5 sierpnia

Nawet gdyby Hermiona nie miała wspomnień związanych z Dworem Malfoya, wydałby się jej onieśmielający. Wznosiła się przed nią piękna wiekowa posiadłość otoczona przez pełną spokoju zieleń Wiltshire. Był przyjemnie chłodny letni wieczór, a Hermiona i Syriusz wędrowali drogą pomiędzy dwoma rzędami gęstego, ciemnozielonego żywopłotu. Ale otaczające ich piękno w żaden sposób nie pomagało odpędzić niepokojących wspomnień.

Kiedy dotarli do bramy frontowej, za którą ciągnęła się żwirowana alejka, Hermiona prawie poczuła liny krępujące ją, Harry'ego, Rona, Gryfka i Deana. Ledwo słyszała chrzęst żwiru pod stopami, kiedy powoli zmierzali w stronę swojego spotkania. Widok drzwi frontowych wywołał u niej wspomnienie chrapliwego głosu Greybacka. „Znacie mnie. Fenrir Greyback. Złapaliśmy Harry'ego Pottera." Obcasy Hermiony zastukały o kamienną posadzkę przedpokoju.

Poprowadzono ich do ogromnych wygodnych siedzeń w salonie, a wnętrzności Hermiony ponownie skręciły się ze strachu. To samo czuła, kiedy Bellatrix weszła do tego właśnie pokoju i dziewczyna pomyślała, że teraz z pewnością umrą.

Z zamyślenia wyrwał ją głos domowego skrzata Zgredka. Przed oczami mignął jej obraz, tak samo nieostry i zdezorientowany jak poprzednim razem, gdy patrzyła na niego półprzytomna, prawie zamkniętymi oczami. Mały skrzat stojący przed Bellatrix, a jego oczy lśnią dumą. „Zgredek jest wolnym skrzatem i przybył tu, żeby uratować Harry'ego Pottera i jego przyjaciół!"

- Pan i pani niedługo przyjdą panienko Fehr, panie Black. Czy w międzyczasie Zgredek może podać państwu coś do picia?

Hermiona uśmiechnęła się do dzielnego skrzata.

- Dziękuję, Zgredku. - powiedziała grzecznie. - Chętnie napiję się wina. A ty Syriuszu?

- Dla mnie to samo. - odparł mężczyzna, nie zwracając uwagi na Zgredka. Przyglądał się Hermionie z konsternacją.

- Zgredek zaraz wróci, proszę państwa. - poinformował Zgredek i zniknął z trzaskiem. Syriusz pochylił się w stronę Hermiony.

- Wszystko w porządku? - szepnął jej do ucha. - Na moment mi odleciałaś.

- Potem ci opowiem. - odszepnęła Hermiona. Bała się, że ktoś ich podsłucha. I miała rację.

- Hermiono, Syriuszu, tak się cieszę, że przyszliście. - Narcyza sunęła ku nim z drugiej strony pokoju, a wyglądała jak zwykle idealnie. Piękne, złote włosy miała delikatnie zakręcone i nosiła lawendową suknię, która wyglądała jak robiona na miarę. Hermiona zdała sobie sprawę, że najprawdopodobniej suknię rzeczywiście zrobiono specjalnie dla niej, więc nic dziwnego, że wyglądała idealnie. - Lucjusz kończy coś na górze. Zaraz do nas dołączy.

Hermiona i Syriusz wstali, by powitać gospodynię. Mężczyzna wysunął się na przód i ucałował dłoń kuzynki. Na jego ustach zaigrał szarmancki uśmiech.

- Dobrze cię znów widzieć, Cyziu. Jak się mają Lucjusz i Draco?

- Całkiem dobrze. - odparła z uśmiechem, a potem odwróciła się do Hermiony. - Bardzo się cieszę, że przyszłaś. - powiedziała całując ją w oba policzki.

Dziewczynę przytłoczył mocny zapach francuskich perfum, który otaczał panią Malfoy i pozostawał dookoła nawet, gdy się odsunęła.

- Bardzo dziękujemy za zaproszenie. - odparła Hermiona. - To niesamowite jak ciepło przywitała mnie rodzina Syriusza.

Narcyza rozpromieniła się.

- Mam nadzieję, że niedługo zostaniesz jej częścią. - uśmiechnęła się całkiem jakby ich rozgryzła. Obok nich Syriusz głośno przełknął ślinę. Na szczęście przeszkodziło im pojawienie się Zgredka.

- Państwa wino, proszę pani, proszę pana. Czy moja pani także życzy sobie coś do picia? Obiad zostanie podany za pół godziny.

- Napiję się tego samego co moi goście. - oznajmiła niedbale Narcyza.

- Tak, moja pani. - powiedział skrzat i zniknął.

