeśli nie świat, kiedy ty mogłeś być w śmiertelnym niebezpieczeństwie robiąc nie wiadomo co, przez co byłem szalony z niepokoju o ciebie. Tak, to była naprawdę niesamowita zabawa. — Skończył cierpko Harry.
Snape pstryknął go w ucho, wywołując u niego krzyk zaskoczenia.
— Sarkazm do ciebie nie pasuje. Niewdzięczny, zasmarkany nicpoń — dodał czule, okręcając włosy młodzieńca wokół swojego palca.
Harry uśmiechnął się i ziewnął.
— Kombinowaliśmy trochę z wzmacniającymi czarami, ale muszę stwierdzić, że Hermiona była o tym mniej subtelna niż można było się spodziewać. Ale nauczyliśmy się jak rzucić urok, przekierować go w inną stronę, umieścić oraz wzmocnić inne zaklęcie, gdy docierało do miejsca docelowego. Próbowaliśmy tego z kilkoma zaklęciami, ale wszystkie... jak je określałeś? Myślę, że Remus powiedział, że były... cielesne? Ta... to było... coś w tym stylu.
— Rzeczowe — poprawił go Snape, brzmiąc na zainteresowanego, a może nawet odrobinę pod wrażeniem. — Jedyne zaklęcia, które można wykorzystać, gdy zarówno są rzucane i wzmacniane należą do magii rzeczowej. Muszą one być widoczne, słyszalne i odczuwalne, aby były skuteczne.
— Dlaczego? — mruknął Harry, przesuwając lekko dłonią po jedwabnej tkaninie na nodze mężczyzny.
Zamrugał sennie, próbując ukryć zmęczenie. Po raz kolejny jego wzburzone emocje się uspokoiły i teraz jego organizm był wykończony oraz gotowy do odpoczynku.
— Myślę, że możemy poczekać z tym do jutrzejszych zajęć — poinformował go Severus, szturchając Harry'ego nogą. — Wstawaj. Nie będziesz spać na dywanie w moim biurze.
— Mmmm — jęknął cicho Harry, nie chcąc się ruszyć. — Mogę się zdrzemnąć w twoim łóżku — zasugerował niewyraźnie. — Nie zabiłoby cię, gdybyś pozwolił mi zostać.
— Zakładam, że nigdy nie słyszałeś i śmierci przez lincz? Bo to jest dokładnie to, co się ze mną stanie, jeśli ktoś kiedykolwiek zajdzie cię w moim łóżku. Opuść moje komnaty, zanim chłopi wymachujący widłami i pochodniami zaczną się dobijać do drzwi, aby uratować się z moich złych szponów. Mam dość wszystkiego na dzisiejszą noc. Chciwie oczekuję momentu, gdy będą mógł ponownie zasnąć w moim łóżku.
— Byłeś tu ostatniej nocy — zauważył Harry, a Snape zamilkł.
— Spędziłem noc w skrzydle szpitalnym — przyznał. — Nie, niezależnie od tego co powiesz, nic ci nie wyjawię. Nic mi teraz nie jest, więc możesz iść. Po prostu odejdź. Dyrektor zasugerował, że może przyjść z wizytą, aby sprawdzić, co ze mną. Jeśli zobaczy cię tutaj, rozdrażnionego, czepliwego i wiszącego na moich szatach, to nie wiem, jak bym miał to wyjaśnić. Puść! — Udało mu się uwolnić rękaw z uścisku Harry'ego i wygonił ucznia na korytarz.
OoO
Harry był tak szczęśliwy, że mistrz eliksirów wrócił, że niemal fruwał, czując się w siódmym niebie i jak kot, który dorwał się do miseczki ze śmietaną, a przynajmniej tak było do poniedziałkowej transmutacji. Podczas niej postanowił ujawnić swoje głębsze uczucia poprzez zapisanie ich na papierze i odkrył, że jego dziennik zaginął. Przejrzał swoje książki przynajmniej z dwanaście razy, aż McGonagall nie warknęła na niego, za nie zwracanie uwagi na zajęciach. Ledwo odnotował jej uwagę. Ledwo się powstrzymywał, żeby nie pobiec z powrotem do dormitorium. Dziennik musiał tam być. Na pewno był! Tak szybko, jak lekcja się skończyła wybiegł z sali i pognał do wieży Griffindoru.
