Guest: Bardzo się cieszę, że moje tłumaczenie tak Ci się spodobało. Co to publikacji to staram się dodawać rozdziały w niedzielny wieczór, chyba że naprawdę nie mogę, to wtedy nadrabiam w poniedziałek. Całe opowiadanie jest przetłumaczone i teraz tylko czeka na korektę, więc nie powinno być opóźnień. Miłej zabawy.

Jilly: Dziękuje za ciepłe słowa, bardzo mi miło, że moje tłumaczenie sprawia ludziom radość i każdy komentarz, bez względu na to jak krótki wprawia mnie w euforię. ;)


28 lipca

Kiedy razem z Syriuszem zbliżali się do drzwi Grimmauld Place 12, w brzuchu Hermiony szalały motyle wielkości hipogryfów. Im bliżej się znajdowali, tym bardziej Syriusz się ociągał i Hermiona miała wrażenie, że wcale nie chciał tu być.

- Nie musiałeś przychodzić ze mną. Radzę sobie z twoją matką lepiej niż ty. - powiedziała cicho, po raz piąty tego dnia. Denerwowało ją, że niespodziewanie zaczął się z nią obchodzić jak z jajkiem. Syriusz próbował odwieść ją od pomysłu przyjęcia zaproszenia na ten podwieczorek od momentu, kiedy je otrzymała trzy dni wcześniej i chociaż już udowodniła, że potrafiła o siebie zadbać, nalegał, że potrzebowała jego ochrony. Przed herbatą właśnie. Czy naprawdę sądził, że nie da sobie rady? Rany, przecież sprawiła, że sama Walburga Black się zaśmiała. Jeśli potrafiła ją oszukać, na pewno poradzi sobie z pozostałymi.

- To nie moją matką się przejmuję. - mruknął przez zaciśnięte zęby Syriusz, nie spuszczając wzroku z drzwi. - Tylko tymi innymi fanatyczkami.

- Dumbledore mówił, że pani Longbottom też przychodzi, nie mówiąc już o paniach Crouch. To nie fanatyczki. A poza tym, jestem czystej krwi, pamiętasz? – mimo zdenerwowania Hermiona zmusiła się do zachowania spokoju. Wiedziała, że od jej bezpieczeństwa wiele zależało i że życie Syriusza mogło zostać zniszczone, gdyby coś jej się stało. Miał prawo się o to martwić, ale przecież nie mógł myśleć, że zniszczenie najmroczniejszego czarnoksiężnika wszechczasów nie pociągało za sobą żadnego niebezpieczeństwa.

Syriusz przeczesał włosy palcami, widocznie nieprzekonany.

- Ale co jeśli...

- Och, przestaniesz wreszcie? - prychnęła. - To część zadania. Muszą mi uwierzyć, zaufać mi. Będzie tam Narcyza, a ja chcę się z nią zaprzyjaźnić. W ten sposób dostanę się do dziennika. Po prostu to zaakceptuj, dobrze?

Dumbledore powiedział Hermionie, że te podwieczorki były bardzo sztywnymi spotkaniami. Wszędzie dookoła porcelanowe filiżanki, kanapeczki z ogórkiem i dyskusje o najlepszych projektantach szat. Przerażające. Chociaż bardziej ze względu na możliwość zbłaźnienia się w towarzystwie, a nie zagrożenie życia.

Hermiona oczywiście wyszukała wszystkie potrzebne informacje. W głowie miała zakodowane najsłynniejsze imiona, nazwy kolekcji, znanych restauracji i aptek, salonów piękności i fryzjerskich. Miała wrażenie jakby mózg wypchano jej bezcelowymi i powierzchownymi informacjami. Ale zdawała sobie sprawę, że będzie ich potrzebowała przez najbliższe cztery miesiące, więc musiał taki pozostać.

Pukając, Syriusz przyjął kamienny wyraz twarzy.

- Wrócę po ciebie o szóstej. - powiedział chłodno. - Musze być w Ministerstwie w pół do siódmej, więc to podamy im za powód twojego wyjścia. Z pewnością zrozumieją, że będziesz się chciała pożegnać nim wyjadę na tydzień.

