22 czerwca

Grimmauld Place 12. James nazywał go „ponurym, starym miejscem", ale Syriusz wolał określenie Dom Horrorów. Nawet w słoneczny letni dzień dom wyglądał ponuro, a przynajmniej tak uważał Syriusz. Czuł się tu jak więzień i to właśnie tu mieszkali ludzie, których nienawidził najbardziej na świecie. Ludzie, którzy przy herbacie planowali mordy mugolaków. W tym domu patrzył jak jego młodszy brat staje się taki jak oni, ci pokręceni, sadystyczni dranie, którzy wydali go na świat. Nigdy by nie pomyślał, że kiedyś tu wróci. Na samą myśl robiło mu się niedobrze.

Świadomość, że Reg nie żył, znów zabolała, ale ból uśmierzyło coś, czego nie nazwał dumą tylko dlatego, że za bardzo przypominało poczucie winy. Może chodziło o to, że już nie nienawidził brata? Głupek jednak miał sumienie i próbował doprowadzić do pokonania Riddle'a. „Czemu nie przyszedł do mnie?" pomyślał Syriusz chyba po raz tysięczny, odkąd dwa tygodnie wcześniej poznał prawdę. Pomógłby, zrobiłby wszystko co w jego mocy. Wiedział, że zadawanie pytań zmarłym nie miało sensu, a jednak wciąż przemykało mu przez głowę „Czemu nie przyszedł do mnie?".

Syriusz chował się w cieniu samochodu zaparkowanego przed Numerem Jedenastym. Oczywiście widział Dwunastkę, może i został wydziedziczony, ale dalej płynęła w nim krew Blacków. Spędził ostatnie dwie godziny siedząc na ulicy w cieniu samochodu i czekał aż jego matka wyjdzie z domu. Wiedział, że rozmowa z Dziadkiem Polluxem w cztery oczy zapewni mu znacznie większe szanse.

Aż do nocy, kiedy Syriusz uciekł z domu, Pollux traktował go jak wnuka, co oznaczało, że wiele od niego wymagał, ale też mu na nim zależało. To Pollux załagodził gniew Walburgi, kiedy Syriusz został przydzielony do Gryffindoru i to dzięki niemu przestała codziennie przysyłać synowi wyjce. To Pollux przekonał ją, by pozwoliła Syriuszowi zostawać na Święta w szkole. Dopiero kiedy szesnastoletni Syriusz opuści dom po raz ostatni, Pollux się od niego odciął.

Zamyślony Syriusz prawie przegapił moment, na który wyczekiwał. Ciężkie drzwi Numeru Dwunastego otworzyły się i z domu wyszła wysoka czarownica w niebieskiej szacie. Ciemne włosy spięte miała w kok, na głowie mały kapelusik. Obróciła się na pięcie i zniknęła.

- Do widzenia, Matko. - mruknął Syriusz.

Wstał, cały zesztywniały po tak długim czasie w przysiadzie. Kolana naprawdę nie powinny go tak boleć, nie miał przecież jeszcze dwudziestu dwóch lat, zauważył, ostrożnie rozprostowując nogi. Minąwszy samochód podszedł do furtki Numeru Dwunastego i wziął głęboki oddech. Wiedział co musiał powiedzieć i jak miało to być trudne.

Pomyślał o długim pobycie w Azkabanie, przez który będzie musiał przejść, o śmierci przyjaciół i okropnym życiu jakie będzie miał Harry, jeśli jemu, Syriuszowi nie uda się wypełnić tego zadania. Wolno wypuścił powietrze i zdał sobie sprawę, że przekonanie jego odrażającej rodziny o swoim głębokim żalu nijak się miało do tego wszystkiego. Co jednak nie znaczyło, że miał ochotę to zrobić. Stopy same zaniosły go do drzwi wejściowych. Był tak skupiony na przyszłości, której próbował zapobiec, że zdziwił się, kiedy jego pięść sama uniosła się, by zapukać. Zastukał głośno. Nerwy miał napięte jak postronki. Jego umysł zachowywał się jak zdarta płyta. „James i Lily... Azkaban... James i Lily... Azkaban... James i Lily... Azkaban..."Syriusz z radością powitał tę powtarzalność, bo pomagała mu nie myśleć o pospiesznej ucieczce, na którą miał ogromną ochotę.

