oTim3: Wielkie dzięki za przemiły komentarz. Co do tego co będę robiła po skończeniu tego opowiadania, to mam zamiar przetłumaczyć też jego sequel i bodajże dwa jednostrzałowce umiejscowione w tym samym świecie, więc trzeba jeszcze to wziąć pod uwagę. Jeśli chodzi o kontynuowanie czyjegoś tłumaczenia to proponuję najpierw zgłosić się do pierwszej tłumaczki, bo istnieje spora szansa, że zamierza je dokończyć, tylko ostatnio zabrakło jej czasu, a wiadomość, że za naszymi plecami ktoś szuka tłumaczy dla naszych projektów jest zawsze niezmiernie irytująca i bolesna. Samej raz mi się to zdarzyło i nigdy nie zrobię czegoś takiego innemu tłumaczowi. Życzę powodzenia.
Cat: O tak, pani Fehr wkracza na scenę i to z przytupem. Muszę powiedzieć, że kocham tę postać, choć dostarczyła mi niekończącej się ilości frustracji, a to przez jej akcent. Co do przyjęcia... mam nadzieję, że Ci się spodoba?
UWAGA: Mam do Was gorącą prośbę. Czy moglibyście czytając ten rozdział zwrócić szczególną uwagę na sposób mówienia pani Fehr? Tłumacząc jej wypowiedzi zdecydowałam się na próbę oddania jej niemieckiego akcentu i szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia jak mi to wyszło. Byłoby wspaniale gdybyście napisali mi jak Wam się podoba efekt końcowy, czy wszystko jest zrozumiałe itp. I czy nie wolelibyście bym zostawiła wszystko bez akcentu i tylko dopisała, że pani Fehr „powiedziała coś z silnym akcentem". Bardzo by mi to pomogło ulepszyć mój warsztat tłumacza.
5 września
Lady Frederika Fehr zaskoczyła Hermionę. Młoda kobieta wiedziała, że jej pseudo-matka przez trzydzieści lat trwała w związku z Dagworth-Grangerem, a z Dumbledorem przyjaźniła się jeszcze dłużej, więc spodziewała się damy w jesieni życia.
Ale kiedy Remus i Lady Fehr pojawili się na jej balkonie, Hermiona stwierdziła, że dama wyglądała całkiem młodo. Po prawdzie w kącikach brązowych oczu miała dostateczną ilość kurzych łapek, a kiedy uśmiechnęła się do niej przez szybę zmarszczki pokazały się też wokół jej ust. Jej lekko kręcone włosy były bardziej białe niż kasztanowe. Siwe pasma lśniły w porannym słońcu, ale nosiła się z energią o wiele młodszej kobiety, a jej stylowa szata podkreślała atrakcyjną figurę.
- Jaki film oglądaliśmy razem podczas nocy pokerowej? - spytał Remus, kiedy Hermiona podeszła do drzwi. Wyglądał na zdenerwowanego, ale nie miała pojęcia dlaczego.
Odrobinę zmarszczyła brwi.
- „Pokarm bogów", był okropny. - może towarzystwo osoby tak wpływowej sprawiało, że czuł się niepewnie... Chociaż nie wydawało jej się, żeby coś takiego go obchodziło. - Jak nazwałam nasze wspólne tajne przedsięwzięcie?
Zdumiała się jeszcze bardziej, bo Remus zarumienił się i podskoczył.
- Fundusz Remus Lupin Zachowuje Rozum. - Lady Frederika pochyliła się do niego i szepnęła mu coś do ucha.
- Lady Fehr, cudownie móc panią poznać. - odezwała się Hermiona, otwierając drzwi. - Nazywam się Hermiona. Bardzo pani dziękuję za okazaną pomoc.
Frederika uśmiechnęła się do niej szeroko.
- Cudowni cię poznać, ale musisz nazywać mni Mami albo Mueti - powiedziała z lekkim akcentem. - Chyba najlepij będzi jak przyzwyczaimy się do naszych ról. - klasnęła w dłonie, a jej oczy zalśniły z entuzjazmem. - Ja będę cię nazywać Schatz, to znaczy skarb. Moja Mueti zawsze mówiła na mni Schatz.
- Masz rację... Mami. - odparła Hermiono odrobinę niepewnie, a potem dodała. - Cześć, Remusie.
- Cześć. - mruknął. Policzki dalej miał zarumienione. - Jak się masz?
- Właściwie to dzisiejszy wieczór mnie przeraża. - zwierzyła się Hermiona, a potem zwróciła się do Frederiki. - To niesamowite ile dla nas zrobiłaś. Aż mnie to przytłacza.
- To żaden problem. Zawsze chciałam mić córkę… I uratować świat. - dodała, śmiejąc się perliście. - Albus opowiadał mi o tobi wszpaniałe rzeczy. Powinnam być bardzo dumna. Szczęściara z cibie, masz takich przysztojnych przyjaciół. - wyciągnęła rękę i uszczypnęła Remusa w policzek. - Tego plusa się nie szpodziewałam.
Hermiona ledwo powstrzymała chichot na widok jego zrezygnowanej miny. To tłumaczyło rumieńce.
- Czy życzy sobie pani coś do picia, Lady F... Mami? - poprawiła się.
- Chętni. Mamy wile tematów do rozmowy. Edukacja, rodzina i musisz też powtórzyć mi wszysztko co już powidziałaś. Ale najpirw chciałabym się odświeżyć.
- Oczywiście, - odparła Hermiona. - łazienka znajduje się tam. - wskazała na drzwi. - Ja i Remus zrobimy herbatę.
Kiedy tylko za Lady Fehr zamknęły się drzwi, Remus głośno odetchnął z ulgą, co sprawiło, że Hermiona zaśmiała się cicho. Mężczyzna potarł swój policzek.
