4 lipca

Hermionie ciarki przeszły po plecach, kiedy Syriusz zapukał do drzwi Numeru 12. Była zdziwiona, że w ogóle je widziała. Stwierdziła, że Zaklęcie Fideliusa to bardzo dziwna rzecz. Najwyraźniej, jeśli kiedykolwiek było się Strażnikiem Tajemnicy widziało się ukryty pod nim obiekt bez względu na datę.

Jeden po drugim szczękały zamki i Syriusz wziął ją za rękę, co sprawiło, że poczuła się odrobinę silniejsza. To znaczy aż nie pochylił się i nie szepnął jej do ucha:

- A teraz panno Granger, spróbuj się we mnie nie zakochać.

- Szczerze? - odszepnęła. - Wydaje mi się, że ty sam kochasz się tak bardzo, że dla nikogo innego nie starczy już miejsca.

Syriusz zaśmiał się cicho i Hermiona prawie usłyszała jak się uśmiechnął. Zawiasy skrzypnęły i odezwał się skrzeczący głos Stworka.

- Witaj w domu Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków, Lady Fehr.

- Dziękuję. - odparła Hermiona, przekraczając próg.

- Witaj, Stworku. - przywitał się Syriusz.

- Dobry wieczór, paniczu. - odparł z niechęcią skrzat. Najwyraźniej nie podobało mu się, że musiał rozmawiać z Syriuszem. - Pani czeka na państwa w salonie. Proszę za mną.

Kiedy wchodzili po schodach Syriusz ściskał dłoń Hermiony tak mocno, że prawie nie czuła już palców. Miał spoconą dłoń. Nagle zdała sobie sprawę, że nie chodziło tylko o nerwy związane ze spotkaniem, bał się tak samo jak ona. Przycisnęła się do niego ramieniem i spojrzała na niego.

- Wszystko będzie dobrze. - powiedziała, mając nadzieję, że dodała mu tym otuchy. Potem ciągnęła szeptem. - A jeśli nie, to ogłusz ją i wiejemy.

Napotkał jej spojrzenie, a na jego ustach zagościł krzywy uśmiech.

- Wolałbym ją kopnąć, a potem wiać.

- To twoja matka... - uśmiechnęła się. - ty decydujesz.

Kiedy dotarli do drzwi salonu usłyszała jak Syriusz głośno wciąga powietrze. Stworek wszedł do środka i powiedział:

- Moja pani, przybyła Lady Fehr i panicz Syriusz.

- Świetnie, poproś ich. - odezwał się z wewnątrz dystyngowany głos.

- Tak, moja pani. - skrzat odwrócił się do Hermiony. - Pani Black pragnie cię poznać, Lady Fehr. Zaprasza do środka.

Hermiona weszła do długiego pokoju. Syriusz szedł tuż za nią. Ścisnął jej rękę po raz ostatni, a potem puścił ją całkowicie.

Wysunął się na przód i zwrócił się do kobiety siedzącej na ogromnym fotelu. Walburga Black trzymała się bardzo prosto, a nosiła ciemnozielone, odświętną szatę bez dekoltu, zapinaną na małe guziczki od brody aż do mostka. Na jej palcu lśnił pierścień bardzo podobny do tego, który wcześniej pokazywał Hermionie Syriusz. Miała też bogato zdobioną srebrną broszkę przypiętą do piersi po lewej stronie guziczków.

Uderzająco przypominała portret, który za dwadzieścia lat miał zawisnąć w przedpokoju, ale ponieważ nie opluwała nikogo śliną, ani nie wywrzaskiwała obelg, które obijałyby się echem po korytarzach, wyglądała o wiele bardziej ludzko. Kiedy spojrzała na Syriusza jej twarz zastygła w pełnym napięcia wyrazie. Zaciśnięte blade usta, szare oczy, odrobinę ściągnięte eleganckie brwi, które odziedziczył po niej syn. W dość oczywisty sposób starała się wyjść na dobrze wychowaną w oczach bogatej nieznajomej i w tym samym czasie onieśmielić swojego dziedzica. Cóż za wyzwanie.

- Matko. - Syriusz skłonił przed nią głowę. - Czy mogę? Mam zaszczyt przedstawić Hermionę, córkę Lady Frederiki Fehr i Hectora Dagworth-Grangera.

- Możesz. - odparła Walburga Black.

- Hermiono, poznaj moją matkę, Walburgę Black, córkę Polluxa Blacka i Irmy Crabbe, wdowę po Orionie Blacku, moim Ojcu.

Hermiona zrobiła krok do przodu.

- To zaszczyt panią poznać, pani Black. Moja matka zawsze mówi o pani szlachetnej rodzinie z ogromnym szacunkiem.

- Panno Fehr. - odparła Walburga. Maska obojętności na jej twarzy złagodniała nieco, kiedy odwróciła się od swojego syna. - To ja jestem zaszczycona. Proszę, niech panna usiądzie. Słyszałam o pannie wiele dobrych rzeczy. Podobno jest panna prawdziwą damą.

- Wychowano mnie tak żebym rozumiała znaczenie mojego miejsca na świecie, proszę pani. Jeśli o nim zapomnimy, będziemy niczym, czyż nie? - uśmiechnęła się siadając na kanapie naprzeciwko Walburgi. Przygładziła sukienkę i ułożyła dłonie na kolanach.