Szczęk wewnętrznych zamków poinformował go, że ktoś otwierał drzwi. Zaraz potem uchylono je odrobinę.

- Zdrajca Krwi. - powiedział z odrazą Stworek, skrzat domowy. Nowa wiedza na jego temat sprawiła, że Syriusz nie nienawidził tego dźwięku tak bardzo jak się spodziewał.

- Stworku, - odezwał się. - przyszedłem złożyć moje kondolencje z powodu śmierci Regulusa. Zasuszona twarz Stworka pojawiła się w szparze, jedno ucho wystawało na tyle, by oświetliło je światło słońca padające na próg. - Życzę sobie porozmawiać z Dziadkiem Polluxem. - oznajmił władczo Syriusz.

Skrzat zerknął przez ramię i dopiero potem znów zachrypiał cicho:

- Pan Regulus odszedł lata temu. Czemu on przychodzi dopiero teraz?

Syriusz nie był przygotowany do przekonywania rodzinnego służącego co do swoich intencji, ale potraktował to jak ćwiczenie.

- Dopiero się o tym dowiedziałem. - zaczął cicho. - Bardzo mi przykro, Stworku. Wiem, że był dla ciebie bardzo ważny. - powiedział najmilszym głosem jakiego kiedykolwiek użył w rozmowie ze skrzatem. Wyłupiaste oczy Stworka prawie wyszły z orbit. Bardziej podejrzana musiała mu się wydać grzeczność Syriusza niż jego słowa.

- Wszystkie panie i panowie Stworka są dla Stworka ważni. - wymamrotał zawistnie.

- Rozumiem, Stworku. - odparł Syriusz, zdając sobie sprawę, że cierpienie Stworka mogło być nawet bardziej skomplikowane niż jego własne. - Regulus zawsze był dla ciebie miły. Pewnie bardzo za nim tęsknisz.

Stworek skrzywił się ze zdumieniem.

- Stworek ma dom na głowie. Stworek jest zbyt zajęty na tęsknienie.

Syriusz zawahał się. Hermiona mówiła, że Stworka dało się przekabacić na ich stronę, ale może lepiej było poczekać z tym aż rodzina uwierzy w nawrócenie Syriusza.

- Tak, zawsze byłeś dobrym skrzatem. Rodzina na pierwszym miejscu, prawda Stworku? - Syriusz uśmiechnął się.

- Tak, panie Syriuszu. - powiedział skrzat, a potem z sapnięciem zatkał sobie usta dłonią. Wyglądał na przerażonego. - Zdrajca Krwi oszukał Stworka. - mruknął, mrużąc oczy.

- To nie oszustwo, Stworku. - nalegał Syriusz, prawie wesoło. - Przyszedłem porozmawiać z moim Dziadkiem. Chciałbym wypełnić swój obowiązek spadkobiercy.

- Stworek spyta pana Polluxa czy chce rozmawiać ze Zdrajcą Krwi. - skrzat rzucił Syriuszowi wściekłe spojrzenie. - Zdrajca Krwi poczeka tutaj. - to powiedziawszy zamknął mężczyźnie drzwi przed nosem.

Syriusz czekał. Co jeśli Pollux nie będzie chciał z nim rozmawiać? Wtedy napisze list. Może od tego trzeba było zacząć? Naprawdę było mu bardzo przykro z powodu Regulusa. Miał nadzieję, że jeśli uda mu się spotkać z dziadkiem, da radę wykorzystać to na swoją korzyść.

Drzwi znów się otworzyły, tym razem szerzej i bardziej dramatycznie. Stanął w nich Pollux, wysoki i dumnie wyprostowany. Na jego wiek wskazywało tylko to jak szaty opinały go w pasie. Za plecami miał mroczny, ale okazały przedpokój. Jego włosy wciąż były ciemne, choć na skroniach przetykały je pasma siwizny. Liczył sobie zaledwie sześćdziesiąt siedem lat, wiek średni jak na czarodzieja.

- Syriuszu. – powitał go zimno.

