1 sierpnia
Cztery dni po wyjeździe Syriusza Hermiona myślała, że oszaleje. Nudziła się jak jeszcze nigdy w życiu. Uzupełniła notatki na ile tylko się dało i przeorganizowała je trzykrotnie. Ułożyła książki, które przywiozła ze sobą i te pożyczone od Dumbledore'a w kolejności alfabetycznej. Wszystkie trzydzieści. Pokojówka Annie patrzyła na nią dziwnie, kiedy przychodziła zająć się pokojem. Choć Hermiona siedziała w nim przez cały czas, zawsze panował idealny porządek. Annie zauważyła, że często przestawiano meble, ale ponieważ wszystko było całkowicie czyste nie miała się na co skarżyć. Dla niej to mniej roboty.
Hermiona pierwszy raz zakwestionowała swoje zdrowie psychiczne pierwszego sierpnia. W porze lunchu leżała całkowicie ubrana w łóżku, z filiżanką herbaty balansującą na brzuchu. Napój dawno już wystygł, kiedy tak trwała i obserwowała jak prawie wylewa przy każdym oddechu. Ale przynajmniej miała coś do roboty. Próbowała przekonać sama siebie, że w ten sposób ćwiczyła mięśnie brzucha, zaciskając je, by herbata się nie rozlała, ale prawda była taka, że po prostu się nudziła. Do poziomu otępienia.
Teraz kiedy miała tajną tożsamość nie mogła tak często wychodzić do świata mugoli. Przecież czarodzieje nie mogli jej zobaczyć w jej własnych ubraniach, bo pannie z takiego rodu nie wypadało hasać po Pokątnej w spranych dżinsach i wełnianych swetrach. Poza tym i tak nie miała ochoty na hasanie. Chciała coś zrobić. Chciała popracować nad Narcyzą, albo gdzieś na wsi dalej ćwiczyć powstrzymywanie Szatańskiej Pożogi. Chciała posuwać się do przodu, a nie leżeć z zimną herbatą balansująca na brzuchu i zastanawiać się, czy warto ryzykować bałagan, by zobaczyć, w którą stronę przechyli się filiżanka, kiedy Hermiona zaczerpnie tyle powietrza ile tylko zdoła.
Cóż, chyba nie musiała już kwestionować swojego zdrowia psychicznego. Najwyraźniej je po prostu straciła.
Kiedy w drzwiach pojawił się srebrny jeleń, Hermiona tak się przestraszyła, że filiżanka nie tylko się przechyliła, ale też poleciała w bok odrzucona z impetem i opryskała ściany swoją zawartością. Hermiona była całkiem zadowolona, nie tylko efekt okazał się bardziej dramatyczny niż opcja z przechyleniem, ale też mogła sama posprzątać. Zajęcie na kolejne dwadzieścia minut, jeśli tylko zrobi to mugolskim sposobem.
Jeleń otworzył usta i przemówił głosem kogoś, kto jak podejrzewała musiał być Jamesem Potterem. Harry brzmiał bardzo podobnie, chociaż jego ojciec wysławiał się z akcentem typowym dla wyższych klas.
- Hermiono - odezwał się jeleń. - Łapa kazał ci przekazać, że nic im nie jest i wracają zgodnie z planem. Powiedział też, że w całym kraju nie może znaleźć przyzwoitych makaroników. Dziwny gość. Nie możemy się doczekać aż cię poznamy.
Piękne stworzenie zniknęło, a rytm serca Hermiony powoli wrócił do normy. Miał się z nią kontaktować tylko w ostateczności. Domyśliła się, że James i Syriusz porozumiewali się przez lusterka dwukierunkowe. Rozumiała więc, że może i oni rozmawiali sobie o tak błahych sprawach jak jakość miejscowych piekarni, ale James nie powinien był ryzykować, żeby przekazać jej taką wiadomość. Niemniej cieszyła się, dobrze było wiedzieć, że u Franka i Syriusza wszystko w porządku. Zastanawiała się nad poszukaniem towarzystwa u Potterów, ale stwierdziła, że byłoby niezręcznie i dziwnie. Potrzebowała Syriusza, żeby wygładził wszystkie potknięcia, jakie miały jej się z pewnością przydarzyć na widok Harry'ego w pieluszce.
Więc zamiast tego zmyła herbatę ze ściany gąbką z kuchni, usunęła plamy z dywanu i pościeli, a potem odniosła filiżankę i gąbkę. Następnie stwierdziła, że w kolejności alfabetycznej książki wyglądały dziwnie, więc zabrała się za ustawianie ich od największej do najmniejszej.
4 sierpnia
Belfast. Możliwe, że drugie najbardziej depresyjne miejsce, w którym Syriusz kiedykolwiek był. Przebijał je tylko jego rodzinny dom. Myślał, że czarodzieje mieli dość wojny, że żyli w stresie i wyczerpaniu, ale mieszkańcom tego niegdyś dumnego miasta nie dorastali do pięt.
