Rozdział krótki, wiem. I spóźniony, to też wiem. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale skoro i tak mało osób to czyta to nie ma co się martwic prawda? Zaczynajmy. Przy okazji zupełnie nie wiem czy można to nazwać rozdziałem. Gówniane wyszło.

myśli


Trzeci

Samotność jest przedsionkiem śmierci.

Czuł się pusty. Jakkolwiek mógłby określić uczucie jego ciała, właśnie tak by to powiedział. Chłód otaczał go zewsząd. Leżał tak jak kłoda już dobre parę godzin za zajęcie mając tylko obserwowanie latających za oknem ptaków. Nic go nie bolało. Czuł się rześki. Jednak pomimo tego jego ręka była w takim samym stanie. Miał świadomość bolesnej nocy, minionej nocy. Czuł w sobie coś dziwnego. Wszystko wydawało mu się wyraźne. A jednocześnie takie same jak było kiedyś. Zdrową ręką, opuszkami dotykał starej podłogi. Ciemna farba ,którą została pomalowana, odchodziła jakby umierając ze swej starości. Każdy powiedział by, że ta podłoga jest brzydka, i jedyne do czego się nadaje to do wymiany. On jednak czuł w niej jakieś piękno. Piękno wspomnień jakie w sobie zawierała.

Nie jeden tańca pewnie doświadczyła. Ileż radosnych podskoków, smutnych chodów i poważnych kroków zniosła? Każda rysa, każde uszkodzenie było jak blizna. Nosiła swoją historię. Jest piękniejsza od tych wszystkich nowych lakierowanych podłóg. Gdyby mogła mówić ile mogła by mi opowiedzieć!

Nie miał pojęcia skąd wzięły się u niego takie kontemplacje. Może dopiero teraz dostrzegł jakąś wartość siebie? Był jak odbicie tej podłogi, z takim samym bagażem doświadczeń i blizn. Ale kim się stał? Nie był pewien kim był, ale był przekonany ,że coś się w nim zmieniło.

Może to myśli po prostu ożyły, albo niewidome dotąd oczy dostrzegają sprawy o których istnieniu nie wiedziałem?

Cały ten dom był pełen minionego życia. Mimo zdarzeń z wczorajszej nocy nie mógł winić przecież o to budynku. Rzekomy właściciel już dawno opuścił to miejsce a on został sam z natłokiem myśli i całym worem niepewności i pytań. Nie mógł zostać tutaj, pośród tej głuszy malowanego drewna. Dom który chodź piękny nie mógł mu dać wiedzy. Kim się stał? Co powinien zrobić? Czy to było mu przeznaczone?

Czy w ogóle istnieje coś takiego jak przeznaczenie? W końcu to nasz wybór jak się potoczy. Ale z drugiej strony nikt nie jest w stanie przewidzieć co zamierza los i się na to przygotować. Czy człowiek jest kowalem swojego losu? A może tylko jest kowalem samego siebie, a na los może oddziaływać tylko swoimi wyborami?

Podniósł się, nie czując żadnego bólu jaki powinien czuć po uderzeniu w ścianę. Jakby jedna noc mogła go ozdrowieć z tegoż wypadku. Zielone oczy pilnie lustrowały otocznie jakby te miało mu odpowiedzieć na jego dylematy. W końcu ta te deski były jedynym świadkiem tego co stało się ubiegłego wieczora. Niestety bezużytecznym świadkiem. Ciekawił się czy kiedyś te deski ,żyjąc jako drzewo czuły. Drwal ścinał je, ale czy to oznaczało ,że jak nie potrafiły nam odpowiedzieć to czy były martwe? Może i nawet cierpiały bardziej nie umiejąc sobie wyjaśnić pewnych rzeczy. Mimo wszystko odszedł. Rozmyślania chodź piękne były tylko rozmyślaniami. Za dnia okolica wydawała się o wiele bardziej przyjazna niż nocą. Gdzież powinien się udać? Wracać do miasta? Nie, nie chciał mimo wszystko spotykać się w twarzą w twarz z tamtym człowiekiem. Człowiekiem?... Wracać do domu? Nie to też nie było dobrym pomysłem. Ruszyć naprzód? To chyba było najlepszym wyjściem. Ruszył więc dalej, w stronę lasu. W końcu każdy las się kiedyś kończy. Tylko gdzie powinien szukać? To było pytanie na jakie nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Być może i czarodzieje znali odpowiedź, ale to było jak umyślne wejście do klatki. Mijał drzewa, a ścieżka coraz to bardziej się zacierała porastając trawą. Przyroda latem olśniewała kolorami. Nie wiele minęło aż znalazł się pomiędzy drzewami. Las jednak nie był aż tak ciemny jak mu się zawsze wydawało. Nie był też aż tak długi na jaki się wydawał. Nie wiele minęło, aż natrafił na kolejną udeptaną ścieżkę.