- Dziadku. - odparł Syriusz, prostując się i przyjmując, jak mu się wydawało pokorny ton głosu.James i Lily...Azkaban" pomyślał szybko. Wszystko zależało właśnie od tego. - Dopiero teraz dowiedziałem się o straci Regulusa. Chciałem złożyć kondolencje tobie i Matce.

Zapadła pełna napięcia cisza. Pollux napotkał jego spojrzenie.

- Nie powiedziano ci?

- Nie, Dziadku. Zostałem wydziedziczony, czemu Matka miałaby mi powiedzieć?

- Odniosłem wrażenie, że poinformowała cię w tym samym liście, w którym zawiadomiła cię o śmierci twojego ojca.

- Otrzymałem jedynie list informujący mnie o tym, że hańba posiadania Zdrajcy Krwi za syna dobiła mojego ojca i że nie będę mile widziany na pogrzebie. - odparł Syriusz, próbując uchodzić za skruszonego. Nie dodał, że nie pojawiłby się na pogrzebie nawet gdyby matka go o to błagała.

- Moja dziewczynka... - Pollux potrząsnął głową. - zbyt dumna dla własnego dobra.

- Dziadku? Chcę wrócić. – wyrzucił z siebie Syriusz, rozpaczliwie pragnąc powiedzieć to co musiał zanim zabraknie mu odwagi. - Bez Regulusa nie ma dziedzica. Moim obowiązkiem jest zająć jego miejsce.

Biorąc pod uwagę zmarszczone brwi i wargi zaciśnięte w cienką linię, Pollux wyglądał na równie zszokowanego co skonsternowanego.

- Co się zmieniło? - spytał ostro, a w jego głosie pobrzmiewała gorycz. - Pięć lat temu nie miałeś problemu z odrzuceniem swego nazwiska i drwiłeś z obowiązku.

„James i Lily...Azkaban" wyrecytował w myślach Syriusz. Wziął głęboki oddech i przygotował się do kłamania.

- Nie wiesz nawet jak bardzo teraz tego żałuję. Zdaję sobie sprawę jak byłem głupi.

- Skończyło ci się złoto? – spytał bez ogródek Pollux.

- Nie, Dziadku. - odparł Syriusz. Mógł się domyślić, że Pollux wyciągnie właśnie taki wniosek. Cóż, przynajmniej mógł odpowiedzieć zgodnie z prawdą. - Wuj Alfard zostawił mi w spadku sporą sumę. Nie dlatego tu jestem. Rodzina nie może obejść się bez dziedzica. To obowiązek, który chciałbym wypełnić. Śmierć Regulusa mną wstrząsnęła. – „James i Lily...Azkaban." - Teraz już rozumiem jak ważna jest rodzina. Jak ważne jest by ród nie wygasł.

Na te słowa Pollux natychmiast uniósł głowę.

- Czyżbyś zapłodnił jakąś biedną dziewczynę?

Syriusz musiał stłumić uśmiech. Gdyby tak było z własnej woli i na kolanach błagałby Polluxa o pomoc. Dość miał stresu w życiu.

- Nie, Dziadku. Ale kiedy już się ożenię, chciałbym by moje dzieci czerpały dumę ze swego pochodzenia, a to przecież niemożliwe, jeśli ich ojcem będzie Zdrajca Krwi.

- Kiedy się ożenisz? - powtórzył ze zdumieniem Pollux. - Biorąc pod uwagę plotki w twoich najbliższych planach nie ma żadnego ślubu. - nie był zły, po prostu zdziwiony.

- Możliwe, - przyznał Syriusz. - ale mamy nowe czasy. Dobrze jest poznać dziewczynę zanim podejmie się decyzje o ożenku.

- Z tego co wiem, poznajesz ich wiele. - powiedział Pollux z błyskiem w oku, coraz lżejszym tonem.

- Wybacz mi. - poprosił Syriusz, walcząc by nie nastawiać się zbytnio na sukces. Szło mu lepiej niż przypuszczał. - Było mi ciężko bez rodziny, która by mnie... umm, ugruntowała. - Syriusz posłał mu niepewny grymas. Pollux wyglądał jakby chciał się uśmiechnąć, jego warga drgnęła. - Zmieniłem się, dziadku. - obiecał pokornie. - Będę wzorem dziedzica, dokładnie takim jakiego pragnie Matka.

- Zmieniłeś? A więc to prawda?

