Od tłumacza: Bardzo was przepraszam, ale zanim zabierzecie się za czytanie kolejnego rozdziału muszę Wam o czymś opowiedzieć. Ostrzegam, że będzie długo, więc jeśli ktoś bardzo nie chce czytać o moich frustracjach to zapraszam pod znacznik, gdzie zaczyna się tłumaczenie.

Jak już mówiłam, opowiadanie jest już przetłumaczone, ale nie wprowadziłam jeszcze korekty i żeby potem nie mieć opóźnień trzymam się ustalonego na początku harmonogramu, to znaczy wstawiam jeden rozdział tygodniowo, w niedzielny wieczór.

Dlatego bardzo zasmuciła mnie wiadomość, którą otrzymałam rano od wspaniałej Jeanne8917, w której poinformowała mnie, że ktoś na forum szuka osoby, która mogłaby za mnie dokończyć moje tłumaczenie bo: „wstawiła tylko 21 [rozdziałów]... i to dawno temu". Na początku nie mogłam w to uwierzyć, potem się wkurzyłam, a na koniec zrobiło mi się smutno. Zdaję sobie sprawę, że każdy czytelnik liczy na częste updaty (sama czytam wiele opowiadań i wiem jaka to męczarnia czekać na kolejny odcinek), ale to nie tak, że tłumaczenie na ff to moje jedyne zajęcie. Mam swoje życie i studia, które są znacznie bardziej wymagające niż mogłoby się wydawać i po prostu nie mogę pozwolić sobie na spędzanie całych dni na szykowaniu opowiadać (choć byłoby to bardzo fajne). Poza tym nie lubię długich przerw między projektami, a jeśli wstawię wszystko co mam od razu to kiedy zdążę przygotować sobie do przodu tłumaczenie sequela czy też własne opowiadanie?

Dlatego chciałabym poprosić żebyście okazali mi odrobinę zrozumienia, a z takimi problemami zgłaszali się najpierw do mnie. No i może odczekali nieco więcej niż 6 dni od dnia ostatniej poblikacji.

Jeszcze raz bardzo dziękuję Jeanne i proszę o informacje gdyby ktoś jeszcze natknął się na coś podobnego.

Uff, skończyłam się uzewnętrzniać. Dzięki za poświęcony mi czas i miłego czytania.

OTim3: Wielkie dzięki za przemiły komentarz! Właśnie tego było mi trzeba.


10 sierpnia

Hogwart w trakcie wakacji sprawiał nieco upiorne wrażenie, stwierdziła Hermiona idąc w stronę zamku z Dumbledorem tego poniedziałkowego popołudnia. Okolice szkoły wyglądały tak samo jak zawsze. Rozległe błonia, ogromne jezioro lśniące w promieniach słońca i piękny choć przytłaczający zamek rzucający długi cień na swoje podstawy. Powietrze było nieruchome, a na niebie widniały puszyste białe chmurki. Słońce raz wyłaniało się zza chmur, a raz za nimi chowało, więc Dumbledore i Hermiona wędrowali alejką to skąpani w ciepłym świetle, to w cieniu.

- Z tego co rozumiem, pan Lupin już wie kim naprawdę jesteś. - stwierdził profesor Dumbledore, mrużąc oczy pod wpływem ostrego słońca, które nagle wychynęło zza chmury.

- Tak, profesorze. - potwierdziła Hermiona.

- Czy sądzisz, że to dobry pomysł wciągać w to jeszcze więcej osób? - zaczął ostrożnie Dumbledore. - Nie masz jeszcze wszystkich przedmiotów, czy nie martwi cię, że coś takiego może zaburzyć przebieg wypadków?

Hermiona zagryzła zęby i przez chwilę wściekała się w ciszy. Jak śmiał coś takiego sugerować? To przecież on wysłał ją na misję, która znacznie zmieni przyszłość, bo zarówno bracia Prewett jak i dzieciaki Bonesów żyli.

- Nie, profesorze. - odparła krótko. - Remusowi można ufać, a ponieważ zbliża się najtrudniejsze zadanie potrzebujemy kogoś na kim możemy polegać.

Jej ton musiał pokazać rozdrażnienie, które czuła, bo Dumbledore powiedział uspakajająco:

- Rozumiem, Hermiono. Jaką rolę w swoim planie postanowiłaś mu przydzielić?