Wtedy zrozumiała, że może nie tylko ona szybciej traciła nad sobą kontrolę z powodu nerwów. Może Syriusz też niepokoił się misją w Irlandii. Pewnie zastanawiał się, co by się stało z planem zdobycia horkruksów, gdyby to jemu coś się stało. Ale Hermiona miała tu przewagę, bo wiedziała, że wróci cały i zdrowy. W te Święta, które spędzili na Grimmauld Place starszy Syriusz często zabawiał ich opowieściami o ekscytującym życiu aurora, bo Harry i Ron powiedzieli mu, że to właśnie nimi chcą zostać po szkole, ale nigdy nie wspominał Irlandii Północnej. Opowiadał, że o mało nie stracił ręki podczas Śledzenia Śmierciożercy w 1980 i o wielu innych sytuacjach, kiedy otarł się o śmierć, więc na pewno Hermiona dowiedziałaby się, gdyby coś poszło nie tak i na tej misji. Chodziło tylko o to, że nie chciała w ten sposób uspokajać Syriusza, bo wtedy nie byłby tak ostrożny i rzeczywiście mogłoby mu się coś stać.

Ciężkie zamki szczęknęły.

- No dalej. - powiedziała do niego. Czuła się głupio, że nie zrozumiała czemu był taki nerwowy. - Jesteśmy szczęśliwą parą, uśmiechnij się.

Szturchnęła go w bok, a on uniósł odrobinę kąciki ust.

- Panno Fehr, paniczu Syriuszu, witajcie. - zaskrzeczał Stworek, kiedy drzwi się otworzyły. - Panie są w salonie, panno Fehr. Zechce pani pójść za Stworkiem.

- Dziękuję, Stworku. - odezwała się Hermiona. Skrzat patrzył na nią przez chwilę, a potem zwrócił spojrzenie przekrwionych oczu na Syriusza.

- Pan jest w bibliotece. Jeśli panicz chce się z nim zobaczyć, może to panicz uczynić tam.

- Chciałbym przywitać się z Matką, zanim porozmawiam z Dziadkiem.

- Oczywiście, paniczu. - Stworek odwrócił się na pięcie i poprowadził ich w głąb domu.

Poszli za nim przez przedpokój, minęli drzwi do jadalni i wspięli się po schodach.

- Panna Fehr przybyła, moja pani. Przyprowadził ją panicz Syriusz. - oznajmił Stworek, wchodząc jako pierwszy do salonu.

- Witaj, Hermiono. - powiedziała całkiem ciepło Walburga, ale kiedy jej spojrzenie skierowało się na Syriusza zmieniła ton. - Syriuszu, to spotkanie dla pań. Twój Dziadek jest w bibliotece bądź tak uprzejmy i przywitaj się zanim wyjdziesz.

- Oczywiście, Matko. - odparł uprzejmie Syriusz. - Chciałem tylko poinformować się, że wyjeżdżam na tydzień i nie będzie się można ze mną skontaktować aż do przyszłej środy. - przyjrzał się trzem pozostałym czarownicom jakby uważał je za przeciwniczki w nadchodzącym boju, a potem z najbardziej czarującym uśmiechem na jaki było go stać ujął dłoń starszej kobiety, która nosiła bardzo specyficzny kapelusz. Choć nakrycie głowy miało zwyczajowy kształt, wąskie rondo i dość szpiczasty czubek to u podstawy wyszyto go koralikami w jaskrawych kolorach. Te same koraliki zwieszały się do szyi staruszki niczym naszyjniki. W efekcie kapelusz ten zupełnie nie pasował ani do eleganckich strojów innych gości ani do tych zaniedbanych. - Ciociu Cassie. - przywitał się.

- Czy to Zdrajca Krwi? - spytała Cassiopeia, słabym, drżącym głosem. Odwróciła głowę, żeby lepiej go słyszeć.

- Już nie, ciociu Cassie. - odparł Syriusz - Dobrze wiedzieć, że nic a nic się nie zmieniłaś. - pospiesznie musnął wargami jej starczą rękę i ostrożnie umieścił ją z powrotem na lasce. Potem skierował wzrok na srogą starszą damę ubraną w ciemnozielone szaty. Siwe włosy miała upięte z tyłu głowy, twarz pobrużdżoną zmarszczkami. - Babciu - powiedział, pochylając się, by ucałować ją w policzek. - Jak się masz?

Jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

- Jestem zdziwiona, - odparła szczerze. - ale zadowolona, że się opamiętałeś. Mój syn ucieszyłby się, że twój idiotyzm nie był permanentny.

