Rozdział 24: Zakręcone umysły skręcone wiatrem
Harry, czując się dziwnie, wszedł za Remusem do pokoju wspólnego. Blaise Zabini był… cóż, pewnym sobą. Na pewno wyglądało to tak, jakby… z nim flirtował. Harry nie wiedział, co o tym myśleć. Był jednocześnie zaintrygowany, jak i przerażony. Chłopak był Ślizgonem, jak Malfoy, ale także jak Severus. I był dla Harry'ego milszy niż każdy z nich. Jeśli Severus naprawdę go nie chciał… ale nie. Sposób, w jaki serce Harry'ego boleśnie się zacisnęło, jasno dawało mu znać, że nie miało to znaczenia. Nie mógł przestać kochać Severusa, nawet jeśli sam mężczyzna nigdy by go nie obdarzył cieplejszym uczuciem. Zastanawianie się nad mistrzem eliksirów zniszczyło jego entuzjazm i sprawiło, że znów był nieszczęśliwy i niepewny. Na serio myślał, że czarodziej mógłby posiadać… jakieś, niewielkie zainteresowanie nim. W innym przypadku, nie mógł zrozumieć, czemu mężczyzna go pocałował! Dłonie w jego włosach mogły być przez niego wymyślone, ale pocałunek! To była najbardziej realna i niesamowita rzecz, jakiej Harry kiedykolwiek doświadczył. Ten człowiek musiał cokolwiek poczuć.
Remus poprosił go o prywatną rozmowę w jego pokoju, więc Harry zdziwiony pośpiesznie się tam udał. Dlaczego Remus przyprowadził ze sobą Snape'a, a później go odesłał? Co szeptał do mistrza eliksirów? Dlaczego Severus odszedł, nie komentując nawet zachowania Lupina? Patrzył na Remusa, gdy ten z niepewnością usiadł przed nim.
Lupin zdawał się wpatrywać w niego tymi jasnymi, piwnymi oczami przez długi czas, zanim zadał niespodziewanie pytanie:
— Harry, czy wiesz, skąd biorą się dzieci?
Harry przez chwilę był po prostu zszokowany. Potem padł na podłogę, śmiejąc się do upadłego. Usłyszał zmęczone westchnięcie Lupina, ale upłynęło jeszcze trochę czasu, zanim zdążył się opanować.
— Mój Boże — sapnął, ocierając łzy. — To najśmieszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś. Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Tak, wiem. Wiem skąd pochodzą — odpowiedział między napadami śmiechu.
— Harry… — upomniał go Remus, brzmiąc na zmartwionego. — To naprawdę bardzo ważne. Proszę, postaraj się być dojrzały w tej sprawie.
Harry kiwnął głową. Zanim się odezwał, odetchnął kilka razy.
— Lupinie… nie musisz mnie uświadamiać o seksie. Um. Mam na myśli, żadnych podstaw ani nic takiego. — Zawstydzony, przełknął nerwowo. — To znaczy, wiem, gdzie wszystko ma pójść i… niektóre z miejsc, gdzie może być włożony. — Odwrócił wzrok, rumieniąc się wściekle.
— Tak, cóż, wiedza i doświadczenie to dwie zupełnie różne sprawy. A poza tym, jakakolwiek posiadana wiedza jest tylko tak dobra, jak miejsce z którego ją zdobywasz.
Harry rzucił mu jedno z tych spojrzeń.
— Wiesz, że Ron ma pięciu starszych braci.
— Zdaję sobie z tego sprawę. Przypuszczam, że to dobry początek, ale nie chcę, żebyś był… niedoinformowany. Istnieją konsekwencje eksploracji seksualnej, nawet w czarodziejskim świecie.
Remus spojrzał na Harry'ego, starając się zmusić chłopca do spoważnienia.
— Martwisz się, że skończę w ciąży? — odpowiedział z parsknięciem Harry. — Nie. Wiem, o co ci chodzi. To po prostu… łał, to jest naprawdę dziwne. To znaczy, to wszystko. Nie myślałem, że usłyszę coś takiego z twoich ust, ale cały dzień był surrealistyczny.