- Hmm... co ma być prawdą? - spytał otumaniony Syriusz.

- Ta dziewczyna. - wytłumaczył niecierpliwie Pollux. - Córka Dagworth-Grangera. Twoja matka słyszała od którejś z pań na podwieczorku, że spędzasz czas z dziedziczką majątku Dagworth-Grangera.

W duchu podziwiając tempo z jakim Dumbledore rozprzestrzenił plotkę, Syriusz przytaknął.

- Tak, ma na imię Hermiona, a jej matką jest Frederika Fehr z Zurychu.

- To bardzo dumna rodzina. - Pollux, któremu to najwyraźniej zaimponowało, uniósł brwi. - Czy to właśnie ta młoda dama przekonała cię, byś do nas wrócił?

- Po części, Dziadku. - odparł Syriusz, myśląc, że ironicznie to całkowicie za sprawą Hermiony znalazł się na tym progu. - Hermiona w prawdzie uważa, że rodzina jest bardzo ważna, ale to wiadomość o Regu mnie przekonała. Myślałem, że skoro byliście z niego tacy dumni, kiedy żył... że ja byłem wam... niepotrzebny. Mógł spłodzić wielu Blacków... ród by nie wygasł. Ale teraz... teraz to moje zadanie. - zakończył i ze zdumieniem stwierdził, że jego słowa brzmiały tak prawdziwie, iż sam prawie w nie uwierzył.

Spojrzał na swoje buty, w myślach prosząc by dziadek dał się przekonać, modląc się, by jego rola w planach Hermiony przebiegła bez zarzutu.James i Lily...Azkaban" brzmiała mantra w jego głowie. Chyba jeszcze niczego nie pragnął tak bardzo jak tego, by plan zadziałał. Nagle poczuł dłoń na ramieniu. Drgnął i uniósł głowę. Widział jak przez mgłę, najwyraźniej połączenie strachu o przyjaciół i bólu po stracie młodszego brata dawało silną kombinację.

- Nie boj się, mój chłopcze. Porozmawiam z twoją matką. - powiedział Pollux, a na jego usta wypłyną ponury uśmiech. Zabrał rękę z ramienia Syriusza.

- Dziękuję, Dziadku.


26 czerwca

„Latający motocykl jest najlepszym środkiem transportu" pomyślał Syriusz, mknąc przez niebo w piątkowy wieczór. Maleńkie światełka domów i aut pod nim wyglądały prawie jak lustrzane odbicia gwiazd nad jego głową. Silny wiatr smagał go po twarzy, sprawiając, że Syriusz czuł się żywy i szczęśliwy. Mimo wszystko pozostał mu jeszcze ten niewielki przejaw wolności.

Powoli obniżał lot, zbliżając się do skupiska świateł jakim była Dolina Godryka. Wylądował na samym końcu drogi wiodącej do głównego placu, poza wioską, więc nikt go nie zobaczył. Kiedy jechał w stronę zabudowań, po obu stronach drogi coraz częściej pojawiały się domy, zaś ogrody robiły się coraz mniejsze i coraz bardziej uporządkowane. Zwolnił i zajechał na podjazd przed schludnym domkiem, gdzie zatrzymał motor, machnął różdżką, by go ukryć i ruszył do drzwi frontowych. Zapukał.

- Kto tam? - zapytał cichy, ale poważny głos z drugiej strony drzwi.

- Łapa. - odparł Syriusz.

- Ile kości złamał ci trzonek miotły Filcha, kiedy na drugim roku przyłapał cię na podrzucaniu łajnobomb do swojego biura? - spytał głos Jamesa. Syriusz zaśmiał się, kiedy to wspomniał.

- Osiem. Dostałem też po tyłku, cały weekend nie mogłem siedzieć. - James także się roześmiał.

- Do czego porównałeś skórę Lily, kiedy podglądaliśmy dziewczyny podczas pływania latem przed szóstym rokiem? - spytał Syriusz.

- Cóż...

- Co robiłeś, Jamesie Potterze? - dobiegł ich przenikliwy krzyk jego żony.

- Bogini z kości słoniowej. - wymamrotał James, a drzwi się otworzyły. - Wielkie dzięki, stary. - powiedział, obejmując Syriusza i waląc go w plecy mocniej niż to było konieczne. - Udało mi się utrzymać to w tajemnicy przez ostatnie pięć lat.