- Masz z pewnością rację. - Syriusz uśmiechnął się do niej, a to, że kłamał dało się poznać tylko po tym jak wymawiał spółgłoski i to tylko dlatego, że Hermiona specjalnie zwracała na to uwagę. - A to kto? -kontynuował, uśmiechając się jeszcze szerzej, kiedy sięgał po dłoń młodej kobiety siedzącej u boku Babci. - My się chyba nie znamy.

- Moja bratanica Anita Macmillan. - przedstawiła Babcia. - Jest żoną mojego bratanka.

- Cóż, to zaszczyt móc cię poznać, Anito. - powiedział, całując jej dłoń. - A to pewnie twój syn. - spytał, klękając, by chłopczyk obok niej mógł chwycić go za palec.

- Tak, to Ernest. - odparła z dumą Anita.

- Bardzo przystojny młody człowiek. - oznajmił Syriusz z kolejnym uśmiechem, a potem wstał. Odwrócił się do Hermiony i kilkoma krokami pokonał dzielącą ich odległość. - Hermiono, przed wyjściem wstąpię jeszcze do Dziadka. Wrócę po ciebie o szóstej.

- Dziękuję. - odparła, napotykając jego spojrzenie. W jego oczach było coś czego nie mogła do końca zidentyfikować pod tą szarością. Śmiałość? Usta wykrzywiły mu się w psotnym uśmiechu i Hermiona zdała sobie, że chodziło o szelmowstwo. Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, chwycił ja za ręce, przyciągnął do siebie i pocałował w usta. Prawie go odepchnęła, by zażartować z jego bezczelności, ale zdała sobie sprawę, że to wywołałoby podejrzenia. W każdym razie dość szybko się od niej odsunął, a psotny uśmiech powrócił na jego wargi.

- Do zobaczenia wkrótce. - z tymi słowami odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.

Hermiona czuła, jak czerwienieją jej policzki pod wzrokiem pozostałych pań. Anita próbowała stłumić chichot, który natychmiast ucichł, kiedy tylko spojrzała na nią Babcia.

- Dalej idzie w ślady Polluxa, jak widzę. - odezwała się wyniośle starsza kobieta, a spojrzenie jakie posłała Walburdze pełne było dezaprobaty. Hermionie wydawało się, że matka Syriusza zazgrzytała zębami. Potem jednak odwróciła się i przybrała uprzejmy ton.

- Hermiono, chciałabym ci przedstawić moją teściową, Melanię Black. - Hermiona uśmiechnęła się uroczo. - Melanio, to Hermiona Fehr, córka Frederiki i pana Dagworth-Grangera.

- Wspaniale móc cię poznać, panno Fehr. - powiedziała Melania. - Znam twojego dziadka Faustusa, razem chodziliśmy do Durmstrangu.

Hermiona zmarszczyła brwi. Ojciec Frederiki nazywał się Folkut, a Dagworth-Grangera był anglikiem o imieniu Albert.

- Może ma pani na myśli mojego wuja, pani Black? - odparła ostrożnie. - Moim dziadkiem był Folkut Fehr. Zmarł dawno temu, wydaje mi się, że był od pani wiele starszy. Ale jego bratanek nazywa się Faustus. Chyba ostatnio nie czuje się najlepiej. Dobrze się znacie?

Twarz Melanii miała dziwnie beznamiętny wyraz. „Próbowała przyłapać mnie na kłamstwie" zorientowała się Hermiona, zadowolona z materiałów na temat rodziny Fehrów, które przysłała jej Frederika i wolnego czasu, który mogła poświęcić na ich czytanie. Znów się uśmiechnęła, by ukryć skrępowanie.

Na szczęście w tym momencie otworzyły się drzwi i wszedł Stworek.

- Moja pani, przybyła panna Cyzia.

Za młodu pani Malfoy była piękną kobietą. Lśniące blond włosy miała długie i rozpuszczone, ogromne jasne oczy błyszczące. Uśmiechała się. Kiedy weszła do pokoju, Hermiona nie mogła uwierzyć jak bardzo zmieniał ją szeroki uśmiech. W ramionach niosła małego, jasnowłosego chłopczyka, który pulchną rączką kurczowo trzymał się dekoltu jej sukienki.

Drzwi dalej stały otworem, więc usłyszały dzwonek do drzwi. Stworek zniknął z trzaskiem.

