Od tłumacza: Strasznie przepraszam za tę dwutygodniową przerwę. Niestety nie mogłam w żaden sposób jej zapobiec bo podczas wakacji na wsi zawiódł mnie internet i nie miałam dostępu do serwisu. Dlatego wstawiam dziś nie jeden, ale trzy rozdziały. Oto pierwszy z nich. Miłego czytania.


6 czerwca

Obudziwszy się po raz drugi tego dnia, Hermiona czuła się znacznie lepiej. Przeszedł ją dreszcz na samą myśl o tym piekielnym chwianiu i kołysaniu w żołądku, które zaraz po przebudzeniu zmusiło ją do sprintu to łazienki (a dokładniej do zataczania się na drżących nogach) i opróżnienia żołądka. Dalej czuła w ustach posmak wracającej whisky i wina zmieszanego z treścią żołądkową, ale myślała już jaśniej, a zawroty głowy ustąpiły. Przypomniało jej się, dlaczego normalnie nie piła więcej niż kilka kieliszków, ciesząc się smakiem alkoholu i towarzystwem znajomych, a nie jak niektórzy patrzeniem na świat przez mgłę i brakiem jakichkolwiek myśli. Ostatniej nocy jednak za bardzo zidentyfikowała się ze zrozpaczonym mężczyzną siedzącym na jej kanapie. Groźba śmierci, zdrada i strach, które musiał czuć sprawiły, że nie miała innego wyjścia jak dołączyć do niego w tym cichym, otępiającym czuwaniu.

Spojrzawszy na mały podświetlany budzik przy łóżku, mruknęła ze zdziwieniem. Była piętnasta trzydzieści. Wstała z łóżka i ruszyła do maleńkiej kuchni. Wstawiła wodę na herbatę i dopiero gdy sięgnęła po kubek zauważyła, że w pokoju było znacznie czyściej, niż kiedy zostawiła Syriusza nieprzytomnego na kanapie.

Pomimo czekającego ich poważnego zadania, zabawnie było patrzeć, jak Syriusz tuli do siebie butelkę whisky niczym najcenniejszy skarb i nuci pozbawione melodii piosenki o kopaniu Wężowej Gęby w horkruksa czy uwięzieniu Glizdogona w jego szczurzej postaci i zamknięciu go w pokoju z McGonagall. Miał nieskończoną ilość kreatywnych pomysłów na ukaranie Petera za to co zrobił. A może chodziło o to co zamierzał zrobić? Robił?

A potem Syriusz nagle zamilkł i z cichym chrapnięciem padł na kanapę. Upadając uderzył głową w drewniany podłokietnik, a butelka przewróciła się i whisky wylała się na niego i kanapę. Zimny płyn zalewający mu pierś ocucił go na tyle, że wymamrotał:

- Co za szkoda. - ściągnął swój niegdyś biały T-shirt przez głowę i znów padł na wznak. Hermiona poczuła dziwaczną mieszankę współczucia, irytacji i rozbawienia z powodu jego idiotyzmu. Ale kiedy przypomniała sobie, że właśnie usłyszał, że jego świat się kończy i tylko oni mogli temu zapobiec, doszła do wniosku, że upicie się do nieprzytomności nie było najgorszą reakcją u dwudziestojednolatka.

Spodziewała się zapachu alkoholu i papierosów dalej wiszącego w powietrzu, ale niepotrzebnie. Kiedy się przyjrzała, zauważyła, że sofę wyczyszczono, a puste butelki zniknęły. „Cóż, może i nie jest zbyt przyjemny jak się upije, ale przynajmniej po sobie sprząta", pomyślała. Nalała sobie kawy, usiadła z nią przy małym stoliku kuchennym i dopiero wtedy zauważyła złożony liścik napisany na hotelowej papeterii.

Hermiono,

Nie jestem pewien, czy powiedziałem Ci wczoraj, że odpowiem na Twoje wezwanie do walki (moje wspomnienia są dość, powiedzmy, zamglone) ale to właśnie zamierzam. Dzisiejsza pobudka udowodniła mi, że jeśli przeżyłem tego kaca to wykonanie Twojego planu będzie bułką z masłem. Daj mi znać jaki jest następny krok. Później przyślę Zoffa, odpowiedź odeślij przez niego.

DTV

Twój,

Pan Ogden

P.S. serio, musze sobie znaleźć nową ksywę. Obecna przyprawia mnie o mdłości.

„Zoff?" Zdziwiła się Hermiona. „Jego sowa", zorientowała się zaraz. Zaśmiała się czytając post scriptum. Mimo, że obecnie przyprawiała o mdłości, ksywa była dobra. Nikt nie wpadnie na to, kto się pod nią ukrywał. Jeszcze raz przeczytała liścik. „DTV... co to mogło znaczyć?..." Potem go spyta.

