Rozdział 23: I bez dalszych ceregieli, pewne sytuacje z punktu widzenia Snape'a
Niespokojny Lupin prowadził Snape'a korytarzami, aż dotarli do lochów.
— Ten gówniarz Malfoy odkrył, że Harry jest gejem i zaszantażował go tym — poinformował z napięciem mistrza eliksirów.
— Tak przypuszczałem, zanim z taką niecierpliwością wyciągnąłeś mnie z sali — odparł sucho Severus. Starał się nie patrzeć z utęsknieniem na swoją szafkę z alkoholem. Nie było nawet dziewiątej i miał zajęcia do poprowadzenia. Z pewnością miał lepszą kontrolę nad sobą. — To by się nie stało, gdyby Potter był wystarczająco dyskretny i nie ofiarowywałby Draconowi tej wiedzy — dodał nieuważnie.
— Severusie Snapie.
Warknięcie w tych słowach przywróciło jego umysł do teraźniejszości i skupił się na zmrużonych oczach Lupina. Zauważył bursztynowy błysk i chłód jego spojrzenia. Ile lat minęło, odkąd widział te oczy? Nie iskrzące łagodnością lub wiedzą, ale dzikim, zwierzęcym szaleństwem. Stłumił dreszcz i uniósł brwi. To zawsze było skuteczne, a Lupin trochę się uspokoił.
— Harry nie musi ukrywać tego, kim jest — powiedział stanowczo mężczyzna. — Nie zasługuje na to, by wstydzić się tego, kim jest.
Tak, Lupin miał rację. To Severus zasłużył na to, chociaż mistrz eliksirów nie powiedział tego na głos.
— I mam zamiar całkowicie go wspierać. Powiedziałem mu o swoich własnych preferencjach. Musi wiedzieć, że są inni tacy ludzie i że nie jest dziwakiem.
W jego głosie wydawało się pobrzmiewać aluzja pytania i Severus udzielił mu swojego najzimniejszego spojrzenia.
— Cóż, bądź jego ikoną dla gejów, ale wiedz, że nie powiem mu, żeby zwracał się do mnie z prośbą o pomoc lub radę. Jeśli ty lub Black nigdy nie wyjaśniliście mu sprawy z ptaszkami i pszczółkami, to na pewno nie zamierza wysłuchać tego ode mnie. I lepiej żebyś pamiętał, że to nie jest interes pana Pottera, kim jestem i nie zamierzam mu tego mówić. — Severus pociągnął nosem i odwrócił wzrok. — Jeśli to był powód, dla którego zmarnowałeś mój czas i nie pozwoliłeś zjeść, to będziesz musiał pogodzić się z rozczarowaniem. Wierzę, że to był właśnie powód tego wszystkiego?
Wilkołak wyglądał na zirytowanego.
— Nie pogrywaj sobie ze mną. Doskonale wiesz, dlaczego w rzeczywistości muszę z tobą porozmawiać. Wiem, co się dzieje.
Snape poczuł, jak jego żołądek opadł i po raz pierwszy spojrzał na Lupina z czymś co przypominało prawdziwy strach. Wilkołak nie mógł wiedzieć. Potter nie mógł być taki głupi, by powiedzieć mu, ale Severus wątpił w to, że Lupin byłby tak spokojny, gdyby chodziło o jego pseudo-chrześniaka. Z drugiej strony, Lupin był często spokojny w najbardziej dziwacznych okolicznościach, więc może podchodził do tego z chłodną postawą. Severus zwalczył mizerne poczucie winy.
— Rozumiem. Wiesz?
Severus wolałby wiedzieć, czy mężczyzna planował rozerwać go na strzępy podczas następnej pełni. Gdyby wiedział, że i tak miałby umrzeć, Severus czuł, że poważnie rozważyłby wślizgnięcie się pewnej nocy do dormitorium Gryfindoru, żeby porwać Harry'ego i go posiąść. Jeden raz na pewno nie zrobiłby chłopcu wielkiej krzywdy. Prawda?
