Asixxd: Wielkie dzięki za miłe słowa. Zapewniam, że ja mam z tego tyle samo radości co Wy.
6 sierpnia
Hermiona czekała aż Syriusz się dowie, że Marlena MacKinnon, jej brat i dwoje jego dzieci zostali zamordowani, kiedy on był w Irlandii Północnej. Nie miał z nikim kontaktu przez dziewięć dni. Najpierw przez misję, a potem całodzienne zakupy z Hermioną, podczas których kupowali ubrania i szykowali się na wczorajszą kolację u Malfoyów.
Nie mogła się zmusić do wyjścia z łóżka. Oprócz kaca i ogólnego braku snu wywołanego przez zdumienie dziwnie całuśnym zachowaniem Syriusza, przed bramą Dworu Malfoya dręczyło ją też poczucie winy. Wiedziała, że MacKinnonowie umrą i nie miało znaczenia ile razy powtarzała sobie, że żeby plan się powiódł, musiała zachować naturalny porządek. Cholerny plan. Jakże ona tego nienawidziła.
Wybiła ósma trzydzieści, Syriusz musiał już być w pracy. Moody z pewnością mu powiedział, a niedługo dostanie od Lily list z podziękowaniem za urodzinową miotełkę Harry'ego. Leżąc tak, Hermiona próbowała zmusić się do myślenia o czymś pozytywnym, czy chociaż czymś na co miała wpływ.
- Trzy horkruksy za nami. - mruknęła na głos, choć ciężko jej było w to uwierzyć, że wszystko szło zgodnie z planem. Ciężko jej było w to uwierzyć. Została tylko Czara i trochę ćwiczeń z Szatańską Pożogą pod okiem Dumbledore'a. Hermiona spodziewała się niezłej zabawy, bo jeszcze nigdy nie widziała jak prowadzi lekcje. W skrócie, była bardzo zadowolona z postępów.
Tylko Syriusz nie dawał jej spokoju. Może i była pijana, ale bardzo dobrze pamiętała co czuła, kiedy ją pocałował. To samotność, powiedziała sobie. Minęło wiele czasu odkąd Ron tak ją pocałował. Wiedziała, że nie powinna była na to pozwolić, ale zapomniała już jakie to wspaniałe uczcie być w czyiś ramionach i trochę ją to oszołomiło.
Ale ten pocałunek przecież nic nie znaczył. Ta cała sytuacja była wprost komiczna. Nikt, a szczególnie nie ona, nie mógł spędzać tyle czasu w czyimś towarzystwie (a z nikim oprócz Syriusza nie spędzała ostatnio czasu) i się z kimś nie związać. A poza tym, co dla niego znaczył jeden pocałunek? Pewnie niczym nie różnił się od tych na oczach jego rodziny.
Pewnie, że tym razem nikt ich nie widział, ale Syriusz też sporo wypił i przepełniała go duma ze zdobycia dziennika. Sam powiedział, że „pocałunek po pijaku to najlepszy sposób na świętowanie". Nie powinna się więc martwić. Chociaż lepiej nie dopuszczać do tego już więcej. Nie to żeby Syriusz wykazywał taką chęć.
Wzdrygnęła się na myśl o powrocie do domu i starszym Syriuszu, który wiedział, że ją pocałował. O Rona się nie martwiła, to jego kochała. Robiła to wszystko, żeby odzyskał swoje życie. Pewnie byłby zazdrosny nawet o to, że trzymała Syriusza za rękę, ale nigdy się nawet nie dowie, że cofnęła się w czasie, więc nie było się o co martwić.
Rozległo się pukanie do drzwi balkonowych, a Hermiona poczuła uścisk w żołądku. Nigdy jeszcze tak bardzo nie chciała bardziej uniknąć rozmowy z Syriuszem. Wiedziała, że przyjaźnił się z Marleną i, że kiedy tylko dotrze do niego, że przez tydzień nie zdawał sobie sprawy z jej śmierci, przytłoczy go poczucie winy.