Misja trwała już sześć dni. Syriusz przeczytał dość, by wiedzieć co się działo w tutejszej polityce. Nienawidził tych kryminalistów za to ilu ludzi zabili i jak niszczyli życie zwykłych, przestrzegających prawa mugoli, którzy mieszkali w Belfaście. Mimo to czuł porażające poczucie winy za bycie Brytyjczykiem.
Dwaj aurorzy odkryli, że Śmierciożercy rzeczywiście byli zamieszani, ale nie aż do tego stopnia jak się obawiał Moody. Nie maczali palców w atakach bombowych ani strzelaninach, za to brali udział w zamieszkach.
Widzieli to na własne oczy dzień wcześniej. W mugolskich gazetach królował jeden temat.„Kolejne ofiary strajku głodowego w więzieniu Maze." Ulice miasta, które nigdy nie było specjalnie spokojne, wrzały. Patrzyli z Frankiem jak miejscowi zaczynają się kłócić, a potem jak podchodzi do nich jakiś obcy ubrany w długi płaszcz, który wyglądał dziwnie w letnim skwarze. Nagle coś wybuchło, samochód stanął w płomieniach, dwaj ranni padli na ziemię, a ich pobratymcy zaczęli walczyć na całego. Swój gniew zwrócili na inne samochody i policjantów, którzy próbowali ich powstrzymać. Kiedy dookoła rozpętywało się piekło, Syriusz zobaczył jak mężczyzna w długim płaszczu szybko się oddala, a potem znika z głośnym pyknięciem.
To było bezcelowe. Całkiem jakby ktoś tu potrzebował prowodyra, żeby sprawy potoczyły sie jeszcze bardziej brutalnie. Ale dla Śmierciożerców martwy mugol to martwy mugol.
Dwaj aurorzy wyjeżdżali wieczorem i Syriusz nie mógł się już tego doczekać. Wiedział, że Frank miał podobne odczucia. Z radością zameldowali Moody'emu, że jedyną rzeczą, której powinien się obawiać w Irlandii Północnej byli mugole zabijający się nawzajem. Śmierciożercy nimi nie dowodzili. Zaledwie delikatnie popychali wydarzenia do przodu.
Niewiele mogli zrobić, by temu zapobiec. Wszyscy Śmieriożercy, których zauważyli pojawiali się znikąd, zaogniali sytuację, a potem znikali tak samo szybko. Rozmawiali z miejscowymi, ale ci nie ufali obcym, więc nie udało im się z nikogo wyciągnąć pełnej opowieści. Ale to nie miało znaczenia. Dziś wracali do domu.
Syriusz nie mógł się doczekać powrotu do normalności. Byli już tak blisko celu. Cóż, właściwie w połowie drogi, ale to i tak wspaniale. Niedługo będzie po wszystkim. Śmierciożercy stracą przywódcę, a potem się ich wyłapie i pozamyka. Życie wróci do normy. Nie trzeba będzie spać z różdżką w ręku. Nie trzeba będzie bać się otwierania listów, bo nie będą w nich przychodziły informacje o czyjeś śmieci. Nie trzeba będzie martwić się o Harry'ego. Lily i James wrócą do swojego życia. A on wróci do swojego. „Jakiego życia?" zastanowił się. „Do picia i spania z kim popadnie?" Po robieniu tak ważnych rzeczy, ta perspektywa nie wydała się zbyt pociągająca. Ale może znowu mu się spodoba?
Drogi Kuzynie,
Chciałabym wyrazić swoją radość z powodu twojego powrotu na łono rodziny.
Na podwieczorku u Twojej Matki długo rozmawiałam z Hermioną. Jest naprawdę czarująca. Lucjusz i ja niezmiernie się cieszymy, że związałeś się z kimś tak pasującym.
Lucjusz chciałby zaprosić was oboje do Dworu na kolację w sobotni wieczór. Ma nadzieję, że pozostawimy to co nas dzieli za sobą. Moja siostra i jej mąż wyjechali na kontynent, a nasi pozostali przyjaciele mają inne zobowiązania, więc przyda nam się stymulująca konwersacja. Przy najbliższej sposobności proszę o informację, czy mielibyście okazję nas odwiedzić.
Niecierpliwie czekam na Twoją odpowiedź,
Narcyza Malfoy
Syriusz parsknął śmiechem. Nie mógł uwierzyć, że Hermiona tak oczarowała jego kuzynkę. „Oczywiście, że pójdziemy." pomyślał. Zamierzali ich okraść. To kuriozalne przypomnienie, że Blackowie wierzyli w jego chętny udział w ich pozbawionych wstydu, sztywnych wydarzeniach, wywołało u Syriusza jeszcze większą do nich nienawiść. Ale cóż, czystokrwiści. Nie potrafili zrozumieć, że coś mogło liczyć się bardziej od herbaty, obiadów, ściskania czyjeś ręki czy dzielenia się zdaniem na temat nowego prawa czy przedsięwzię .