- Rzeczywiście. Czy życzyłaby sobie panna herbaty przed obiadem, panno Fehr?

- Dziękuję, bardzo chętnie. - odparła Hermiona, walcząc by nie przestać się uśmiechać, kiedy Stworek przybył z herbatą.

- Jaką herbatę panienka pije, proszę panienki? - spytał Stworek.

- Czarną. - Hermiona musiała się zmusić, by nie podziękować skrzatowi. Wiedziała jednak, że nie mogła tego zrobić, jeśli chciała przekonać do siebie Walburgę.

- Cukru, proszę panienki?

- Jedną łyżeczkę. - powiedziała Hermiona, a potem zwróciła się do Walburgi. - Czy wolno mi powiedzieć, pani Black, że ma pani piękną broszkę?

Komplement był prawdziwy. Kiedy Walburga pochyliła się po swoją własną filiżankę, przeplatająca się srebrna aplikacja w czarujący sposób wychwyciła światło i ładnie odcinała się od całkowicie czarnych szat czarownicy.

- Dziękuję, panno Fehr. – odparła Walburga, zerkając w dół na swoją pierś i delikatnie muskając palcami srebro. - Jest w rodzinie od czterech pokoleń, moja praprababka otrzymała ją w prezencie ślubnym od rodziny męża. Już wtedy mówiono, że ma całe wieki.

- To z pewnością piękna rzecz. - przyznała Hermiona z podziwem. Nie mogła sobie wyobrazić, jak to musiało być, nosić na sobie coś tak starego, że powinno znaleźć się w muzeum.

- Panna też zna się na historycznej biżuterii. - zauważyła Walburga, skłaniając głowę w podziękowaniu za komplement. - Ten naszyjnik pochodzi oczywiście z Kolekcji Ausgleich. Pięćset lat, jeśli się nie mylę.

„O Boże, naprawdę? Ausgleich..." Co to było?... Hermiona nigdy o niczym takim nie słyszała. Postanowiła więc zaryzykować.

- Dostałam go od matki na siedemnaste urodziny. - wyjawiła, dotykając diamentów. - Jest taki piękny. - uśmiechnęła się, uważnie mieszając herbatę tak, by łyżeczka nie dotknęła ścianek delikatnej filiżanki. Miała nadzieję, że takie informacje wystarczą Walburdze. Najwyraźniej tak było, bo przytaknęła i odłożyła swoją filiżankę na spodeczek.

- Zdziwiła mnie wiadomość o panny znajomości z moim synem. – powiedziała pani Black. - Zdziwiła, ale i ucieszyła. Z pewnością młoda dama o panny pozycji ma wielu zalotników. - Walburga posłała Syriuszowi wściekłe spojrzenie.

Syriusz dalej stał przy kanapie, na której siedziała Hermiona. Bladą twarz miał zwróconą w kierunku gobelinu wiszącego na ścianie po drugiej stronie pokoju.

Hermiona wydała z siebie cichy, kokieteryjny dźwięk.

- Dorastałam pod kloszem. - mówiąc, ostrożnie odłożyła łyżeczkę na spodeczek. - Uczęszczałam do żeńskiej szkoły, a moja matka zawsze mi powtarzała jak ważna jest reputacja. - znów się uśmiechnęła i podniosła swoją filiżankę. - Sądzę, że pani syn jest czarujący i inteligentny, nie mówiąc już o tym, że pochodzi ze znamienitej rodziny. - lekko skłoniła głowę. - Może i zbłądził, ale kiedy zaczęliśmy rozmawiać od razu zauważyłam, że bardzo tego żałuje.

Spojrzenie Walburgi przeniosło się na Syriusza, który wreszcie przestał patrzeć się w przestrzeń i teraz przyglądał się Hermionie oczarowany.

- Cieszę się, że panna to zauważyła, bo mnie nigdy się nie udało. - oznajmiła z goryczą Walburga.

- Niech mi pani wybaczy, pani Black, ale nie można dostrzec czegoś, czego nigdy nam nie pokazano. Może i Syriusz jest dumny, pewnie ma to w genach, ale my wszyscy popełniamy błędy, kiedy chodzi o naszą dumę.

- Też prawda. - przyznała z niechęcią Walburga. - Najwyraźniej dość dobrze zna panna mojego syna. Co panny matka myśli o tym związku?

- Syriusz jeszcze nie doznał zaszczytu poznania jej. Ale matka ufa mojemu osądowi. - wyjaśniła Hermiona, posyłając mu niewielki uśmiech, którego nie dał rady odwzajemnić. - Właśnie planuje naszą podróż do Zurychu, żeby ją odwiedzić.

- Czy wie o jego przygodach? - spytała Walburga, po raz pierwszy zdradzając swój niepokój.

- Tak, proszę pani. Moja matka i ja jesteśmy bardzo blisko. Rozumie, że pani syn miał dość... ekscytującą młodość, ale mając lat dwadzieścia jeden odnalazł drogę na łono rodziny. Uważa, że młodzi muszą mieć czas, żeby odetchnąć pełną piersią zanim nałoży się na nich jarzmo obowiązków.