I miała rację. Kiedy odsunęła zasłonę ukazała jej się ponura twarz Syriusza. Wzrok miał spuszczony.
- Cześć. - powiedziała, udając, że o niczym nie wie. Nie miał pojęcia o jej liście zmarłych, bo za bardzo by go kusiła. - Chcesz herbaty?
Napotkał jej spojrzenie.
- Wiedziałaś? - spytał natychmiast.
- Co miałabym wiedzieć? Co się stało, Syriuszu? - czuła się strasznie, ale gdyby powiedziała mu prawdę tylko pogorszyłaby sytuację.
- MacKinnonowie. Marlena i jej rodzina, oni... - Syriusz odchrząknął. - Zginęli tego samego dnia, kiedy ja i Frank wyjechaliśmy. Nie miałem pojęcia, Moody dopiero dziś mi powiedział.
- To straszne! - zawołała Hermiona, pocieszająco klepiąc go po ramieniu. - Tak mi przykro. Ale już niedaleko. - dodała. - Wkrótce będzie po wszystkim.
- Wiem. - Syriusz wziął głęboki wdech. - Ale chciałbym powstrzymać ich już teraz. Nie znoszę tego. I jestem wkurzony na Jamesa. - oznajmił siadając przy stole w jadalni. - Gadaliśmy każdego dnia, a on nawet się nie zająknął.
- Pewnie nie chciał, żebyś się martwił. - wyjaśniła Hermiona i poszła do kuchni przygotować herbatę.
- Ale i tak... znaczy, Marlena była ekstra. Prawie zmiażdżyła Jamesowi głowę tłuczkiem na jego pierwszym meczu Quidditcha. Była od nas kilka lat starsza. Świetna laska. - mruknął, z łagodnym śmiechem. - Tak sobie tylko myślę... nie wiem, chciałbym tu być. Mógłbym spróbować pomóc jak inni. - wzruszył ramionami. - Po prostu czuję się bezużyteczny.
Hermiona milczała. Postawiła przed nim tacę, nalała herbaty najpierw niemu, a potem sobie i usiadła. Nie wiedziała co powiedzieć. Nawet słowa pocieszenia, które przyszły jej do głowy brzmiały fałszywie. Przez pewien czas w ciszy pili herbatę. Hermiona próbowała utopić w gorącym napoju poczucie winy, Syriusz z pewnością martwił się o rzeczy, na które nie miał wpływu.
A jednak kiedy dolewała sobie herbaty zaskoczył ją.
- Dostałem dziś list od Lily. – odezwał się całkiem normalnym tonem. - Harry uwielbia swoją miotełkę. - powiedział z delikatnym uśmiechem. - Nie mogę się doczekać aż zobaczę go w akcji. - zagapił się w przestrzeń. – Tylko, że w liście było coś dziwnego. - odezwał się nagle. - Jest tylko coś dziwnego. Lily napisała, że Dumbledore przyjaźnił się z Gellerten Grindewaldem. Wiesz, tym, którego pokonał jakieś czterdzieści cztery czy pięć lat temu. Naprawdę zły gość. Wiesz coś o tym?
Hermiona niezmiernie cieszyła się ze zmiany tematu. W czym to przeszkadzało, że teraz wyjawi Syriuszowi prawdę? Przecież obiecała, że mu powie. „A co z Insygniami?" pomyślała. Cóż, zawsze mogła je pominąć.
- Tak się składa, że wiem całkiem sporo. - odparła.
- Czemu mnie to nie dziwi? - Syriusz uśmiechnął się ciepło, a potem wyjaśnił. - Ty wiesz wszystko.
- Chciałabym. – westchnęła. - Ale to akurat wiem. Pamiętasz tamten wieczór, kiedy opowiedziałam ci o horkruksach? Wspomniałam wtedy o sekretach Dumbledore'a. Właśnie to miałam na myśli.
