5 września

Dopiero po pół godzinie rozmowy z Narcyzą Hermiona zorientowała się ile minęło czasu. Gdzie zniknął Syriusz? Poszedł tylko przynieść im coś do picia, może zatrzymał go jeden z jego nadętych krewnych... ale nigdzie go nie widziała. Podjąwszy decyzję, że pójdzie go poszukać, przeprosiła Narcyzę, żeby pójść do łazienki i ruszyła przez tłum.

Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu. „Śmierciożerców też nie było" zorientowała się z narastającą paniką. Syriusz powiedział, że przyszli tu żeby rekrutować... czy chcieli zrekrutować jego?

- Gdzie idziesz, Hermiono? - spytał Frank Longbottom, kiedy mijała go w drodze na korytarz.

- Do toalety. - odparła z uśmiechem.

Mając nadzieje, że sytuacja nie była aż tak poważna jak wyobrażał to sobie jej nadpobudliwy umysł, Hermiona skierowała się w dół schodów prowadzących do kuchni. Syriusz skarżył się na brak prawdziwego jedzenia. Może po prostu zgłodniał?

Kiedy zeszła ze schodów usłyszała ciche głosy dobiegające z jadalni. Zamarła rozpoznając specyficzny sposób mówienia Malfoya.

- Mimo to, Rabastanie, musimy...

Nie dosłyszała końca wypowiedzi, bo nagle czyjaś dłoń chwyciła ją za nadgarstek i pociągnęła w ciemny kąt pomiędzy schodami a ścianą. Szarpnęła się, próbując wyciągnąć różdżkę z miejsca gdzie ukryła ją pod sukienką. Dźgnęła napastnika łokciem w żebra, rozległo się stęknięcie, a czyjaś dłoń zasłoniła jej usta.

Ułamek sekundy później rozpoznała Syriusza.

- Cicho. - syknął. Wąskie miejsce, w którym się ukrywali było bardzo ciemne i tylko czubek głowy Syriusza dało się zobaczyć w wątłym świetle sączącym się z holu. Oczy miał szeroko otwarte i czaił się w nich niepokój.

Znów słyszała głosy i zdała sobie sprawę, że Syriusz siedział tu podsłuchując.

- Co się dzieje? - szepnęła mu do ucha.

- Szukają czegoś. - zachrypiał cicho. Hermiona poczuła narastającą panikę. „Medalion, o Boże, o to chodziło." Plan nie zadziałał. Voldemort dowiedział się, że Regulus ukradł medalion Slytherina. Teraz sprawdzi też pozostałe. - Nie medalionu. - ciągnął Syriusz, czytając jej w myślach. - Zgaduję, że czegoś co należało do mojego ojca. Bellatrix, Rodolphus i Dolohov są na górze. Chyba w bibliotece, ledwo ich minęłaś.

- Mówię ci, że tu tego nie ma. - nalegał Rabastan za rogiem.

- Oczywiście. - warknął Malfoy. - Zapomniałem, że ty częściej tu bywasz. Czemu nie zapytasz swojego nowego chłopaka, gdzie to trzyma? Był w końcu Gryfonem.

- Zostaw to Malfoy. Mam prawo do przyjaciół. - uciął ostro Rabastan. - A tak w ogóle to czemu Czarny Pan tego chce? Strasznie dużo zachodu, żeby zdobyć bibelot.

- Nie kwestionuj słów Czarnego Pana, Lestrange. Może tobie tchórzostwo nie pozwala przyjąć Znaku, ale nam nie. - warknął inny głos.

„Gryffindor?"zastanowiła się Hermiona. „Czemu Riddle... nowy horkruks" zorientowała się... Ale przecież Dumbledore powiedział, że miecz był jedynym reliktem pozostałym po Godryku Gryffindorze. A nawet jeśli nie, to dlaczego szukaliby ich w domu Szlachetnego i Najbardziej Ślizgońskiego Rodu Blacków?

Kiedy tak stali blisko siebie, poczuła na twarzy ciepły oddech Syriusza.

- Chyba wiem, o co im chodzi. - mruknął. - Jest broszka... należała do mojej pra-prababki Eridanus Black. Poślubiła Lyella Mathesona, który był szwagrem prawnuczki Godryka Gryffindora... Myślisz, że Voldemort szuka czegoś z czego może zrobić kolejnego horkruksa?