— Wiem, że jesteś opiekunem Slytherinu, wiem, że twoje zadanie polega na szpiegowaniu i pilnowaniu Śmierciożerców oraz ich dzieci. Wiem, że twoim zadaniem jest poinformowanie nas o działaniach Voldemorta.
Severus skrzywił się.
— Po pierwsze, chcę abyś wiedział, że nie każde dziecko ze Slytherinu jest krwiożerczym potworem, a nawet ci, którzy mogą być, niekoniecznie są zatrudnieni przez Czarnego Pana i nie zasługują na to, aby byli sądzeni za to, kim są w tak młodym wieku. Nie zasługują na piętno lub wygnanie, które pochodzi z bycia niebezpiecznym przestępcą, kiedy nie są jeszcze mądrzy ani wystarczająco dojrzali, aby zdali sobie sprawę z różnicy między rzekomym „światłem", a wielką złą „ciemnością" Po drugie, nie sądzę, że Czarny Pan uknuł jakiś zły plan, który tylko Draco Malfoy mógł wykonać, nie mówiąc już o tym, że polegałby na ujawnieniu preferencji seksualnych chłopca-który-przeżył. Lub jeśli inaczej to spojrzeć, zaszantażować go, by do niego przyszedł. Jestem pewien, że Draco nie miał naprawdę podstępnego planu. No cóż, nie więcej niż miał w twoim przypadku twój kochany Syriusz Black.
Lupin zarumienił się.
— Przypuszczam, że masz rację, co do dzieci w domu Slytherina. Zagalopowąłem się sugerując, że oznacza to bycie złym, ale wierzę, że możesz mylić się co do Voldemorta, a nawet jeśli nie, to Malfoy mógłby teraz próbować uzyskać jego pomoc, z powodu niesłusznie urażonej szkolnej dumy i zemsty. I nie masz racji, jeśli myślisz, że nie jest niebezpieczny. Ma zbyt dużo szacunku do siebie samego i to bez powodu. Ten rodzaj dumy jest zawsze niebezpieczny.
— Dobrze. Jeśli naprawdę sądzisz, że Voldemort mógł być zaangażowany w dzisiejsze małe fiasko, to jak najszybciej zaaranżuję spotkanie, by o tym porozmawiać, a choć z pewnością nie przyzna mi się do tego, będę mógł się wiele dowiedzieć widząc jego reakcję na te informacje. — Westchnął ze zmęczeniem. — W każdym razie spodziewałbym się, że ogłosi taką rzecz. — Lupin z powagą skinął głową. — Będziesz musiał ponownie przejąć areszt, jeśli będziesz tutaj — dodał Severus.
— Przepraszam, ale mam wkrótce wyjechać z kraju. Nie powinienem tu teraz być, ale nie mogłem pozwolić, by Harry sam się z tym zmierzył.
Severus słysząc to burknął markotnie.
— Przypuszczam, że zawsze Filch stanowi jakąś opcję. W każdym razie, nie zamierzam tracić więcej nocy — ciągnął dalej, tak jakby starał usprawiedliwić swoją nieobecność.
Remus poczuł się źle ze względu na dzieci i przyłapał się na tym, że już planuje wysłanie listów i zmianę swoich planów.
— Jeśli to tylko dzisiejszy wieczór, to przypuszczam, że mogę zostać tak długo — ustąpił. — Ale kiedy odejdę, to masz czuwać nad Harrym. Nie, nawet nie zaczynaj, bo nie mam zamiaru tego słuchać. Syriusz jest… martwy, tak jak i James. Jestem kiepskim substytutem każdego z nich, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że prawie nigdy mnie nie ma. Nie proszę, abyś był dla niego ojcowską figurą, czy cokolwiek innego.
Cholerny Lupin. Pilnowałem go bardziej niż ktokolwiek. Na pewno nie potrzebuję, żeby mi o tym mówiono.
— Miałeś najbystrzejsze oczy ze wszystkich osób na naszym roczniku i żądam, żebyś obiecał, że utrzymasz swój wzrok na nim oraz na wszystkim, co może mu zaszkodzić, podczas gdy mnie tu nie ma. Nawet nie myśl o odmowie — dodał stanowczo.