— Zdaję sobie z tego sprawę. Robię to po części dlatego, że… To dlatego, że… Pan Zabini jest… — Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej, niż wcześniej. Remus dawał mu wykład na temat seksu z powodu Blaise'a Zabiniego? Czy naprawdę sądził, że Harry mógłby… cóż, biorąc pod uwagę okoliczności. Co więcej, czy to znaczyło, że sądził, iż Blaise mógłby…? Łał. — Wiele się zmieniło, odkąd byłem w twoim wieku. Kiedy po raz pierwszy powiedziałem moim przyjaciołom, że jestem gejem byli… pamiętaj, że było to inne miejsce i czas, niż w twoim przypadku, ale nie przyjęli tego tak dobrze, jak twoi.
— Mój tata był wściekły z tego powodu? — Harry zastanawiał się. To było coś, o czym dużo myślał.
— Niezbyt… Był bardziej… zadowolony, że ma mniejszą konkurencję w zdobywaniu względów kobiet. Przypuszczam, że sądził, że Lily coś do mnie czuła we wcześniejszych latach. Może tak było, szczerze nie wiem. Ale w każdym razie, musiał prześcignąć w tamtym czasie Syriusza, który był przez wielu uważany za kogoś, za kim szalała połowa szkoły. Dlatego też twój ojciec był z tego naprawdę bardzo zadowolony. Szkoda, że musiał to również wyrażać w bardzo głośny sposób. — Uśmiechnął się lekko na pytające spojrzenie Harry'ego. — Ach. Jeśli dobrze pamiętam, to było podczas kolacji w Wielkiej Sali, tuż po zaklęciach, kiedy twoja matka weszła do pokoju i krzyknął: „Hej! Evans! Czy wiesz, że Remus Lupin jest gejem kochającym męskie tyłki?" Wiem, że jadłem wtedy puree ziemniaczane, bo uderzyłem głową w stół i skończyłem z pokrytą nimi twarzą. Tak, podsumowując, to był dobry wieczór.
Harry był przerażony.
— Co powiedzieli inni? Co Syriusz powiedział?
— Cóż, Jamesowi udało się przekonać większość uczniów, że to tylko żart, więc nie zrobił jakieś wielkiej szkody, ale przeżyłem mnóstwo dokuczania. Nie byłem gotowy się ujawnić. Przynajmniej nie w tym wieku, nie mówiąc już o ogłoszeniu tego publicznie przed ukończeniem szkoły. A co do Syriusza… cóż, w tym czasie nie rozmawiał ze mną, więc nie był obecny podczas tego ogłoszenia. Nie było mu łatwo tego zaakceptować. Dopiero po kilku tygodniach, gdy zaczął się w końcu do mnie ponownie odzywać, przyłapał mnie, jak całowałem Severusa Snape'a.
Harry'emu opadła szczęka, a jego oczy wyszły na wierz. To mogło wydawać się komiczne komuś innemu, ale nie Harry'emu, ponieważ czuł zbyt wielkie zdumienie i zazdrość, by rozważając własną reakcję, a co dopiero Lupina, który był zapatrzony we wspomnienia i mimo wszystkiego, przeżywał bardzo bolesny i kłopotliwy moment.
— Er… To po prostu… stało się. Byliśmy partnerami na eliksirach i dobrze się dogadywaliśmy, jak przypuszczam, bo mówimy tu o Severusie Snape… i od czasu do czasu siedzieliśmy razem w bibliotece… i nie wiem, tak się stało. Nie sądzę, żeby którykolwiek z nas sądził, że cokolwiek to znaczyło. To skończyło się bardzo szybko i obaj odskoczyliśmy od siebie. Czuliśmy się niezręcznie i zaskoczeni… a wtedy… Książka spadła ze stołu i obaj podskoczyliśmy ponownie. Powiedział, że musi iść i odszedł, cóż… Wychodziłem i wpadłem na bardzo wkurzonego Syriusza Blacka, który był absolutnie przekonany, że Snape… molestował mnie. Prześladował. Syriusz w odwecie, podstępnie nakłonił Snape'a do pójścia do Wrzeszczącej Chaty. — Remus westchnął. — Syriusz powiedział, że nie miał nic przeciwko temu, kim byłem, ale nie sądzę, że mógłby znieść widok tego, co to oznaczało.
