Rozdział 21: Jedna cholerna rzecz po drugiej
Wreszcie pobudzenie opadło u Harry'ego na tyle, że zdał sobie sprawę, że wisi na ramieniu Rona niczym małpa na drzewie i odsunął się ze zgrozą.
— Boże, przepraszam — udało mu się wykrztusić. Zamilkł. — Faktycznie to straciłem rachubę, ile razy to ostatnio powiedziałem.
Udało mu się uśmiechnąć drwiąco, próbując złagodzić atmosferę. Nie zadziałało w najmniejszym stopniu. Prychnął i potarł nos.
— Do licha, Harry — powiedział Ron i Harry przeżył chwilę wyjątkowej grozy, podczas której wyobrażał sobie, że przyjaciel domagał się wiedzieć, jak Harry mógł przytulić w taki sposób innego faceta i że nazwie go dziwakiem. Zamiast tego, chłopak kontynuował: — Będziesz chciał wydmuchać nos. Nie masz pojęcia, jak bardzo się zasmarkałeś się w ciągu tych kilku minut. Hermiono, daj mu chusteczkę albo coś. Dziewczyny zawsze mają coś takiego przy sobie.
Harry wydmuchał nos, gdy naprzemiennie szlochał i śmiał się szaleńczo. Hermiona pochyliła się, aby powiedzieć coś swojemu przyjacielowi, ale wtedy spojrzała na Rona i przemyślała to. Przez dłuższą chwilę przygryzała wargę, zanim stwierdziła:
— Och, czy wspominałam o tym, co powiedział mi wczoraj Malfoy na Numerologii? — Zarówno Ron jak i Harry byli zdziwieni tą nagłą zmianą tematu i potrząsnęli głową w zaprzeczeniu. — Nazwał mnie puszczalską — powiedziała beznamiętnym głosem i szczęki obydwu chłopców opadły.
— On… CO?! — krzyknął, rozwścieczony Ron. — Dobra, znajdę go i właściwy sposób wyprostuje jego zachowanie. — Był tak czerwony i rozgniewany, że wydawał się inną osobą. — GDZIE ON JEST?
Hermiona wskazała miejsce, gdzie Malfoy, zaczynając się wdzięczyć, pochylał się nad Pansy Parkinson.
— Lepiej weź się za to zanim Crabble i Goyle skończą jeść — dodała cicho.
Ron poderwał się i zaczęła się gwałtowna kłótnia.
Hermiona odwróciła się do Harry'ego.
— Teraz, co się stało?
Harry musiał potrząsnąć głową, zanim zdołał zignorować wrzaski oraz rozlew krwi i wrócić do istotnego problemu.
— Miał go. I przeczytał go, Hermiono — przyznał się jej z rozpaczą. — I on… on… nie czuje tego samego — jęknął i zaczął szlochać.
Chwilę później, ten szloch zmienił się w rozpaczliwe lamentowanie. Hermiona przytuliła go, a on pochylił się i oparł o jej ramię przez chwilę, zanim desperacko zaczął próbować doprowadzić się do ładu. Ledwo słyszał, jak nauczyciel rozdziela i beszta Rona oraz Malfoya. Wiedział, że będzie lepiej, jeśli się uspokoi.
— Nie mów nic jeszcze Ronowi. O niczym. Dobrze? — Błagał ją. Hermiona natychmiast się zgodziła. Popatrzył na nią z boku i zapytał, dlaczego wspomniała o Malfoy'u.
— Musiałam — odpowiedziała spokojnie. — Musiałeś dać upust emocjom, a Ron nie był na to przygotowany. Musiałam się na chwilę go pozbyć — wyznała, obserwując dwóch spoconych, wściekłych chłopców, którzy nadal wygrażali sobie. — Poza tym, było to zabawne. Coś jak kopanie śpiącego niedźwiedzia, ale nic mi się nie stało. — Harry uśmiechnął się do niej. Zmarszczyła nos, wyglądając na skruszoną, gdy Ron wrócił do nich z krwawiącym nosem i posiniaczonymi knykciami. — Jaką dostałeś karę? — zapytała go.
— Nic szczególnego… Więcej szlabanów. Będą musieli pomyśleć o czymś innym, gdy zdadzą sobie sprawę, że w tym przypadku mój czas jest zarezerwowany na jeden solidny. Nieważne… Harry, w porządku? Co dokładnie zrobił Snape? Znał zaklęcie, które pomoże odnaleźć notatnik? — Wyglądał na przerażonego, gdy twarz Harry'ego przybrała wyraz jakby miał się znów załamać psychicznie.