Zwróciła się w stronę kolejnego zadania na swojej liście. Może i Syriusz zgodził się pomóc, ale jeszcze nie wiedział wszystkiego. Zabębniła palcami o blat stołu. Czy nie zmieni zdania, kiedy dowie się, że będzie musiał przeprosić swoją matkę? Że będzie musiał udawać, że stał się tym czego nienawidził? Musiała też powiedzieć mu prawdę o śmierci Regulusa. Wcale jej się do tego nie śpieszyło, chociaż on pewnie ucieszy się, że jego brat umarł walcząc po stronie dobra, a nie zła. Nie miała pewności, ile wiedział na tym etapie. Starszy Syriusz zdawał sobie sprawę, że Regulus próbował porzucić szeregi Śmierciożerców, ale Hermiona nie wiedziała, kiedy to odkrył. Teraz mógł myśleć, że Regulus po prostu zginął na polu walki.

Właśnie piła drugi dzbanek herbaty i kończyła robić notatki, kiedy ciemnoszary puchacz zastukał w jej okno. Otworzyła je i wpuściła ptaka. Pohukując cicho, puchacz przeleciał przez pokój i usiadł na oparciu krzesła, które wcześniej zajmowała Hermiona, najwyraźniej zadowolony z jej szybkiej reakcji. Niecierpliwie wyciągnął przed siebie nóżkę czekając aż kobieta odwiąże od niej małą rolkę pergaminu.

Kolacja dzisiaj wieczorem? Chcę spróbować mugolskiego room service.

Zgaduję, że nie chcesz się za często pokazywać publicznie, szczególnie ze mną.

Najlepiej odpisz jak najszybciej. Zoff robi się kapryśny, jeśli musi czekać.

Pan Ogden (którego dalej trochę mdli, kiedy to pisze, ale wolałby nie wprowadzać odbiorcy w błąd co do tego kim jest właściciel ten natarczywej sowy)

- Auć! – sowa rzeczywiście była natarczywa. Kiedy Hermiona sięgała po kawałek pergaminu ze stosu swoich notatek, Zoff uszczypał ją w nadgarstek. - Dobrze, dobrze, już piszę. - wymamrotała, skrobiąc krótką odpowiedź.

Panie Ogden,

Czekam. Aportuj się na balkonie. Pokój obłożyłam zaklęciami ochronnymi.

Room service brzmi bosko. Twój puchacz jest zły i dziwnie przypomina swojego właściciela.

H.

Kiedy niecierpliwy ptak odleciał z jej listem w letnią noc, Hermiona wróciła do pracy. Stworzyła coś w stylu tabeli porównawczej. Horkruks, gdzie teraz był schowany, gdzie znaleźli go z Harrym i Ronem, jak został zniszczony. I to wszystko w schludnych rubryczkach dla szybkiego odniesienia.

Na innym kawałku pergaminu spisała plan przedsięwzięcia rozłożony na poszczególne kroki, co miało ułatwić wyjaśnienie wszystkiego Syriuszowi. Na papierze wszystko, spisane w równych liniach jej starannym pismem wyglądało to prosto. Zastanawiała się czy Syriusz da radę przeczytać te zimne fakty i nie docenić powagi ich zadania. „Albo", pomyślała czytając drugi podpunkt na liście, „Syriusz porozmawia ze swoją rodziną i przekona ich, że śmierć Regulusa przekonała go do powrotu." Chociaż równie dobrze mógł się wściec, że już wszystko rozplanowała.

Machnęła różdżką mamrocząc „Geminio", a potem przeciągnęła nią nad skopiowanymi kartkami pozostawiając tylko tytuł odkryty. Oryginały schowała do teczki i zamknęła ją. Zamierzała użyć ich jako rekwizytów, a na kopii Syriusza pokazywać dopiero to co już mu wyjaśniła.

Syriusz zapukał do drzwi balkonowych niedługo po tym jak zakończyła przygotowania. Niosąc dzbanek herbaty do stołu machnęła różdżką, by wpuścić mężczyznę do pokoju.

- Jak głowa? - spytała, gdy zamknął za sobą drzwi.

- Gównianie. – odparł, a ona musiała powstrzymać śmiech. - Jeszcze nigdy w życiu nie czułem się tak źle.

- To co wypiłeś powaliłoby nawet hipogryfa. - zauważyła. - Więc zupełnie mnie to nie dziwi. Próbowałam cię powstrzymać, ale na mnie warknąłeś, więc stwierdziłam, że musisz nauczyć się na swoich własnych błędach.

- Nauczyłem. - powiedział, siadając przy stole. Hermiona poczuła ukłucie współczucia. Syriusz siedział pochylony do przodu, oparty na ramionach położonych na stole. Trzymał się za głowę, a palcami masował sobie skronie.

- Wziąłeś coś przeciwbólowego? - spytała. Wiedziała o istnieniu licznych eliksirów, które pomogłyby z tym problemem.

