Od tłumacza: Strasznie przepraszam za tę dwutygodniową przerwę. Niestety nie mogłam w żaden sposób jej zapobiec bo podczas wakacji na wsi zawiódł mnie internet i nie miałam dostępu do serwisu. Dlatego wstawiam dziś nie jeden, ale trzy rozdziały. Oto trzeci z nich. Miłego czytania.
16 czerwca
- Proszę. - zawołał Dumbledore, kiedy Hermiona zapukała do ciężkich, drewnianych drzwi w piwnicy Świńskiego Łba.
Nacisnęła klamkę, a po drugiej stronie przywitał ją widok dyrektora i Alastora Moody'ego siedzących przy długim stole ze starego wiązu. Pomiędzy nimi stała płytka kamienna misa, na której brzegach wyryte były runy. Zamknęła za sobą drzwi i dosiadła się do nich.
- Profesorze. Panie Moody. Dziękuję za zaproszenie.
- Więc należą do ciebie? - warknął Moody.
- Tak, mam na dzieję, że dostarczyły wielu informacji.
- Można tak powiedzieć. - mruknął stary auror.
- Hermiono, Alastor jest Szefem Biura Aurorów w Ministerstwie. Ufam mu jak nikomu innemu i jego pomoc bardzo przyda się w twojej misji.
- Wiem. - Hermiona uśmiechnęła się. - Już się spotkaliśmy, panie Moody. Niezmiernie nam pan pomógł w trakcie drugiej wojny. Nigdy nie zapomnę tego czego nas pan nauczył. „Stała czujność!" - tu walnęła dłonią w stół. Moody podskoczył odrobinę i znów coś mruknął.
- Więc do pracy! - oświadczył Dumbledore. Oczy mu lśniły, a broda drgała. - Panno Granger, wydaje mi się, że już ma pani plan. Najskuteczniejszy sposób na wykorzystanie tych informacji?
- Tak, profesorze. Syriusz zgodził się mi pomóc. Trzy horkruksy znajdują się w posiadaniu jego rodziny.
- Black? - spytał ostro Moody. - Merlinie, pomóż.
Hermiona zignorowała to. Syriusz nie wspominał o żadnych potencjalnych problemach, więc zakładała, że to tylko pełna sympatii frustracja, jaką wywoływał u wszystkich autorytetów.
- Medalion Slytherina znajduje się na Grimmauld Place, w domu rodzinnym Blacków. Czara Hufflepuff w skarbcu Lestrange'ów, gdzie złożyła go Bellatrix Lestrange, kuzynka Syriusza. Pamiętnik ma szwagier Bellatrix, Lucjusz w Dworze Malfoya.
- Może zdobędzie medalion... jeśli będzie dość szybki i użyje mojej Peleryny Niewidki. - odezwał się Moody. - Ale jak Black dostanie się do skarbca w Gringotcie? Nawet jeśli chodzi o skarbiec jego kuzynki? A dom Malfoyów? To właściwie kwatera Śmierciożerców. Głównie siedzą albo tam albo w Forte de Sang, posiadłości Lestrange'ów.
- Cóż, pomyślałam sobie...
- Pewnie spojrzałaś na Blacka i pomyślałaś, że jego urok osobisty załatwi mu wejście wszędzie? Zamacha tymi długimi rzęsami i dostanie wszystko o co poprosi? Głupia dziewczyno, goblinom to nie wystarczy, a reszta jego rodziny... nie to żeby dla nich to miało jakiekolwiek znaczenie, efekty chowu wsobnego...
- Wystarczy, Alastorze. - uciął Dumbledore. - Chciałbym usłyszeć co proponuje panna Granger.
- Tak... oczywiście, profesorze. Syriusz nawiąże kontakt ze swoją matkę, przekonując ją, że się zmienił.
- Nie wydaje mi się, żeby jego matkę poruszyło to, że się zmienił. - prychnął Moody. - Nienawidziła chłopaka. Nie to, że się dziwię.
- Tak, Alastorze, wiemy co sądzisz na temat pana Blacka i chociaż on z pewnością na to zasługuje, mam już dość wysłuchiwania jak na niego utyskujesz. - uciął spokojnie Dumbledore. - Ale masz rację. Walburga jest kobietą, której nie wolno nie docenić. Mam jednak pomysł, gdzie znaleźć jej słaby punkt. Wymyśliłem strategię, która pomoże ją przekonać. - rzucił Moody'emu ostrze spojrzenie. - Pamiętając o tym, że Alastorowi kończy się już cierpliwość do młodego pana Blacka, może powinniśmy teraz zająć się problemem samego Voldemorta. - spojrzał na Hermionę i prawie niezauważalnie puścił do niej oko. - Jak się pani wydaje, panno Granger?