— Syriusz nakłonił Snape'a, żeby to zrobił, ponieważ… ponieważ zobaczył ciebie… całującego go i jego odwzajemniającego się?
Harry wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Przecież mieli się nawzajem nienawidzić. Każdy z nich. Czy może jednak nie?
— Och, Harry — powiedział Remus, źle interpretując zdenerwowanie Harry'ego. — Syriusz nie odrzuciłby cię. Za bardzo cię kochał. To, co zrobił Severusowi wynikało z tego, że był zdenerwowanym, impulsywnym nastolatkiem, ale po tym, jak trochę dojrzał, naprawdę nie miał problemów z zaakceptowaniem mnie lub mojego stylu życia. Nadal byłby z ciebie dumny, Harry.
Harry zamrugał, marszcząc brwi.
— To… dobrze — powiedział powoli, myśląc o innych rzeczach.
Kiedy Lupin przybył dzisiejszego ranka, pierwszą rzeczą jaką zrobił było udanie się wprost do Snape'a. Nawet wcześniej z nim nie porozmawiał. Szli razem po schodach. Lupin położył dłoń na ramieniu mistrza eliksirów, a Snape nawet się nie wzdrygnął. A potem, wilkołak coś szepnął mu do ucha, a Severus odszedł, jak posłuszny baranek. Harry zaczął się wściekać.
— Co jeszcze chciałeś mi powiedzieć? — spytał wprost.
Przyszli, by powiedzieć mu o swoim… związku? Więc on co, poczułby się zrozumiany? Tak jakby miał z kim porozmawiać, jeśli by tego potrzebował? Jak Snape mógł się na to zgodzić, gdy niedawno całował go w szafie? Może dlatego był naburmuszony… bo Lupin zmusił go, żeby to zrobił i martwił się powiedzeniem mu, że… Harry przygryzł mocno wargę, rozmyślając.
Lupin, myśląc, że Harry nareszcie podszedł do tematu z należytą powagą, ledwo to zauważył. Zaczął wyszczególniać przeszkody i zalety, z którymi napotykało się dwóch czarodziejów, zaczynających związek.
Harry prawie nic z tego nie słyszał, chociaż kiwał głową i od czasu do czasu próbował patrzeć na Lupina.
Więc dlatego mnie nie chciał — pomyślał smutno Harry. Przez cały ten czas był zakochany w kimś innym… Jak mógł mi to zrobić? Powiedział, że może stwierdzić, że posiadam do niego uczucia. Jak mógł mnie pociągnąć tą drogą, wiedząc, że przez cały ten czas był… co, sypiając z przyjacielem mojego byłego ojca chrzestnego? Jezusie. Harry poczuł się chory i odwrócił głowę, wiedząc, że Lupin pomyśli jedynie, że był zaniepokojony tematem wykładu. Jeśli faktycznie tak jest, to nie jest w rzeczywistości osobą, w której się zakochałem. Jest tylko nieznajomym, a osoba, którą kocham jest mitem. A potem odszedł, jakby go do kurwy nędzy nawet to nie obchodziło! Cóż, niech tak będzie, Severusie Snape! Jeśli naprawdę jesteś takim kompletnym kutasem, jeśli naprawdę używasz mnie w ten sposób, to w porządku! Może nie będę już o ciebie więcej dbał! Może po prostu zobaczę, czy Blaise jest w stanie wykazać jakieś szczere zainteresowanie!
OoO
Severus obudził się tuż nad ranem, gdy ktoś uderzył głośno do drzwi jego komnat. Wciąż nieco nietrzeźwy, na wpół przytomny i bardzo wkurzony, udał się, by odpowiedzieć na pukanie. Spojrzał mętnym spojrzeniem na wilkołaka, który wpatrywał się w niego z niepokojem.
— Czekałem prawie dziesięć minut! — poinformował go Lupin. — Dlaczego nie odpowiadałeś?
— Spałem — odpowiedział krótko i wrócił do środka, prowadząc Lupina do biura. — Co się stało?
— Cóż… — zaczął Remus, brzmiąc na zadowolonego z siebie —sądzę, że do niego dotarłem! Pod koniec traktował mnie z powagą i powiedziałem mu, że musi cię absolutnie słuchać podczas mojej nieobecności. — Skrzywił się. — Nie podoba mu się to, ale byłem stanowczy! Myślę, że miałem na niego odpowiedni wpływ.