- Nie, skończyły mi się. Nie miałem siły wlec się do sklepu, a obecnie nie jestem w stanie uwarzyć sobie nowych... to by się skończyło śmiercią. Chociaż z drugiej strony, można by to wziąć za poprawę. - lekko potrząsnął głową, a potem się skrzywił. - Jak mogłem myśleć, że już kiedyś miałem kaca?

Z sympatią kląsknęła językiem. Naprawdę nie miała prawa go winić biorąc pod uwagę sytuację, a miało być znacznie gorzej. Przekopała swoją torebkę i znalazła zwyczajne mugolskie proszki na ból głowy.

- Weź to. - powiedziała wręczając je mężczyźnie razem ze szklanką wody.

- Mugolskie leki? - spytał sceptycznie.

- Tak. - potwierdziła. - Nie tak dobre jak czarodziejskie, ale powinny pomóc.

Dwadzieścia minut później, Syriusz był skłonny się z nią zgodzić.

- Wiesz - powiedział dopiwszy filiżankę herbaty. - te proszki są w porządku. Gobliny wyprowadziły się z mojej głowy.

- Gobliny? - Hermiona spojrzała na niego bez zrozumienia.

- Nieważne. - odparł.

- To co, jesteś gotowy na resztę mojego szalonego planu? - spytała. Syriusz uśmiechnął się nieznacznie.

- Pewnie. Ale może najpierw zjedzmy?

- Dobry pomysł. - chętnie zgodziła się na odwleczenie nieuniknionej przykrej rozmowy. Zamówiwszy (Syriusz chichotał z zadowoleniem, kiedy Hermiona rozmawiała przez telefon) zabrali się za poważniejsze sprawy.

- Pomyślałam sobie, że zaczniemy od horkruksów, gdzie i czym są, zanim weźmiemy się za to jak zamierzamy je zdobyć. - powiedziała, kładąc przed nim swoją tabelę.

- Świetnie. - na widok efektów jej sumiennej pracy otworzył szeroko oczy. - Hej, Hermiono... Wiem, że ja nie jestem twoim ojcem, ale może Lunatyk?

- Ha! - zaśmiała się. - Przyjmę to jako komplement.

- On by zrobił dokładnie coś takiego. Jesteś pewna, że twoja mama kilka lat temu nie spotkała tajemniczego nieznajomego? - zaśmiał się pod nosem. - Musze spytać Lunatyka czy spędził kiedyś pamiętną noc z mugolską dziewczyną.

- Fuj, mówisz o mojej mamie! - zaprotestowała Hermiona marszcząc nos. - Może to przypomina jego robotę, bo kiedyś mnie uczył. Kiedy byłam na trzecim roku był moim nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią.

- No cóż. - mruknął Syriusz. - To by wiele wyjaśniało.

- To dobry człowiek. Najlepszy nauczyciel jakiego mieliśmy. Szkoda tylko, że w siebie nie wierzy. Tak bardzo przejmuje się ograniczeniami związanymi z wilkołactwem...

- Więc wiesz? To dobrze... - Syriusz urwał i zamyślił się. Wyglądał na zmartwionego. - Czy jego sytuacja się polepszyła?

Miło było usłyszeć troskę w jego głosie. Nie chciała mu mówić jak ciężkie życie miał Remus, ostatni Huncwot, porzucony przez przyjaciół, bez pracy przez tyle czasu.

- Naprawdę nie powinnam ci tego mówić. - oznajmiła. - Ale tak, potem było lepiej. Wziął ślub, miał syna. Byli razem bardzo szczęśliwi. Ale do tego jeszcze kawał czasu.

- Naprawdę? Z kim? - Syriusz cieszył się, że życie jego przyjaciela wyszło na prostą.

- Nic nie mówię. - odparła Hermiona z szerokim uśmiechem, ale nie mogła się powstrzymać przed kontunuowanie. - Znasz ją.

- Ej no! Tak nie można! - pożalił się Syriusz. - Sekretna wiedza z przyszłości. To nie fair!

- Przeżyjesz. - odparła Hermiona. Syriusz uśmiechnął się szelmowsko.

- Jeszcze to z ciebie wyciągnę. - zapowiedział.

- No cóż, do tego czasu może skupimy się na zniszczeniu duszy Voldemorta?

- To nas powinno zająć na jakiś czas. - zaśmiał się Syriusz.

- Okay. - powiedziała, układając myśli. - Po pierwsze, jest jeden horkruks o którym Dumbledore nie może się dowiedzieć.

- Dlaczego? - Syriusz był zdumiony. - Myślałem, że wszystko mu powiedziałaś.

- Nie, powiedziałam mu większość. Ale ten tutaj - tu wskazała na pierwszy wiersz w tabeli, Pierścień Marvolo Gaunta. - to coś więcej niż tylko horkruks. Kamień sam w sobie jest potężnym artefaktem, który oddziałuje na Dumbledore'a. Kiedy znalazł go po raz pierwszy, został przeklęty, Klątwa działała powoli i na koniec go zabiła.