- Nie dlatego mu powiedzieliśmy, ale wyszło nam to na dobre. - odezwała się z satysfakcją Hermiona. - Syriusz chciał mu powiedzieć, sądzę, że głównie z powodu poczucia winy, że okłamuje przyjaciół. Obawiał się też jak zareagują, kiedy po Nocy Duchów będzie musiał im o wszystkim powiedzieć. - Hermiona cieszyła się, że nie był obecny przy tej rozmowie. - Zdaje sobie sprawę, że Lily i James nie mogą się o niczym dowiedzieć, bo to by wszystko zepsuło, ale Syriusz uważa, że zrozumieją jego punkt widzenia. Szczególnie kiedy dowiedzą się, że zrobił to wszystko, by ich ratować. Ale w przypadku Remusa stwierdził, że zostanie to odebrane jako brak zaufania. Szczerze powiedziawszy sądzę też, że Syriusz chce wsparcia jak będzie mówił Potterom. Gniew Lily go przeraża.

- Ma do tego prawo. - zaśmiał się Dumbledore. - Sam wolałbym uniknąć informowania jej. - Hermiona uśmiechnęła się do siebie. Tak bardzo chciała powiedzieć Harry'emu, że sam Dumbledore bał się Lily Potter. - Więc co ma robić pan Lupin?

- Remus jest odpowiedzią na pytanie, które dręczyło mnie, odkąd tu przybyłam. Widzi pan, profesorze... - Hermiona zawahała się. Nie chciała wydać się pozbawiona taktu. - Cóż, jeśli coś niespodziewanego wydarzy się w Dolinie Godryka...

- Masz na myśli, jeśli Tom mnie pokona? - wtrącił Dumbledore.

- Um... tak. - skrzywiła się Hermiona. - Proszę mi wybaczyć, profesorze, ale musimy się na to przygotować.

- Oczywiście. - odparł z uśmiechem dyrektor.

- Więc jeśli Riddle pana pokona to Potterowie będą bezbronni. I chociaż mój cel, którym jest zabicie Riddle'a i tak zostanie osiągnięty, jeśli Voldemort pojawi się w domu Potterów i zabije Jamesa i Lily tak samo jak poprzednio i nie będzie miał horkuksów, które utrzymałyby go przy życiu to kiedy zostanie rozdarty przez własną klątwie, kawałek jego duszy połączy się z Harrym. Uważam, że nawet to wystarczy, by utrzymać go przy życiu w Harrym, a to dość obrzydliwa perspektywa.

- Dość. - powtórzył ponuro Dumbledore.

- Więc w Noc Duchów Remus pójdzie do Potterów. Nic im nie powie, ale będzie gotów, gdyby... wie pan.

- Wiem, Hermiono. To bardzo dobre wyjście.

Hermiona uśmiechnęła się do swojego byłego dyrektora.

- Już prawie, Profesorze - powiedziała. - Kiedy dostaniemy się do czary zostanie nam już tylko czekać. Jak na razie wszystko idzie niezwykle sprawnie. - nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że to wszystko toczyło się zbyt płynnie. Jak zwykle czekała na nieuchronną katastrofę.

- O tak. Więc Czara Hufflepuff. Jak idzie panu Blackowi z jego rodziną? Czy sądzisz, że niedługo uda mu się dostać do skarbca? Zostało nam już tylko jedenaście tygodni.

- Bardzo dobrze mu idzie, Profesorze. - oznajmiła z dumą Hermiona. - Matka jest dla niego naprawdę miła.

- Naprawdę?- zdziwił się Dumbledore, nie bez podziwu. - Merlinie, musze przyznać, że obawiałem się, że nie uda mu się ukryć swoich prawdziwych odczuć.

- Ja również, ale Blackowie chcieli mu uwierzyć, a jego dziadek to bardzo przyjazny człowiek. Gdyby nie był taki uprzedzony pewnie nawet bym go polubiła. - wyznała Hermiona.

- Jestem pewien, że masz rację. Świetnie dogadujesz się z Syriuszem, a z tego co pamiętam Polluxa ze szkolnych lat, wnuk niewiele się od niego różnił, kiedy przybył do Hogwartu. Chociaż przydział do Gryffindoru i jego całkowity brak uprzedzeń sprawiły, że oddalił się od dziadka.

- Profesorze, sądzę - pomyślała na głos Hermiona. - że jeśli Syriusz nie dostanie się do skarbca przed drugim tygodniem października będziemy musieli wykorzystać plan B.