— Z pewnością nie będę celowo odwracał się plecami, kiedy chłopiec będzie umierał… — powtórzył Snape —…ale lepiej, żebyś pamiętał, jakim jest ziółkiem. Cóż za nieszkodliwym, psotnym, śliczną małą poszukiwaczem przygód dla ciebie. — Słodkim dla kogo, Severusie? — A frustrującym, ryzykownym, powodującym zatrzymanie serce z powodu swoich przygód dla mnie. Zakłada tę pelerynę i robi wszystko, co mu się podoba. Przechodzi przez piekło, głęboką wodę lub przekleństwa. Nie bierze tego na poważnie. Jestem po prostu za stary, by za nim nadążyć.
Snape odetchnął, zastanawiając się nad tym. Czyż nie była to najprawdziwsza prawda?
Lupin westchnął.
— Porozmawiam z nim o tym. Jeśli coś wiem, to jak poradzić sobie z ogromną ilością winy. I chociaż jest impulsywny, to nie jest naiwny. Doskonale wie, do czego zdolny jest Voldemort. Często widział skutki jego działań. Ale masz absolutną rację. Będzie nas czekać długa rozmowa.
— Sam widzisz. Sam Merlin wie, że próbowałem wszystkiego, co tylko mogłem wymyślić, ale z pewnością mnie nie posłuchał.
Severus musiał zagryźć wargę, by nie dodać „niemożliwy chochlik", ponieważ wiedział, że kiedy to powie, zabrzmi to jak czułość. Może tak było.
— Może pójdziesz ze mną… — zasugerował Lupin —…kiedy będę z nim rozmawiać. Jeśli powiem mu w twojej obecności, że oczekuję od niego szacunku do ciebie i tego co mówisz, to może zrozumie, że jestem poważny. Poza tym, naprawdę jesteś bardziej spostrzegawczy niż ja, jeśli chodzi o ludzkie reakcje i chciałbym móc po tym usłyszeć twoją opinię o tym, czy Harry zrozumiał to, co powiedziałem i miałem na myśli.
Więcej czasu spędzonego z Harrym, co za radość. Oczywiście, młodzieniec prawdopodobnie go znienawidził i zasłużył na to. Nie był w stanie spojrzeć mu w oczy, odkąd to się stało. Chłopiec był zbyt łatwy do odczytania, a ból był większy niż Severus mógł znieść.
— Dobrze — westchnął i z zadowoleniem zauważył, że było w tym słychać niechęć. Byłoby wystarczająco źle, że było mu źle z powodu tego wszystkiego. Nie zniósłby, gdyby ktokolwiek wiedział o jego uczuciach. — Jeśli tak bardzo nalegasz.
OoO
Ron i Hermiona przez jakiś czas mieli przerwę od problemów Harry'ego, ponieważ podczas lunchu Seamus przyciągnął go, by spotkał się z „niektórymi innymi wróżkami". Najwyraźniej czuł się trochę źle, gdy zareagował tak nieprzyzwoicie na wielką mowę Harry'ego i próbował mu to wynagrodzić. Seamus — inny Gryfon na tym samym roku, co Harry, i ktoś, kto wychował się z jednym mugolskim rodzicem — był w Hogwarcie idealnym przewodnikiem po świecie gejów.
— Czy jest nas wielu? — zapytał Harry z zainteresowaniem. Nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie miał rozmowę tego typu.
— Nie. Garstka z każdego domu jest homo i „kilka wyjątków ze Slytherinu", ale jak mówiłem, nie są „gejami", tylko po prostu „upośledzeni moralnie". Będą pieprzyć wszystko, co nie ucieka na drzewo. Och, Jack! Harry, to mój chłopak. Myślę, że już go poznałeś.
Uśmiechnął się szeroko, gdy Harry otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.
— Też jesteś gejem?! — wykrzyknął bez zastanowienia. Zastanowił się nad tym. Jednym z tych, którzy byli wygodni z innymi nazywającymi ich wróżkami. — Och, ale większość Ślizgonów to robi? Te gejowskie rzeczy.
Jack kiwnął poważnie głową.