- To prawda? Lily odniosła wrażenie, że to tylko jakieś dziwaczne opowiastki.
- Tak, to prawda. - potwierdziła Hermiona, zastanawiając się jak to przedstawić, zanim w ogóle otworzyła usta. - Matka Dumbledore'a umarła tuż po tym jak skończył Hogwart. Ojca też już nie miał. W domu czekali na niego Aberforth i ich młodsza siostrzyczka Ariana, więc wrócił do nich, żeby się nimi zająć. Ariana miała w dzieciństwie wypadek i od tego czasu stanowiła magiczne zagrożenie dla siebie i innych. Przez większość czasu była jak charłak, ale kiedy coś ją denerwowała jej magia wybuchała, a ona nie miała kontroli nad tym komu stanie się krzywda. Dlatego Dumbledore musiał zapewnić jej spokój. Oczywiście w tamtych czasach każde ryzyko dekonspiracji się wyciszało, ukrywało, więc Arianę trzymano w tajemnicy.
- Niewiele się zmieniło. - parsknął Syriusz. - Charłaki są coraz gorzej traktowani. To tak niesprawiedliwe... Znaczy, nie chodzi mi o to, że mugolaków można źle traktować, ale oni przynajmniej potrafią się bronić.
- Tak - potwierdziła Hermiona. - Czasem zastanawiam się, czy to nie oni mają najgorzej. Mugolaki boją się, bo wiedzą co się dzieje, ale jak powiedziałeś, przynajmniej potrafią się bronić. Mugole nie wiedzą nic, więc nawet jeśli wisi nad nimi niebezpieczeństwo, przynajmniej nie zdają sobie z tego sprawy. Ale charłaki? Wiedzą o Riddle'u i o niebezpieczeństwie, ale nic nie mogą z tym zrobić. To musi być straszne.
- Nie mogę się doczekać Nocy Duchów. - mruknął zdeprymowany Syriusz. - No więc jaki związek ma siostra Dumbledore'a z Grindelwaldem.
- Cóż, najwyraźniej Dumbledore nie był specjalnie zadowolony ze swojej sytuacji. Uważał się na wybitnego, za kogoś kto powinien zmieniać świat, a nie siedzieć w domu i bawić się w siedemnastoletnią kurę domową.
- To nie brzmi jak Dumbledore, którego znam. Zrobiłby wszystko, by chronić niewinnych.
- My też tak myśleliśmy. Z tego co zrozumiałam, wszystko było w porządku dopóki do Bathildy Bagshot, to właśnie sąsiadka Lily i Jamesa, ta historyczka, przyjechał na lato jej siostrzeniec.
Na twarzy Syriusza odmalowało się zrozumienie.
- Jej siostrzeńcem był...
- Tak. - przytaknęła Hermiona. - Gellert Grindelwald. Był rówieśnikiem Dumbledore'a i szybko się zaprzyjaźnili. Dumbledore nigdy o tym nie wspominał, ale z tego co mówił Harry, chyba łączyło ich coś więcej. Na pewno dorównywali sobie inteligencją.
Hermiona nie miała pojęcia jak Syriusz zareaguje na wiadomość o homoseksualiźmie Dumbledore'a, ale nie sądziła, by mu to przeszkadzało. Syriusz flirtował ze wszystkimi, czy to kobietami, czy mężczyznami, więc nie powinno go to zdziwić. Wiadomość tę przyćmiewała osoba samego ukochanego, chłopaka, który stał się najbardziej przerażającym czarodziejem epoki.
- Czy on już wtedy był zły? Nie mogę sobie wyobrazić, by Dumbledore znosił człowieka tak fanatycznego jak Grindewald, bez względu na to jak bardzo stęsknił się za towarzystwem. - spytał Syriusz, nawet nie mrugnąwszy okiem na wiadomość o płci obiektu fascynacji. Co go zdumiało to fakt, że dyrektor wybrał kogoś w tak oczywisty sposób pozbawionego skrupułów.