- Którym jest?

- Eliksir Wielosokowy. Najpierw myślałam, żeby podszyć się pod Lestrange, ale teraz skłaniam się ku trzymaniu się początkowego planu najbardziej jak to możliwe. Jeszcze nie powiedziałam Syriuszowi, ale jestem pewna, że by się zgodził. Jeśli pójdzie do Gringotta jako Pollux, będzie mógł zrobić wszystko tak jak planowaliśmy. Rzucić zaklęcie Imperiusa na goblina i dostać się do skarbca. Gdyby go złapano Blackowie o wszystkim by się dowiedzieli, ale... cóż, możemy o tym zdecydować, jak przyjdzie co do czego.

- Świetnie. – zgodził się Dumbledore, a potem dodał, a broda mu zadrżała. - Wie panna, panno Granger, czasem zastanawiam się, dlaczego mnie panna w ogóle potrzebowała.

- Tylko ze względu na diadem i pana wspaniałe oko, Profesorze. - zaśmiała się Hermiona.

- I dzisiejszą lekcję, oczywiście. - odpowiedział ze śmiechem Dumbledore.

Hermiona miała powód by przebywać w Hogwarcie w to poniedziałkowe popołudnie o to podczas wakacji. Dumbledore wreszcie znalazł dość czasu, by sprawdzić jej umiejętności opanowania Szatańskiej Pożogi.

Dotarli na miejsce, czyli w oddalony od zamku zakątek pomiędzy jeziorem a lasem, gdzie na trawie stał ogromny kamienny piec do pizzy. Hermiona zachichotała. Jakże odpowiednio.

- Czy będziemy gotować dla Hagrida, profesorze? – wymknęło jej się, nim zdołała się powstrzymać. Dumbledore zaśmiał się krótko.

- Nie mogłem się powstrzymać, a kształt zdawał się pasować. Potrzebny mi był odgrodzony teren. To wystarczy.

Hermiona przytaknęła, a z jej ust nie zniknął uśmiech.

- Zaczynaj Hermiono. Rzuć zaklęcia, których użyjesz trzydziestego pierwszego, ja je sprawdzę, a następnie przejdziemy do samej Pożogi.

Hermiona zabrała się więc do roboty. Pod nosem mamrotała zaklęcie za zaklęciem aż pokryła kamień kilkoma warstwami magii. Kiedy to robiła zdała sobie sprawę, jak wyczerpujące zadanie czeka ją i Syriusza. Ten piec, choć ogromny, był znacznie mniejszy od Chaty Gauntów. Musiała jak najszybciej zabrać się za podszkolenie Syriusza. Nie istniał nawet cień szansy, by sama dała sobie z tym radę.

Na czas oczekiwania Dumbledore wyczarował sobie leżak i z niego obserwował, jak dziewczyna pracuje. Hermiona chyba jeszcze nigdy nie widziała niczego bardziej komicznego niż odziany w długie szaty, długobrody profesor rozciągnięty jak na plaży. Jego srebrne włosy lśniły w świetle słońca.

Po godzinie rzucania zaklęć wreszcie skończyła.

- Już, profesorze. - oznajmiła. Sprawdził jej pracę. Jak, nie wiedziała, bo piec wyglądał tak samo, jak kiedy zaczynała. Ale wiedział znacznie więcej od niej, więc nie zamierzała kwestionować jego metod.

- Bardzo dobrze, Hermiono. Radziłby tylko zostawić jak najmniejsze wejście jak to tylko możliwe. Takie, żeby ledwo mieścił się czubek twojej różdżki. Musisz wyczarować ostatnią warstwę natychmiast po rzuceniu ognia. Zawsze jest łatwiej, jeśli dziurka jest malutka.

Hermiona przytaknęła i podeszła do przodu, by naprawić swój błąd.

- Cudownie! - zawołał Dumbledore po wszystkim. Kiedy szykowała się do następnej fazy stał bardzo blisko niej, różdżką skierowaną na niewidzialną przerwę pomiędzy zaklęciami. - Zapraszam. - zachęcił cicho.

Wzięła głęboki oddech i skoncentrowała się. Mentalnie przygotowana rzuciła niewerbalny urok i w tej samej chwili, kiedy z jej różdżki wytrysnęły płomienie, zamknęła dziurę w tarczy ochronnej.

