Cat: Bardzo dziękuję za miły komentarz. Co do innych opowiadań z tym paringiem to niestety dawno nic nie czytałam na fandomie HP, więc nie jestem na bieżąco. Jeśli chcesz to po Świętach przekopię swoje ulubione i może coś znajdę :)

Od tłumacza: Chciałabym Wam wszystkich życzyć zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Z życzeniami noworocznymi poczekam do przyszłego tygodnia, bo następnego rozdziału możecie spodziewać się w sobotę 30.12.


2 września

- No dobra, nie wiem co zrobiłaś Lunatykowi, ale jest w tobie cholernie zakochany. - burknął Syriusz, wkraczając do pokoju hotelowego w środę wieczorem. Minęła już dziesiąta, a kiedy Hermiona, którą przeraziła jego wypowiedź, na niego spojrzała zobaczyła stale obecne cienie pod jego nietypowo matowymi, zaczerwienionymi oczami. Podbródek mężczyzny porastała szczecina zarostu, a ramiona miał opuszczone jak jeszcze nigdy.

- Umm... co? Nie bądź śmieszny. - wymamrotała, zamykając za nim drzwi i rzucając zaklęcia ochronne.

Syriusz opadł na kanapę i odetchnął z ulgą czerpaną z pozycji horyzontalnej.

- Może miłość to złe słowo. - mruknął ze zmęczeniem. - Bardziej pasuje uwielbienie, jak dla bohatera. Nie przestaje gadać o tym jaka jesteś wspaniała, całkiem jakby musiał mi o tym przypominać. Powiedział, że dałaś mu eliksir, który pomoże podczas pełni... cóż, to jest sposób żeby podbić jego serce. I ostrzegałem cię przed mówieniem mu o pozycji nauczyciela.

Hermiona zerknęła na niego ponad oparciem kanapy. Zakrył twarz ramieniem, ale w odsłonięty miejscu pod łokciem widziała jego usta wygięte w łagodnym uśmiechu.

- Cieszę się, że mu powiedziałaś. - wyznał. - O tym wszystkim. Jeśli ta cała sprawa z horkuksami źle się skończy przynajmniej będziesz wiedziała, że zrobiłaś coś dobrego. Lunatyk nigdy nie był optymistą, a ostatnio... starczy powiedzieć, że zyskałaś pomagiera na ż-życie. - ostatnie słowo oznaczyło szerokie ziewnięcie.

- Ja też się cieszę. - odparła Hermiona. - Że mu powiedziałam, a nie, że mam pomagiera. Nie planowałam dawać mu receptury, ale jeśli to zostanie między nami, przynajmniej do Nocy Duchów, powinno być w porządku.

Syriusz znów ziewnął i przytaknął.

- Wyglądasz okropnie, może po prostu pójdziesz do łóżka?

- Auć - mruknął, pokazując jej język. - Nie chcę się jeszcze aportować, pewnie zasnąłbym w połowie i się rozszczepił.

Hermiona spojrzała na niego z rozbawieniem.

- Miałam na myśli tutaj, kretynie. Nie wiem czemu w ogóle zasypiasz na kanapie skoro oboje wiemy, że i tak w połowie nocy przeniesiesz się na łóżko. Robisz to każdego wieczora od trzech tygodni. Mi to nie przeszkadza, miejsca nie zabraknie.

Twarz miał dalej zakrytą, ale zauważyła jak jego uśmiech staje się szelmowski.

- Panno Fehr, zaprasza pani mężczyzn do łóżka? Co by powiedziała pani matka?

- Moja prawdziwa mama powiedziałaby, że spanie na kanapie jest niedobre dla pleców. - odparła poważnie. - Frederika z kolei... ona pewnie powiedziałaby coś w stylu „musisz wypróbować zanim kupisz" jeśli oceniać po jej związku z Dagworth-Grangerem. – usta Syriusza zastygły w kształcie komicznego 'O'. Hermiona była całkiem zadowolona ze swojego ciętego języka. – Więc niech pan nie wyobraża sobie zbyt wiele, panie Black. Martwię się tylko o pana postawę.