Poklepał ramię Harry'ego i Hermiona zapewniła go, że Snape w końcu ochłonie.
— Jest wystarczająco spokojny — zapewnił Harry. — Nie powinniście się tym martwić. Nie, Ron. Nie musisz kłopotać tym bliźniaków. Cała ta sprawa się skończyła. To koniec, w porządku? W każdym razie, to nic wielkiego. Snape miał dziennik przez cały ten czas. — Zignorował ulgę Rona, która szybko przerodziła się w niepokój, gdy uświadomił sobie, że to nie koniec historii. — Jestem pewien, że nie rozumiesz. Nie będę zajmować się szczegółami, ale nie tworzy żadnego, wielkiego i strasznego planu zemsty, która mogłaby spowodować, że wejdziesz na wojenną ścieżkę. Głównie wyrzucił mnie z klasy i powiedział mi, jakim wielkim rozczarowaniem jestem. Wiesz, standardowe bzdury.
— Nie rozumiem, czemu byłeś przez to taki roztrzęsiony i zrozpaczony! — odpowiedział oszołomiony Ron.
— Było tego więcej — wykrztusił Harry, nie spotykając wzroku Hermiony. — Po prostu nie chcę o tym rozmawiać. W porządku? Naprawdę nie chcę o tym mówić. Nie jesteś na mnie zły? — dokończył, a jego głos załamał się lekko.
— Co? Dlaczego miałbym? — spytał szczerze zaskoczony Ron. — Och! Ja tylko… byłem… zaskoczony, ale dobrze, znasz mnie przecież. Jestem twardy. Wszystko spływa po mnie jak po kaczce — pochwalił się, machając ręką bez pośpiechu. — Nie musisz, eee… Zobaczyć Madame Pomfrey? — kontynuował ostrożnie. Wydawało się, że nie wiedział, czy ma wierzyć Harry'emu czy nie, kiedy ten potrząsnął głową.
— Dobrze… — wtrąciła się Hermiona — Zajęcia zaczną się za dwadzieścia minut. Odniosę te książki do biblioteki. Nie będziemy ich chyba już potrzebować? — Harry potrząsnął głową, zastanawiając się, dlaczego to nie sprawiło, że był choć odrobinę szczęśliwszy.
Harry żałował utraty jego związku ze Snape'em, był też w żałobie z powodu utraty swojego cennego dziennika. Nie mógł przelać swojego strasznego smutku w zapisanych słowach i czuł, jak to uczucie pożerało go od środka. Stracił człowieka swoich marzeń, a jedyny sposób w jaki mógł to wyrazić, został stracony. Nawet wspomnienia, które przechowywał dziennik zostały utracone, oprócz jednej nędznej strony. Kiedy Harry o tym pomyślał, to nie był pewien, gdzie znajduje się ta kartka. Znalazł ją pod łóżkiem i zachował ją, podczas poszukiwań reszty dziennika… tylko gdzie ona teraz była? Ach, cóż, to nie było aż tak ważne. Kiedyś się znajdzie.
OoO
To działo się mniej niż dwadzieścia cztery godziny przed następną wielką katastrofą. Udali się na szlaban, aby znaleźć nie tylko ekstremalnie oziębłego Severusa Snape'a, ale także zadowolonego z siebie, choć nieznacznie poobijanego Draco Malfoy'a, szydzącego z nich. Ron zatrzymał się gwałtownie powodując, że Harry na niego wpadł.
— Co on, do cholery, tutaj robi? — warknął Ron. Gdyby był kotem, jego sierść byłaby zjeżona.
Harry spojrzał na profesora.
Severus nigdy nie unikał wzroku Harry'ego.
— Od kiedy twoje szlabany wydają się nie mieć żadnego wpływu na twoje zachowanie… — powiedział spokojnie Ronowi —…dam ci wybór. Być przez rok usuniętym z drużyny Quidditcha… — uśmiechnął się, kiedy chłopak burknął z oburzenia —…albo możesz przepisywać linijki pana Malfoya za niego i robić swoje własne.
— Dlaczego sam nie może przepisywać swoich zdań? — warknął Ron.
