Rozdział 22: Jeden Ślizgon to dużo, dwa to tłum, a troje – jesteś martwy

Po zajęciach, Harry zakradł się do sowiarni, gdzie poprosił Hedwigę o dostarczenie listu, który wcześniej przygotował. Pracował nad nim prawie przez cały dzień. Nie miał zbyt wielkiej nadziei, że coś to zmieni (prawdopodobnie wiadomość nawet nie dotrze do zamierzonego odbiorcy, zanim skończy się ta cała katastrofa), ale Harry czuł dziwną potrzebę zrobienia tego. Przynajmniej może uda mu się uchronić Lupina przed totalnym szokiem, kiedy zobaczy Proroka Codziennego. Przeredagował list w swojej głowie przynajmniej siedemset razy. Przepisał tylko raz. Prawdę powiedziawszy, Harry rozwinął ostrą paranoję polegającą na zapisaniu czegokolwiek na pergaminie. Trudno było ustalić, co i ile powiedzieć Remusowi i czy powinien spróbować się wytłumaczyć i jakoś to wszystko źle szło. W końcu zdecydował się, że krótki i zwięzły list będzie najlepszy. Przynajmniej był tak krótki, jak tylko mógł go napisać, nie pomijając niczego, co uważał za ważne.

Drogi Lunatyku,

Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze. Wiem, że nie powinienem się z tobą kontaktować, ale chciałem, żebyś się ode mnie o tym dowiedział. Jestem gejem. Przepraszam. Po prostu Malfoy się o tym dowiedział i prawdopodobnie niedługo ta informacja pojawi się w gazetach, więc wydaje się, że wychodzę z szafy, czy tego chcę czy nie. Próbuje mnie szantażować, ale nie sadzę, żebym mógł zrobić to, czego on chce. I tak nie mógłbym mu zaufać, że utrzyma to w tajemnicy. Nadal nie jestem pewien, jak sobie z tym poradzić. Ten list prawdopodobnie nie dotrze do ciebie przed tym wszystkim, ale pomyślałem, że powinienem chociaż spróbować. Jak powiedziałem: przepraszam. Mam nadzieję, że nie nienawidzisz mnie teraz, ale nie będę cię winić, jeśli nie będziesz chciał już być moim przyjacielem.

Twój przyjaciel (jeśli nadal chcesz) Harry

— Tutaj — powiedział do sowy, gdy delikatnie dotykał piór na jej głowie. — Proszę, pośpiesz się, jeśli możesz. To ważne.

Hedwiga mrugnęła do niego uspokajająco, zanim w profesjonalny sposób zacisnęła dziób na pergaminie. Harry obserwował, jak leci, aż stała się plamą w zapadającym zmierzchu. Westchnął ciężko. Czy wilkołak uzna go za nienormalnego? Nie potrafił zgadnąć.

OoO

Tej nocy na szlabanie, Snape zachowywał się dziwnie poprawnie. Kompletny nieznajomy nie wiedziałby, że istniały jakieś problemy między mistrzem eliksirów i Harrym. Zauważyłby tylko tyle, że mężczyzna unikał spojrzenia Harry'emu w oczy. Nigdy nie był nieuprzejmy (co przerażało Rona znacznie bardziej, niż jego najbardziej jadowite zniewagi), ale także był bardzo odległy.

— Bardzo dobrze, panie Potter — powiedział Harry'emu ostrym głosem podczas oklumencji. — Sądzę, że możemy osiągnąć lepsze wyniki od kiedy wykazałeś znaczną poprawę, kiedy użyłeś tego… narzędzia medytacyjnego, białego pokoju. Myślałem, że techniki wizualizacji mogę być pomocne. Teraz, gdy następnym razem zaatakuję, chcę żebyś wyobraził sobie…

Harry starał się być tak dojrzałym jak tylko było to możliwe, oraz spokojnym i opanowanym jak Snape. Bardzo ciężko było poradzić sobie z tak drastycznie odmiennym mężczyzną. Dla Harry'ego to nie był Severus Snape. To była oddzielna osobowość, której Harry nigdy nie spotkał. Ten człowiek nawet nie spowodował zamieszania poprzedniej nocy. Udzielał szczerych, choć małym komplementów. Nigdy nie zadał sobie trudu, by obrażać Harry'ego, gdy ten zrobił coś głupiego. Był chłodny i nijaki oraz uprzejmy. Harry nienawidził go.