- Oczywiście. - wymamrotał, a potem sturlał się z kanapy i powędrował do sypialni.


- Syriuszu. - zawołała Hermiona, potrząsając jego ramieniem. - Syriuszu, obudź się. Już po dziewiątej.

- No i? - mruknął, zagrzebując się głębiej w poduszki i naciągając wyżej kołdrę, tak że całkowicie zniknął pod puchem.

- No i spóźnisz się do pracy.

- Nie idę. - ledwo zrozumiała zaspany ton dobiegający spod warstw materiału.

- Musisz. Wiem, że jesteś zmęczony, ale...

Nagle jego głowa wyłoniła się z miękkiego gniazda niczym bardzo zaspana zabawka na sprężynie. Ciemne, potargane włosy opadały mu na oczy i odstawały na wszystkie strony.

- Mam wolne. - wymamrotał i na powrót opadł na poduszki, sprawiając, że rama łóżka zadrżała. Ale oczy miał wciąż otwarte, więc posłała mu pełne zdumienia spojrzenie. - Możliwe, że trochę skłamałem. - wymamrotał. - Moody myśli, że robimy dziś coś związanego z horkruksami. Ale tak naprawdę potrzebowałem dnia z daleka od tego miejsca. Nie przeszkadza ci to, prawda?

- Czemu miałoby mi to przeszkadzać? – zdziwiła się Hermiona. - Nudzę się tu jak mops czekając aż uratujesz świat. - Cieszyła się, że wreszcie mógł zrobić sobie przerwę. Zaczerwienienie wokół jego oczu już zniknęło. Chociaż zaspany i tak wyglądał żwawiej niż przez ostatni tydzień. - Już niedługo.

- Pięćdziesiąt dziewięć. - mruknął, wierząc się, by przywrócić swoje gniazdo do poprzedniego stanu.

- Pięćdziesiąt dziewięć?

- Dni. Pięćdziesiąt dziewięć dni do Nocy Duchów. - wyjaśnił.

- Liczysz? To bardzo... um... w moim stylu.

- Tak. - zaśmiał się cicho. - Masz na mnie straszny wpływ. A poza tym tylko dlatego liczę, że wtedy będę musiał porzucić to niesamowicie wygodne łóżko.

- Dobrze wiedzieć, że masz priorytety. - zaśmiała się Hermiona i usiadła.

- Gdzie idziesz?

- Do łazienki. - odparła, dalej się śmiejąc. - Jeśli oczywiście to ci nie przeszkadza?

Znów ukrył twarz w poduszce i machnięciem ręki pozwolił jej iść. W chwilę potem usłyszała stłumiony głos.

- Ale wróć. Mam wrażenie, że nie rozmawialiśmy od tygodni. Ledwo pamiętam nasze rozmowy, cholerny Pollux i jego cholerna whisky. A ponieważ mnie obudziłaś... jesteś mi coś winna.

Kiedy wróciła z łazienki, Syriusz znów chrapał. A przynajmniej założyła, że to on, bo z fortecy, którą sobie zbudował wystawała tylko kępka ciemnych włosów na poduszce. Zdecydowała, że lepiej wykorzysta ten dzień śpiąc, a nie gadając z nią o niczym i poszła wziąć prysznic i ubrać się. Kiedy do dziesiątej Syriusz nie odzyskał przytomności postanowiła wyjść i kupić śniadanie, by go udobruchać, gdy wreszcie się obudzi. Wróciwszy do pokoju uzbrojona w croissanty i prawdziwą kawę, ku swemu zdumieniu ujrzała Syriusza siedzącego w łóżku i czytającego.

