Od tłumacza: Zauroczony w komentarzu spytał o częstsze publikacje. Powiem tak, porozmawiamy o tym jak skończę tłumaczyć opowiadanie, czyli za jakieś dwa tygodnie. Wtedy do zrobienia zostanie mi już tylko korekta i będę mogła to rozważyć.


4 lipca

Następnego wieczora Hermiona z przerażeniem czekała na przybycie Syriusza. Nie otrząsnęła się jeszcze po wydarzeniach z poprzedniej nocy, ale nadchodzące spotkanie przysłaniało jej wszystko inne i to nim się teraz denerwowała.

Zdążyła się już nawet uczesać. Elegancko zaczesane włosy do tyłu spływały gładko (w łazience stała pusta butelka Ulizanny) z jej pleców. Po raz pierwszy od przybycia do 1981 roku zrobiła też makijaż. Ale nie ubrała się, miała na sobie tylko bardzo puchaty szlafrok z hotelowej łazienki. Syriusz obiecał, że przyniesie jej coś odpowiedniego do założenia. Trochę się tym denerwowała, choć Syriusz zwykle wyglądał modnie zarówno w oczach mugoli jak i czarodziei (wyłączając ten straszny mundur z Ministerstwa), nie sądziła, by miał doświadczenie w ubieraniu kobiet. Co innego z rozbieraniem. Dlatego wątpiła, czy będzie wiedział co powinna założyć dziedziczka rodu czystej krwi na pierwsze spotkanie z rodzicami swojego wybranka.

Pomijając pozostawiony Syriuszowi wybór stroju, denerwowała się jeszcze czymś. Miała wkroczyć do miejsca, gdzie ukryto medalion. Miejsca, gdzie razem z Harrym i Ronem ukrywała się przed Śmierciożercami. Do tego mrocznego i przerażającego domu, który wpędził starszego Syriusza w depresję i jego lekkomyślność, co skończyło się dla niego tragicznie.

Odgłos pukania do drzwi balkonowych sprawił, że podskoczyła. Wytarła spocone dłonie o szlafrok i pospieszyła otworzyć Syriuszowi. Kiedy wszedł zauważyła, że był bledszy niż zwykle.

- Witam, panno Fehr. Czy jest panna gotowa na wieczór pełen cierpienia i odrazy z Szanownym i Cholernie Złym Rodem Blacków? - spytał.

- Kiedy tak to ujmujesz... - Hermiona uśmiechnęła się nerwowo. - jak mogłabym odmówić?

- Proszę. - powiedział, podając jej dwa pudełka i pokrowiec na sukienkę. - Wszystko powinno pasować. Krawcowa w Twilfitt i Tattings z radością przyjęła szansę ubierania tak niezwykle ważnej młodej damy. Wypytywała mnie całymi godzinami. Nigdy się tak nie wynudziłem podczas rozmowy o kobiecej figurze.

- Och, Syriuszu - Hermiona uśmiechnęła się szeroko. - Nie wiesz jak mi miło, że kochasz mnie ze względu na moją inteligencję. Twoja matka będzie taka dumna. - Syriusz głośno przełknął ślinę i zbladł jeszcze bardziej. - W porządku? – spytała Hermiona.

- Tak, tak. Wszystko będzie dobrze. - mruknął. - Po prostu diabelnie nienawidzę tego babszytla.

Hermiona poprawiła chwyt na pudełkach i poklepała go po ramieniu.

- Nie przejmuj się, będzie warto. Dość Tyranii Voldemorta, pamiętasz? - to właśnie znaczył skrót DTV, którym Syriusz kończył swoje listy. Mężczyzna zaśmiał się nerwowo.

- Ha, masz rację. No i przynajmniej jedzenie będzie smaczne, Matka zawsze bardziej się stara dla gości.

- Wyglądasz świetnie, tak w ogóle. - powiedziała Hermiona z uśmiechem, próbując żartami przywrócić jego prawdziwą twarz. - Dość niezwykłe.

- Hej! - zawołał z prawdziwym uśmiechem. - Nie ma tak! Żadnych cholernie złośliwych, dwuznacznych żeńskich komplementów.