- Wiem, że już wtedy Grindelwald chciał rządzić. - kontynuowała Hermiona. - Ale znalazłszy zrozumienie i miłość w Albusie, nie zdradzał się ze swoimi mroczniejszymi planami. Obaj miali obsesję na temat rewolucji, nowej ery, w której czarownice i czarodzieje nie musieliby się już ukrywać. Zaślepiony miłością Dumbledore myślał tylko o swojej siostrze, która nie musiałaby już żyć w ukryciu. Bez Statutu Tajności niczemu by nie zagrażała i wszyscy mogliby wieść normalne życie. Ale to wszystko skończyło się tragicznie. Aberforth pokłócił się z Grindelwaldem. Albus próbował ich rozdzielić, ale w drogę weszła mu Ariana. Nawet umierając Albus nie wiedział czy to on, jego brat, czy Grindelwald rzucił zaklęcie, które ją zabiło.
- Merlinie. - westchnął oszołomiony Syriusz. - Biedna dziewczyna. Jak zareagował Dumbledore na wieść, że się o tym dowiedzieliście?
- Już wtedy nie żył. Poznaliśmy prawdę dopiero kilka miesięcy przed końcem polowania na horkruksy. Powiedział nam jego brat.
- Ab? Nie wygląda jak ktoś kto zajmuje się plotkami. Kozami, może, - zachichotał Syriusz. - ale nie plotkami.
- Tak, cóż... - mruknęła Hermiona. – a jednak to prawda. Dlatego Dumbledore spędził całe życie walcząc o prawa mugoli. Z powodu poczucia winy. Próbował zadośćuczynić za tamto straszne lato.
Syriusz znów zamilkł na chwilę. Hermiona dopiła swoją herbatę, myśląc o tym jak musiało mu być ciężko. Za każdym razem kiedy zaczynał wierzyć, że już wszystko sobie ułożył, zrzucała na niego kolejną stertę nieprzyjemnych informacji.
- Hermiono? - odezwał się, po raz kolejny nagle zmieniając temat. - Strasznie chcę powiedzieć Lunatykowi co robimy. Został nam już tylko jeden horkruks, a wiesz, że Remusowi można ufać. Proszę? Strasznie przeszkadza mi, że muszę go okłamywać. Dość, że kłamię Jamesowi, ale on zrozumie jak będzie po wszystkim. Lunatyk pomyśli, że mu nie ufam. - wziął ją za rękę. - Zbliżamy się do końca. Chcę móc mu powiedzieć. Proszę?
Hermiona rozważyła to. Syriusz miał rację, Remusowi można było ufać, a jego logiczne myślenie mogło okazać się pomocne. Wiedziała też, że młody Black unikał przyjaciół, żeby nie musieć ich dalej okłamywać. W ten sposób oboje będą mogli porozmawiać z kimś oprócz siebie nawzajem.
Ponad to, nawet gdyby uważała to za zły sposób i tak nie potrafiłaby odmówić. Prosząca mina Syriusza chwytała ją za serce.
- Dobrze. - zgodziła się. - Czy chcesz żebym przy tym była? Czy lepiej żebyś sam mu wszystko wytłumaczył?
- Wolę zrobić to sam. - odparł natychmiast Syriusz, a twarz mu się rozjaśniła. - Tak właśnie powinienem zrobić. Lunatyk będzie pod wrażeniem, lepiej się przygotuj, bo zarzuci cię tysiącami pytań o Zmieniacz Czasu i przyszłość. - spojrzał w dół i zauważył, że dalej trzymał ją za rękę. Szybko ja puścił.