- Jakże wspaniałomyślnie. - Walburga spojrzała na Syriusza, który dalej stał i najwyraźniej czuł się niekomfortowo, gdy rozmawiały o nim w jego obecności. - Syriuszu, - odezwała się. - twój dziadek jest w bibliotece. Idź po niego. Jestem pewna, że też chciałby poznać pannę Fehr.

- Tak, Matko. - odparł Syriusz i opuścił pokój tak szybko jak mógł, zamykając za sobą drzwi.

- Panno Fehr, chociaż bardzo się cieszę, że ktoś o twojej pozycji rozważa związek z moim synem, musze przyznać, że mam pewne obawy. Jak panna mówiła, Syriusz potrafi być czarujący i z całą pewnością nie brakuje mu inteligencji, chociaż często to ukrywa. Nie mam też wątpliwości, że traktuje cię z szacunkiem, bo nie zniosłabyś niczego innego. - Hermiona przytaknęła. - Ale muszę cię ostrzec, że jego zachowanie w przeszłości świadczy o jego charakterze. Był dziedzicem, ale porzucił swoje obowiązki. Co jeśli tobie zrobi to samo?

- Pani Black, my się tylko spotykamy. - odparła chłodno Hermiona. - Pisywaliśmy do siebie przez ostatnie miesiące i wybraliśmy się razem w parę miejsc. Przyjęłam pani zaproszenie na dzisiejszy wieczór, ponieważ uważam, że Syriusz ma potencjał. Ale jeśli, jak to pani ujęła, porzuci swoje obowiązki wobec mnie, cóż, wtedy po prostu znajdę kogoś lepszego.

- Nie obawiasz się, że to zhańbi twoją matkę?

- Madame, coś takiego nie będzie miało wpływu na pozycję mojej rodziny. - powiedziała Hermiona, całkiem nieźle udając pełen pogardy ton Walburgi. - W Europie wszystko wygląda inaczej. Moi rodzice nigdy się nie pobrali, ale nikt nie patrzył na moją matkę z góry z powodu moich narodzin. Cieszono się z kolejnego członka rodziny.

- Więc dlaczego nie słyszeliśmy o tobie przed śmiercią pana Dagworth-Grangera? - spytała z wyższością Walburga.

- Cenimy sobie naszą prywatność, proszę pani. - w głosie Hermiony rozbrzmiała odrobina zniecierpliwienia. - Czy zna pani wszystkich moich kuzynów?

- Cóż, nie. Ale...

- Ponad to - przerwała Hermiona. - rozumiemy, że wy, Brytyjczycy inaczej to postrzegacie. Nieślubne dziecko odcisnęłoby się piętnem na opinii mojego ojca. Czy nie wszystkie dzieci czystej krwi powinny być powodem do radości?

- Oczywiście, że tak, ale...

- Pani Black - powiedziała stanowczo dziewczyna. - Byłam tak miła i przyjęłam pani zaproszenie, Ale nie przyszłam tu, by mnie obrażano.

Walburga zbladła. Hermiona nie potrafiła rozróżnić, czy powodem była wściekłość czy też może panika. Odetchnęła głęboko i ciągnęła dalej.

- Nie złożyła mi pani kondolencji z powodu odejścia mojego ojca, ani nie pozwoliła pani swojemu synowi przeprosić. Nigdy nie widziałam, by ktoś tak cierpiał jak on, gdy dowiedział się o śmierci swojego brata. Może i jako dziecko podejmował złe decyzje, ale teraz pragnie się nawrócić, zadośćuczynić za krzywdy wyrządzone twojej rodzinie. - serce Hermiony waliło jak młotem po tym wybuchu. Oczami wyobraźni widziała, jak Walburga wyciąga różdżkę i rzuca na nią klątwę za taką obrazę. Powstrzymała się jednak przed sięgnięciem po własną. Jak się okazało niepotrzebnie się martwiła.

- Lady Fehr, - odezwała się Walburga, a jej usta wykrzywiły się gorzko. - tak mi przykro. Zapomniałam się. Musi cię bardzo boleć strata panny Ojca. Był szanowanym i bardzo utalentowanym czarodziejem, z tego co słyszałam. Proszę, przyjmij wyrazy mojej sympatii.

- Dziękuję, Madame. - odparła wdzięcznie Hermiona, w myślach oddychając z ulgą. - Jestem dumna, że miałam takiego ojca.

- Co do mojego syna to musi panna zrozumieć, że ciężko znieść ból wywołany zdradą własnego potomka. Jestem rozdarta. Ta wojna sprawiła, że musiałam przemyśleć moje przekonania. Szansa, że Syriusz wróci i zajmie należne sobie miejsce i to jeszcze z damą twojego pokroju u boku, to spełnienie moich marzeń. Ale cóż, to też zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

Hermiona z uśmiechem przyjęła komplement. Dziwiło ją, że kobieta, którą powszechnie nazywano zimną jak lód diablicą, mówiła takie rzeczy.

- Pani Black, przyznam, że kiedy po raz pierwszy go spotkałam wcale nie byłam pod wrażeniem. Przystojny z niego mężczyzna, to prawda, ale brakowało mu celu. I dumy, której oczekuję od czarodzieja.