Hermiona cieszyła się, że udało jej się wywołać uśmiech na jego twarzy, wiedziała jak trudne będzie dla niego to spotkanie. A poza tym naprawdę wyglądał bardzo dobrze. Był czysto ogolony, ze zwykle potarganymi włosami zaczesanymi do tyłu, ubrany w szytą na miarę wyprasowaną szatę wyjściową założoną na białą koszulę i szary krawat w paski.

- Co to? - spytała wskazując na srebrny pierścień, który nosił na środkowym palcu lewej ręki.

- Ugh, nie przypominaj mi. - westchnął, unosząc pięść, by pokazać jej pierścień. On sam odwrócił wzrok jakby nigdy nie widział bardziej odrażającej rzeczy. Choć była to tylko prosta srebrna obrączka z wygrawerowanym herbem Blacków.

- Czuję się jakby mnie parzył. – mruknął Syriusz, potrząsając ręką. - Niestety musimy odegrać swoje role. - znów rzucił pierścionkowi wściekłe spojrzenie, a potem spojrzał na Hermionę. - A teraz biegnij się przebrać. Chcę się upewnić, że mi się udało.

Hermiona zabrała pudełka i wieszak do sypialni. W pierwszej kolejności otworzyła to duże, które wyglądało jak pudełko na buty. Ku jej zdumieniu w środku były właśnie buty. Piękne buty. Ciemno niebieskie czółenka zapinane w kostce błyszczącym paskiem.

Rozpięła pokrowiec. W środku (nerwy związane z gustem Syriusza zniknęły) znalazła niebieską sukienkę, odrobinę tylko jaśniejszą od butów. Sukienka była bardzo w jej stylu, z rękawami do łokci i prawie bez dekoltu.

Rozpinając suwak na plecach i zakładając sukienkę zorientowała się, że materiał rozciągał się, co ją ucieszyło, bo góra i rękawy sukienki były dość obcisłe. Luźną, plisowaną spódnicę zrobiono ze sztywniejszego materiału, który opadał tuż za kolana Hermiony.

W pokrowcu znalazła też cienki pasujący do butów pasek, którego sprzączka także się świeciła. Machnęła różdżką, a sukienka sama się zapięła. Potem założyła pasek i usiadła na łóżku, żeby zapiąć buty. Dopiero wtedy zauważyła drugie pudełko, mniejsze i płaskie. Gdy je otworzyła ujrzała piękny naszyjnik, który mienił się w świetle lampy. Czy to były diamenty? Nie, Syriusz na pewno nie kupiłby jej diamentowego naszyjnika. Wzięła pudełko i wróciła z nim do salonu.

- Proszę powiedz mi, - powiedziała, pokazując mu zawartość pudełka - że to nie to co myślę.

- Um... to naszyjnik... chyba z diamentami. - odparł Syriusz, zaglądając do środka. - Dał mi go Dumbledore. To od twojej matki. Wybacz, zapomniałem ci powiedzieć. Lady Frederika naprawdę się w to wciągnęła. Przysłała ci to... - sięgnął do kieszeni i wyciągnął obite aksamitem pudełeczko na pierścionek. - i to.

- Co? - zdumiała się Hermiona. - Naprawdę?

- Tak samo jak my wszyscy chce się pozbyć Voldemorta i chyba podoba jej się pomysł posiadania córki.

- Ale przecież nawet mnie nie zna! - zawołała Hermiona, zszokowana szczodrością nieznane sobie Frederiki.

- Chce cię poznać. - ciągnął Syriusz. - Oczywiście dopiero jak już będzie po wszystkim.

- Co?! - krzyknęła po raz drugi. - Czy jeszcze o czymś zapomniałeś mi powiedzieć?

- Raczej nie... - wzruszył ramionami. - przysłała ci klejnoty rodzinne Fehrów i chciałaby cię poznać. To chyba wszystko.

- Jasna cholera, Syriuszu. - westchnęła z rozdrażnieniem Hermiona.

- Nie wiem o co ci chodzi. - zdziwił się szczerze Syriusz. - To tylko naszyjnik. I pierścionek.