Kiedy Harry i jego przyjaciele wrócili do wieży, zastali oczekującą Hedwigę. Harry był naprawdę zaskoczony. Czy go znalazła i już wróciła? Wyciągnęła nogę, niecierpliwie pohukując. Harry pośpiesznie do niej ruszył. Najwyraźniej była do tego zdolna i znalazła szybko Remusa.

— Łał — powiedział do niej szczerze. — To było niesamowite. Następny razem wiem do kogo mam się udać, kiedy czas będzie istotny. — Hedwiga nastroszyła pióra i odwróciła wzrok, jakby to było nic wielkiego, ale Harry mógł powiedzieć, że była zadowolona i czuła się trochę szczęśliwa z tych komplementów. — Leć do sowiarni — powiedział. — Dopilnuję by skrzaty przyrządziły ci specjalną ucztę na śniadanie. — Harry spojrzał niepewnie na Rona, po czym rozłożył list drżącymi dłońmi. — Najpierw sam to przeczytam, dobrze? Jeśli możesz poczekać z pięć minut…

— Jasne, w porządku — odpowiedział zdziwiony Ron, opadając na kanapę obok Hermiony, która udawała, że czyta.

Hermiona przyjęła tę wiadomość bardziej przychylnie i próbowała zainteresować Rona dyskusją na temat zaklęcia Skulkingowego, które Snape zaprezentował im wcześniej. Ron skinął głową i udawał, że słucha, ale obserwował Harry'ego kątem oka.

Harry,

Nie masz absolutnie żadnego powodu, by za cokolwiek przepraszać. Przykro mi, że musisz przez to przejść. To nie w porządku, by w twoim wieku mieć tyle na swoich barkach. Czuję, że powinienem ci powiedzieć (czuję się nieswojo robiąc to, ale w końcu byłeś ze mną całkowicie szczery), że nie mogę cię w żaden sposób osądzać, ponieważ sam jestem homoseksualistą.

Nalegam, abyś nie ulegał żadnym szantażom. Ledwo mogę stwierdzić, jak głupie by to było. I nie ufaj Malfoy'owi. Z pewnością ujawniłby twoje preferencje, dręcząc cię przy tym. Obawiam się, że musisz po prostu zaakceptować sytuację, że ludzie będą o tym wiedzieć i powiedzieć o tym osobom, które są dla ciebie ważne, zanim stracisz na to szansę. Proszę, poinformuj również Dumbledore'a, jeśli Malfoy spróbuje nakłonić cię do zrobienia czegoś nielegalnego. Być może byłoby lepiej, jeśli niezależnie od wszystkiego powiesz o tym dyrektorowi.

W każdym razie, jak możesz się domyślać z szybkiego powrotu Hedwigi, jestem niedaleko. Mam coś, co muszę dzisiaj wieczorem zrobić, ale przyjdę się z tobą zobaczyć tak szybko, jak tylko będę mógł. Prawdopodobnie wczesnym rankiem. Do tego czasu, drogi chłopcze, trzymaj się. Zapamiętaj, jesteś silną osobą i uczciwą. Nikt nie może ci tego odebrać.

Bez względu na wszystko,

Twój przyjaciel Lunatyk

— Eee… — powiedział Harry, gdy uświadomił sobie, że Ron wciąż sprawdzał, czy przeczytał już list. — Remus twierdzi, że prawdopodobnie wróci jutro rano, a wtedy porozmawiamy. I wiesz, zatrzymał się tam i wszystko. Reszta jest… osobista — powiedział, wkładając pergamin do kieszeni. Nagle uświadomił sobie coś. — Mały mól książkowy! — krzyknął, powodując, że Hermiona i Ron podskoczyli. — Myślałem, że miał na myśli Hermionę, ale wiedziałem, że nie zrobiłaby tego, więc nie miało to sensu.

— Wszystko okej, czy znowu dostałeś przed nami bzika? — wtrącił się taktownie Ron.