— Chociaż wątpię, czy jestem równie melodramatyczny jak ty — odparł. — Tak naprawdę nigdy bym tego nie odgadł. Tak dobrze to ukrywałeś… Wyobrażam sobie, że okropne, wielkie niczym na słonia ubrania były częścią przykrywki?
Harry pochylił głowę, krzywiąc się.
— Nie. To wszystko, co mam.
— Na pewno będziemy musieli coś z tym zrobić — odpowiedział Jack.
Harry podniósł wzrok i zobaczył, że chłopak uśmiecha się szeroko, a jego piwnych oczach widoczny jest dobry humor, gdy Seamus zdecydowanie kiwnął głową.
— Co masz na myśli?
— Nie możemy pozwolić, byś wyglądał w ten sposób — wyjaśnił Seamus. — Jesteś jednym z nas. Musisz wyglądać absolutnie zaje...
— olśniewająco… — wtrącił się Jack.
— Bo to jak wyglądasz, będzie miało wpływ na nas wszystkich. Również prezentowany przez ciebie wygląd będzie wpływać na to, jak my wszyscy jesteśmy postrzegani.
Harry właśnie tego potrzebował. Jeszcze większej presji.
— Ponieważ jestem chłopcem-który-przeżył — mruknął ponuro.
— Nie — odparł stanowczo Seamus. — Ponieważ jesteś wróżką. Mamy obraz tego jak jesteśmy postrzegani do utrzymania! Szczerze mówiąc, teraz obniżasz wartość całej okolicy, ale nie martwcie się. Dostaniemy książkę o tym czy coś innego… A teraz chodź, są jeszcze inni geje do spotkania.
OoO
Po wprowadzeniu Harry'ego do wszystkich, Seamus wyznaczył wróżkowego chłopca, aby usiadł koło niego na każdych zajęciach i wyjaśnił wszystko. Pomimo wszystkiego, przerwa na lunch nie trwa nieskończenie długo, a Harry miał mnóstwo pytań kotłujących się w głowie.
Pod koniec zajęć, Harry miał trudności z przyswojeniem wszystkiego, co mu powiedziono. Dowiedział się, że w każdym domu jest kilku gejów i nikt nie zastanawia się nad tym, że zbierają się razem w interesach i spędzają razem noc. Większość z nich uznała Harry'ego za czarującego i jego mowę za bardzo zabawną. Ich „interesy", na które się powoływali, były jeszcze bardziej szokujące. Istniała grupka chłopców, którzy żartobliwie nazywali się „Czerwonymi Kapturkami", lub bardziej swojsko „Czerwonymi" z powodu ich zainteresowania, nie kto innym, a samym profesorem Lupinem. Umysł Harry'ego miał zwarcie, by uchronić go przed traumą, która mogłaby go prześladować aż do późnego wieku, i odmówił przetworzenia informacji, że mężczyzna, który przejął obowiązki jego ojca chrzestnego, może być pociągający. Była mniejsza grupa nazywana „Czarnymi Ptakami", która miała obsesję na punkcie Snape'a. Harry nie spotkał żadnego z ich członków, ale nie był zaskoczony, słysząc, ze większość z nich była Ślizgonami i zdaniem Seamusa, masochistami. To było prawdziwe zaskoczenie, gdy to usłyszał. Z jednej strony była to ulga, wiedzieć, że nie był kompletnym wybrykiem natury, ale z drugiej, jak śmieli fantazjować o jego… cokolwiek. Ale jeśli ktokolwiek z nich położyłby dłonie na Severusie, to zapłacą.
Ostatecznie, Harry nauczył się więcej w ciągu jednego dnia, niż kiedykolwiek wcześniej. Został również upomniany przez dwóch nauczycieli (Binns i McGonagall) za rozmowę podczas, gdy próbowali prowadzić zajęcia. Po prostu nie mógł się powstrzymać. Było tyle rzeczy, o których nie wiedział i tyle szokujących, z jakimi się zmagał, że naprawdę nie mógł skoncentrować się na lekcjach. Był głęboko wdzięczny, że przynajmniej nie miał dzisiaj eliksirów, chociaż wiedział, że później będzie musiał stawić czoło Snape'owi. Miał nadzieję, że ten człowiek będzie dobry i nie w humorze. Miał dość mdłej fasady Severusa. Miał nadzieję, że uda mu się przekonać profesora, żeby na niego krzyknął, a jeszcze lepiej znieważył.