— Hmmm — odpowiedział Severus, a potem ziewnął.
— Boże, Severusie. Mogę poczuć zapach alkoholu w twoim oddechu z odległości… ech, po prostu oddychaj w tamtą stronę. Osobiście mogłem prawdopodobnie wyczuć twój stan z każdego miejsca w zamku. Dlaczego wypiłeś tak wiele? — zapytał tak taktownie, jak tylko było możliwe.
Severus wzruszył ramionami. Nie chciał o tym rozmawiać. Potem uświadomił sobie, że mężczyzna patrzył na niego wyczekująco. Lupin nie zamierzał porzucić tematu.
Ponieważ jestem seksualnie sfrustrowany? Tak, to z pewnością by pomogło. Ponieważ pomogło mi stracić przytomność? To nie było wielką poprawą, ponieważ miałem dziwne sny. Niewyraźne, niepokojące, kalejdoskopowe wizje uczniów w ich pierwszych cielesnych doznaniach… Pana Pottera i mnie podczas gorącego stosunku albo na uwodzeniu się. Jaka była w ogóle różnica… albo to, że wyrywam serce Zabiniego i trzymam je, wciąż bijące, przed jego twarzą…
— Nie jestem pewien — odpowiedział. — Miałem problem z zaśnięciem.
Byłem zbyt zaniepokojony tym, czy Harry będzie nękał mnie do końca życia, każąc mi tęsknić za tym, czego już nigdy nie będę mógł dotknąć. Co za bzdury dzisiaj wymyślasz, Severusie.
— Martwisz się o spotkanie z Voldemortem? — Lupin zapytał ze spokojną uwagą.
Wszechmogący Boże, zupełnie o tym zapomniałem.
— Tak. Przypuszczam, że to mnie kłopotało. A przy okazji, co do licha zajęło ci tak długo? Będę musiał wkrótce wyjść! Bez wątpienia pan Malfoy wysłał sowę do ojca. Jeśli Lucjusz skontaktuje się z Czarnym Panem, to Voldemort będzie wściekły, że pierwszy nie zgłosiłem raportu z tego.
— Kłam więc. — Lupin wzruszył nieznacznie ramionami. — To jest w opisie pracy, czyż nie? Powiedz mu, że Dumbledore cię wezwał, chcąc wiedzieć, jak Malfoy pozyskał te informacje.
— Po prostu genialne. Będzie mógł mi wtedy zadać to samo pytanie. Nie rozumiesz mechaniki radzenia sobie z Czarnym Panem. Nie mogę kłamać, mogę jedynie… być wybiórczy, jeśli chodzi o to, jakie prawdziwe informacje mu podam. I uwierz, to wymaga znacznie większych umiejętności.
Severus lekko się wzdrygnął, na samą myśl o tym.
— Powinieneś się zbierać — Lupin zauważył z pewnym zaniepokojeniem. Severus skinął nieznacznie głową w podziękowaniu i wstał, aby odprowadzić mężczyznę do drzwi. — Harry ma jutro mecz quidditcha — stwierdził wilkołak. — Nie może się tego doczekać. Mam nadzieję, że będziesz tam, aby mieć na niego oko.
— Ponieważ ten mecz jest rozgrywany przeciwko mojemu własnemu domowi, zgłosiłem się na ochotnika do sędziowania. Doskonale zdaję sobie sprawę z nadchodzących zawodów sportowych pana Pottera — odpowiedział Snape z takim entuzjazmem, jaki tylko mógł wywołać.
Remus uśmiechnął się ze znużeniem.
— Powodzenia, Severusie — powiedział i wyszedł w poszukiwaniu swoich komnat, by pójść spać.