- Wybacz, ale kończą mi się pytania. - zaśmiał się Syriusz.

- Wiem co masz na myśli. Niedługo będę musiał spytać „Jakim cudem masz sekretną dziewczynę, o której musiałem dowiedzieć się od Lunatyka?" - powiedział z oburzeniem James, poprawiając okulary, które przekrzywiły się w trakcie ich entuzjastycznego powitania.

„Cholerny wilk" pomyślał Syriusz.

- Ona nie jest moją dziewczyną tylko koleżanką. Robi coś dla Dumbledore'a, a ja mam jej w tym pomóc. A swoją drogą, od kiedy ty i Lunatyk plotkujecie jak przekupki?

- Wcale nie plotkujemy, po prostu nie lubimy tajemnic. A gdybyś ty był uwięziony w domu przez cały cholerny czas, też chciałbyś żyć poprzez fascynujące przygody swoich kumpli.

- Niedługo założycie własną rubrykę w Tygodniku Czarownica. - mruknął Syriusz, wywracając oczami. - Rogacz i Lunatyk to świetne pseudonimy dla dziennikarzy, którzy nie chcą ujawniać, że piszą dla szmatławca.

- Idziecie jeść, czy będziecie paplać w przedpokoju jak stare baby? - zawołała z kuchni Lily.

- Chodź. - zaprosił James. - Harry ucieszy się na twój widok. Zaczyna już mieć dość patrzenia na moją gębę każdego cholernego dnia.

- Nic dziwnego. - rzucił Syriusz, ale nie umknęło mu to jak dziwnie brzmiał James. Zaczynało mu przeszkadzać, że tkwił przez cały czas w domu.

Syriusz poszedł za swoim najlepszym przyjacielem wąskim korytarzem w stronę dziecięcej paplaniny i zapachu pieczonej wołowiny. Lily stała przy blacie kuchennym, ubrana w fioletowo-zielony fartuszek w tureckie wzory. Rude włosy miała upięte wysoko, z dala od lepkich paluszków Harry'ego. Właśnie przenosiła ogromną pieczeń z piekarnika na deskę do krojenia.

- Syriusz - powitała go radośnie, kiedy dwaj mężczyźni weszli do pokoju. - Jak się masz?

- Dobrze. - odparł z uśmiechem, kierując się prosto do siedzącego na specjalnym krzesełku Harry'ego. - Skończył już? - spytał. - Mogę go wyjąć?

Na twarzy Harry'ego pojawił szeroki uśmiech. Paplał radośnie do Syriusza, całkowicie nie przejmując się faktem, że ojciec chrzestny zupełnie go nie rozumiał. Wyciągnął pulchne rączki, to prostując palce to zaciskając pięści, a w oczach igrał mu złowieszczy błysk, kiedy sięgał po rozpuszczone włosy Syriusza.

- Pewnie. - zgodziła się Lily i rzuciła mu ścierkę, by wytarł Harry'emu twarz i ręce. - Wiem, że musi się nauczyć samodzielnie jeść, ale dobry Boże, jaki przy tym bajzel!

- W zeszłym tygodniu znalazłem kawałek banana za koszulą. - wtrącił James. - Nie wiem, czy chciał go tam wrzucić, ale uznaję to za jego pierwszy psikus.

Lily i Syriusz parsknęli śmiechem. Wyczyściwszy mu twarz i dłonie, Syriusz wziął Harry'ego na ręce.

- Nieźle, brachu. - powiedział. - Co zaplanowałeś na następny raz? Owsianka w butach? - jego chrześniak mamrotał coś w odpowiedzi, zadowolony z tego, że czarne pukle znajdowały się w zasięgu jego rąk. Chwycił jeden pulchną rączką i pociągnął radośnie, ożywiając się, kiedy Syriusz krzyknął z bólu.