- Pamiętasz jak Łapa mawia, że jesteś moją żeńską wersję? - zapytał szeptem. - Wydaje mi się, że właśnie znaleźliśmy jego żeńską wersję. Nigdy w życiu nie czułem się traktowany bardziej przedmiotowo. - zaśmiał się cicho. - Jest urocza, ale do diaska, te palce potrafią sprawiać ból. - potarł swój pośladek.
Hermiona wepchnęła pięść do ust, żeby się nie roześmiać.
- Biedny Remus. - mruknęła.
- Boże, poczekaj, aż pozna Syriusza. - powiedział Remus, a na jego ustach zaigrał złowieszczy uśmiech. - Jeśli myśli, że ja jestem ładny to jego uszczypie aż do siniaków.
Na tym etapie Hermiona była już zgięta w pół, a brzuch bolał ją od powstrzymywanego śmiechu. Dobry Boże. W co oni się wpakowali?
- No tak. - westchnęła Hermiona, odetchnąwszy głęboko. - Ty - wskazała na Remusa. - powinieneś już iść. Bo to jest ważne, a za każdym razem jak na ciebie patrzę przypominają mi się twoje urocze zarumienione policzki i nie mogę przestać się śmiać.
- Jestem piekielnie przerażającym wilkołakiem. - prychnął Remus. - Nie nazywaj mnie uroczym. Ale masz rację, niedługo przebije skórę.
Właśnie w tym momencie z łazienki wyszła Frederika.
- Bardzo przytulny apartament. - powiedziała Hermionie. - Musi być wygodni miszkać w centrum miaszta.
- Tak, jest cudownie. - odparła dziewczyna, a ponieważ próbowała powstrzymać zbierający się chichot, jej głos brzmiał dziwnie i sztucznie.
- Lady Fehr? - odezwał się Remus. - Będę się już zbierał, muszę wracać do pracy. Bardzo miło było panią poznać, robi pani coś niezwykłego.
- Dziękuję ci, za poświęcony mi czas Remusie. Świtny z cibie towarzysz. Jeśli znajdzisz czas, chętni porozmawiałabym z tobą jeszcze raz w tym tygodniu. Albus twirdzi, że masz nosa do prawa.
Remus znów się zarumienił, choć tym razem powodem była duma, a nie ból po uszczypnięciu.
- Dziękuję, Lady Fehr. Dumbledore ma moje namiary, kiedy będzie miała pani czas. Do widzenia.
- Miłego dnia, Remusie. - powiedziała, całując go w dalej zarumieniony policzek.
Po jego wyjściu panie usiadły w salonie przed dzbankiem herbaty i talerzem szwajcarskich smakołyków, które przywiozła Frederika. Małe, kolorowo udekorowane ciastka z czekolady były przepyszne i sprawiły, że Hermiona zaczęła się zastanawiać czy mieszkańcy kontynentu nie mają przypadkiem obsesji na punkcie jaskrawego jedzenia.
Młoda kobieta stwierdziła, że Frederika była bardzo zajmującą osobą, zainteresowaną wszystkim, począwszy od jej misji (nie wiedziała o horkruksach, powiedziano jej tylko, że Blackowie są w posiadaniu czegoś co pomoże pokonać Voldemorta) do lat szkolnych Hermiony, jej ulubionych przedmiotów, jak udało jej się zrobić taki Zmieniacz Czasu, który pozwoli jej wrócić do siebie i po co to zrobiła.
Pytała też o szczegóły jej znajomości z Syriuszem, zarówno tej udawanej jak i tej prawdziwej. Oczywiście musiała poznać zmyślony czas ich pierwszego poznania i opowieść o korespondencji poprzedniej zimy. Dumbledore opowiedział jej już o Syriuszu, jego wydziedziczeniu i niechęci jaką darzył swoją rodzinę, a Hermiona uzupełniła obraz o ich ostatnie spotkania z Blackami.
Frederika przynajmniej uwierzyła na słowo, że tylko się przyjaźnią. Hermiona nawet wspomniała jej o tej frustrującej rozmowie z Dumbledorem w czwartkowy wieczór.
Dzień przelatywał jak z bicza strzelił i wkrótce zamieniły się rolami, bo Hermiona miała braki w wiedzy na temat rodziny Fehrów, a Frederika poprawiła wymowę tych kilku zdań po niemiecku, które młoda kobieta wyryła sobie w pamięci.
Wkrótce nadszedł czas, by Hermiona przebrała się na Galę. Wielokrotnie dziękowała Frederice za piękną suknię, ta jednakże zignorowała podziękowania i błagała, by pozwolono jej dać upust uśpionym instynktom macierzyńskim i pomóc „córce" z włosami i makijażem. Hermiona zgodziła się i obie przeniosły się do dobrze oświetlonej łazienki. Dziewczyna siedziała na jednym z krzeseł z jadalni, a Frederika skakała wokół niej.
- Chciałabym móc powidzić, że to po mni odzidziczyłaś te włosy. - oznajmiła z zazdrością. - Są wszpaniałe.
Hermiona musiała powstrzymać prychnięcie.
- Mami, gdybym to po tobie odziedziczyła te włosy, pewnie nie byłabym ci zbyt wdzięczna.
Frederika zaśmiała się lekko.
- Zawsze pragnimy tego czego ni możemy mić, Schatz. A teraz musimy poczekać aż eliksir zaczni działać. W międzyczasi zajmiemy się twoją twarzą.
Odwróciła się i zaczęła przeszukiwać swój kuferek, który przypominał Hermionie tamtą torebkę z koralikami sprzed lat. Za każdym razem, kiedy wydawało jej się, że Frederika wyciągnęła już z niego wszystkie istniejące przedmioty upiększające, ona zaskakiwała ją czymś nowym, co miało „Wszysztko zminić".