Widok był przerażający. Oszalałe płomienne bestie wyły zamknięte w niewidzialnej klatce. Powoli otaczał je kłębiący się czarny dym, jedyna pozostałość po kamieniu, którym się karmiły. Po pięciu minutach zaklęcia ochronne zaczęły się zamykać, zacieśniać i dusić wyjące płomienie. Powoli wygrywały z bestiami uwięzionymi w środku aż wreszcie rozległ się syk i warkot zduszonego ognia, a czary ochronne całkowicie się zamknęły i zniknęły. Pustka jaka po nich pozostała sprawiła, że Hermiona poczuła się nieswojo. Na trawie nie było ani śladu płomieni, ale pełen ironii piec do pizzy zniknął, jakby nigdy tu nie stał.

Dumbledore zaklaskał.

- Idealnie, Hermiono. - pochwalił ją radośnie. - Sam bym tego lepiej nie zrobił. Jesteś bardzo utalentowaną czarownicą. Musze przyznać, że z niecierpliwością oczekuję dnia, kiedy pojawisz się w Hogwarcie.

Komplement sprawił, że Hermiona zarumieniła się z dumy.

- Dziękuję, profesorze. - odparła skromnie.

- Nie wątpię w twoje umiejętności. Czy mogę zasugerować, byś w Noc Duchów użyła podobnej struktury? Wszystkie zmieszczą się w środku, prawda?

- Tak profesorze. - zapewniła, spychając obraz Chaty Gauntów na tył swojego umysłu.


12 sierpnia

- Nie mogę uwierzyć! Jaki ta cholerna baba ma tupet! - warknął Syriusz wkraczając do pokoju Hermiony w środę po pracy. Przechodząc rzucił na stół kolorowe pisemko.

Hermiona, która stała przy drzwiach balkonowych tuż po ich otwarciu, uniosła brwi.

- Dzień dobry Syriuszu. Jak się masz? - odezwała się. - To był wspaniały dzień, a twój?

Posłał jej niechętne spojrzenie i zabrał się za przeszukiwanie jej szafek kuchennych. Przy czym patrzył na nie z taką wściekłością jakby każdy kubek, garnek czy solniczka wyrządziły mu ogromną krzywdę.

- Szukasz czegoś szczególnego? - zagadnęła Hermiona. - Czy też jesteś tak po prostu wkurzony, a zawartość moich szafek zasłużyła na twój gniew?

- Wina. - burknął, w końcu otwierając szafkę najbliżej lodówki i wyciągając z niej butelkę.

Hermiona znała go już dość dobrze, by wiedzieć, że tylko coś niezbyt poważnego mogło sprawić, że tak się zachowywał. Naprawdę złe rzeczy sprawiały, że się odsuwał. Był wtedy nieruchomy i cichy, ale gotował się ze złości. Zupełnie co innego niż to widoczne, przesadzenie zrzędliwe zachowanie. „Ktoś w Ministerstwie coś dzisiaj przeskrobał", zdała sobie sprawę, wspominając komentarz, który rzucił mijając ją w drodze z balkonu.

- Wino to zawsze dobry pomysł. - przyznała ostrożnie. - Dlaczego sądzisz, że dzisiaj ci pomoże?

- Pieprzona Skeeter. - mruknął, wyciągając korek z butelki i upijając łyk trunku. Hermiona przyniosła dwa kieliszki i znacząco podała je Syriuszowi. - Wybacz. - przeprosił wycierając usta dłonią i nalewając im obojgu wina.

- Nie ma problemu. - zapewniła radośnie Hermiona. - Mieszkam w hotelu, mam pokojówki. Lubię zapewniać im coś do roboty. Pijąc z butelki odbierasz im szansę pozmywania moich naczyń.

Posłał jej uśmiech, który jednak zniknął, kiedy mężczyzna natrafił wzrokiem na rzucony na stół magazyn.

- Ta suka Skeeter o nas napisała. - warknął, a kiedy na nią spojrzał w jego oczach dostrzegła, że się martwił.

- To cię tak wkurzyło? - prychnęła Hermiona. - To pismak, kto by się przejmował? - przerzuciła strony Tygodnika Czarownica.

Z okładki patrzyła na nią nadmiernie umalowana kobieta, która uśmiechała się nad wyraz sztucznie ukazując idealnie proste, śnieżnobiałe zęby i patrzyła z dumą na magicznie robiące się na drutach dziecięce buciki. Pod tym niepokojącym obrazkiem widniały wydrukowane pełnym zakrętasów pismem słowa: „Wpływowe pary, kto weźmie ślub w następnym sezonie?"