Zerknęła na niego pytająco i ku ogromnemu zdumieniu zauważyła, że czerwienieją mu policzki. Udała, że jej to umknęło i nalała sobie jeszcze filiżankę herbaty. „Co się z nim działo?" To nie tak, że nigdy wcześniej nie trzymali się za ręce. Robili to całkiem często. U jego matki, na katastrofalnej misji Zakonu, za każdym razem kiedy Syriusz potrzebował pocieszenia. To była oznaka przyjaźni. I pomagała.
Pewnie po prostu bardziej uważał po tej wpadce przed Dworem Malfoya, uznała. Na pewno nie chciał, żeby coś sobie pomyślała. Zastawiała się, czy z kimś się spotykał. Od starszego Syriusza wiedziała, że spędził młodość skacząc z łóżka do łóżka. Może dziwnie trzymało się kogoś za rękę jeśli jednocześnie interesowało się kimś innym. O taki rzeczach jednak nie rozmawiali. Dziwnie się czuła na myśl o zapytaniu go, to jego sprawa, nie jej. Może mogłaby spytać Remusa przy następnym spotkaniu.
- Więc kiedy powiesz Remusowi? – zainteresowała się, wylewając resztę herbaty z dzbanka do filiżanki Syriusza.
- Dziś się z nim zobaczę. - odparł znów zadowolony Syriusz. Spojrzała na niego domyślnie.
- Można by pomyśleć, że to zaplanowałeś.
Wyszczerzył zęby.
- Znasz nas Blacków, panno Fehr. - odparł psotnie. - Akurat przebiegłości nam nie brakuje.
Podzielenie się wiedzą z Remusem sprawiało, że Syriusz czuł się wprost świetnie. Pewnie, kiedy opowiedział mu wszystko w pubie, jego przyjaciel stwierdził, że Syriusz zwariował, ale po czterogodzinnej dyskusji w mieszkaniu młodego Blacka (Syriusz żałował, że powiedział Remusowi, najbardziej paranoicznej osobie jaką znał w noc przed pracą, szczególnie biorąc pod uwagę miniony tydzień) wilkołak wreszcie mu uwierzył.
Remus zdumiewająco dobrze przyjął wiadomość, że karmiono go kłamstwami i ucieszył się z wiedzy, co tak naprawdę działo się z Syriuszem przez ostatnie miesiące.
Jeśli Hermiona sądziła, że Syriusz wściekł się na wieść o zdradzie Pettigrewa to młody Black bardzo się cieszył, że nie była obecna kiedy prawdę poznał Lunatyk. Remus stracił nad sobą kontrolę do tego stopnia, że Syriusz musiał wyczarować liny i spętać mu ręce i nogi, by wkurzony wilkołak nie opuścił mieszkania i nie ruszył do domu zdrajcy.
Po fakcie Syriusz zorientował się, że taką reakcję u zwykle spokojnego Remusa mógł wywołać sposób przekazania informacji. W odróżnieniu od Hermiony, która po kolei wszystko Syriuszowi wyjaśniła, co powstrzymało go przed atakiem paniki, on nie przemyślał jak to zrobi. A kiedy wyrzucił z siebie: „A Pettigrew jest szpiegiem i jeśli się nam nie uda doprowadzi do śmierci Jamesa" rozpętało się piekło.
Ale koniec końców doszli do porozumienia i teraz miał Lunatyka po swojej stronie. Więc po odejściu Hermiony ktoś wesprze Syriusza, kiedy będzie musiał powiedzieć Jamesowi i Lily, co zrobili.
Opowiedział też Remusowi o tej idiotycznej sytuacji w którą wpakował się przez to całowanie poprzedniej nocy. Lunatyk, najbardziej wyrozumiały z jego przyjaciół, od razu zrozumiał problem.
- A więc Łapo, - powiedział ironicznym tonem. - Spędzasz cały czas z tą dziewczyną, raz uratowała ci życie. Nie mówiąc już o tym, że przybyła, żeby, ale nie tylko, uchronić cię przed spędzeniem reszty życia w więzieniu, a ty co jakiś czas udajesz jej chłopaka. Czy to takie dziwne, że twój zdezorientowany móżdżek nie daje sobie rady?