Po godzinie upiększania Frederika wreszcie oznajmiła:
- Skończone - i Hermiona mogła po raz pierwszy zobaczyć efekt końcowy. Oczy pomalowano jej znacznie ciemniej niż sama by się odważyła, a jej skóra wyglądała nietypowo nieskazitelnie. Musiała się pochylić do lustra, by zobaczyć jak była gładka, a jej kości policzkowe lśniły lekko. Włosy miała zaczesane do tyłu, ale tak, żeby łagodne fale wyglądały jakby po prostu odrzuciła je za ramię i podpięła, ale miała przy tym wsparcie boga włosów, bo jakimś cudem pozostały tam gdzie być powinny. Krótsze pasma opadały luźno, ale naturalnie, a nie irytująco jak zwykle.
Hermiona zdecydowała się, że Gala, chociaż wkurzająca, była warta tego całego zachodu, bo dzięki niej po raz pierwszy w życiu czuła się jak dziewczyna, a jednocześnie mogła być sobą.
Frederika miała na sobie brązową suknię obszytą nieco ciemniejszą nicią i koronkowy żakiet. Kolory podkreślały jej błyszczące oczy. Włosy miała spięte we francuski kok, w który wpięła lśniący kwiat.
Hermiona założyła swoją suknię i buty, które Syriusz kupił jej na pierwszą wyprawę na Grimmauld Place. Na ramiona zarzuciła szal, a Frederika przywiozła nową biżuterię. Tym razem były to szafiry oprawione w srebro tak jak diament z Kolekcji Ausgleicha i pasująca bransoletka.
- Podczas mojego pierwszego spotkania z Walburgą - odezwała się Hermiona, kiedy szykowały się do wyjścia. - wspomniała, że mój naszyjnik pochodzi z Kolekcji Ausgleich. Przeszukałam wszystkie książki, ale niewiele w nich znalazłam.
- Miała rację. - przytaknęła Frederika. - Dostaliśmy go w ramach umowy zawartej w 1439 po całej tej sprawi z Konfederacją. Brały w nim udział tylko trzy czarodzijskie rodziny. To właśni wtedy Fehrowie zaangażowali się w politykę i już nigdy ni opuścili Minisztersztwa. Teraz tylko trochę się wycofaliśmy. Bezpicznij jeszt kształtować szpołeczeńsztwo niż być jego twarzą.
- Rany. - westchnęła Hermiona przebiegając palcami po bransoletce na swoim przegubie. - Czy ona też jest historyczna?
- Nic aż tak ważnego. - odparła Frederika. - Doształam je od ojca na trzydziszte urodziny. - znów cicho się zaśmiała. - Więc też są dość stare.
Hermiona uśmiechnęła się do niej. Ciężko było jej nie lubić.
- A to? - spytała unosząc dłoń, gdzie na środkowym palcu lśnił pierścionek, który zakładała zawsze kiedy stawała się Hermioną Fehr.
- To jeden z dzisięciu rodzinnych pierścini, oczywiście ich żeńskich wersji. Wydaje mi się, że jako osztatnia nosiła go moja ciotka. Dla mężczyzn zrobiono ich piętnaści. Z jakigoś powodu Fehrom świtnie idzi robinie chłopców. W użyciu jeszt teraz tylko sześć damskich pierścini. Ni należą do nikogo w szczególności, tylko do całej rodziny. Wisz co znaczy napis na herbie? - spytała, muskając opuszkami palców srebrną siateczkę.
- Tak. - potwierdziła Hermiona. - Sprawdziłam. Wahrheit und Ehre czyli Prawda i Honor. W prawdzie nie pasuje do mojego obecnego życia, ale to z pewnością szczytny cel.
Frederika zaśmiała się i poklepała ją po dłoni.
- Och, Schatz, mój ojcic powidział mi coś podobnego zanim umarł. Że nasze motto ni powształo, by nas opisywać, ale po to by dać nam cel, do którego dąż ło, że to przekonani ni straciło na znaczeniu.
- Powinnyśmy się zbierać. - zauważyła Hermiona z uśmiechem.
- Ni chciałybyśmy się szpóźnić, Schatz. - zgodziła się Frederika.
Wyszły z pokoju i Hermiona zamknęła drzwi. Na wysokim balkonie czuło się chłód wczesnego wieczora. Wiał ostry wiatr. Frederika miała ze sobą kufer, ponieważ zamierzała się zatrzymać w Hogwarcie i to właśnie tam wybierała się prosto z Gali. Na jej ramionach spoczywała futrzana etola.
Hermiona ciaśniej opatuliła się szalem, który nie był dość silną ochroną przed świadomością, że lato szybko się kończyło. Chwyciła dłoń Frederiki i deportowała się, by pojawić się na progu domu na Grimmauld Place 12. Hermiona zapukała, a zamki natychmiast zaczęły się otwierać.
- Witajcie, panie Fehr. - zaskrzeczał Stworek, kiedy drzwi stanęły otworem.
- Witaj, Stworku. – przywitała się uprzejmie Hermiona. W dół schodów spływały do niej dźwięki muzyki i szmer głosów.
- Czy Stworek może zobaczyć pani zaproszenie, Madam? - spytał skrzat.
- Umm, nie dostałam zaproszenia. - odparła Hermiona, marszcząc brwi.
- Ja mam nasze, Schatz. - odezwała się Frederika, wyciągając ciemnozieloną kartę z torebki i podając ją skrzatowi, który tylko na nie zerknął.
- Witam panią w domu Starożytnego i Szlachetnego Rodu Blacków, Lady Fehr. Proszę za Stworkiem.
Hermiona i Frederika poszły za starym skrzatem do salonu. Pokój został oczywiście magicznie powiększony na rzecz wieczorowego wydarzenia. Zdaniem Hermiony wyglądał dość przytulnie, bo przez wzgląd na Jesienną Galę udekorowano go kolorami sezonowymi, czyli złotem, pomarańczem, a nawet czerwienią. Hermionę zszokowało to, że ci Ślizgoni zniżyli się do ozdobienia ścian kolorami Gryffindoru.