Przez jakieś dziesięć minut rozmawiali o tym i o tamtym. Narcyza właśnie komplementowała biżuterię Hermiony (ten sam rodzinny naszyjnik Fehrów, który założyła na spotkanie z panią Black) kiedy do salonu wkroczył Lucjusz. W ręku niósł szklankę Ognistej Whisky.

Hermiona upiła łyk wina, by zyskać na czasie i opanować wyraz twarzy. Łatwo spędzało się czas z Narcyzą, która była tak uprzejma, miła, a ponad to obdarzona umiejętnością radzenia sobie z sytuacjami towarzyskimi. „Coś z czymś się urodziła" pomyślała Hermiona. Ale jej mąż, choć młodszy niż go pamiętała, dalej patrzył tymi samymi zimnymi, pełnymi wyrachowania oczami. Mówił tak samo przeciągając samogłoski, a witając ich uśmiechał się tym samym szyderczym uśmiechem.

- Panno Fehr. - przywitał się, ujmując jej dłoń, by ją pocałować. - Moja żona bardzo cię ceni. To zaszczyt móc cię gościć.

Hermiona roześmiała się perliście.

- To bardzo miłe z jej strony, ale jestem pewna, że tylko dlatego lubi moje towarzystwo, że stale przegrywam w brydża. - wymieniła z Narcyzą konspiracyjne spojrzenie. - Z tego co rozumiem miała dość bycia najgorszym graczem na podwieczorkach.

Szyderstwo zniknęło z uśmiechu Lucjusza, kiedy spojrzał na żonę. Narcyza uśmiechnęła się wesoło.

- Przyłapałaś mnie. - wyznała z udawanym zażenowaniem. Lucjusz zaśmiał się krótko i potrząsnął głową.

- Jeszcze nie spotkałem kobiety, która dobrze radziłaby sobie w kartach. Nie zgodziłbyś się, Black? – to mówiąc, podał Syriuszowi rękę, który ją uścisnął.

- No nie wiem, Malfoy. – powiedział. - Panie mają szczęście, że na tych herbatkach grają w brydża, a nie w pokera. Hermiona jest wyjadaczem, regularnie mnie ogrywa.

„O czym on gada?" zastanowiła się Hermiona. Nigdy nie grali razem w pokera. Wpływali na niebezpieczne wody, co jeśli Lucjusz będzie chciał sprawdzić jej niesamowite umiejętności? Umiała grać, ale nie o to chodziło.

- Może to wina twoich umiejętności, Black, a nie jej? - zasugerował wyniośle Lucjusz.

- Touché, Malfoy. - Syriusz wyszczerzył zęby.

Lucjusz wyglądał na szczerze zdumionego. Zapewne oczekiwał, że Syriusz odszczeka się podobną obelgą. Hermiona uśmiechnęła się w myślach, Syriusz był w tym świetny. Gdzieś tutaj ukryto dziennik, nic co mógłby powiedzieć Lucjusz nie mogło wyprowadzić go z równowagi.


Po obiedzie rozeszli się parami, Hermiona i Narcyza do prywatnego saloniku pani Malfoy, a Syriusz i Lucjusz do długiej, wyłożonej ciemnym drewnem biblioteki. Pokój był podobnej wielkości co jego odpowiednik na Grimmauld Place, ale za to o wiele przytulniejszy.

- Cygaro, Black? - zaproponował Malfoy, wyciągając w jego stronę drewniane pudełko.

Syriusz był dość zadowolony. Chciał zapalić od momentu, kiedy przyszli, ale sądził, że Malfoyowie nie pochwalą tego mugolskiego nałogu. Najwyraźniej jednak cygar to nie dotyczyło. Syriusz uśmiechnął się i wziął jedno z pudełka, a potem przyciął końcówkę przy pomocy przyrządu podanego mu przez Malfoya.

- Tak mi się wydawało, że ci podpasują. Dostałem je od twojego ojca, kiedy Narcyza zaszła w ciążę. Pochodzą z jego prywatnej kolekcji.

Syriusz uśmiechnął się niemrawo, zapalił i odetchnął aromatycznym dymem.

- Nie jestem pewien jak by się czuł, gdyby się dowiedział, że dorwały się do nich moje brudne ręce Zdrajcy Krwi. - powiedział.

- Jestem pewien, że nie miałby nic przeciwko, gdyby wiedział, że się... nawróciłeś. - odparł Lucjusz. Coś w tym jak przeciągał ostatnie słowo sprawiło, że Syriusz poczuł się niepewnie. Ale uśmiech ani na moment nie zniknął z jego twarzy.

- Racja. - przyznał, a potem spoważniał. - Żałuję tylko, że wcześniej się nie opamiętałem. To takie przykre, że ojciec umarł myśląc, że obaj synowie go porzucili.