- Tak, profesorze. - odparła Hermiona walcząc z wypływającym na usta uśmiechem. - Obawiam się, że mój pomysł jest dość prostacki. - powiedziała, patrząc na Moody'ego. Wiedziała, że ta część planu przedstawiała się najmniej spektakularnie i chociaż wierzyła swojemu osądowi, nie była do końca pewna, że Moody'emu to wystarczy. Niepotrzebnie się jednak bała.
- Prostota to dobry znak, dziewczyno. Mniej rzeczy może pójść nie tak. - powiedział zachęcająco.
- Racja. - powiedziała, czując przypływ odwagi. Jego negatywne nastawienie zdawało się dotyczyć tylko Syriusza a nie pomysłów Hermiony jako takich. Zastanawiała się co Syriusz mu zrobił. - Wiemy, że trzydziestego pierwszego października we wczesnych godzinach wieczornych Voldemort będzie szedł ulicą prowadzącą do domu Potterów w Dolinie Godryka. Będzie sam.
- Skąd to wiesz? - spytał Moody.
- Harry zajrzał do jego umysłu. - wyjaśniła. - Widział wspomnienie Voldemorta z tej nocy. Będzie sam.
Moody podrapał się w brodę.
- Chłopiec Potterów oglądał śmierć swoich rodziców oczami ich zabójcy? - Hermiona przytaknęła. - Biedny dzieciak. To dość, żeby doprowadzić człowieka do obłędu.
- Tak - potwierdziła Hermiona. - Był bardzo dzielny.
- Więc Voldemort będzie sam. - podsumował Dumbledore. - Zakładam, że planuje pani zasadzkę, panno Granger?
- Tak, profesorze. Chętnie wysłucham pana opinii na ten temat, ale wydawało mi się, że najlepiej będzie, jeśli zaczai się pan na niego i zaatakuje, gdy będzie pana mijał.
Moody roześmiał się.
- Oczywiście, że proste. - mruknął.
- Ja mam to zrobić? – zdziwił się Dumbledore.
- Tak, ja będę zajęta gdzie indziej.
- Dlaczego? Co może być ważniejsze od tego? - spytał podejrzliwie Moody.
- Boję się, że Voldemort odkryje co robimy. Dlatego chcę zniszczyć wszystkie horkruksy na raz, dokładnie wtedy, kiedy on już będzie w Dolinie Godryka. Mam kopie wszystkich przedmiotów, które podłożę na ich miejsce. Wiem, że pomiędzy 79, a 81 nie sprawdzał co się działo z medalionem, bo kiedy pan i Harry po niego poszliście już był podmieniony. Zgaduję, że pozostałych też nie sprawdzał, ale przynajmniej nie zauważy ich braku. Poproszeni o potwierdzenie, że horkruksom nic się nie stało Malfoy i Bellatrix nigdy nie zauważą różnicy. Gdyby Malfoy pokazał mu fałszywy dziennik, Riddle o wszystkim by się dowiedział, ale przy odrobinie szczęścia zabiłby Malfoya za niekompetencję, więc próba nie poszłaby całkiem na marne. - wytłumaczyła Hermiona. - To samo dotyczy Bellatrix. - dodała z ponurym uśmiechem.
Moody zaśmiał się z zadowoleniem.
- Lubię twój sposób myślenia, dziewczyno. - powiedział. - Więc jeśli Voldemort osobiście nie sprawdzi horkruksów, ani Bellatrix ani Malfoy nie zorientują się, że je stracili. Świetnie. - przez jakiś czas się nie odzywał i tylko patrzył w stronę Hermiony, ale jej nie widział. Jego ręka wybijała rytm na kolanie. Znów skupił wzrok. - Kto podmienił medalion? - spytał ostro, zaskakując ją.
- Cóż... Brat Syriusza, Regulus. Dlatego medalion jest na Grimmauld Place.
- Ale on jest przecież Śmierciożercą! - zawołał Moody.
- Był, ale kiedy dowiedział się, że Voldemort próbuje osiągnąć nieśmiertelność, zmienił zdanie i nie chciał już dłużej brać w tym udziału. Zdobył medalion i ukrył go. Zginął za swoje nieposłuszeństwo, ale Voldemort nie wiedział co dokładnie Regulus zrobił. - Hermiona naprawdę nie chciała wchodzić w całą tę historię ze Stworkiem i inferiusami.