Jeszcze zanim wyruszyła z przyszłości, Hermiona zdecydowała się nie mówić Syriuszowi o Insygniach Śmierci. Kogoś takiego jak on z pewnością by przyciągnęły, a wiedza o nich nie była mu niezbędna do wypełnienia misji.

- Jak to? Nie możesz go po prostu ostrzec, żeby uważał? - spytał Syriusz.

- Nie, bo będzie go pragnął. Nie zawsze można ufać Dumbledore'owi. To człowiek pełen sekretów, Syriuszu. Jest potężnym czarodziejem i chociaż zawsze służy dobru, większemu dobru, to w procesie wielu ludzi ucierpiało. Teraz nic więcej ci nie powiem. - oznajmiła, bo wyglądał jakby zamierzał jej przerwać. - Ale kiedy z tym skończymy - tu spojrzała na niego, próbując napotkać jego spojrzenie, by ujrzał w jej oczach prawdę. - zanim wrócę do domu, obiecuję, że powiem ci wszystko.

- No dobra. - mruknął Syriusz napotykając jej błagalny wzrok. Zobaczyła wahanie w jego szarych oczach. - Jeśli jesteś pewna.

- Świetnie. - powiedziała Hermiona. - Więc pierścień jest ukryty w chacie położonej w wiosce Little Hangleton. Nic nie wiem o zaklęciach chroniących budynek albo sam pierścień, więc chcę najpierw zebrać pozostałe horkruksy, złożyć je w chacie i spalić wszystko do gołej ziemi.

- To brzmi jak coś dla mnie. Nie ma to jak duże ognisko. Kiedy to zrobimy? - Syriusz uśmiechnął się.

Hermiona nie odpowiedziała od razu. To była najniebezpieczniejsza część ich zadania. Mogła tylko mieć nadzieję, że Syriusz kochał niebezpieczeństwo i podejmowanie ryzyka na tyle by zapomnieć o logicznym rozumowaniu i zdrowym rozsądku.

- Nie wolno nam zdradzić się z naszą misją przed Riddlem zanim nie wykorzysta informacji od Pettigrewa i nie pojawi się w Dolinie Godryka trzydziestego pierwszego października, żebyśmy mogli go tam dopaść.

- Tak. - odparł Syriusz marszcząc brwi. - To samo mówiłaś zeszłej nocy.

- Wiem, chodzi tylko o to, że nie możemy podłożyć ognia, dopóki nie zajmie się wyprawą do Doliny Godryka. Nie może istnieć nawet cień szansy, by Riddle domyślił się, że horkruksy zostały zniszczone.

- Jak zamierzasz być w dwóch miejscach na raz? Zmierzysz się z Voldemortem czy podpalisz chatę? Chętnie spróbuję się z Wężową Twarzą, ale muszę przyznać, że trochę się boję, że zawalę. I, hmm... zginę. - zakończył z zakłopotaniem.

- Cóż. - mruknęła Hermiona. - To dość przerażająca perspektywa. Ale nie, chcę żebyś poszedł ze mną. Dumbledore jest specjalistą od pojedynków. Poproszę go, żeby zajął się Riddlem, a ty i ja podłożymy ogień. Najpierw będziemy musieli odgrodzić teren, żeby pożar się nie rozprzestrzenił. Bo wiesz, musimy użyć Szatańskiej Pożogi.

- Co? O tym nie wspominałaś! Nie umiem kontrolować Szatańskiej Pożogi! Znam teorię, ale nic więcej. – Syriusz potrząsnął głową. Wyglądał na przestraszonego.

- Będziesz miał pięć miesięcy, żeby się nauczyć. Pomogę ci. Potrafię rzucić zaklęcie Szatańskiej Pożogii, ale będę potrzebowała pomocy z okiełznaniem płomieni. W okolicy mieszkają mugole, więc musimy mieć stuprocentową pewność, że mamy wszystko pod kontrolą.

- Merlinie, Hermiono, to jest szalenie niebezpieczne. - oznajmił. Spojrzała na niego, ale zamiast zwątpienia zobaczyła szelmowski uśmiech na jego twarzy i błysk w oczach. - Nie mogę się doczekać.

Odetchnęła z ulgą, bo zdrowy rozsądek Syriusza zdawał się być stłamszony tak jak się tylko dało.

- Więc pierścień zostawimy w spokoju do października. – kontynuowała. - Następny jest diadem Ravenclaw. Ukryto go w Hogwarcie, więc zdobędę go bez problemu, kiedy tylko spotkam się z Dumbledorem, jeśli się ze mną skontaktuje. Albo on to zrobi. Tak czy siak, zero problemu. Pozostałe trzy będą gorsze, ale myślę, że z pomocą twojego naturalnego uroku osobistego, damy radę.