Dwie kobiety stanęły w progu czekając aż Stworek znajdzie Walburgę i Hermiona zaczęła wskazywać Frederice poszczególnych gości. Anita Macmillan tańczyła z mężczyzną, którego Hermiona uznała za jej męża, ponieważ wyglądał zupełnie jak Ernie. Pod ścianą zauważyła Syriusza żartującego z nieznanym jej mężczyzną o szerokich ramionach. I wtedy jej spojrzenie przykuł inny mężczyzna, wysoki, szczupły i o wykrzywionej twarzy. Antonin Dolohov. Śmierciożerca. Rozejrzała się po pokoju. Młoda i pulchna Alecto Carrow była pogrążona w rozmowie z dwoma czarodziejami. Jeden odwrócił w jej stronę głowę i natychmiast go poznała. Yaxley. Dobry Boże, to miejsce było ich pełne.
Walburga zbliżyła się do nich elegancko.
- Lady Fehr. - przemówiła. - To zaszczyt, że znalazła pani dla nas czas. Hermiono, muszę powiedzieć, że wyglądasz dziś olśniewająco.
Hermiona mentalnie sobą potrząsnęła. Oczywiście, to przecież przyjęcie dla czarodziei czystej krwi, mogła się spodziewać Śmierciożerców.
- Dziękuję, pani Black. - odparła, próbując ukryć napięcie. - Mam zaszczyt przedstawić moją matkę, Frederikę Fehr. Mami, przedstawiam ci Walburgę Black, matkę Syriusza. - powiedziała, uśmiechając się do Walburgi.
- Lady Fehr, witamy panią w Szlachetnym Domu Blacków. - odezwała się uprzejmie Walburga. - To niezwykłe szczęście, że nasze dzieci doprowadziły do tego spotkania. - Walburga pochyliła się i panie ucałowały swoje policzki.
- Też tak sądzę, pani Black. Moja Schatz opowiadała mi tyle dobrych rzeczy o pani synu. Ni mogę się doczekać żeby go poznać. Jeszcze nigdy żaden mężczyzna tak ni oczarował mojej córki. - dodała wyrozumiale, zerkając na Hermionę i unosząc brew.
- Mami! - syknęła dziewczyna, udając zakłopotanie.
Walburga uśmiechnęła się z dumą.
- Sądzę, że to samo można powiedzieć o Syriuszu. W prawdzie nie zwierza mi się na takie tematy, ale jego dziadek twierdzi, że bardzo ceni Hermionę.
- A kto by jej nie cenił? - odezwał się głos, który Hermiona rozpoznała natychmiast. Przybył Syriusz, a razem z nim Pollux. Obaj panowie nosili czerń, ale gdzie Syriusz postawił na prostotę (jego szaty wyjściowe były stylowe w swych prostych, ostrych liniach, całkowicie pozbawione ozdób z wyjątkiem małej złotej spinki do krawatu w kształcie lwa), Pollux postawił na coś całkowicie odmiennego. Zielono-srebrny haft zdobił klapy jego marynarki. Czarny krawat spiął ogromnym szmaragdem pasującym kolorystycznie do jego koszuli.
- Witaj, kochana. - powiedział Syriusz, obejmując ją ramieniem i składając pocałunek na jej wargach. - Wyglądasz dziś nad wyraz oszałamiająco. - Hermiona powstrzymała chęć wywrócenia oczami, dziś nad wyraz się starał. Jego szare oczy tańczyły z rozbawieniem, na widok jej zarumienionej twarzy. Nie zabrał ręki nawet wtedy, kiedy odwrócił się do Frederiki. - Pani to oczywiście Lady Fehr. - powiedział, ujmując jej dłoń i unosząc do swoich ust. - Syriusz Black, Madam. – przedstawił się, z irytująco czarującym uśmiechem. - To zaszczyt panią poznać.
- Przyjemność po mojej sztronie, chłopcze. - odparła Frederika, kiedy puścił jej rękę.
- Lady Fehr, przedstawiam mojego dziadka, Polluxa Blacka. - oznajmił Syriusz, wskazując na niego wolną ręką.
Frederika i jemu podała dłoń. Pollux ujął ją, ale ucałował kobietę w policzek.
- Witam, Madam. Teraz już wiem, po kim Hermiona odziedziczyła urodę. Hektor był szczęściarzem. Proszę przyjąć moje kondolencje.
- Dziękuję panu, panie Black. Bardzo za nim tęsknię. - powiedziała poważnie Frederika. Hermiona słyszała w jej tonie prawdę i miała nadzieję, że to nie było dla niej zbyt trudne.
- A może runda na parkiecie poprawi pani humor? Jeśli tak to z chęcią wzbudzę zazdrość w obecnych mężczyznach. - zaproponował Pollux. Dalej trzymał ją za rękę, a koniuszek jego ust był uniesiony.
- Panie Black, - zachichotała Frederika - ja i Hermiona może i jeszteśmy do sibie podobne z wyglądu, ale pan i pański wnuk maci taki same charaktery.
- Jeśli ma dość szczęścia. - uśmiechnął się Pollux, a potem mrugnął do Syriusza.
Frederika zaśmiała się wyrozumiale.
- Bardzo chętni, dziękuję, panie Black. Pani Black, mam nadzieję, że jeszcze porozmawiamy. - powiedziała do Walburgi. - Z chęcią dowiem się więcej o pani rodzini.
Walburga przytaknęła i spojrzała na swojego ojca z niepokojem.
- Oczywiście, Lady Fehr. Ja również chciałabym wiedzieć więcej o pani rodzinie.
- Zostawię was, ale pamiętaj żeby przedstawić Hermionę krewnym, Syriuszu. - powiedziała Walburga, kiedy Pollux poprowadził Frederikę na parkiet.
- Oczywiście, Matko. – zgodził się Syriusz, a kiedy Walburgę na powrót pochłonął tłum, mężczyzna pochylił się do ucha Hermiony.
