Rozdział 20: Dziesiąty krąg piekła. Przeznaczony dla nastoletnich chłopców albo o Boże Angst! Angst! Ała, niech to się skończy!
Dziennik zniknął z powierzchni ziemi. To było jedyne wytłumaczenie. Szukali w całym zamku. Harry przegapił większość swoich zajęć, zakradając się do pokoi innych uczniów w pelerynie niewidce, aby grzebać w ich osobistych rzeczach w poszukiwaniu swojego cennego dziennika, którego założenie nie było najlepszym pomysłem. Musiał czekać ponad godzinę, zanim udało mu się zdobyć hasło do Slytherinu, by móc przeszukać rzeczy uczniów owego domu, co okazało się samo w sobie traumatycznym doświadczeniem. Kto by pomyślał, że Blaise miał taki zbiór łańcuchów, piór, olei, bielizny i zdjęć Snape'a! A Jack, który wydawał się względnie normalny, miał taki zapas... rzeczy... i... innych rzeczy? Albo to, że Draco, który miał wspólny pokój z Crabble i Goyle'em i z inną osobą, miał całe ściany pokryte zdjęciami samego siebie? Lub to, że jeden z pokoi miał trochę prowizoryczny ołtarzyk poświęcony Harry'emu, którego zdjęcie wyglądało na zakłopotanego? Jednakże, bez względu na to gdzie szukał, nigdzie nie znalazł dziennika.
— To znaczy, że nikt go nie ma — oznajmiła stanowczo Hermiona, wbrew wszelkiej logice.
— A może ktoś go ma i wie, jak cenny jest w rzeczywistości, nie spuszcza go z oka, mając zamiar przekazać go do Voldemortowi? — powiedział gwałtownie Harry. — Wasza dwójka nic nie znalazła. Jestem martwy. On jest martwy. Wszyscy będziemy martwi. Co za cholerny błąd popełniłem tym razem. — Harry wsunął dłonie we włosy, ciągnąc za nie, wciąż surowo ganiąc siebie w swojej głowie.
— Przestań się obwiniać, Harry — powiedziała Hermiona. — Pamiętam, że czytałam o zaklęciu, które pomaga znaleźć zagubioną przez siebie rzecz. Muszę sobie tylko przypomnieć, w której to było książce. Czytałam ją w ostatnią Wielkanoc, czyli wtedy kiedy przygotowywałam wypracowanie na temat Naga. Nie, chwila, to było dwa lata temu, więc...
Ron pociągnął Harry'ego na bok i zaproponował własne pocieszenie.
— Jeśli nie znajdziemy go jutro, to zamkniemy Hermionę w bibliotece, a sami zaszalejemy z przekleństwami. Zaczniemy od Malfoya. Złapiemy go w łazience prefektów, a potem przeklniemy go na trzy sposoby, aż do niedzieli. A potem rzucimy na niego Oblivate. Będziemy tak posuwać się w dół listy osób, aż złapiemy złodzieja i zmusimy go do zwrócenia dziennika. Znajdziemy go w ten czy inny sposób. Dobrze?
Harry przytaknął niepewnie.
— Powinienem... powiedzieć Snape'owi. Przecież umieściłem tam jego nazwisko i inne rzeczy. Może być przeze mnie w wielkich tarapatach. Takich, jak posiadanie wielkiego ciężaru przywiązanego do kostek i rzucenie do wielkiego zbiornika z wodą. Dlaczego zawsze muszę być takim idiotą?
Ron wzruszył ramionami.