- To do niego podobne. - Walburga przytaknęła.

- Tak. Jednakże, często do mnie pisywał tej zimy. Czysto platonicznie, oczywiście. Na początku wymienialiśmy opinie i poglądy na temat obecnej sytuacji, ale potem zaczął mi się zwierzać. Pisał o swoich zmaganiach z wojną i stratą przyjaciół. Twierdził, że rozmawianie z kimś nie zaangażowanym pomaga mu się skupić. Zauważyłam, że cierpi z powodu zerwania kontaktów z rodziną. Nakłaniałam go do powrotu, ale sądził, że nie zostanie wysłuchany.

Walburga prawie wyglądała na zawstydzoną. Hermiona z kolei nie mogła uwierzyć, że te bzdury działały.

- Kiedy mój ojciec zachorował, przyjechałam do Anglii, by się z nim zobaczyć. Sprawiło mi to wiele bólu, a Syriusz był taki miły i pełen zrozumienia... Mimo to, aż do nocy, kiedy dowiedział się o śmierci młodego Regulusa tylko do siebie pisaliśmy. Tamtej nocy przyszedł do mojego mieszkania. Jak już mówiłam, jeszcze nigdy nie widziałam bardziej pogrążonego w cierpieniu człowieka. To właśnie wtedy zdecydował się z panią skontaktować. Zdał sobie sprawę, że nie tylko on stracił brata, ale i rodzina Blacków dziedzica. Wstydził się tego co zrobił.

- Panno Fehr...

- Proszę, pani Black. Niech mi pani mówi po imieniu.

- Hermiono, jak widzę wiele ci zawdzięczam za to nowoodkryte poczucie obowiązku Syriusza. Nie miałam pojęcia jak wielką rolę odegrałaś w przemianie jaką przeszedł mój syn. Musze przyznać, że to dobry znak dla waszego związku. On nigdy nie słuchał niczyich rad.

- Tak, pani Black. Sam mi tak powiedział. - Hermiona zaśmiała się krótko. - Z tego co pamiętam jego słowa brzmiały: „Wiesz, że robię to, bo chcę, a nie dlatego, że to zaproponowałaś."

- Czy to nie zajęcie kobiet, by przekonywać mężczyzn, że sami podejmują decyzje, podczas gdy to my ustawiamy kurs? - powiedziała Walburga, a błysk w jej oku przypomniał Hermionie Syriusza. Dziewczyna roześmiała się.

- Tak, pani Black. Zgadzam się całkowicie. - zdziwiła się, bo mówiła prawdę. Nigdy by nie pomyślała, że znajdzie z tą kobietą wspólny język. Choćby na chwilę.

Górna warga Walburgi zadrgała, całkiem jakby kobieta miała się uśmiechnąć, ale nagle na powrót zmarszczyła brwi.

- Czy poznałaś może jego przyjaciół? - spytała.

- Właściwie to tak. - odparła Hermiona, przygotowując się. - Niektórzy nie odpowiadają moim standardom, ale w zeszłym tygodniu przedstawił mnie Jamesowi Potterowi, jego żonie i synowi. To potężny czarodziej i lojalny przyjaciel Syriusza, nie mówiąc już o tym, że pochodzi z dobrej rodziny. - Walburga skrzywiła się nieznacznie, ale Hermiona kontynuowała. - Jego żona, choć nie tak odpowiednia, jest naprawdę potężną i inteligentną czarownicą. A ich syn jest po prostu uroczy. Naprawdę słodki maluch. Po prostu uwielbiam dzieci. - zakończyła, uśmiechając się uroczo do Walburgi. - Mam nadzieję mieć własne w przyszłości.

Surowa twarz Walburgi rozpogodziła się znacznie. Hermiona wiedziała, że była już blisko podbicia jej serca. Dumbledore miał rację, a pragnienie przedłużenia rodu przeważało wszystko inne.

- Syriusz opowiadał mi też o innej parze. - ciągnęła Hermiona. - Frank i Alicja Longbottom wydają się interesujący. Z tego co wiem, oni też mają maleńkiego synka.

- O tak. - odparła Walburga. - Dobrze znam matkę Franka, Augustę. To bardzo dumna kobieta. Dość regularnie spotykam się z nią i innymi szanowanymi paniami na herbatę. Powinnaś do nas dołączyć następnym razem. Moja bratanica, Narcyza ma syna w tym samym wieku co Frank.

- To bardzo miło z pani strony, pani Black. Z ogromną chęcią poznam odpowiednie damy w moim wieku. - powiedziała Hermiona. „Szczególnie te, które trzymają w domu pewien dziennik", pomyślała chytrze.

- Mówisz o dzieciach, ale zakładam, że najpierw planujesz karierę. - stwierdziła Walburga.

- Rozważam możliwości. Może spróbuję w szwajcarskim ministerstwie? Wuj zaproponował mi pozycję asystentki ministra. Oczywiście kiedy wyjdę za mąż, pierwszeństwo będą miały dzieci, ale dzięki skrzatom i guwernantkom można pogodzić pracę z rodziną, więc nie odejdę na długo.

- Dziwi mnie, że tyle mówisz o zamążpójściu. Biorąc pod uwagę sytuację twojej matki, można by pomyśleć, że z radością pójdziesz w życie samotnie. - Walburga nie chciała jej obrazić, była po prostu ciekawa.