Hermiona spojrzała na wciąż zasępionego Syriusza i parsknęła śmiechem.

- Czy to jest to co myślę? - wydusiła, przerzucając pierwsze strony w poszukiwaniu artykułu.

- Nie mam pojęcia co się tak bawi. - burknął ponuro Syriusz.

Hermiona odnalazła właściwą stronę. Widniał na niej kolaż zdjęć przedstawiających pary chodzące ręka w rękę, jedzące w restauracjach i to, które zwróciło jej uwagę. Ona i Syriusz oparci o siebie przed sklepem Twilfitt i Tattings i śmiejący się histerycznie.

Hermiona uśmiechnęła się z czułością. Pamiętała to. Zdjęcie zrobiono zaledwie tydzień wcześniej, w dzień kolacji u Malfoyów. Hermiona i Syriusz właśnie wyszli od krawca, w środku odstawili niezły teatrzyk na rzecz pracowników, grymasili przy wyborze tkaniny i kroju, Syriusz wykrzywiał się komicznie i za każdym razem, kiedy krawcowa odwracała się, by poprawić coś przy sukience Hermiony udawał ją karykaturalnie. Świetnie się bawili, a kiedy tylko wyszli ze sklepu Hermiona zaniosła się niekontrolowanym chichotem, który starała się zdusić przez całą wizytę u wytwornego właściciela.

Patrząc na zdjęcie Hermiona zdała sobie sprawę, że naprawdę wyglądali jak para. Syriusz miał na sobie t-shirt jak zwykle, ale zamienił podarte dżinsy na nieco bardziej eleganckie spodnie. Jednym ramieniem obejmował Hermionę, a drugim trzymał torby z zakupami. Śmiał się. Hermiona z kolei była ubrana w niebieską sukienkę, którą Syriusz kupił jej na pierwsze spotkanie z matką. Jej rozpuszczone włosy opadały aż do połowy pleców i podskakiwały, kiedy chichotała. Ciemnymi lokami szarpał wiatr.

Przebiegła wzrokiem po stronie w poszukiwaniu załączonego artykułu. „Choć ten sezon ślubny przyniósł naszym czytelnikom wiele radości i inspiracji to kolejne lato zapowiada się jeszcze bardziej imponująco. „Tak" powie wnuk pani Minister Magii, trzech graczy w Quidditcha i wielu dziedziców starych czarodziejskich rodów.

W zeszłym tygodniu Jasper Bagnold i jego długoletnia ukochana, Josephine Blishwick ogłosili swoje zaręczyny na skromnej rodzinnej uroczystości. Pani Minister wyznała, że przepada za panną Blishwick i już nie może się doczekać wielkiego dnia. Oczywiście Tygodnik Czarownica zapewni wam wszystkie najnowsze wiadomości związane z tym jakże stylowym wydarzeniem.

Także Terrance Milson ze Srok z Montrose..." Hermiona przeskoczyła na dół strony. Nie obchodziło ją kto się żenił, chciała tylko się dowiedzieć co napisano o niej i o Syriuszu... „Pośród informacji o zaręczynach dziedziców starych rodów najbardziej zaskoczy naszych czytelników wiadomość, że auror i wydziedziczony dziedzic Szlachetnego i Starożytnego Rodu Blacków Syriusz oświadczył się dziedziczce słynnej, choć tajemniczej rodziny Fehrów z Zurychu, Hermionie Fehr, córce Frederiki i siostrzenicy Faustusa.

Przez ostatnie sześćset lat rodzina Fehrów miała wpływ na kształtowanie szwajcarskiego rządu i prawa. Nic więc dziwnego, że dziewczyna z tak wpływowymi koneksjami zakochała się w wyklętym dziedzicu rodu Blacków.

Dowiedzieliśmy się jednak w tajemnicy, że panna Fehr przekonała młodego Blacka do ponownego nawiązania kontaktów z rodziną. „[Panna Fehr] po licznych spotkaniach przekonała Walburgę Black, by pozwoliła Syriuszowi wrócić na łono rodziny." Chociaż nie wiemy, jaki miała ku temu powód, można podejrzewać, że kierowała nią chęć poznania przyszłej teściowej. „Sądzę, że jest zbyt dumna, by wyjść za kogoś kogo wyrzekła się rodzina. Nie mogliby przecież liczyć na spadek." Powiedział nam ktoś bliski parze.