- Czy Syriusz wie, że jego brat nie żyje? - spytał niepewnie Dumbledore.
- Tak, proszę pana. Był zrozpaczony, że nie mógł mu pomóc.
- Strata rodzeństwa to ogromny cios. - odezwał się dyrektor. Spojrzenie Hermiony skierowało się na niego. Pomyślała o Ariannie. – Kiedy zginął młody Regulus?
- W 1979. - powiedziała cicho Hermiona. - Nie jestem do końca pewna, kiedy dokładnie. Nikt nie jest.
- Jak zamierzasz zniszczyć przedmioty? - Dumbledore wyglądał bardzo ponuro.
Hermiona głęboko zaczerpnęła powietrza i zmusiła się do zapomnienie o mieszaninie obrazów w swojej głowie. Niektóre były prawdziwe, jak załamany Syriusz pochylony nad stołem, inne stworzyła jej wyobraźnia, straszliwe chodzące trupy osaczające ciemnowłosego chłopca i skrzata w mrocznej jaskini...
- Szatańska Pożoga, profesorze. - powiedziała słabym głosem.
- Potrafisz ją bezpiecznie przywołać? - wydawał się zaniepokojony jej wahaniem.
- Tak myślę. - powiedziała, znów skoncentrowana. - Ćwiczyłam zarówno rzucanie Szatańskiej Pożogi jak i zaklęć ją kontrolujących przez ostatnie trzy lata. Wolałabym jednak żeby sprawdził pan moje umiejętności. Ostrożności nigdy za wiele.
- Oczywiście. - przytaknął Dumbledore. - Jestem pewien, że znajdę na to czas, kiedy tylko semestr się skończy. - Hermiona uśmiechnęła się. - Nie wspomniałaś, gdzie ukrył Diadem Roweny Ravenclaw.
- A tak, racja. - powiedziała Hermiona. - Prawie zapomniałam. Diadem jest w Hogwarcie.
Zdumieni Moody i Dumbledore spojrzeli po sobie.
- Jesteś pewna? - warknął Moody.
- Całkowicie. - odparła Hermiona. - Ukrył go tej nocy, kiedy przybył na spotkanie w sprawie pozycji nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią.
- Naprawdę? - Dumbledore był zaintrygowany. - Gdzie dokładnie?
- W Pokoju Życzeń, profesorze. To miejsce o niesamowitej magii, pokój, który dostarcza użytkownikowi wszystkiego czego ten potrzebuje. - twarz Dumbledore'a rozjaśniła fascynacja. - Kiedy ja byłam w szkole używano go jako łazienki, miejsca do ćwiczeń dla nielegalnej grupy obronnej, schowka na miotły i pokoju rzeczy ukrytych. To właśnie tam znaleźliśmy diadem. Będzie musiał pan go zobaczyć, żeby uwierzyć. Znajduje się na siódmym piętrze, naprzeciwko gobelinu z Barnabaszem Bzikiem.
Dumbledore zaśmiał się.
- Uwielbiam to, że Hogwart dalej mnie zaskakuje. - powiedział, kiedy dostrzegł pytające spojrzenie Moody'ego.
- Powinniśmy pójść i zabrać diadem, Albusie. - stwierdził Moody. - Nie chcę, żeby leżał na widoku, gdzie każdy może go znaleźć.
- Alastorze może tam leżeć bezpiecznie przez najbliższe osiemnaście lat, jedna godzina nie zrobi różnicy. Chcę porozmawiać z Hermioną o jej drugiej tożsamości.
- Mojej drugiej tożsamości, profesorze? – zdziwiła się Hermiona. - Nie potrzebuję jej, zamierzam pozostać w ukryciu. Nie powinno mnie tu być i chociaż rozumiem, że przybyłam tu głównie po to, żeby zmienić przeszłość, chciałabym powrócić do takiej, którą rozpoznam. - przerwała na moment. - Chciałabym pana o coś spytać, profesorze. Na pierwszym roku nie miałam żadnych przyjaciół, dopóki Harry i Ron nie uratowali mnie przed trollem, którego wpuścił do szkoły kontrolowany przez Riddle'a nauczyciel. Ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nie będzie Riddle'a, a więc nie będzie też żadnego trolla i... żadnych przyjaciół. - dokończyła cicho.