Spotkał się z Ronem oraz Hermioną na kolacji i omówił z nimi niektóre rzeczy, których się nauczył. Ron przyjmował to wszystko najlepiej jak mógł. Po prostu dawał znać przyjacielowi, kiedy temat stawał się zbyt przerażający lub szczegółowy, poprzez zasłonięcie uszu dłońmi i głośnym śpiewem. Hermiona uderzyła go kilka razy, próbując go powstrzymać, ale Harry nalegał, że mu to nie przeszkadza. Chociaż w ostatecznym rozrachunku odpędziło to wszystkich siedzących w pobliżu.
W większej części, zarówno Ron jak i Hermiona odczuli ogromną ulgę. Oboje mieli pytania i uwagi, ale nie było tak źle, jak Harry na początku sądził. Niektórzy uczniowie nawet go wspierali, chociaż jak zauważył, Ron musiał przekląć dwie osoby i uderzyć jednego Ślizgona w nos. Hermiona właściwie nikogo nie uderzyła, chociaż zapewniła Harry'ego, że każdy, kto będzie narzekał do niej, otrzyma dobry, staromodny, dezaprobujący wykład.
OoO
Kiedy ich trójka, w towarzystwie Ginny, Seamusa i Colina Creevy'ego, wreszcie weszła na górę, zwolniła swój krok, gdy zobaczyła nieznaną postać ubraną na czarno, opartą niedbale o ścianę obok portretu Grubej Damy. Cóż, w każdym razie kogoś, kto nie był widziany przed pokojem wspólnym Gryffindora. Stojąc z jednym ramieniem opartym o ścianę, z nogami skrzyżowanymi w kostce, jakby rywalizując o nagrodę „Najbardziej Stylowego Próżniaka" uśmiechając się jak kot z Alicji, znajdował się Blaise Zabini.
Seamus i Hermiona wymienili porozumiewawczy uśmiech. Blaise zaczął iść w stronę Harry'ego. Dziewczyna pociągnęła Rona za ramię, mówiąc:
— Zostawmy ich w spokoju, dobrze? — Co spowodowało kolejną rundę śpiewania „Laska maga ma na czubku gałkę, podczas, gdy Ron, kuląc się zakrywał uszy. Kiedy Hermiona przeciągnęła go przez otwarte wejście, Harry niewyraźnie usłyszał, jak powiedziała coś w stylu: — Rozumiesz konotację tej piosenki? Bo tak naprawdę…" — Po czym nastąpił zduszony krzyk Rona, przytłumiony przez portret, który ukrył wejście do wieży.
— Ech… Cześć — powiedział Harry, przełykając kilka razy.
Blaise był niższy niż on, więc dlaczego, do licha, Harry czy się tak onieśmielony? Poza niepokojącym uśmiechem, nie było nic niebezpiecznego w Ślizgonie. Jego ciemne loki otaczały twarz niczym aureola, a jego szerokie, niebieskie oczy, ciemne rzęsy i doskonała cera służyły jedynie podkreśleniu jego niewinności. Był naprawdę wspaniały. Harry miał trudności walcząc z hormonami, żeby kontrolować swoje ciało. Cofnął się nerwowo.
— Cześć, Harry — odpowiedział cicho Blaise, a Harry nie mógł powstrzymać dreszczu. To był ten chłopak, o którym tak wielu pisało na ścianach w łazience? Ten, który ma reputację tak wielką, jak sam Hogwart? Harry nie mógł w to uwierzyć. Wcale nie znał dobrze Blaise'a, ale wyglądał jak bożonarodzeniowy anioł. Ubrany w dość ciasne, czarne spodnie, ale wciąż anioł. — Słyszałem, co powiedziałeś o mnie podczas śniadania. — Nadal zbliżał się do niego, podchodząc bliżej, a Harry cofnął się bez zastanowienia, aż znalazł się naprzeciwko przeciwnej ściany. Blaise posłał mu dość zalotny uśmiech. — Czy miałeś to na myśli?