Hermiona natychmiast przytaknęła, dziękując Bogu za tę jego zdolność szybkiego kojarzenia faktów.

- Syriuszu, nie mogą się zorientować, że słyszeliśmy. Musimy się ruszyć. Nie byłoby cię tu za pierwszym razem, jeśli zostaną złapani zbyt wiele może się zmienić. To za bardzo związane z horkruksami.

Hermiona odwróciła się od Syriusza i zaczęła przesuwać się w stronę schodów. Malfoy, Rabastan i pozostali dalej się kłócili, najprawdopodobniej mogli się z Syriuszem wymknąć niepostrzeżenie. To znaczy to czasu kiedy głosy stały się głośniejsze, bo Śmierciożercy zbliżyli się do drzwi.

- Chodźmy zobaczyć jak im idzie. - zasugerował Malfoy.

Syriusz chwycił Hermionę za ramię i przyciągnął do siebie, w głąb cieni. Przesunął się tak, żeby znalazła się za nim. A potem ku przerażeniu Hermiony rozległ się odgłos kroków na schodach nad nimi. A potem, ku jej jeszcze większemu przerażeniu rozbrzmiał głos Bellatrix.

- Sama sprawdzę w jej saloniku, ale najpierw musimy się pokazać, niedługo ktoś zauważy, że zniknęliśmy.

Hermiona miała pustkę w głowie. Nie wiedziała co powinna zrobić... Gdzie był Harry i jego peleryna, kiedy go potrzebowali? Gdyby wyszli zza zakrętu zobaczyliby ich albo ci, którzy schodzili ze schodów, albo Malfoy z pewnością, dowiedzieliby się, że ktoś ich podsłuchał.

Syriusz dalej trzymał ją za ramię, mocno zaciskając palce. Hermiona wyciągnęła różdżkę. Nie to żeby mogła jej użyć. Śmierciożerców było co najmniej sześciu i nawet ona nie działała tak szybko. Trzech z jadalni wyszło zza rogu, cały czas zajętych rozmową.

- Co robimy? - syknęła Hermiona. Nad nimi ukazał się skraj sukni Bellatrix. Zostaną tu odkryci, a wtedy ci poszukiwacze bibelotów zorientują się, że usłyszeli trochę, jeśli nie całość ich rozmowy, a jeśli przyłapią Syriusza na podsłuchiwaniu zaczną wątpić w jego lojalność.

Syriusz spojrzał na Hermionę. Teraz, kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do ciemności widziała go wyraźniej. Za jego ramieniem dostrzegła Malfoya i Rabastana spoglądających w górę schodów, na ich towarzyszy.

- Wybacz, - mruknął Syriusz. - ale musimy wyglądać na zajętych. - z drżeniem wypuścił powietrze, a potem mruknął. - Po prostu daj się ponieść. – z tymi słowami popchnął ją na ścianę i zaatakował jej wargi.

Z ust Hermiony uciekło zdumione sapnięcie, ale dokładnie nad sobą słyszała kroki, więc nie odsunęła się. Mimo, że wcześniej stali blisko siebie, to nijak się to miało do obecnej sytuacji. Czuła unoszenie się i opadanie jego piersi kiedy oddychał, a tą ręką, która spoczywała na jego plecach wyczuwała poruszanie się mięśni, kiedy przechylił się, przesuwając usta na jej szyję. To uczucie sprawiło, że zadrżała. Próbowała zmusić swój umysł do skupienia się na schodzących ze schodów Śmierciożercach, a nie na tym jak kilkugodzinny zarost Syriusza drapał ją w delikatną skórę szyi.

A potem znów całował ją w usta i Hermiona wplotła palce we włosy u nasady jego głowy, by przyciągnąć go jeszcze bliżej. „Wszystko w imię oszustwa" powiedziała sobie, ale kiedy poczuła jak jego język prześlizguje się po jej wardze, a pewna dłoń pełznie po jej boku, zdecydowała, że całkiem odpowiadała jej obecność złych złodziei broszek, którzy zmusili ich do udawania zajętych.

Jej ręka na plecach mężczyzny poruszała się sama, rysując niewielkie kółka i przysuwając go bliżej. W jej żołądku narastało ciepło, serce tak szybko i mocno pompowało krew, że Syriusz musiał to czuć, bo znów całował jej szyję, a jego język przebiegał po wrażliwej skórze.