- Dlaczego zmieniłeś zdanie, Black? - spytał nagle Malfoy. - Musze przyznać, że kiedy Narcyza powiedziała mi, że znów utrzymujesz kontakty ze swoją Matką i chcesz być dziedzicem, nie chciałem jej uwierzyć.

- Było kilka powodów. - odparł Syriusz, grając na czas. Nie miał pojęcia jak do tego podejść. Gdyby powiedział, że przekonała go dziewczyna, bez względu na to jak dobrze urodzona, na pewno wzbudziłby podejrzenia Malfoya, który przecież znał jego reputację. Ale śmierć brata... cóż Malfoy pewnie o niej wiedział.

- Dużo o tym myślałem. - zaczął. - Ta wojna sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać co jest naprawdę ważne. Zeszłego lata poznałem Hermionę, ale nie chciała zwrócić na mnie uwagi z powodu mojego statusu Zdrajcy Krwi. A była najbardziej interesującą dziewczyną jaką spotkałem od lat. A potem dowiedziałem się, że Regulus zdezerterował. - umilkł dla lepszego efektu i obserwował twarz Malfoya.

- Nie sądziłem, że akurat tobie to przeszkadza, Black.

- To, że nie zgadzam się ze sprawą, nie znaczy, że pochwalam tchórzostwo. Byłem w końcu Gryfonem. - obrażanie brata sprawiło, że poczuł gorycz w ustach. „Wybacz Reg" pomyślał.

Malfoy otworzył szeroko jasne oczy.

- Nie mogłem znieść myśli, że moja rodzina nie będzie miała dziedzica. - ciągnął Syriusz. - Nie tak mnie wychowano. Hermiona przekonała mnie, że musze wrócić i tak zrobiłem. Jestem niezmiernie wdzięczny za ciepłe przyjęcie ze strony mojej matki, a także twoje Lucjuszu i Narcyzy. Bałem się, że już zawszę będę wyrzutkiem. - Merlinie, Syriusz miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Znów zaciągnął się cygarem.

Malfoy odczekał minutę z odpowiedzią.

- Masz szczęście, Black. - powiedział w końcu. - Więc... Hermiona Fehr. Rozumiem, czemu jesteś taki zainteresowany. Rzadko spotyka się wysoko urodzoną czarownicę z tak szerokimi horyzontami.

- Zapominasz, z jakiej rodziny pochodzi. - wtrącił Syriusz strzepując popiół z cygara do popielniczki. - Od Konfederacji w czternastym wieku trzęsą Szwajcarią. Nie dopuściliby, żeby wyszła w świat z mniejszą wiedzą niż sobie życzyli. Chociaż sprawę ułatwia jej inteligencja.

- Też prawda. - przyznał Malfoy i nalał im obu Ognistej Whisky. Podał Syriuszowi kieliszek. - Masz szczęście, że się do ciebie przekonała. Pewnie wielu czarodziejów próbuje ją zdobyć.

- Cóż, Malfoy. - powiedział Syriusz tonem konspiratora. - To kolejny powód, dla którego zwróciłem się do Matki. Kto mógłby się równać z dziedzicem Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków? - uniósł brwi. - Ale nie mów tego Hermionie. Lubi myśleć, że jestem honorowym człowiekiem.

- Masz więc szczęście, że nie pochodzi stąd. - zaśmiał się Malfoy. - Większość kobiet powiedziałoby jej, że nie jesteś zbyt honorowy, kiedy idzie o piękniejszą płeć. - dopił drinka i ponownie sięgnął po karafkę.

Syriusz roześmiał się pogodnie.

- Prawda, to prawdziwe błogosławieństwo. - wyciągnął szklankę w stronę Malfoya, prosząc o dolewkę. Powinien chyba zwolnić, musiał przecież zachować trzeźwość umysłu, a wypił już kilka kieliszków wina do obiadu i whisky przy deserze.

- A jak się mają twoje sprawy? Nie tylko ja jestem szczęściarzem. Narcyza zawsze była piękna i nic się w tym temacie nie zmieniło. – zauważył Syriusz, z szacunkiem skłaniając głowę. Malfoy roześmiał się.

- Uważaj, Black. Znam twoją rodzinę.

Syriusz upił kolejny łyk i dołączył do śmiechu gospodarza.

- To był komplement, a poza tym, jak już mówiliśmy, i tak jestem już zajęty.

Lucjusz przytaknął ze zrozumieniem i nalał sobie piątą czy szóstą szklankę od przyjścia Syriusza i Hermiony.

- Jak się mają aurorzy, Black? Z tego co wiem, Moody rozsyła was po całym kraju. Poszczęściło się wam może?

Syriusz nie wierzył, że Malfoy miał czelność poruszyć taki temat. Upojenie alkoholowe trochę go tłumaczyło, ale to była przecież wizyta towarzyska. Musiał zacisnąć zęby, żeby nie odpowiedzieć: Świetnie, dzięki. Jak się mają sługusy Voldemorta?