— Ponieważ uczestniczy w zaawansowanych zajęciach i potrzebuje czasu do nauki… — odparł spokojnie Snape, gdy Malfoy zachichotał, wyglądając na jeszcze bardziej zadowolonego z siebie —…a także upokorzenie może być lepszym środkiem odstraszającym cię od ponowienia swoich niedawnych… degenerujących skłonności do używania pięści.
Przez całą noc w milczeniu przepisywali swoje zdania. To był dopiero drugi raz, gdy robili jedynie to, ale Harry był wdzięczny za to. Przynajmniej nie musiał patrzeć prosto w twarz Snape'owi. Nie wiedział, jak kiedykolwiek będzie w stanie to zrobić. Zastanawiał się, skąd Snape wiedział, co czuje do niego, wiedząc, że Snape nie czuł do niego tego samego, co on. Starał się o tym nie myśleć i cierpiał w ciszy.
Kiedy nadszedł koniec szlabanu, profesor powiedział:
— Potter, poświęć mi chwilę czasu, jeśli możesz. W każdym razie jestem pewien, że zmarnowałbyś go i tak. — Serce Harry'ego zabiło mocniej, gdy poczuł nadzieję, że Snape powie mu coś, co sprawi, że poczuje się mniej… pusty. Mniej jak pęknięty na boku dzban, który był bezużyteczny, ponieważ wszystko z niego wyciekało. — Malfoy, ruszaj. Jeśli złapię cię czającego się na korytarzu, to odejmę ci punkty i mam właśnie to na myśli. Nie mam dzisiaj cierpliwości. — Malfoy skulił się i wyszedł z sali. Harry spojrzał na Snape'a z nadzieją, ale mężczyzna nie patrzył na niego. Wyciągnął pudełko spod biurka i podał je Harry'emu. — Pozbądź się tego — polecił.
I to wszystko. Harry spojrzał na pudełko i westchnął smutno, gdy zobaczył Juniora. Harry nigdy nie był tak przygnębiony. Niestety, nie było żadnej cholernej rzeczy, którą mógłby z tym zrobić. Wyglądało na to, że stracił jakąkolwiek szansę, jaką miał kiedyś z Severusem. Snape go nie chciał. I Harry wiedział, że jeśli Severus Snape coś postanowił, to ani Niebo, ani Piekło czy Dumbledore albo Czarny Pan nie mogli sprawić, by zmienił zdanie. To był koniec. Gdy stało się oczywistym, że Snape nic więcej nie powie, Harry utrzymując wysoko głowę przeszedł koło niego. Miał nadzieję, że wydawał się spokojny i opanowany, gdy wewnątrz aż kipiał z emocji.
Gdy na korytarzu skręcił za róg, prawie wpadł na Malfoya, który bezczelnie opierał się o ścianę. Ślizgon nic nie powiedział, gdy Harry gwałtownie się zatrzymał i spiorunował go spojrzeniem, jedynie jego uśmiech stał się szerszy, a spojrzenie chytrzejsze. Żołądek Harry'ego zacisnął się nieprzyjemnie. To było już na tyle złe mieć do czynienia z Malfoyem, gdy to naturalna osobowość chłopaka drażniła go. Teraz to było dziesięć razy gorsze, patrzeć jak ten podlizuje się Snape'owi i jeszcze gorszym było to, że mężczyzna nic nie mówił na ten temat, tak jakby Draco był jego ulubieńcem.
— Brzydka fretka — przywitał chłodno chłopca.
— Żałosny, ukrywający się ciota — odparł spokojnie Malfoy. Harry zamarł, starając się nie pokazywać emocji. To była taka sama zwykła zniewaga, jakiej Malfoy zawsze używał, nie więcej. Przełknął ślinę, ignorując swój przyspieszający puls. — Wierzę, że mam coś, co należy do ciebie — kontynuował Draco, trzymając kartkę papieru pomiędzy dwoma palcami. — Wydaje się, że to tylko urywek większej całości, ale i tak jest całkiem interesujący. Jestem gotów się założyć, że reszta Hogwartu zgodzi się ze mną.
Co do licha? Harry patrzył z niezrozumieniem na papier. Nagle przyszło mu do głowy, że jest to brakująca strona z jego dziennika.
— Skąd ją do cholery wytrzasnąłeś? — warknął, zaciskając dłonie w pięści.