- Może owsianka w butach będzie trzecia. Chyba w następnej kolejności zamierza wyrwać ci włosy. - odezwał się James, który właśnie kroił pieczeń

Lily zastawiała stół, James kończył krojenie, a Syriusz wyplątywał palce Harry'ego ze swoich włosów. Wreszcie mu się udało i to tylko po kilku szarpnięciach i ukłuciach bólu, kiedy włosy traciły kontakt z jego głową. Sukces oznaczał, że zdążył przed obiadem pobawić się z Harrym, oczywiście cały czas trzymając go z daleka od swoich włosów. Dopiero potem posadził go z powrotem na krześle i zajął swoje miejsce przy stole.

- Wygląda świetnie, Lily. - skomplementował, przyglądając się smakowitym daniom. Lily uśmiechnęła się.

- Gdzie się dziś podziali Remus i Peter? - spytała. - To dość dziwne, że zapraszam ich na obiad, a oni odmawiają. Zwykle muszę ich wyganiać. Czy wy wszyscy macie teraz sekretne dziewczyny? - uśmiechnęła się do Syriusza podając mu ziemniaki.

Syriusz westchnął. Plotki, jakże ich nie cierpiał. I Peter... brudny, cholerny Peter. Cholernie się cieszył, że nie przyszedł. Straszliwie trudno byłoby udawać przed Jamesem, wiedząc, że zostanie zdradzony. Ale gdyby Syriusz źle odnosił się do Petera, James natychmiast by to zauważył i spytał co się stało, a Syriusz i tak za dużo ostatnio kłamał. Nie chciał powtarzać tego ze swoim najbliższym przyjacielem.

- Łapo, bracie, coś nie tak? - z zastanowienia wyrwał go zaniepokojony głos Jamesa.

- Wybaczcie. - przeprosił Syriusz. I nagle to do niego dotarło. Jeśli to zawali jego brat, brat, którego sobie wybrał, odejdzie na zawsze. W gardle miał straszliwie twardą gulę. Siedzieli tu z nim przy stole, a obok paplał radośnie Harry... to wszystko miało zniknąć. Jego rodzina.

- Syriuszu? - odezwała się cicho Lily. - Czy coś się stało?

Cholera, cholera, co miał powiedzieć? Nie mogli się dowiedzieć, bo wtedy nigdy nie wybraliby Petera na Strażnika Tajemnicy.

- Regulus nie żyje. - wymknęło mu się zanim zorientował się co mówi.

- Łapo - powiedział cicho James. - Czemu nic nie powiedziałeś? Tak bardzo nam przykro.

- W porządku, Rogaczu. - wymamrotał Syriusz. - Dopiero się dowiedziałem. Dwa lata temu, próbował uciec od Śmierciożerców, więc są też dobre strony.

- Jak się dowiedziałeś? - spytał James.

- Cóż... Dumbledore dowiedział się od agenta... słyszałeś o Brownleem? Właśnie znaleźli ciało. - Syriusz sprawnie zmienił temat. Dalej nie czuł się zbyt dobrze rozmawiając o bracie. - Podejrzewaliśmy od dawna, ale miło wiedzieć na pewno.

- Tak - potwierdził James, ale z jego oczu nie zniknęła troska. - Czy twoja rodzina wie o Regu?

- Ta, wiedzieli od wieków, ci dranie. - Syriusz zmusił się do zachowania nonszalanckiego spokoju.

James wiedział tylko tyle, że Syriusz nienawidził Rega za jego decyzję. Gdyby domyślił się, że sprawa była bardziej skomplikowana Syriusz byłby zmuszony jeszcze bardziej nakłamać.

- Nie mogę uwierzyć, że mi nie powiedzieli. Ale są i plusy. Dumbledore zlecił mi taką jedną misję.

- Naprawdę? Jaką?

- Nie uwierzysz, ale mam spróbować pogodzić się z rodziną.

Zarówno James jak i Lily patrzyli na niego z przerażeniem.

- Co? - wykrztusił James.

- Dlaczego? - spytała z oburzeniem Lily.

- Dumbledore potrzebuje informacji. - wytłumaczył Syriusz. - I na moje nieszczęście, część z nich mają właśnie cholerni Blackowie.

- No tak... ale... - James zawahał się. - Dlaczego mieliby podzielić się nimi z tobą?

- Dumbledore uważa, że teraz, po śmierci Rega moja piekielna matka nieco lepiej przyjmie moje przeprosiny.

- Przeprosiny?

- Tak, przeprosiny za to, że uciekłem z domu, zhańbiłem ród i tak dalej i tak dalej. - Syriusz machnął lekceważąco ręką.