Pomimo tego, że przegrzebał, splądrował a wreszcie przetasował cały pokój, jedynie co znalazł to pojedyncza strona dziennika pod swoim łóżkiem. Nie było na niej nic obciążającego, ale Harry wiedział, że reszta dziennika zawiera takie informacje. Ale jak ta strona skończyła pod łóżkiem? Czy ktoś umieścił ją tam celowo, czy może sama wypadła? To w niczym mu nie pomagało. W końcu poddał się i pognał do następnej klasy, chcąc złapać Hermionę.
— Zgubiłem — sapnął, zwijając się na krześle obok niej. Wiedział, że pocił się, drżał i był blady, a także był to prawdopodobnie koniec świata. Będzie musiał powiedzieć o tym Snape'owi. A potem wszystkim innym. — Tak mi przykro, za cały Armagedon. Nie zwróciłem uwagi. Następnym razem zgubię głowę. — Cholera. Cholera. — Co mam zrobić?
— Co zgubiłeś, kolego? — Ron zainteresowany pochylił się w ich stronę.
Gdyby to było możliwe, Harry zacisnąłby zęby mocniej niż dotychczas.
— Mój... notatnik... od W.E.S.Z! — udało mu się wykrztusić. — Zgubiłem go! Nigdzie go nie ma!
Hermiona była odpowiednio przerażona, ale Ron roześmiał się i pokręcił głową.
— I to stąd cała ta panika? Nie mogę w to uwierzyć! Myślałem, że zgubiłeś swoją błyskawicę!
— Ron! — Hermiona zwróciła mu uwagę udręczonym głosem. — Harry nie zapisywał w tym dzienniku jedynie spraw z W.E.S.Z! To było... Znajdowało się tam... Były tam rzecz na temat czarnej magii i... inne rzeczy o których nie chcemy, żeby inny się dowiedzieli — wymruczała do niego przez zaciśnięte zęby.
— Co?! — jęknął. — Pisze to! O tym! Czyim idiotycznym pomysłem było, żeby zapisywać to, gdzie każdy cymbał mógłby dorwać w swoje ręce? — Schował twarz w dłonie, gdy Hermiona skuliła się na swoim miejscu, wyglądając jednocześnie na wściekłą jak i na winną. — Mogłem się domyśleć — jęknął zrezygnowany. — Więc jaki jest nasz pierwszy ruch? Mamy zamiar go szukać?
Hermiona pokręciła głową, wciąż bardzo zaczerwieniona na twarzy.
— Nie chcemy zwracać na siebie uwagi — upierała się. Nawet jeśli ktoś go odnalazł, to nie znaczy, że przeczytał dziennik. Z drugiej strony, jeśli dowie się, że jest to ważne, to może to zrobić. Musimy zachowywać się normalnie.
Harry jęknął, siadając na swoich rękach, aby powstrzymać się przed zrobieniem czegokolwiek.
— A jeśli to był Neville lub Seamus albo Dean? — żalił się Ronowi, przybierając naprawdę nędzny wyraz twarzy.
Czuł, że jego ramiona drżą z rozpaczy. Pochylił się i oparł czoło o chłodny blat biurka.
Ron patrzył na przyjaciela z kombinującym wyrazem twarzy.
— Nie martw się, Harry. Będziemy ich obserwować, a kiedy będą sami, zapytamy, czy mają dziennik. Jeśli powiedzą, że nie, to rzucimy na nich lekkie Obliviate i pozwolimy im odejść. Jeśli będą go mieli, to odbierzemy dziennik i rzucimy na nich mocniejsze Obliviate, dzięki czemu nie będą pamiętać, co czytali. A potem weźmiemy ich do pani Pomfrey i powiemy jej, że znaleźliśmy ich w takim stanie oraz, że nie wiemy, co im się stało. Ech? Czy to wystarczy?
Hermiona spojrzał na niego wiele wymownym spojrzeniem: „Nie wiem, dlaczego zgadzam się z wami przebywać. Jesteśmy całkowicie różni. Ja jestem dziewczyną, a wy dupkami". Harry z drugiej strony czuł się niespodziewanie pocieszony tym wsparciem.
— Tak, wszystko w porządku, Ron — powiedział, uśmiechając się słabo do rudowłosego chłopca. — Jeśli nie będziemy mogli go znaleźć nigdzie indziej, to będziemy przeklinać wszystkich, aż osiągniemy cel i odzyskamy dziennik.
Hermiona wyrzuciła ręce w górę w geście rozpaczy, a Harry ponownie oparł czoło o biurko. Życzyłby sobie, żeby nie chodził wszędzie z dziennikiem, przez co mógł go zgubić w dowolnym miejscu i absolutnie każdy mógł go znaleźć.