- Black, Moody mówi, że możemy już iść. - twarz Franka Longbottoma ponownie pojawiła się nad ścianką dzielącą ich biurka.
Wrócili do Londynu godzinę wcześniej i czekali już tylko aż resztki eliksiru wielosokowego znikną z ich krwioobiegu. Postanowili spożytkować ten czas na wypełnienie raportu z misji, który zdaniem Syriusza przypominał raczej powieść. „Gdzie jest Lunatyk, kiedy go potrzebuję?" I na sprawdzaniu poczty.
Choć zaproszenie od kuzynki brzmiało nieco pompatycznie, cieszył się, że je otrzymał. Hermiona będzie przeszczęśliwa. Kiedy zdobędą Dziennik zostanie tylko Czara. Był dopiero sierpień, do Nocy Duchów zostało jeszcze dwanaście tygodni. Syriusz miał całkowitą pewność, że w tym czasie znajdą sposób na dostanie się do skarbca Lastrange'ów.
Pół godziny później zdenerwowany Syriusz zapukał do drzwi balkonowych pokoju hotelowego Hermiony. Liczył na to, że wszystko u niej w porządku. James powiedział, że wysłał jej patronusa, ale nie otrzymał odpowiedzi. Syriusz wiedział, że nie powinien był jej dostać, chyba że zaszło coś niespodziewanego, ale i tak czuł się niepewnie. Kiedy czekał aż dziewczyna podejdzie do drzwi i go wpuści przewracało mu się w żołądku. Zasłony były zasunięte.
A potem usłyszał jej głos.
- „Minnie McGoogles kocha swojego pręgowanego kota" - na ten dźwięk żołądek przewrócił mu się jeszcze bardziej drzmatycznie.
- „Nie aż tak jak Dumbluś kocha cytrynowe dropsy i kręgle." - odparł.
Hermiona rozsunęła zasłony i stuknęła różdżką w szybę. Jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Syriusz! - zawołała, otwierając drzwi. - Jak było?
- Dobrze. - odpowiedział. - Nic nadzwyczajnego. - ucieszył go jej widok, to, że mogli wrócić do pracy, i że była cała i zdrowa. Przytulił ją, gdy tylko przekroczył próg. Zaśmiała się i też go objęła.
- Uważaj, bo jeszcze wszyscy pomyślą, że za mną tęskniłeś. - wymamrotała, a jego kurtka stłumiła jej głos. Ku jego zdumieniu poczuł jak twarz mu czerwienieje. Oczywiście, że za nią tęsknił. Razem mieli doprowadzić do upadku Voldemorta. Brakowało mu robienia czegoś naprawdę ważnego.
- Tylko z powodu twoich makaroników. - zaśmiał się, puszczając ją i ściągając kurtkę.
- No to - powiedziała - masz szczęście, bo tym razem kupiłam tylko niebieskie.
Syriusz uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Dobrze wiedzieć, że mnie słuchasz.
- Staram się, chociaż sprzedawczyni w piekarni uważa mnie za lekko szurniętą. Herbaty? - rzuciła, w drodze do kuchni, gdzie zaczęła układać rzeczy na tacy.
- Pewnie. - odparł, opadając na kanapę. - Hej... czy to nie stało tam? - spytał. Pamiętał, że pierwszego dnia kiedy się tu obudził kanapa stała niebezpiecznie blisko stolika do kawy.
- Tak... stało. - potwierdziła Hermiona. Była odwrócona do niego tyłem i właśnie nalewała wody do czajnika. - Ale nadchodzi taki moment kiedy się przeczytało każdą książkę, przepisało wszystkie notatki i zjadło zbyt wiele makaroników, kiedy każda rozsądna osoba stwierdza, że przesuwanie mebli to dobry pomysł. - kiedy stawiała tacę na stoliku zauważył rumieńce na jej policzkach. – Byłam, powiedzmy, trochę niespokojna.
- Mam coś co poprawi ci humor. - Oznajmił Syriusz, wyciągając zaproszenie z kieszeni. - Twoja nowa kumpela Cyzia zaprasza nas jutrzejszego wieczora na obiad i stymulującą konwersację w Dworze Malfoyów.
- Już? - zdziwiła się Hermiona. - Rany, mówiła, że nudzą ją inne kobiety w jej wieku, ale nie sądziłam, że tak strasznie pragnie nowych znajomości.
- Najwyraźniej jesteś „naprawdę czarująca". - odczytał z listu Syriusz. - Musiałaś zrobić coś wyjątkowo dobrze.