- Ta. - odparł zamiast tego. - Żadnych postępów. Czasem zastanawiam się jaki w tym sens. Ale wszyscy musimy walczyć o nasze przekonania. - upił niewielki łyk z widoczną apatią.

- Nie takiej odpowiedzi się spodziewałem. - przyznał Malfoy. Oczy miał lekko przekrwione. - Myślałem, że aurorzy cały czas oszukują publikę.

- Wolałbym, żeby było inaczej. - mruknął Syriusz, z żalem kręcąc głową. - W Ministerstwie siedzą sami idioci przekonani, że jeszcze możemy to wygrać. Będę walczył dalej, ale dobrze wiem jak to się wszystko skończy.

Malfoy spojrzał na niego. Najwyraźniej zabrakło mu słów.

- Myślałam, że wy gryfońscy głupcy nigdy się nie poddajecie. Odwaga ważniejsza od inteligencji i tak dalej.

- Nigdy nie mówiłem, że się poddałem. - uciął Syriusz. - Jak mówiłem, będę walczyć dalej, choć wiem, że przegramy. Ludzie się boją, a aurorzy przesadzają z samozadowoleniem. - z rezygnacją potrząsnął głową i wychylił resztkę trunku. Zastanawiał się, czy to zadziała. Chciał, żeby Malfoy zaczął wychwalać siłę Voldemorta, zdradził Syriuszowi skąd wiedział o tym jak wielka to była siła, jak Voldemort mu ufał. To co usłyszał przestraszyło go o tysiąckroć bardziej.

- Black, mówiłeś, że chcesz wypełnić rolę dziedzica. - powiedział powoli Malfoy. - Czy to znaczy, że zamierzasz przejąć wszystkie obowiązki Regulusa? Blackowie to oczywiście stary i czysty ród. Czy nie chciałbyś zapewnić, by taki pozostał?

Syriusz znowu sobie nalał, żeby uniknąć odpowiedzi. Właśnie wkroczył na niebezpieczny grunt. Nie można było tak po prostu odrzucić zaproszenia do Śmierciożerców.

- Nie myślałem o tym - powiedział wolno. - Tak długo walczyłem o równość, że chyba nie mógłbym przyłączyć się do Czarnego Pana. A poza tym, ty pewnie nie masz dość wysokiej pozycji, by mi to proponować, Lucjuszu. Odniosłem wrażenie, że sam Czarny Pan musi się zgodzić na kandydaturę.

Kiedy Malfoy napełniał swoją szklankę, rozlewając Ognistą Whisky na stolik pomiędzy nimi, Syriusz sprawdził położenie swojej różdżki.

- To prawda. - odparł Lucjusz. - Musisz mieć jego aprobatę, ale w twoim przypadku nie byłoby z tym problemu. Czarodziej ze szlachetnego rodu, świetny w pojedynkach...

- Zdrajca Krwi - wtrącił Syriusz. - Czarny Pan to podobno niezbyt wyrozumiały szef. Z pewnością nie ścierpiałby czegoś takiego. Nawet jeśli szczerze tego żałuję. - Syriusz westchnął. - A poza tym, nie mógłbym porzucić swojego miejsca pośród aurorów. Jak już mówiłem, nie toleruję tchórzostwa, a zmiana stron tylko dlatego, że jedna z nich przegrywa to w moich oczach właśnie tchórzostwo.

- Nie musiałbyś odchodzić z pracy. - zapewnił z podnieceniem Malfoy, choć jego umysł przytępiał alkohol. - Wielu z nas pracuje w Ministerstwie. Mógłbym się za tobą wstawić, może i potrzebujesz jego aprobaty, ale on mnie słucha. Wziąłby pod uwagę moją rekomendację.

Syriusz zwiesił głowę, udając, że rozważa beznadziejność sytuacji. Tak naprawdę chciał po prostu ukryć swój szeroki uśmiech.

- Słucha cię? - spytał cicho. - Ale przecież jesteś taki młody... Myślałem, że najbardziej ceni tych, którzy byli z nim od samego początku.

- Udowodniłem swoją wartość. - wybełkotał Malfoy.

- Pomyślę o tym. - obiecał Syriusz. - To kusząca oferta. Chciałbym należeć do drużyny zwycięzców. - nalał Malfoyowi kolejną kolejkę i stuknął w jego szklankę swoją, nienaruszoną. - Za wygraną. - powiedział, wychylając ją jednym haustem. Próbował w ten sposób przełamać napiętą atmosferę.

- Za wygraną. - powtórzył Malfoy, wypijając swojego drinka.

- Wiesz, Black - zabełkotał jeszcze bardziej niewyraźnie. - cieszę się, że nasze żony się przyjaźnią. Strasznie mnie denerwuje towarzystwo wciąż tych samych głupców.

