Długo nie było rozdziału, ale ciężko się za coś wziąć, jak wena skacze z jednego pomysłu na drugi. Nie umiem się rozpisywać, moją piętą achillesową jest lakoniczność. Będziecie musieli mi to jednak wybaczyć, i cieszyć się tym co jest i, że w ogóle jest. Dziękuje wszystkim za komentarze. Dobrze wiedzieć, że komuś to jednak chce się czytać.
Szósty
Witaj w "rodzinie"
-Żartujesz sobie chyba? - rozległ się zirytowany głos młodej kobiety po obszernym gabinecie. To wszystko wydarzyło się w jednej chwili. Podążył za wampirem, wszedł za nim do rezydencji, a potem wrzaski kobiety, gdy mężczyzna zaczął wyjaśniać.
Śmiech. Mężczyzna w czerwieni, który nazywał Alucard nie robił sobie nic z poddenerwowania swojej pani. Sytuacja przedstawiała się niepokojąco. A sam Harry czuł się jak szkodnik, który nigdy nie powinien postawić stopy w tej rezydencji.
-Czasami odnoszę wrażenie, że robisz to specjalnie. -Kobieta poprawiła okrągłe okulary na nosie i westchnęła. Drugą dłonią trzymała w dłoni cygaro. Po jej minie z łatwością można było stwierdzić, że wcale a wcale się nie uspokoiła. - Watykan ostatnio siedzi nam na ogonie, i stara się za wszelką cenę znaleźć dowód by nas pogrążyć, a ty jak gdyby nigdy nic przyprowadzasz jakiegoś zwapiryzowanego dzieciaka, i w dodatku nie masz żadnego logicznego wyjaśnienia, dlaczego postąpiłeś tak a nie inaczej?! - kobieca dłoń w rękawiczce ze złością uderzyła w stół patrząc na wampira.
Kobieta właściwie tylko dwa razy spojrzała na Harrego, odkąd tu przybył. Nie odezwała się ani razu, wszystkie pytania zadawała starszemu wampirowi.
-To ty tu wydajesz rozkazy, więc wystarczy słowo, jedna kula i .. -wampir przerwał wyciągając w tym samym momencie broń i celując nią w zielonookiego. Dla czerwonookiego wszystko wydawało się zabawą. Nie ważne jakie zakończenie miała ona obrać, ale Harry mógłby przysiąc, że mężczyźnie nie zrobiło by to większego znaczenia.
Blond włosa kobieta spojrzała na chłopaka w którego wycelowany był spust. Przełknęła gulę w gardle, a zezłoszczona mina w kontakcie z zielonymi oczyma zmieniła się w zmieszaną. Odwróciła swój wzrok, i usiadła z powrotem na fotelu, kolejny raz wzdychając tego dnia. Co miała zrobić? Wampir to wampir, nie mogła każdego ocalić. Nie jest możliwe przecież by zbawić każdego. Jednak nie umiała wydać rozkazu strzału, nie umiała po prostu skazać chłopaka na szybką śmierć, na jaką skazuje inne wampiry.
Dzieciak. Być może dlatego się wahała.
-Wyjdź i nie pokazuj mi się na oczy. - mruknęła zrezygnowanym tonem, nie patrząc już nawet na niego. W jednej chwili czarnowłosy znikł, pozostawiając śmiech, który jeszcze przez chwilę roznosił się po pomieszczeniu. Dupek zawsze wiedział jak ją podejść, by otrzymać to czego chciał.
Harry sam nie wiedział jak miał się czuć. Jeszcze chwilę temu celowano w niego i przesądzano o jego śmierci, a teraz następowała cisza, tak krępująca i nerwowa.
-Jestem Integra Wingates Hellsing. Jestem przywódczynią organizacji "Hellsing" mająca zwalczać wampiry, i inne diabelstwa tego świata. - otworzyła oczy i tu spojrzała poważnie na młodzieńca, oczekując od niego takiej samej powagi. - Nie wiem, co tym razem temu wampirowi przyszło do głowy, że cię tu sprowadził, ale nie mam zamiaru się w to zagłębiać. Nie mam też zamiaru, od razu godzić się na to by dać ci dom. - tu zmarszczyła brwi. Dziecko czy nie, będzie musiał udowodnić, czy się nadaje na nowy nabytek hellsinga. - Póki, co witaj w rodzinie, ale jak długo tu zostaniesz to się dopiero okaże.
Po rozmowie z przywódczynią, został oddelegowany do pokoju w piwnicy. Drzwi nie były ponumerowane ale towarzyszył mu lokaj, który w ciszy podążał przed nim. To on też otworzył mu drzwi i wskazał pomieszczenie gdzie prawdopodobnie miał spędzić resztę dnia. Albo nocy, jak kto woli.
Cała posiadłość wyglądała na wiekową, więc nie zdziwił się gdy przydzielony mu pokój wyglądał tak samo. Poza łóżkiem, i starodawną komodą, nie było nic w pokoju. Nawet okna. Jednie lampa dawała słabe światło, które oświetlało pomieszczenie. Drzwi nie były zamknięte, mógł wyjść. Ale wolał zostać, nawet jeśli kamienne ściany, pogłębiały uczucie osamotnienia i chłodu.
Łóżko było średnio wygodne, właściwie twardości dorównywało kamiennej podłodze. Jednak to nie stary materac martwił go najbardziej. Po co go tu sprowadzono? Co z nim teraz będzie? Rozmowa z niebieskooką kobietą, mało mu wyjaśniła, a właściwie nic.
Pukanie do drzwi. Ktoś pukał. Harry tylko zdążył odwrócić się ku nim, gdy do pokoju weszła młoda dziewczyna w krótkich blond włosach.
-Przeszkadzam? - rozległ się głos, który o dziwo nie był, ani szyderczy, ani chłodny. Był miły i uprzejmy, tak odmienny od głosów innych tu mieszkańców.
-Nie, proszę.- odpowiedział, wstając i zapraszając dziewczynę do pokoju, domyślając się, że właśnie chce wejść.
Tak też dziewczyna zrobiła. Weszła zgrabnym krokiem podawszy rękę chłopakowi, przedstawiła się.
-Jestem Victoria Seraz, wybacz moją nachalność, ale gdy tylko dowiedziałam się, że w rezydencji jest nowy wampir, musiałam cię poznać! Tak mało się tu dzieje, więc to wydarzenie jest dość niezwykłe. - zaczęła odpowiadać Seraz, podnieconym tonem. Co prawda dziewczyna mówiła trochę dużo i szło się pogubić, ale zapałał do niej sympatią. Była żywa i energiczna, wydawała się całkiem normalna. -.. rzeczywiście jesteś młody. - dokończyła jakieś zdanie, którego początek nie dotarł do uszu Harrego.
-Miło mi cię poznać. Ja.. nie mam imienia. -odpowiedział starając się odwzajemnić uśmiech.
Nie wiem, i nie radzę się spodziewać nowego rozdziału jakoś szybko. Ostatnio mam dużo na głowie, więc następny będzie na Boże Ciało. A tak serio to nie wiem.