— Ponieważ jesteś sobą? Moim zdaniem, jest to jedna z najlepszych rzeczy w tobie. Daj spokój. Jeśli byłbyś sławny, bogaty, miły i ogólnie wszystko naj, a w dodatku byłbyś ostrożny, inteligentny oraz wrażliwy, byłbyś najbardziej znienawidzonym facetem w Hogwarcie. Totalna gejoza. Nie sądzę, że powinieneś poinformować o tym Snape'a. Jeszcze nie, Harry. — A potem dodał, zniżając zniechęcająco głos, gdy przyjaciel starał mu się przerwać. — Nie mogę sobie wyobrazić, co by z tobą zrobił. Nawet jeśli połączylibyśmy wszystkie dziewięć kręgów piekielnych tworząc jeden, naprawdę duży okręg bólu, to i tak byłoby to lepsze niż to, co Snape dla ciebie by przyszykował. Posłuchaj, po prostu zostaw to do jutra. Jeden dzień, to wszystko o co cię proszę, Harry!
Hermiona usłyszała to i przerwała im:
— Trzeba mu powiedzieć, Harry. Tu nie chodzi tylko o twoje życie. To wpłynie również na niego. Uważam, że zasługuje na prawdę. Wiem, że będzie to trudne, ale nie byłoby lepiej, gdyby usłyszał o tym od ciebie? — Harry przygryzł wargę i skinął głową, przełykając żółć, która wzrosła mu w gardle. Powiedzieć Snape'owi prawdę? Dobry Boże. Wolałby być ugotowany żywcem, co niestety nie było nawet opcją. — Dobrze — powiedziała Hermiona. — Idę do biblioteki i spróbuję odnaleźć książkę zaklęciem, o którym mówiłam. Trzymaj się, Harry.
Kiedy odeszła, Ron odwrócił się w jego stronę i powiedział:
— Posłuchaj, powiedz Hermionie, że chcesz być sam, kiedy powiesz Snape'owi o dzienniku. Stwierdzisz, że zostaniesz po zajęciach, aby to zrobić. Tak czy inaczej, robisz to przez cały czas, więc nie będzie to podejrzane. A potem, jeśli nie chcesz, nie musisz mu nic mówić. Potem jej powiesz, że wszystko jest załatwione i nie będziemy o tym wspominać, dobrze? Następnie, sami o to zadbamy. Po prostu daję ci wyjście z tej sytuacji, Harry. Nie chcę zobaczyć mojego najlepszego kumpla w postaci dużych i małych kawałków wnętrzności porozrzucanych po pokoju, jak jakaś chorobliwa dekoracja śmierciożerców na przyjęcie! Po prostu o tym pamiętaj! — dodał rozpaczliwie.
Gdy Hermiona wróciła z naręczem książek z biblioteki, Harry modlił się, żeby w jednej z nich było zaklęcie, które mogło im pomóc.
— Och... właśnie ta. „Jak mieć cudowną pamięć", pomaga ci przypomnieć, gdzie widziałeś ostatnio... Och. To tylko pomaga zapamiętać rzeczy od momentu rzucenia czaru, tak że już nigdy o nich później nie zapomnisz.
— To może być całkiem niezłe. Zapominam o dość wielu rzeczach — powiedział uprzejmie Ron. — A co z tym? Redderus Redigere zaklęcie, które... zmusza osobę do oddania tego, co ukradł. To może być całkiem przydatne, gdy dowiemy się, kto ma dziennik. Ktoś ma zakładkę?
— Wszystkie moje są w użyciu — powiedziała nieco rozdrażniona Hermiona. Miała tylko około stu zakładek.
Harry westchnął i zaczął grzebać w kieszeniach, aż znalazł kawałek papieru.
— Użyj tego. Musi być w tej książce coś użytecznego. Co z tym? Reverserum. Jeden łyk tego eliksiru wymusza, żebyś zrobił wszystko, co niedawno robiłeś, ale w odwrotnej kolejności. Przynajmniej wiedziałbym, gdzie byłem. — Zdjął okulary i przetarł oczy. — Ale wiem o wszystkich miejscach, w których byłem, a dziennika nigdzie tam nie było, więc musiał zostać przeniesiony. Albo zabrany.
— Ma zasięg tylko kilku godzin. Czy próbowałeś ponownie zaklęcia przywołującego? — zapytała Hermiona.