- Chodź zatańczyć. - i nie czekając na odpowiedź, powiódł ją pomiędzy gośćmi na pustą część parkietu. Przyciągnął ją do siebie i kiedy zaczęli się obracać szepnął. - Bellatrix tu jest. A oprócz niej jeszcze dziesięciu innych Śmierciożerców.
- Wiem, paru rozpoznałam. - odszepnęła Hermiona.
- Będę musiał przedstawić cię Bellatrix, bo jeśli tego nie zrobię zaczną coś podejrzewać, ale wolałbym trzymać cię z daleka od pozostałych. - Hermiona przytaknęła, a on poprowadził ją przez obrót w takt muzyki. - Spójrz nad moim ramieniem. Dwóch gości przy gobelinie, jeden ma długie czarne włosy związane w kucyk.
- Widzę. - odparła Hermiona, zerknąwszy pospiesznie, co było znacznie prostsze niż normalnie dzięki dziesięciocentymetrowym obcasom, które miała na nogach. Te parę razy kiedy się przytulali, w jej zwykłych butach czubkiem głowy sięgała zaledwie Syriuszowej brody.
- Kucyk to Judson, a jego kumpel to McIntyre. I - Syriusz znów się obrócił. - po mojej prawej... duży gość w kapeluszu to Rowle.
- Tak, znam go. - mruknęła Hermiona. - Czemu mi nie powiedziałeś, że tu będą?
- Nie wiedziałem. - odparł z niepokojem. - Przyszli z Bellatrix, chyba przeprowadzają rekrutację. Jak przyszłaś próbowałem się upewnić u Raba.
- Raba? - zdziwiła się Hermiona.
- Rabastan Lestrange, szwagier Bellatrix. - wyjaśnił Syriusz. - Balansuje na krawędzi. Jeszcze nie nosi znaku, ale pracuje dla nich. Ma troje dzieci, więc waha się czy dołączyć, chociaż się z nimi zgadza.
- Jakim cudem tak dobrze go znasz? - Hermiona zdziwiła się, że potrafił mówić o popleczniku Riddle'a bez niechęci.
- Wpadłem na niego na Pokątnej kilka tygodni temu, zanim pojechałem do Irlandii. Czasami wpada tu wieczorem, a ja i Dziadek częstujemy go drinkiem. Rodzice nie traktują go najlepiej. Wiesz jest tym drugim i w ogóle.
- A, racja. - odparła, dalej zdumiona tym, że Syriusz w ogóle z nim gadał. Nie mówiąc już o zapraszaniu go na drinka. - Dlaczego wcześniej o nim nie wspominałeś?
- Bo nie chciałem dawać ci złudnej nadziei. - Hermiona spojrzała na niego bez zrozumienia, a on dodał. - No wiesz, Lestrange...
- A, racja. - powtórzyła Hermiona. - Ale przecież nie wpuści cię do skarbca, prawda?
- Nie... ale lepiej trzymać wrogów blisko i w ogóle. Mniejsza, Rab powiedział, że oni wszyscy pojawili się w Forte de Sang ubrani i gotowi do drogi, dokładnie w momencie kiedy on i jego żona wychodzili. Rodolphus najwyraźniej się ich spodziewał.
- Sądzisz, że narobią kłopotów? - spytała cicho.
- Nie wydaje mi się. - mruknął Syriusz. - To dom sympatyków... a przynajmniej tak im się wydaje.
Właśnie wtedy za Syriuszem pojawił się Pollux.
- Odbijany?
Syriusz podskoczył.
- Oczywiście, Dziadku. - uśmiechnął się.
- Ja się tobą zajmę, kidy moja Schatz będzi zajęta. - odezwała się Frederika, która stała obok Polluxa.
Hermiona ujęła dłoń Polluxa, ale pochyliła się w stronę Syriusza i pocałowała go w policzek.
- Uważaj, Remus mówi, że szczypie. - szepnęła. Wyraz jego twarzy szczerze ją rozśmieszył. Mieszanina rozbawienia i przerażenia dawała bardzo dziwny efekt.
Kiedy Pollux prowadził ją przez parkiet, Hermiona obserwowała Śmierciożerców. Wyglądała też Narcyzy. Zastanawiała się czy przypadkiem ona nie widziałaby co planowali poplecznicy Riddle'a.
- Twoja matka jest niesamowita, Hermiono. - zauważył uprzejmie Pollux.
- O tak. - zgodziła się dziewczyna. - Bardzo się cieszę, że przyszła. Niezmiernie się za nią stęskniłam.
Z Polluxem tańczyło się tak samo łatwo jak z jego wnukiem, chociaż może trochę bardziej sztywno. Dokładnie tak samo jak podczas ćwiczeń z Syriuszem, ręka trzymana sztywno, bezpieczna odległość pomiędzy ciałami. Zajęci szeptaną rozmową na temat Śmierciożerców tańczyli dziś z Syriuszem o wiele swobodniej.
- Rozumiem dlaczego. - przytaknął Pollux. - Ognista kobieta. Od lat z nikim się tak nie kłóciłem.
- Pokłóciliście się? - spytała zaniepokojona Hermiona. Frederika miała wszystkich oczarować, a nie powodować kłótnie.
- O tak. - potwierdził Pollux, a oczy mu zalśniły. - Było wspaniale, naprawdę usadziła mnie na miejscu.
- Wy Blackowie jesteście dziwnymi mężczyznami. - Hermiona zaśmiała się z ulgą.
- To prawda. - zgodził się Pollux, pochylając ją w tańcu. - Ale dość przystojni, by to nadrobić, nie sądzisz?
Śmiech Hermiony nabrał na głośności.
- Sądzę, że dość zadufani w sobie, by to nadrobić.
Pollux przyłączył się.
- To akurat prawda. Czy ty i Syriusz się nie kłócicie?
Hermionę zdziwiło tak osobiste pytanie.