- Naprawdę? - Syriusz uniósł brew. - Czy wszystkich pilnują piękne kobiety?

- Bardzo śmieszne. - zachichotała nerwowo Hermiona. - Pożałujesz, że to powiedziałeś.

Rozległo się pukanie do drzwi i męski głos zawołał:

- Room service.

Hermiona wstała, by otworzyć drzwi i wpuścić pracownika hotelu, starszego dżentelmena z siwiejącymi włosami i okularami w drutowych oprawkach pchającego przed sobą wózek, z którego wypakował ich kolację. Kiedy skończył, Syriusz wstał i wyciągnął do niego rękę. Zerknąwszy na przypinkę z imieniem na kamizelce pracownika powiedział uprzejmie:

- Dziękuję, Walterze. - Walter uścisnął jego rękę, a kiedy ją puścił, spojrzał na banknot, który w tajemniczy sposób pojawił się w jego dłoni.

- Nie, proszę pana. - powiedział, skinąwszy głową. - To ja panu dziękuję.

Opuścił pokój z uśmiechem na ustach i słowami „Miłego wieczoru" skierowanymi do nich obojga.

- Ha! - zakrzyknął triumfalnie Syriusz. - zawsze chciałem to zrobić, a z syklami tak się nie da.

- Ile mu dałeś? - Spytała Hermiona, z rozbawieniem kręcąc głową.

- Licho wie. - odparł, wzruszając ramionami. - Ale ekstra przy tym wyglądałem.

- Mężczyźni. – mruknęła Hermiona z uśmiechem. Otworzyła butelkę wina z szafki przy lodówce i nalewając sobie kieliszek spytała. - Chcesz też?

- Za żadne skarby. - odparł Syriusz, ostentacyjnie się od niej odwracając, kiedy wróciła z kieliszkiem. - Już mi się przypomina.

Zaśmiała się.

- No dobrze, gdzie byliśmy? – spytała, kiedy zaczęli jeść.

- Wspominałaś, że horkruksów strzegą piękne dziewczyny i to na moich barkach spocznie nieprzyjemny obowiązek uwiedzenia każdej z nich, żeby je okraść. To będzie niezwykle trudne, ale na pewno jakoś dam sobie radę. Wszystko dla sprawy.

- Jakże wspaniałomyślnie. - prychnęła Hermiona. - Ale na twoim miejscu bym to przemyślała, bo jedną z nich jest twoja matka, a dwoma pozostałymi twoje kuzynki.

- Moja matka? - Syriusz głośno przełknął ślinę. - Nie rozmawiam z nią. Jak możesz nie wiedzieć o mojej rodzinie? Ona mnie cholernie nienawidzi. I wiesz co? Ze wzajemnością.

- No dobra, wrócimy do tego. Czara Hufflepuff jest w skarbcu Lestrange'ów.

Syriusz zamarł z kawałkiem steka w połowie drogi do ust.

- Chcesz się włamać do Gringotta? - spytał z niedowierzaniem. - Tej pierwszej nocy miałem rację... jesteś nienormalna.

- Już to robiłam. - odparła. - Tak zdobyliśmy czarę za pierwszym razem. Trochę eliksiru wielosokowego, pomocny goblin... zrobiło się nieprzyjemnie, ale uciekliśmy na smoku. - wspominała prawie z sentymentem. Syriusz prawie się udławił.

- Smok? Ten wielki ze skarbców na niższych poziomach? To złośliwe bydle! Jak byłem dzieciakiem straciłem przez niego połowę włosów. Miałem może z osiem lat i Ojciec zabrał mnie ze sobą w ramach nauki bycia mężczyzną. Często to robił, masakra. Nauka jak być takim jak on... nudy. Nudziło mi się i oddaliłem się, kiedy on oglądał coś w skarbcu. Nagle bum! Opalona głowa. Na szczęście odrosły. - dodał nie wiadomo po co, potrząsają długimi, ciemnymi włosami.

- E... tak, pomijając utratę włosów. - Hermiona odchrząknęła. - Teraz będzie prościej, bo Śmierciożercy jeszcze nie kontrolują goblinów. Ostatnim razem udawałam Bellatrix i zrobię to jeszcze raz, jeśli trzeba. Chociaż może to nie będzie konieczne.

- Dlaczego?

- Cóż, to zależy... Jak widzisz - tu wskazała na listę przed nim. - medalion jest na Grimmauld Place.

- Eee... dlaczego? - Syriusz zbladł. - O, Merlinie. Nie miałem pojęcia, że Regulus jest tak wysoko w hierarchii. Voldemort dał im część swojej duszy do pilnowania?

- Um, nie. Syriuszu, on go zabrał. Tak zginął. Stworek...

- Reg nie żyje? - twarz Syriusza z bladej stała się szara, w jego głosie brzmiało niedowierzanie i ból.