— Ta strona z mojego dziennika! Zastanawiałem się, jak ją zdobył? Włożyłem ją do kieszeni, a kiedy szukaliśmy zaklęć, by znaleźć resztę dziennika, potrzebowaliśmy zakładki. Pamiętacie? Sięgnąłem do kieszeni i…

— Cholerny idiota — powiedział czule Ron, patrząc jak Harry wyciąga list Remusa. Ron i Hermiona wymienili spojrzenia tuż przed tym, jak obalili przyjaciela i zabrali mu pergamin. — Przepraszam, kolego — powiedział przez hałaśliwe protesty chłopaka. — To jak danie zapałek rocznemu dziecku. Jesteś zbyt niebezpieczny dla swojego dobra.

— Zgadza się. — Hermiona przyznała mu rację, biorąc list od Rona, pomimo jego zmarszczonych brwi. — Zatrzymam go. Nie przeczytam, ani nie pozwolę nikomu innemu go przeczytać… W porządku Harry, myślę, że nadszedł czas, aby wrócić na jakiś czas do bycia rozsądnym. Wszystkie te katastrofy sprawiają, że moja głowa jest trochę niejasna. — Jakby dla zilustrowania tego, potrząsnęła lekko głową. Jej loki podskakiwały. — Harry, jeśli Lupin będzie tu rano, to myślę, że powinniśmy poczekać, aż z nim porozmawiasz, zanim zdecydujemy co robić dalej. A w międzyczasie, wszyscy powinnyśmy się przespać. Mam przejmujące uczucie, że jutrzejszy dzień będzie jednym z tych dni.

Harry upierał się, że nie będzie w stanie spać, dopóki Ron nie próbował go uspokoić za pomocą czasu i drastycznie z nim przesadzając, powodując, że Harry upadł u ich stóp, chrapiąc. Hermiona spojrzała na Rona i przewróciła oczami, kiedy uśmiechnął się smutno, wzruszając ramionami. Musiała mu pomóc zanieść przyjaciela do łóżka.

OoO

Dość późnym rankiem Harry obudził się, widząc niewyraźnie okrągłą i niespokojną twarz Neville'a, spoglądającą na niego z góry.

— Naprawdę Harry, uważam, że to poważne… — nalegał Neville.

Harry po omacku sięgną po okulary i zsunął nogi z łóżka.

— O so chosi? — wymamrotał pół przytomny, próbując przywrócić swoje ciało do życia.

— Ron powiedział, żeby przyjść i obudzić cię — powiedział Neville z irytacją, z uczuciem kogoś, kto musiał powtarzać coś więcej niż raz.

— Mmm. Och, Merlinie. — Ziewnął rozdzierająco. — Czy powiedział, dlaczego?

Harry sięgnął po dżinsy, wkładając w nie jedną nogę, wiedząc, że cokolwiek się stało, było to złe i powinien się śpieszyć. Wstał i musiał wykonać kilka prób, zanim jego cel był wystarczająco dobry, aby włożyć drugą nogę w spodnie.

— To Ślizgoni. Mówią o tobie. — Harry natychmiast się wywrócił. — Wszystko w porządku?

— Przyprowadź Rona, powiedz mu, żeby szybko tutaj przyszedł. Ech… Czy wiesz, co mówią?

Harry zmagał się z ubraniem, upadając na podłogę, desperacko próbując, cóż, zapiąć spodnie. Był niezbyt świadomy, że prawdopodobnie wyglądał jak miotająca się na podłodze zielonooka, rozczochrana ryba. Nagle przyszło mu na myśl, że Severus uznałby to za bardzo zabawne i poczuł ostry ból.

— Nikt nie wie — odpowiedział Neville, zatrzymując się w drzwiach. — Ale Draco Malfoy powiedział, że chce wszystkim, począwszy od Ślizgonów, coś pokazać i dotyczy to ciebie.

Skinął z pełnym współczuciem Harry'emu, zanim pobiegł po Rona.

Harry przeklął, turlając się po podłodze. Powinien był wiedzieć, że Malfoy faktycznie nie dałby mu czasy, żeby to przemyśleć. Że ten blady, zboczony ból dupy przyjdzie i wywinie taki numer. Przecież nie był honorowym człowiekiem.

Ron i Hermiona przybyli chwilę później. Dziewczyna próbowała uspokoić Harry'ego, podczas gdy Ron starał się z całych sił sam ukoić swoje nerwy. Nie był zadowolony. Spojrzał ponuro na przyjaciela, gdy Harry jąkając się, próbował znaleźć sposób na wyjaśnienie tego. I Harry, na Merlina, nie śpieszył się z tym. Był tego pewien.