- Właściwie to nie, panie Black. A jeśli już to tylko o drobnostki. - odparła ostrożnie. - Bardzo podobnie postrzegamy świat, więc obecnie nie mamy się o co kłócić. Może później znajdziemy powody do konfliktu, podobno dzieci wprowadzają ich całą masę.
Hermiona z radością zdała sobie sprawę, że to prawda. Naprawdę się nie kłócili. Nie na poważnie. Nigdy wcześniej nie miała prawdziwego przyjaciela, z którym by się nie kłóciła.
Szczęście zniknęło. „Czy to znaczyło, że Syriusz nie był jej prawdziwym przyjacielem?"
- Więc spotykacie się na serio?
Hermiona stłumiła chęć odpowiedzenia „Nie, to on jest Seriusz.(1)" i zamiast tego zdecydowała się na:
- Tak mi się wydaje. Ostatnio nie widujemy się zbyt często, bo pochłania go praca w Ministerstwie i próba odzyskania pozycji dziedzica.
- Może powinienem przestać zajmować mu wieczory. - odezwał się z żalem Pollux. - Muszę przyznać, że tęskniłem za dzieciakiem. Nikt nie potrafi debatować tak jak on, a teraz, kiedy dorósł... cóż, jest jeszcze zabawniej skoro mogę zyskać przewagę przy pomocy whisky.
- Jak mówiłam, - zaśmiała się Hermiona. - jesteście dziwni, ale niech pan się nie martwi, on lubi tu przebywać. Poza tym chce wam wszystko zadośćuczynić. Źle bym się czuła, gdybym go tego pozbawiła.
- Myślałem, że miłość go zaślepiła, bo jak się go słucha... ale śliczna kobieta, która nie skarży się, że rzadko widuje swojego chłopaka i na dodatek lubi whisky? Nie winię go.
Hermiona miała właśnie odpowiedzieć, ale w tym momencie pojawił się przy ich Syriusz we własnej osobie.
- Dziadku, - odezwał się z szerokim uśmiechem i zabierając dłoń Hermiony z ramienia Polluxa. - wydaje mi się, że Lady Fehr pragnie kontynuować waszą dyskusję.
Usta Polluxa wykrzywił szelmowski uśmiech.
- Oczywiście, moja pani. - powiedział, ujmują Frederikę za rękę. - Podyskutujmy. Dziękuję, ci za taniec, Hermiono.
Hermiona uśmiechnęła się do Polluxa i pozwoliła Syriuszowi odciągnąć się na bok.
- No chodź, załatwmy te powitania.
- Więc co o niej myślisz? - spytała Hermiona, kiedy przeciskali się między gośćmi.
- Jest bardzo miła i świetnie tańczy. - Syriusz spojrzał na nią kątem oka. - Wyczucie rytmu musiałaś odziedziczyć po ojcu, bo na jej stopy nie musiałem uważać.
- Mówiłeś, że nie jestem taka zła. - odparowała Hermiona, mrużąc oczy. Syriusz odchrząknął.
- To prawda... ale nie mówiłem też, że jesteś dobra. Masz po prostu szczęście, że ja jestem wybitny.
- To musi być strasznie trudne zachować równowagę jak się ma głowę tego rozmiaru. - zgodziła się poważnie.
- O tak. - przytaknął z powagą.
- Głupek. - mruknęła pod nosem. Nie udało jej się powstrzymać uśmiechu.
Syriusz zaśmiał się krótko, a potem spoważniał, bo tłum się rozstąpił, ukazując im Bellatrix i jej męża, stojących po drugiej stronie wąskiego stołu z najmniejszymi i najbardziej pretensjonalnymi przystawkami, jakie Hermiona w życiu widziała.
- Dobra, gotowa? - spytał cicho Syriusz. - Wiem, że masz sporo strasznych wspomnień z nią związanych, ale wiesz, możesz być dla niej tak niemiła jak ci się spodoba w imię protekcjonalnego traktowania. Twoja rodzina ma znacznie wyższy status niż jej.
- Wolałabym ją przekląć, ale dama nigdy nie zachowuje się nieuprzejmie, panie Black. - westchnęła Hermiona. - Wzniosę się ponad pragnienie pokrycia jej mackami i będę wzorem grzeczności. Przynajmniej tyle mogę zrobić dla mas. - ciągnęła ironicznie.
- Moja dziewczyna. - Syriusz mrugnął do niej. - Rodolphus, Bellatrix. - powiedział, kiedy do nich dotarli. Cały czas obejmował Hermionę ramieniem, więc poczuła jak jego mięsnie stężały, kiedy małżeństwo na nich spojrzało. - Chciałbym wam przedstawić pannę Fehr. Hermiono, to Rodolphus Lestrange i jego żona Bellatrix. Bella jest najstarszą córką brata mojej matki, Cygnusa.
Hermiona nie odezwała się. Stała prosto, z brodą dumnie uniesioną i miała nadzieję, że jej twarz wyrażała pełne uprzejmości zainteresowanie, kiedy czekała aż oni odezwą się pierwsi.
- Panno Fehr, - powiedział po chwili Rodolphus. - wspaniale móc panią poznać. Oczywiście słyszeliśmy o pani od siostry mojej żony. Mówiła, że świetnie się pani nadaje na żonę dla dziedzica Szlachetnego Domu Blacków. - ujął jej dłoń i musnął ustami kłykcie.
- Dziękuję panu, panie Lestrange. - odparła Hermiona, uprzejmie skinąwszy mu głową. - Cieszy mnie, że rodzina Syriusza dobrze mnie postrzega.
- Ciotka i Dziadek cieszą się, że pozwoliłaś Syriuszowi zabiegać o swoje względy. - odezwała się Bellatrix. - Wydaje mi się, że stracili nadzieję, że kiedykolwiek znajdzie odpowiednią kobietę. - pochyliła się w stronę Hermiony, która zaparła się w miejscu w oczekiwaniu na najbardziej ohydne doświadczenie w swoim życiu. Bycie całowaną w policzek przez Bellatrix Lestrange.