- To prawda, ale synowie, a to na nich mi najbardziej zależy, potrzebują silnego wzoru do naśladowania i chociaż moi wujowie z pewnością chętnie by pomogli, to nic nie zastąpi ojca. Tylko od niego dzieci mogą nauczyć się jak odpowiednio traktować kobiety.

- Chłopcy to same kłopoty, jeśli sądzić po moich. - powiedziała Walburga i tym razem naprawdę się uśmiechnęła. - Zawsze sądziłam, że ojciec jest konieczny, bo matka nigdy nie krzyknie dość głośno, by przebić się do tych psotnych głów.

Hermiona roześmiała się.

- Dodatkowy plus. - odparła, a Walburga także zaśmiała się krótko. Przeszkodziło im pukanie do drzwi.

- Walburgo? - zawołał głęboki, rezonujący głos. - Jak się bawicie, drogie panie? Czy otrzymamy pozwolenie na wejście? Też chcemy usłyszeć ten żart.

- Pozwalam. - odparła Walburga, lekko potrząsając głową. - Bardzo mi przykro, Hermiono, ale obawiam się, że Syriusz odziedziczył swoją niepoprawną naturę po dziadku.

- O jejku, a miałam nadzieję, że z tego wyrośnie. - Hermiona znów zachichotała.

Walburga ponownie się zaśmiała.

Pollux Black wkroczył do salonu i Hermiona zdumiała się, bo wyglądał tak młodo, że mógłby uchodzić za brata swojej córki. Był wysoki, szeroki w barach, o lekko siwiejących włosach zebranych w ciasny kucyk. Walburga i jej syn musieli odziedziczyć szare oczy po kądzieli, albo może te geny pominęły Polluxa, bo tęczówki miał orzechowe. Jednakże brwi, prosty nos i usta z całą pewnością przekazał wnukowi. Syriusz szedł tuż za nim, a na widok swojej matki i Hermiony uśmiechających się do siebie, szeroko otworzył oczy ze zdumienia.

- Ojcze - odezwała się Walburga. - Poznaj pannę Hermionę Fehr.

Pollux robił znaczenie lepsze pierwsze wrażenie niż jego córka.

- Młoda damo, jesteś tak piękna jak mówią. - powiedział, pochylając się, by pocałować jej dłoń. Hermiona zarumieniła się. - Więc co to za żart? Muszę się dowiedzieć, co sprawiło, że moja córka się roześmiała.

Hermiona zerknęła na Syriusza, który stał prosto jak struna obok kanapy. Dalej był bardzo blady, a na jego twarzy gościł wyraz całkowitego zdumienia. Pollux zajął fotel obok Walburgi. Syriusz natomiast otworzył usta i zaraz je zamknął.

- Matko - odezwał się w końcu. Głos miał pewny, ale cichszy niż zwykle, co jak sądziła Hermiona, świadczyło o tym jak się denerwował. - Chciałbym z tobą pomówić.

- Świetnie. Mów więc. - powiedziała zimno Walburga. Hermionę zdziwił ten chłód, tak całkowicie odmienny od dobrego humoru sprzed chwili.

- Na osobności, Matko. - Hermiona nie mogła oderwać od niego wzroku. Wydawał się taki przestraszony... i wyglądał jakby zbierało mu się na wymioty. Wstała i stanęła obok niego. Ujęła jego zaciśniętą pięść w dłonie.

- Panie Black - powiedziała do Polluxa. - Uwielbiam książki, a Syriusz mówił, że ma pan imponującą bibliotekę. Marzę, żeby ją zobaczyć.

Pollux natychmiast wstał.

- A ja z ogromną chęcią je pannie pokażę, panno Fehr.

Hermiona na powrót odwróciła się do Syriusza, który dalej tkwił bez ruchu. Ścisnęła jego rękę i stanęła na palcach, by pocałować go w policzek, co dało jej możliwość szepnięcia mu do ucha.

- Chce ci wybaczyć. - Syriusz uniósł rękę i dotknął miejsca, gdzie go pocałowała. - Pamiętaj o planie. - szepnęła, uśmiechając się. Cały czas stała plecami do Walburgi. Koniuszki jego ust uniosły się lekko. Napotkał jej spojrzenie. Hermiona uśmiechnęła się szerzej. - Ale bez kopania.

Wymknął mu się cichutki, krótki śmiech. - Ha, będę pamiętał. - mruknął.

- Idziemy, panno Fehr? Biblioteka jest rozległa, a obiad już niedługo. - Pollux podał jej ramię.

- Dziękuję, panie Black. - odparła, ujmując je. Pollux zamknął za sobą drzwi i spojrzał na Hermionę.

- Nie obawiaj się, młoda damo. Syriusz jest silny.

- Wiem. - odparła Hermiona. - Tak bardzo boi się, że zrobi coś nie tak. Ta rozmowa jest dla niego bardzo ważna.

Pollux przytaknął i poprowadził ja do schodów. Wspinali się po nich w milczeniu.