- Musze przyznać, że cieszę się, że Bellatrix jest we Francji. - przyznała Hermiona, sama czytając wiadomość. - Jest tak szurnięta, że miałabym problem z traktowaniem jej uprzejmie. Lucjusz to zły, ale słaby człowiek. Z tym sobie poradzę. Nie nienawidzi jak Bellatrix. Jest Śmierciożercą, bo dzięki temu zapewnia rodzinie bezpieczeństwo i pozycję. Czyli dokładnie to na czym mu zależy.
- Cholerni Ślizgoni. - zgodził się Syriusz. - Jeszcze dziś musisz odpisać Narcyzie i powiedzieć jej, że przyjdziemy.
- Ja? Ale przecież napisała do ciebie. - zdumiała się Hermiona.
- Tak, ale obie jesteście damami. Mnie nie przystoi do niej pisać. Mógłbym odpowiedzieć przez Lucjusza, ale zaproszenie przyszło od pani domu, więc pani mojego powinna na nie odpowiedzieć.
- Serio? - Hermiona wytrzeszczyła oczy. - Co za niedorzeczność.
- No wiem, wiem. Chyba moglibyśmy się kłócić, że ze względu na twój wyższy status to ja jestem panią twojego domu, więc to ja powinienem odpisać, ale moje ego chyba by tego nie zniosło.
Hermiona parsknęła śmiechem.
- Też racja. - zachichotała. - Mogę wysłać Zoffa z odpowiedzią, czy to niestosowne użycie sowy?
Syriusz zaśmiał się.
- Nie, jedna sowa na dom to całkowicie wytłumaczalne. Kolejna sprawa, będziesz potrzebowała ubrania. Jestem pewien, że matka opowiedziała Narcyzie co miałaś na sobie, kiedy cię poznała, a zieloną sukienkę Narcyza widziała sama. Jutro będziemy musieli ci coś znaleźć. Mam wolne, zaleta misji.
Hermiona westchnęła.
- Czy kupowanie nowych rzeczy jest konieczne? To taka strata pieniędzy.
- Myślisz, że dusza Voldemorta nie jest warta paru setek galeonów?
- Oczywiście, że jest. To ja tu obrabowałam bank, pamiętasz?
- No tak - przyznał. - i ukradłaś auto. Niezłe z ciebie ziółko. - znów się zaśmiał. Nie wyobrażał sobie jak ta niewinnie wyglądająca dziewczyna mogłaby zostać aresztowana za kradzież samochodu czy oszustwo finansowe. Sędzia by ją wyśmiał.
- Tak. - przytaknęła Hermiona. - Pomijając łamanie prawa, chodzi o to, że wkrótce odejdę, a ty będziesz musiał przeżyć ze swoich pieniędzy. To znaczy, przecież nie zamierzasz dalej grać po tym jak wrócę do siebie, prawda? To głupie wydawać złoto na drogie ubrania, kiedy pewnego dnia będziesz miał prawdziwą rodzinę na utrzymaniu. Zapłaciłabym sama, ale na Pokątnej nie przyjmują kart kredytowych, a i tak czuję się źle, bo to kradzione pieniądze.
Syriusz wiedział, że musiał uważać z pieniędzmi, ale naprawdę nie przychodził mu do głowy lepszy sposób na ich wydanie niż oszukiwanie miłośników Voldemorta. Chętnie opróżniłby swój skarbiec gdyby to mogło zapewnić im wygraną. Czemu ona tego nie rozumiała? To tylko złoto. Zawsze mógł zarobić więcej.
- Hermiono, ja nie muszę być bogaty, wiesz? - uspokoił. - Aurorzy całkiem nieźle zarabiają, już na samej pensji mógłbym spokojnie żyć. A nawet jeśli wydam wszystko na powstrzymanie Voldemorta, nigdy nie będę tego żałował. - uśmiechnął się do niej. - A poza tym, kilka sukienek i parę par butów? Nie rozbijemy banku.
- No dobrze. Chyba naprawdę nie powinnam postrzegać tego jako nieszczęścia. O biedna ja, wciskają na mnie markowe ciuchy. - roześmiała się. - Dobra, więc jak mam odpowiedzieć na zaproszenie Narcyzy? Musisz mi pomóc.
Syriusz także się roześmiał. Och, jakże się cieszył, że wrócił.
N/A: Wiem, że te problemy to dalej delikatna sprawa i mam nadzieję, że nikogo nie obraziłam opinią Syriusza na temat Belfastu. Mój wujek był policjantem w Londynie w latach 1968 - 1985 i został wysłany do Irlandii Północnej w 1976 do pomocy. Myśli Syriusza to prawie kopia słów mojego wujka, kiedy opowiadał mi co wtedy czuł. Plagiat?
Ale z weselszych tematów: Jej! Malfoyowie!