Bez względu na to czy panna Fehr wychodzi za mąż dla pieniędzy czy celem połączenia dwóch potężnych rodów jedno jest pewne, nie mogła wybrać przystojniejszego pana młodego."

- To wszystko? - roześmiała się szczerze Hermiona. - O co ci chodzi, Syriuszu? Dla ciebie do nawet dobrze, pomyśl, jak będą ci współczuć te wszystkie wolne dziewczyny, kiedy już złamię ci serce i wrócę do Szwajcarii.

- Co? - Syriusz wytrzeszczył oczy. - Nigdy byś się tak nie zachowała, a my nie jesteśmy zaręczeni. Jak mogą coś takiego wypisywać?

- Syriuszu, - zaśmiała się Hermiona. - nie jesteśmy nawet parą, a ja wcale nie jestem panną Fehr.

Syriusz dalej patrzył wilkiem i Hermiona zaczęła się zastanawiać czemu przeszkadzały mu plotki krążące na temat jego zaręczyn, skoro obecnie całe jego życie było jednym wielkim kłamstwem. Może martwił się, że ta sytuacja przeszkodzi mu w relacjach damsko-męskich? Hermiona stwierdziła, że te kaprysy nie pasowały do Syriusza. Może i szybko zmieniał partnerki, ale nie był płytki.

Dodała tę dziwną reakcję do pozostałych, które ostatnio zauważyła. Kiedy ona i Remus czekali na jego powrót z Grimmauld Place w sobotni wieczór, posunęła się nawet do spytania Lunatyka czy wiedział czemu Syriusz zaczął zachowywać się dziwnie.

Z początku wilkołak zaklinał się, że nic takiego nie zauważył, ale gdy podzieliła się z nim teorią, że Syriusz z kimś się spotyka, Remus potwierdził istnienie dziewczyny, która wpadła jego przyjacielowi w oko. Powiedział też, że Syriusz nie zamierzył umawiać się z tą dziewczyną, dopóki nie zakończą spraw z Riddlem.

Prosząc go o pomoc Hermiona nie brała pod uwagę przelotnych panienek Syriusza i teraz czuła się dziwnie pytając go, czy to właśnie z ich powodu tak się denerwował. Może i bardzo się do siebie zbliżyli i świetnie się czuli w swoim towarzystwie, ale ten temat wydawał jej się zbyt osobisty, a poruszanie go wścibskie. Sądziła jednak, że zasługiwał na szansę podzielenia się swoimi obawiamy. To przecież on poświęcał swoje życie prywatne dla sprawy.

Przez chwilę patrzyła na niego, jednocześnie popijając pinot noir. Brwi miała zmarszczone.

- Rozumiem, że wolałbyś, żeby ludzie nie sądzili, że jesteśmy zaręczeni. - odezwała się. - To pewnie dość niewygodne.

- Dlaczego? - zdziwił się Syriusz, na reszcie przerywając mechaniczne picie, żeby na nią spojrzeć. Wyglądał na całkowicie oszołomionego.

Hermiona nie zamierzała dać wcisnąć sobie kitu.

- Bo to by znaczyło, że nie możesz się z nikim spotykać. No wiesz, żeby się nie wydało.

I wtedy po raz pierwszy tego wieczora Syriusz roześmiał się.

- Co? Jakby mnie to obchodziło! I tak nie mógłbym tego zrobić. Społeczność czarodziejów jest zbyt mała, wiadomość musiałaby prędzej czy później dostrzec do uszu mojej rodziny. - teraz to Hermiona się zdziwiła. - A poza tym - dodał Syriusz, dopijając swój kieliszek wina. - żadna dziewczyna by ci nie dorównała.

Zdumienie Hermiony wzrosło. Patrzyła jak sobie dolewał, a jego oczy tylko na chwilę powędrowały do niej, by zaraz na powrót zwrócić się na butelkę.

- Um... no wiesz, bo żadna inna dziewczyna nie przybędzie z przyszłości, żeby ocalić moich przyjaciół i nie pozwoli mi w tym pomóc, no i um... nie będzie mi kupowała niebieskich makaroników? - powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, ale dalej na nią nie patrzył.

- Ale Remus mówił, że ktoś ci się podoba. - zaryzykowała Hermiona, chcąc zobaczyć, jak zareaguje.