- Czy chciałaby się pani czegoś napić, panno Fehr? - spytał Pollux, kiedy dotarli do biblioteki. Wskazał ręką na kryształową karafkę, w połowie wypełnioną złotym płynem, stojącą na biurku. Obok niej na srebrnej tacy ustawiono szklanki.

- Maleńkiego drinka. - odparła dziewczyna. - I proszę, panie Black, niech mi pan mówi po imieniu.

Nalał odrobinę alkoholu do szklanki i podał Hermionie. Pociągnęła łyk i natychmiast zrozumiała, że to co piła to nie była Ognista Whisky, której się spodziewała. Parzyło mocniej, ale smak miało bardziej aksamitny, łagodniejszy.

- Mmm - mruknęła z podziwem i pociągnęła jeszcze jeden łyk.

- Ach, teraz widzę, dlaczego Syriusz jest pod takim wrażeniem. - powiedział Pollux. - Dziewczyna, która potrafi cieszyć się prawdziwą whisky. Rzadko spotykane.

„Szybciej dziewczyna, która wie, jak przekonać do siebie mężczyzn z rodu Blacków", pomyślała dość cynicznie Hermiona.

- Bardzo dobra, panie Black. A jaka jest różnica? - spytała. - Powiedział pan, że to prawdziwa whisky?

- Sam ją zrobiłem. - odparł z dumą.

- Naprawdę? - szczerze zdziwiła się Hermiona, która była pod wrażeniem. - Pyszna. Sądzę, że mógł pan minąć się z powołaniem.

- Tak, wielu mi to mówiło. - zaśmiał się Pollux. - Ale nigdy nikt tak uroczy jak ty. - dodał, mrugając do niej.

Hermiona znów uśmiechnęła się uroczo. Walburga miała rację, Syriusz i jego dziadek byli do siebie aż nazbyt podobni.

Przebiegając opuszkiem palca po grzbietach książek stojącej na wysokości swojego wzroku pomyślała, że nie rozumie czarodziei czystej krwi. Gdyby ten człowiek wiedział kim naprawdę byli jej rodzice, w najlepszym przypadku wyrzuciłby ją na ulicę. Ale dzięki wsparciu cudownie szczodrej Frederiki Fehr, nagle stał się przemiłym człowiekiem. Wiedziała, że nie był aż tak zły jak Walburga, a nawet ona nie wydawała się aż taka okropna. Może bigoteryjna i opętana swoją ideą, ale nie zła. Hermiona spodziewała się chłodnego powitania albo chociaż wyczuwalnej niechęci ukrytej pod płaszczem gościnności. Przedstawienia, które miałoby pokazać jej ich status społeczny. Zastała jednak coś zupełnie innego. Nie sądziła, by kiedykolwiek udało jej się rozgryźć, jak działały ich umysły.

Nagle jej wzrok przykuł tytuł jednej z książek, wyrywając ją z zamyślenia. Potentissimum Maledictiones. Właśnie tej książki szukała przez ostatnie trzy lata. Była nielegalna, więc nikt jej nie drukował. Zawierała szczegółowe informacje na temat licznych czarno magicznych klątw, do których należała także Szatańska Pożoga. Zdjęła książkę z półki i przerzuciła kilka kartek.

- Hermiono, mam nadzieję, że taka urocza młoda dama jak ty nie potrzebuje takich zaklęć jakie znaleźć można w tej książce. - powiedział Pollux, stając za nią.

- Ma pan rację, panie Black. - odparła, uśmiechając się do niego. - Po prostu uwielbiam teorię. Obecnie szczególnie interesuje mnie kontrolowanie Szatańskiej Pożogi. Poza tym trzeba znać swojego wroga, jeśli zamierza się go pokonać.

- Święta prawda. Sam w młodości badałem Szatańską Pożogę. Niestety - zaśmiał się krótko. - spaliłem niewielki lasek w rodzinnej posiadłości w Walii, zanim mój ojciec zdołał ją powstrzymać.

- O jejku. - westchnęła Hermiona. - Czy potem nauczył się pan ją kontrolować? Wiele bym dała za kilka wskazówek.

- Jestem pewien, że da się to załatwić. Muszę przyznać, że dziwi mnie twoje zainteresowanie czarną magią biorąc pod uwagę twoją rodzinę.

- Moja matka mówi, że różnica między czarną, a białą magią leży w tym jak je postrzegamy. - Hermiona uśmiechnęła się. - Woli patrzeć na nie jak na pożyteczną i złą magię. Niewiele zaklęć uznaje za złe, zazwyczaj wini tego, który je rzuca.

- Twoja matka musi być fascynującą kobietą. Czy pozostaje niezamężna?

- Panie Black, proszę! - zawołała Hermiona. - Mówi pan o mojej matce! - mimo to uśmiechała się. - Niech pan sobie wyobrazi jakby się poczuł Syriusz, gdybyśmy nagle zostali rodzeństwem... czy też może ja byłabym wtedy jego ciotką?

- Też prawda, panno Fehr. - Pollux znów się roześmiał.

TRZASK

- Niech pan wybaczy Stworkowi. - zaskrzeczał skrzat. - Obiad jest gotowy do podania.

TRZASK

- Świetnie - oznajmił Pollux. - Jestem straszliwie głodny. Moja pani? - powiedział, ponownie podając jej ramię. - Czy mogę odprowadzić panią do stołu?