OoO
Następnego dnia, Harry obudził się wcześnie rano w dobrym humorze, co wydawało się cudem, biorąc pod uwagę, że nieco ponad dwadzieścia cztery godziny temu był przekonany, że nie przeżyje do tego czasu. Wyskoczył z łóżka i pobiegł pod prysznic. Jego serce biło szybko. Dzisiaj był mecz przeciwko Slytherinowi. Nie mógł przegrać. Podczas ostatnich meczów nie był sobą i właściwie przegrał jeden. Tym razem im pokaże. Pokaże Snape'owi. Temu zimnemu draniowi. Zacisnął zęby na myśl o mężczyźnie, jednocześnie spłukując mydliny. Było to zupełnie odmienne od tego, co zawsze robił, gdy był pod prysznicem i myślał o mistrzu eliksirów. Tak, trzeba iść do przodu. Nigdy więcej żebrania, kopania Harry'ego Pottera, gdy ten był na samym dnie. Od dzisiaj, Harry Potter kontrolował wszystko. Obojętny i znudzony Harry Potter. Właśnie tak.
OoO
Kiedy opuścił razem z resztą drużyny szatnię i ruszyli w stronę boiska, Harry uświadomił sobie trzy rzeczy, w krótkim odstępie czasu. Po pierwsze, Blaise czekał w cieniu tuż przy wyjściu. Po drugie, Snape unosił się na granicy jego pola widzenia, naruszając teren tuż przy drodze. Zbliżał się. Wydawało się, że Severus był niezwykle blady i spięty. Harry wahał się przed długi moment. Znów poczuł ukłucie czułości. Co się stało i jak mógł mu pomóc? Rozważał zawołanie mężczyzny, ale wtedy uświadomił sobie ostatnią rzecz. Miał rozwiązany but.
Gdy się mijali, Blaise odszedł od cienia. Jego szczupła sylwetka wyróżniała się w ciemnościach. Krew Harry'ego popłynęła szybciej przez jego ciało. Gryfon spojrzał na swój but i Ron zatrzymał się, spoglądając na niego.
— Chcesz, żebym na ciebie zaczekał, Harry?
— Nie. W porządku. Za chwilę was dogonię — odpowiedział Harry, klęcząc, by zawiązać sznurówki. Kiedy się wyprostował, Blaise stał tuż przed nim, z rękami za plecami, uśmiechając się łagodnie. Harry niemal sapnął. Czy chłopak nie miał pojęcia o osobistej przestrzeni? — Hej, Blaise — przywitał go, mając nadzieję przyciągającym, swobodnym głosem. — Co tutaj robisz?
Kątem oka zauważył, że Severus zbliżył się jeszcze bardziej. Lupin nie wspomniał, dlaczego Snape odszedł zeszłej nocy, ale Harry był niemalże pewien, że tylko dlatego, że wilkołak uświadomił sobie, jak bardzo Harry nie lubił tego człowieka. Co stało się dosyć trafnym opisem.
— Och, wiesz. To ważny mecz i wszystko. Również przeciwko Draco. Poza tym, co wydarzyło się wczoraj, pomyślałem, że możesz się trochę denerwować, więc postanowiłem przyjść i życzyć ci szczęścia. — Zarumienił się uroczo, a umysł Harry'ego został zdmuchnięty. Łał! Chociaż raz, ktoś zarumienił się z jego powodu. — Pomyślałem, że jeśli to zrobię, to mogę skończyć jako parias, wiesz, skoro jestem Ślizgonem.
— Och! — powiedział Harry z lekkim westchnięciem. — Rany. To bardzo miłe z twojej strony.
Bardziej, jak podstępnie z twojej strony — uznał wściekłe Severus. Za każdym razem, kiedy widział tego gnojka, nienawidził go coraz mocniej. Diabelnie dobry, mały aktor. A ten rumieniec został zagrany! Szli teraz w jego stronę, ale byli tak pochłonięci sobą, że nie zważali na nic wokół. Harry przejdzie obok mnie, zapominając o moim istnieniu — pomyślał beznamiętnie. Ale potem zatrzymali się, kilka metrów dalej.
— Nie powinienem ci już dłużej towarzyszyć — powiedział z żalem Blaise. — Ale przyjdę obejrzeć mecz, po tym jak dojdziesz na boisko — zaproponował.
— W porządku. — Harry uśmiechnął się. — Komu będziesz kibicować?
Blaise odwrócił się.
— Nie będę nikomu kibicować. Żadnych wiwatów. — Harry, słysząc to, pomachał na pożegnanie, a potem odwrócił się, by odejść, ale wtedy drugi chłopak złapał go za ramię. — Poczekaj. Nie mogę ci kibicować, ale mogę dać ci coś na szczęście — zaproponował.