- Dziękuję pani, pani Lestrange - powiedziała, powstrzymując ciarki, które wędrowały jej po plecach. - Miło panią poznać. Narcyza często o pani opowiada. Świetnie się dogadujemy.
- Moja siostra jest jeszcze młoda, rzadko się widujemy. Cieszę się, że otacza się odpowiednim towarzystwem. - kiedy to mówiła, w oczach Bellatrix czaiła się groźba, choć dalej uśmiechała się uprzejmie.
- O tak. - odparła Hermiona. - Bardzo się ucieszyłam, że udało mi się znaleźć tu przyjaciółkę, szczególnie taką o doskonałym poczuciu humoru. Jest niezwykle zabawna.
Bellatrix z niechęcią wydęła usta, ale nie odpowiedziała.
Na szczęście w tym momencie jasnowłosy mężczyzna, uśmiechnięty wesoło po dwudziestce klapnął Syriusza w ramię.
- Black, dobrze cię widzieć. Mama mówiła, że tu będziesz.
- Longbottom. - przywitał go Syriusz, zadowolony, że ktoś odciągnął go od niezrównoważonej kuzynki. Uścisnęli sobie ręce. - Frank, to Hermiona. - Przedstawił obracając ją, by stanęła twarzą w twarz z Frankiem, a plecami do państwa Lestrange.
- Cześć! - przywitał ją radośnie Frank, sięgając po jej rękę i całując ją.
Hermiona pomyślała, że niedługo zostanie jej na dłoni permanentny odcisk ust. Mimo to uśmiechnęła się i powiedziała:
- Cudownie cię poznać, Frank. Pracujesz z Syriuszem, prawda?
- Tak. - potwierdził. - Tuż za ścianą. Dla mnie to raczej problem, bo zazwyczaj Moody myśli, że jestem współwinny.
Hermiona zaśmiała się. Frank był pewnym siebie facetem i nie mogła przestać myśleć o tym jak wiele Neville zyska jeśli to on, a nie Augusta będzie jego wzorem do naśladowania. Zdecydowała, że przy następnym spotkaniu wspomni Dumbledore'owi o ochronie dla Longbottomów.
Rozejrzała się i zdała sobie sprawę, że dwoje ludzi odpowiedzialnych za upośledzenie Franka stało tuż obok niej. Jakim cudem dwaj aurorzy stali obok znanych Śmierciożerców i jeszcze ich nie aresztowali? Syriusz to jedno, bo musiał utrzymywać swoją przykrywkę... ale Frank? Ale Lestrangowie już się odsunęli. Prowadzili teraz szeptaną dyskusję z uczesanym w kucyk Judsonem.
Kiedy znów zwróciła na niego swoją uwagę Syriusz cicho rozmawiał z Frankiem.
- Wiem, że to irytujące, a mimo to Ministerstwo dalej nie przyznaje, że do niego przeniknęli. Jakby to nie był wystarczający dowód.
Frank przytaknął ze śmiertelną powagą.
- Cóż, Black, chętnie bym się jeszcze czegoś napił. Chcecie coś?
- Ja dziękuję. - odparła Hermiona.
- Ja też. - dodał Syriusz, a potem odwrócił się do Hermiony i powiedział. - Teraz kiedy pan i pani Le Dziwni są zajęci, co powiesz na jeszcze jeden taniec?
- Tylko jeśli jakoś poradzisz sobie z moim kiepskim poczuciem rytmu. - odparła cierpko.
- Jakoś dam sobie radę. - zaśmiał się Syriusz. - Do zobaczenia później, Longbottom. - powiedział, ściskając rękę mężczyzny, a potem ponownie pociągnął Hermionę w stronę parkietu.
- Syriuszu? - spytała, kiedy zaczęli powoli kręcić się po parkiecie. - Czemu nie możesz po prostu aresztować Lestrangów? Wiesz, że to Śmierciożercy, musisz mieć dość dowodów, by ich zamknąć.
Spojrzał na nią. Znów tańczyli blisko siebie, żeby ukryć dyskusję pod płaszczykiem słodkich słówek szeptanych ukochanej osobie.
- Masz na myśli o coś oprócz tego, że według twojej rozpiski nie powinni zostać złapani?
Hermiona zmarszczyła brwi. Całkiem zapomniała o tym maleńkim problemie.
- No tak. Wiem, że ty byś nie mógł, bo przecież musisz wydawać się lojalny wobec rodziny. Ale dziwi mnie, że Frank nic nie robi.
- To przez prawo, właśnie o tym rozmawialiśmy. - zaszeptał jej do ucha. - W Departamencie Przestrzegania Prawa są zwolennicy Riddle'a, którzy przez ostatnie sześć miesięcy wpisywali luki w przepisy dotyczących aresztowań. Nie możemy już aresztować nikogo tylko na bazie naszych podejrzeń, teraz musimy przyłapać ich na gorącym uczynku. Nigdy nie zrozumiem jakim cudem Crouch je przepuścił. To szaleństwo, jeśli mamy odpowiednie dowody możemy ich zabić albo torturować na miejscu, ale nie wolno nam ich aresztować jeśli nie zobaczymy na własne oczy jak popełniają przestępstwo.
- O Boże, nic dziwnego, że wszystko się rozpada. Nie miałam o tym pojęcia.
- O tak. - westchnął, palcami rysując kółka na jej biodrze. - W Ministerstwie jest bajzel, przecież ci mówiłem. - znów głośno wypuścił powietrze. - Nie dalej jak wczoraj musiałem wymyślać kompletne bzdury, żeby uzupełnić te wszystkie formularze. Nie zdziwię się jak znowu ich wypuszczą. Przynajmniej Rosiera już nie ma... Chciałbym tylko, żeby Noc Duchów nadeszła szybciej.
Brzmiał tak smutno, że Hermiona położyła dłoń na jego policzku i musnęła kciukiem kącik jego warg.
