Nic nie tłumaczy mnie z tego jak późno dodaję rozdział. Przepraszam, mam za to nadzieję, że z powodu długości bardziej ucieszy. Raczej nic złego się nie dzieje poza dręczeniem osoby i jej śmierci, ale żeby nie było że nie mówiłam...
myśli
mowa Alucarda
Czwarty
Od zera do niewolnika bohatera
Myślał o ostatnich zmianach w jego życiu. Ucieczka,i życie na ulicy. Czy szukali go? Wątpił, ale gdzieś na dnie duszy czaiła się nadzieja. Nadzieja na to, że przyjaciele nie przestali go kochać. Ile czasu ich nie było? A raczej, ile czasu ich nie widział? Tęsknił, ale za nic nie chciał wrócić. Jak mógł komukolwiek spojrzeć w oczy, będąc tym kim był? Nie mógł mieć pewności, ale pragnienie krwi wskazywało na jedno..
Czuł słabość. Jeśli jego przypuszczenia były prawdziwe, nie miał wiele czasu, by oszaleć i stracić nad sobą kontrolę. Nigdy nie interesował się tematyką wampirów, przed ucieczką nie spotkał też żadnego. Jedyna wiedza jaką zapamiętał było szaleństwo z ,,głodu".
Mijał wioski, mijał miasta. Trzymał się od ludzi, którzy zaczęli kusić. Każdy. Nawet mała dziewczynka wydawała mu się ,,smaczna"? Ci jednak spoglądali na niego tak jak na każdego bezdomnego, z obrzydzeniem. Nikt go nie znał, nikt nie czuł chęci by poznać. Wiele nastolatków trafia na bruk. Nie był tylko kolejnym, z wielu. Samotność ciążyła mu na duszy, utwierdzała go w swojej melancholii. Mimo to jakoś cieszył się z takiego a nie innego zwrotu akcji. Teraz był na równi z każdym, no prawie..
Rozejrzał się po ponurym niebie jak na towarzyszu do rozmowy. Usiłował zignorować co się dzieje wokół.. Tych ludzi zignorować. Było zimno. Chłód, pomimo bycia wampirem, dotykał go i przytulał jak ukochanego. Czuł w tym całym tłoku mas jeszcze coś. Jakby coś z ukrycia zerkało ku niemu. Dziwne uczucie ciążenia czyjegoś spojrzenia. Oczywiście, w tłumie było mnóstwo ludzi, niejeden spojrzał na niego przelotnie bądź zerknął na dłuższą chwilę. Ale to uczucie było powodowane przez jednego niezwykłego osobnika. Zielone spojrzenie lustrowało otoczenie, starając się wyłapać niebezpieczeństwo. Nigdy nie wiedział, kto go mógł śledzić. Co jeśli byliby to śmierciożercy? W każdym razie, jeśli ktoś kto go śledził, zwlekał tak długo z atakiem, to cel nie mógł być wrogi.. A przynajmniej takim marnym tłumaczeniem próbował siebie podnieść na duchu.
Z zamyślenia wyrwał go pisk opon i huk zderzenia aut. Zapach krwi.. Widział dwa auta zderzone czoło i potrąconą dziewczynkę.. Dokładnie tą, która parę chwil temu biegała po rynku z lizakiem.. Wokół niej formowała się plama krwi.. Czaszka już nie miała swojego kształtu, wyglądała na wgniecioną. Powstrzymał odruch wymiotny. Była prawdopodobnie martwa. Nie.. Ona na pewno nie żyła. A on mógł tylko obserwować, napawając się zapachem...Nie przejmując się tragedią, i odrzucając lamenty, a jedynie widzieć trupa jako swój posiłek.
Zbiegł z miejsca zdarzenia jak tylko odzyskał kontrolę nad sobą. Czuł, że jeszcze chwila, dwie a by rzucił się na to co zostało z dziecka.. Uderzył się otwartą dłonią w twarz,
Doprawdy moje myśli ostatnimi czasy są nad wyraz niepokojące...
Pozostał w tym mieście przez kolejne dni. Był zbyt osłabiony by iść dalej, zresztą i po co? Dalej nic go nie czekało. Tak, więc siedział pewnej nocy przy starym domostwie. Było tu spokojnie. Pies z oddali szczekał, liście w ciemności szeleściły, a pełnia.. Niby zwykły, księżyc taki jak każdej pełni.. Ale wydawał mu się bliski, i jakiś ostrzegawczy. Jeszcze ten instynkt, który ciągnął go tutaj, wołając ,,bezpieczne". W takich chwilach, nie pewny co się z nim dzieje obawiał się śmierciożerców. To, ę póki co nie znalazł żadnego znaku ich obecności, to nie znaczy, że go nie śledzą.Jasnej stronie też nie mógł pozwolić się znaleźć. Nikomu.