Dumbledore spojrzał na nią dziwnie.
- Myślałem, że zdawałaś sobie sprawę z ryzyka, Hermiono.
- Nie o to mi chodzi, proszę pana. Jeśli nie będę się z nimi przyjaźnić, to jaki będę miała powód by wrócić i ich uratować? - jej mózg pracował na najwyższych obrotach, kiedy próbowała wytłumaczyć swój skomplikowany proces myślowy. - Mam przy sobie wszystkie notatki. Myślałam, że może dam je panu zanim odejdę, a pan potem da je młodszej mnie pod koniec jej siódmego roku, żeby też cofnęła się w czasie. Rozumie pan? Ale czemu miałabym zaryzykować wszystko: złamanie prawa, śmierć, wojnę, której nie było; dla ludzi, których nie kocham?
- Nie wiem co mogę z tym zrobić, Hermiono. - powiedział Dumbledore ostrożnie dobierając słowa.
- Wpuścić trolla. - podpowiedział Moody. Hermiona uśmiechnęła się.
- Jestem pewna, że przez następne dziesięć lat wymyśli pan jak sprawić żebyśmy się zaprzyjaźnili.
- Będę o tym myślał. - obiecał Dumbledore przytakując. - A jeśli chodzi o pozostanie w ukryciu... Powodem, dla którego powinnaś stworzyć sobie alter ego jest Walburga Black. Jak powiedział Alastor, upiorna z niej kobieta. - Hermiona uśmiechnęła się nieznacznie, wspominając portret w holu na Grimmauld Place. - Bardzo nerwowa. Interesuje ją tylko przetrwanie rodu i jego czystość. Słyszałem od Augusty Longbottom, że Walburga desperacko pragnie, by jej synowie przedłużyli linię. Nie jestem pewien czemu nie wspomniała o śmierci Regulusa, ale zgaduję, że boi się straty pozycji na jaką narażona jest rodzina bez dziedzica.
Hermiona zmarszczyła brwi. Podejrzewała do czego Dumbledore zmierzał, ale nie zamierzała mu w tym pomóc.
- Rozmawiałem z moją dobrą przyjaciółką, Frederiką Fehr. Znamy się i przyjaźnimy od wielu lat. Ona też zajmuje się edukacją, chociaż bardziej od prawnej strony, program nauczania i takie sprawy. Kiedy otrzymałem posadę dyrektora Hogwartu często korespondowaliśmy na temat metod nauczania czy technik zapamiętywania, które uznawaliśmy za szczególnie dobre. Przez trzydzieści lat była w, powiedzmy magicznym, związku z innym brytyjskim czarodziejem Hektorem Dagworth-Granger.
Hermiona była oszołomiona. Pamiętała, że Slughorn wspomniał o kimś o takim nazwisku jak była na szóstym roku. Kto to był?
- Czy to nie on założył Nadzwyczajne Towarzystwo Eliksirowarów? - spytała, bo nagle przypomniała jej się ta pozornie zapomniana informacja. Dumbledore uśmiechnął się bardzo szeroko.
- Rzeczywiście, Hermiono. I co bardzo wygodne dzieli z tobą nazwisko. Niestety Hektor odszedł dwa miesiące temu, był dwadzieścia lat starszy od Frederiki.
- Och. - Hermiona nie wiedziała jak na to zareagować.
- Od jego śmierci często rozmawiam z Frederiką. – kontynuował Dumbledore. - Źle się czuła, że nie może nic zrobić przeciwko rosnącej władzy Voldemorta. Właściwie to ona zaproponowała tę strategię.
Hermiona nie nadążała.
- Obawiam się, że nie rozumiem, profesorze. - przyznała.
- Lady Frederika Fehr mieszka w Zurychu. Ma trzech braci, którzy zajmują ważne stanowiska w szwajcarskim ministerstwie. To rodzina nie tylko bardzo potężna i bogata, ale też niezwykle ceniąca sobie prywatność. Chociaż plotki dotyczące znajomości pana Dagworth-Granger i Frederiki krążyły szeroko, to oni sami nigdy publicznie nie okazywali sobie uczuć. To niezwykle przebiegła kobieta. Kiedy powiedziałem jej, że musimy przeniknąć do kręgu Blacków i wspomniałem o tym jak Walburga marzy o dziedzicu, wpadła na wspaniały pomysł. Zasugerowała, byś podała się za córkę jej i Hektora, która wychowywała się w Szwajcarii, a uczyła w Ameryce, z daleka od wścibskich oczu czarodziejskiego społeczeństwa.