- Czy ten móżdżek był konieczny? - spytał Syriusz, dopijając swoje Piwo Kremowe.
- Pewnie nie. - przyznał Remus z uśmiechem. - Ale dlaczego się dziwisz, Łapo? Równie dobrze to może być wina syndromu odstawienia.
Syriusz cisnął w niego pustą butelką. Czemu mu się wydawało, że Remus zrozumie?
- A to jest po prostu wredne, Lunatyku. - założył ręce na piersi i odwrócił wzrok. Pewnie wyglądał jak nadąsane dziecko, ale zupełnie go to nie obchodziło. - Minęły dopiero dwa miesiące. Potrafię wytrzymać dwa miesiące.
- Cóż - powiedział spokojnie Remus, z łatwością unikając pocisku. - albo jesteś zdezorientowany brakiem innego żeńskiego towarzystwa, albo naprawdę ją lubisz. I w obu przypadkach to nie ma znaczenia, bo za dwanaście tygodni ona odejdzie, a potem będziemy patrzeć jak dorasta. - zmarszczył brwi. - Gdyby mnie zapytać, a właśnie to zrobiłeś, to sprawia, że cała ta rozmowa jest bardzo niepokojąca. Więc miałeś rację. Zignoruj to. Albo idź i znajdź sobie jakąś dziewczynę jak kiedyś.
Syriusz spojrzał na niego ze zdumieniem.
- Dobra, Lunatyku, teraz się o ciebie martwię. Nienawidzisz jak to robię.
- Jeszcze raz nie skrzywdzi kolektywnej żeńskiej psychiki. - odparł Remus. - Jesteś moim przyjacielem. Jedna dziewczyna odrzucona o poranku za powrót twojego zdrowia psychicznego? To poświęcenie na jakie jestem gotów.
- Dzięki za cholernie świetną radę, brachu. - mruknął Syriusz, gasząc papierosa. Remus roześmiał się.
- Wybacz, ale taka jest prawda. Dla tego nie ma przyszłości, więc po co się przejmować? Tylko wpadniesz w głębszą depresję. No i skończysz jako staruch, kiedy spotkasz jedenastoletnią nią.
- Nie mam depresji. - burknął Syriusz. - Jestem po prostu zagubiony.
- Wybacz, bracie. Lepiej nie dam rady. - odparł przepraszająco Remus. - Wiesz, mam jakieś miliony pytań. Mogę, któregoś wieczora odwiedzić ją razem z tobą? Skoro... no wiesz... ty tam chodzisz... każdego dnia. - Spytał, ledwo skrywając uśmiech.
- Zamknij się. - odparł automatycznie Syriusz. - I tak, uprzedzałem ją, żeby się przygotowała. Pewnie będzie miała dla ciebie listę z popodkreślanymi elementami, grafami i w ogóle. - zaśmiał się. - A to mi przypomina, w lato po skończeniu szkoły nie spałeś z żadną studentką stomatologii, prawda?
- Um... nie wydaje mi się? - odparł Remus, zdumiony i oszołomiony tak szybką zmianą tematu.
Syriusz ryknął śmiechem.
- Powtarzam jej, że jest jak twoja żeńska wersja. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy przypadkiem nią nie jest. Wiesz, urodziła się w 1979, więc... - urwał. Remus wytrzeszczył oczy.
- Jasna cholera, Łapo. - mruknął, także się śmiejąc. - Niezły sposób na wpędzenie kogoś w paranoję. Nie mam pojęcia czy tego nie zrobiłem. Jak poznać, że ktoś studiuje stomatologię? - wydawał się szczerze zaniepokojony.
- Nie wiem... po ładnych zębach?
Syriusz uchylił się przed lecącą butelką.