Syriusz nawet nie próbował poprawiać jego błędu.

- Ta, świetne spotkanie. - powiedział zamiast tego. - Nigdy nie sądziłem, że zostanę zaproszony do domu Prefekta Malfoya.

Malfoy roześmiał się, czknął, a potem powiedział:

- Merlinie, ty i ten Potter zamienialiście nasze życie w piekło. Niezmiernie się cieszyłem, że musiałem was znosić tylko przez dwa lata.

- Dobrze to słyszeć. - zaśmiał się Syriusz. - O to nam w końcu chodziło.

Pijany Malfoy tylko zachichotał. Syriusz zdecydował, że przyszedł czas działać. Na tym etapie alkohol mógł już wpływać na jego zaklęcia.

- Skoczę tylko do łazienki, Lucjuszu. - odezwał się, wstając. Malfoy jedynie machnął ręką i poczęstował się kolejnym cygarem.

Kiedy tylko wyszedł na korytarz, ruszył w stronę prywatnego saloniku Narcyzy. Z drugiej strony drzwi dobiegały chichoty, a kiedy zapukał odparł mu głos trochę wstawionej Narcyzy:

- Wejście na własne ryzyko!

Syriusz uchylił drzwi i ujrzał obie pani wygodnie rozłożone na kanapie. Zdjęły buty, a na stoliku przed nimi stała pusta butelka wina.

- Bardzo mi przykro, że nachodzę, Cyziu, ale czy mógłbym na chwilę pożyczyć moją uroczą dziewczynę? - spytał.

- Ale tylko na chwilkę. - zaznaczyła ostro Narcyza. - Właśnie sięgałyśmy po to lepsze.

Ku całkowitemu zdumieniu Syriusza, na te słowa Hermiona przybrała kolor dojrzałego pomidora i pospiesznie zerwała się na równe nogi, by razem z nim opuścić pokój.

- Żadnych figli migli! - zawołała za nimi Narcyza. Nim drzwi się zamknęły Syriusz usłyszał stukanie szkła i chlupanie wina wlewanego do kieliszka.

- Co? - odezwała się Hermiona. - Czy coś się stało? Rany, ale ma mocną głowę. - dodała wściekle. Policzki dalej miała zarumienione, a oczy trochę szkliste.

- To lepsze, co? – Syriusz uśmiechnął się szelmowsko i uniósł brew.

- Och, zamknij się. - mruknęła. - Tylko robię swoje. Czego potrzebujesz?

- Daj podróbkę. - poprosił. - Malfoy chyba zaraz straci przytomność.„A nawet na pewno jak go oszołomię." Dodał w myślach. - A wtedy ja poszukam dziennika.

Wyciągnęła z torebki mały czarny notes.

- Powodzenia. – życzyła mu i ruszyła z powrotem do salonu.

- Tobie też. - mruknął. - Cyzia to niezła plotkara. Więc... uważaj na... to lepsze.

Hermiona wywróciła oczami i zamknęła drzwi. Schował dziennik do wewnętrznej kieszeni marynarki i pospieszył z powrotem do biblioteki.

Kiedy wszedł do środka wielkimi drzwiami umieszczonymi za fotelami, zobaczył gospodarza, który właśnie oglądał pod światło płyn w swojej szklance i wydmuchiwał kółka z dymu. Syriusz posłał w jego stronę niewerbalny oszałamiacz i Malfoy natychmiast zwiotczał, a jego cygaro i szklanka upadły na ziemię. Młody Black natychmiast je podniósł. Zgasił cygaro w popielniczce, a szklankę postawił na stole.

Potem zwrócił się w stronę książek. To musiało być najlepsze miejsce na ukrycie małego, nierzucającego się w oczu dziennika. Rzucił zaklęcie wykrywające magię maskującą i natychmiast zauważył, że rzucono je na regał przy najdalszej ścianie. Przeszukał go od dołu do góry i odkrył zaklęcie maskujące kryjące kilka magazynów z ledwo ubranymi czarownicami. Ciekawe, ale nie ich Syriusz szukał w tym momencie.

Znów rzucił zaklęcie, kierując je po kolei na półki, ale nic się nie stało. Może jednak nie tu należało szukać. Zostały mu już tylko półki za ogromnym biurkiem stojącym w kącie. Ponowił czar, ale nie otrzymał żadnych rezultatów.

Następnie przyjrzał się biurku i dostrzegł trzy szuflady. Byłby idiotą, gdyby ich nie sprawdził, więc otworzył najwyższą. W środku znalazł pióra, nóż do ostrzenia, zestaw woskowych pieczęci i morderczo wyglądający otwieracz do listów. Nic więcej.

Otwarcie drugiej szuflady też niewiele pomogło, bo chociaż znajdowały się w niej dwie czarne książeczki, to żadna z nich nie była dziennikiem. W obu zanotowano kolumny imion i liczb. Obok nich leżała niewielka sterta otwartych listów i srebrna piersiówka.