- Ale profesorze...
- Trzymano cię z sekrecie dla twojego bezpieczeństwa. Jednego z jej bratanków zabito w 1957 roku. W przypadku tak ważnych i wpływowych czarodziejskich rodzin zawsze istnieje niebezpieczeństwo, zawsze znajdą się czarodzieje, którzy tak bardzo pożądają mocy, że zrobią wszystko, by ja zdobyć. Porwanie, szantaż, to tylko początek listy.
- Profesorze, to bardzo miło z jej strony, że chce tak wesprzeć naszą sprawę, ale nie... – och, zaskoczyło. Młoda dziedziczka czystej krwi. Dokładnie z kimś takim Walburga Black najchętniej widziałaby swojego syna.
- Myślę, że już rozumiesz? Alastor i ja rozpowiemy, że młody Syriusz pokazuje się ostatnio w towarzystwie córki Lady Fehr, która przebywa w Wielkiej Brytanii z powodu śmierci ojca. Hektor nie miał innych bliskich krewnych, więc nikt nam nie zaprzeczy. Taka wiadomość szybko dotrze do uszu Walburgi, więc natychmiast po tym jak Syriusz podejmie próbę przeproszenia jej, albo w niedługo potem, jego matka zda sobie sprawę, że oto znów ma szansę, którą uznawała za zaprzepaszczoną wraz ze śmiercią Regulusa.
Hermiona przełknęła ślinę. Miała nadzieję trzymać się z daleka od rodziny Blacków, ale jeśli Dumbledore miał rację, jeśli to miało pomóc Syriuszowi, to mogła udawać. To tylko do czasu aż zdobędą horkruksy, czyli co najwyżej cztery miesiące.
Im więcej o tym myślała, tym bardziej podobał jej się ten pomysł. Dla Syriusza spotykanie się z dziewczyną i rzucenie jej po czterech miesiącach nie było niczym dziwnym. A ona potem po prostu zniknie i wszyscy stwierdzą, że wróciła do Szwajcarii. A z pomocą Lady Fehr, ich historyjka będzie nie do obalenia.
- Dobrze. - zgodziła się.
- Mam dla ciebie książki o szwajcarskich zwyczajach i czarodziejskich rodzinach w Europie. Chciałem ci je wysłałaś, ale może wolałabyś odebrać je osobiście? Czeka na nas część duszy Voldemorta. - powiedział Dumbledore z uśmiechem.
„Potrzebny mi pokój, gdzie wszystko jest ukryte. Potrzebny mi pokój, gdzie wszystko jest ukryte. Potrzebny mi pokój, gdzie wszystko jest ukryte."
Rozległo się ciche pyknięcie.
- Naprawdę uwielbiam ten zamek. W jednej cegle ma więcej magii niż to czarodziej może osiągnąć przez całe życie. - powiedział z uwielbieniem Dumbledore, wpatrując się w dębowe drzwi, które właśnie się przed nim pojawiły. Hermiona uśmiechnęła się do niego.
- Proszę poczekać, profesorze. - nacisnęła klamkę i otworzyła drwi na oścież, a powitał ją, na szczęście, widok, na który liczyła.
- Na mą brodę. - szepnął za jej plecami Dumbledore. Hermiona zerknęła na niego. Rozglądał się po mieście niechcianych przedmiotów, a na jego obliczu malował się podziw. Wyraz twarzy sprawiał, że wyglądał jak oczarowane dziecko.
- Za mną, profesorze. - powiedziała, wiodąc go ścieżką pomiędzy górami połamanych mebli.
Wiedziała, że szukała szafki o obdrapanych drzwiczkach, diadem znajdował się na tyle blisko, że to właśnie po niego Harry sięgnął, by zaznaczyć miejsce ukrycia swojej książki do eliksirów. Sądziła, że szafka znajdowała się dość blisko wejścia, bo Harry'emu się śpieszyło. W miarę jak zagłębiali się coraz bardziej w plac zabaw łamacza zasad robiło się coraz ciemniej. Wreszcie po dziesięciu minutach Hermiona odwróciła się na pięcie.
- Powinniśmy wrócić do drzwi i zacząć od nowa. To nie tutaj.
- Prowadź. - powiedział wesoło Dumbledore, opierając z miecz, któremu się przyglądał, z powrotem o wieżę śmieci. - To niezwykłe, Hermiono. Mógłbym spędzić tu całe życie i nigdy się nie znudzić. Spójrz na to! - wskazał na zwinięty dywan. - To Axminster, można na nim dolecieć aż na Grenlandię.