— Ech. — Łał. Harry nie był pewien, czy w ogóle zdoła wypowiedzieć jakieś słowa. Dłonie mu się pociły i nie mógł zaprzeczyć, że był podekscytowany, że jeden z najgorętszych facetów w Hogwarcie zwracał na niego tak baczną uwagę. Inna jego część odczuwała ogromne poczucie winny, ponieważ pragnął Severusa. Tylko Severusa i nikt inny nie mógłby zająć jego miejsca. — Cóż, jasne — powiedział z większą pewnością siebie niż posiadał. — Kto nie sądzi, że jesteś gorący? W przeciwieństwie do Malfoy'a nie byłeś nigdy dla mnie okropny.
Blaise uśmiechnął się leniwie i pochylił się do przodu, opierając dłoń na ścianie obok głowy Harry'ego, któremu przyszło na myśl, że między nimi był niecały metr, który mógłby zostać łatwo zniwelowany.
— Masz na myśli, zmuszenie cię do ujawnienia się przed całą szkołą? — odpowiedział złośliwie Blaise.
Jesteś pewien, że Severus jest tym, którego chcesz? — odezwał się zdradziecki głosik w głowie Harry'ego. — Chociaż on nigdy nie będzie chciał cię w zamian?
— Ech. Tak. Coś w tym stylu. Lub nazywanie mnie upokarzającymi rzeczami, takimi jak „Gryffońska dziwka". — Harry, nieco zdyszany, zgodził się z nim.
— Mmm, albo wywieszanie w wspólnym pokoju Slytherinu pergaminów z twoim odręcznym pismem, głoszącymi że czujesz miętę do jakiegoś anonimowego mrocznego Ślizgona? — Blaise przygryzł uwodzicielsko dolną wargę.
Och, Boże — pomyślał Harry.
OoO
Snape wraz z Lupinem skręcił za róg i niemal zatrzymał się jak rażony piorunem, gdy zobaczył roztaczający się przed nim obraz. Harry przyciśnięty do ściany i przytłaczającego go ofensywnie Blaise'a, który pochylał się nad nim w niewielkiej odległości i przechyloną głową, by móc spojrzeć w oczy drugiemu chłopakowi z tym swoim cherubinowym, fałszywym uśmiechem na twarzy. Dobrze. To nie powinno być zaskoczeniem. Chłopak nie był nazywany za nic Ślizgońską dziwką. Severus zacisnął mocno usta. Zabini'ego czekała niespodzianka, jeśli uznawał się za wystarczająco sprytnego, by znaleźć się w łóżku Pottera. Harry czasami cierpiał na ataki debilizmu, ale Severus był pewien, że nie był zupełnym kretynem. Snape patrzył, jak Zabini bezmyślnie zatrzepotał rzęsami i okręcił kosmyk włosów wokół palca dłoni, którą nie ograniczał drogi ucieczki Harry'emu.
Och, to prawda. Jestem całkowicie nieszkodliwy. Ach. Każdy mógłby przejrzeć tą oczywistą nieszkodliwość — pomyślał Snape.
Snape poczuł, jak skręca mu się żołądek, gdy Harry przestąpił z nogi na nogę i w odpowiedzi zafundował Zabini'emu, nieśmiały, krzywy uśmiech.
Cóż, może nie „każdy". Co jest najlepszą i najgorszą cechą Harry'ego. To absolutnie irracjonalne pragnienie ujrzenia dobroci w najgorszych ludziach. Takich jak ja.
— Ech, Harry? — Lupin przerwał to, odchrząkując. Chłopiec drgnął z poczuciem winy. — Muszę z tobą porozmawiać.
Severus zaplótł gwałtownie ramiona na piersi, by powstrzymać wściekłą, całkowicie nieuzasadnioną zazdrość. Nie miał do tego prawa. Musiał ciągle sobie o tym przypominać.