Harry nie był pewien, czy był w stanie to zrobić. Przez chwilę walczył ze sobą. Potrzebował pomocy. Musiał coś zrobić z Malfoy'em. A może… musiał się przyznać. Czy Ron był wystarczająco dobrym przyjacielem, by zaakceptować go takim jakim był?

— Posłuchaj, nie chcę ci tego mówić, ale Malfoy i tak powie wszystkim, bo znalazł tę jedną stronę i… Tak to jest. To ma związek z tym. Ech. Ze Snapem. Ale bardziej ze mną. Jestem gejem. To tyle. Powiedziałem to. Jestem gejem… Jestem gejem! Napisałem w swoim dzienniku, że zakochałem się w Snape i Malfoy to odkrył.

Ron przyłożył dłonie do uszu i zaczął głośno śpiewać.

— Laska czarodzieja ma na czubku gałkę, ma na czubku gałkę, na czubku….

Hermiona złapała go za łokieć i odciągnęła jego rękę od ucha.

— Ronaldzie Weasley! W tej chwili zabierz ręce od uszu! — Zrobił to, wpatrując się w Hermionę, która kontynuowała swoją tyradę. — Przestaniesz się zachowywać jak ignorancka świnia! Harry jest dla ciebie bardzo dobrym przyjacielem i musisz nauczyć się radzić z tym!

Radzę sobie z tym! — wrzasnął na nią. — Nazywa się to zaprzeczeniem i jest bardzo skutecznym narzędziem do radzenia sobie z trudnościami i do tej pory działało to cholernie dobrze, mogłem całkowicie zignorować fakt, że Harry był śliniącym się, z rozmarzonym wzrokiem cholernym zakochanym szczeniakiem, który ciągle robił z siebie głupka przed Snapem! Ale teraz nie mogę, więc muszę przejść do następnego kroku, który jest złością. Na pewno dam ci znać, kiedy się uspokoję i będę gotowy do następnego etapu, okej? Harry, czy Snape dał ci eliksir albo coś innego? Miłosny napój? Mógłby to zrobić, jako wcielone zło… Dalej, Harry, pomyśl o tym, przecież to nie ma żadnego sensu. Nawet Draco Malfoy jest fizycznie mniej odrażający, więc to musi być eliksir i zrobił to w celu upokorzenia cię. Mam rację?

— Nie, z pewnością tak nie jest! — Harry odpowiedział ze złością, nieświadomie broniąc Severusa, którego Ron tak rażąco nazwał nieatrakcyjnym. — Stało się to dlatego, że jest zabawny i inteligentny i w rzeczywistości również bardzo dobrze całuje, tak żebyś wiedział.

— Grrryyy! Dobrze, możesz temu zaprzeczać, ale czy musiałeś również zanegować moją żałosną próbę racjonalizacji? To całkowicie nieczułe, nie próbujesz się ugadać z kimś będącym w desperackiej wrzawie trzeciego etapu będącego żałobą!

Wystarczy, Ron — upomniała go Hermiona. — Musisz się z tym pogodzić. Bądź mężczyzną. Ślizgoni są tutaj… aby coś zrobić! Musimy wspólnie stawić im czoła!

— Jeszcze nie dotarłem do czwartego etapu! — zawył Ron. Jego ramiona opadły. — Och, bardzo dobrze. W każdym razie, to beznadziejne. Mógłbym się po prostu rozpłakać. — Zakaszlał, co podejrzanie brzmiało jak szloch. — Czwarty etap — dodał przygnębionym tonem. — Cóż, przynajmniej wiemy przeciwko czemu wystawią nas Ślizgoni.

— Jednak myślałam, że powiedziałeś, że ta strona była całkowicie nieszkodliwa, Harry! — wykrzyknęła z niepokojem Hermiona. — Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ponieważ zapewniłeś mnie, że treść na niej nikogo nie skrzywdzi.

— To było, zanim zobaczyłem złośliwe spojrzenie Draco Malfoy'a — wyjaśnił Harry. — Nie wymieniłem żadnych nazwisk. Nie pisałem również o rzeczach ze szkoleń, tylko… Um. Nie pamiętam dokładnie. Napisałem, że lubię kogoś… faceta… i to Ślizgon. Myślę, że wiedzą tylko to.