- Jezu. - mruknęła Hermiona. Syriusz nie wiedział, o śmierci Regulusa. Ale przecież on zginął dwa lata wcześniej. Czy ich rodzice wiedzieli? Ale... o Boże, skąd mogła wiedzieć? Złapała Syriusza za leżącą na stole rękę. - Syriuszu - powiedziała cicho. - Tak mi przykro. Myślałam, że wiesz.

- Kiedy? - głos mu się załamał.

Nie tak chciała to zrobić. Czemu nie wiedział? Przecież jego rodzice musieli zauważyć, że Regulus zniknął dwa lata wcześniej. Może wiedzieli, tylko nie powiedzieli Syriuszowi? Ale Snape... albo Pettigrew, któryś z nich musiał powiedzieć Dumbledore'owi. Cóż, nie Pettigrew, ale musiał wiedzieć. Wkurzało ją to, że nie tylko był zdrajcą, ale też nie mógł zrobić Syriuszowi tej grzeczności i powiedzieć mu, że jego brat zniknął. Ale wiedza, który Śmierciożerca zaginął na bank, by go zdemaskowała.

Ale Snape... czemu nie powiedział Dumbledore'owi? Szpiegował dla Zakonu od momentu, kiedy wypowiedziano przepowiednię, a to miało miejsce rok wcześniej. Musiał zauważyć, że Regulus przestał się pojawiać na spotkaniach Śmierciożerców. Ale z drugiej strony, Snape nigdy nie poszedłby na rękę Syriuszowi, a jeśli podejrzewał, że Regulus zniknął, bo nie chciał już brać w tym wszystkim udziału... cóż, to by uszczęśliwiło Syriusza, a tego Snape z pewnością chciał uniknąć.

- Kiedy? - spytał Syriusz tym samym głosem złamanego człowieka.

- Nikt do końca nie wie. - odparła cicho Hermiona, wpatrując się w ich złączone dłonie. Czuła się bardzo niezręcznie, bo przecież znali się dopiero cztery dni. Modliła się, by nie będzie miał jej tego za złe. - Jakoś w 79, ale Syriuszu... on już nie chciał być Śmierciożercą. Zginął robiąc to samo co my. Dowiedział się o horkruksach, a właściwie o jednym z nich. Zabrał go, ale zapłacił za to życiem. Horkruks jest ukryty na Grimmauld Place. Dalej tam był, kiedy dom służył za kwaterę główną Zakonu podczas drugiej wojny.

- Regulus... Regulus próbował zatrzymać Voldemorta? - jego głos był cichszy od szeptu, znak, że Syriusz próbował przyswoić informację.

- Tak. Zdał sobie sprawę, że to co robił było złe. Że wasza rodzina się myliła.

- Ale czemu nie przyszedł z tym do mnie? Pomógłbym mu. On... dlaczego? Cholera, Reg, ty kretynie... Powinienem się zorientować... Tak długo nie miałem z nim kontaktu... myślał, że go nienawidzę... - Syriusz wyrwał rękę z uchwytu Hermiony i ukrył twarz w dłoniach. Drżąc wziął głęboki wdech, ale się nie odezwał. Trwał w nienaturalnym bezruchu, oddychając głęboko i próbując się opanować. Hermiona nie była pewna czy powstrzymywał łzy czy też może gniew. „Pewnie oba", pomyślała. Siedziała więc w ciszy, obserwując go i czekając aż, któraś z emocji, albo obie na raz, pokonają jego samokontrolę. Sama siebie nienawidziła, za zarzucenie go tym wszystkim. Za to, że nie wzięła pod uwagę, że może ucierpieć.

Starszy Syriusz mówił o śmieci Regulusa z niechęcią, nazywając go głupcem za przyłączenie się do Śmierciożerców. Myślała, że ucieszy go to co miała do powiedzenia. Regulus bardziej przypominał swojego starszego brata niż Syriusz mógł przypuszczać. Zginął walcząc po stronie dobra. Niestety efekt był inny. Chciała mu o wszystkim opowiedzieć, żeby dowiedział się o poświęceniu Regulusa i o tym, że tak jak ona, Harry i Ron, walczył o zerwanie nici łączących Riddle'a z życiem. Syriusz powinien być dumny ze swojego młodszego brata, powinien czuć ulgę, bo Regulus poszedł w jego ślady, a nie trzymał się rodzinnych przekonań. Ale ból po jego stracie zaćmił wszystko inne.

- Wiesz jak to się stało? - cichy, trzęsący się głos Syriusza przebił się do jej myśli.

- Tak. - potwierdziła. Nie patrzył na nią, wzrok miał skierowany na niedokończony posiłek. - Chcesz się dowiedzieć?

- Ja... Właściwie to nie... ale tak. Sądzę, że powinienem.