Trzecia szuflada była zamknięta na klucz.

- Alohomora. - szepnął Syriusz, ale ta ani drgnęła. Obiecujące. Obok rączki była dziurka od klucza, więc rozpoczął poszukiwania. Sprawdził dwie pozostałe szuflady w nadziei, że za pierwszym razem go przeoczył, ale oczywiście go tam nie było.

Co za kretyn trzymałby klucz tuż obok zamka? „Więc gdzie go schował?"Syriusz rozejrzał się po pokoju. Mógł być wszędzie, gdziekolwiek w domu. A potem coś złotego przykuło jego spojrzenie. Łańcuszek zegarka kieszonkowego, który nosił Malfoy. „Co za pacan używa zegarka kieszonkowego w dzisiejszych czasach." zaśmiał się w myślach Syriusz, podchodząc do rozciągniętego bezwładnie Malfoya. Złapał za łańcuszek i pociągnął, ale na jego końcu wisiał tylko zegarek. Co nie zmieniało faktu, że Malfoy mógł trzymać klucz przy sobie.

Syriusz zagryzł zęby i zaczął przeszukiwać gospodarza, nasłuchując charakterystycznego dźwięku wydawanego przez klucze. I znalazł cały ich pęk w kieszeni na piersi. Wyciągnął go i pospieszył z powrotem do szuflady. Miał wiele kluczy do wypróbowania, więc po kolei wkładał je do zamka, ale żaden z nich nie chciał się przekręcić.

Prychnął podirytowany, chociaż teraz szuflada przedstawiała się jeszcze bardziej obiecująco. Zamek z ukrytym kluczem? To brzmiało jak miejsce ukrycia horkuksa.

Odniósł bezużyteczne kółko w kluczami do Malfoya i kontynuował poszukiwania. Sprawdził pod spodem biurka i na półkach w bibliotece. Powoli zaczynał panikować, bo poszukiwania trwały już od pół godziny. Malfoy zauważy, jeśli minie zbyt dużo czasu.

Syriusz przeszukał go jeszcze raz, cały czas czując ochotę walnięcia tego śmiecia w klejnoty rodowe. Powstrzymał się jednak. Przebiegając rękami pod ciężką szatą Malfoya wyczuł delikatne zgrubienie na kamizelce mężczyzny. Z maleńkiej kieszonki wyciągnął równie maleńki kluczyk. I to zrobiony z tego samego starego brązu co zamek szuflady. Syriusz pospieszył na drugi koniec pokoju i wepchnął go do zamka szuflady. Klucz dał się przekręcić.

Otworzył szufladę, mając nadzieję, że ten cholerny horkruks tam będzie, bo jeśli bez potrzeby molestował Malfoya, to szczerze się rozczaruje. W środku znalazł kilka kawałków pergaminu i nic więcej. Wyciągnął je, żeby się upewnić i natrafił ręką na róg czegoś. Przyjrzał się bliżej i zdał sobie sprawę, że szuflada miała fałszywe dno. Usunął je i serce mu stanęło.

Oto leżał przed nim horkruks. I wyglądał jak najzwyklejszy w świecie, czarny dziennik.

Syriusz złapał go i natychmiast zastąpił tym od Hermiony, który wyciągnął z kieszeni. Następnie z powrotem zamontował fałszywe dno. Schował prawdziwy dziennik do kieszeni i zabrał się za przywracanie wszystkiego do pierwotnego stanu, włączając w to pergaminy i zawartość dwóch pozostałych szuflad. Zamknął skrytkę z horkruksem i odłożył klucz na miejsce w kieszeni Malfoya. Następnie usunął plamę z whisky z dywanu i do połowy napełnił szklankę gospodarza. W dłoń włożył mu cygaro, które uprzednio zapalił.

Wziął swojego własnego drinka, usiadł, mruknął „enervate" i natychmiast zaczął mówić.

- ... więc uciekliśmy i schowaliśmy się w schowku na miotły... wiesz, w którym... tym na czwartym piętrze? Filch nigdy nas nie złapał, ale wyście cuchnęli łajnobombami przez cały tydzień. - roześmiał się głośnio, pociągając duży łyk ze szklanki.

- A, racja - powiedział nieco skołowany Malfoy. Zauważył palące się cygaro i zaciągnął się. Najwyraźniej próbował udawać, że ani na moment nie stracił przytomności. - Więc to jest tajemnica psocenia? Ukrywanie się? Myślałem, że Gryfoni są odważni. - powiedział, z otępieniem potrząsając głową.

- Ciężko mówić o odwadze jak się ma dwanaście lat. I za przeciwnika wściekłego Filcha i trzonek jego miotły. Dwa tygodnie później dostałem nią w rękę, bo nie wyrobiliśmy się do schowka na czas. Złamał mi połowę kości. Mam szczęście, że mogę jej używać.