- Jak się masz, Narcyzo? - Walburga wstała, by przywitać swoją bratanicę.

- Bardzo dobrze, cioteczko. - odparła Narcyza. - Dzisiaj rano Draco wreszcie stanął. - jaśniała, a jej uśmiech stawał się jeszcze szerszy, kiedy patrzyła na chłopczyka. Hermionę ucieszył fakt, że chociaż ojciec Draco był samolubnym draniem, przynajmniej matka go kochała.

- Narcyzo, poznaj Hermionę Fehr. - przedstawiła Walburga, kiedy Narcyza spojrzała na Hermionę pytająco.

- Cioteczka mówiła, że przyjdziesz. - Pani Malfoy uśmiechnęła się. - Tak miło cię poznać. Jak ci się podoba w Anglii?

- Jest przemiło. - odparła Hermiona, uśmiechając się na dźwięk standardowego pytania zadawanego obcokrajowcom. - Miałam kiedyś angielską nauczycielkę, która cały czas opowiadała mi o swojej ojczyźnie. „Mokra wyspa", tak ją nazywała. Chociaż to lato jest zdumiewająco podobne do naszych, szwajcarskich.

Kiedy Hermiona rozmawiała cicho z Narcyzą nadeszły pani Longbottom i pani Prewett. Anita przysunęła się do młodszych kobiet, a dwóch prawie chodzących chłopców ułożono obok siebie na wyszywanym kocyku, który Narcyza wyciągnęła z torby. Hermiona musiała stłumić śmiech, bo wyobraziła sobie jak Draco Malfoy i Ernie Macmillan, których znała, zareagowaliby na taką sytuację.

Pani Longbottom przywitała Hermionę bardzo ciepło i skomentowała jak wiele cierpliwości musi wymagać radzenie sobie z takim młodzieńcem jak Syriusz Black.

- To co mój Frank o nim opowiada! - zaśmiała się.

Ku ogromnemu zdumieniu Hermiony, całkiem dobrze rozmawiało jej się z Anitą i Narcyzą. Wszystkie trzy przeniosły się do małego szklanego stolika w kącie i zajęły grą w brydża. Inne panie dalej siedziały na fotelach i kanapie zajęte żywą debatą na temat wpływu rosyjskich smaków na wysokiej klasy restauracje w Londynie.

Anita miała akurat wyjątkowo dobre karty i Hermiona rzuciła swoje na stół w geście poddania, kiedy go zobaczyła. Pod ścianą obok nich stała oszklona gablota. Pamiętała ją jako pokrytą kurzem, ale teraz lśniła czystością, a zgromadzone w niej przedmioty błyszczały. I tam właśnie leżał spokojnie ciężki, złoty medalion, ułożony pomiędzy kolekcją glazurowanych tabakierek, a dwoma kryształowymi karafkami. Serce jej zadudniło. Nie mogła uwierzyć, że tu był. Stworek musiał się już poddać. Cudownie. Na wszelki wypadek miała przy sobie fałszywy medalion. Czy mogłaby je teraz jakoś podmienić?

- Jeszcze jedno rozdanie, Hermiono? - spytała Narcyza, tasując karty. - Musisz zagrać. Nie możemy pozwolić, żeby Anita zawsze nas ogrywała.

- Oczywiście – odparła Hermiona, poświęcając pełną uwagę grze.

W pewnym momencie pani Longbottom wstała i żegnając się ucałowała Hermionę w policzek i przytuliła ją lekko.

- Cudownie było cię poznać, ale musze już iść. Mamy dziś w domu masę pracy. Wczoraj były urodziny Neville'a i wielu gości zostało na dłużej.

- Bezpiecznej drogi do domu. – pożegnała się Hermiona.

Melania i Anita wyszły wkrótce potem, a po nich pożegnała się pani Prewett. Wkrótce przy stole do brydża zostały już tylko Hermiona, Narcyza i Walburga. Cassiopeia przysypiała w fotelu, co jakiś czas pochrapując cicho. Laska wypadała jej z ręki, kapelusz przekrzywiał się na głowie, a kolorowe paciorki co chwila groziły jej uduszeniem. Hermiona zerknęła na zegarek. Była piąta, wkrótce miał przyjść Syriusz.

U boku Walburgi pojawił się Stworek.

- Moja pani, ktoś chce się z tobą skontaktować przez kominek w salonie.