- Powinieneś. - zgodziła się Hermiona. - Był bardzo odważny. Bardzo gryfoński, jak jego brat.

- Nigdy bym w to nie uwierzył. - koniuszek ust Syriusza uniósł się do góry.

Hermiona głęboko zaczerpnęła powietrza. Doszła do wniosku, że najlepiej byłoby załatwić to najszybciej jak się dało, więc zaczęła:

- Harry i Dumbledore znaleźli medalion jak byliśmy na szóstym roku. Harry wiedział, że może się zrobić niebezpiecznie, ale chyba nawet Dumbledore nie był przygotowany na to co znaleźli na miejscu. Musieli przepłynąć przez podziemne jezioro, żeby dostać się na wyspę pośrodku. Już to stanowiło pierwszą linię obrony. Jedyny sposób na pokonanie jeziora to użycie łodzi, która mogła przenieść tylko jednego dorosłego czarodzieja, ale potrzebne są dwie osoby, by zdobyć medalion. Jest ukryty na wyspie, na dnie misy wypełnionej eliksirem. To właśnie druga linia. Próbowali wszystkiego, by dostać się do medalionu, ale eliksiru nie dało się ominąć, usunąć ani w nic transmutować. Dumbledore uznał, że jedynym sposobem jest wypicie eliksiru i zrobił to, ale Harry musiał wlewać mu go do gardła.

- Jak Dumbledore mógł zrobić coś takiego Harry'emu? - Syriusz wytrzeszczył oczy. - To tylko chłopiec!

- Wolałbyś, żeby to Harry wypił eliksir? - spytała. Te słowa sprawiły, że trochę się uspokoił. - Eliksir omal nie doprowadził Dumbledore'a do szaleństwa, ale dzięki Harry'emu wypił go do końca. Dumbledore umierał z pragnienia, ale nie dało się wyczarować wody, więc Harry poszedł nabrać trochę z jeziora. Wtedy objawiła się ostatnia linia obrony Voldemorta. Jezioro było pełne inferiusów, które wypełzły z odmętów. Dumbledore zdołał odgonić je wszystkie z pomocą ognia i obaj z Harrym uciekli, ale okazało się, że wszystko na nic, bo medalion, który zdobyli był fałszywy. W środku był liścik podpisany R.A.B.

- Regulus Arcturus Black. - wymamrotał pod nosem Syriusz.

- Tak, chociaż wtedy nie mieliśmy pojęcia o kogo mogło chodzić. Potem, kiedy Ministerstwo upadło, a Harry stał się poszukiwanym numer jeden na liście Śmierciożerców, ukrywaliśmy się na Grimmauld Place. Harry zorientował się, że R.A.B to mógł być Regulus. A potem skojarzyłam, że dwa lata wcześniej znaleźliśmy podobny medalion w sekretarzyku w salonie, ale wyrzuciliśmy go razem ze wszystkim co powiązane z czarnoksięstwem. Stworek był wściekły, próbował zachować pozostałości skarbu Blacków, więc wezwaliśmy go i spytaliśmy czy przypadkiem nie ukradł nam medalionu. Nazywał go „Medalionem Panicza Regulusa" i nie chciał o nim mówić, ale Harry był jego panem, bo wiesz, wszystko zostawiłeś mu w spadku, więc Stworek musiał nam wszystko opowiedzieć. Regulus wezwał go pewnego dnia, dumny, że może pomóc sprawie. Riddle potrzebował skrzata domowego i Regulus zgłosił swojego, więc Stworek wypełnił swój obowiązek i poszedł. Był potrzebny do sprawdzenia wszystkich linii obrony nałożonych na jaskinię, w której Voldemort chciał ukryć część swojej duszy. Zmusił Stworka do wypicia eliksiru, a potem zostawił go z inferiusami. Ale Regulus rozkazał Stworkowi po wszystkim wrócić do domu, więc dzięki skrzaciej magii, to cudowna rzecz, swoją drogą, Stworek dał radę aportować się na Grimmauld Place. Regulus był przerażony, kiedy usłyszał co się stało. Bał się, bał się potęgi Riddle'a, więc przekonał Stworka by zabrał go do jaskini. Sam wypił eliksir i znów rozkazał Stworkowi po wszystkim wrócić do domu, ale też podmienić medalion na fałszywkę, którą ze sobą przyniósł. Stworek musiał oczywiście wykonać rozkaz, ale zamierzał zabrać ze sobą Regulusa. - przerwała próbując ocenić reakcję Syriusza, ale jego twarz była jak wykuta w kamieniu. Łagodnie ciągnęła dalej. - Ale pragnienie ściągnęło Regulusa na brzeg jeziora, a Stworek nie wiedział, jak walczyć z inferiusami. Patrzył bezsilnie jak wciągają Regulusa pod wodę.

Syriusz wydał z siebie dziwny dźwięk, coś co prawie przypominało czkawkę, ale nie odezwał się.