— Och, mała ptaszyna mi ją dała — powiedział nonszalancko Draco. Zbliżył kartkę do twarzy Harry'ego, by ten mógł ujrzeć własne pismo na niej. Słowa układały się w zdania: „…wszyscy Ślizgoni wyglądają dobrze w czarnym, ale on wygląda szczególnie wspaniale. Boże, chciałbym go pocałować. Jego ciemne…" — Retidus Domo — mruknął Draco, a papier skurczył się i zwinął do środka, aż zniknął. — Nie martw się, kochanie. Ukryłem to w bezpiecznym miejscu. — Jego uśmiech był drapieżny.
Harry zacisnął zęby.
— Oddaj ją.
— Och, dostaniesz ją z powrotem, kiedy będę zadowolony i gotowy, aby ją oddać. — Jego oczy zmrużyły się w złośliwym wyrazie. Harry nie przegapił tej dwuznaczności. Cofnął się, wpatrując się w Ślizgona.
— Czego chcesz? — zapytał, wiedząc już, że nie będzie to nic dobrego. Malfoy pochylił się i szepnął mu do ucha. Harry brutalnie go odepchnął. — Nie zrobię… tego! I to dla ciebie! Boże, sprawiasz, że jest mi niedobrze! — To nie chodziło o sam akt, ale o to, co uzyskałby Malfoy, gdyby to zrobił. Uczyniłby to czymś poniżającym i zdeprawowanym. — Po prostu, kurwa, trzymaj się ode mnie z daleka, zboczeńcu! — Harry odsunął się i zaczął iść w kierunku Wieży Gryffindora, ale Malfoy zawołał za nim:
— Nic dobrego dla ciebie nie wyjdzie, jeśli uciekniesz, Potter! — Harry zatrzymał się i spojrzał na niego, wściekły, oburzony i chory przez to wszystko. — Jeśli nie zgadzasz się na moją propozycję, to dam tę kartkę Codziennemu Prorokowi i cały czarodziejski świat dowie się kim jesteś. Istnieją zaklęcia, które mogą udowodnić, że to twoje pismo. Ilu z nich będzie później walczyło po stronie Dumbledore, hmmm? Pozwól, że powiem ci coś o poczuciu wartości przez ludzi. Woleli być prowadzeni przez tyrana niż przez dziwaka. — Harry otworzył usta z przerażenia. To mogłoby doprowadzić to tego, że wielu czarodziejów stanęłoby po stronie Voldemorta. Kluczowym czynnikiem w ostatecznym zwycięstwie Voldemorta mogła być słabość Harry'ego. Draco uniósł triumfalnie głowę, widząc zrozumienie na twarzy Gryffona. — Dam ci trochę czasu, abyś to przemyślał. Co ty na to? — zaproponował Draco. — Jestem rozsądnym dżentelmenem. Chcę uzyskać twoją odpowiedź, powiedzmy, do środy? — Odwrócił się i ruszył cicho w kierunku pokoi Ślizgonów. — Ale jeśli nie uzyskam twojej zgody… — ostrzegł przez ramię —…to wszyscy dowiedzą się o twojej dewiacji. — Roześmiał się, odchodząc.
OoO
Harry poszedł do Wieży Astronomicznej, mając nadzieję, że znajdzie tam Rona i Hermionę, ale nikogo tam nie było. Zastanawiał, czy się nie rzucić z wieży, ale to było tchórzliwe rozwiązanie — ślizgońskie. Siedział w miejscu przez długi czas, ale gniew wzrastał i wzrastał w środku niego. Było tego… za wiele… zbyt wiele emocji dla jednego młodego chłopaka. Cała tę rozpacz, ból, a przede wszystkim nieprzemijającą wściekłość, trzymał zbyt mocno w sobie, aż uczucia osiągnęły swój szczyt. Wiedział, że to będzie złe, ale gdzieś ta energia musiała iść. To albo wybuchnie. Wycelował różdżką w niebo i powiedział pierwsze zaklęcie, które przyszło mu do głowy, a potem drugie i kolejne, dopóki nie zmieniło się w to niespójny strumień magii. Bezcelowej, całkowicie zabronionej, ale jakże to wszystko było odurzające.
Iskry leciały z wieży. Płomienie wystrzeliwały z różdżki. Tajemnicze kształty wystrzeliwały z niej, kręcąc się wokół niego, aż rozpadły się i skrzekliwy rodzaj muzyki dominował nad tym wszystkim. Harry krzyczał, nie dbając o późniejsze konsekwencje. Gotowy do wstrząśnięcia światem i ku chwale swojej mocy. Uświadomił sobie, że ktoś woła za nim. Obejrzał się przez ramię i zobaczył przerażonego Snape'a oraz Dumbledore'a. Niechętnie przestał rzucać zaklęcia, aż wszystko się zakończyło.