- A ty gdzie byłaś? - spytał, patrząc na nią surowo sponad kartek, całkiem jakby była nastolatką, która wróciła do domu po ustalonej godzinie. Wyciągnęła przed siebie jedzenie. - Ach - mruknął. - to jedyna wymówka jaka przyjmuję.

- Co czytasz? - spytała od drzwi, zdumiona, że czytał. Szczerze powiedziawszy była bardziej zdziwiona niż miałaby ochotę się przyznać.

Zamknął książkę, by spojrzeć na okładkę i skrzywił się.

- Najwyraźniej „Poradnik młodej wiedźmy do dobrych manier i odpowiednich konwersacji." - odrzucił książkę na bok, a Hermiona roześmiała się. - Szczerze powiedziawszy to była zmyślna przykrywka. Nie chciałem żebyś wiedziała, że leżałem tu i niecierpliwie czekałem na twój powrót. - westchnął dramatycznie, przyciskając tył dłoni do czoła.

Hermiona zachichotała.

- Wspomnę tylko, że przykrywka, bez względu na to jak zmyślna, nie działa jeśli powiesz osobie, którą miała zmylić, że nią była.

- Zapamiętam. - odparł i roześmiał się. - A teraz kobieto, co przyniosłaś mi na śniadanie?

- Nic, jeśli będziesz się tak zachowywać. - Hermiona zmrużyła oczy.

Syriusz nie przestał się śmiać.

- Bardzo mi przykro, droga pani.

- Wydajesz się być w lepszym humorze. - zauważyła Hermiona, siadając na szerokim łóżku, z podkulonymi pod siebie nogami i podając mu jedną kawę.

- To niesamowite, jaki wpływ na faceta ma dziesięć godzin snu i mmm, kawa. - odparł, pociągając łyk z jednorazowego kubka. - Nie obchodzi mnie co myślą inni. Mugole robią najlepszą kawę.

- To prawda - zgodziła się Hermiona - i masz, - dodała, rzucając mu na kolana zapakowanego w papierową torebkę croissanta. - pożywienie.

- Lunatyk może się odwalić. - stwierdził Syriusz, zabierając się za jedzenie. - Ja zostanę twoim oddanym wyznawcą do końca życia.

Hermiona uśmiechnęła się patrząc na jego szczęście. Naprawdę tęskniła za tym szalonym Syriuszem i pożegnanie z nim sprawi jej wiele przykrości. Zastanawiała się jak to będzie jak wróci do siebie. Czy Syriusz dalej będzie chciał się z nią przyjaźnić, czy też może obserwowanie jak dorasta zmieni to jak ją postrzegał? Miała nadzieję, że nie. Pewnie będzie miał żonę lub dzieci, a może jedno i drugie. To by było dziwne. A może nic się nie zmieni? Ten sam wieczny kawaler, ojciec chrzestny Harry'ego, człowiek, który cieszy się życiem.

Nagle podskoczyła, bo Syriusz pstryknął jej palcami przed nosem.

- Co? - mruknęła, mrugając.

- Um... wiem, że jestem diabelnie przystojny, a dziś wyglądam szczególnie pociągająco, bo nie goliłem się od dwóch dni, ale nie ma potrzeby się gapić. Słyszałaś w ogóle co mówiłem? - uśmiechał się do niej szelmowsko, a oczy błyszczały mu psotnie.

- Nie gapiłam się, - prychnęła Hermiona. - tylko myślałam, a ty znalazłeś się na linii wzroku. I nie, nie słyszałam, bo się zamyśliłam.

- Wyparcie. - mruknął Syriusz, potrząsając głową i dopijając swoją kawę. - Powiedziałem, że w sobotę idziemy na kolację na Grimmauld Place. Matka zaprosiła też Cyzię, tę lepka gnidę Lucusia i kilka innych osób. - wykrzywił twarz i wywrócił oczami. - Już się nie mogę doczekać.