- Dziękuję. - odparła Hermiona, przyjmując je. Zatrzymali się przed drzwiami do salonu i Pollux zajrzał do środka.

- Walburgo? Syriuszu? Podano do stołu.

Kiedy Syriusz i jego matka opuścili pokój, Hermiona z radością zauważyła, że na twarz młodego mężczyzny powrócił kolor. Wydawał się też o wiele bardziej odprężony. Uśmiechnął się do niej, a potem powiedział:

- Wybacz Dziadku, ale teraz ja poprowadzę Hermionę. - podał jej ramię i odsunęli się, by przepuścić Walburgę i Polluxa, którzy pierwsi poszli do jadalni.

Syriusz bardzo wolno schodził po schodach pod pretekstem pokazywania jej kolejnych portretów zawieszonych na ścianach. Hermiona była prawie pewna, że na poczekaniu wymyślał imiona, bo nie sądziła, by ktoś mógł nazwać dziecko Magna Nasus. Inna sprawa, że to z tej rodziny pochodził Fineas Nigellus, więc nie mogła mieć pewności.

Kiedy tylko jego matka i dziadek zniknęli w jadalni, Syriusz przytulił Hermionę.

- Udało się! - szepnął, puszczając ją. Mówił cicho, ale słyszała radość w jego głosie. Pokonali pierwszą przeszkodę. Medalion był w tym domu. Teraz Syriusz mógł go poszukać bez wzbudzania podejrzeń, a przy odrobinie szczęścia niedługo otworzą się dla nich drzwi do posiadłości Malfoyów. Hermiona spotka Narcyzę za herbatce, a Syriusz uzyska dostęp do rodzinnego skarbca u Gringotta, który znajdował się zaledwie dwie pary drzwi od tego należącego do Lestrange'ów. Plan działał.

- Świetna robota. - mruknęła dziewczyna. - Kopnąłeś ją w końcu?

- Ha ha. Nie, nie musiałem. Miałaś rację, chciała mi uwierzyć. Jak ci się w ogóle udało ją rozbawić? Nigdy bym w to nie uwierzył.

- Zażartowałam z ciebie. - odparła z szelmowskim uśmiechem Hermiona.

- Chodźcie papużki. - zawołał Pollux, wyłaniając się z jadalni. Syriusz zerknął na swojego dziadka, a potem pospiesznie musnął ustami policzek Hermiony.

- Już idziemy, Dziadku. Wybacz nam. - powiedział. Hermiona zarumieniła się.

- Syriuszu! Co sobie pomyśli twoja matka?

Pollux dalej się śmiał, kiedy mijali go w drzwiach do ogromnej jadalni.

- Co? - spytał cicho Syriusz, odsuwając dla niej krzesło. Nie do końca udało mu się ukryć szeroki uśmiech. - Więc ty możesz mnie całować, ale ja ciebie nie?

- Dodawałam ci odwagi. - odparła, z gracją zajmując swoje miejsce. - Wiedziałam, że obawiałeś się, że matka cię nie wysłucha.

- Masz całkowitą rację, moja droga. - powiedziała łagodnie Walburga. - Syriuszu, nie wolno ci przekroczyć żadnych granic z tą młodą damą. Masz szczęście, że poświęca ci czas.

Hermiona kulturalnie zakasłała w serwetkę, by ukryć rozbawienie. Syriusz nie odpowiedział tylko zajął miejsce obok niej.


Kiedy aportowali się na jej balkonie, Hermiona odetchnęła z ulgą. Udało im się. Dali radę. Kontakt został nawiązany. Jej pomysł działał! Pozbędą się Riddle'a!

- Dzięki Bogu, że już po wszystkim. - powiedziała, kiedy Syriusz puścił jej dłoń. - Świetna robota, jesteśmy o krok bliżej.

I wtedy, z ogromnym uśmiechem na ustach Syriusz chwycił ją i okręcił dookoła.

- Dość Tyranii Voldemorta! - krzyknął.

- Syriuszu, odstaw mnie. - nakazała ostro Hermiona. - Co będzie, jak mnie zrzucisz?

Stawiając ją na ziemi dalej się śmiał.

- Masz rację. Ale czy wolno mi powiedzieć... jasna cholera! Jak to zrobiłaś? Moja matka cię cholernie ubóstwia! To jakieś szaleństwo! Ona nie lubi własnej rodziny, ale dzisiaj ani na chwilę nie przestawała mi przypominać jakie mam cholerne szczęście, że... jak to szło? A, tak..., że bierzesz mnie pod uwagę.

Hermiona uśmiechnęła się.

- Też musiałeś być całkiem przekonywujący.

- Poszło lepiej niż się spodziewałem. - zauważył Syriusz. - Na początku było dziwnie, ale jak tylko powiedziałem jak mi przykro z powodu Rega, wszystko zrobiło się prostsze. Nie musiałem sobie nawet powtarzać, dlaczego mówię jej, że chcę wrócić na łono rodziny.

- Świetnie, teraz tylko musimy upewnić się, że nie zamienisz się w dupka. Chociaż twój dziadek jest miły. Przypomina mi ciebie, tylko starszego.