Nie mogła powstrzymać cichego westchnięcia, które jej się wymknęło. Oczy miała zamknięte, nie potrafiła myśleć o niczym z wyjątkiem tego uczucia. Jednocześnie gorąco i łaskotanie i smakowitość. A potem znów ją całował i to z coraz większą siłą. Jego dłonie wędrowały w górę i w dół jej talii. Jęknął cicho, kiedy zareagowała, a ten dźwięk sprawił, że żołądek jej się zacisnął.

Jedyne co czuła to wargi i język i dłonie wędrujące po jej plecach i nagich ramionach. Nagle zorientowała się, że zapadła głucha cisza. Słyszała jak jego place przesuwały się po jej jedwabnej sukience i jak ich usta poruszały się razem. Z jakiegoś powodu to było ważne... Znów spróbowała się skupić, niechętnie odsuwając się od Syriusza.

Nie miała pojęcia co ją opętało. Czy naprawdę minęło tyle czasu, że zwykły pocałunek z przyjacielem sprawiał, że drżały jej kolana, a mózg się wyłączył?

A potem, kiedy oboje dyszeli i spojrzała na jego twarz, w nikłym świetle z holu zobaczyła miękkie usta, o wiele bardziej czerwone niż normalnie, rozszerzone źrenice, ciężkie powieki. Obserwował ją. Włosy miał zmierzwione i jeszcze nigdy nie wydawał jej się bardziej przystojny niż w tym momencie... „O jeju."

- Dobrze się bawisz, kuzynie?

Uczucie ciepła i oczarowania, pękło jak bańka mydlana na dźwięk tego głosu. Bellatrix. Syriusz pierwszy odzyskał nad sobą panowanie, ale ani na moment nie spuścił wzroku z Hermiony. Jego klatka piersiowa unosiła się pospiesznie.

- Nie wiesz, że to niegrzecznie przerywać, Bello? - spytał chrapliwie. Potem odchrząknął i lekko potrząsnął głową, mrugając nieprzytomnie i obracając się do swojej kuzynki. Uśmiechnął się do niej bezczelnie. - To niezdrowe dla faceta.

Kąciki ust Bellatrix uniosły się nieprzyjemnie.

- Jesteś taki wulgarny, kuzynie. - przeniosła nieprzechylne spojrzenie na Hermionę. - A ja myślałam, że mam do czynienia z prawdziwą damą. – biła od niej wyższość i niechęć. - Nie powinnaś zgadzać się na wszystko o co poprosi. Może i pragnie twojego statusu, ale nigdy nie będzie cię szanował. Zastanawiam się, co by powiedziała Ciotka Walburga.

- Nie wydaje mi się, żeby jej to przeszkadzało. - odezwał się głęboki głos Polluxa. Hermiona odetchnęła w duchu. - Czym jest jeden pocałunek. Hermiono, matka cię szuka, jest już gotowa do wyjścia.

- Dziękuję, panie Black. - Hermiona wreszcie odzyskała głos. Spojrzała na Bellatrix. - Wspaniale było cię poznać, Bello. Jestem pewna, że jeszcze się spotkamy.

Szyderstwo zniknęło z twarzy Bellatrix, a na jego miejscu pojawił się bardzo szeroki i bardzo fałszywy uśmiech. Wrażenie było przerażające.

- Pannę też, panno Fehr.

Zanim Bellatrix skończyła zdanie, Syriusz już prowadził Hermionę w górę schodów, poza zasięg wzroku swojej kuzynki.

- Też powinniśmy już iść. - powiedział cicho, kiedy wrócili do salonu.

- Gdzi byliści? - spytała Frederika, która stała tuż za drzwiami. Przebiegła spojrzeniem po ich zarumienionych twarzach i potarganych włosach Syriusza.

Hermiona zorientowała się, że przez poczucie winy i wstydu, które zagnieździło się w jej żołądku, nie może napotkać spojrzenia Frederiki. Nie była głupia, wiedziała, że to udawanie zajętych podobało jej się znacznie bardziej niż powinno, biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo odkrycia przez Śmierciożerców.

Najwyraźniej Syriuszowi wcale to nie przeszkadzało.

- Wykorzystywaliśmy tylko chwilę samotności, Lady Fehr. Bardzo mi przykro, że kazaliśmy pani czekać.