- Dobrze. - przytaknęła Hermiona. - Zostało jeszcze osiem tygodni tych bzdur. - dodała pocieszająco. - A potem już nigdy nie będziesz musiał ich oglądać. Jak idzie ze skarbcem? Jest szansa, że niedługo pozwolą ci pójść samemu?

- Tam myślę, ale i tak będę musiał kilka razy tam pójść zanim czegokolwiek spróbuję. - odparł w zamyśleniu. - Wiem, że terminy nas gonią, ale wolałbym tak do tego podejść. Właściwie to chciałbym załatwić to tak, żeby nie zorientowali się, że udawałem. Znaczy to nie tak, że zależy mi na ich aprobacie czy coś. - dodał pospiesznie, widząc, że Hermiona patrzy na niego z konsternacją. - Ale cały czas mam wrażenie, że jako głowa rodziny, prawdziwa głowa rodziny, a nie wydziedziczony-wrócił-dla-kasy, mógłbym zrobić coś dobrego, kiedy już Voldemort zostanie pokonany.

- Dobry Boże, Syriuszu. - Hermiona położyła dłoń na jego czole. - Wszystko w porządku? ... Chyba nie masz gorączki... czy mam sprowadzić Uzdrowiciela?

Roześmiał się z zakłopotaniem i odepchnął jej rękę.

- Zamknij się. - jego policzki zaróżowiły się i Hermiona poczuła się trochę głupio, że się z niego śmiała. Miał przecież rację, Syriusz mógł wiele zmienić. Odpowiednie koneksje i rodzinne złoto mogły zapewnić mu spore wpływy w Ministerstwie.

- Sądzę, że to godne podziwu. - oznajmiła. - Naprawić nazwisko Blacków, zamiast przed nim uciekać?

Syriusz odchrząknął. Dalej wyglądał na zażenowanego.

- Coś w tym stylu. - wymamrotał. Przechylił się za krawędź łóżka i podniósł z podłogi kurtkę z poprzedniego dnia i pogrzebawszy z jednej z kieszeni wyciągnął z niej sakiewkę, którą rzucił Hermionie.

- Co to? - spytała, otwierając ją i zaglądając do środka, gdzie znalazła masę galeonów.

- Dla ciebie na nową sukienkę. Nie będę mógł ci towarzyszyć, musisz sama wybrać się na zakupy.

- Serio? Myślałam, że nie chcesz, żebym wałęsała się sama po mieście? - spytała Hermiona, zdumiona tak nagłą zmianą podejścia.

- To nie będzie wałęsanie, prawda? - stwierdził stanowczo Syriusz. - Hotel, Kocioł, krawiec, z powrotem do Kotła i do hotelu. Chyba mogłabyś zamówić coś pocztą... ale to może się wydać dziwne. A jeśli pójdziesz w środku dnia, wtedy kiedy jest największy tłok, powinnaś być bezpieczna. Obowiązują stroje wieczorowe, więc kup coś porażająco modnego.

- Wieczorowe? - spytała ostrożnie Hermiona. - Na kolację?

- Umm... to bardziej przyjęcie. - przyznał Syriusz. - Gala jesienna. Matka wyprawia ją co roku w pierwszy weekend września.

Hermiona zbladła.

- Gala? W sensie, że taniec i suknie wieczorowe?

- Tak? - odezwał się z przerażeniem Syriusz, powoli odsuwając się od niej. - Wybacz, że wcześniej ci nie powiedziałem. Miałabyś więcej czasu na znalezienie odpowiedniej sukienki.

Hermiona przez kilka sekund wytrzeszczała na niego oczy, a potem warknęła.

- Odpowiedniej sukienki? Gucio mnie obchodzi co założę, Syriuszu. Kto przyjdzie? Nie przygotowałam się i nie umiem tańczyć, a Fehrówna musi to przecież umieć. Czy pojawi się ktokolwiek z dalszej rodziny Dagworth-Grangera? Miał trzy cioteczne prawnuczki drugiego stopnia, co mam im powiedzieć?