- Ta, całkiem niezły z niego gość. Zawsze byłem jego ulubieńcem, więc teraz wszystko idzie po jego myśli. - Syriusz wyszczerzył zęby. - Jak udało ci się przekonać do siebie Matkę? Dalej nie mogę w to uwierzyć.

- Um... Ja... cóż, zbeształam ją za to, że mnie obraża, potem wcisnęłam jej kit o tym jak się poznaliśmy i dodałam, że chcę mieć wielu czystokrwistych synów. - Hermiona otworzyła drzwi i poszła do kuchni, żeby nastawić wodę na herbatę.

- Co?!Zbeształaś ją? Merlinie, Hermiono! Ona mogła cię zabić! - zawołał Syriusz, podążając za nią.

- Nie mogła. Moja matka wiedziała, że tam jestem. Naprawdę myślisz, że weszłaby w konflikt z najpotężniejszą rodziną w Zachodniej Europie? - spytała, biorąc tacę z suszarki.

- Nie zdziwiłoby mnie to. - powiedział buntowniczo.

- Mniejsza o to - odparła Hermiona, odkładając łyżeczkę i cukiernicę na tacę. - powiedziałam jej, że od miesięcy zachęcałam cię do powrotu na łono rodziny, a śmierć Rega tak tobą wstrząsnęła, że zdecydowałeś się to zrobić.

- Zdajesz sobie sprawę, gdzie to zmierza? - spytał Syriusz.

- Gdzie co zmierza? Do zniszczenia Riddle'a? Tak... dlatego tam dziś poszliśmy.

- Nie. To że powiedziałaś mojej matce, że jesteśmy w sobie zakochani i że marzysz o dzieciach... Nim minie miesiąc będzie próbowała urządzić nam ślub.

- A niech próbuje. Za cztery miesiące będę już tylko szwajcarską damulką, która cię zbałamuciła i złamała ci serce. - zakończyła, otwierając puszkę na herbatę i szukając łyżeczki.

- Och, jak ja sobie z tym poradzę? - zawołał Syriusz z udawanym żalem, łapiąc się za serce.

- A poza tym nie powiedziałam jej, że jesteśmy w sobie zakochani. - powiedziała, trącając go, by się ruszył i dopuścił ją do szuflady ze sztućcami. - Tylko, że się spotykamy i jeśli okażesz się być idiotą, znajdę sobie kogoś lepszego.

Czajnik zagwizdał i Hermiona wlała wrzątek do dzbanka, a potem dodała liście herbaty.

- Sądzę, że po prostu ucieszyła się, że nie jestem kompletną kretynką. Chociaż może przesadziłam z tymi dziećmi. Inna sprawa, że Dumbledore tak mi poradził. No i koniec końców, to właśnie to ją przekonało.

Syriusz chyba poczuł się niekomfortowo.

- Kobiety są porąbane. - mruknął, pochylając się, by poszukać w lodówce mleka. Nim znów się podniósł podkradł jeszcze kilka winogron, które leżały na najwyższej półce.

- Biedny Syriuszek, nie chcesz zostać tatusiem? - zażartowała Hermiona.

- Dobry Merlinie, nie! - zawołał Syriusz, mimo pełnych ust. Przełknął i dodał. - I nie żartuj sobie z tego. Dość, że będą ze mnie kpili, jak odejdziesz.

- O ironio. - westchnęła, wyciągając z szafki dzbanek na herbatę i filiżanki.

- Co? - spytał, dalej trochę naburmuszony.

- W Ameryce jest dziś Dzień Niepodległości.

- Cudnie. - mruknął Syriusz. - Dokładnie wtedy, kiedy ja straciłem moją.

- Jak mówiłam, ironia. - zachichotała Hermiona. - Posiedzę i pooglądam fajerwerki w telewizji. Hotel ma łącze satelitarne, więc za parę godzin powinnam móc zobaczyć pokaz w Nowym Jorku.

- Dobra, nie zrozumiałem nawet połowy tego co powiedziałaś. - Powiedział oszołomiony Syriusz, kiedy niosła tacę do saloniku.

- Urządzają ogromne pokazy fajerwerków nad rzeką i nadają je w telewizji. - wyjaśniła. - Hotel ma kilka amerykańskich kanałów informacyjnych, więc będę mogła je obejrzeć.

- Fajnie, mam ochotę na coś wybuchowego. Mogę sobie wyobrażać, że na każdym jest twarz mojej matki. Pozwolisz mi zostać i też pooglądać?

- Um... pewnie. Nie sądziłam, że cię to zainteresuje, ale jeśli chcesz, nie ma problemu. Będzie fajnie. - zgodziła się Hermiona.

- Wspaniale. - uśmiechnął się Syriusz. - Ale najpierw wpadnę do domu się przebrać. Może i świetnie wyglądam w tej szacie, ale za to jest piekielnie niewygodna.

- Mądry z ciebie facet. - zgodziła się Hermiona. - Marzę o piżamie i kapciach.

- Dobra, wracam za moment. - obiecał Syriusz. Podczas gdy ona zdejmowała śliczne, ale niezbyt wygodne buty, on otworzył drzwi balkonowe.

- Przynieś wino! - zawołała - I czekoladę!

- Jak sobie panna życzy, Lady Fehr. - zaśmiał się Syriusz.