- Cholerny wilk. - mruknął Syriusz, przechodząc do salonu z siadając z winem na kanapie.

- Więc - odezwała się Hermiona - to dlatego jesteś zły? Bo ktoś, kto ci się podoba pomyśli, że jesteś zaręczony?

- Nie - westchnął Syriusz. - zapomnij o tym. Tak się jakoś złożyło, to nic ważnego. Jestem wkurzony na Skeeter, bo napisała, że wychodzisz za mnie tylko dlatego, że jestem Blackiem.

- Powinnam się zorientować. - Hermiona uśmiechnęła się i opadła na kanapę obok niego. To miało znacznie więcej sensu. - Zraniła twoje delikatne ego. Chociaż powiedziała też, że jesteś przystojny. - powstrzymała śmiech i starała się go pocieszyć. - A tak w ogóle to czemu przejmujesz się tym co ona ma do powiedzenia? Proszę, nie przyznawaj jej racji w żadnej z tych spraw.

- Cóż, to w pewien sposób prawda. - odparł opierając się o poduszki rozłożone na kanapie i znów wzdychając.

Hermiona przyjrzała mu się uważnie. Tego wieczora Syriusz był wyjątkowo humorzasty. Do listy dziwnych zachowań dodała defetystyczne myślenie.

- Już niedługo nie będziesz musiał zadawać się ze swoją rodziną. - pocieszyła, klepiąc go po ramieniu. - Nie martw się, wkrótce wszyscy się dowiedzą, że nie jesteś tacy jak oni. A wtedy poznasz kogoś kto polubi cię przez wzgląd na twój geniusz, a nie porażającą fortunę.

- Sądzisz, że jestem genialny? - spytał, przekręcając w jej stronę głowę, którą odchylił na oparcie kanapy. Na jego ustach wykwitł szelmowski uśmiech. W mgnieniu oka z sentymentalnego zmienił się w dziwnie bezbronnego.

- Oczywiście, że tak. - oświadczyła ostro, uderzając go w ramię. - A teraz przestań wyciągać ze mnie komplementy i martwić się o to co napisała ta bezużyteczna krowa. Żadna warta zachodu dziewczyna nie czyta tych bzdur, a jeśli nawet pojawią się plotki to zawsze możesz je wykorzystać na swoją korzyść. - znów wyszczerzyła zęby. - My Szwajcarki to niezłe suki. Będziesz mógł im opowiadać jaka byłam okropna i jak źle cię traktowałam, chociaż ty tylko chciałeś mnie uszczęśliwić. Dziewczyny uwielbiają taką gadkę, bułka z masłem.

Uśmiechał się do niej leniwie, kiedy próbowała poprawić mu humor, a głowa opadła mu na poduszki. Hermiona spojrzała na pusty kieliszek w jego dłoni, a potem na równie pustą butelkę. Wypił prawie całą (z wyjątkiem kieliszka, który nalała sobie ona) w pół godziny.

- Jesteś pijany, prawda? - oskarżyła. Jego zrelaksowany uśmiech jeszcze się poszerzył i Syriusz przytaknął wolno, ale dalej się nie odezwał. - Wiesz, zaczynam się o ciebie martwić. Remus mówił, że jesteś skrytym pijakiem. Chyba może mieć rację.

- Tylko w sytuacjach związanych ze znacznym wyczerpaniem emocjonalnym lub ranieniem ego. - odparł, a na jego twarzy wykwitł ten komiczny uśmiech pokazujący jego proste, białe zęby zabarwione na fioletowawo przez wino.

- Przysparzasz mi zmartwień. - mruknęła Hermiona, a potem pisnęła, bo Syriusz objął ją ramieniem i przycisnął do siebie. Walcząc by nie wylać prawie pełnego kieliszka wina, dziewczyna potrząsnęła głową. - Jak mówiłam. - westchnęła. - Przysparzasz mi zmartwień.

Nie próbował się bronić, więc mogła tylko napić się wina pod bardzo dziwnym kątem, bo jego ramię cały czas przyciskało ją do niego. Słyszała ciche bicie jego serca, co nie było dziwne, bo przecież jej głowa znajdowała się tuż obok jego klatki piersiowej, i właśnie dochodziła do wniosku, że zasnął i będzie mogła mu uciec, kiedy usłyszała jego głos.

- Dzięki. Ty też jesteś genialna.