Syriusz coraz bardziej się od niej odsuwał w miarę jak coraz bardziej się denerwowała.

- Od kiedy o tym wiesz? Siedziałam tu nic nie robiąc, podczas gdy mogłabym zbierać informacje o gościach. Ilu ich będzie? Skąd są? Oczywiście to wszystko członkowie rodów czystej krwi. - Hermiona prychnęła z frustracją. - Wybacz, ale mogłeś mnie, cholera uprzedzić.

- Nie pomyślałem... naprawdę przepraszam Hermiono, ale sporo się działo. - wydawał się podirytowany. - Jakbyś nie zauważyła.

Hermiona zdała sobie sprawę, że przesadziła. Syriusz zajmował się teraz wszystkim.

- Wybacz. - powtórzyła tym razem ciszej, klepiąc ko po kolanie przez kołdrę. - Tak bardzo denerwuję się tą głupią czarą. Siedzę tu całe dnie, a potem ty się pojawiasz wyglądając jak trzy ćwierci od śmierci i strasznie mi głupio, że nie mogę pomóc.

Złapał ją za rękę.

- Nie przejmuj się. - mruknął poważnie. - Jeszcze tylko pięćdziesiąt dziewięć dni.

W pokoju rozległo się głośne pukanie do drzwi balkonowych, które przerwało melancholijną chwilę. Syriusz spojrzał na nią.

- Kto to? - zanim jednak zdążyła odpowiedzieć złapał za różdżkę i wyskoczył z łóżka.

- Pewnie Remus. - odparła, wychodząc za nim z sypialni. - Obiecał, że przyniesie mi trochę książek i mieliśmy zaplanować jak zdobyć część składników eliksiru tojadowego.

Syriusz odprężył się stwierdziwszy, że za drzwiami naprawdę stał Remus. Wilkołak po drugiej stronie szyby wydawał się zdumiony, ale zadowolony kiedy zobaczył tu Syriusza w środku tygodnia.

- Łapa! - zawołał wesoło. - Nawiałeś z pracy?

- Nie mów Moody'emu. - odparł z szerokim uśmiechem Syriusz.

Hermiona także podeszła do drzwi.

- Remusie, - odezwała się. - co wmasowałam ci w twarz kiedy ostatnio się widzieliśmy?

Syriusz zerknął na nią, a na jego ustach zaigrał szyderczy uśmieszek.

- Chyba byłoby lepiej gdybyśmy mieli do tego kontekst.

Wywróciła oczami, a po drugiej stronie szkła Remus natychmiast odpowiedział.

- Zmywacz Siniaków z Magicznych Dowcipów Weasleyów. Myślimy podobnie. - powiedział, a potem zadał pytanie. - Dlaczego chcę zapamiętać twoje zdolności lekarskie?

- Ponieważ tu jest mniej formularzy do wypełnienia niż w Mungu. - Hermiona uśmiechnęła się.

Syriusz parsknął śmiechem.

- Nie otwieraj drzwi, Hermiono! To oszust! - Syriusz wyrzucił przed siebie ramię. - Lunatyk kocha formularze, formularze to jego życie!

Hermiona zignorowała go i odepchnęła na bok, by wpuścić Remusa.

- Łapo, to, że nie skarżę się na nie przez cały czas - odezwał się Remus, podchodząc do stołu. - nie znaczy, że je kocham. Niektórzy ludzie po prostu znoszą pewne rzeczy. - otworzył torbę i położył na stole w jadalni stertę wyciągniętych z niej książek. - Proszę, Hermiono. Coś do czytania, jak obiecałem.

- Mój bohater. - powiedziała Hermiona, ruszając, by obejrzeć asortyment.

- Jak zerwałeś się z pracy, Łapo? - spytał Remus. - Sądziłem, że Moody nie wierzy w chorobowe.