Malfoy roześmiał się.

- Cóż, cieszy mnie, że ktoś was ukarał.

Syriusz nalał sobie i wyciągnął karafkę w stronę gospodarza, który z uśmiechem przyjął dolewkę.

- Wpadłem do pań w drodze do łazienki. Obawiam się, że jutrzejszego poranka odkryjesz braki w swojej piwniczce.

- Jeśli tylko dobrze się bawią. - zaśmiał się Malfoy, a potem sprawdził swój zegarek. Syriusz wstrzymał oddech. Szukanie horkruksa zajęło mu całe czterdzieści minut. - Ale ten czas leci. Z samego rana mam spotkanie w Ministerstwie.

- Nie musisz mi mówić. - Syriusz uśmiechnął się. - Już mam ciarki przed odprawą z Moodym o siódmej trzydzieści! Merlinie, nigdy nie zrozumiem czemu on uważa, że ktokolwiek daje radę się skupić o cholernej siódmej trzydzieści rano? I to z głową pełną whisky? Jutro będzie koszmarne.

Malfoy uśmiechnął się i wstał, tylko odrobinę się chybocząc.

- Chodźmy na poszukiwanie pań.

- Narcyzo. - zawołał Malfoy, pukając do drzwi salonu. Ze środka dalej dochodziły chichoty.

- Wejdź, mężu. - odezwała się śpiewnie Narcyza. - Och, Hermiono, czy nie mamy szczęścia, że trafili nam się tacy przystojniacy? - powiedziała wstając, by przywitać się z mężem. Syriusz z podziwem zauważył, że stała całkiem pewnie. Pocałowała Lucjusza w policzek i spytała. - Dobrze wam się rozmawiało?

- Bardzo. - odparł z uśmiechem Malfoy. - A wam? Na całym korytarzu słychać chichoty.

- O tak. - potwierdziła Narcyza. - Musimy to wkrótce powtórzyć. Jakie to wspaniałe uczucie móc porozmawiać z kimś interesującym. - obdarzyła Hermionę szerokim uśmiechem.

- Hermiono, czas już na nas. - odezwał się Syriusz, wyciągając rękę, by pomóc jej wstać. Najwyraźniej nie miała tak dobrej tolerancji jak Narcyza, bo wstając mocno trzymała jego dłoń. Syriusz spojrzał na jej nogi. Wysokie obcasy, niedobrze.

Ale ona go zaskoczyła. Wystarczył głęboki oddech, by się ogarnęła.

- Bardzo dziękuję za przemiły wieczór, Narcyzo. I tobie, Lucjuszu. Powinniśmy umawiać się częściej. - cały czas trzymając dłoń Syriusza przytuliła Narcyzę, a panowie uścisnęli sobie ręce.

Droga do drzwi wejściowych nieco rozmyła się w świadomości młodego Blacka. Objął Hermionę ramieniem, by pomóc jej zejść z niezliczonych schodów w tych niefortunnie chwiejnych butach. Ale tak naprawdę z nim wcale nie było lepiej. Co dziwne mignęła mu w głowie twarz Moody'ego. Pijany, Black? W domu Śmierciożercy? Wiedziałem, że jesteś idiotą, ale to już szczyt! Na tę myśl Syriusz zaśmiał się pod nosem.

- Co cię tak bawi? - spytała cicho Hermiona.

- Potem ci powiem. - zaśmiał się Syriusz.

W przedpokoju wreszcie pożegnali się z Malfoyami i rozpoczęli dług spacer dróżką w stronę bramy.

- Wszystko w porządku? – zmartwił się, kiedy Hermiona oparła się o niego w trakcie spaceru.

- Pewnie. - mruknęła. - Chwieję się tylko trochę. Te buty to śmiertelna pułapka na twardym gruncie, a co dopiero na żwirze.

Syriusz zaśmiał się cicho. Podobało mu się to doznanie. Ona tuż obok, opierająca się o niego, z ramieniem oplatającym go w pasie. Mocniej przycisnął ją do siebie. Dotarli do bramy, która otworzyła się, kiedy podeszli bliżej.

- Dasz radę się aportować? - spytała Hermiona. Za nimi metal zderzył się z metalem oznaczając zamknięcie wrót.

- Ta, żaden problem. - mruknął. - Ale powinnaś mocno się trzymać. To żadna zabawa jak się jest wstawionym.

Hermiona zachichotała, kiedy przyciągnął ją do siebie i objęła go w pasie. Syriusz potrząsnął głową, próbując się trochę otrzeźwić. Jej dłonie zacisnęły się na jego t-shircie. Uśmiechnęła się do niego.