Puszka, bądź inny metal został trącony w oddali. Nie zdziwiło by go to gdyby nie pies, który szczekał z o wiele większą zajadłością. Potem szczekanie przerodziło się w pisk zwierzęcia. Pisk który nagle i gwałtownie ucichł.. Brzmiało to wystarczająco niejednoznacznie dla Harrego na uśmiercenie zwierzęcia.
Czyżby ktoś planował kogoś obrabować?
Uśmiechnął się w kąciku, kierując ku wcześniejszemu źródle dźwięku. Jego kroki oczywiście były ostrożne, stawiane tak by nikt nie mógł ich posłyszeć. Zależało mu na tym by nikt nie zwrócił ku niemu uwagi. Brakowało mu w takich momentach peleryny niewidki. Im bliżej był tym wyraźniej coś słyszał. Coś jak nerwowy ludzki oddech i chęć do krzyku. Zaniepokoił go to, zatrzymał się. Nie mógł zdać się teraz na swoją gryfońską odwagę, której teraz zresztą zabrakło. Musiał, chłodno ocenić sytuację, i to czy powinien wiać czy dalej kroczyć do przodu. Niestety ciekawość wygrała z rozsądkiem, szedł dalej.
Głos, tak słyszał głos. Ten głos.Głos tego wampira. Więc był ty i on. Z trudem pohamował cisnącą się nienawiść i chęć zemsty na mężczyźnie. Wziął oddech, czyniąc kolejne kroki. Gdy tylko miał już go w zasięgu wzroku, zatrzymał się i ukrył. Nie miał z nim szans, nie warto było mu pokazywać swojej obecności, i tym samym prowokować walki.. Zielone ślepia niespokojnie przyglądały się scenie rozgrywającej przed nim. Ten sam facet i kobieta, obca. Nie miała dużo lat, przeciętna. Brązowe loki sięgające do ramion, zwykły makijaż, przeciętnie nie ordynarne ubrania. I pochylający się nad nią facet, który przyciskał jej ciało do ściany. Wszystko było by w porządku, mógł uznać ich za kochanków gdyby nie dłoń zatykająca kobiecie usta i jej twarz skrzywiona bólem. Zakuło go oś w klatce,bał się, że i ona zostanie zmieniona w wampira. Nogi miał jak z waty, zresztą uczucie strachu powstrzymywało go do akcji ratunkowej.. Chyba ranił ją w jakiś sposób.. Spoglądał nerwowo, strach go sparaliżował a język ugrzęzł w gardle niezdolny do jakiegokolwiek dźwięku.
Następne czynności były tylko chwilą. Ugryzł ją boleśnie w szyje, mimo jej protestów. Widać, ze próbowała go odepchnąć, ale ludzie nie mieli szans z siłą wampirów. Lecz gdy ją brutalnie pocałował, uderzyła go w twarz.
-Ty suko. - Usłyszał głos faceta. Jedną z rąk zaczął podduszać dziewczynę.
Walczyła z każdym oddechem, który przychodził jej ciężej niż poprzedni. W końcu puścił ją gdy już prawie udusiła się. Zgięła się w pół, z trudem przywracając płuca do pracy. Napastnik nie próżnował, wbił jej w między czasie nóż w brzuch, a kobieta upadła na kolana wyjąc ochrypłym głosem. Upadła na kolana i odruchowo zasłoniła dłonią ranę. Bledła z każdą chwilą, gdy jej krew wylewała się z niej jak z dziurawego wiadra. Wampir zaśmiał się tylko kpiąco i chciał ją dobić gdyby nie huk broni palnej..
W ciągu sekundy ciało zmieniło się w proch i rozsypał tuż obok konającej postaci. Strzał przywrócił Harremu trzeźwość umysłu, i odwagę. Bez chwili wahania pobiegł do dziewczyny. Złapał ją i pomógł wyprostowywać się do siadu. Zapach krwi otępiał go do tego stopnia, że zielonooki zamarł. Znów stracił nad sobą panowanie, ręce mu się trzęsły. Oczy wydawały się nieobecne, jakby martwe. Liczyło się tylko pragnienie. Pragnienie tej krwi. Chęć zabrania i przywłaszczenia sobie czyjegoś życia na zawsze. Tym teraz dla niego była krew, nieodpartą pokusą. Drżącą bladą dłonią sięgnął ku kałuży posoki, pragnął choć ją dotknąć.. Palce już prawie moczyły się w krwi kiedy, dłoń zmieniła kierunek wędrując ku odzieniu Harrego. Ostatkiem sił oderwał kawał materiału by móc zastosować go jako prowizoryczny opatrunek i choć trochę zatamować krwawienie..