Zaczynało to być punktem spornym między nimi. Dziewczyna nigdy nie słyszała o żadnym zaklęciu, które nie działałoby prawidłowo.
— Tak, próbowałem go dzisiaj z pięćset razy — potwierdził Harry. — To nie przyniosło żadnego, ale to żadnego efektu. I nie, nie wiem dlaczego. Może masz rację i jest to moja wina. Być może nie koncentruję się wystarczająco mocno. Nie wiem. Jedyne co wiem, to że zaklęcie nie działa. Ech. Nic nie działa.
— Dobrze. — Hermiona westchnęła z żalem, sprawdzając godzinę. — Lepiej ruszajmy, inaczej spóźnimy się na... szlaban. Przykro mi, Harry. Zabrakło nam czasu. Ale.. na pewno on będzie wiedział, co zrobić. — Uśmiechnęła się do niego słabo, ale żaden z nich nie czuł się lepiej.
— Granger, Potter przepisywanie. Weasley oklumencja. Wyciągnijcie różdżki — przywitał ich opryskliwie Snape, gdy weszli do pokoju.
Harry został uderzony przez fakt, na jak zmęczony i zachrypnięty brzmiał jego głos. Oczywiste było, że nie mógł mu powiedzieć o dzienniku. Jak mógłby dodać dodatkowy ciężar na jego barki, gdy mężczyzna już niósł zbyt wiele?
Wymienili razem z Hermioną zaniepokojone spojrzenia, gdy podeszli do swoich tablic, aby znaleźć bardziej niż trochę przerażające zdania. Formuła Rona brzmiała: „NIE PRZYJDĘ Z PŁACZEM DO PROFESORA SNAPE'A", a Hermiony: „TROJE MOŻE DOCHOWAĆ TAJEMNICY, JEŚLI DWÓJKA Z NICH NIE ŻYJE", które wydawała się wyjątkowo złowieszcze. Żołądek Harry'ego obrócił się w lód, gdy przepisywał zdanie: „PEWNEGO DNIA PROFESOR SNAPE NIE BĘDZIE TAM, ABY ZROBIĆ TO ZA MNIE".
Pod koniec zajęć był kłębkiem nerwów. Kiedy nadszedł czas, aby wyjść, powiedział swoim przyjaciołom:
— Zastanę na chwilę. Muszę o coś zapytać profesora.
Ron pokazał mu kciuk w górze, a Hermiona współczująco poklepał go po ramieniu. Wreszcie Harry, wziąwszy kilka uspokajających oddechów, odwrócił się do profesora.
— Panie Potter.
— Proszę pana, ja. — Harry musiał kaszlnąć kilka razy, próbując wymusić słowa przez nagle wysuszone gardło. — Zgubiłem coś. Miałem pewien dziennik, w którym pisałem i być może mogłem wymienić pewne... rzeczy o tobie, tych zajęciach i... innych rzeczach, których zdałem sobie sprawę, że nie powinienem zapisywać. Możesz mnie zabić, jeśli chcesz, bo całkowicie na to zasługuję. Nie mogę wymyślić żadnego powodu, dlaczego miałbyś pozwolić mi żyć. Ech, jest ta rzecz z Voldemortem. Mam być jedynym, który go zabije. Tak czy inaczej, gdzie ja byłem? Och tak, zgubiłem go. Jest mi niewiarygodnie przykro i nie wiem, co zrobić. Um. Oprócz proszenia o przebaczenie i obietnicy, że się zmienię i mam nadzieję, że masz jakiś dobry pomysł, jak go znaleźć, ponieważ ja już nic nie mogę wymyślić. — Severus podszedł do niego z kamienną twarzą. Harry upadł na kolana. Zacisnął powieki i jęknął: — Boże, naprawdę mi przykro! Naprawdę!
— Zgubiłeś swój dziennik — stwierdził Severus grobowym głosem.
— Tak, proszę pana. To był tylko zeszyt, który miał... um. Małą... twarz narysowaną na okładce.