— Mogli lub nie stwierdzić, że to Snape, ale możemy w tej sprawi tylko spekulować — westchnęła Hermiona. — Będziemy musieli się modlić i mieć nadzieję i… Ich, nie wiem. Liczyć na jakiś cud lub coś? Lepiej pójdźmy i zobaczmy, co możemy z tym zrobić.

— Cholera, cholera, cholera, cholera, cholera. — Harry szeptał z trwogą do siebie, biorąc po dwa schodki na raz.

Ron i Hermiona praktycznie biegli, by nadążyć za nim. Cóż, Hermiona musiała, ponieważ drugi chłopak był tak wysoki, że mógł całkiem nieźle dopasować się do kroku przyjaciela. Harry spiorunował wzrokiem Śmierciożercę, który obdarzył go dziwnym spojrzeniem. Nie, nie „Śmierciożercę". Ślizgona, tylko Ślizgona… W każdym razie, nie był „koniecznie" Śmierciożercą. Może mały Śmierciożerca, Śmierciożerca na treningu. Uczeń Śmierciożercy. Syn Smierciożercy. Oblubieniec Śmierciożercy. Dlaczego ten tok myślenia się nie kończył?

Ponieważ wszyscy na niego patrzyli, Harry zrozumiał to, gdy weszli do Wielkiej Sali. Nie wszyscy, ale niektórzy. Wystarczająco. Ślizgoni posyłali w jego stronę zaskoczone, wiedzące, pełne kpiny lub w kilku cennych przypadkach niedowierzające spojrzenie.

— O Boże. Już powiedział niektórym. Oczywiście, że tak. Cała szkoła powinna już o tym wiedzieć. Cała szkoła będzie wiedzieć do końca dnia.

Ale nie powiedział w kim. Tego Harry właśnie się trzymał, że Malfoy powiedział, ze zakochał się w facecie, ale nie powiedział w kim. Tak więc była szansa. Oczywiście nie dla Harry'ego, ponieważ wszyscy rzuciliby się na szansę uwierzenia, że było coś „złego" w nim. Wszystko co mógł zrobić, to wpłynąć na to, co to będzie.

— Powiem im — oznajmił Ronowi i Hermionie, gdy wkroczyli do Wielkiej Sali.

— Powiesz komu? I, co, tutaj? — Ron potykał się o słowa. Śmierciożerca, Ślizgon, zachichotał, gdy przeszedł koło ich grupy. — Zamkniesz tę swoją jadaczkę wypluwającą czarno magiczne klątwy, słyszysz mnie?! — krzyknął Ron. — Albo ja to zrobię. Powiem Fredowi i Georgowi, że masz ich nagie zdjęcia! Poczekaj, aż o tym usłyszą! Co? — Odwrócił się do Hermiony, mówiąc o wiele ciszej. — Nie ma znaczenia, czy to prawda — kontynuował znacznie spokojniejszym tonem. — Ponieważ nie będziesz mógł sobie wyobrazić ich obmyślonej zemsty!

Ślizgoni, nie Śmierciożercy, przypominał sobie Harry, dawno już zniknęli z zasięgu słuchu. Nawet Gryfoni spoglądali na Rona z powątpiewaniem.

— Och, przestań — powiedział Harry. Zaciągnął go do stołu Gryffindoru. — Posłuchajcie. Oboje zostaniecie przy mnie, prawda? — Przytaknęli poważnie. — Mogę przetrwać wszystko, co się zdarzy, jeśli tylko mam was przy sobie.

Hermiona wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać, a Ron znów przewrócił oczami.

— Merlinie, nie pozwól, by się teraz rozkleiła! Nie poradzę sobie z waszą dwójką, która naraz przechodzi kryzys emocjonalny! — Hermiona uderzyła go w ramię, ale lekko się uśmiechnęła. — W porządku. Zróbmy to, co należy. Pamiętaj, że nie osiągnąłem jeszcze piątego etapu, więc to może być tylko rozpaczliwy fatalizm, ale powiem to: Śmiało. Obaj będziemy przy tobie. Jedno z nas, aby przekląć twoich wrogów, a drugie, by pouczyć ich, jak ogłosić się „tępym ciotą".