Frederika spojrzała na Hermionę znacząco. „Wspaniale" pomyślała młoda kobieta. „Oto jedyna osoba, która wierzyła, że ona i Syriusz tylko się przyjaźnili." To nie wina Hermiony, że Syriusz świetnie całował, a ona zbyt długo żyła pozbawiona bliskości.

- To żaden problem, Schatz. Widzimy się w ponidziałek, prawda?

- Tak, Mami. - odparła Hermiona, która już się tego bała. - Dziękuję, że przyjechałaś aż tutaj... - Frederika przerwała jej przytulając ją.

- Przyjemność po mojej sztronie, Schatz. - powiedziała Frederika uspakajającym tonem. - Miałam rację, naprawdę potrzebujesz teraz matki. Ni wszysztko jeszt taki na jaki wygląda.

Hermionę rozczuliły jej słowa. Ta kokieteryjna kobieta z innego kraju tak bardzo im pomagała, robiła wszystko co w jej mocy tylko po to, żeby pomóc pokonać czarodzieja, który w jej kraju nie był wcale taki potężny. I nie prosiła o nic w zamian, oprócz może przywileju ubierania Hermiony, a teraz jeszcze ją przytulała, ponieważ nawet po dwunastu godzinach znajomości zdała sobie sprawę, że dziewczyna była niezwykle skonfundowana. Ten gest sprawił, że Hermiona trochę się odprężyła.

- Dziękuję ci, Frederiko. - szepnęła. - Za wszystko.

Kiedy one się przytulały, przybył Pollux i teraz prowadził z Syriuszem rozmowę składającą się tylko z mrugnięć i przekręcania głowy.

- Mam nadzieję znów panią zobaczyć, Lady Fehr. - powiedział Pollux, kiedy Frederika puściła Hermionę. - Jaśniała pani niczym gwiazda na tle tego ponurego przyjęcia.

- Pan też, panie Black. - odparła Frederika. - Już pożegnałam się z pana córką, więc teraz chyba już pójdę. Jeszcze raz dziękuję za przemiły wiczór. - uśmiechnęła się do Polluxa, który odpowiedział skłaniając głowę.

Syriusz i Hermiona w ciszy odprowadzili Frederikę do drzwi, po drodze zabierając jej kuferek, który wcześniej schowano w jadalni.

- Da pani radę sama się aportować? - spytał Frederikę mężczyznę. - Mogę pójść z panią, jeśli pani chce.

- Ni ma takij potrzeby, drogi chłopcze. W Hogsmeade szpotkam się z twoim uroczym przyjacielem Remusem, który odprowadzi mni do Hogwartu.

Napięcie, które czuła Hermiona odrobinę się rozwiało, kiedy wyobraziła sobie zarumienione policzki Remusa. Uśmiechnęła się. Biedak, z Hogsmead do Hogwartu był kawałek drogi.

- Wspaniale. Więc będzie pani całkowicie bezpieczna, już Remus tego dopilnuje. - odparł Syriusz. - Jeszcze raz dziękuję, Lady Fehr. Jesteśmy pani dłużnikami.

- Bah. - Frederika machnęła ręką. Uśmiechnęła się i otworzyła drzwi. - Do zobaczenia w poniedziałek, moja Schatz.

Hermiona przytaknęła, a Frederika wyszła za próg, obróciła się na pięcie i zniknęła. Też wyszli, a Syriusz zamknął za nimi ciężkie drzwi Grimmauld Place. Wziął dziewczynę za rękę i pociągnął ją za sobą w ciemność.


Kiedy tylko pojawili się na znajomym wąskim balkonie, Hermiona puściła jego dłoń i otworzyła szklane drzwi.

- Chcesz herbaty? - spytała, odzywając się do Syriusza po raz pierwszy odkąd powiedział jej o broszce Gryffindora. Miała pewność, że skoro już wiedział, że nie potrafiła oddzielić gry aktorskiej od rzeczywistości, będzie wolał wrócić do siebie.

To nie tak, że zamierzała się na niego rzucić, ale fakt faktem, nie sprzeciwiałaby się, gdyby chciał ją jeszcze raz pocałować chociaż czuła się źle ze świadomością, że w obliczu bardzo poważnej sytuacji zachowywała się jak zakochana nastolatka.

- Pewnie. - powiedział cicho, podążając za nią do środka.