— Rozumiem. Czy to jest właśnie on? — Harry otworzył oczy i znalazł swój dziennik z uśmiechniętą buźką i wszystkimi innymi bazgrołami kilka milimetrów od swojego nosa.
Jego pierwszą reakcją była ogromna ulga. Voldemort go nie miał. Malfoy również. Siły zła nie mogły go użyć przeciwko niemu i nie wiedziały o... Severusie, który go miał. Uśmiechnięta buźka wydawała się wyszczerzyć na tę myśl. Harry ponownie zamknął oczy, mając nadzieje, że ten obraz zniknie. Teraz ulga zeszła na dalszy plan, a zażenowanie walczyło ze wstydem, które z nich będzie dominującym uczuciem. Dobry Boże. Harry powoli wstał, czując jak jego całe ciało drży, gdy patrzył jak Severus idzie z powrotem do swojego biurka.
— Eee. Gdzie go znalazłeś? — zapytał Harry wysokim głosem, obciążonym nastoletnią obawą.
Severus zatrzymał się i odwracając się, spojrzał na niego kwaśno.
— W moim łóżku, Potter. Wszedłem do niego i poczułem, że moja stopa dotyka czegoś pod kołdrą. Mogę cię zapewnić, że nie było to najszczęśliwsze zdarzenie dla nas obu. Czy masz pojęcie, co zrobiłeś? Ile lat ciężkiej pracy i poświęcenia zostałyby zmarnowane bezużytecznie, gdyby ten dziennik wpadł w niepowołane ręce? Nie wspominając już o niebezpieczeństwie, w którym umieściłbyś siebie, mnie i swoich przyjaciół oraz wszystko, co cenisz.
— Tak, proszę pana — wyszeptał Harry. Łzy spływały mu na dolną ramkę okularów, aby później spłynąć dalej, pozostawiając miejsce dla zbliżających się następców. — Bardzo przepraszam. To było głupie. Nigdy...
Spojrzał na ziemię, czując ostre zawroty głowy i tak jakby ciężki kamień umieścił się gdzieś między jego żołądkiem, a sercem. Nic, co Snape mu kiedykolwiek zrobił lub powiedział nie miało na niego takiego wpływu. Nigdy mężczyźnie nie udało się wywołać u niego takiego poczucia winy.
— Kiedy zorientowałem się co to jest, umieściłem na tym zaklęcia zabezpieczające... wszystkie, o których mogłem pomyśleć. Nawet nie pomyślałeś, żeby zrobić coś takiego. Czułem, że używasz na niego zaklęcia przywołującego. „Accio" nie zadziała, gdy istnieje kilka zaciemniających zaklęć na danym obiekcie. Zamierzam zniszczyć ten dziennik i zakazuję ci nawet rozważanie założenia kolejnego. Czy jest to zupełnie jasne?
— Tak, proszę pana. Krystalicznie jasne, proszę pani. To się nie powtórzy, tak długo jak żyję. Boże, tak mi przykro — dodał gwałtownie.
Patrzył w milczeniu na Severusa, który po kolei zdejmował z dziennika zaklęcia zabezpieczające.
Kiedy zostało to już zrobione, mężczyzna odwrócił się do kominka.
— Exterpato Conlagrarus! — powiedział, rzucając nieszczęsny dziennik w płomiennie.
Potem westchnął i stał przed dłuższy czas, nie patrząc na nastolatka. Jego ramiona były opuszczone, tak jakby to on był wypełniony wstydem. Harry przełknął kilka razy, życząc sobie, by móc wyjaśnić. Nie chciał, żeby to się stało. Żeby cokolwiek się stało.
Wreszcie Snape wyprostował się i zwrócił się do Harry'ego, jego ciemne oczy były nieczytelne.