- Dobrze. - odezwała się Walburga. Stworek zniknął z trzaśnięciem. Cassiopeia parsknęła we śnie, a Draco, który dotychczas siedział spokojnie na kolanach matki, zaczął płakać.

- Wybaczcie proszę, muszę zobaczyć kto próbuje się ze mną skontaktować. - powiedziała Walburga. - Czekałam na wiadomość od twojej siostry. - tu skinęła głową Narcyza. - Myślałam, że dzisiaj przyjdzie.

- Oczywiście, cioteczko. - powiedziała Narcyza, którą rozproszył płacz Draco.

Chwilę po wyjściu Walburgi wstała też Narcyza.

- Muszę go nakarmić. - oznajmiła, patrząc na czerwoną od płaczu twarz Draco. - Ostatnio cały czas jest głodny. Posiedzisz tu chwilę sama? Cioteczka niedługo wróci.

- Pewnie. - odparła z uśmiechem Hermiona. - Porozmawiam sobie z Cassie.

Narcyza uśmiechnął się szeroko.

- Za moment jestem. - obiecała, ruszając do drzwi, bo Draco rozwrzeszczał się na całego.

Hermiona natychmiast skoczyła na równe nogi i rzuciła się do gabloty. Cassiopeia dalej chrapała, kiedy dziewczyna wyciągała z torebki fałszywy medalion i otwierała gablotę. Z sercem na ramieniu podniosła horkruks i wrzuciła do torebki, a potem na jego miejscu ułożyła podróbkę.

Dokładnie w momencie, kiedy zamknęła torebkę skrzypnęły drzwi.

- Nie kradniesz, mam nadzieję? - odezwał się głęboki głos. Hermiona obróciła się na pięcie. Za nią stał Pollux.

- Och... och nie, podziwiam tylko ten... - jej spojrzenie wylądowało na srebrnym medalionie. - ten Order Merlina. Kim jest jego właściciel? - spytała, próbując odzyskać kontrolę nad walącym jej w piersi sercem.

- Ach, - mruknął Pollux. - właściwie to jest mój.

- O jeju. - odparła z podziwem. - Za co go pan dostał? Z tego co wiem, to ogromny honor. - zaćwierkała z egzaltacją, grając niedoinformowanego obcokrajowca.

- O tak. - potwierdził Pollux z dumnym uśmiechem. - Chociaż, kiedy czyjś wujek jest Ministrem Magii zaszczyt jest nieco mniejszy. - skierował spojrzenie na stolik i karty. - W co grałyście? - spytał.

- W brydża. - odparła Hermiona. - Ale zupełnie mi nie idzie, a Anita Macmillan ma rękę do kart. - dodała smutno.

- Cóż, masz może ochotę na jeszcze jedno rozdanie? - spytał Pollux, odsuwając jedno z krzeseł i siadając.

- Oczywiście. - zgodziła się Hermiona, zajmując miejsce naprzeciwko i zbierając karty. Kiedy je rozdawała wróciły Walburga i Narcyza.

- Ojcze? Co tu robisz? - spytała podirytowana Walburga. - To spotkanie dla pań. Wiesz o tym.

- Nudziło mi się. - wyznał Pollux, wzruszając ramionami, całkiem jakby nuda była dobrym powodem, do złamania zasad. - A Hermiona potrzebuje lekcji brydża. Pomyślałem, że pomogę.

Rozegrali jedno rozdanie w parach, Hermiona i Pollux przeciwko Narcyzie i Walburdze. Pollux był świetnym nauczycielem. Kiedy rozdawali karty do trzeciego rozdania, do pokoju wkroczył Syriusz.

- Witaj, kochanie. - przywitał Hermionę, pochylając się, by ucałować jej policzek. Oczy błyszczały mu psotnie.

- Witaj, Syriuszu. - odparła, powstrzymując ochotę wywrócenia oczami. Natychmiast go przejrzą, jeśli będzie zachowywał się jak zakochany głupiec. - Już szósta? Ależ ten czas leci.

- Tak i my też musimy. - wyciągnął rękę, by pomóc jej wstać. Uśmiechnął się do swojego dziadka.

- Witaj, kuzynie. - odezwała się Narcyza.

Syriusz i jej posłał uśmiech.

- Jak się masz, Cyziu? To twój syn? - zajrzał w zwoje kocyka, w które zawinęła Draco i pogłaskał go po zaróżowionym policzku.