„Przybyłaś tu żeby zabić Riddle'a, żeby zapewnić swoim przyjaciołom lepsze życie." strofowała sama siebie. Harry i Ginny i pani Weasley i Ron. Ron! O Boże, co z nią było nie tak... jak mogła? Ani razu o nim nie pomyślała. Nie odkąd Syriusz pociągnął ją w tamten kąt. Nie, teraz kiedy zwróciła na to uwagę, zdała sobie sprawę, że nie myślała o nim od tygodni.

Była okropną, samolubną suką. Wyćwiczyła się w nie myśleniu o swoim rozpadającym się związku z Ronem podczas swojego pobytu tutaj, bo to sprawiało, że czuła smutek i beznadziejność. A ponieważ spędzała tyle czasu sama, to zbyt łatwo było poddać się tym uczuciom i zastanawiać się nad tym co by było gdyby. Więc odepchnęła od siebie te myśli i postanowiła dać tu z siebie wszystko i dopiero po powrocie zmierzyć się z konsekwencjami. Ale to jeszcze nie powód, by całkiem zapomnieć o Ronie.

Miesiące temu zdała sobie sprawę, że bez Riddle'a może nawet nie zaprzyjaźnić się z Harrym i Ronem. A bez przyjaźni, na której można będzie budować, Ron może się w niej nie zakochać. Dalej go kochała, ale uczucie zaczynało przypominać to, którym darzyła Harry'ego. Ale to mogło się jeszcze zmienić. Prawda, że mogło? Był jeszcze jeden powód jej decyzji o nie myśleniu o nim. Przekonanie, że siła, która popchnęła ją do cofnięcia się w czasie za pierwszym razie może już nie istnieć, kiedy wróci wpędzała ją w depresję. „Jeśli tylko będzie szczęśliwy" powiedziała sobie. „Dlatego tu przybyłaś. Żeby ich uszczęśliwić."

„A co z Syriuszem?" pomyślała gorzko. Godzinę wcześniej jego też uważała za dobrego przyjaciela. Ale teraz... cóż, niewiele się zmieniło. Przeszukała własne myśli. Nie, to po prostu nie musiało się zmienić. Spodziewała się, że teraz spojrzy na nią inaczej.

Speszyła się na myśl, że starszy Syriusz będzie wiedział z jaką łatwością do niej dotarł. Jak prawie rzuciła się w jego ramiona. Miała nadzieję, że nie będzie zbyt zniesmaczony, kiedy do niego wróci. Całował ją z entuzjazmem... ale był facetem, a pocałunek to tylko pocałunek, prawda? Więc nie powinien nic zmienić.

„Dwa pocałunki" przypomniała sobie.

Napełniła czajnik i wściekle nastawiła wodę na herbatę. Właśnie wyciągała filiżanki z szafki, kiedy Syriusz oparł się o blat obok niej Zerknęła na niego, a potem zwróciła się z powrotem do tacy z herbatą.

- Przepraszam. - odezwał się. Za co ją przepraszał? Za to, że była rozwiązłą kobietą? Znów na niego spojrzała. Spuścił głowę, a włosy opadały mu na twarz ukrywając jego twarz, więc nie mogła dostrzec jej wyrazu. Najwyraźniej fascynowały go własne paznokcie.

- Nie, ja... - wymamrotała.

- Jesteś na mnie zła. - przerwał jej, cały czas wpatrzony w swoje dłonie. - Naprawdę myślałem, że to najlepszy sposób na uniknięcie wykrycia. Myślałem, że dam radę...

- Wszystko jest w porządku, Syriuszu. Miałeś rację. - przeszkodziła mu. - Niczego nie podejrzewali. - a potem dodała smutno. - Przepraszam jeśli... um...trochę... przesadziłam. - czuła wypływające na twarz rumieńce i użyła dzbanka z kawą jako wymówki, by się odwrócić.

- Ty? - Syriusz wydawał się szczerze zdumiony. - Ja... nie ważne. - skończył.

Milczeli, kiedy Hermiona wypełniała dzbanek wodą z gorącego czajnika i zanosiła go do salonu. Ledwo dawała radę patrzeć na Syriusza. Jedyne czego pragnęła to odejść, ale tego nie zrobiła. Sumiennie nalała herbaty najpierw jemu, a potem sobie, a następnie usiadła na fotelu wolnym od stert notatek i zajęła się przerzucaniem kartek książki od Remusa, którą obecnie czytała. Nawet nie spojrzała na Syriusza, kiedy do niej dołączał.