- Boże, Syriuszu - westchnęła Lily - Dumbledore strasznie dużo od ciebie wymaga. I dlaczego? Z powodu odrobiny informacji. Naprawdę myśli, że dasz radę to zrobić? Że matka ci uwierzy?

- Cóż - Syriusz uśmiechnął się szelmowsko - na moją korzyść działa fakt, że spotykam się z córką Lady Frederiki Fehr. Prawie usłyszał, jak szczęka Jamesa uderzyła o stół. Lily zmrużyła oczy.

- Pyszne ziemniaczki, Liluniu. - rzucił Syriusz, ciesząc się ich reakcją.

- Spotykasz się... ze szwajcarskich Fehrów? Remus mówił, że to Brytyjka... naprawdę masz sekretną dziewczynę! Gdzie ją spotkałeś? - James był tak osłupiały, że Syriusz mógł tylko wyszczerzyć zęby.

- Czy to nie najbogatsi czarodzieje czystej krwi w Europie? – dopytywała się Lily.

- O tak. - potwierdził Syriusz, nie mogąc się powstrzymać. - I najpotężniejsi. Moja matka dostanie zawału. Cóż, przynajmniej taką mam nadzieję.

- Łapo. Bracie. To twoje życie, ale... hmm... czy naprawdę sądzisz, że to dobry pomysł? W takich czasach zadawać się z taką rodziną? Czy oni popierają Voldemorta?

Syriusz nie wytrzymał. Parsknął śmiechem.

- Wybaczcie, nie mogłem się powstrzymać. Ona nie jest tak naprawdę córką Lady Fehr. - wytłumaczył z szerokim uśmiechem. - Ani moją dziewczyną, jeśli o to chodzi. To Hermiona, ta dziewczyna, o której wspominał Lunatyk. Dumbledore przyjaźni się z Frederiką, która pomoże nam to uwiarygodnić. Idzie to jakoś tak. Jej rodzice to Lady Fehr i stary Dagworth-Granger. Wiecie, ci dwoje od lat mieli romans, a on właśnie umarł, więc Hermiona jako jego jedyne dziecko i chyba jedyna krewna, wszystko po nim dziedziczy.

- Cholera, bracie! Ale nas wkręciłeś! - James już się śmiał, a Lily zaraz do niego dołączyła. Nie chcąc czuć się wykluczony Harry też zaczął chichotać w swoim krzesełku.

- Nie przeklinaj przy dziecku, James. - upomniała Lily, ale z jej ust nie zniknął uśmiech. - Więc to wszystko to tylko stek kłamstw i podstępów?

Syriusz przytaknął w odpowiedzi na pytanie Lily, bo usta miał pełne pieczeni.

- Dlaczego nie powiedziałeś Lunatykowi? - spytał James. - Upierał się, że strasznie się miotasz przez jakąś dziewczynę.

Syriusz przełknął pospiesznie.

- Wtedy jeszcze nie mieliśmy planu. Powiem mu w tym tygodniu. Kiedy ostatnio się z nim widziałem, znajomość z Hermioną była świeża.

- Ach tak? - Lily uniosła brwi. - A czy „miotałeś się", jak to ładnie ujął mój mąż?

- Nie, ja... pojawiła się w Świńskim Łbie, wiecie, po zebraniu i byłem zdziwiony, że ją tam spotkałem, bo Dumbledore o tym nie wspominał. No i nie powiedziałem o niej Lunatykowi, więc kiedy podeszła, żeby się przywitać, pomyślał, że mam przed nim tajemnice... Chyba byłem zestresowany.

Druga brew Lily podjechała do góry.

- Ale tylko dlatego, że nie chciałem, żeby pomyślał, że go okłamałem. - dodał w pośpiechu. - Mniejsza, niedługo ją tu przyprowadzę. Pokochasz ją, Lily. Piekielnie inteligentna. Lunatyk stracił przy niej mowę. On i ja, szczerze powiedziawszy.

- Naprawdę? - spytał James.

- Ta, dziwne, co nie?

- No pewnie. - zgodziła się Lily. - Już ją lubię.