- Jeśli znalazł się tutaj, to raczej nie. Z jakiegoś powodu go tu ukryto.
Dumbledore roześmiał się.
- Czyli zalecasz ostrożność?
- Zawsze, proszę pana, a nie tylko przy kontaktach z niebezpiecznymi, nielegalnymi latającymi dywanami. - Wyszczerzyła do niego zęby, a potem wyciągnęła różdżkę i wymalowała świecącą czerwoną linię na kamiennej posadzce.
Godzinę później Hermiona zaczynała się martwić. Jej czerwone linie pokazywały, które drogi już sprawdzili, ale obdrapanej szafki nigdzie nie było. „Ty idiotko", pomyślała nagle. Harry ukrył książkę osiemnaście lat później, teraz mogło jeszcze nie być żadnej szafki. Westchnęła i machnęła różdżką, a wszystkie linie zniknęły.
- Zaczynamy od nowa? - Dumbledore spojrzał na nią pytająco.
Przytaknęła bez słowa, próbując sobie przypomnieć inne szczegóły biegu przez ten pokój tamtej nocy, kiedy wszystko się skończyło.
- Może czerwony to nie dość inspirujący kolor jak na polowanie na horkruksy. - powiedział wesoło Dumbledore. Ruszył wzdłuż alejki pozostawiając za sobą linię tańczącego fioletowego ognia. Hermiona uśmiechnęła się pomimo zdenerwowania i podążyła za nim.
Jeszcze trzy razy wrócili pod drzwi, kierując się fioletowymi płomieniami. Kiedy ruszyli trzecią alejką Hermiona usłyszała jak Dumbledore śmieje się pod nosem, a kiedy minęła róg, zobaczyła, że przyglądał się wypchanemu trollowi.
- Wiem, że wszyscy mają mnie za potężnego, poważnego czarodzieja, ale nie wstydzę się przyznać, że ten tutaj nieźle mnie przestraszył. - powiedział, wskazując różdżką na wypchaną potworność i sprawiając, że zamachała do Hermiony. - Już lepiej. - powiedział, przytakując z zadowoleniem i ruszył dalej.
Roześmiała się mijając machającego trolla, a potem ruszyła za płomieniami, lustrując wzrokiem sterty śmieci w poszukiwaniu błysku srebra. Entuzjazm Dumbledore'a wspaniale odrywał ją od narastającej paniki, że nigdy nie znajdą tego głupiego diademu.
Znów skręcili, a Hermiona została odrobinę z tyłu, bo zauważyła coś błyszczącego, co okazało się być posrebrzanym flakonikiem. Nagle Dumbledore zawołał:
- Acha!
Pośpieszyła do niego i zalała ją fala ulgi, gdy zobaczyła, że trzymał w ręku stary diadem.
- Sukces, jak mi się wydaje. - oznajmił Dumbledore'a, podając jej horkruksa. Wzięła go i obróciła w dłoniach. Emanował tą samą aurą co medalion. Jednocześnie ciężar, zło i coś jeszcze, coś niezwykłego czego nie dało się do końca opisać.
- To on, profesorze. Świetna robota.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Dumbledore skłonił się. - Co chcesz nim zrobić? Bo ja chętnie schowam go do Nocy Duchów.
Hermiona zawahała się.
- Nie, proszę pana. Chyba lepiej żebym trzymała je w jednym miejscu. Nikt mnie nie zna, a miejsce, gdzie się zatrzymałam jest dobrze ukryte. Nie mówiąc o tym, że gdyby coś się panu stało, sama nie dostanę się do Hogwartu, by je zabrać.
- Racja. - Dumbledore znów skłonił głowę.
Hermiona schowała diadem do torby.
- A teraz, do mojego gabinetu po książki. - oznajmił Dumbledore. - Jestem pewien, że ci się spodobają. Szwajcarzy mają fascynująca historię. - zerknął na zegarek kieszonkowy. - A potem czas do łóżka. Starcy nie powinni szwendać się po nocy w poszukiwaniu skarbów. Będę musiał wypić litry gorącej czekolady, by zasnąć. Szczególnie, że to miejsce jest na wyciągnięcie ręki.
Rozejrzał się po rozległym pomieszczeniu z szerokim uśmiechem. Hermiona także się uśmiechnęła na widok jego szczęścia.
- Tak, profesorze.