— W porządku, profesorze. To znaczy Lupin. Remusie — poprawił się Harry, czując się jak kompletny osioł.
Było to trudniejsze, niż miało prawo być, ale czy ktoś mógł mieć do niego pretensje, że nie było mu łatwo myśleć przy mężczyźnie, którego kochał i najpiękniejszym chłopaku w szkole stojącymi tam i patrzącymi na niego? Cóż, naturalnie, Severus się krzywił. Harry był niezmiernie z tego zadowolony.
Próbował wyglądać na wyluzowanego, kiedy uśmiechnął się do Remusa. Lupin przeniósł swój wzrok z Harry'ego na Blaise i odchrząknął. Seveus zaczął iść groźnie w kierunku Pottera, ale Lupin położył dłoń na jego ramieniu i to powstrzymało mistrza eliksirów.
— Jeśli nie masz nic przeciwko temu, najpierw zamienię kilka słów z profesorem Snapem — powiedział, a Harry pokiwał niepewnie głową.
— Być może nie był to najlepszy pomysł. — Remus powiedział Severusowi. — Wygląda na to, że Harry posunął się znacznie dalej, niż się spodziewałem i sądzę, że po prostu dam mu rozmowę o tym. Wiem, że są bardziej wyrafinowani niż my byliśmy w ich wieku, ale jestem prawie pewien, że Harry nie jest tak doświadczony jak Blaise Zabini. Dlaczego nie miałbym załatwić tego wszystkiego i później przyjść do ciebie, by opowiedzieć, jak to się skończyło?
OoO
Harry patrzył, jak Remus nachylił się i jeszcze raz szepnął coś do ucha Snape'a. Czuł rosnące napięcie w brzuchu. O co chodzi? Snape tylko z irytacją pokiwał głową na słowa Remusa i zaczął odchodzić. Podniecenie Harry'ego odrobinę opadło.
— Spójrz, Harry, lepiej będzie jak pójdę — powiedział Blaise. — Ale możemy, ja… mu… no wiesz, zobaczymy się jutro?
Harry zarumienił się i żałował, że nie ma większej kontroli nad sobą. Musiało istnieć jakieś zaklęcie! Pierwszą rzeczą jaką zrobi jutro, będzie szukanie go.
— Och! Pewnie. Ja, um, chciałbym… — odpowiedział zaskoczony, gdy zdał sobie sprawę, że to była prawda.
Blaise puścił do niego oko, zanim oddalił się. Harry patrzył z podziwem, gdy odchodził.
OoO
Gdy Severus oddalił się, nie mógł powstrzymać się od spojrzenia za siebie. I tak Harry nie patrzył. Był… no cóż. Wpatrujący się w dość dobrze ukształtowaną część anatomii Zabini'ego, gdy chłopiec sunął ku lochom, wybierając alternatywną trasę, niż tą którą wziął Severus. Zatem, jeden z nastolatków nie był nieświadomy. Nie ten, o którym myśleli. Całą drogę powrotną do swoich pokoi szedł z chorym uczuciem niezadowolenia. Gdy dotarł na miejsce, wypił prawie całą butelkę dżinu.
Kiedy leżał w łóżku, obrazy Harry'ego wciąż pojawiały się nieproszone w jego umyśle. Harry uśmiechał się do niego. Śmiał się. Wyglądał na przestraszonego, zdyszanego i rozkosznego. Usta Harry'ego na jego. O Boże. Musiał przestać to robić.
— Nie jestem rozpustnym zboczeńcem — pijany, oznajmił głośno.
Jego lustro, które było pod każdym względem Ślizgonskim lustrem, a więc bardziej cyniczne i bezwzględne niż większość ludzi, natychmiast odpowiedziało:
— Um. Dalej to sobie powtarzaj.
Severus prychnął.
— Czy kiedykolwiek słyszałeś wyrażenie „siedem lat pecha"? — warknął.
— A czy ty kiedykolwiek słyszałeś wyrażenie „duży odłamek szkła w gałce ocznej"? — zrzędziło pogardliwie.
Severus chrząknął gniewnie. Położył poduszkę na głowie, usiłując zasnąć.