- Bo nie wierzy. Powiedziałem mu, że muszę zrobić coś związanego z horkruksami, ale rany, albo to, albo zamordowałbym jednego z tych zadowolonych z siebie dupków w biurze. Stwierdziłem, że tym razem będę szlachetny.

Remus znów się zaśmiał.

- Brawo. Muszę ci powiedzieć, bracie, że wyglądasz okropnie. Zasłużyłeś na wolne.

- Dopiero się obudził. - mruknęła z roztargnieniem Hermiona, ukryta za górą książek. - Syriuszu, powinieneś iść się umyć, a ja i Remus zaczniemy z listą. I tak byś się nudził. - wiedziała, że za godzinę Remus będzie musiał wrócić do obowiązków związanych z Zakonem, a jeśli on i Syriusz będą stali i gadali, nigdy niczego nie zrobią.

- Sądzę, że próbuje mi powiedzieć żebym się usunął z drogi, bo chcecie się pobawić w kujonów. - mruknął Syriusz do Remusa konspiracyjnym szeptem, zasłaniając usta dłonią.

- Możesz mieć rację, Łapo. - odparł poważnie Remus.

Kiedy Syriusz brał prysznic, Hermiona zebrała swoje osobiste notatniki ze zdumiewająco nieuporządkowanego fotela i usiadła z Remusem przy stole w jadalni. Remus przesunął kolekcję książek na bok.

- Zrobiłem notatki. - powiedział, pokazując jej swój dziennik. - Większość składników da się zdobyć. Są drogie i nie wydaje mi się, by co miesiąc starczyło mi na nie pieniędzy. Stwierdziłem, że mógłbym używać eliksiru tylko w zimie. Noce się wtedy wydłużają i przemiany zawsze są trudniejsze.

Hermiona przytaknęła.

- To może być trudne. Zastanawiałam się czy Dumbledore nie mógłby nam pomóc.

Remus wzruszył ramionami.

- Poczekamy, zobaczymy. Kilka składników ciężko dostać. Masa z boliwijskiego bagna i kieł wiwerny są rzadkie, ale dostępne. W weekend kupiłem większość pozostałych składników, więc zostały już tylko nieliczne. - uśmiechnął się do niej. - Jestem ci taki wdzięczny, wiesz? - powiedział cicho.

- Ja także. - odparła Hermiona. – Jak to zeszłej nocy powiedział Syriusz, nawet jeśli wszystko pójdzie nie tak, przynajmniej pozostawię po sobie cos dobrego.

- Zeszłej nocy? - Remus tak się zdziwił, że aż porzucił listę składników. - Spał tu?

- Um... tak. Zwykle tak robi. - odparła Hermiona, która założyła, że Remus już wiedział.

- Zwykle? - wydawał się zaniepokojony. Hermiona nie potrzebowała zbyt wiele czasu, by domyślić się dlaczego. Remus lubił się zamartwiać. Nie chciał, by coś odwróciło uwagę Syriusza lub Hermiony od zadania, kiedy tak wiele od nich zależało. Nawet jeśli był to idiotyczny pomysł.

Może i miesiąc wcześniej się pocałowali, ale od tego czasu nic się między nimi nie zmieniło. Hermiona zrzuciła tamten pocałunek na chwilę radosnego triumfu spowodowaną zdobyciem dziennika, dużą ilością alkoholu i brakiem innych dostępnych ust. Wiedziała, że Syriusz prowadził dość bogate życie seksualne i doszła do wniosku, że te niecodzienne reakcje czy dziwne spojrzenia dało się wytłumaczyć nagromadzeniem energii, którą musiał jakoś spożytkować, a przecież nie sypiał już z przypadkowymi dziewczętami. Oprócz kolegów z pracy, jego matki i dziadka Hermiona była jedyną możliwą opcją. Zastanawiała się kiedy takie rzeczy przestały ją obchodzić. Fakt, że nie miała na tym punkcie obsesji napełniał ją dumą.