- To diamentowy naszyjnik i to chyba roboty goblinów! - Hermiona była tak zestresowana, że nie panowała nad sobą.

- Ta, tylko że wiesz, na butach i pasku też masz diamenty. One ci nie przeszkadzają? - spytał Syriusz, który najwyraźniej nie miał pojęcia o co jej chodziło z tymi diamentami.

Hermiona spojrzała na wspomniane przedmioty.

- Żartujesz sobie? Czy je także przysłała Lady Frederika?

- Um... nie. Ja je kupiłem. - znów wzruszył ramionami. - Stwierdziłem, że będą pasowały do reszty.

- Co do cholery? - prychnęła Hermiona. Przerastało ją to wszystko. Kiedyś uważała, że Ron postąpił ekstrawagancko kupując jej diamentowe kolczyki na dwudzieste urodziny, pierwsze, które obchodziła po wojnie. To było jednak nic w porównaniu z naszyjnikiem, który trzymała w rękach i rzędami kamieni szlachetnych na jej pasku i butach. Może i maleńkie, ale to dalej były diamenty.

- No przepraszam bardzo. - powiedział z rozbawieniem Syriusz. - Nie zdawałem sobie sprawy, że ładne rzeczy są wbrew twoim zasadom. Tylko nie mów tego Lady Frederice, złamiesz jej serce.

Hermiona nie wiedziała co powiedzieć. Ile dokładnie na nią wydał?

- Hermiono - odezwał się, najwyraźniej czytając jej w myślach. - to ważne żebyś odpowiednio wyglądała. I, tak na marginesie, wyglądasz jak urocza, idealna dama czystej krwi.

- Dziękuję. - westchnęła, Chciałaby nie być taka zdenerwowana czy skłonna do nadmiernych reakcji. - I wiem, przepraszam. Głupio mi, ale kiedy zorientują się, że to kłamstwo...

- Nie zorientują się. - przerwał jej Syriusz.

- Nie, mam na myśli, że kiedy wrócę do siebie, - naciskała Hermiona. - znowu cię wydziedziczą, więc nie powinieneś wydawać pieniędzy na takie rzeczy.

- Hermiono, to tylko drobne. - Syriusz machnął ręką. - Nie przejmuj się. - zerknął na zegarek. - Do dalej, zakładaj tę biżuterię co tak ci przeszkadza i chodźmy.

Hermiona uśmiechnęła się i ze zrezygnowaniem machnęła różdżką w stronę naszyjnika, by sam zapiął jej się na szyi. Przedmiot jednak nie poruszył się. Nie rozumiała.

- Mugolaki. - westchnął Syriusz, potrząsając głową. - Biżuteria gobliniej roboty nie podlega magii.

- Och, racja. - powiedziała z zakłopotaniem Hermiona.

- Proszę - podniósł naszyjnik i stanął za nią. - zabierz włosy. – nakazał, a ona uniosła ciężkie pukle.

- Jak sprawiłaś, że są takie gładkie? - spytał Syriusz. - Wyglądają świetnie, ale zupełnie inaczej niż twój codzienny... um...

- Krzak? - podpowiedziała Hermiona, kiedy zapinał naszyjnik. Syriusz roześmiał się.

- Ja tego nie powiedziałem. - zastrzegł, podnosząc pudełeczko z pierścionkiem. - Ale jeśli pasuje...

- Och, cicho bądź. - prychnęła, ale nie potrafiła ukryć uśmiechu. Złapała pudełko i otworzyła je. Pierścionek przypominał plecionkę, był bardzo szeroki i sięgał od nasady jej środkowego palca aż do kłykcia. Wąskie paski srebra przeplatały się jeden z drugim, a na środku znajdował się okrągły herb z napisem „Wahrheit und Ehre".

- Chodź, młoda panno Fehr, nie wolno nam kazać Jej Królewskiej Paskudności czekać. - zakomenderował Syriusz, chwytając jej dłoń i prowadząc ją na balkon. Po drodze zabrała ze stołu swoją torebkę. Wyszli na zewnątrz i kiedy Hermiona zamknęła za nimi drzwi, Syriusz deportował się, pociągając ją za sobą.