Owszem, minęło sporo czasu odkąd pojawił się tu ostatni rozdział. Przepraszam, jeśli ktokolwiek to czyta. Zwątpiłam w to opowiadanie i chciałam je wyrzucić w jak najciemniejsze głębiny mojego umysłu. Zapomnieć. Jednak mam nadzieję, że nowy rozdział, choć wciąż krótki pocieszy was troszkę..
Piąty
Nowy rozdział w życiu
Głowa go tak strasznie bolała jakby niedawno miała okazję się zetknąć z czymś wyjątkowo twardym. Powieki były ciężkie, i sam nie był w stanie twierdzić jak długo spał. Jednak ku swojemu zdziwieniu odkrył iż jest mniej słaby niż przedtem. Dalej nie czuł się w pełni sił, ale czuł różnicę.
Co ostatnio się wydarzyło? Jak tu się znalazł? Dursleyowie go tak urządzili? Próbował sobie przypomnieć ale mieszanina najróżniejszych obrazów płatała mu figle.
Stop.
Wydał sobie w myślach rozkaz. Musiał się po pierwsze uspokoić, i zorientować gdzie się znajduje i czy ma kłopoty. Drżącymi opuszkami starał się wybadać powierzchnię na której leżał. W dotyku było podobne do mocnego materiału. Próbował się podnieść, ale jego mięśnie najwyraźniej nie zgadzały się z jego decyzją. Zaraz…
Ucieczka, ugryzienie wampira, tajemniczy głos.
Poukładał sobie w myślach kolejność zdarzeń która nagle go zalała. Co to był za głos? Gdzie jest? Czy nie powinien teraz leżeć martwy? Otworzył oczy przygladając się pomieszczeniu. Wyglądało na stary zaniedbany pokój dzienny, utrzymany w staroświeckim stylu. Ściany jednak już odrywały się płatami, a deski podłogowe były gdzieniegdzie połamane, co z pewnością było sprawką czasu. Było też okno, które chyba najlepiej wyglądało spośród tego wszystkiego. Była bezchmurna noc.
Do jego uszu doszedł odgłos kominka, a raczej ognia który trawił drewno. Dziwnym było, że dopiero teraz je usłyszał. Skierował wzrok na sąsiednią ścianę gdzie znajdował się kominek. Przed nim znajdował się fotel, oraz stół na którym była jakaś zastawa, ale chyba pusta. Jakimś cudem udało mu się podnieść do siadu. Siedział na czymś czerwonym, wyglądało jak płaszcz. Pytanie było tylko co on tu robił i kto go przyniósł. Zacisnął oczy po czym podniósł się na nogi. Omiótł ponowie wzrokiem pomieszczenie drapiąc się po głowie, musiał w końcu znaleźć jakieś drzwi. Okno traktował jako ostateczność. Jego wzrok ponowie zatrzymał się na kominku, czuł się nieco otumaniony i miał problem by skupić się na takim zadaniu. Właśnie wtedy niezauważona dłoń spoczywająca na oparciu fotela poruszyła się. Ruch był na tyle wyraźny, że dotąd spokojny Harry podskoczył i upadł na tyłek.
-Początkowo myślałem, że szybciej się zregenerujesz. - odparł z kpiną znany mu głos. Ten sam głos, który kazał mu pożywić się umierającą dziewczyną. Nie odpowiedział, nie był w stanie. Uciec? Zostać? Walczyć? Walka odpadała, gdzieś podczas tej całej potyczki zgubił różdżkę. Nie czuł jej w rękawie.
Tymczasem mężczyzna dotąd obserwujący beznamiętnie płomienie w kominku wstał. Odwrócił się przodem do młodego wampira i obojętnością na twarzy spytał.
-Jak cię zwą?- wzrok ciągle wlepiał zielone oczy, ani na chwilę nie zaniechając kontaktu wzrokowego ani nie mrugając.
-Ja.. - zająkł się nie potrafiąc wydobyć z siebie żadnego normalnego zdania. Co to był za facet?
-Pytałem o imię. - warknął zirytowany. Sytuacja malowała się tak, że nie był pewien, czy Integra zgodzi się na przyjęcie pod dach kolejnego wampira. Już z Seras miała problem, a widząc takiego dzieciaka co nawet nie potrafił się wysłowić.. Może powinien go stracić?
-Moje imię nie jest informacją, którą trzeba znać. To znaczy.. - tu odwrócił wzrok, a gdyby serce mu biło to z pewnością wyskoczyło by mu już z piersi. - Ja nie mam już imienia.. - dodał. Nie miał pojęcia czy wampir go zna czy też nie. Jednak chciał być zapomnany, chciał zacząć na nowo. Albo zginać.
- Daj mi jeden powód dla, którego miałbym cię trzymać przy życiu.
To zdanie zaskoczyło Harrego. Więc jednak ten gościu rzeczywiście próbował go zabić. Tylko dlaczego go wcześniej uratował?
-Nie istnieje żaden powód dla którego miałbyś pozwolić mi dalej żyć. - Więc niech to się skończy. Oby jak najszybciej i bez boleśniej.
Jednak reakcja była odmienna od tej jakiej spodziewał się zielonooki. Czarnowłosy wampir stojący przed nim się roześmiał odwracając tyłem.
-Skoro szukasz śmierci to jej nie znajdziesz - rzekł dalej rozbawiony jego wypowiedzią. - Choć bezimienny wampirze. - dodał po chwili już powarznie. Starszy wampir kierował swoje kroki ku drzwi, których wcześniej tu nie było.
I Harry mógł potwierdzić, że owe drzwi pojawiły się z chwilą śmiechu faceta! Magia bezróżdrzkowa? Nie pozostało mu nic innego jak tylko za nim podążyć.