Harry próbował się zaśmiać i lekko pokręcił głową. Co pomyśli reszta Gryfonów? Co powie pozostała część uczniów? Nie mógł się teraz o to martwić. Wziąwszy głęboki oddech, przepchnął się między Ginny i Deanem Thomasem, wspinając się na stół Gryffindoru. Po rzuceniu Sonorousa, rozejrzał się po pomieszczeniu i czekał, aż wszyscy na niego spojrzą. Chyba lepiej zrobić to za jednym razem. Cha, cha, oczywiście, że tak. Oraz zniweczyć plan Malfoy'a. Musiał odnaleźć swoje jaja (cokolwiek to miało znaczyć) i opowiedzieć okropną prawdę.

— Wiem, że wszyscy zastanawiacie się, co robię… Cóż, muszę wam coś powiedzieć. Ech. — To nie był zbyt dobry sposób na rozpoczęcie przemówienia. Boże, czego by nie dał,za talent ubierania wypowiedzi w odpowiednie słowa, jaki miał Severus. Bardzo uważał, aby nie patrzeć na mężczyznę, kiedy kontynuował: — Dowiedziałem się, że Draco Malfoy miał powiedzieć, że… Um. Powiedzieć coś o mnie i że ma coś do pokazania wam. Cóż, nie przejmuję się tym. Słyszycie mnie? Nie obchodzi mnie to! Może wam się to nie podobać, ale to nic, bo jeśli tak jest, to chrzanić was. I wiem wszystko, co on, ponieważ dowiedziałem się o tym pierwszy. Um, Tak. I to dotyczy czegoś o Ślizgonie i o „nim". Chwila. — Harry naprawdę tracił wątek przemowy. — W każdym razie, jestem tutaj, by powiedzieć wam, że moje preferencje seksualne prawdopodobnie różnią się od waszym, chyba że jesteście dziewczynami i lubicie chłopców — wyjaśnił. Tak, było o wiele lepiej. — Podsumowując. Jestem gejem, a Draco Malfoy jest chujem! — Zobaczył, jak Ron uderza się dłonią w czoło. Zamilkł, by zastanowić się mocniej nad swoim ostatnim zdaniem. — O, cholera.

Harry'emu przyszło do głowy, że właśnie nieodwołanie połączył swoje imię z Draco Malfoy'em. Mówił o swoich seksualnych preferencjach. To nie było dobre. Ludzie zamierzali „rozmawiać". I nie będą miłosierni.

To interesujące małe objawienie doprowadzało Harry'ego do coraz większego upokorzenia. Kątem oka dostrzegł Lupina, który wślizgnął się do pokoju i ruszył nerwowo w stronę stołu nauczycielskiego. Spojrzał na Snape'a, obserwując jego zmieniające się niczym pogoda emocje. Gdy temperatura spadała poniżej zera, Harry poczuł, że nadchodzi zdecydowanie zimny front.

— Miałem to na myśli. Ale nie tamto. Nie z Malfoy'em. Ponieważ nie dbam o to, jaki jest przystojny. Nie zrobiłbym tego. Nie dotknąłbym go! To znaczy, mogę wymyślić tuzin szybszych i mniej bolesnych sposobów, żeby umrzeć! To znaczy… — Zimny front Severusa napotkał się teraz z gorącą desperacją Harry'ego, połączoną z silnym podtekstem idiotyzmu i z dużym prawdopodobieństwem bełkotania niczym niemowlę, dopóki nie zmusił się do milczenia. Harry desperacko próbował zniwelować wszelkie obrażenie i bezlitośnie wyrządził więcej szkód niż te, które próbował naprawić. — Ja nigdy… to znaczy ze Ślizgonem! Cóż, nie. Tak, Zabini Blaise jest gorący, to fakt. Nie żeby… — Snape patrzył na niego gniewnie. Czuł to nawet bez spoglądania na mężczyznę. Odwrócił głowę i zobaczył, jak Lupin szepcze do ucha Snape'a. Severus skinął głową i dołączył do Lupina, odchodząc od stołu. — Um. Więc nie ufajcie Draco Malfoy'owi i nie wierzcie we wszystko, co ma do powiedzenia o mnie. Um. To wszystko, jak sądzę — dokończył niezręcznie i szybko zszedł ze stołu.