- No tak, przez kilka ostatnich tygodni. To nic wielkiego, Remusie. - powiedziała, próbując go uspokoić. - Zawsze jest taki zmęczony, kiedy tu przychodzi. Po co go odsyłać? I to możliwe, żeby dwoje ludzi spało w jednym łóżku i robiło tylko to. Spało.

- Jeśli tak uważasz. - uśmiechnął się i wzruszył ramionami. - Twierdzisz, że znasz Syriusza, więc powiedz mi, naprawdę uważasz, że nie przyszło mu to do głowy?

- Szczerze? - spytała. - Obecnie zachowuje się jak zombie. Nic nie przechodzi mu do głowy.

- Może i prawda. - zgodził się ze śmiechem Remus. - Ale to nie będzie moja wina jak kiedyś obudzisz się i zobaczysz ogromnego czarnego psa ocierającego ci się o nogę.

Wizualizacja tej szalonej sceny sprawiła, że Hermiona parsknęła nieeleganckim śmiechem. Zaczęła chichotać, a Remus wkrótce do niej dołączył. Syriusz nie mógłby wrócić do pokoju w gorszym momencie, nawet gdyby spróbował.

- Hermiono, widziałaś może...

Pewnie Hermiona powinna inaczej zareagować na jego potargane włosy, które próbował wysuszyć ręcznikiem czy nagi tors, ale w obecnej sytuacji wywołały tylko kolejny atak dzikiego śmiechu zarówno u niej jak i u Remusa.

- No co? - spytał z irytacją. Spojrzał na swoją pierś i wymamrotał. - Bardziej nadałby się aplauz. - a potem poszedł do sypialni poszukać swojej zagubionej koszulki.

- O rany. - mruknął Remus, hamując kolejny napad śmiechu. - Teraz przez cały dzień będzie naburmuszony.

- Przeżyje. - czknęła Hermiona. - Więc co o tym myślisz? - tu wskazała na listę przed nimi. - Syriusz dał mi trochę złota na sukienkę, którą założę na tę pieprzoną galę w sobotę. Jeśli chcesz resztę ofiaruję na Fundusz Remus Lupin Zachowuje Rozum. Jestem pewna, że Syriusz nie będzie miał nic przeciwko.

- Teraz tak mówisz. - odparł Remus, a na jego twarz z powrotem wystąpił uśmiech. - Właśnie wyśmiałem jego męskie ciało. Pewnie przez tydzień nie będzie chciał ze mną gadać. Ale dzięki, dam ci znać. Mam dość na rundę testową, a Lily ma prawdziwy dar. Nie potrzebne jej składniki na w razie co. Jutro idę do nich na piątkowy obiad przed zebraniem, więc wtedy z nią porozmawiam. Chciałbym wypróbować eliksir w tę pełnię, ale do tego musiałbym zacząć przyjmować go w poniedziałek.

- Waży się tylko jedną noc. - przytaknęła z zamyśleniem Hermiona, przyglądając się swojej tabeli księżycowej. - Jeśli dasz radę wszystko zdobyć nie powinno być problemu z zaczęciem w niedzielę. A co to Potterów - kontynuowała. - kiedy poszliśmy do nich kilka tygodni James się o ciebie martwił.

- Wiem, Łapa mi powiedział. - westchnął ciężko Remus. - Nie mogę uwierzyć, że w ogóle przyszło mu to do głowy. Ale trochę wariuje siedząc w tym domu, a musi myśleć o Harrym. Merlinie, nie mogę się doczekać Nocy Duchów. - odrzucił z oczu jasne włosy. - Powinienem już iść. W następnym tygodniu o tej samej porze?

- Byłoby wspaniale. - odparła Hermiona. Za nim również miała tęsknić, kiedy już wróci do siebie. Miała nadzieje, że za dwadzieścia lat będzie takim samym człowiekiem.