— Jak zwykle udało ci się dokonać złego wyboru w danej sytuacji. Robisz to za każdym razem, gdy daję ci szansę. Nie będę tylko ciebie obciążać całą odpowiedzialnością. To było coś, czemu można byłoby zapobiec, ale nie miałem woli ani rozsądku, aby to zrobić. Od jakiegoś czasu było oczywiste, że żywisz pewne zauroczenie... do mnie, które nie powinno być akceptowane. Ignorowałem twoje zachowanie, tak długo jak... w pewnym stopniu stanowiło to twoją motywację do nauki. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem bez winy w tym, że pozwoliłem ci na utrzymanie tych romantycznych iluzji... To było niewłaściwe. A ponadto, jeśli Czarny Pan odkryłby twoje zaobserwowanie moją osobą, to z pewnością oznaczałoby to dla mnie śmierć i podatność u ciebie. Miałem nadzieję, przypuszczałem, że zdasz sobie z tego sprawę i użyjesz tego jako impulsu do treningu oklumencji. Liczyłem również, że uświadomisz sobie w pewnym stopniu z niemożliwości swoich pragnień. Nawet ty musisz to przyznać, że oznaczało by to dla mnie potępienie i naganę od Dumbledore'a i Ministerstwa oraz reszty czarodziejskiego świata oraz tortury i śmierć z rąk Czarnego Pana. Najwyraźniej to było nad wyraz, by dać taką odpowiedzialność, sądząc, że będziesz potrafił potraktować tę sytuację z ostrożnością i dojrzałością na jaką zasłużyła. Czuję, że muszę ci powiedzieć, ze względu na wszelkie przyszłe nieporozumienia, że twoje uczucia są całkowicie jednostronne. Przepraszam, że bez wątpienia zranię cię, ale jak najbardziej nie mam niezdrowych fantazji o chłopcu w twoim wieku. Nie będę banalny i nie powiem, abyś znalazł kogoś w swoim wieku, ale dam ci ostrzeżenie. Wszelkie próby zbliżenia się do mnie, nie będą mile widziane.
Harry czuł się, jakby tonął. Umierał. Snape go nie ukarał, nie upokarzał go. Zamiast tego wręcz odrzucał go, a co gorsza, starał się być przy tym miły. Spokojny, racjonalny. Dobry Boże, mężczyzna starał się być odpowiedzialny. Harry otworzył i zamknął usta, chcąc znaleźć sposób, by przemówić, ale to jak Snape mówił tworzyło nieprzeniknioną ścianę między nimi. I co Harry mógł powiedzieć? Odkrył, że nie może wykrztusić pojedynczego słowa na swoją korzyść, czy w obronie.
— Byłoby najlepiej, żebyś nie odwiedzał moich komnat lub zostawał po zajęciach. Uważam, że miałbyś większe korzyści ze znalezienia kogoś młodszego, kogoś kto odwzajemniłby twoje uczucia. — Snape wyglądał... cóż, Harry nie mógł dokładnie określić. Prawdopodobnie na zmęczonego, ale kto nie czułby się tak, odpierając zaloty jeszcze nie siedemnastoletniego chłopca? — Jestem zaskoczony mówiąc to, ale oczekiwałem od ciebie czegoś lepszego, panie Potter. Nie sądziłem, że przełożysz swoich przyjaciół oraz bezpieczeństwo na rzecz czegoś tak małego i ulotnego jak szkolne zauroczenie.
Wreszcie było coś, czemu Harry mógł się sprzeciwić.