- Więc skąd jest tak naprawdę? - spytał James. - Nie pamiętam żadnej Hermiony ze szkoły. Jest od nas starsza?

- Jest mugolaczką, chodziła do szkoły w Ameryce, ale ma rodziców Brytyjczyków.

- Mugolaczką? - roześmiał się James. - Gdyby twoja matka wiedziała!

- No wiem. - Syriusz także zachichotał. - To w jakiś sposób sprawia, że warto.

Zapadła pełna spokoju cisza, kiedy wszyscy skoncentrowali się na swoim jedzeniu. Dopiero Harry stwierdził, że cisi dorośli są nudni i mamrocząc niecierpliwie sięgnął ze swojego krzesełka i chwycił włosy Syriusza. Pociągnął entuzjastycznie, ale Syriusz zignorował to na rzecz ostatniego kęsa niesamowitej pieczeni zrobionej przez Lily Potter. Przełknął i spojrzał na sfrustrowaną twarz Harry'ego. W dość oczywisty sposób irytowało go to, że był ignorowany, ale kiedy Syriusz zwrócił na niego uwagę wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Syriusz doliczył się siedmiu zębów.

- Znudzony? - spytał Syriusz, kiedy chrześniak znów energicznie pociągnął go za włosy. - No już, dość tego. Wziął go na ręce i spojrzał na Lily. - O której musisz go położyć?

Lily zerknęła na zegar nad lodówką.

- Za godzinę. - poinformowała. - Ale nie rozkręć go za bardzo. W najlepszym przypadku nienawidzi chodzić spać.

- Nie ma problemu, Liluniu. - powiedział Syriusz, odrzucając włosy do tyłu z dala od pulchnych paluszków Harry'ego.

- Piwo kremowe, Łapo? - spytał James, otwierając szafkę.

- Pewnie. - Syriusz uśmiechnął się podrzucając Harry'ego. Chłopiec zaśmiewał się jak szalony.

- Idźcie i porozmawiajcie sobie. - powiedziała Lily. - Musze pozmywać, a jak Harry zobaczy bąbelki to nigdy nie położymy go spać.

Niecałą godzinę później, po posprzątaniu w kuchni i nastawieniu prania, Lily weszła do saloniku oczekując nadmiernie podekscytowanego Harry'ego i równie hiperaktywnych dorosłych. Ale to co zobaczyła było niezaprzeczalnie urocze.

James leżał wyciągnięty na kanapie z nogami na kolanach Syriusza. Syriusz półleżał, z Harrym przyciśniętym do piersi. Wszyscy trzej smacznie spali. Westchnęła. Ostatnio James miał problemy ze snem. Ciążył mu ciągły stres związany z ochroną rodziny. A Harry... cóż, on spędził cały dzień starając się umieścić swoje jedzenie jak najdalej od siebie. Ale Syriusz... zgadywała, że połączenie sutego posiłku i licznych godzin w Ministerstwie każdego by pokonały.

Sięgnęła po Harry'ego, ale stalowe oczy otworzyły się i Syriusz mocniej przycisnął chłopczyka do siebie, wolną ręką sięgając po różdżkę.

- Spokojnie, Łapo. - szepnęła. - To tylko ja. - uśmiechnął się sennie i rozluźnił uścisk, a jego powieki znów opadły.

Zwykle nie używała jego ksywy, ale nie chciała go przestraszyć i obudzić Harry'ego, a wiedziała, że użycie przezwiska go uspokoi. Zaniosła Harry'ego na górę i położyła do łóżka. Otulając go kocykiem pomyślała o tym jak wyczerpujące było życie w ciągłej gotowości. Poznała spojrzenie Syriusza. Tę podejrzliwość, gotowość na wszystko. Tak samo patrzył James za każdym razem, gdy go budziła.

Kiedy wróciła do salonu ledwo powstrzymała chichot. Wystarczyło jedno spojrzenie na jej męża i jego przyjaciela, by natychmiast zapomniała o swoich przemyśleniach. Syriusz przewrócił się na bok ze swojej siedzącej pozycji i teraz opierał głowę na udzie Jamesa z ramieniem zwieszającym się z jego kolan. Obaj chrapali, wyglądając przy tym najspokojniej na świecie. Lily na paluszkach poszła po aparat. Taka szansa nie mogła się zmarnować.