Opadł na kanapę, jak zwykle zakładając ręce za głową i zarzucając stopy na podłokietnik. Odetchnął teatralnie, a kiedy nie zareagowała zaśmiał się.

- No to jest cholernie niezręczne.

Spojrzała na niego. Jego w połowie zażenowana, w połowie rozbawiona mina sprawiła, że ona tez zachichotała nerwowo. Niczym dziecko udał dźwięki jakie wydaje się przy pocałunku.

- Merlinie, ale z nas para. - mruknął, a potem zaniósł się porażająco niemęskim chichotem.

I tak po prostu stał się tym Syriuszem sprzed kilku godzin, tym samym, z którym planowała zabicie Voldemorta, tym samym, który się z nią droczył i żartował, tym samym, który kochał niebieskie makaroniki tak bardzo, że przypominało to kolorowy faszyzm.

Głupi pocałunek, nie miał zupełnie żadnego znaczenia.


„Głupi pocałunek" pomyślał Syriusz, leżąc obok Hermiony w hotelowym łóżku. Zegarek przy łóżku wskazywał 3:32. Leżał tak, udając, że śpi od trzech godzin i czterech minut. Był idiotą. Spodziewał się, że Lunatyk go skrzyczy. Dotychczas był wyrozumiały, ale to mogło wszystko zmienić.

Zignoruj to? Cholernie niemożliwe.

Syriusz prawie obraził się na Hermionę. Jak śmiała pojawić się na Gali, wyglądając tak niesamowicie pięknie? Tylko dlatego zgodził się zostawić ją z Narcyzą, że cały czas walczył, by jej nie dotykać. Wszystko szło dobrze dopóki tańczyli, bo wtedy mógł to robić swobodnie. Ale mogłaby uznać to za odrobinę dziwne gdyby uparł się, żeby chodzili po pokoju tak do siebie przyciśnięci.

Kiedy zdał sobie sprawę, że byli uwięzieni w kącie przy schodach, chwycił szansę zdobycia tego czego pragnął.

Drań. Samolubny bałwan. Ale ona też cię całowała... pragnęła cię, naciskał dewiant w jego głowie. Tylko udawała. Odparło jego sumienie. Wszyscy lubią się całować. To nie znaczy, że cię lubi.

Pięćdziesiąt siedem dni. Więc nawet jeśli go lubiła, to to nie miało znaczenia.

Cieszył się, że im przeszkodzono, bo zdążył całkiem zapomnieć, że tylko udawali. Zatracił się w tym jak go do siebie przyciągnęła i jak westchnęła, kiedy pocałował ją w szyję. Wszystko zlało się w wysoce przyjemną plamę podniecenia. Uklepał swoją poduszkę, mając nadzieję, że dzięki temu zrobi się wygodniejsza.

„Hermiona najwyraźniej nie powracała do tego myślami" pomyślał. Naprawdę myślał, że się wydał, kiedy wrócili, a ona nie chciała nawet na niego spojrzeć.

Syriusz myślał, że była zła, bo nieostrożnie zapomniał o tym jak ważną misję wykonywali i że nie mieli czasu na lekkomyślne rzeczy takie jak całowanie, bo przecież musieli zniszczyć kawałki duszy i uratować przyszłego chłopaka.

Ale się pomylił. Wypili po filiżance herbaty i jak zwykle poszli do łóżka.

A teraz spała obok niego, a on chciał tylko pocałować ten odkryty kawałek jej szyi, odsłonięty przez luźny kołnierzyk jej straszliwie seksownej flanelowej piżamy. Chrzanić to. Przysunął się bliżej, zmniejszając odległość między nimi do minimum i objął ją ramieniem.

Kiedy pochylił się, by pocałować ten odkryty kawałek skóry, dostał tylko w twarz kępą krzaczastych włosów z jej kucyka, ale to nie miało znaczenia.

Zamknął oczy, a Hermiona najwyraźniej wyczuła go przez sen, bo poruszyła się nieznacznie. Spiął się. Oczekiwał szturchnięcia w żebra, albo sennego polecenia, by się „wynosił", ale Hermiona tylko wydała z siebie cichy dźwięk zadowolenia i oparła się o niego.

Karcił się za zachowywanie się jak dziewczyna, ale w tym samym czasie na jego usta wypłynął uśmiech.