Severus zrobił ku niemu dwa duże kroki, wyglądając na bardziej wściekłego niż kiedykolwiek Harry widział, ale został powstrzymany przez Dumbledore'a, który położył mu na ramieniu rękę.
— Severusie, wiem, że się troszczysz… ech. Masz na sercu jak najlepszy interes chłopca… — powiedział ze zwykły błyskiem w oku —…ale myślę, że ja i pan Potter musimy na osobności zamienić ze sobą parę słów. I tak naprawdę, to nie było takie niespodziewane. Ciężko być w ferworze dojrzewania i powstrzymywać się od robienia rzeczy, których moglibyśmy później żałować. — Spojrzał znad okularów na Mistrza Eliksirów, sprawiając że Severus wyglądał na niezadowolonego. Wciąż jednak ruszył do wyjścia pozostawiając ich samych.
— Przepraszam, profesorze Dumbledore — powiedział Harry, kiedy byli sami. — Nie mogłem się powstrzymać. Musiałem coś zrobić. Cokolwiek. Nie wiem. Przepraszam.
— Harry… — zaczął współczująco Dumbledore. — Tego rodzaju… wybuchy… przyciągają do ciebie mrok. Przypominają Voldemortowi o tym, czego pragnie i o tym, kim jesteś.
— A kim jestem? — zapytał, całkowicie szczerze Harry.
— Bardzo zdezorientowanym młodym człowiekiem — odpowiedział natychmiast Dumbledore. — Ale również wielkim zagrożenie dla niego. Harry, kiedy tracisz kontrolę w ten sposób, dajesz Voldemortowi możliwość do ataku. Daje mu to jedyną rzecz, którą może cię skusić: moc. Nie wolno ci afiszować się tą mocą. To jest zbyt niebezpieczne. Jest to bez wątpienia droga, przez którą spróbuje do ciebie dotrzeć i może łatwo cię pokonać. To jest tajemnica siły, Harry. Jest tak łatwo niezrozumiana, nawet przez Voldemorta. Z całym swoim doświadczeniem, rozumie ją bardzo mało i nie wie jakim kosztem się ją zdobywa. Nigdy nie zrozumiał, że przez poświęcenie uzyskuje się prawdziwą siłę lub przez takie rzeczy jak bezwarunkowa miłość, wiara i uczciwość, które są warte poświęcenia. I jedynym sposobem, w jaki można wykorzystać tę siłę, nie jest wcale dominacja, ale dzielenie się, akceptowanie i ofiarowywanie.
Dumbledore brzmiał tak bardzo podobnie do reklamy Media Markt, że aż Harry prychnął.
— Aktualnie nie czuję szaleńczej potrzeby związanej z miłością i dawaniem, profesorze — powiedział Harry lekko zgorzkniałym głosem.
Dumbledore jedynie się uśmiechnął.
— No cóż, przypuszczam, że trzeba było tego oczekiwać. Ostatecznie nastoletni chłopcy są notorycznie samolubni. — To spowodowało, że Harry umilkł. Dumbledore, poklepał go po kolanie, a potem mruknął: — Jesteś zupełnie normalny, Harry i staraj się pamiętać, że bardzo ciężko jest przeżyć nasze nastoletnie lata. Stanowią one część tego, kim jesteśmy, a dla niektórych nas, tym kim nie chcemy zostać. Trzeba jedynie pamiętać, że ludzie którzy robią, to co najlepsze dla nas, niezależnie od tego, co im to przyniesie, są osobami, które naprawdę nas kochają.
Harry sądził, że się rozpłacze. Dumbledore wiedział wszystko. Ale czy było to nawiązanie do Severusa, czy kompletne niezwiązanym kimś?
— Profesorze… jestem gejem — wyznał z przerażeniem.
Musiał powiedzieć prawdę Dumbledore'owi. Gdyby wpłynęłoby to na walkę z Voldemortem, to Dumbledore musiał być na to przygotowany.
— Och? Cóż, nie przepuszczam że było to umieszczone w ciasteczku z wróżbą, ale to brzmi dość prawdziwie. A poza tym?