- Stworek wrócił do domu i próbował zniszczyć medalion, ale nie mógł. Nie wiem czy teraz próbuje dalej, ale medalion jest gdzieś na Grimmauld Place albo u Stworka, albo w tej gablocie. Kiedy Stworek nam to opowiedział, powiedzieliśmy mu, że walczymy o to samo co Regulus. Po tym był nie do poznania. Nawet walczył ze Śmierciożercami podczas ostatecznej bitwy. Po prostu chciał, żeby komuś na nim zależało, jak Regulusowi.

- Nie moglibyśmy się cofnąć i go uratować? - spytał nagle Syriusz, przerywając zimną, ciężką ciszę zalegająca w pokoju. - Nie moglibyśmy użyć Zmieniacza Czasu? Wtedy to my zabralibyśmy medalion z jaskini. A Regulus dołączyłby do Zakonu.

Hermiona była zaskoczona. Jak mogła nie przewidzieć, że tak zareaguje? Wiedziała, że nie mogli tego zrobić. Nie miała pojęcia, kiedy dokładnie w 79 Regulus zaproponuje Stworka. A gdyby nawet jakimś cudem udało jej się skontaktować z Regulusem w akurat w momencie pomiędzy powrotem Stworka, a jego wyprawą do jaskini to czy Regulus przyjąłby jej pomoc?

- Nie. Syriuszu, nikt nie wie, kiedy dokładnie to miało miejsce. Zanim wyruszyłam, próbowałam wypytać Stworka, ale on nie pamięta daty. Powiedział mi tylko, że noc była chłodna. Przepraszam. Gdybym sądziła, że da się to naprawić, spróbowałabym. Słowo. - skłamała.

Syriusz zerwał się z miejsca, wyciągnął papierosy z kieszeni kurtki i ruszył w stronę drzwi balkonowych.

- Wychodzisz? - spytała z wahaniem Hermiona. Nie odpowiedział, a ona trwała w bezruchu. Naprawdę nie miała pojęcia jak z nim o tym rozmawiać. Może po prostu potrzebował czasu, żeby się pogodzić ze śmiercią brata. Więc pozwoliła mu iść.

Syriusz nie deportował się. Stał na wąskim balkonie, palił i patrzył na światła miasta. Słońce wreszcie zaszło i Londyn budził się do życia. Hermiona obserwowała go przez szybę. Nie chciała przeszkadzać. Po drugim papierosie wrócił do środka, opadł na krzesło i spojrzał na nią.

- Okej, więc medalion jest u mojej matki. Jak go zdobędziemy?

W Hermionę jakby piorun trzasnął. „Naprawdę?" Chciał tak po prostu kontynuować, jakby nic się nie wydarzyło?

- Syriuszu... jeśli nie chcesz teraz tego omawiać, zrozumiem. Możemy skończyć, kiedy indziej.

- Nie, chcę. Czuję się tak cholernie niepotrzebny. Ta twoja misja da mi jakiś cel. Praca jest do bani, Zakon przegrywa, ludzie umierają. Zrobię wszystko, żeby jakoś ogarnąć ten burdel. Mam dość bezużyteczności - warknął. Wyglądał przerażająco. Na jego twarzy Hermiona dostrzegła cień tego zahartowanego życiem mężczyzny, którego znała.

- Jeśli jesteś pewny.

- Jestem.

- Ok. - wskazała na swoją tabelkę. - Przy odrobinie sprytu można łatwo zdobyć zarówno medalion jak i dziennik. Wiem, że nienawidzisz swojej matki, ale najlepszym sposobem na zgarnięcie obu artefaktów jest udawanie, że zorientowałeś się co zrobiłeś źle.

Syriusz wydał z siebie dziwny dźwięk pochodzący z tyłu jego gardła, ale nie przerwał.

- Jeśli dasz radę ją przekonać, że chcesz wrócić na łono rodziny, będziesz mógł zabrać medalion. Przy odrobinie szczęścia pójdziesz na jakieś spotkanie towarzyskie do Malfoyów i tam poszukasz dziennika. Wiesz jaki jest Lucjusz, jeśli pomyśli, że to ci zaimponuje może nawet sam wspomnieć, że ma coś ważnego dla Voldemorta, czy coś. Pogodzenie się z rodziną da ci też dostęp do skarbca Blacków u Gringotta, a to tylko kawałek od skarbca Lestrange'ów. Będziesz też mógł rzucić Imperiusa na goblina, który cię tam zabierze i kazać mu otworzyć inny skarbiec.

- Och... to wszystko? - wymamrotał pod nosem Syriusz.

- Wiem, że proszę o bardzo dużo, ale czy masz lepszy pomysł?

- Nie. - bezradnie wzruszył ramionami. - Ale nie wydaje mi się, żebym dał radę przekonać matkę, że mi przykro, bo wcale, ale to wcale, nie jest mi przykro.