- Uśmiechnij się. - nakazała. - Ci uprzedzeni głupcy nie mogą pomyśleć, że cię nie uszczęśliwiam. Niech Bóg broni, żeby Bellatrix nie cofnęła swojego błogosławieństwa... Znaczy, w końcu pozwalam ci o siebie zabiegać, powinieneś być wdzięczny. - stanęła na palcach i pocałowała go w drugi policzek. Poczuła jak skóra pod jej ustami poruszyła się, kiedy mężczyzna się uśmiechnął.
- Merlinie, ale oni są porąbani. - zaśmiał się cicho w jej włosy. Przez chwilę tańczyli w ciszy, a potem Syriusz spytał z rozbawieniem. - Widziałaś jedzenie? Całkiem jak w kiepskim żarcie. Jak coś tak małego może mieć jakikolwiek smak?
Hermiona zaśmiała się.
- Wiem, to samo przyszło mi do głowy. To bez sensu.
Długo tak tańczyli pokazując sobie przykłady widocznej pretensjonalności u otaczających ich ludzi i przez cały czas chichocząc. Syriusz właśnie całkiem nieźle udawał czarodzieja, z którym przed chwilą się przywitali, kiedy Hermiona wreszcie dostrzegła Narcyzę. Uśmiechała się do nich, rozmawiając z dwoma starszymi kobietami, których Hermiona nie znała.
- Przywitamy się z Narcyzą? - zaproponowała Hermiona. - Może ona wie co tu robią Śmierciożercy.
Syriusz wydawał się niechętny.
- Umm... pewnie, ale nie na długo. Twoje umiejętności tańca znacznie się poprawiły i nie chcę tego zaprzepaścić.
Szturchnęła go w bok.
- Bardzo zabawne. - mruknęła sucho.
- Hermiono! Wyglądasz uroczo! - zawołała Narcyza, kiedy do niej podeszli. Przeprosiła kobiety i szeroko otwartymi oczami uważnie przyjrzała się sukni Hermiony. - Piękna suknia. - pochwaliła, całując Hermionę w oba policzki. - Czy to Ampelio?
- Tak, matka przywiozła mi ją z Mediolanu. Była tam w interesach w zeszłym tygodniu.
- Zastanawiałam się skąd ją wzięłaś. - odparła Narcyza. - Tu nie można ich kupić, kolekcję wypuszczono dopiero dwa tygodnie temu. - dotknęła miękkiego materiału. - Zielenieję z zazdrości... Twoja matka przyszła? - spytała rozglądając się.
- Tak, tańczy z twoim dziadkiem.
- O jeju. - westchnęła Narcyza, a jej oczy rozszerzyły się z przerażeniem.
Słysząc ten ton Syriusz parsknął śmiechem.
- Nie martw się, Cyziu. Ostrzegłem go. Chociaż Lady Fehr całkiem nieźle radzi sobie sama.
- Pewnie masz to po niej, Hermiono. - zauważyła z szelmowskich uśmiechem Narcyza. - Wszyscy zawsze mówili, że Syriusz wrodził się w Dziadka. Jeśli twoja matka daje sobie radę z seniorem, to oczywiste, że ty nie masz problemu z juniorem.
Hermiona zachichotała, a Syriusz przestał się śmiać i spojrzał na Narcyzę z rozdrażnieniem.
- Juniorem? To niezbyt miłe, Cyziu. Choć założę się, że Dziadka bardziej ubodłoby nazwanie go seniorem. I tak do twojej wiadomości, wcale nie trzeba dawać sobie z nami rady.
- Nieważne, kuzynie. - odparła, machając na niego ręką. - Bądź dżentelmenem i przynieś nam coś do picia. Musimy z Hermioną omówić kobiece sprawy.
- Naprawdę? - zdziwiła się Hermiona.
- O tak. Po pierwsze masz bezpośredni dostęp do sukni z Mediolanu, a to bardzo dobry znak dla naszej przyjaźni. - mrugnęła do niej.
- Wracam za chwilę. - oznajmił Syriusz, puszczając Hermionę pierwszy raz od bardzo dawna.
- Świetnie. - powiedziała Narcyza, kiedy się oddalił. - No więc, wyglądaliście na bardzo spoufalonych. Zgaduję, że to piśmidło miało jednak rację. Chociaż to pewnie przypadek. Jak sądzisz, ślub weźmiecie tutaj, czy w Szwajcarii?
- Umm... - wybełkotała Hermiona. - hmm, Narcyzo, my nie jesteśmy zaręczeni. Myślałam, że chciałaś porozmawiać o sukienkach?
- Powiedziałam tak tylko po to, żeby sobie poszedł. - zaśmiała się Narcyza. - Jak myślisz, kiedy się oświadczy? Zakładam, że twoja matka przyjechała po to, żeby dać mu swoją zgodę. A może będzie musiał spytać któregoś z twoich wujów?
- Naprawdę, Narcyzo. Jeszcze nie rozmawiamy o małżeństwie. To za wcześnie.
Narcyza wywróciła oczami.
- Powtarzaj to sobie. - zachichotała. - Jest zadurzony, a Cioteczka mi powiedziała, że dała mu pierścionek Babuni Irmy. Proszę, obiecaj, że pobierzecie się w Szwajcarii. Chętnie wybrałabym się na wakacje.
Hermiona zaśmiała się wbrew sobie. Przynajmniej dobrze wychodziło im udawanie pary. Zastanawiała się czy Narcyza nie będzie bardziej zawiedziona od Walburgi, kiedy za dwa miesiące pokaże swoje prawdziwe oblicze i porzuci Syriusza.
(1) To oczywiście tłumaczenie ikonicznego już na fandomie żartu „I'm Sirius", który jest całkowicie nieprzetłumaczalny. Znalazłam takie jego tłumaczenie w innym fanowskim tłumaczeniu opowiadania na tej stronie i postanowiłam przetłumaczyć to tak samo. (przyp. tłumacza)