Cóż. Nie było tak źle, prawda? To było tylko najgorsze doświadczenie w całym jego popieprzonym, okropnym i nędznym życiu. Harry usiadł obok Ginny, chowając głowę w ramionach. Istniejący śmiech, o ile nie tworzył braterskiej więzi między domami, to z pewnością wypełniał między nimi pewną lukę.

— To było cholernie genialne, Harry — poinformował go Dean Thomas, po tym jak niemal udusił się grzanką. — Kiedy Seamus się tutaj ujawnił, nie był aż tak zabawny!

Harry wyprostował się na swoim miejscu.

— Seamus jest gejem?

— Seamus siedzi naprzeciwko ciebie… — odparł sam wymieniony — …więc mógłbyś cholernie dobrze zapytać jego samego.

— Och. Jesteś nim?

Harry był zszokowany. Nie wiedział nawet, że istnieją takie rzeczy, jak gejowscy czarodzieje.

— Ta. Ale przykro mi, ale muszę cię poinformować się, że mam własnego Ślizgońskiego chłopca zabawkę, więc nie jestem w ogóle zainteresowany tobą, nawet jeśli jesteś chłopcem-który-przeżył, by zrobić z siebie kompletnego kretyna podczas ujawniania swojej orientacji. — Podniósł szklankę soku pomarańczowego. — Za Harry'ego, najgłupszego, najbardziej upośledzonego umysłowo dziwaka, który kiedykolwiek ujawnił się w Hogwarcie — wzniósł toast. Zostało to z entuzjazmem pochwycone przez innych Gryfonów, co sprawiło, że twarz Harry'ego jak zwykle zaczerwieniła się intensywnie. — Chryste, Harry, myślałeś, że to taka wielka sprawa? — Seamus zapytał go ze swoim grubym akcentem. — Mogłeś po prostu zapytać kogoś o to.

Harry starał się, by nie ujawnić zbytnio swojego wielkiego zdumienia.

— Masz na myśli innych. Innych gejów? Innych ludzi… takich jak my?

Seamus prychnął i odczuł intensywny ból, gdy sok pomarańczowy wyleciał mu przez nos.

— Boże, Harry, gejami są wszystkie stworzenia — zauważył Dean. — Słyszałem o psach gejach, ptakach, aligatorach! Jeże! — Uderzył w stół. — Seamus co sądzisz o jeżach będących gejami? — sapnął. — Nie! Nie ma w tym nic dziwnego! — Popadł w hałaśliwy, histeryczny śmiech, podczas gdy wyraźnie przerażona Ginny wpatrywała się w nich.

— Słuchaj Harry, to nie jest wielka sprawa — uświadomił go Seamus, gdy trochę się uspokoił i oczyścił się z powstałego bałaganu. — Pewni Ślizgoni… cóż, nie ma żadnych gejowskich Ślizgonów poza Zabinim, chociaż prawdopodobnie większość z nich jest gejami. Widzisz, tak to jest. Mają tak wielkie parcie na czystokrwistość, że uważa się za ogromne marnotrawstwo, gdy czarodziej się nie żeni, dlatego też Ślizgoni mają chłopaka lub dwóch na boku, jeśli chcą, ale nie przyznają się, że są gejami, rozumiesz?

Harry lekko pokręcił głową.

— To niesprawiedliwe!

Ginny wybuchnęła tuż przy nim.

— Wszyscy dobrzy faceci są zajęci albo gejami! — Wstała, strapiona.

— A czym ja jestem? — zawołał urażony Dean. — Pokrojoną wątróbką, duszonymi ślimakami?

Wstał i ruszył za Ginny, a Hermiona i Ron zajęli swoje miejsca po obu stronach Harry'ego.

— Myślałem, że wszyscy zwariują, gdy dowiedzą się, że jestem gejem. — Harry powiedział Ronowi. — Zachowywałeś się tak, jakby to było coś strasznego, a Seamus twierdzi, że są inni homoseksualni czarodzieje.

Ron wzruszył ramionami.

— Wciąż nie chcę o tym myśleć, ale to nie twój homoseksualizm przeszkadzał mi w pierwszej kolejności. — Pochylił się i wyszeptał do ucha Harry'emu: — To mały fakt, że stałeś się taki przez Snape'a! Myślałeś, że będę z tego szczęśliwy?