Harry gapił się na niego. Ciastko z wróżką? Co do cholery to oznaczało?
— Ech, jeśli inni się dowiedzą, to mnie znienawidzą i nie będą chcieli… — Odwrócił wzrok. — Nie staną razem z tobą przeciwko Voldemortowi.
— Jeśli ludzie się dowiedzą, to poznają cię lepiej. Być może trochę bardziej niż wcześniej. Niektórzy będą zdenerwowani, a inni, którzy uważali cię za dobrego i niewinnego, aby nawiązać z nimi kontakt, zrozumieją, że ty także jesteś zwykłym człowiekiem. I będzie to nawet lepsze dla ciebie. Myślę, że ostatecznie nie ma to znaczenia, kogo serce chce miłować, tylko to, że ma tyle miłości, żeby to zrobić. To da ci siłę. Teraz czuję, że potrzebuję filiżanki herbaty, po tym najbardziej zdumiewającym pokazie mocy. Bardzo podobał mi się ta fontanna zielonych i fioletowych iskier, które pojawiły się na sam koniec. Zechcesz do mnie dołączyć? Nie? Dobrze… Pamiętaj, że prawda nigdy nie boli tak samo jak kłamstwo, bo w końcu wyjdzie ona na jaw i będzie dużo gorzej, po tym jak została ukryta.
Spojrzał ostro na Harry'ego przed wyjściem. Gryfon przez dłuższy czas siedział, starając się uporządkować tą chaotyczną rozmowę i jeszcze bardziej rozbiegane myśli.
OoO
Następnego ranka, Harry starał się złapać Hermionę na osobności, ale Ron nie pozwalał na to.
— Nie. Jestem już chory od tego wszystkiego. Kiedy ostatnim razem zostaliście sam na sam, wpadła na niesamowity pomysł, abyś umieścił swoje najskrytsze sekrety w dzienniku, który każdy głupiec mógł przeczytać. Nie pozwolę wymykać się wam i decydować o rzeczach beze mnie. Nic dobrego z tego nie wychodzi. Nie jest bezpiecznie zostawiać was samych. Nie ma więc żadnych sekretów przed Ronem, okej? Jaki jest nowy kryzys? Dawaj, Harry. Wykrztuś to. Domagam się, byś mi powiedział.
Harry wpatrywał się w niego, rozdarty między rozdrażnieniem, a wyczerpaniem. Czy nie mógł mieć normalnego, spokojnego i szczęśliwego dnia, bez szaleństwa oraz sytuacji, które niszczyły mu życie?
— Draco Malfoy próbuje mnie zaszantażować, żebym zrobił mu loda — wykrztusił ostrożnie Harry.
Ron wyglądał tak, jakby miał zemdleć albo zwymiotować, albo to i to i być może w tym samym czasie.
— Nie musiałeś mi tego mówić! — powiedział drżącym głosem.
— Przed chwilą stwierdziłeś, że domagasz się, żebym ci powiedział — warknął Harry. — Nalegałeś!
— Tak, ale nie musiałeś mi faktycznie o tym mówić — odparł Ron. — Myślę, że ogłuchłem od samych tych plugawych słów.
— Zaskakujące, słyszysz bardzo dobrze jak na kogoś głuchego — wtrąciła się gorzko Hermiona.
— Taa, może to postępująca głuchota — bronił się Ron. — Prawdopodobnie rozwija się, gdy słowa dochodzą do głowy. Może mogę je usunąć.
— W takim razie idź i zrób to — stwierdził Harry. — Jeśli nie podobało ci się to(,) co powiedziałem, co jeszcze bardziej nie spodoba ci się druga część.
Ron jęknął:
— Wtedy mogę usłyszeć to od kogoś innego?
— Jedynie wtedy, jeśli nie zrobię loda Malfoy'owi.
— Czy muszę usiąść, objąć ramionami kolana i bujać się w przód i tył przez jakiś czas? Nie, Boże. Po prostu wykrztuś to. Co to takiego? Co jest gorsze od tego?
— Harry… — ostrzegła go Hermiona, kładąc mu dłoń na ramieniu, jakby mogła go powstrzymać od mówienia.
— Dobrze. Nic nie powiem. Nie mówmy już teraz więcej o tym, dobrze? Muszę pomyśleć.
Hermiona skinęła głową, a Ron zgodził się z nią. Nie wiedział, co chciał wyjawić Harry, ale miał już dość informacji na dzisiaj.