- Pójdę tylko pożegnać się z panem Rannym. - oznajmił Remus i wstał.

Hermiona zajęła się układaniem książek na półce w salonie. Z sypialni dobiegało mamrotanie i przeklinając swoje wścibstwo przysunęła się bliżej drzwi, by lepiej słyszeć.

Syriusz mówił zbyt cicho, by mogła rozróżnić słowa, ale brzmiało to jakby nie zgadzał się ze swoim przyjacielem. Potem odezwał się Remus.

- To już zależy od ciebie, bracie. Widzimy się jutro na spotkaniu?

Tym razem wyraźnie usłyszała głos Syriusza.

- No pewnie. Rogacz też przychodzi. Będzie jak za starych dobrych czasów.

Potem rozległo się coś co brzmiało jak Remus klepiący Syriusza po plecach i mówiący:

- Zupełnie ci nie zazdroszczę, Łapo. Beznadziejna sytuacja. Widzimy się jutro.

Mamrotania Syriusza nie dało się zrozumieć.

Hermiona pospiesznie wróciła do książek, bo wyglądać na zajętą, kiedy panowie wyszli z sypialni. Remus zabrał swoje rzeczy ze stołu.

- Strażniczko, czy otrzymam pozwolenie na wyjście? - rzucił w stronę Hermiony.

- Otrzymasz. - zgodziła się, machając różdżką w stronę drzwi. - Do zobaczenia w następnym tygodniu, Remusie.

Zamknął za sobą drzwi, a ona ponownie aktywowała zaklęcie.

- To co dzisiaj robimy? - spytał Syriusz, wyrzucając opakowanie po śniadaniu do stojącego przy ławie w kuchni kosza.

- Nie wiem... - odparła Hermiona, decydując, że za bardzo męczy ją ciekawość, by się poddać. - Co nazywacie beznadziejną sytuacją?

- Um... to może być cała masa rzeczy. - odparł natychmiast Syriusz, cały czas tyłem do niej. - Przyjaźnienie się z obrzydliwym zdrajcą... to, że whisky się skończyła... fakt, że Rogacz namówił skrzaty domowe żeby wykrochmaliły wszystkie moje koszule przy pomocy swędzącego proszku... Chociaż właściwie - obrócił się do niej i zmarszczył brwi. - z tego się ucieszyłem. Myślałem, że cierpię na śmiertelną chorobę. Nie mogłem zrozumieć, czemu tak strasznie bawi go perspektywa śmierci najlepszego przyjaciela.

- Nie o to mi chodzi. - odparła Hermiona, zwalczając ochotę do śmiechu. - Remus powiedział, że nie zazdrości ci beznadziejnej sytuacji.

- Podsłuchiwałaś, co? - mruknął z wahaniem. - Nie martw się, chodzi o życie jako takie. Wiesz jaki jest, ciągle się martwi. Myśli, że za dużo na siebie biorę. Nie chciałem ci nic mówić, bo macie tyle wspólnych wad. Uzależnienie od książek i zmartwień, co za nuda.

- No tak, racja. - wymamrotała Hermiona, znów czując się winna. Nienawidziła tego, że nie mogła nic zrobić. To była w końcu jej misja.

- No to co ty chcesz dzisiaj robić? - spytał Syriusz ignorując jej posępną minę.

- Hmm... raczej nie możemy stąd wyjść, prawda? - powiedziała, próbując wymyślić coś co zajmie jego uwagę na dłużej niż dziesięć minut. - Bo Moody zorientuje się, że kłamałeś. Ale mam wino... i karty. „Alkohol i hazard, to powinno go zająć" pomyślała.

Na twarzy Syriusza wykwitł szeroki uśmiech.

- Świetnie, od tygodni marzyłem o rewanżu. Mam nadzieję, że jeszcze nie wydałaś tego złota Granger, zamierzam je odzyskać.