-Proszę Cię wytrzymaj! Jeszcze troszkę, a wszystko będzie dobrze! - mówił łamiącym się głosem, ale postać obok zdawała się tego nie słyszeć. Ba, wydawało się nawet, że kobieta nie odbierała już niczego wokół..
-Nie, nie! Nie umieraj! Nie teraz!- sam był zdziwiony, że osoba zupełnie obca, a jej życie wydawało się tak cenny. Czuł się jakby umierał jego dobry przyjaciel, jakby tracił ważną rzecz, na zawsze..
Otarł nadgarstkiem napływające łzy d oczy. Widział, że walka dziewczyny o życie staje się coraz bardziej przegrana. Jej twarz powoli dorównywała kolorowi księżyca na niebie.
-To się nie może tak skończyć..!- załkał, lamentując, nie mogąc oderwać od niej wzroku. W dodatku sam czuł słabość.. Czuł jakby umierał, a każdy ruch pogarszał tylko sprawę. Umierał, umierał razem z nią i widział to.
Dlaczego się nie nie pożywisz? Ona umrze lada moment, Tobie też wiele czasu nie zostało. Dlaczego nie zabijesz jej i nie uratujesz się, wampirze?
Zabrzmiał głos, niski, wykpiwający. Co dziwne, Harry nie był w stanie określić skąd on dobiega, ani nie widział jego właściciela, zupełnie jakby ten nie istniał. Przerażone spojrzenie omiotło okolicę, ale nie dostrzegł nikogo ani niczego niepokojącego w nieprzeniknionych ciemnościach.W odpowiedzi tylko docinał opatrunek do rany, ignorując własny ból.
Nie czujesz tego hipnotyzującego przyciągania krwi? Myślisz, że sam zdołasz przeżyć ratując kobietę, która i tak umiera?
Znów rozległ się tajemniczy głos, wręcz wyśmiewając poczynania bruneta.
-Kim jesteś? Dlaczego nie pomożesz mi jej uratować? - Rzucił w przestrzeń podążając wzrokiem wszędzie gdzie tylko się dało. Sam drżał, cudem utrzymywał się siedząc. Spoglądał ze smutkiem na dziewczynę. Czy był jeszcze ratunek?
No dalej, ratuj się wampirze! To jedyny ratunek, zabij póki jeszcze żyje! Nie zależy Ci na swojej nędznej istocie?
On jednak tylko przyglądał się twarzy dziewczyny, do czasu gdy przestała oddychać. Zmarła, odeszła.. Nie było już ratunku ani dla niego, ani co gorsza dla niej. Zwrócił oczy ku niebu, leniwe łzy nie płynęły już tak mocno, jakby samemu umierając. On zaś upadł na plecy. Chwycił jej dłoń i spojrzał na jej twarz. Obraz zamazywał się z każdą chwilą. Gdy spojrzał na niebo ujrzał nad sobą czarną plamę. Czyżby to był ten głos? Był dla niego tylko zarysem, który równie dobrze mógł być marą. Jednak dla niego był najprawdziwszą istotą.
-Czemu? Dlaczego Twój wybór to śmierć? Co było było powodem, że brzydziłeś się ratować kosztem życia obcej osoby, wampirze? - Głos już nie dochodził znikąd. Mógł wyraźnie słyszeć jak dobiega z tego cienia.
-Dlaczego miałbym uważać, że moje życie jest cenniejsze ponad jej? Ponad czyjekolwiek?- każde słowo sprawiało mu piekło jakby ktoś zasadził mu krzak róż w gardle. W odpowiedzi usłyszał śmiech, widocznie ten czarny kleks był nad wyraz rozbawiony.
-Skoro wybrałeś życie innych ponad swoje, pozwolę Ci je zachować. Za zapłatę wezmę Twoją wolność, skoro twój wybór padł na odrzucenie siebie. - usłyszał zanim czyjeś ręce nie podniosły go gwałtownie a w ustach nie poczuł smaku krwi..