— Tak?
Harry uniósł brwi. Blaise przez większą część czasu trzymał ręce za plecami. Harry słyszał początek wiwatów. Inni zawodnicy weszli już na boisko. Zastanawiał się, co Zabini mógł mu dać. Zaniemówił, kiedy Ślizgon chwycił kołnierz jego stroju do quidditcha i przyciągnął go do bardzo namiętnego pocałunku.
Severus chciał krzyczeć, wrzeszczeć i zaspokoić swą niezmiernie nieubłaganą żądzę krwi. Ten hultaj właśnie chwycił Harry'ego i wetknął swój język do jego gardła.
Czy nawet nie widzi, jak bezczelny… jak, jak wyuzdany, podstępny, pozbawiony skrupułów, po prostu obrzydliwy… czy nie widzi jak głupio łatwa jest ta mała lafirynda?
Snape przygryzł wnętrze policzka, aż poczuł smak krwi, próbując oddychać równomiernie, grzmiąc, krzycząc, płacząc i krwawiąc wewnętrznie przez cały czas.
Kiedy Blaise „ostatecznie" wycofał się, zrobił to w bardzo leniwy sposób, ciągnąć za sobą dolną wargę Harry'ego tak daleko jak mógł. Potter znajdował się w całkowitym oszołomieniu. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego mu się przydarzyło. Powoli przyłożył dłonie do twarzy, dotykając palcem swojej zmaltretowanej wargi. Czyli to takie było uczucie. Różniło się od pocałunku Snape'a, ale wcale nie było tak źle. Jego wzrok ponownie zaczął się skupiać i zobaczył przed sobą Blaise'a wyglądającego na zadowolonego z siebie. Najwyraźniej czegoś oczekiwał.
— Łał — powiedział szczerze Harry. — To było… To było po prostu… Łał.
— Spóźniłeś się na mecz, panie Potter. Co oznacza, że rozpoczęcie go zostało opóźnione z twojego powodu. Minus pięćdziesiąt punktów dla Gryffindoru za marnowanie mojego czasu.
Harry usłyszał za plecami odrażająco okrutny głos Severusa, a to z jakiegoś powodu sprawiło, że się uśmiechnął.
Severus patrząc, jak olbrzymi, głupkowaty uśmiech pojawia się na twarzy Harry, stracił wszelką zdolność do gniewu. Po prostu zniknął, pozostawiając po sobie ogromną, bolesną pustkę.
Ten rodzaj szczęścia pochodzi tylko z jednej rzeczy.
Harry, wciąż uśmiechając się głupio, zrobił krok w tył i skończył na swoim tyłku. Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, po czym spojrzał na swoje stopy i zobaczył, że jego but był ponownie rozwiązany. Spojrzał na Blaise'a, który uśmiechnął się szeroko. Harry odwzajemnił uśmiech i bezradnie wzruszył ramionami. Zawiązał jeszcze raz but i wstał. Odwrócił się, żeby odejść, sądząc, że słyszy, jak Blaise szepcze, i poczuł, że jego sznurówka znowu się rozwiązała. Pochylił się, by się nią zająć i obejrzał się przez ramię na chłopaka, który wciąż miał różdżkę wycelowaną w stopy Gryfona. Czyli to właśnie miał za plecami. Harry spodziewał się, że będzie wyglądać na winnego, gdy został przyłapany, ale kiedy Harry wstał i obdarzył go spojrzeniem, Blaise po prostu mrugnął sugestywnie, po czym odszedł swobodnym krokiem, by znaleźć wolne miejsce na trybunach. Harry, potrząsając głową, roześmiał się i również odszedł, by dołączyć do reszty drużyny. Wygrana czy przegrana, kogo to obchodziło. Już latał.
Severus, pokonany, obserwował to wszystko w ciszy. Voldemort myślał, że wiedział, jak ranić ludzi. Tak. To było gorsze od jakiegokolwiek bólu, jaki Czarny Pan mógł mu zadać. Pomimo wielu, wielu lat, podczas których, dzięki pysze i silnej woli, nie uronił łzy, to patrząc, jak Harry beztrosko odchodzi w przyszłość, Severus Snape przypomniał sobie, jak to było płakać.