— To nie jest szkolne zauroczenie — odpowiedział zapalczywie. — Jak śmiesz zachowywać się tak, jakbym nie miał prawa do własnych uczuć i pragnień! Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz. Nie mam nad tym żadnej kontroli. Ale nie próbuj mi powiedzieć, co powinienem do ciebie czuć! Uważasz, że nie jestem świadomy, w jak wielkie tarapaty mogę wpakować nas wszystkich? Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy, jak całkowicie nieodpowiednie są moje uczucia w stosunku do ciebie? — Jego głos się załamał, a po policzkach spływały łzy. — Sądzisz, że chciałem się w tobie zakochać, że jest to dla mnie coś niesamowicie wesołego? Nie jestem głupi. Doskonale wiedziałem, że jest to coś, co może cię zabić i starałem się z tym walczyć z całych sił! Ale nie mogłem! Nie mogłem, do cholery, tego zwalczyć! Przepraszam! Po prostu, kurwa, nie mogę przestać tego czuć! Jedyną rzeczą, która mi pomogła to pisanie o tym! Starałem się być ostrożny. Trzymałem go przy sobie. Starałem się nie wymieniać zbyt często nazwisk lub robieniu czegoś podobnego. Przepraszam. — Harry drżał teraz ze strachu, bezsilnej wściekłości i rozpaczy. — Doskonale wiedziałem, że nigdy mnie nie pokochasz. Byłbym szczęśliwy, nigdy nie mówiąc o tym nikomu, a zwłaszcza tobie! Przepraszam. Wiem, że ryzykujesz swoje życie, a ja narażam je jeszcze bardziej. Przestałbym, gdybym mógł. Przepraszam. Przepraszam, że cię kocham.
Harry odwrócił się i wybiegł na oślep z klasy, dławiąc się szlochem, który pozostawiał go niemal bez tchu.
Gdy dotarł do wieży Gryffindoru, usiadł pod ścianą, owinął ramiona wokół kolan i pozwolił sobie na drżenie i na to, by smutek go ogarnął. Czekał, aż do świtu, ale mistrz eliksirów nie przyszedł po niego. Nie ruszył się z miejsca, aż do momentu, gdy Irytek zaczął go przedrzeźniać i szarpać go za włosy. Po tym zrezygnował z wejścia do wieży i udał się wprost na śniadanie.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobili Ron i Hermiona, gdy go ujrzeli, było odciągnięcie go od stołu.
— Co się stało? Czy był bardzo zły? Och, Harry, przepraszam! Powinniśmy zostać z tobą i wspólnie mu o tym powiedzieć! To był w całości mój pomysł! — jęknęła skruszona Hermiona, gdy zauważyła jego pobladłą twarz i zaczerwienione oczy.
— Co ci zrobił? — zażądał w międzyczasie Ron, ściskając ramię Harry'ego. — Ten drań! Czy cię otruł? Nie obchodzi mnie, co to było, tym razem się nie wywinie! Dalej, Harry, wyśle sowę do Freda i George, żeby byli w gotowości. Tylko jedno twoje słowo i będzie o jednego żałosnego śmierciożercę mniej. I nie obchodzi mnie, czy jest po stronie Dumbledore'a. Nie zamierzam pozwolić mu tego robić! Cokolwiek by robił! I to tobie! Co za kompletny drań!
Był całkowicie zaskoczony, gdy Harry rzucił mu się w ramiona i rozpłakał, chowając twarz w jego ramieniu. Ron miał przerażony wyraz twarzy, gdy zupełnie zdezorientowany, spojrzał na Hermionę nad głową przyjaciela. Widział, że stara się mu coś cicho przekazać, pokazując na Harry'ego.
— Jak dziewczynę — szeptała. — Traktuj go jak dziewczynę! Wystarczy udawać, że jest dziewczyną.
Nie był pewien, czy jest to w ogóle pomocne. Nie miał więcej doświadczenia z dziewczynami, które wpadły w histerię, niż z miał z chłopcami.
— Ech. W porządku, kolego, jest dobrze — powiedział, mając nadzieję, że w kojący sposób. — Nie mam zamiaru uciec. — Przełożył delikatnie ramię przez chude ramiona Harry'ego i poklepał go po plecach. Drugą dłonią starał się wygładzić włosy przyjaciela, które jak zwykle sterczały we wszystkie strony i robiły co mogły, by dostać się do nosa Rona. — Pójdziemy i po prostu zabijemy tego paskudnego, starego bydlaka, co nie kolego? Ty, ja oraz Fred oraz George, a wtedy on będzie martwy i będzie tego żałować! Ech? A potem wszystko wróci do cholernej normalności...