- Gotowa. - odparła. Oczy miała przymknięte, a on nie mógł oderwać od niej wzroku. Objął ją też drugim ramieniem i zanim zdołał się powstrzymać już pochylał się w jej stronę.

Jej uśmiech zniknął, kiedy Syriusz musnął jej wargi, ale nie odsunęła się. Jego dłoń powędrowała po jej plecach na szyję. Kciukiem dotykał jej szczęki, palce wplótł we włosy. Odchylił jej głowę i mocniej przycisnął usta do jej ust. Drugą ręką przyciągnął ją bliżej, a językiem przejechał po jej dolnej wardze. Westchnęła cicho, a jej usta rozchyliły się lekko. Nie było mu potrzebował dalszej zachęty. Jej oddech pachniał winem i Syriusz pogłębił pocałunek. I wtedy Hermiona położyła dłonie na jego piersi i odepchnęła. Odsunął się. Dziewczyna odwróciła głowę.

- Co? - spytał bez tchu, próbując napotkać jej spojrzenie.

- To zły pomysł. - oznajmiła.

- Muszę się z tobą nie zgodzić. - odparł, całując ją w policzek, bo nie chciała na niego spojrzeć. - Dorwaliśmy kolejnego horkruksa. Pocałunek po pijaku to najlepszy sposób na świętowanie.

To przykuło jej uwagę.

- Masz go? - walnęła go otwartą dłonią w pierś. - Czemu nic nie powiedziałeś?

- Byłaś zajęta rozmawianiem z Narcyzą o tym lepszym i wypijaniem połowy ich piwniczki.

- Wybacz. - Hermiona zarumieniła się. - Ale super, a co z podróbką? Jak go zdobyłeś? Brawo! - znów objęła go w pasie. - Wspaniale, Syriuszu.

Roześmiał się.

- Widzisz? Chyba zasłużyłem na pocałunek.

- No może. - odparła z rozbawieniem.

Uniósł jej brodę i znów przycisnął usta do jej ust. Tym razem szybko się odsunęła.

- Hej. - powiedział. - To za medalion. Jeśli ja dostaję pocałunki w nagrodę, ty też powinnaś.

Pocałunki w nagrodę? Merlinie, ale się cieszył, że ukryła rumieńce. Po prostu chciał ją pocałować. Co w tym strasznego? Może i nie zaliczało się to do najmądrzejszych rzeczy jakie zrobił, ale nie było złe. Właściwie to zastanawiał się czemu dopiero teraz się na to odważył. „To tylko alkohol" powiedział sobie. „Jesteś pijany i zwiesza się z ciebie dziewczyna. To odruch." Jego mózg działał na przyspieszonych obrotach próbując wytłumaczyć, dlaczego krew tak mu pulsowała w żyłach.

„Dziewczyna, z którą spędzasz cały swój czas... dziewczyna, która zawsze potrafi poprawić ci humor, która nie boi się cię zbesztać... przy której nigdy nie wstydzisz się swojego strachu... której pokazałeś, że się boisz... cholera... cholera, niedobrze."

„Dziewczyna, która odchodzi za dwanaście tygodni..." Dlaczego dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. „Dziewczyna, która ma własne życie i chłopaka... I która zna cię jako starszego pana." Merlinie. Nic dziwnego, że nie chciała go pocałować.

- Tak, racja... to chodźmy, co? - burknął. Nie czekając na odpowiedź, chwycił ją mocniej i obrócił się na pięcie.


Kiedy tylko wylądowali na balkonie Hermiona odsunęła się od niego chwiejnie.

- Na litość boską, Syriuszu - prychnęła. - ostrzegaj następnym razem. - złapała się barierki, żeby złapać równowagę.

- Wybacz. - mruknął. Kiedy na nią patrzył serce mu się ściskało. Co miał do cholery zrobić?

Chyba nie zauważyła jego skrępowania, bo otworzyła drzwi i powiedziała.

- Nie wiem jak ty, ale ja chętnie napiję się herbaty.

- Pewnie. - odparł. - Wstaw wodę. Ja tylko sobie zapalę.

Stał tam, oddychając cudownie uspakajającą trucizną i kłócił się sam ze sobą. Po prostu to zignoruj. Powiedział głos w jego głowie. Wiedział, że musiała odejść. A poza tym spokojnie mógł sobie znaleźć kogoś innego. Po prostu to zignoruj. Spędzali razem tyle czasu na polowaniu na horkruksy, że wszystko wydawało mu się dziwacznym snem. Reszta świata straciła na znaczeniu, bo przecież oni pracowali nad czymś tak niezwykle ważnym. No i przecież Syriusz był jej jedynym przyjacielem w tym czasie. Naprawdę nie chciał tego spieprzyć. Zostało im tylko dwanaście tygodni. Po prostu to zignoruj.

- Herbata gotowa! - zawołał ze środka głos Hermiony. Zignoruj to. warknął do siebie.