- Tak. - potwierdziła Narcyza. Uśmiech prawdziwego szczęścia znów rozjaśnił jej twarz. - Ma na imię Draco.

Syriusz wyszczerzył zęby.

- Lucjusz to prawdziwy szczęściarz. - oznajmił. Hermiona była pod wrażeniem jego udawanej szczerości. Gdyby nie wiedziała o co chodziło pewnie uwierzyłaby mu bez chwili wahania.

Narcyza obdarzyła Syriusza uśmiechem.

- Dobrze mieć cię znów z powrotem, kuzynie.


- Jak ci minął wieczór? - spytała lekkim tonem Hermiona, kiedy aportowali się z powrotem w hotelu. Nie mogła się doczekać, by powiedzieć mu o naszyjniku. Odrobina dobrych wieści dobrze mu zrobi przed wyjazdem do Irlandii.

- Nuda. - mruknął Syriusz. - Masz na mnie zły wpływ. Zwykle zostawiam sobie wszystko na ostatnią chwilę, ale jak wiesz tym razem zrobiłem wszystko wczoraj. - wyciągnął z kieszeni kawałek pergaminu. - Gdybyś musiała się ze mną skontaktować, idź do Jamesa i Lily. James ma sposób na skontaktowanie się ze mną, o którym nie wie nawet Moody. Tu masz ich adres. - podał jej pergamin.

- Skąd James będzie wiedział kim jestem? - spytała Hermiona, chowając notatkę do kieszeni. - Każdy mógłby się pode mnie podszyć.

- No pewnie. - Syriusz uśmiechnął się szerzej. - Hasło to: „Minnie McGoogles kocha swojego pręgowanego kota."

Hermiona parsknęła śmiechem.

- Jest odzew?

- Tak. „Nie aż tak jak Dumbluś kocha cytrynowe dropsy i kręgle." Lily też je zna i wie jak się ze mną skontaktować, więc wszystko będzie w porządku. James wyśle ci patronusa, gdybym chciał ci coś przekazać.

- Dobrze. - zgodziła się Hermiona. Nagle zapragnęła, by nie musiał wyjeżdżać.

- A jak było na herbatce? Działo się coś ciekawego? - spytał Syriusz, opierając się o blat kuchenny. - Odniosłem wrażenie, że dobrze się dogadujecie.

- Tak, chociaż naprawdę nie cierpię brydża. - mruknęła Hermiona. - Ale najwyraźniej to właśnie jest droga do sukcesu. A tak w ogóle, to nie zgadniesz co jeszcze. - dodała, a serce znów zaczęło jej walić jak młotem.

- Co? - spytał Syriusz, kiedy otwierała torebkę. Ujęła medalion za łańcuszek i wyciągnęła go z torebki.

- CHOLERA! - krzyknął Syriusz na cały głos. - Dlaczego nic nie mówiłaś? Udało ci się? Niesamowite! - wziął od niej medalion i obejrzał.

- Fuj... obrzydliwe. - mruknął po chwili. - Dusza Wężowatego. To musi być jedna z najohydniejszych rzeczy jakich kiedykolwiek dotykałem. - oddał jej horkruksa. - Gdzie był?

- W gablocie w salonie. Czysty łut szczęścia. - oznajmiła z szerokim uśmiechem. - Mamy już dwa horkruksy! Nie mogę w to uwierzyć. - cały czas się uśmiechając, włożyła medalion z powrotem do torebki dla bezpieczeństwa. - Powinieneś już iść, Syriuszu. Nie chcesz się spóźnić.

Mężczyzna spojrzał na zegarek i westchnął ciężko.

- Masz rację. - zgodził się. - Więc tak, jakbyś miała jakieś problemy, skontaktuj się z Jamesem, a poza tym uważaj na siebie i... dużo czytaj. A kiedy wrócę zajmiemy się Malfoyami.

- Oczywiście. - odparła Hermiona. - Nie ryzykuj... nie ryzykuj niepotrzebnie. - poprawiła się, a potem przytuliła go przelotnie. Przez chwilę wydawał się zdziwiony, a potem również ją przytulił.

- Widzimy się czwartego. - odparł, kiedy się odsunęła, a potem zniknął. Hermiona poczuła się opuszczona. Czekał ją bardzo cichy tydzień.